Aktualny czas: 20.08.2017, 13:48 Witaj! (LogowanieRejestracja)

Wstępne wyniki II edycji Rywalizacji Załogowych podane!
Na razie na prowadzeniu Soge, ale jest jeszcze dużo czasu
i nic nie jest przesądzone! Wygrać może każdy!
----> Dotychczasowe Punkty <----
Odpowiedz 
Alternatywa
Autor Wiadomość
Vampircia Offline
Bosman
Pirat

*
Liczba postów: 324
Dołączył: 26.03.2009
Skąd:
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #1
Alternatywa
Na razie nie daję znaczka 18+ bo póki co wrzucam tylko 1 część, która jest, powiedzmy 16+. Co do nowego rozdziału Alternatywy 2 to się pisze, ale dzisiaj wyjeżdżam i nie wiem czy będę mieć tam dostęp do neta, więc możliwe, że dopiero po świętach wrzucę.

Tytuł: Alternatywa
Opis: Załoga Słomianych znajduje urządzenie, które, według legend, pozwala przenieść się do innego świata. Luffy chce je koniecznie wypróbować.
Ostrzeżenia: Pojawiają się różne trudne i kontrowersyjne tematy, ale od razu uspokajam, że scen hentai i yaoi nie będzie (w tej części ;-) ), możecie się jednak spodziewać, że zostanie poruszony temat homoseksualizmu. Chociaż wbrew pozorom ma to być fanfik w miarę wesoły.


Luffy z zachwytem wpatrywał się w leżące na stole, metalowe ustrojstwo. Wyglądało jak skrzyżowanie bransolety z wymyślnym zegarkiem, a natknęli się na to całkiem przypadkiem, przeszukując wrak rozbitego statku towarowego. Przy okazji znaleźli wiele innych cennych rzeczy, ale tajemnicza bransoletka była zdecydowanie najciekawsza.
- Znalazłam informacje, na temat tego przedmiotu. ? Robin wkroczyła do pomieszczenia, trzymając pod pachą sporą księgę.
- Co to jest, co to jest? ? Podekscytował się kapitan.
- Cóż, trudno powiedzieć, krążą bardzo dziwne legendy na ten temat. Wspominają coś o urządzeniu pozwalającym się przenieść do innego świata. Czy raczej alternatywnej rzeczywistości, zależy jak to interpretować.
- Naprawdę?! ? Luffy i Chopper wykrzyknęli jednocześnie.
- Dajcie spokój, chyba nie wierzycie w te brednie? ? Rzekł Sanji, zapalając papierosa.
- W każdym razie lepiej obchodzić się z tym ostrożnie ? zauważyła Robin.
- Ale ja chcę sprawdzić, czy to działa ? Luffy chwycił przedmiot.
- Czekaj, powinniśmy to najpierw zbadać ? Nami próbowała powstrzymać nadgorliwego kapitana.
- Boisz się, że go gdzieś teleportuje? ? Zadrwił Zoro.
- Oczywiście, że nie, ale skąd wiecie, czy nie ma jakichś innych negatywnych działań?
Na nic jednak zdały się tłumaczenia, bo Luffy zdążył ubrać bransoletę. Gdy tylko znalazła się na jego ręcę, zaświeciło się na niej błękitne okienko i zamigotały cyferki.
- Patrzcie, to działa ? ucieszył się Luffy.
- Natychmiast to zdejmij! ? Nami nie podzielała entuzjazmu przyjaciela.
- Tutaj jest jakiś przycisk ? zauważył kapitan i ignorując protesty pozostałych członków załogi, nacisnął guzik.
- Luffy!!!


Jako pierwszy do zmysłów Luffy'ego dotarł zapach jedzenia, dopiero potem pirat zauważył, że zaiste ma przed sobą talerz z napoczętym obiadem, a w dłoniach trzyma sztućce. Gdy podniósł wzrok, doszedł do wniosku, że siedzi przy ladzie w jakiejś jadłodajni, co zresztą potwierdzał gwar dochodzący go zza pleców. Jedno było pewne, nie przebywał na statku. Jeszcze raz spojrzał na talerz, przeniósł spojrzenie na barmana wycierającego szklanki, wciągnął w nozdrza zapach kotletów, dochodzący z kuchni i nie miał już żadnych wątpliwości.
- Udało się, trafiłem do innej rzeczywistości ? wykrzyknął uradowany.
Barman popatrzył na niego ze zdziwieniem.
- Chłopcze, brałeś coś? ? Spytał.
- To naprawdę działa! ? Luffy zignorował komentarz i z radością spałaszował obiad. ? Ach, jedzenie jest tutaj nie gorsze niż w naszym świecie ? zadowolony poklepał się po brzuchu.
Przyszły król piratów nie mógł się doczekać aż dowie się czegoś więcej na temat miejsca, w którym się znalazł. Wstał więc, podziękował za obiad i ruszył na zwiady. Nim wyszedł z baru, natknął się na lustro i przyjrzał się swojemu odbiciu. Brak kapelusza zauważył już wcześniej, ale na tym różnice się nie kończyły. Ubrany był w ciemnoczerwone, skórzane spodnie i czarną koszulkę, za małą przynajmniej o dwa rozmiary. Jednak najbardziej zaintrygował go brak blizny na policzku.
- Ale czad! ? Podekscytował się Luffy, obserwując odmienionego siebie.
Nie zwlekając ani chwili dłużej, wyszedł na ulicę. Rzucił okiem na szyld baru, w którym przed chwilą jadł obiad. Widniał tam napis ?U Joego?. Przyjmując to jako punkt orientacyjny, ruszył na wycieczkę po mieście. Był tak podniecony nową przygodą, że idąc zaczął śpiewać piosenkę.

Jestem w innym świecie
Co na to powiecie,
Że jestem w innym świecie?
Sialalalalalala



- Luffy, ocknij się! ? Chopper potrząsał leżącym na kozetce chłopakiem, którego przyjaciele zdążyli przenieść do gabinetu lekarskiego.
- Zamiast nim szarpać może byś mu coś podał?! ? Wrzasnęła Nami, zestresowana całą sytuacją.
Obeszło się jednak bez leków, bo nagle Luffy otworzył oczy i wyraźnie zszokowany rozejrzał się po pomieszczeniu.
- Kim wy do cholery jesteście, gdzie ja jestem? ? Chłopak rzekł z niespotykanym dla siebie przerażeniem w głosie. Panicznie rozglądał się dookoła, aż zatrzymał wzrok na nawigatorce. ? Nami, co tu się dzieje? To ma być jakiś kawał? Dosypaliście mi czegoś do jedzenia?
Cała załoga popatrzyła po sobie ze zdumieniem i niedowierzaniem.
- Ubrałeś dziwne urządzenie i straciłeś na chwilę przytomność ? wyjaśnił lekarz.
- Aaa, gadający szop! ? Przeraził się Luffy.
- Renifer! ? Poprawił go Chopper.
- Nieważne, chcę stąd wyjść. Zapłacicie mi za to, że dosypaliście mi czegoś do obiadu ? chłopak rzucił się do drzwi, ale nie dobiegł daleko, bo Zoro chwycił go w żelazny uścisk.
- Nie wiem kim jesteś, ale na pewno nie Luffym ? mruknął szermierz.
- Jak to nie?! ? Szarpał się chłopak. ? Nazywam się Monkey D. Luffy, mój ojciec to Monkey D. Dragon, dziadek...
- Chopper, daj mu coś na uspokojenie ? Zoro powoli tracił cierpliwość. Renifer przytaknął.
Minutę później Luffy znowu leżał na kozetce i głupio się uśmiechał, co wynikało z dużej dawki środków uspokajających. Przyjaciół jednak wciąż martwiło dziwne zachowanie kapitana, tylko Robin wyglądała na całkowicie spokojną.
- Chyba już rozumiem ? rzekła. ? Najwyraźniej urządzenie jest prawdziwe ? wyjaśniła, a wszyscy popatrzyli na nią zdumieni. ? Śmiem twierdzić, że osoba, którą mamy przed oczami, to naprawdę Luffy, tylko z alternatywnej rzeczywistości.
- Co ty wygadujesz? Przecież nigdzie się nie przeniósł ? zaprotestowała Nami.
- On nie, ale jego umysł tak.
- Zaraz, jeśli ten tutaj, to Luffy z innego świata, w ciele naszego Luffiego, to znaczy, że... ? podjął Usopp, ale urwał, gdy uświadomił sobie prawdę.
Pozostali również zdążyli domyślić się, gdzie powędrował umysł ich kapitana.


