Aktualny czas: 23.11.2017, 13:15 Witaj! (LogowanieRejestracja)

Z mniejszym ale wciąż poślizgiem przedstawiamy: Rozdział 884 PL
Ankieta: Ile czasu jesteś w stanie czekać na nowe WW?
Tydzień. Potem nie czytam.
Dwa tygodnie. Znaj łaskę pana!
Miesiąc poczekam, a potem spier****
Ile będzie trzeba. Miejże normalne życie biedny autorze.
[Wyniki ankiety]
 
Odpowiedz 
(80. Sic.)Wystarczy Wierzyć
Autor Wiadomość
Najuch Offline
Bóg Urlopu
Pirat

*
Liczba postów: 912
Dołączył: 26.03.2009
Skąd: Olsztyn
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #1
(80. Sic.)Wystarczy Wierzyć
No i docieramy do drugiej księgi. Wygląda to jak wygląda, proszę więc o liczne komentySmile

Na początek niewielka przygoda połączona jednak z tym co stanie się później jak wół. Może się wydać nieco dziwnie, ale co tu dużo mówićSmile Powodzenia w czytaniuSmile

REDIII STEDIII GOUUU!!!!!


Mark von Ribben nigdy nie lubił swojego zajęcia. Wstąpił do Marines, żeby spełnić oczekiwania ojca i matki, chciał by byli z niego dumni. Działał wbrew sobie. Niemniej jednak był człowiekiem dosyć zmyślnym, sprytnym i inteligentnym. Umiał sobie poradzić w każdej niemal sytuacji. Dlatego po dziesięciu latach służby znacznie awansował i został oddelegowany do głównej siedziby Światowego Rządu, jako jeden z osobistych strażników Gorousei. Bądź co bądź nie zmieniło to jego podejścia.
Tego dnia, jego zadanie wyglądało tak jak zawsze. Przechadzał się korytarzami siedziby, z zadaniem wyłapywania najdrobniejszych szczegółów, wszystkiego co mogłoby zaniepokoić starszych. Nigdy niczego nie znajdywał. Tak chronione miejsce jak to, było zarazem niesamowicie nudne, a pilnowanie pięciu staruchów, którzy siedzieli w miejscu i wydawali rozkazy, było wręcz obrazą dla jego zdolności. Znów powolutku schodził po schodach, palił leniwie papierosy, popijał kawę. Nic nie miało prawa się stać. A jednak.
Akurat wyszedł z kuchni i skierował się w stronę schodów, gdy usłyszał za sobą głuchy łoskot. Odwrócił się natychmiast gotów by użyć Rokushiki, dobyć pistoletu, szabli, czegokolwiek. Nie były mu jednak potrzebne. Szczęka niemal opadła mu do ziemi. Nigdy, przenigdy nie spodziewałby się, że zobaczy coś takiego.
- Jakim... jakim cudem do cholery?! ? wyjąkał, a potem mocno się uszczypnął, pewien że śni.



ONE PIECE

Wystarczy Wierzyć
Księga druga

35. Przygnębiająca wyspa.



Niebo było błękitne, zaś morze falowało cicho i spokojnie. Leciutka bryza przynosiła ukojenie, zarazem dostatecznie prąc w żagle, by Thousand Sunny mógł w spokoju płynąć przed siebie. Na otwartym morzu Słomiani byli już od trzech dni, zgodnie ze wskazówkami Log Pose, na następnej wyspie znaleźć się mieli pod wieczór.
Nami korzystając z pięknej pogody rozłożyła na tylnym pokładzie leżak i położyła się w stroju kąpielowym, chciała nieco się opalić. Na szyję i kark, z którego blizny bynajmniej nie zniknęły narzuciła bladoróżową apaszkę. Wiedziała, że ta część garderoby będzie towarzyszyła jej już zawsze, bez względu na pogodę, ale powoli udawało jej się z tym pogodzić. Tak samo jak ze stratą Franky?ego. Marisa mimo nieśmiałości, także dała się wcisnąć w kąpielówkę i położyła się obok nawigator. Czuła się jednak nieswojo. Dotychczas nie przebywała w towarzystwie tak pięknej kobiety jak Nami, a ukradkiem zerkając na jej klatkę piersiową łapała poważne kompleksy.
Sanji natomiast tradycyjnie wyskoczył z kuchni ściskając w dłoniach trzy podłużne szklanki wypełnione żółtawym drinkiem.
- Nami-swan, Mari-chan, Robin-chwaaan!!!! ? krzyknął wpadając na pokład. ? coś do picia w ciepły dzień. Od księcia z bajki!!!
Marisa zmarszczyła czoło patrząc jak Nami zaczyna się śmiać z kucharza, gdy ten stawiając przed nią drinka wypowiedział więcej dziwnych haseł, niż w życiu słyszała. Zresztą wciąż nie miała humoru i straszliwie dziwiło ją podejście słomianych. Sanji chyba dostrzegł jej minę bo nieco spoważniał i podał jej napój.
- Mari-chan, co się dzieje? ? zapytał wyciągając papierosy.
- Nic... po prostu nie do końca rozumiem wasze zwyczaje... I wasze poczucie humoru...
- Wiem o czym myślisz. ? powiedziała Nami pociągając spory łyk(?wyśmienite?) ? Jak możemy w ogóle się uśmiechać po utracie dwóch nakama.
- Widzisz, spójrz na Luffy?ego. Jego samopoczucie nam się udziela. Płakaliśmy przez bity miesiąc. Musimy wstać i pójść dalej, prawda? ? Sanji odpalił King Daimonda. ? A propo Luffy?ego...
Kapitan aktualnie pełnił dyżur na bocianim gnieździe. Bez Zoro, któremu zwykle to zadanie przypadało, trzeba było dzielić się tym obowiązkiem. Luffy, mimo, że poważnie traktował swoje zadanie, było w końcu bardzo pirackie, to jednak więcej czasu spędzał pałaszując mięso, które ukradkiem podwędzał z kuchni. Robił przy tym nadzwyczaj dużo hałasu.
Marisa uśmiechnęła się lekko.
- Pewnie wkrótce się nauczę.
- A właśnie, gdzie Robin-chwan? ? zapytał Sanji rozglądając się.
- Ona jeszcze sobie nie poradziła z tym co się stało. Dajmy jej czas ? odparła Nami ? I przynieś dokładkę drinka, jeśli możesz.
- Tak, za chwilę. ? kucharz posłał jej ciepły uśmiech i ruszył po schodach w dół, do pokoju kobiet.
Robin istotnie, nie wyglądała najlepiej. Znalazła ucieczkę w książki, kilkadziesiąt woluminów dostała w prezencie z Kaneyamskiej biblioteki, teraz zgłębiała je starając się nie myśleć o śmierci Franky?ego. Oczy jednakże miała podkrążone, bo przez ostatni miesiąc bardzo mało spała. Sanji bynajmniej nie zamierzał jej się narzucać. Wystarczyło, że Nami i Marisa sporo z nią rozmawiały każdego wieczora, w końcu wszystkie dzieliły pokój.
- Robin-chwan ? powiedział Sanji stawiając na biurku drinka.
- Dziękuję. ? odparła nie podnosząc głowy znad książki.
Czarnonogi nie wiedział co dodać. Po prostu odwrócił się i ruszył do wyjścia. W drzwiach jednakże zatrzymał się na moment i odwrócił się do przyjaciółki.
- Pamiętaj, że wszyscy jesteśmy z tobą. Mimo tych codziennych śmiechów i żartów, wiemy co się stało. I nigdy nie zapomnimy. Jeśli chcesz, zawsze możemy pogadać. ? mrugnął do niej i zamknął za sobą drzwi. Udał, że nie słyszy jak płacze i wrócił na pokład.

