Aktualny czas: 15.11.2018, 21:38 Witaj! (LogowanieRejestracja)

Na stronie pojawiły się już nowy rozdział Op924 Zapraszamy do czytania:)
Jednocześnie przypominamy, że za tydzień przerwa.
Odpowiedz 
 
Ocena wątku:
  • 0 głosów - 0 średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Byliśmy mali, to często głupi:D
Autor Wiadomość
Mejtrix Offline
Wilk Morski
Pirat

*
Liczba postów: 117
Dołączył: 11.02.2010
Skąd:
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #31
 
Temat troch stary ale i tak się wypowiem.
Jak każde dziecko w wieku 3 lat tak i jak nie mogłem usiedzieć w miejscu (zostało mi to do dzisiaj). Niestety czasami przychodził straszny moment kiedy musiałem siedzieć w miejscu przez dłuższy okres czasu. A było to na nocniku. Tak więc tata żebym nie schodził z nocnika za wcześnie (cały zafajdany) dawał mi swój zegarek. Było to niezwykłe urządzenie, które wujek kupił za granicą i podarował mojemu ojcu. Zegarek ten był w stanie wygrywać 7 melodyjek. Tata dał mi zegarek mówiąc: "Masz pobaw się a ja idę coś zrobić". Wrócił za 30 minut zdjął mnie z nocnika i wywalił co w nim było do kibla. Jak wielkie było jego zdziwienie kiedy okazał się że na dnie nocnika (teraz to już na szczycie brązowego błotka) leżał jego wspaniały zegarek. Kiedy zapytałem się go dlaczego nie wyjął zegarka tylko go spuścił on ze smutnym wzrokiem odpowiedział: "Synu jak cię kocham tak ci powiem, że nawet jak bym go wziął i tak nigdy go na nadgarstek nie włożę".
22.03.2010 21:31
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Yokisan Offline
Majtek
Pirat

*
Liczba postów: 99
Dołączył: 17.01.2010
Skąd: Zbąszyń
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #32
 
hmmmm jakby tak sobie przypominam co ja robiłem w wieku 5-11 lat to aż mnie boli Tongue

1. W wieku ok 4lat ( nie pamiętam tego wieku, ale z opowiadań rodziców Tongue ). Mój starszy brat z kumplem bawili się, a tak dokładniej rzucali kamieniami czy czymś w pszczeli ul i akurat ja bawiłem się niedaleko ... Pszczoły zaczęły ich gonić kumpel oczywiście zwiał, ale brat zauważył mnie i szybko wziął zostaliśmy cali pogryzieni . Na szczęście nie byliśmy uczuleni na ukąszenia ... Gdyby mnie wtedy nie wziął pewnie bym nie żył ...

2. Z bratem i z jego kumplem ( innym ) graliśmy w piłkę ( podawaliśmy sobie ... ) aż do czasu kiedy oni do mnie podali ... Ja zamiast kopnąć w piłkę to z całej siły kopnąłem obok leżący kamień ... AU!

3. Złamana noga w podstawówce ... W bójce ...
4. Może teraz coś o moim bracie ^^ Bawiąc się kumpel ( pkt1 ) ze skoczył z drzewa na główkę . Na szczęście przeżył ponieważ była dosyć miękka ziemia i nisko Smile Lub braciszek przywalił kuzynowi z młotka w kciuk ( do teraz ten kciuk jest ciut inny Tongue Może jakoś tą kością ruszać, znaczy ... nie wiem jak to wytłumaczyć Tongue )

5. Właśnie sobie przypomniałem coś bardzo bolesnego dla mnie Tongue
W przedszkolu na przerwy itd wypuszczali nas na dwór . Oczywiście z kumplami bawiłem się w goni tego . Ja przebiegałem między dwoma żywopłotami i poślizgnąłem się robiąc szpagat ... Oj bolały mnie klejnoty rodowe Tongue

6. To było 2 lata temu jadąc z kuzynem chcieliśmy wyprzedzić traktora, ale traktor duży i nie widzieliśmy czy coś jedzie z nad przeciwka ... My już w połowie wyprzedzania, a nam tu okazuje się naszym oczom MALUCH Na szczęście kuzyn szybko skręcił w lewą stronę ( odruch ) i jakoś uszliśmy z życiem Tongue

7. Jadąc rowerem na 4 kołkach z dużą prędkością Big Grin Zahaczyłem o bramę sąsiada ... Jak wyleciałem z tego rowerka Tongue ... Skończyło się na zadrapaniach itd ...