Chociaż zapadł już zmrok, miasto tętniło życiem. Dzięki swym podróżom, Luffy potrafił wiele powiedzieć o człowieku tylko patrząc na niego i był w stanie z całą pewnością stwierdzić, że w mieście przebywało wielu cudzoziemców, o dziwo zarówno piratów, jak i turystów, aczkolwiek ilość jednych i drugich zależała od dzielnicy. Niektóre z nich opływały w luksusy, a zdarzały się też takie, do których zwykły zjadacz chleba bałby się zapuszczać. W mieście nie brakowało miejsc nastawionych na rozrywkę. Co chwilę widać było jakiś hotel, restaurację lub klub nocny. Z jednej strony Luffy'ego fascynowało barwne miejsce, w które trafił, a z drugiej, zaczynała doskwierać mu nuda.
Gdzie jest moja załoga? ? Zastanawiał się. ? Zaraz, nie mam kapelusza, to znaczy, że tutaj nigdy nie spotkałem Shanksa, a to znaczy, że... nigdy nie zostałem piratem! ? Ostatnie słowa wypowiedział już na głos, przerażony prawdą, którą sobie uświadomił. ? Rany, ten świat jest do dupy ? jęknął.
- Teraz to odkryłeś? ? Usłyszał za swoimi plecami.
Głos bez wątpienia należał do mężczyzny, ale gdy się odwrócił ujrzał kobietę, a przynajmniej osobę ubraną jak kobieta, bo początki zarostu nieco psuły efekt.
- Skończyły mi się fajki, nie poratujesz koleżanki papierosem? ? Spytała kobieta, czy może raczej spytał mężczyzna.
- Przykro mi paniusiu, ale nie palę ? odparł Luffy.
- Przecież codziennie widuję cię tu jak sterczysz z papierosem. Nagle rzuciłeś?
Na wszelki wypadek chłopak sięgnął do kieszeni i rzeczywiście, była tam cała paczka. Z pewnym wahaniem wyciągnął ją i otworzył.
- Nie wiem co bierzesz, ale powinieneś to odstawić, bo odbije ci do reszty ? ekscentryczny osobnik wziął papierosa i zapalił.
Co oni tak ciągle z tym braniem? ? Zdziwił się Luffy.
Kiedy chował paczkę do kieszeni, znalazł coś jeszcze. Klucz z breloczkiem, na którym pisało ?U Joego?. Szybko sobie przypomniał, że była to nazwa baru, z którego wyszedł. Choć często zachowywał się jak idiota, głupi nie był i logika podpowiadała mu, że musi być to klucz do jego pokoju. Udał się tam niezwłocznie, z nadzieją, że znajdzie coś ciekawego. Z jego orientacją w terenie zajęło mu to dwa razy więcej czasu niż się spodziewał, ale w końcu dotarł na miejsce.
Bar był piętrowy, więc Luffy wszedł po schodach na górę i poszukał właściwego numerka. Wielkiego wyboru nie było, dlatego chłopak wkrótce znalazł się w ?swoim? pokoju. Pomieszczenie miało tak ascetyczny wystrój, że trudno było cokolwiek powiedzieć o osobie mieszkającej w nim, poza tym, że była oszczędna. Łóżko, stolik, krzesło, szafa, półki, lustro i w zasadzie tyle, trudno było znaleźć w pokoju cokolwiek innego. Okno i firanki wyglądały na nie czyszczone od dawna, a pościel była stara i dziurawa. Właściwie nie przeszkadzało to Luffy'emu, bo sam przywykł do spartańskich warunków, ale miał nadzieję, że znajdzie coś ciekawszego.
Po dłuższych oględzinach zauważył na stoliku kopertę. W środku znajdował się list i zdjęcie.
- Ace? ? Zdumiał się chłopak, gdy przyjrzał się fotografii.
Nie dziwił go sam fakt, że widział na niej swego brata, zaskoczył go raczej strój, w który ubrany był Ace, mundur oficera Marynarki. Zaintrygowany, Luffy zaczął czytać list.

Drogi bracie,
Cieszę się, że wreszcie do mnie napisałeś. Dobrze znać twój obecny adres. Pewnie już nie boisz się, że ci zrobię nalot, albo zamierzasz się znowu przeprowadzić. Mam nadzieję, że to pierwsze. Pytasz co u mnie. Całkiem dobrze, nie powiem. Awansowałem na kapitana, nawet przysyłam ci zdjęcie, żebyś mógł mnie zobaczyć w nowym mundurze. Życie w Marynarce jest całkiem przyjemne, gdy osiągnie się pewien stopień. Wiem, że przerabialiśmy to już wiele razy i że twoja odpowiedź zawsze brzmiała tak samo, ale mam nadzieję, że w końcu się przekonasz i pójdziesz w moje ślady. No bo jak długo zamierzasz żyć tak jak teraz, Luffy? Mam nadzieję, że w końcu dojrzejesz i potraktujesz moje rady na poważnie. Eh... obiecałem sobie, że tym razem obejdzie się bez moralizowania, cóż... Nie będę cię do niczego na siłę nakłaniać, bo wiem, że to nic nie da, ale wiedz, że się o ciebie martwię. Pewnie mi nie wierzysz, ale to prawda. Martwię się o ciebie i mam nadzieję, że wkrótce zobaczę cię całego i zdrowego. Wiesz, gdzie mnie szukać prawda? Pamiętaj, że jeśli będziesz mieć jakiś problem, możesz się do mnie zwrócić. Przepraszam, że ten list jest taki... sam nie wiem jaki. Taki protekcjonalny. Jakoś inaczej nie potrafię.

Pozdrawiam,
Ace


- Ace jest w Marynarce? Ten świat jest bardziej do dupy niż myślałem ? skrzywił się Luffy po przeczytaniu listu. ? Nie podoba mi się tu, wracam do siebie.
Chłopak już zamierzał sięgnąć do urządzenia, gdy nagle zdał sobie sprawę, że go przecież nie posiada, bo zostało w innym wymiarze.
- Aaaaaaa!!! ? Wrzasnął, gdyż po raz pierwszy od niepamiętnych czasów poczuł strach. ? Nie, musi być jakiś sposób, żeby się stąd wydostać. Po co miałby ktoś stworzyć urządzenie, które nie pozwala na powrót? Zaraz... ? trybiki w jego mózgu zaskoczyły. ? Skoro urządzenie zostało w moim świecie, to załoga na pewno coś wykombinuje ? ucieszył się. ? A póki tu jestem powinienem zrobić coś pożytecznego. Tylko co? ? podrapał się po głowie. ? Już wiem! Skoro tutejszy Luffy nigdy nie został piratem, to znaczy, że ja muszę mu w tym pomóc. Muszę uczynić go, to znaczy siebie, piratem.
Nowe siły wstąpiły w Luffy'ego. Schował list i usiadł na łóżku, aby opracować plan działania.


Na wieść, że trafił do innego wymiaru Luffy zareagował znacznie lepiej niż wszyscy się spodziewali, choć mogła być to zasługa medykamentów Choppera. Przyjaciele stwierdzili, że powinni z uprzejmością potraktować alternatywną wersję swego kapitana i uraczyli go posiłkiem.
- Cóż, dobrze wiedzieć, że ma jakąś cechę wspólną z naszym Luffym ? stwierdził Sanji, obserwując jak chłopak pochłania ogromne ilości mięsa.
Kiedy przybysz skończył jeść, uśmiechnął się i poklepał po brzuchu w taki sposób, że przyjaciele prawie uwierzyli, że ich kapitan powrócił, ale złudzenie było tylko chwilowe.
- Mogę się poczęstować papierosem? ? spytał Luffy kucharza, wywołując ogólną konsternację.
Sanji mruknął coś pod nosem, ale spełnił prośbę.
- Więc twierdzicie, że mój umysł trafił do alternatywnej rzeczywistości? ? Luffy zapalił i zauważył, że wszyscy dziwnie się na niego patrzą. Nie przejął się tym jednak. ? Nigdy nie słyszałem czegoś równie idiotycznego.
- Jak inaczej wszystko wytłumaczysz? Zresztą wciąż masz urządzenie na ręku ? powiedziała Nami.
Chłopak spojrzał na bransoletę i zauważył zmieniające się na wyświetlaczu cyferki. Wyglądało to jako odliczanie. Spróbował zdjąć przyrząd, ale w żaden sposób nie był wstanie go ściągnąć.
- Nie chce zejść ? powiedział.
Kolejne próby pozbycia się ustrojstwa nie pomogły. Zdawało się być przytwierdzone do skóry.
- Jak chcesz, to mogę... ? Zoro sięgnął po miecz.
- Zwariowałeś?! ? Krzyknęła Nami i trzepnęła szermierza.
- Sądzę, że to urządzenie nie zejdzie póki licznik nie będzie pokazywał zera ? Robin dokładnie przyjrzała się bransolecie. ? To rodzaj czasomierza, mamy tu godziny, minuty i sekundy. Przypuszczam, że to odliczanie do końca połączenia.
- Ile zostało czasu? ? Spytała Nami.
- Dwadzieścia pięć godzin.
- Mam tu z wami siedzieć przez dwadzieścia pięć godzin?! ? zdenerwował się Luffy. ? Przez ten czas wasz odpowiednik zdąży nieźle namieszać w moim życiu!
- Uspokój się, wątpię, żeby nasz Luffy chciał działać na twoją niekorzyść ? oznajmił Sanji.
Przybysz nie odpowiedział. Milczał przez chwilę, jakby próbował przeanalizować sytuację, w której się znalazł.
- Nami, nie przeniosłaś się ze mnę, prawda? Jesteś inną Nami? Jesteś Nami z tego świata? ? powiedział nagle.