Przywitał go Usopp.
- WYSPAAA!!!! ? wrzasnął sprawiając, że kucharz niemalże padł na plecy.
- Co?
- Sanji!!! Wyspa!!! Szykuj przekąski, ruszamy na ląd! ? krzyczał Luffy biegając jak oszalały po dziobowej części pokładu.
Nami i Marisa już tam stały patrząc przed siebie. Kapitan wyszczerzył zęby w radości i machnął ręką do Sanji?ego.
- Choćże, zobacz!
Zbliżali się do wyspy, co do tego nie było żadnych wątpliwości. Wieczór był niedaleki, złapali dobry wiatr, więc miało to sens.
- Dobra. ? rzekła Nami zdecydowanie sprawdzając wpierw czy to na pewno o tą wyspę chodziło Log Pose. ? Chopper!! Kurs 10 stopni w prawo!!!
Chopper w swojej powiększonej formie idealnie nadawał się na sternika, co Słomiani skrzętnie wykorzystywali. Teraz lekarz uśmiechnął się szeroko i zakręcił kołem. Statek zaczął skręcać.
Luffy ponownie rozdziawił usta śmiejąc się donośnie. Uwielbiał nowe wyspy. Wierzył z całego serca w to, że tak ciężkie wydarzenia jak te z Kaneyamy już nigdy się nie powtórzą i że teraz będą mogli cieszyć się przygodą. Czystą niczym nie skażoną przygodą. Mylił się.

Thousand Sunny bez żadnych problemów dobił do brzegu wyspy. Luffy jako pierwszy wyskoczył na piaszczystą plaże, napalony na przygodę, nie była to pierwszyzna. Tak samo nikt się nie dziwił kiedy Usopp skoczył za nim lądując z głową wbitą w piasek.
Robin zdecydowała się zostać na statku, Chopper i Marisa zaś zaoferowali, że dotrzymają jej towarzystwa. Wiedzieli, że kobieta jeszcze się nie podniosła po śmierci Franky?ego. Sanji też zaproponował, że zostanie, ale ponieważ zapasy otrzymane od mieszkańców Kaneyamy powoli się kończyły uznano, że lepiej będzie jak kucharz zrobi porządne zakupy. Nami zaoferowała swoją pomoc, przy czym Usopp uśmiechnął się pod nosem. Wiedział co się święciło między nimi jak i reszta załogi. Tylko Luffy sprawiał wrażenie totalnie nieświadomego. We czwórkę ruszyli w głąb wyspy.
Teren zupełnie różnił się od topografii Kaneyamy. Wyspa była pagórkowata, spora, ale pozbawiona dużych lasów. Gdzieniegdzie widać było nieduże zagajniki, przeważały jednakże pastwiska, na których nie trudno dostrzec było stadka owiec. Po środku mieściło się spore miasto, jedyne na tej wyspie. Tam właśnie skierowali się Słomiani. Żar lał się z nieba, dokuczając im ?urokami? letniej wyspy.
- Czuję się jak w Alabaście ? powiedział Usopp ocierając pot z czoła.
- Sanji... wodaaaa!!! ? jęczał Luffy przewalając się po ziemi ? WOOODAA!!!
Kucharz uśmiechnął się. Już dawno ściągnął marynarkę i poluzował krawat.
- Zluzuj Luffy. Dotrzemy do miasta, kupimy wodę.
- Letnie wyspy... Ech, dawno już nie było czegoś takiego. ? dodała Nami.
Była lekko ubrana, ale mimo to na jej czole pojawiły się kropelki potu.
Do miasta dotarli bardzo szybko i bardzo szybko ich dobry humor po prostu się ulotnił. To nie było przyjemne, tętniące życiem miasto jak Logue Town . To nie była pustynna, zniszczona żywiołem Yuba. Było zachowane w doskonałym stanie, ale ciche, spokojne i cholernie przygnębiające. W cichym śpiewie cykad słychać było jedynie pojękiwania ludzi. W nozdrza uderzał dziwny, nieskonkretyzowanego pochodzenia swąd.
Luffy umilkł zwalniając kroku. Przez chwilę miał wrażenie, że już nigdy nie trafią do miejsca, w którym będzie mógł z uśmiechem wbiec do pierwszej lepszej karczmy, zajadać się do oporu i bawić się z załogą.
Szybko znaleźli sklep. Niewielki budynek położony przy głównym placu miasteczka, z obdrapanym, starym szyldem. Przed wejściem siedział jakiś człowiek otulony ciemnozielonym płaszczem, postrzępionym i połatanym. Nad nim latała gromadka much, zaś cichy jęk sprawiał, że po plecach Słomianych przeszły dreszcze. Gdy tylko ich dojrzał wyciągnął w ich stronę obandażowaną rękę.
- Wspomóżcie biedaka drobnym groszem...
Mimo protestów Nami Sanji wcisnął mu w dłoń kilka monet i wkroczył do sklepu nie wiedząc co myśleć o tym mieście.
Zapach jaki panował w środku przyprawił go o mdłości, ale twardo podszedł do zabrudzonej lady.
- Jest tu ktoś? ? zapytał głośno i z zaplecza wyszedł niewysoki człowiek w brudnym fartuchu. Na oko miał około 50 lat, zaś jego twarz sprawiała wrażenie totalnie wyniszczonej. Był blady jak ściana.
- Dobrze się pan czuje? ? zapytał kulturalnie pirat mając wrażenie, że sprzedawca za chwilę straci przytomność.
- Czy dobrze się czuję? ? powiedział tamten chropowatym, zdartym głosem. ? Czy dobrze się czuję?! Słyszałaś to? Clair, słyszałaś?! Koleś pyta czy dobrze się czuję!!!
Sanji nie wiedział jak zareagować na dziwne zachowanie sprzedawcy, nie odezwał się więc. W między czasie do sklepu weszli Nami i Usopp, który poinformował, że Luffy pobiegł coś zjeść do pobliskiej gospody (zabierając wcześniej masę pieniędzy długonosemu).
Do sprzedawcy dołączyła po chwili kobieta nazwana Clair i uśmiechnęła się do nich blado. Była w średnim wieku, ale sprawiała wrażenie znacznie starszej. Włosy miała rzadkie, zniszczone i posiwiałe, zaś na twarzy malowało się nieskończone zmęczenie.
- I czym ich winisz. Nie są stąd. ? powiedziała uśmiechając się ciepło do piratów.
- Co się dzieje? ? zapytał Usopp ? jesteście chorzy?
- Chorzy... SŁYSZAŁAŚ CLAIR?! On pyta czy jesteśmy chorzy!!! ? krzyknął mężczyzna chowając twarz w dłoniach.
- Dobrze, kochanie, idź odpocząć, ja się nimi zajmę. ? rzekła Clair delikatnie popychając męża w stronę drzwi na zaplecze.
Potem odwróciła się do Słomianych.
- Musicie mu wybaczyć. Wciąż nie może pogodzić się z tym co tutaj się dzieje.
- Ale co się stało? ? zapytał Sanji. Zupełnie zapomniał o jedzeniu.
- Jesteśmy chorzy. ? odparła Clair.
- Cholera, że nie ma z nami Choppera. ? syknął Usopp.
- Choppera?
- Nasz pokładowy lekarz ? objaśniła Nami zaciekawiona sytuacją.
- Lekarz nie pomoże... ? rzekła Clair spokojnie ? Też mamy lekarzy. Część nie żyje, część umierająca, a dla części to tylko kwestia czasu. Jak i dla nas.
- Chwila moment. ? powiedział zdecydowanie Sanji. ? Co tu się dzieje?
- Cała wyspa, wszyscy ludzie tutaj... Jesteśmy chorzy ? powiedziała kobieta uśmiechając się lekko. ? Wszyscy co do jednego. Matki, ich dzieci, ich mężowie, starcy... Wszyscy są nieuleczalnie chorzy. Część gnije, część kaszle krwią, część cicho umiera...
- Dla mnie to za wiele... ? szepnął Usopp. Złapał się za głowę i wyszedł ze sklepu.
To była przesada. Kolejna wyspa. Kolejny smutek, cierpienie, rozpacz. Do tej pory uważał Kaneyamę za ewenement, jednakże ta wyspa już na samym wejściu sprawiała wrażenie niesamowicie smutnego miejsca. Dla długonosego nie tym była przygoda. Wrócił myślami do początków podróży....
Tymczasem Sanji cierpliwie drążył temat.
- Dlaczego jesteście chorzy? ? zapytał.
- Nikt tego nie wie. Nikt nie ma pojęcia co to powoduje. Ale co do was, radzę wam szybko wyjeżdzać. Zarazicie się. Co podać? Choć może lepiej nic... Nasze jedzenie mogłoby wam zaszkodzić. - to mówiąc wskazała na oszkolną ladę, pod którą leżało kilka plastrów starej, zeschłej szynki.
- Fakt... wy się tym żywicie? ? zapytała Nami. ? może to od tego?
- Nie sądze... Wszystkie zwierzęta, rośliny także są chore. Dlatego ich mięso też jest niedobre. Nam jednak nie szkodzi... ? Clair poprawiła swoje zniszczone włosy ? Nie przejmujcie się nami i lećcie już. I tak nic tu nie zdziałacie.
Sanji chciał coś powiedzieć, ale zrezygnował gdy zobaczył, że Nami lekko kiwa głową. Zacisnął zęby i wyszedł na zewnątrz. Usopp stał po drugiej stronie ulicy z wzrokiem utkwionym w ulicę.
- Chodźmy stąd... Mam dosyć... ? powiedział, po czym ruszył w stronę Sunny?ego.