8. W wieku 10 lat jakaś babcia wychodziła z autobusu, a ja tu jadę rowerem i 2m przede mną wychodzi ona gdybym nie skręcił to nie wiem co by się z nią stało ... I jeszcze na wstrętna baba nawet nie przeprosiła ... Tylko sobie poszła, jakby mnie tam nigdy nie było ... A mi z łapy ciekła krew . ( jechałem rowerem już góralem )

[Obrazek: 6996538.png][Obrazek: 6996553.png]

Radzę klikać, albo ... CHIDORI! :P
23.03.2010 21:05
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Zaxus Offline
I Oficer
Pirat

*
Liczba postów: 509
Dołączył: 27.08.2009
Skąd:
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #33
 
W sumie to miałem 3 sytuacje w wczesnym dzieciństwie, w których mogłem zginąć, ale nie o tym tutaj.

Jak byłem mały wystawiałem "siusiaka" i biegałem za koleżankami... (nakłonili mnie do tego koledzy, którzy sami też się szczycili takimi wygłupami)
23.03.2010 21:12
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Hotarubi Offline
♥ Psiara ♥
Pirat

*
Liczba postów: 1,221
Dołączył: 03.07.2013
Skąd: czeluści zaświatów
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #34
RE: Byliśmy mali, to często głupi:D
Ja byłam bardzo grzecznym dzieckiem XD i żadne głupie pomysły nie przychodziły mi do głowy Tongue

Ale opowiem dwie historie i jedną zabawę którą pamiętam ^^

1. Zabawa- kto szybciej dopłynie na koniec łóżka XD- zabawa polegała na tym, że z siostrami rzucałyśmy się na łóżko i szybko machając rękoma próbowałyśmy dopłynąć do końca, kto szybciej ten wygrywał. Jak byłyśmy małe to była bardzo ekscytująca zabawa ^^

2. Historia 1(Przepraszam za niecenzuralne słowa) - akurat mojej siostry. Kiedyś Aga 3-4 latka usłyszała kłótnię dziadków. Strasznie się pożarli. Następnego gdy dziadek wrócił z pracy Aga biegnie do niego cała rozradowana i mówi na powitanie "Dziadziusiu ty mój chujusiu kochany". Cała rodzina padła ze śmiechu. A Aga nie wiedział o co chodzi bo przecież babcia bardzo kocha dziadka i tak do niego powiedziała XD

3. Historia 2- kiedyś w przedszkolu była pogadanka przemocy w rodzinie itd. Następnego dnia siostra nie chciała nigdzie iść z domu i zaczęła uciekać, gdy mama ją złapała, to dość mocno ją szarpnęła, na co Aga wybuchła płaczem. Elokwentna Wiktoria (czyli ja) podchodzi do siostry i mówi "Nie płacz, my i tak to wszystko powiemy w sądzie". Mamę zamurowało. Oczywiście rodzice nigdy nas nie bili i mama nie miała pojęcia o co chodzi XD.