Nim Luffy zdołał opracować jakikolwiek plan działania, rozległo się pukanie do drzwi. Wstał, aby je otworzyć, ale najwyraźniej osoba po drugiej stronie była bardzo niecierpliwa, bo weszła sama. Chłopak wytrzeszczył oczy ze zdumienia, kiedy ujrzał Nami. Wyglądała trochę inaczej niż ta którą znał. Choć przywykł do jej wyzywających ubrań i bardzo krótka spódnica go nie zaskoczyła, to jednak makijaż stanowił pewną nowość. Jednak nawet kosmetyki nie kryły zniszczonej cery dziewczyny. Wyglądała na prawie dziesięć lat więcej niż miała. W ręku zaś trzymała do połowy pełną butelkę rumu.
- Miałeś rację, Luffy ? rzekła zrezygnowanym głosem i wzięła łyk trunku. ? To nie są prawdziwe brylanty. ? Wyjęła z torebki naszyjnik i rzuciła go na podłogę. ? A myślałam, że jestem już tak blisko uzbierania stu milionów ? zaśmiała się gorzko. ? Tylko taka idiotka jak ja mogła uwierzyć, że dostała prawdziwe brylanty za jedną noc ? napiła się znowu.
Luffy był zbyt zaskoczony by cokolwiek powiedzieć. Ze zdumieniem wpatrywał się odpowiednik swojej przyjaciółki, starając się wywnioskować jak najwięcej na jej temat, na podstawie samej aparycji.
- Chodź, Luffy, idziemy się bawić. Chcę się bawić. Chcę na chwilę zapomnieć o tym wszystkim ? chwyciła zdziwionego chłopaka za rękę i wyciągnęła z pokoju.


- Więc chcesz powiedzieć, że w tamtym świecie się znamy? ? Ucieszyła się Nami, zaintrygowana słowami Luffy'ego. Przypomniała sobie, że gdy się ocknął, była jedyną osobą, którą rozpoznał.
- Tak, ale tylko ciebie. Was widzę po raz pierwszy na oczy ? Luffy zwrócił się do załogi.
- Opowiedz mi coś o mnie, opowiedz ? dziewczyna podekscytowała się perspektywą poznania historii swojej odpowiedniczki. ? Co robię, kim jestem, czy mam dużo pieniędzy? Też jestem nawigatorem?
- Nie, jesteś ladacznicą ? odparł chłopak.
Nie trudno się domyślić, że odpowiedź nie spodobała się dziewczynie.
- Jak śmiesz mnie obrażać?! Nawet jeśli chodzi o mnie w innym świecie! ? Warknęła.
- On chyba miał na myśli dosłowne znaczenie pojęcia ?ladacznica? ? Robin wyjaśniła ze spokojem, co jednak wcale nie pocieszyło jej koleżanki.
- Nie wierzę ci, nie mogłabym zrobić czegoś takiego ? zaprotestowała dziewczyna, wskazując palcem na Luffy'ego, jakby próbowała oskarżyć go o zniewagę.
- Najwyraźniej w moim świecie jesteś inna ? chłopak zgasił papierosa i założył ręce za głowę, próbując się odprężyć. ? Skoro już tu trafiłem, może opowiecie mi coś o moim odpowiedniku? ? Zaproponował, ignorując naburmuszoną dziewczynę. ? Z tego co zdążyłem zauważyć, sporo nas różni.
- Czego ty nie powiesz? ? Mruknął Zoro.
- Nasz Luffy nie pali ? rzekł Sanji z sarkazmem.
- Tego zdążyłem się domyślić. A coś więcej? Kim wy w ogóle jesteście? I czemu znajdujemy się na statku?
- Jesteśmy piratami, a Luffy jest naszym kapitanem. ? Nami w końcu przestała się dąsać.
- Ja? Piratem? A to ci dopiero? ? zaśmiał się chłopak i nie był to rodzaj śmiechu, do którego przywykła załoga. Sprawiał raczej wrażenie drwiny.
- A ty nie jesteś piratem? ? Zaciekawiła się Nami.
- Nie, moja droga. Prawda jest taka... ? Luffy oparł się łokciami o stół i przybliżył nieco do rozmówczyni - ...że robię dokładnie to samo co ty ? dokończył, wywołując niemały szok u wszystkich zgromadzonych.
- Chcesz powiedzieć, ze jesteś męską dziwką?! ? Wykrzyknął zbulwersowany Sanji.
- A co, jesteś zainteresowany? ? Luffy znowu się zaśmiał, w podobny zresztą sposób, co poprzednio.
Podczas, gdy pozostali próbowali przetrawić nadmiar informacji, jaki właśnie otrzymali, Zoro tylko zmarszczył brwi. Odpowiednik jego najbliższego przyjaciela powoli zaczynał go wkurzać. Nie miał w sobie absolutnie nic z Luffy'ego, którego znał i darzył wielkim szacunkiem.
- Nie rozumiem cię, dlaczego robisz coś takiego? ? Spytał Sanji, wciąż zszokowany.
- Równie dobrze mógłbym się spytać czemu wasz Luffy został piratem.
- Dobrze, powiem ci. Chcesz wiedzieć? ? Po głosie kucharza dało się poznać, że został nieźle wyprowadzony z równowagi. ? Na Luffy'ego ogromny wpływ miał Shanks, pirat którego znał w dzieciństwie. To od niego dostał kapelusz, który masz na głowie. Traktuje go jak skarb. Luffy zaprzysiągł sobie, że zostanie królem piratów.
- Powiedziałeś Shanks? ? Chłopak wyglądał na wyraźnie zaintrygowanego. ? Miałeś na myśli Rudowłosego Shanksa?
- Znasz go? ? Tym razem to Sanji był zdziwiony, jak i cała reszta załogi.
Ponieważ Luffy z alternatywnej rzeczywistości nigdy nie został piratem, wszyscy doszli do wniosku, że musiał nigdy nie spotkać Shanksa. Wychodziło jednak na to, że mogli minąć się z prawdą.
- Poznałem go jak miałem czternaście lat ? wyjaśnił chłopak. ? To on pomógł mi uciec z domu.
- A więc niegrzeczny chłopiec uciekł z domu? To by wiele wyjaśniało ? zadrwił Zoro.
- Nic nie wiesz, więc zamilcz ? warknął Luffy.
- Przestańcie, wy obaj ? Nami przerwała kłótnię. ? Lepiej opowiedz coś więcej o tym twoim Shanksie ? zwróciła się do przybysza.
- Jedyne co mogę o nim powiedzieć, to że był piratem i lubił młodych chłopców. Dlatego mi pomógł. Nie za darmo oczywiście. Nie lubiłem tego zboczeńca, ale jestem mu wdzięczny za to co zrobił, bo dzięki temu mogłem się wyrwać i usamodzielnić ? rzekł z zadziwiającym spokojem chłopak.
- Wygląda na to, że twój Shanks również różni się od naszego ? odezwał się Usopp. ? Chyba wszystko w twoim świecie jest inne niż u nas.
- Niezupełnie ? Luffy poklepał się po brzuchu. ? Jedzenie jest u was równie dobre ? stwierdził ironicznie.


W klubie unosiło się tyle dymu, że aż szczypał w oczy, ale Luffy powoli się przyzwyczajał. Nami paliła jak smok, właściwie wszyscy dookoła palili jak smoki. Do tego dziewczyna wychylała kolejnego, podwójnego drinka. Luffy wiedział, że Nami z jego świata potrafiła dużo wypić, ale to co ujrzał teraz, przeszło jego najśmielsze oczekiwania.
- Pijesz więcej niż Zoro ? powiedział, nie mogąc wyjść z podziwu.
- Kto to jest Zoro? ? Nami zapaliła kolejnego papierosa.
- Już niedługo go poznasz ? ucieszył się Luffy, mając nadzieję, że w tym świecie szermierz również przyłączy się do jego załogi.
- Jest bogaty? ? Zainteresowała się dziewczyna.
- Nie specjalnie.
- Woli kobiety czy mężczyzn?
- Chyba nie robi mu to różnicy ? odparł Luffy, nie do końca rozumiejąc pytanie.
- Dziwnie się dziś zachowujesz ? Nami zmieniła temat. ? Nie pijesz, nie palisz. Zaraz jeszcze mi powiesz, że postanowiłeś wstąpić do Marynarki.
- O nie, wprost przeciwnie. Postanowiłem zostać piratem ? oznajmił dumnie chłopak.
- Piratem? Masz naprawdę pokrętne poczucie humoru, Luffy.
- Mówię poważnie! Odpłyniemy stąd razem, będziemy piratami.
- Przecież wiesz, że nie cierpię piratów. Ty zresztą też nie darzysz ich wielką sympatią.
- Wszystko się zmieni, zobaczysz! I nie będziesz musiała już zbierać tych stu milionów beli. Zbierzemy załogę i pokonamy Arlonga. Będziesz znowu szczęśliwa ? podekscytował się Luffy.
Nami jednak nie podzielała jego entuzjazmu. Jej twarz spochmurniała.
- Więc uważasz, że to jest zabawne? Takie żarty? Co cię napadło? Nigdy wcześniej się tak nie zachowywałeś. Przez chwilę prawie uwierzyłam, że mówisz poważnie.
- Bo mówię poważnie. Znajdę łódź i wypłyniemy jeszcze dzisiaj w nocy.
Wtem dziewczyna zerwała się na równe nogi i ruszyła ku wyjściu, zataczając się trochę. Luffy popędził za nią. Kiedy Nami opuściła klub, potknęła się i za pewne upadłaby, gdyby chłopak jej nie złapał.
- Dlaczego to robisz, Luffy? Nie poznaję cię, nie jesteś sobą ? rozpłakała się. ? Błagam cię, powiedz, że jeszcze nie oszalałeś.
- Nie oszalałem, tylko chcę ci pomóc. I pomóc sobie. To bardzo skomplikowane i trudne do wyjaśnienia, ale musisz mi zaufać. Słyszysz? Zaufaj mi, a przysięgam, że wszystko będzie dobrze.