Jedzenie było paskudne. Luffy w życiu nie spodziewał się, że jedzenie mięsa może być takim cierpieniem. Niedogodowane, gorzkawe w smaku, według niego nadawało się tylko do kosza. Zapłacił nie dojadając nawet połowy potrawy i opuścił pustą niemalże zupełnie gospodę. Na całe szczęscie po drugiej stronie znajdował się inny lokal. Stwierdził, że jeśli nie może zjeść, to chociaż napije się piwa lub sake, Nami i Sanji pewnie jeszcze robili zakupy.
Miejsce do którego wszedł było nadzwyczaj spokojne. Pod ścianą siedziało kilku mężczyzn, którzy w przerwach między łykami złocistego płynu kaszleli, krztusili się i kulili, jakby pod naporem niewidzialnej siły. Barman także nie wyglądał na zbyt zdrowego, stał sącząc drinka. Przy samym szynkwasie ustawione były hokery, jeden z nich zajmował jakiś człowiek, reszta była wolna, toteż Luffy usadowił się wygodnie waląc ręką w stół.
- Polej browarka ! ? zawołał szczerząc się do barmana.
- Już się robi, zdrowiaku. ? rzekł tamten i odwzajemnił uśmiech ukazując czarne, zjedzone szkorbutem zęby.
Słomiany schwycił kufel i pociągnął spory łyk. Co jak co, ale piwo nie było takie złe. Zerknął na mężczyznę na drugim hokerze i ich spojrzenia się spotkały.
- Dobry browiec, broooł? ? zagadał tamten mówiąc z niesamowicie dziwnym akcentem. Do tego przeciągał ostatnie sylaby.
- Zdrówko? ? zapytał Luffy.
- Joł meeen, spoczko, nie? ? odezwał się tamten i natychmiast uderzył z całej siły w kufel Luffy?ego. ? Niezły z ciebie pacjent. Takie rozkminy na ?chorej wyspie?. Zdrówko, men? Wielkie joł dla ciebie.
Pirat nie zrozumiał połowy słów, ale uśmiechnął się szeroko. Drugi pijący nie wydawał się złą osobą. Miał ciemną skórę, nosił długą białą koszulkę i szerokie spodnie z bardzo niskim krokiem. Na głowie miał dobierańce, zaś na nosie okulary przeciwsłoneczne. W sporej dolnej wardze tkwił mu okrągły kolczyk, zaś uśmiechał się niemal tak szeroko jak Luffy.
- Co-c-c-co tu porabiasz brooooł??? ? powiedział dziwnie nienormalnie gestykulując prawą ręką. Pierwsze słowo powiedział jakby się zacinał.
- Dziwnie mówisz! ? krzyknął Słomiany śmiejąc się do rozpuku.
- Wkręcasz, że nielegal?! ? murzyn znowu łyknął piwa. ? Masz jakieś wąty?! Solóweczka meeen?
- Jestem Luffy. ? chłopak zignorował zaczepkę mężczyzny. Na ciemnym czole pojawiła się kropelka potu.
- Spooonio. Ja jestem eeem siii Nielegal. Dla przyjaciół Tai.
- Ciekawe nazwisko masz. Lubię cię!!! ? Luffy uderzył w kufel murzyna.
- Heh, dobrze kminisz meeen... ? dodał Tai i obaj się roześmiali.
Ewidentnie nie pasowali do miejsca i do sytuacji. Ludzie patrzyli na nich jak na dziwaków, barman rzucił kąśliwą uwagę, jednakże do dwójki pijących zupełnie to nie dotarło. Chwilę później opowiadali już sobie dowcipy. Luffy spojrzał z rozbawieniem na czarnoskórego. Słuchał jego donośnego śmiechu, a sam rechotał jeszcze głośniej. Nie chciał już więcej przeżywać tego co na Kaneyamie, nie chciał już płakać, smucić się, tracić przyjaciół. Chciał znów z uśmiechem iść przez życie.
- Skąd-skąd-sko-sko-skąd jesteś ziooom? ? zapytał w końcu Tai znów zacinając pierwsze słowo i gestykulując. Luffy zobaczył, że na prawej ręce mężczyzna ma kilka sygnetów.
- Z E-e-e-e-east Blue. ? rzekł pirat nieudolnie naśladując murzyna. Tamten tylko się roześmiał ? Ale podróżuję teraz, by zostać królem piratów.
- Tyyyyy.... Staaaary.... Dobra rozkminaa!!!! ? Tai aż odgiął się do tyłu z radości. ? A czemu wstąpiłeś na chorą wyspę?
- By kupić mięso! I przeżyć przygodę! ? odkrzyknął Luffy bez zastanowienia.
- Dobry pomysł. Ale tutaj jest nielegal z żarłem. A przygody też nie przeżyjesz. ? Tai wyciągnął się i zeszkoczył z hokera. ? Tu wszyscy chorują. Są wyniszczeni. Nieklawo, ziom.
- Ale dlaczego? ? zapytał pirat kończąc piwo.
- Nikt tego nie wie. Też wpadłem tu po drodze.
- Też jesteś piratem?!
- Nie... raczej doręczycielem, ziom... ? odrzekł murzyn po czym z wielkim uśmiechem ruszył w stronę wyjścia ? si ja, bro. Jeszcze się spikniemy, neee?
- Jasne! ? krzyknął Luffy machając ręką.
Chwilę później podniósł tą samą rękę by zamówić drugie piwo. A jeszcze później usłyszał donośny trzask i do gospody wpadła jakaś osoba. Wszystko działo się jak na zwolnionym filmie. Luffy odwrócił się, zobaczył jak jakiś człowiek pada bez ruchu na podłodze, a zaraz po nim do pomieszczenia wskakuje Tai nie spuszczając oczu z wejścia.
- Co się dzieje? ? zapytał pirat wstając powoli z krzesła.
W drzwiach pojawiła się wysoka osoba. Odziana w czarny garnitur i dziwaczne buty. Osoba, którą Luffy dobrze znał. Nigdy nie był tak zaskoczony jak w tej chwili. Wolnym krokiem do gospody wkroczył kapitan Kuro. Uzbrojony w rękawice z ostrzami.
- Nie ma legalu, ziom. ? jęknął Tai ocierając zraniony policzek.
Kuro obrzucił wzrokiem pomieszczenie bez słowa. Od razu zobaczył Luffy?ego.
A potem spojrzenia dwóch piratów spotkały się ze sobą.