No to takie małe perypetie grzecznych dzieci Wink

Edit. Przypomniało mi się jak życie mogłam stracić XD
Nie wiem, czy też lubiliście wystawiać ręce i kręcić się w kółko, ja uwielbiałam, kiedyś tak się zakręciłam, że upadłam i uderzyłam głową o krawędź szafy... do tej pory mam bliznę na czole ^^

(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.09.2013 12:23 przez Hotarubi. Powód: Nowe informacje)
20.09.2013 12:20
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Murgrabia Offline
Taka niedobra ja
Pirat

*
Liczba postów: 3,696
Dołączył: 14.04.2012
Skąd: Biesia Kraina
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #35
RE: Byliśmy mali, to często głupi:D
Hmm, moim zdaniem byłam całkiem grzecznym dzieckiem. Bawiłam się sama, o ile kuzynostwo nie było u nas na stanie, wnuki u sąsiada, czy w końcu brat, ale jednak byłam dosyć samowystarczalna. Dom, szkoła, sklep, szpital (i miśki pełne wody od zastrzyków XD), nawet chyba usiłowałam lalkom jakieś kreacje szyć, bez większych sukcesów niestety Tongue W sumie też średnio było dla kogo szyć, bo mojej lalki jakoś tak zawsze traciły głowy i kończyny swoje XD Najlepsze zawsze były wakacje, gdy do sąsiada przyjeżdżały wnuki, a zwłaszcza starsza ode mnie ze trzy-cztery lata wnuczka. Szwędałyśmy się na górze po polach, zrywały drugiemu sąsiadowi słoneczniki, czy objadały jego czereśnię, łapały pasikoniki, "opiekowały" się małymi króliczkami, z puszczaniem ich na łąkę włącznie Tongue No i chrzcin im urządzaniem, koniecznie XD W większej grupie, ja i wnuki obu sąsiadów (mieszkali w, hmm, bliźniaku, nazwijmy to tak) urządzaliśmy sobie bitwy na jabłka, takie popierdówki małe. Nabijało się to na kij i rzucało tak, by z kija wyleciało w drugą osobę. Potrafiło zaboleć Tongue O łażeniu po drzewach i zakładaniu ptakom gniazd nie wspominając. Ale najbardziej dziwię się moim rodzicom (i w sumie nie tylko im, bo dorosłych, to tu przecież pod dostatkiem było), że mi pozwalali w sumie na bardzo dużo wówczas. Jak sobie przypomnę, żeśmy zjeżdżały na dużej furze siana z sąsiadowskiego pola - na wzgórzu, gdzie wracało się stromą, polną i nieco kręta drogą, to mnie strach teraz oblatuje, a wówczas jazda na drabiniastym wozie na górę i na furze w dół, to była wielka frajda. Dzieci na wsi nie powinno zostawiać się samych sobie, sieczkarnia to fajna zabawka ^^ kuzyn owej koleżanki mi chyba kiedyś widły w nogę wbił, obdartus ze mnie był przykładny, brat się nie umywa. Siniak tu, siniak tam, kolana i łokcie poobijane, ale zabawa za to przednia. Nad rzekę się chodziło, tamy robiło.

A z takich wybryków, których nie pamiętam, bo za mała byłam, to się ponoć kiedyś wysmarowałam po twarzy czerwonym lakierem do paznokci. Główny problem w tej sytuacji polegał na tym, że za chwilę mieliśmy iść na autobus do domu (to u cioci było, a lakier był dużo starszej kuzynki), a na stanie nie było zmywacza. Dopiero po sąsiadach latać trzeba było. Nie pamiętam tego, ale to chyba ulubiona historyjka mojej mamy.

No a z bratem, tośmy się na biegun północny wybierali chociażby. Polegało to na zapakowaniu sanek w jakiś koc, garnek i co to tam jeszcze było i łażeniu po sadzie w te i nazad. Zabawa iście przednia, mówię Wam.

Rzeczy typu sklep np. z kamieniami, z najlepszą waluta na świecie, czyli liśćmi bzu, bawieniem się na polu w dom, z gotowaniem błotnych zupek itp. uważam za standard, więc nie ma co się o nich rozpisywać.