Nami obserwowała Luffy'ego przez uchylone drzwi. Leżał w hamaku i z zaciekawieniem przyglądał się bransolecie na swoim nadgarstku. Znowu spróbował ją zdjąć, ale bez efektów. Zaczął dalej wpatrywać się w urządzenie, jakby próbując odgadnąć, czy to wszystko, co dzieje się wokół niego, nie jest tylko snem.
- Tak wiele was różni. ? Nami w końcu weszła do środka. ? Kiedy patrzę ci w oczy, widzę kogoś zupełnie innego, chociaż to jego ciało.
- Nie musisz mi tego mówić. Wiem, że jestem kompletnie inny ? odparł spokojnie Luffy.
- Opowiedz mi coś więcej o sobie ? Nami usiadła na krześle. ? Jestem ciekawa czemu tyle was dzieli.
- Co dokładnie chcesz wiedzieć?
- Dlaczego nie zostałeś piratem? Przecież poznałeś Shanksa, więc miałeś ku temu okazję.
- Proponował mi bym został z załogą, ale jakoś nie miałem ochoty zostawać jego własnością. Zdziwiona? ? Rzekł z sarkazmem chłopak.
- Mogłeś stworzyć własną załogę.
- Mój ojciec był piratem, ale został złapany i stracony. Nie zamierzam dzielić jego losu. Poza tym przez niego prawie całe dzieciństwo spędziłem pod opieką dziadka ? sądząc po głosie, Luffy nie najlepiej wspominał tamte lata.
- Nasz kapitan mówił, że jego dziadek był surowy, ale nie przypominam sobie, żeby źle się o nim wypowiadał.
- Mój dziadek nie był surowy, tylko szurnięty. Czasami lał mnie bez powodu. Za to Ace?a uwielbiał bo był starszy i silniejszy. Nienawidziłem tego drania. To znaczy dziadka, nie Ace?a. Ace jest w porządku, chociaż uważam, że marnuje się w tej zasranej Marynarce.
- Twój brat jest w Marynarce? ? Zdziwiła się dziewczyna.
- A co, tutaj nie jest?
- Nasze światy różnią się od siebie chyba bardziej niż myśleliśmy ? stwierdziła Nami, ciekawa czego jeszcze dowie się od przybysza.


Ponieważ Nami przesadziła z alkoholem, jedyne co Luffy mógł zrobić, to zanieść ją do swojego pokoiku i położyć spać. Stwierdził, że nim jego towarzyszka się obudzi, powinien poszukać łodzi. W tym celu udał się do portu i zaczął oglądać znajdujące się tam statki.
Mam nadzieję, że nikt nie będzie miał mi za złe jeśli ?pożyczę? sobie jedną, małą łódeczkę ? pomyślał. ? O, na przykład tą ? postanowił z bliska przyjrzeć się statkowi, który sobie upatrzył, więc spróbował wydłużyć rękę, żeby złapać się masztu i dostać się na pokład, jednak... ? Co?!!! Nie mam gumowych mocy?! Jak mam zostać królem piratów bez moich mocy?! ? Wykrzyknął.
Zrezygnowany Luffy usiadł na molo, mając nadzieję, że coś przyjdzie mu do głowy, ale myślenie nie było jego mocną stroną, więc wiele czasu spędził bezproduktywnie wpatrując się w ocean. Dopiero przybijający do portu statek wytrącił go z transu.
- Zaraz, znam tę flagę ? wymamrotał. ? To jest...
Czekał aż żeglarze opuszczą pokład, by utwierdzić się w przekonaniu, do kogo należał statek. Najwyraźniej szczęście mu sprzyjało.
- Shanks! ? Luffy krzyknął, szczęśliwszy niż kiedykolwiek, gdy ujrzał rudowłosego mężczyznę. Odruchowo podbiegł do niego. ? Shanks, to naprawdę ty!
Kapitan pirackiego statku odwrócił się zaskoczony w stronę chłopaka.
- Chyba jesteś tu znany, szefie ? Yasopp skomentował zajście.
Tym czasem Luffy uśmiechnął się od ucha do ucha, zapominając kompletnie, że osoba, którą widzi, to nie ten sam Shanks, którego zna.
- Chyba już cię gdzieś widziałem ? rzekł rudowłosy.
- Czy to nie jest ten sam dzieciak, którego trzy lata temu wziąłeś na statek? ? Odezwał się nagle jeden z członków załogi.
Shanks przez chwilę wpatrywał się w chłopaka, próbując go sobie przypomnieć.
- Może nie mam pamięci do twarzy, ale mam pamięć do imion. Luffy, prawda?
- Więc się spotkaliśmy?! ? Przyszły król piratów rozdziawił usta ze zdziwienia, gdyż jego teoria została obalona.
Zastanawiał się jakim cudem jego odpowiednik nie został piratem skoro znał Shanksa, ale był teraz zbyt podekscytowany, by poświęcić temu większą uwagę.
- Szkoda, że nie przyłączyłeś się wtedy do mojej załogi. Mógłbyś mieć wszystko ? słowa pirata wywołały u Luffy'ego jeszcze większe poruszenie.
- Naprawdę chciałbyś mnie w swojej załodze? ? Ekscytował się chłopak.
- Jeśli wciąż masz w sobie tyle energii co kiedyś, to czemu nie ? Shanks zaśmiał się donośnie, a reszta załogi mu zawtórowała.
- Cóż, chciałbym, ale muszę skompletować własną załogę. Zamierzam zostać królem piratów.
Kapitan wybuchnął jeszcze większym śmiechem i poklepał Luffy'ego po plecach.
- Uwielbiam takich wariatów jak ty ? powiedział. ? Chodź, napijesz się ze mną i z moją załogą ? Shanks otoczył młodzieńca ramieniem i poprowadził ze sobą.
Gdy znaleźli się w lokalu i siedli przy barze, Luffy'ego ogarnęło uczucie niczym deja vu. Nagle przypomniał sobie jak będąc dzieckiem siedział z Shanksem w gospodzie, w swojej rodzinnej miejscowości. Teraz znalazł się w podobnej sytuacji, różnica polegała na tym, że za pierwszym razem nie było czerwonych i błękitnych świateł oraz półnagich kobiet tańczących przy rurach. Jednak Luffy kompletnie nie zwracał uwagi na tę dekadencką scenerię, interesował go jedynie rudowłosy pirat.
- Shanks, ty masz obie ręce! ? Z pewnym opóźnieniem zorientował się chłopak.
- A co, miałbym mieć tylko jedną? ? Zaśmiał się kapitan.
Po raz kolejny Luffy uświadomił sobie, że znajduje się w innej rzeczywistości, a co za tym idzie, musi liczyć się z pewnymi różnicami. Szybko spróbował wymyślić jakąś wymówkę, żeby skorygować swój błąd.
- No... piraci chyba często nie mają jakiejś części ciała.
- Hahaha, urocze! Wciąż jesteś tak samo głupiutki i naiwny jak kiedyś ? Shanks wybuchnął śmiechem, na co Luffy skrzywił się, bo nie bardzo spodobała mu się uwaga pod jego adresem. ? Jesteś mi wdzięczny, że pokazałem ci drogę do wolności? ? Pirat zmienił temat.
- Eee?
- Możesz mi okazać wdzięczność na wiele sposobów ? Shanks uśmiechnął się tajemniczo.
- Co masz w tej torbie? ? Zainteresował się chłopak i wskazał na pakunek, który rudowłosy trzymał na kolanach.
- To moja ostatnia zdobycz. Pokażę ci, bo pewnie już nigdy nie będziesz miał okazji ujrzeć czegoś podobnego.
Shanks wyjął z torby skrzynkę, postawił ją na ladzie i otworzył. Luffy o mało nie spadł z krzesła, gdy zobaczył, co znajduje się w środku.
- To, mój drogi, jest diabelski owoc ? wyjaśnił pirat. ? Dokładnie mówiąc gumowy owoc. Pozwala on...
- Mogę go dostać?! ? Podekscytowanie Luffiego sięgnęło zenitu. Nagle wszystko zaczęło się układać po jego myśli i nie zamierzał zmarnować okazji.
- Jesteś naprawdę zabawny, ale obawiam się, że nie mogę ci go dać ? zaśmiał się Shanks. ? Nie zamierzam go sprzedać za mniej niż pięćdziesiąt milionów beli. Zakładam, że nie dysponujesz taką sumą.
- Proszę, proszę, proszę, zrobię co zechcesz.
- Kusząca propozycja, ale to za mało. Przykro mi, Luffy.
Skoro nie dało się przekonać Shanksa, należało wymyślić inną metodę. Żaden podstęp nie przychodził chłopakowi do głowy, więc doszedł do wniosku, że najlepszym rozwiązaniem będzie postąpić tak, jak dziesięć lat wcześniej. Korzystając z chwili nieuwagi mężczyzny, Luffy chwycił owoc i pożarł go z prędkością osiągalną tylko dla niego.
- Luffy... ? kapitan zbladł, gdy zorientował się, co przed chwilą się wydarzyło. Jednak jego reakcja okazała się kompletnie inna od tej, którą pamiętał chłopak. ? Ty mały gnoju ? Shanks chwycił zdezorientowanego młodzieńca za gardło i przycisnął do najbliższej ściany. ? Czyżbyś zapomniał kim jestem? Co ci strzelił do głowy, żeby zadzierać z kapitanem pirackiego statku? ? Słowa mężczyzny ociekały jadem.
- Nie jesteś Shanksem. ? Luffy zmarszczył brwi. ? Shanks tak nie postępuje.
- A co ty o mnie możesz wiedzieć, gówniarzu?
- Shanks nigdy nie skrzywdziłby przyjaciela.
- Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek nazywał cię przyjacielem ? syknął mężczyzna i zbliżył swoją twarz do twarzy chłopaka. ? Do jutra dostarczysz mi pięćdziesiąt milionów beli, albo zginiesz, uprzednio dostarczając rozrywki całej mojej załodze.
- Zostaw go! ? Rozległ się nagle głos, a Shanks ujrzał wymierzoną w siebie lufę strzelby. ? A jak zobaczę, że któryś z twoich koleżków sięga po broń, to od razu odstrzelę ci łeb.
- Coś ty za jeden? ? Warknął rudowłosy.
- Przyjaciel chłopca, którego właśnie maltretujesz.
- Crocodile? ? Wymamrotał Luffy, nie wierząc własnym oczom.
Wzrok go jednak nie mylił. Stał przed nim człowiek, który kiedyś prawie go zabił. Wyglądał niemalże tak, jak Luffy go zapamiętał, ale podobnie jak Shanks, obie ręce miał całe i zdrowe. Chłopak kompletnie zgłupiał. Przyjaciele okazywali się wrogami, a wrogowie przyjaciółmi. Do bardziej pokrętnego świata trafić nie mógł.
- Jesteś Rudowłosy Shanks, prawda? ? Rzekł Crocodile. ? Luffy opowiadał mi o tobie. Brzydzę się takimi jak ty.
- A ja brzydzę się niewdzięcznymi gnojkami ? odparł pirat. ? Ten dzieciak powinien lizać mi buty za to, co dla niego zrobiłem.
- Jedyne co dla niego zrobiłeś, to nauczyłeś jak się sprzedawać. Zjeżdżaj mi z oczu, bo aż mnie świerzbi, żeby nacisnąć na spust
Rudowłosy zmarszczył brwi, zbliżył usta do ucha chłopca i szepnął:
- To nie koniec, gówniarzu. Do jutra ? to powiedziawszy puścił Luffiego, skinął na załogę i spokojnie opuścił lokal.