Ciąg dalszy nastąpi.


Dlaczego wszyscy na wyspie są chorzy?
Kim jest Tai, prawdziwy murzyński gangsta?
Co tam do cholery robi Kuro?
Co czeka Słomianych na tej wyspie?!


Część 36 to: Tai i jego cel. Pierwszy kawałek układanki.

Posłuchaj jak śpiewam i gram:):
http://www.myspace.com/lukaszjedrys
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.06.2014 02:23 przez Najuch. Powód: Poprawiona ortografia)
15.04.2009 02:18
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Grigorij Offline
Yonkou
Pirat

*
Liczba postów: 3,262
Dołączył: 30.03.2009
Skąd: Super Bale Całą Noc
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #2
 
Odgrzebujesz stere postacie, dobrze! Zupełnie jak Odachi-sensei. No i klawa przygoda się zapowiada (po takim trailerze czego innego się spodziewać). Leć dalej z tym koksem me-e-en!

[Obrazek: vYg1BTA.png]
15.04.2009 09:40
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
SLAWO89 Offline
Drań
Załoga Nakama

*
Liczba postów: 861
Dołączył: 31.03.2009
Skąd: Pyskowice
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #3
 
Jak w pierwszej księdze od samego początku budujesz napięcie i zaciekawienie. Pierwsza część mi się podoba i czekam na następne.
15.04.2009 11:23
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Vampircia Offline
Bosman
Pirat

*
Liczba postów: 324
Dołączył: 26.03.2009
Skąd:
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #4
 
W sumie mi się podoba, ale najpierw sobie ponarzekam. Kurcze, nie przypadł mi do gustu fakt, że Marisa jest w załodze. Nie przepadam za tą postącią, wydaje mi się nudna i bezbarwna. Generalnie z dużą rezerwą podchodzę do OC. Są dwa wyjścia, albo ona zginie, albo się jakoś przyzwyczaję :-P Za to ten ziomek co się pojawił od razu mi się spodobał. Niech on będzie w załodze zamiast niej :lol: A ogólnie dobry początek. Na razie nie zanosi się na jakąś większą intrygę, ale nie można wszystkiego od razu ;-)

[Obrazek: wqdz690429546a.GIF] Piszę poprawnie po polsku.
15.04.2009 14:30
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Najuch Offline
Bóg Urlopu
Pirat

*
Liczba postów: 912
Dołączył: 26.03.2009
Skąd: Olsztyn
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #5
 
Co do Marisy, to specjalnie po to zrobiłem ankietę o drugoplanowych bohaterach na com.pl, żeby poznać stosunek czytelników do niej. Dostała największą ilość głosów, to znaczy, że ludzie ją lubiąSmile

Cały czas wahałem się czy nie zabić jej (miało to dać Luffy'emu powera by pokonać Corteza), czy dołączyć do załogi. Wyszło na to drugie. Może z czasem uda się ją polubićSmile

Posłuchaj jak śpiewam i gram:):
http://www.myspace.com/lukaszjedrys
15.04.2009 19:17
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Chlor Offline
Yonkou
Łowca Piratów

*
Liczba postów: 2,095
Dołączył: 01.04.2009
Skąd: Snajper Island
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #6
 
Kurna, ej ja też za tą Marisą nie przepadam. Szkoda, że wcześniej nie czytałam, to bym zagłosowała na kogoś innego d;No ale, zobaczymy.

Jakbyś nie napisał, że ten kolo jest murzynem, to bym myślała, że to mój brat d;
Rozdziałek taki teges, no ale to początek przygody, na razie się nie wypowiadam d;

[Obrazek: h3sygn.png]
18.04.2009 18:53
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Najuch Offline
Bóg Urlopu
Pirat

*
Liczba postów: 912
Dołączył: 26.03.2009
Skąd: Olsztyn
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #7
 
SpokoTongue Czarny ziomuś legal zioomTongue Chciałem stworzyć jakąś bekową postać, żeby wypełnić luki po pewnych bohaterach z wydarzeń dalszych niż water seven po prostu. Przecież u mnie nie wystąpi ani Duval, ani Brook, ani Moria itp itd... Dlatego właśnie na scenę wkracza Tai. Mam nadzieję, że mimo wszystko będzie udanySmile

Posłuchaj jak śpiewam i gram:):
http://www.myspace.com/lukaszjedrys
18.04.2009 21:43
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Najuch Offline
Bóg Urlopu
Pirat

*
Liczba postów: 912
Dołączył: 26.03.2009
Skąd: Olsztyn
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #8
 
Zatem pora na kolejne WW. Stypiaste nieco wyszło w mojej opinii. I zdrowo przegadane... Ale no nic. Coś za coś... Zaczyna się tandetna intrygaSmile Ale wynikną z niej ciekawe rzeczy.