- Crocodile? ? Zdziwiła się Nami, gdy usłyszała znajome imię. Dzięki rozmowie z alternatywnym Luffim wiele się dowiedziała, ale nie spodziewała się aż takich niespodzianek. ? Naprawdę przyjaźnisz się z człowiekiem o tym imieniu?
- Tak.
- Jak on wygląda?
- Wysoki, dobrze zbudowany, zawsze elegancki. Ma sporą bliznę na twarzy.
- A nie ma przypadkiem haka?
- Nie. Czemu miałby mieć?
- Nie ważne ? dziewczyna wolała przemilczeć kim jest Crocodile w jej świecie.
Wszystko co opowiadał przybysz zdawało się coraz bardziej surrealistyczne. Aż trudno było uwierzyć jak wielki wpływ miały zdobyte doświadczenia na charakter danej osoby. Możliwe, że zarówno Shanks jak i Crocodile byliby zupełnie odmiennymi ludźmi, gdyby dokonywali innych wyborów. To samo zresztą tyczyło się Luffiego i wszystkich pozostałych ludzi na Ziemi.
- Jak poznałeś Crocodila? ? Zaciekawiła się Nami.
- Chcesz, to ci opowiem. I tak nie mam nic innego do roboty.


Jedną z wielu rzeczy, których Luffy nauczył się żyjąc na własną rękę było to, że niektórzy ludzie potrafią być nieprzewidywalni, w szczególności sfrustrowani mężczyźni, niepewni swojej orientacji i preferencji. Ludzie tego pokroju często patrzyli na niego wzrokiem pełnym pożądania, ale gdy składał im niemoralną propozycję, odchodzili oburzeni. W gruncie rzeczy nie przeszkadzała mu taka reakcja, gorzej, kiedy dochodziło do aktów agresji.
W obecnej chwili Luffy trzymał się za obolały nos, który krwawił obficie.
- Nie jestem ciotą, ty zboczony gnoju! ? Niedoszły klient przymierzył się do zadania kolejnego ciosu, ale powstrzymała go silna ręka właściciela klubu.
- Panu już podziękujemy ? oznajmił niskim głosem Crocodile.
- Ten gówniarz powiedział, że...
- Słyszałeś pan?! Zjeżdżaj!
Crocodile nie był osobą, z którą ludzie chętnie wdawali się w spory, więc agresor posłusznie opuścił lokal.
- Chodź, chłopcze. Trzeba ci opatrzyć ten nos ? właściciel zwrócił się do młodzieńca.
Luffy nie lubił być traktowany protekcjonalnie, ale chciał zatamować krwotok, więc udał się za mężczyzną. Pomieszczenie, w którym się znalazł wyglądało bardzo szykownie. Na ścianach wisiały liczne obrazy, a wszystkie fotele oraz kanapa obite były białą skórą. Półki, stolik i inne meble zdobiły kryształowe figury.
- To boli! ? Krzyknął Luffy, gdy Crocodile dokonywał dokładnych oględzin jego nosa.
- Wygląda na to, że nie jest złamany. Masz, przyłóż to ? podał chłopcu kawałek sterylnej gazy.
- Co żeś taki miły? Chcesz czegoś ode mnie? ? Luffy spytał opryskliwie, tamując krew.
- Niczego od ciebie nie chcę ? Mężczyzna rozsiadł się na kanapie, naprzeciwko rozmówcy. ? Ile masz lat?
- Nie twój pieprzony interes.
- Od dawna to robisz?
- Słuchaj, jeśli przyprowadziłeś mnie tu tylko po to, żeby się nade mną użalać i prawić mi kazania...
- W tym mieście są setki takich dzieciaków jak ty. Widuję je codziennie. Gdybym miał się użalać nad każdym z nich i prawić im kazania, zostałbym misjonarzem, a nie właścicielem nocnego klubu. Nie obchodzi mnie z kim się pieprzysz, za ile i gdzie.
- To na chuj zadajesz pytania?
- Bo lubię ? odparł ze stoickim spokojem Crocodile i zapalił cygaro.
- Nie masz papierosa? Jak zaraz nie zapalę, to chyba zwariuję.
Mężczyzna sięgnął do kieszeni marynarki i wyjął paczkę najdroższych papierosów. Rzucił ją na szklany blat stołu, a Luffy już sam się obsłużył.
- Nie widziałem cię wcześniej w moim lokalu. Jesteś tu nowy?
- Przypłynąłem niedawno, ale nie jestem żółtodziobem, jeśli o to ci chodzi. Zwiedziłem już parę pobliskich wysp.
- No proszę, światowiec ? skwitował ironicznie Crocodile.
- Pierdol się. ? Luffy rzucił gazę w kąt, widząc, że krwawienie ustało.
- Zupełnie jakbym widział siebie z przed lat ? zaśmiał się mężczyzna. ? Byłem taki sam.
- Też uciekłeś z domu? ? Spytał Luffy, mając nadzieję, że uda mu się zaskoczyć rozmówcę. To jednak rozmówca zaskoczył jego.
- Tak.
- Dlaczego? ? Zainteresował się chłopak. W jego głosie nie było już słychać pogardy.
- Dlaczego? Zawsze jest ten sam powód. Bo dom nie jest szczęśliwym miejscem, czyż nie? ? Trzymając cygaro w zębach, Crocodile spojrzał Luffiemu prosto w oczy, a ten przez chwilę czuł się tak, jakby wszystkie jego myśli stały się widoczne.
- Musisz być dziany. Jakżeś się tego wszystkiego dorobił? ? Chłopak rozejrzał się dookoła.
- Może cię to zdziwi, ale zaczynałem dokładnie tak samo jak ty.
- Myślisz, że ja też kiedyś będę bogaty? ? Ucieszył się Luffy.
- Jeśli wcześniej nie zginiesz. ? Crocodile zgasił cygaro. ? Posłuchaj, mały, nie ważne jaki z ciebie twardziel, bez przyjaciół, bez osób, które mogłyby cię chronić, w końcu czeka cię zguba.
- Jak mam znaleźć przyjaciół? Nikogo tu nie znam.
- Jednego już znalazłeś.



Na Going Merry nastał czas kolacji, jednak nie wszyscy w niej uczestniczyli. Załoga czuła się przy stole bardzo nie swojo bez kapitana. Właściwie jeszcze nigdy się nie zdarzyło, by Luffy opuścił posiłek, nawet nie tyle ze względu na jedzenie, co na towarzystwo, w końcu zjeść mógł gdziekolwiek. Jednak osoba, z którą obecnie dzielili pokład nie była ich przyjacielem.
- Powiedział, że woli zjeść w swojej kajucie ? wyjaśnił Sanji. ? Muszę przyznać, że ten inny Luffy zaczyna mi działać na nerwy.
- Nie bądź wobec niego zbyt surowy, musiał przeżyć szok ? rzekła Nami. ? Nie często ląduje się w innym wymiarze.
- Ale nie musi być taki arogancki. Jak go zaprosiłem na kolację, to powiedział mi, żebym spierdalał.
-Wiesz, sporo z nim rozmawiałam. Opowiedział mi o swoim życiu. Zachowuje się tak nie bez przyczyny.
- To go nie usprawiedliwia. Nasze życie też nie było usłane różami, ale jakoś wszyscy wyrośliśmy na porządnych ludzi. No, prawie wszyscy ? Sanji spojrzał na Zoro, który posłał mu mordercze spojrzenie.
- Martwię się o naszego Luffy'ego ? jęknął Chopper, zmieniając temat. ? A co jeśli stanie mu się jakaś krzywda? Wiecie jaki on jest, a tam pewnie nie posiada diabelskich mocy.
- Luffy nie jest głupi, chociaż na takiego wygląda ? wtrącił się Zoro. ? Poradzi sobie.
- Cóż jak o tym myślę, to przypomina mi się, że ten inny Luffy opowiadał mi o paru wrogach, których sobie narobił ? Nami powiedziała z pewnym zaniepokojeniem.
- Jakieś przykłady? ? Spytałam szermierz.
- Wspominał o człowieku zwanym Don Flamingo, ale to naprawdę nieprzyjemna historia.
- Jak już zaczęłaś mówić, to musisz skończyć. Nie ma odwrotu ? Usopp ponaglił przyjaciółkę.
- Z tego co mi wiadomo, kiedyś zaoferował Luffy'emu mnóstwo pieniędzy w zamian za dość perwersyjne usługi. Początkowo Luffy był chętny, właściwie dał się uwięzić, ale w pewnym momencie zaczął wątpić czy Don kiedykolwiek mu zapłaci i czy w ogóle wyjdzie stamtąd żywy. Więc postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Zaskoczył faceta we śnie, spuścił mu niezły łomot i jeszcze go obrabował. Potem uciekł z wyspy.
- No proszę, nasz nowy kolega jest nie tylko męską dziwką, ale też złodziejem ? stwierdził z sarkazmem Zoro. ? Ja bym go pilnował. Kto wie co knuje?
Nagle dało się słyszeć niebywały, rozdzierający wrzask. Przerażeni przyjaciele zerwali się na równe nogi i pobiegli zobaczyć co z Luffim. W ich umysłach malowały się najczarniejsze scenariusze i kompletnie nie spodziewali się tego, co zaraz mieli ujrzeć.
- Luffy, co się... ? wszyscy krzyknęli niemalże chórem, wpadając do kajuty, ale szybko urwali.
Chłopak siedział na podłodze, obserwując, z mieszanką szoku i zafascynowania, jak jego kończyny się rozciągają.
- Ja jestem... gumowy ? wymamrotał.
- Dopiero teraz odkryłeś? ? Zirytowany Sanji zapalił papierosa.
- Twój odpowiednik zjadł diabelski owoc, uzyskując gumowe moce ? wytłumaczyła Robin.
- Naprawdę? ? Luffy wybełkotał i rozdziawił usta ze zdumienia. ? To znaczy... że musi być naprawdę potężny.
- O tak, jest bardzo silny, włada ogromną mocą ? powiedział Usopp.
- Ale czad... ? Luffy wymamrotał raz jeszcze, napawając się swoimi zdolnościami.


- Jesteś niemożliwy ? zdenerwowany Crocodile legł na kanapę, w swoim przepięknym apartamencie.
Luffy stał nieruchomo, zmieszany i zagubiony. Sytuacja, w której się znalazła, powoli zaczynała go przerastać. Chciał jak najszybciej wrócić do domu.
- Po co z nim w ogóle rozmawiałeś? Po co? Nie rozumiem tego. Mało ci problemów, czy jak? Myślisz, że za każdym razem będę w stanie ochronić twój tyłek? ? Spytał z wyrzutem mężczyzna i zapalił cygaro. ? Nie wystarczy ci, że podpadłeś Don Flamingo? Nie chcę być w twojej skórze, gdy cię dorwie. Za to co mu zrobiłeś pewnie jest gotów zgotować ci taki los, że sam diabeł się chowa.
- A co ja mu takiego zrobiłem? ? Zdziwił się Luffy.
Crocodile popatrzyła na niego z niedowierzaniem.
- Jaja sobie ze mnie robisz, chłopcze? Jeszcze się mnie pytasz? Przez ciebie stracił oko i kuleje na lewą nogę. Nie mówiąc już, że go obrobiłeś. Fakt, należało się draniowi, Shanks to przy nim dżentelmen, ale i tak postąpiłeś lekkomyślnie. Jak już mowa o Shanksie, na twoim miejscu spakowałbym manatki i wypierniczał z tego miasta. Drugi raz nie zdołam cię przed nim ochronić.
- Nie martw się, wypływam z samego rana ? chłopak wyszczerzył zęby w uśmiechu. ? Zamierzam zostać piratem. Dlatego zjadłem ten owoc. Potrzebna mi siła.
Wtem Crocodile wstał zaniepokojony, podszedł do Luffiego, złapał go za twarz i dokładnie spojrzał w jego oczy. Potem chwycił go za ręce i przyjrzał się przedramionom, jakby szukając śladów po igłach. Odetchnął z ulgą, gdy nic nie znalazł.
- Co? ? Spytał chłopak, gdyż zgłupiał totalnie.
- Całe szczęście nie wpadłeś w kolejne gówno ? westchnął mężczyzna. ? Przez chwilę myślałem, że jesteś naćpany.
Crocodile wrócił na swoje miejsc i usiadł. Zaczął się nad czymś wyraźnie zastanawiać, gdyż wlepił wzrok w jeden punkt i przestał delektować się cygarem.
- Potrzebny ci statek? ? Przemówił nagle.


Morze lekko kołysało statkiem, więc lustro w łazience przechylało się delikatnie raz w prawo, raz w lewo. Nie przeszkadzało to Luffy'emu w długim wpatrywaniu się w swoje ciało i oblicze. Podziwiał wyraźnie zarysowane mięśnie brzucha i ramion. Jego odpowiednik naprawdę był bardzo silny, choć i on sam nie należał do słabeuszy. Umiał walczyć, w końcu wychował się w wojskowej rodzinie. Może nawet byłby w stanie dorównać alternatywnej wersji siebie, gdyby nie wyniszczający tryb życia, który prowadził. Nie należało też zapominać o diabelskich mocach. Luffy wyobrażał sobie o ile prostsze stałoby się jego życie, gdyby je posiadał. Choć nigdy nie chciał być piratem, coraz bardziej zazdrościł swemu odpowiednikowi. Wszakże miał wszystko, bogactwo na wyciągnięcie ręki, sławę, siłę i oddanych przyjaciół, podczas gdy on sam posiadał bardzo niewiele.
- To ciało jest lepsze, jego życie jest lepsze ? rzekł do siebie, opierając się dłonią o lustro.
Spojrzał na bransoletę, która tkwiła na jego nadgarstku niczym kajdany. Licznik wskazywał sześć godzin i pięćdziesiąt trzy minuty. Dokładnie tyle zostało mu czasu nim wróci do swojej rzeczywistości.
- A gdybym cię wyłączył? ? Luffy zaczął szukać na urządzeniu przycisków.
Sam ledwo wierzył, że zaczyna poważnie myśleć o sabotażu, ale jakoś nie marzył o powrocie, bo niby do czego miał wracać? Do obskórnego pokoju, w którym posuwali go pijacy i zboczeńcy? Do życia w strachu, że znajdzie go, któryś z wrogów?
- To musi być to ? Luffy spojrzał na centralny kryształ. Logika podpowiadała mu, że powinien on aktywować i dezaktywować urządzenie.
Wciąż się wahał, ale pokusa rosła. Kiedy pomyślał jak mógłby wykorzystać gumowe zdolności w seksie, przeszedł go przyjemny dreszcz. Oczywiście w seksie dla przyjemności, nie dla pieniędzy, ale czasem jedno i drugie szło ze sobą w parze.
W końcu Luffy przemógł się i nacisną centralny kryształ i...
?Wprowadź hasło, by przerwać odliczanie? ? na wyświetlaczu pojawił się napis. Chłopak zaklął. Chyba musiał poszukać innego sposobu na uwolnienie się od przeklętego urządzenia.