Redi... Stedi.... GOU!!!!

36. Tai i jego cel. Pierwszy kawałek układanki.


Od dawien dawna w siedzibie światowego rządu nie było takie poruszenia. Wystarczyło kilka słów rzuconych przez główny głośnik i w korytarzu na pierwszym piętrze natychmiast zrobiło się tłoczno. Mark von Ribben stał po środku tego rozgardiaszu i nie mógł uwierzyć w to co zobaczył. Marines, strażnicy... Wszyscy przekrzykiwali się, rozpychali każdy chciał zobaczyć to co w takie osłupienie wprawiło strażnika. I każdy po kolei siadał niemalże na ziemi z szoku.
- Co tu się dzieje do cholery? ? odezwał się tubalnie jeden ze starszych rangą strażników, który właśnie wkroczył w tłum. ? Rozejść się!
- Panie komodorze! ? krzyknął do niego Mark ? Niech pan sam sprawdzi! Ja w to nie wierzę!
Komodor odepchnął kilku ludzi, którzy stali mu na drodze i ruszył przed siebie. Nie spodobała mu się ta niesubordynacja, a nikt go praktycznie nie posłuchał. Jednakże już po chwili zrozumiał dlaczego. Oczy wyszły mu z orbit.
- Czy powiadomiłeś już Gorousei? ? zapytał von Ribbena roztrzęsionym głosem.
- Jeszcze nie.
- To na co czekasz, głąbie?! ? wrzasnął komodor i roześmiał się w głos.
Będzie premia. I dzień wolny od pracy. A może nawet święto państwowe. Z uśmiechem na ustach usiadł po turecku na ziemi mając gdzieś wszystkich wokół, wciąż nie wierzących w to co się stało.


- Usopp, poczekaj! ? zawołała Nami dopadając przyjaciela. ? Co się stało?
Strzelec spojrzał na nią ponurym wzrokiem. Dotknęło ją to natychmiast. Nigdy nie widziała takiego Usoppa.
- Mam dość... Jeżeli to tak ma wyglądać, to biorę szalupę i wracam do Water seven.
- Co?
- Mam już dosyć tego cholernego nowego świata, mimo, że jeszcze nawet do niego nie dopłynęliśmy! Ma się robić coraz ciężej tak? To ja się wypinam! Najpierw Kaneyama i śmierć Franky?ego... Teraz wyspa na której wszyscy są chorzy i pewnie jeden po drugim umierają! Czujecie ten swąd martwych ciał, prawda?!
- Usopp, zamknij się. ? rzucił Sanji. ? gadasz jakbyśmy nie wiadomo gdzie byli. Pozwalasz się zjeść swojemu strachowi.
- To już nie jest strach...
- Grand Line ma różne oblicza. Też się tu nie czuję komfortowo... ? rzekł kucharz ? Ale musimy zachowywać się jak na piratów przystało. Skoro nasz kapitan tutaj jest, to my podążamy za nim. Proste nie?
- Takiego kapitana to sobie w dupę możemy wsadzić... ? warknął długonosy.
Reakcja była natychmiastowa. Sanji w ostatniej sekundzie powstrzymał się, żeby potężnym kopniakiem nie przywrócić przyjaciela do porządku. Chwycił go jednak za ramiona i przywalił go do ściany.
- Coś ty powiedział?! ? wrzasnął mu w twarz. ? Jak możesz nie szanować Luffy?ego?! Po tym co zrobił?!
- Może i zrobił dużo! Ale teraz nas wprowadza w coraz większe gówno! ? krzyknął Usopp.
- Już raz mu się sprzeciwiłeś. Już raz podważyłeś jego autorytet! ? ryknął kucharz ? Pamiętasz co z tego wyszło?!
Strzelec spuścił głowę. Sanji miał rację. Jednakże żadne słowa, ani gesty, żadne wspomnienia nie mogły z jego głowy usunąć bardzo złego przeczucia. Przeczucia, że pakują się w coś, z czego nie tak łatwo będzie wyjść.
- Chłopaki, przestańcie! ? zawołała Nami.
Miała przed oczyma niemalże powtórkę z kłótni na Going Merry. Wiedziała, że Usopp ma nieco inny system wartości, ale nie chciała dopuścić do kolejnej tragedii. Podeszła do nich i rozdzieliła ich delikatnym ruchem.
- Przepraszam, Sanji. ? powiedział strzelec, ale zabrzmiało to beznamiętnie i płytko. Odwrócił się. ? zaczekajmy na Luffy?ego zatem. I niech on decyduje.


Kapitan Kuro uśmiechnął się obłąkańczo patrząc Luffy?emu w oczy. Miał zupełnie inny wyraz twarzy niż wtedy, kiedy walczyli niedaleko Syrup village. Okulary miał zupełnie inne, już nie opadały, nie musiał ich poprawiać, zaś garnitur podarty w wielu miejscach, sprawiał wrażenie, że niejedno już przeszedł. Koszula była niedoprasowana, ale ostrza, zupełnie nowe, błyszczały delikatnie.
- Jesteś... Ty, znam cię! ? wrzasnął Kuro zupełnie nieposkładanie.
Zaczął cicho chichotać ocierając wierzchem dłoni usta.
- Co ty tu robisz! ? krzyknął Luffy poprawiając kapelusz. ? Jakim cudem?!
- Kojarzysz tego pacjenta, meeen? ? mruknął Tai. ? Jesteście hołmis?
Luffy stanął obok murzyna wpatrując się w Kuro i wciąż nie mogąc uwierzyć, że go widzi.
- Walczyłem z nim jakiś czas temu. To cholerny drań... ? odparł Słomiany zaciskając pięści. ? Taki dziwaczny plan ułożył, że niemalże zagarnął cały majątek jednej takiej...
- Ty no... Kuro i rozkminianie floty? Nie przesadzaj... Przecież od hajsu do niczego nie potrzebuje. ? powiedział czarnoskóry. ? To świr!
- Świr? ? zapytał Luffy, ale nie uzyskał już odpowiedzi.
- UWAGA! ? ryknął Tai, już normalnie i zdecydowanym ruchem odepchnął Luffy?ego na bok.
Kuro rzucił się do ataku. Właściwie nie tyle się rzucił, co zniknął. Chwilę potem miejsce, w którym przed sekundą stał pirat zostało zmiecione potężnym uderzeniem pięciu ostrzy. Słomiany zadrżał. Przeciwnik był znacznie szybszy niż wtedy, na East Blue. Ruszał się zupełnie inaczej, zupełnie inaczej się zachowywał.
- Szybki.... Strzał! Pechowy traf! ? wykrzyknął Kuro odwracając się. Z ust toczyła mu się piana.
- Co mu się stało? ? krzyknął Luffy. ? Wtedy był inny!
Tai uśmiechnął się pod nosem.
- Mówiłem ci, że to wariat... Ziomuś, on coś rozkminia na nielegalu, pali pewnie dziwny stuff...
- Jesteś głupi, czy co?
- NIE JA! ON! ? ryknął murzyn, ale po chwili poprawił swoje przeciwsłoneczne okularki. ? Ten koleś... On ma do mnie poważny problemik... A nie chcę dymu w lokalu, nie? A ty, słomka-ziom, masz może teraz chwilę czasu?
- Co? Słomka-ziom? ? Luffy roześmiał się w głos ? dobre! Dobry gość z ciebie! Dołączysz do mojej załogi?
- Jasne, potem słomka. Na razie rozkmiń dla mnie dżoba. ? warknął Tai patrząc jak Kuro zaczyna chodzić na czworakach szykując się do kolejnego ataku.
- Co? Dżoba?!
- To znaczy robotę, nie? ? murzyn ściszył głos do szeptu. ? Na pagórku za miastem znajdziesz drzewo, pod nim masz zakopany plecak, a w nim pierwszorzędną sprawę. Zlukaj go, czy jest i pilnuj... A ja zgubię kolesia.
- Ale czemu? Nie lepiej mu dokopać? ? zapytał Luffy.
- Nie lepiej... Ten gość ma naprawdę krzywe jazdy. Ale szybki jak cholera... Poza tym... ? nie dokończył.
Kuro pojawił się między nimi gotów do zadania ciosu.
Wszystko działo się szybko. Zdecydowanie za szybko jak na czas reakcji Słomianego. Znów Tai uratował mu tyłek odpychając go na bok. Sam gładko ominął ostrza i stanął z boku.
- Ty, Słomka, cienki jesteś... ? rzucił murzyn. ? spadaj stąd, a ja z nim na solo wyskoczę.
- Ale...
- Nie gadaj, tylko leć pod drzewko. Spidem.
Luffy westchnął. Nie było to w jego stylu, ale ten człowiek prosił o pomoc. Popatrzył jeszcze chwilę na skonsternowanego Kuro i wybiegł z gospody. Chwilę potem usłyszał za sobą huk łamanych desek. Czarnoskóry chyba ruszył do akcji.


- Jest Luffy! ? krzyknął Sanji widząc jak kapitan biegnie w ich stronę.
- Zabierajmy się! Drzewo !! ? wrzeszczał Słomiany wymachując rękoma.
Sanji nie zrozumiał ni w ząb. Usopp powitał kapitana nadzwyczaj chłodnym spojrzeniem, ale ten tego ewidentnie nie zauważył, tylko wyminął ich i ruszył biegiem przed siebie. Chwilę po tym jednak zawrócił.
- Nami, gdzie jest drzewo na obrzeżach miasta?
- Co?
- Spotkałem takiego gościa, który chciał bym mu coś stamtąd wygrzebał. Jakiś pagórek za miastem, a na nim drzewo jest.
Nawigator załamała ręce.
- Ale Luffy... o co chodzi? ? zapytała zupełnie nie rozumiejąc sytuacji.
- Gdzie to jest?! ? wrzasnął kapitan raz jeszcze.
- Obejrzyj się idioto, a nie, wydzierasz się na Nami-swan... ? warknął Sanji wyciągając palec i wskazując na spory pagórek, który idealnie było widać z miejsca w którym stali. Na jego szczycie zaś, rósł sobie spokojnie dorodny dąb.
- Idziemy!
- Ale po co!
- IDZIEMY! ? Luffy nic już więcej nie powiedział tylko ruszył przed siebie w stronę pagórka. Reszta zaś, nie mając większego wyjścia, ruszyła za nim.


Wyspa Kotome nie była często odwiedzana. Leżała na uboczu, już po drugiej stronie Red Line i praktycznie żaden z piratów płynący zwyczajną ścieżką na Raftel nie miewał okazji odwiedzić tego miejsca. Jednym z niewielu którym udało się spędzić noc na tej wyspece był sam Gol D. Roger. Była doskonałym miejscem do tego by w ciszy i spokoju spędzić popołudnie, nabrać sił czy też nawet przenocować. Nie była zamieszkana.
Niemniej jednak, ktoś na tej wyspie przebywał. Pomiędzy drzewami, oparty o głaz siedział Kanou kryjąc się w cieniu przed słońcem, które tego dnia prażyło okrutnie.
- Nie jest dobrze Kanou. Aż dwoje z nas pokazało się temu durnemu piratowi ? odezwał się głęboki głos z prawej strony.
- Daj spokój... Nawet nie wiedział z kim ma do czynienia. ? odpowiedział mu ktoś z lewej.
- Will, to ty daj spokój... Lubisz się bawić w te swoje durnoty... ? z tyłu Kanou zabrzmiał trzeci głos ? Po jaką cholerę nauczyłeś go uwalniać haki?
- I tak tego nie opanował... ? odparł głos z lewej strony. ? Jednakże, właśnie dzięki temu udało mu się załatwić Corteza... A przyznacie, że to nam dosyć na rękę, nie?
- Pewnie... ? prychnął sarkastycznie Kanou ? usunęliśmy jednego potwora, stworzyliśmy nowego... Co za różnica?
- To syn Dragona ? mruknął głęboki głos ? nie będzie raczej sprawiać problemów.
- Nie byłbym taki pewien... ? czwarty głos należał do młodzieńca, który właśnie pojawił się obok Kanou i usiadł wygodnie na trawie.
Chłopak był młody, miał na sobie luźny strój podróżny, i rozczochrane czarne włosy. Świecące, granatowe ślepia dodawały jego młodej twarzy niesamowitej ostrości, zaś szerogi uśmiech współgrał z zachowaniem się i poruszaniem.
- Wujku Willu, Kuwa-san, Saberu-san... wyjdźcie do nas! ? zawołał ? mamy przecież rozmawiać. Po to tu przyjechałem.
- Ech... Mój mały dzielny wojownik... ? jęknął Will wychodząc z drzew. ? No panowie koniec tego ?mroku?. Pogadajmy po ludzku.
Nikt się nie odezwał, ani nie poruszył.
- Widzisz, jednak za wcześnie na zmiany... ? powiedział Wuj Will uśmiechając się do młodzieńca ? Ale jeszcze nadejdą czasy, że młodzi przejmą po nas schedę. A ty to wszystko zapoczątkujesz Milo.
- Wujku... ? zawołał chłopak
- Milo... ? zawołał Wuj Will.
Wpadli by sobie w ramiona, gdyby nie Kanou, który głośno odchrząknął. Nie po to tu byli. Rozejrzał się. Było ich pięciu. Brakowało dwójki. A już dawno było po czasie.
- Co z pozostałymi? ? zapytał.
- Byłeś na Kaneyamie i nie załatwiłeś tego, by byli tu wszyscy? ? odezwał się głęboki głos. - Poza tym wiesz, że jeden z siedmiu nie mógł tu przybyć z oczywistych powodów...
- Jak zawsze. ? warknął Milo i odwrócił się do Kanou. ? Co teraz jest problemem?
- Sam słyszałeś. Syn Dragona.
- Nie możesz z nim o tym porozmawiać?
- I zgarnąć po ryju? Nie... trzeba to inaczej załatwić.
- Zabić Luffy?ego, tak? ? Milo uśmiechnął się szeroko zacierając ręce. ? Mogę to zrobić, wujku?
- Jasne. Panowie, zgadzacie się?
-Nastała chwila milczenia, a potem odezwał się głęboki głos.
- Milo... Nie używaj swojej mocy.
- Wiem o tym doskonale.
Młodzieniec roześmiał się w głos, po czym odwrócił się i odszedł. Wreszcie coś się działo. Wreszcie rozprostuje swoje młode, a dawno nie używane kości.