- Nami, obudź się ? Luffy potrząsną dziewczyną. Ta powoli otworzyła oczy, zdając sobie sprawę, że jest już ranek.
Nie czuła się najlepiej, ale akurat do takiego stanu rzeczy zdążyła się już przyzwyczaić.
- Chyba mi się wczoraj film urwał ? wymamrotała.
- Posłuchaj mnie uważanie, Crocodile załatwi nam statek, wypłyniemy jeszcze dzisiaj ? chłopak rzekł podekscytowany. Dziewczyna spojrzała na niego sceptycznie.
- Ty dalej o tym? Myślałam wczoraj, że się ze mnie nabijasz.
- Nie nabijam się, naprawdę wypływamy. Nie cieszysz się?
- Luffy, nie masz pojęcia o żegludze.
- Ale ty masz, jesteś nawigatorem. Zobaczysz, zbierzemy załogę i wszystko potoczy się tak jak trzeba.
- Co za kretyński pomysł. Na morzu nic dobrego nas nie czeka.
Nagle Luffy wstał, a wyraz jego twarzy zmienił się o sto osiemdziesiąt stopni.
- W porządku, popłynę sam ? rzekł oschle. ? Skoro wolisz tu gnić i żyć złudzeniami, że kiedyś odkupisz wioskę, to proszę bardzo, twój wybór. Ja zamierzam zostać królem piratów ? z tymi słowy wyszedł trzaskając za sobą drzwiami, zostawiając Nami kompletnie zszokowaną jego zmianą w zachowaniu.
Dziewczyna nie wiedziała, że reakcja jej towarzysza była celowa i przemyślana.


- Nie widziałaś mojego młotka? ? Usopp przeszkodził Nami w pracy, wyraźnie niepocieszony. ? Wszędzie go szukam, jeszcze niedawno był na swoim miejscu.
- Nie mam pojęcia gdzie jest twój młotek ? zbyła go dziewczyna.
- No przecież nie wyparował.
- Posłuchaj, jestem zajęta. Popytaj innych.
- Już pytałem.
- Wszystkich?
- Z wyjątkiem Luffy'ego.
- No to spytaj go.
- Drażni mnie jego towarzystwo, on jest jakiś dziwny.
Nami westchnęła i oderwała się od map.
- Pójdę z tobą, ze mną najchętniej rozmawia ? rzekła.
Gdy znaleźli Luffy'ego, nie zdziwił ich fakt, że przebywa w samotności, ale za to co innego ich zaskoczyło.
- Co ty do cholery wyprawiasz? ? Nami spytała zaniepokojona, widząc, że chłopak trzyma w dłoni młotek i wpatruje się w bransoletę na swym nadgarstku..
Kiedy Luffy zdał sobie sprawę, że został przyłapany, cały zadrżał i mało nie upuścił młotka, ale szybko się zreflektował i wziął zamach.
- Przestań! ? Krzyknęła dziewczyna.
- Nie wrócę tam ? młodzieniec rzekł z desperacją w głosie, ale wciąż trzymał narzędzie w niezmienionej pozycji.
- Oszalałeś? Chcesz to zniszczyć? Nawet nie wiesz jakie to może mieć następstwa! ? Zareagował Usopp.
- Zaryzykuję ? dłoń Luffy'ego zacisnęła się na młotku, a po jego czole spłynęły kropelki potu.
- Jeśli przerwiesz połączenie, nasz Luffy nigdy nie będzie mógł wrócić.
Chłopak przełknął ślinę, widać było, że się waha, że wciąż ma wątpliwości, ale był zbyt zdesperowany, żeby myśleć racjonalnie.
- Tamto miejsce... moje życie... jest posrane ? wydukał. ? Nie chcę dłużej... tutaj jest lepiej, chcę być nim.
- To stań się taki jak on. Co ci stoi na przeszkodzie? ? Nami zbliżyła się do Luffy'ego.
- Myślisz, że to takie proste?
- Tak, właśnie tak myślę ? odparła dziewczyna, kompletnie zaskakując rozmówcę. ? Właśnie to cię różni od naszego Luffiego, on nie uznaje żadnych ograniczeń. Postanowił, że będzie królem piratów i do tego dąży. Jeśli tak ci się nie podoba twoje życie, to czemu go nie zmienisz?
- Nie jestem taki jak on, jestem słaby.
- To stań się silny! ? Nami trzasnęła dłonią w stół. ? Próbujesz iść na łatwiznę, chcesz przejąć cudze życie, ale myślisz, że to coś da? Jeśli ty się nie zmienisz, wszystko będzie takie samo jak kiedyś. Nie rozumiesz? To kim jesteś zależy tylko od ciebie samego. Luffy zawsze starał się to nam udowodnić. Słuchaj, wiem, że jest ci ciężko, ale nam wszystkim było ciężko. Każde z nas musiało podjąć wiele trudnych decyzji.
Przez chwilę chłopak wpatrywał się w Nami, jego ręce drżały.
- Chcę wiedzieć wszystko ? nagle opuścił młotek. ? Chcę wiedzieć o was wszystko.


Przebudzenie nie należało do przyjemnych, towarzyszyło mu uczucie zaskoczenia i bezradności. Ostatnim co Luffy pamiętał było jak szedł ulicą na spotkanie z Crocodilem. Teraz, nie wiedząc czemu, znajdował się w jakiejś wilgotnej piwnicy, powieszony za nadgarstki, tak że jego stopy ledwo dotykały podłogi. Czuł się osłabiony, co sugerowało, że kajdany zostały zrobione z morskiego kamienia.
- No proszę, obudziłeś się ? Shanks zszedł pod schodach, a towarzyszyło mu dwóch kamratów.
- Co to ma znaczyć? Jakim cudem... ? słowa uwięzły Luffy'emu w gardle, gdy zdał sobie sprawę z sytuacji, w której się znalazł.
- W mojej załodze jest wielu doskonałych skrytobójców ? wyjaśnił ze spokojem pirat. ? Bez problemu potrafią tak ogłuszyć człowieka, żeby nawet nie zauważył.
Shanks podszedł do chłopaka i podciągnął mu koszulkę.
- A jednak to prawda ? rzekł z satysfakcją dotykając jego brzucha.
Wtedy Luffy spojrzał w dół i zauważył, że posiada długą bliznę, jak od noża, ciągnącą się poziomo, poniżej jego pępka.
- Pamiętasz kto ci to zrobił? ? Pirat spytał z wrednym uśmieszkiem.
- Zostaw ? jęknął chłopak. Nie podobało mu się, że Shanks stoi tak blisko.
- Tak się składa, że udało mi się skontaktować z tą osobą ? kapitan rzekł Luffiemu do ucha. ? I nie uwierzysz, Don Flamingo gotów dać mi za ciebie pięćdziesiąt milionów.
- Skąd o nim wiedziałeś?
- Mam swoje kontakty ? to mówiąc, Shanks przestał dotykać brzucha chłopaka i wsunął mu dłoń w spodnie.
- Przestań! Co ty wyprawiasz?! ? Zbulwersował się Luffy.
- No proszę, kto by pomyślał, że przyprawi cię to o rumieniec ? zaśmiał się pirat i zabrał rękę. ? Chętnie zostawiłbym cię dla siebie, ale po tym co zrobiłeś, transakcja z Don Flamingo mi się bardziej opłaca.
- A my mamy inną propozycję ? nagle rozległ się głos.
Ku zdumieniu wszystkich, po schodach zszedł Crocodile i Nami, która niosła sporą walizkę.
- Jak się tu do cholery dostaliście? ? Rozzłościł się Shanks.
- Znam to miasto lepiej od ciebie ? odparł krótko właściciel nocnego klubu.
- Mam pięćdziesiąt milionów beli, tyle ile udało mi się odłożyć ? oznajmiła dziewczyna. ? Dam ci pieniądze w zamian za Luffy'ego.