- Luffy, co właściwie tutaj jest? ? zapytała Nami, kiedy Słomiany ile miał sił odgarniał ziemię rękoma.
- Spokojnie. Tai mnie prosił o pomoc. To pomagam.
Załoga była lekko skonsternowana. Byli już przyzwyczajeni do dziwacznych zachowań kapitana, jedynie Usopp stał nieco na uboczu. Widać było, że wciąż jest w paskudnym humorze.
- Kto to jest Tai? Co się stało w tej gospodzie? ? zapytał w końcu siląc się na spokojny głos.
- A nic! Wpadliśmy na Kuro. Ty go Sanji nie znasz, ale my z nim kiedyś walczyliśmy. ? odparł beztrosko Luffy i wrócił do pracy rzucając przez ramię ? A Tai to taki koleś, który ma z nim jakieś problemy.
Nami i Usopp wytrzeszczyli oczy. W pierwszej chwili pomyśleli, że Luffy żartuje, ale zbytnio przyzwyczaili się już do charakteru ich kapitana, by uznać to za dowcip. Poza tym, nawet Słomiany nie rzucał takich tekstów dla zabawy. Kucharz natomiast stał lekko skonsternowany. Jeżeli walczyli z tym kimś zanim on się przyłączył, to skąd on się tu znalazł?
- KOGO SPOTKAŁEŚ?! ? wrzasnęła Nami.
- No Kuro. Tego co chciał Kayę od Usoppa zabić. ? odrzekł Luffy. ? Ale zupełnie mu odbiło. Jak świr się zachowywał...
- I nic...
- Usopp, spokojnie... ? powiedział szybko Sanji.
Wyczuł ciężką atmosferę w powietrzu. Strzelec stał ze spuszczoną głową i ledwo cedził słowa przez zaciśnięte zęby. Był wściekły do granic możliwości.
- I nic... I NIC MI NIE POWIEDZIAŁEŚ?! ? ryknął długonosy, aż wszyscy zadrżeli.
- Sorry Usopp, zapomniałem. ? odparł Luffy uśmiechając się lekko.
Niewiele brakowało a do walki doszłoby po raz drugi. Snajper w ostatniej chwili pohamował gniew i bez słowa odwrócił się. Nikt nie zdążył powiedzieć słowa, kiedy sprintem ruszył do miasta.
Nie słuchał wrzasku Nami i Sanji?ego, którzy prosili go by wrócił. Nie słuchał Luffy?ego, który pytał o co mu chodzi. Po prostu biegł przed siebie. Kapitan Kuro był w tym mieście. Człowiek, który o mały włos nie zniszczyłby wszystkiego co Usopp kochał. Człowiek, którego nienawidził z całego serca. Teraz był silniejszy. Wiele nauczył się od Sogekinga, sam miał znacznie więcej wyposażenia niż wtedy. Mógł w końcu pokazać, że potrafi się zemścić za to co się stało. Nie patrzył przed siebie.
Właśnie przez to zupełnie nie zauważył przeszkody i z całej siły w coś wyrżnął. Jego nos się złożył, zaś sam Usopp wylądował na tyłku z ogromną siłą. Podniósł głowę i zrozumiał, że uderzył nie w coś, tylko w kogoś. W wysokiego czarnoskórego mężczyznę w okularach przeciwsłonecznych.
- Joł, ziom? A ty co odwalasz? ? zapytał murzyn szczerząc się w uśmiechu.
Usopp nie powiedział ani słowa, za to Luffy, który od razu rozpoznał przybysza pomachał do niego.
- Hej!!! Tai! Jak tam, załatwiłeś Kuro?!
- Ty.... nielegal wyszedł? Typas spierniczył...
- Czemu on tak dziwnie mówi? ? zapytał Sanji cicho.
- Spokojnie... To chyba ten Tai, o którym mówił Luffy. ? szepnęła Nami.
Murzyn podniósł jedną ręką Usoppa. Był wyższy od niego o głowę, zaś jego mięśnie prężyły się dość imponująco, więc nie miał problemów, by postawić długonosego do pionu.
- Ty no, zwiał. Dostał plombę i się zwinął... Kulawa akcja, sorry meeen... ? powiedział Tai drapiąc się za głową. ? A te ziomki tutaj, to twoi hołmis?
- Chwila moment... Kuro zwiał? ? zapytał Usopp.
- Ta zwiał. ? Tai minął strzelca i ruszył w górę.
Zerknął w miejsce, gdzie Luffy kopał. Potem zmierzył wzrokiem Sanji?ego i Nami, a potem wystawił do niego pięść.
- Strzała ziomuś, jestem MC Nielegal. A ta dziunia to twoja, czy mogę ją wyhaczyć?
Przez chwilę wszyscy stali w milczeniu, dopóki ich mózgi nie przekonwertowały języka Taia na normalny, a gdy już to się stało Sanji zamiast ?żółwika? potężnym kopniakiem wysłał murzyna na glebę.
- COŚ TY POWIEDZIAŁ?!
- Spoko... Sorry... ? jęknął Tai ? to żarcik był, nie?
- Mało śmieszny... ? mruknęła Nami, ale Luffy śmiał się w głos.
- Dobra, ziomuś, wyciągamy plecak. ? rzekł w końcu czarnoskóry mężczyzna i jednym ruchem odgarnął ziemię w miejscu obok tego, w którym spory lej wykopał Luffy.
Następnym ruchem wyciągnął spory granatowy plecak i otrzepał go z piachu.
- Nie trafiło się, co?
- Dobra... ? rzekł w końcu Usopp zdenerwowany tą bezczynnością.- A teraz ładnie wyśpiewaj co i jak z Kuro, co się dzieje na tej wyspie i co do cholery jest w tym plecaku.
Nami i Sani kiwnęli głowami. Ich też interesowało to, o co w tym wszystkim chodzi. Nawet Luffy przestał się szczerzyć, usiadł na ziemi i zmierzył murzyna ciekawskim spojrzeniem.
- Ty no spoczko... Pinokio się zbulwersił, nie? ? zagadał Tai do Luffy?ego po czym rozsiadł się na ziemi i zaczął mówić. ? Robię małego dżoba kurierskiego. Taki mały nielegal, ale sza na ten temat. Światowy Rząd ma z tym problemy, ale tu nie o to chodzi... gorzej, że moja łódź miała kraksę i dalej nie popłynie. Ugrzęzłem na tej wyspie, gdzie nikt nie chce opylić statku, a hajsu też za dużo nie mam... I ten cały Kuro zczaił co wiozę... I teraz mam problema.
Nastała chwila ciszy.
- Można jaśniej? ? zapytała Nami.
- No jakby to powiedzieć... ? Tai podrapał się po głowie. ? Wiecie, że tu ostry nielegal nie... wszyscy chorują... No i próbowałem to rozkminić nieco... Z nudów... Ale póki co nie bardzo idzie... To co mamy w tym plecaku muszę dowieźć na Wyspę Syren. Tam dostanę za to sporo keszu. No ale ugrzęzłem. I zczaić trzeba co tu się dzieje. Bo ludzie nie chorują bez powodu.
Zanim Luffy się odezwał Sanji już wiedział co powie. Znał kapitana zbyt dobrze. Chyba zatrzymają się na tej wyspie nieco dłużej.
- To zawieziemy cię na wyspę syren! ? zawołał Słomiany uśmiechając się.? Ale najpierw załatwimy sprawę z Kuro i chorobami.
Tai uśmiechnął się ukazując białe jak śnieg zęby.
- Spoczko. Dobre patencicho. ? powiedział. ? Cholerka, mogłem za nim pobiec...
- Luffy... ? odezwał się Usopp. ? Po cholerę nas w to pchasz?
- Sam chciałeś załatwić Kuro? ? zdziwił się Luffy.
- Tak... Ale ta wyspa... Ona jest przygnębiająca... Nie chcę dłużej tu być.
Nami wciągnęła powietrze. Nie zapowiadało się to dobrze.
Luffy zmierzył przyjaciela wzrokiem. Ile to już razy Usopp w ten sposób się tłumaczył. Jego przyjaciel miał w zwyczaju chorować na ?nie-mogę-zejść-na-tą-wyspę?, do tego wszyscy byli przyzwyczajeni. Myślał, że teraz będzie tak samo. Nie wziął jednak poprawki na wydarzenia na Kaneyamie. Usopp zmieniał się w oczach. Tracił rezon, tracił dobry humor. Po śmierci Franky?ego skupił się na szlifowaniu swoich umiejętności stolarskich. Niewidzialna nić porozumienia jaka zawsze była między nimi zaczęła słabnąć. Tego Słomiany zupełnie nie rozumiał, ba, nawet tego jeszcze nie zauważał.
- Spoko! ? powiedział Luffy ? Wyleczymy ich i spadamy.
- Kolejną wyspę chcesz ratować?
- Tak... czy to coś złego?
- Nic... nic złego. ? Usopp się zgarbił, odwrócił i ruszył w dół zbocza.
- Gdzie idziesz? ? zapytała Nami widząc zmartwienie przyjaciela.
- Na statek. Poproszę Choppera o jakieś leki uspokajające. ? odparł długonosy beznamiętnie.
Nie chciał wywoływać kolejnych kłótni. Wiedział, że decyzje Luffy?ego są tak naprawdę niepodważalne, a nie wyobrażał sobie, że sytuacja z Water Seven miałaby się powtórzyć. Za bardzo kochał tą załogę.
- Ty, macie doktora na statku? ? zawołał nagle Tai.
- Tak, a co? ? odparł Sanji również wstając.
Nie chciał, by Usopp szedł sam, więc powoli ruszył za nim.
- Bo chciałbym, żeby coś oblukał. ? murzyn wsadził rękę do kieszeni. ? To wypadło Kuro zza pazuchy podczas walki.
Wyciągnął niewielką szklaną fiolkę z bezbarwną zawiesiną w środku. Niesamowicie cuchnącą.
- Co to jest? ? zapytała Nami zasłaniając nos. Zebrało jej się na wymioty.
- Trucizna. ? odparł Tai ? robi ci gorączkę, rzygasz jak kot i kończysz z gruźlicą...
- Czyli to samo co mają niektórzy z tej wyspy...Znasz się na tym? ? Luffy odsunął się na dwadzieścia metrów odrzucony obrzydliwym zapachem.
- Właśnie niezbyt. Ale wasz doktór może coś rozkminić lepiej.
Kiwnęli głowami. Zeszli z pagórka i ruszyli na Sunny?ego. Zupełnie nie zwrócili uwagi, że ktoś jeszcze słyszał tę rozmowę.