- Myślicie, że... oni tam gdzieś są? Wasi odpowiednicy? ? Spytał Luffy podczas rozmowy z załogą.
- Skoro ja tam jestem, to czemu nie inni? ? Uśmiechnęła się Nami.
- I myślicie, że gdybym odnalazł ich wszystkich i stworzył załogę, byłbym szczęśliwy, tak jak tamten Luffy?
- Nie dowiesz się, jeśli nie spróbujesz ? odparł Sanji.
- Wiecie, zawsze myślałem, że bycie piratem, to jedynie krótka droga na stryczek, ale narobiłem już sobie tylu wrogów, że jedyne co mogę zrobić, to stać się silniejszym.
- Wreszcie zaczynasz gadać jak mężczyzna ? ucieszył się Zoro.


Zachodni wiatr dmuchał w żagle, a fale lekko kołysały łodzią. Luffy siedział przy rufie, przeglądając gazetę, a Nami wpatrywała się w pokład, zamyślona.
- Nie mogę uwierzyć, że to zrobiłam. Nie mogę uwierzyć, że on nas wypuścił ? mówiła.
- Jednak ma w sobie coś z Shanksa, którego pamiętam ? odparł spokojnie chłopak.
- Naprawdę pomożesz mi się pozbyć Arlonga? Postawiłam wszystko na jedną kartę, teraz już nie ma odwrotu.
- Jak tylko zbierzemy załogę.
Dziewczyna westchnęła. Wciąż miała wątpliwości co do planów przyjaciela, ale z drugiej strony oboje nie mieli nic do stracenia.
- To wiesz już dokąd płyniemy? ? Spytała.
- Na to wygląda ? ucieszył się Luffy, pokazując jej gazetę.
Na stronie widniało zdjęcie Zoro oraz nagłówek ?Jutro egzekucja seryjnego mordercy.?


Sanji zrobił wyśmienity deser, którym wszyscy się zajadali, gdy nagle przerwał im łomot. To twarz Luffy'ego wylądowała w talerzu, a bransoleta poluzowała się i spadła na podłogę.
- Niech ktoś wezwie lekarza! ? Przeraził się Chopper, ale niepotrzebnie.
Chłopak podniósł się, zebrał trochę kremu z policzka i oblizał palec.
- Brakowało mi twojej kuchni, Sanji ? wyszczerzył zęby w uśmiechu.
Do wszystkich od razu dotarło, co przed chwilą miało miejsce.
- Nasz Luffy wrócił! ? Krzyknęła uradowana Nami.
- Opowiedz nam jak tam było ? zainteresował się Usopp.
- Bardzo dziwnie. Cieszę się, że wróciłem.
- To musiał być dla ciebie spory szok ? rzekł Sanji.
- Eee? ? Luffy nie za bardzo wiedział o co chodzi.
- No, dowiedzieć się czym zajmuje się twój odpowiednik.
Chłopak podrapał się po czuprynie, zbity z tropu.
- Wiecie, zapomniałem sprawdzić czym on się zajmuje ? odparł, a wszyscy wybuchli śmiechem. Utwierdzili się w przekonaniu, że ich kapitan naprawdę powrócił.

koniec

[Obrazek: wqdz690429546a.GIF] Piszę poprawnie po polsku.
09.04.2009 09:53
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
ryba Offline
Nakama, kuźwa...
Pirat

*
Liczba postów: 1,232
Dołączył: 31.03.2009
Skąd: Snajper Island
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #2
 
Mówili mi, że Alternatywy są świetne, ale nie spodziewałam się czegoś takiego! To jest genialne!! W życiu nie wpadłabym na taki pomysł!!!

-To się nagrywa?
-Tak
-Jemy szyszki!

[Obrazek: za_oga_strzelc_w_sygna.jpg]
09.04.2009 12:34
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Shizumu Offline
I Oficer
Pirat

*
Liczba postów: 421
Dołączył: 01.04.2009
Skąd:
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #3
 
Na razie z braku czasu przeczytałem tylko połowę. Ale i tak mogę stwierdzić, że to jeden z lepszych fików jakie czytałem Smile Poszukaj jakiegoś rysownika, to świetny materiał na fanowski komiks Big Grin

[Obrazek: podpis2.png]
[Obrazek: wqdz690429546a.GIF] Piszę poprawnie po polsku.
09.04.2009 13:04
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Vampircia Offline
Bosman
Pirat

*
Liczba postów: 324
Dołączył: 26.03.2009
Skąd:
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #4
 
Wątpię by ktoś chciał się tego podjąć, zwłaszcza że druga część jest bardzo długa i są tam "sceny".

[Obrazek: wqdz690429546a.GIF] Piszę poprawnie po polsku.
09.04.2009 13:07
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Caellion Offline
Bosman
Pirat

*
Liczba postów: 350
Dołączył: 10.04.2009
Skąd: Obecnie Szczecin
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #5
 
Shizumu napisał(a):świetny materiał na fanowski komiks

znalazło by się paru...

Vampircia napisał(a):szafa, pułki, lustro

a to ewenement u ciebie Vampircia.. by półki napisać przez u ale sądzę, że to tylko literówka której nie zauważyłaś

Ace w marynarce.. no ciekawie ciekawie.. czytam dalej
Luffy i Nami prostytutkami... oj robi się coraz ciekawiej...
a Shanks homoseksualny...

naprawdę odwrócony o 180 stopni świat

Vampircia napisał(a):Nie oszalałem, tylko chcę ci pomóc. I pomóc sobie. To bardzo skomplikowane i trudne do wyjaśnienia, ale musisz mi zaufać. Słyszysz? Zaufaj mi, a przysięgam, że wszystko będzie dobrze.

takie słowa w ustach Luffiego to ewenement na skalę światową.. choć tu chodzi o życie pirata więc Luffy tak by powiedział

a dobry Crocodile mi się podoba.. a jak przeczytam że się do załogi przyłączy to.. :happy:

Cytat:Mówili mi, że Alternatywy są świetne, ale nie spodziewałam się czegoś takiego! To jest genialne!! W życiu nie wpadłabym na taki pomysł!!!

nic dodać nic ująć.... jak skończysz drugą część to od razu wbijaj.. a na com.pl jerst więcej alternatyw czy to co tam jest już tu?

[Obrazek: alj9mx.jpg]

“Do what I do. Hold tight and pretend it’s a plan!”
“This is who I am, right here, right now, all right? All that counts is here and now, and this is me!”
“We’re all stories, in the end. Just make it a good one, eh?”
"Nikt nie powiedział, że dobre decyzje nie będą cię ranić..."
13.04.2009 19:22
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Vampircia Offline
Bosman
Pirat

*
Liczba postów: 324
Dołączył: 26.03.2009
Skąd:
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #6
 
Chyba wiem skąd ten błąd. "Pułk" to też poprawne słowo, więc mi nie podkreśliło :-P W sumie mogę tu wrzucić dalszy ciąg, ale nie dziś, bo jest pewna scena, którą wypadałoby poprawić.

[Obrazek: wqdz690429546a.GIF] Piszę poprawnie po polsku.
13.04.2009 19:31
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Vampircia Offline
Bosman
Pirat

*
Liczba postów: 324
Dołączył: 26.03.2009
Skąd:
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #7
 
Postanowiłam, że nie będę tu wrzucać dalszego ciągu. Możecie go sobie poczytać na portalu http://onepiecenakama.pl/infusions/book_...?&bookid=8

[Obrazek: wqdz690429546a.GIF] Piszę poprawnie po polsku.
25.04.2009 12:41
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Caellion Offline
Bosman
Pirat

*
Liczba postów: 350
Dołączył: 10.04.2009
Skąd: Obecnie Szczecin
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #8
 
w Alternatywie 2 masz parę literówek... ale są lekkie

[Obrazek: alj9mx.jpg]

“Do what I do. Hold tight and pretend it’s a plan!”
“This is who I am, right here, right now, all right? All that counts is here and now, and this is me!”
“We’re all stories, in the end. Just make it a good one, eh?”
"Nikt nie powiedział, że dobre decyzje nie będą cię ranić..."
29.04.2009 18:27
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
januarus19 Offline
Pirat
Pirat

*
Liczba postów: 275
Dołączył: 29.04.2009
Skąd: Niechlów
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #9
 
wow czekam na wiecej

Już się nawet nie będę czepiać długości tej wypowiedzi, ale używanie kropek, przeczinków i polskich znaków oraz zaczynanie zdania wielką literą to takie podstawowe wymagania na tym forum, żeby się ludziom lepiej czytało cudze posty.

Dzień w którym ludzie przestaną walczyć o życia swoich bliskich, stanie się dniem końca człowieczeństwa.
30.04.2009 16:08
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Vampircia Offline
Bosman
Pirat

*
Liczba postów: 324
Dołączył: 26.03.2009
Skąd:
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #10
 

[Obrazek: wqdz690429546a.GIF] Piszę poprawnie po polsku.
06.05.2009 13:37
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Odpowiedz 




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Wymiana
One Piece Vampirciowo Fairy Tail Valid XHTML 1.0 Transitional Poprawny CSS!

Kontakt | One Piece Nakama | Wróć do góry | Wróć do forów | Wersja Mobilna | RSS | Mapa Nakama