Ciąg dalszy nastąpi

Dramatyczne pytania:
Dlaczego Najuch powrócił do nudnych rozdziałów?
Dlaczego Kuro miał przy sobie truciznę?
Co tak naprawdę dzieje się na ?Chorej Wyspie??
Kim są Milo, Kuwa, Wujek Will i Saberu?

Część 37 to: Break Dance. Mistrz trucizn.

Posłuchaj jak śpiewam i gram:):
http://www.myspace.com/lukaszjedrys
19.04.2009 02:16
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Vampircia Offline
Bosman
Pirat

*
Liczba postów: 324
Dołączył: 26.03.2009
Skąd:
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #9
 
Bardzo się cieszę, że pojawił się Kuro, bo to jeden z moich ulubionych antybohaterów. Jak na razie nie mam się do czego przyczepić. Zastanawiam się, kiedy zaczną się dziać te dziwne rzeczy, o których mówiłeś, bo jak na razie nie widzę nawet zalążków :-P W nagrodę idę wrzucić to, o co mnie wczoraj tak bardzo prosiłeś, ale ostrzegam, nie spodoba ci się ;-)

[Obrazek: wqdz690429546a.GIF] Piszę poprawnie po polsku.
19.04.2009 10:39
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Grigorij Offline
Yonkou
Pirat

*
Liczba postów: 3,262
Dołączył: 30.03.2009
Skąd: Super Bale Całą Noc
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #10
 
Najuch napisał(a):Dlaczego Najuch powrócił do nudnych rozdziałów?
Nie takich nudnych. Dobrze jest.
Najuch napisał(a):Dlaczego Kuro miał przy sobie truciznę?
Bo to drań.
Najuch napisał(a):Co tak naprawdę dzieje się na ?Chorej Wyspie??
Nie wiem, ale pewnie wyniknie z tego jakaś niezła akcja.
Najuch napisał(a):Kim są Milo, Kuwa, Wujek Will i Saberu?
:roll:

Bardzo fajny rozdział, akcja się nakręca, coś się rozjaśnia, coś przyciemnia, ale dobrze jest.

[Obrazek: vYg1BTA.png]
19.04.2009 13:44
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Odpowiedz 




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Wymiana
One Piece Vampirciowo Fairy Tail Valid XHTML 1.0 Transitional Poprawny CSS!

Kontakt | One Piece Nakama | Wróć do góry | Wróć do forów | Wersja Mobilna | RSS | Mapa Nakama