Z kuzynostwem za to mieliśmy fajną zabawę. W korytarzu jedyne światło padało przez małe okienka nad drzwiami, ponadto na środku mniej więcej wisiały zawsze dwie długie i grube zasłony. Gdy robiło się ciemno, bawiliśmy się w ducha. Zabawa polegała na takiej ciuciubabce, z tą różnica, że tu nikt nikomu oczu nie wiązał, bo i tak nic widać nie było w ciemności. Korytarz był w miarę wąski, nie jakoś bardzo, ale przez te zasłony i grzejnik na ścianie nie zawsze szło łatwo uciec. Była to nasza ulubiona zabawa i graliśmy w to, aż za nadto nie wyrośliśmy Tongue

Jak sobie tak powspominam, to wydaje mi się, że mój brat miał mało atrakcyjne dzieciństwo. Nie miał tylu dzieciaków na około, rodzice już jacyś bardziej przewrażliwieni byli, ostatnio się jednak dowiedziałam, że gdzieś się wybierał sam w górę, na pole sąsiadów, ale go któryś z nich złapał. Nie pamiętam czegoś takiego, mały musiał być, ale wyprawa odważna, nie powiem.

[Obrazek: GwnW5Ko.png]
Sakazuki uczyniło ich braćmi,
Sakazuki braterstwo to przerwał.
20.09.2013 13:34
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Filemon Offline

Łowca Piratów

*
Liczba postów: 2,447
Dołączył: 29.07.2011
Skąd: Velika
Poziom ostrzeżeń: 10%
Post: #36
RE: Byliśmy mali, to często głupi:D
Filemon od zawsze była grzecznym dzieckiem. Miła dla starszych, uprzejma, pomocna, pracowita. Wszystkim pomagała, nie wdawała się w sprzeczki z rówieśnikami. Taka spokojna, ułożona i łagodna dziewczynka.

Rzeczy, o których wolałabym zapomnieć...

Jednym z wspomnień z mojego bardzo wczesnodziecięcego wieku jest sytuacja, w której pojechałam moim super, genialnym i świetnym trzykołowym rowerkiem jakieś 200 metrów od mojego domu i zdałam sobie sprawę, że nie wiem gdzie jestem. Zaczęłam się wydzierać i w sumie nie pamiętam co było dalej. Miałam wtedy może dwa, trzy latka.

To znam tylko z opowieści. Jak miałam jakieś 4 latka, to poszłam spać do sypialni moich rodziców. Przykryłam się kołdrą tak, że nie było mnie widać. Oczywiście nikomu nie powiedziałam, gdzie idę. Po kilku godzinach wszyscy zaczęli mnie szukać, już chcieli dzwonić po policję, ale obudziła mnie mama, która weszła do szafy w sypialni (takie pomieszczenie 1,5 na 1,5 metra może) i mnie tam szukała. Wstałam jakby nigdy nic i zapytałam, co robi~

Moja babcia mieszka jakieś 8 kilometrów ode mnie. W złotym wieku lat czterech wpadłam na genialny pomysł, by odwiedzić ją na moim pro trzykołowym rowerku. Brat takiej dziewczyny (z którą potem chodziłam do szkoły) zobaczył mnie na głównej drodze jak jechałam pod prąd. Szybko po mnie pobiegł i zapytał gdzie jadę. No to powiedziałam, że do babci. Pomyślał, że babcia gdzieś w okolicy mieszka... Jak się dowiedział, że w Jankowicach, to się chyba trochę przeraził. Odprowadził mnie ładnie do domku i wszystko skończyło się dobrze. Często słyszałam tę historię od rodziny i tej koleżanki ^

Teraz rzeczy, które już raczej pamiętam. Jak byłam na wakacjach u babci, to z kuzynką uczyłyśmy się robić podstawowe łańcuszki na szydełku. Potem robiłyśmy jakieś łańcuszki, bransoletki i pierścionki dla drzewa (nie pytam). Wspinałyśmy się na największego orzecha i zakładałyśmy to na gałęzie. Babcia nas raz zawołała, to zaczęłyśmy schodzić. Kuzynka zeszła i pobiegła, ja schodziłam zaraz za nią, ale.... Zaczepiłam się spodniami o gałąź i tak zawisłam. Chyba z pół godziny wisiałam na tych spodniach, aż w końcu mojej babci się przypomniało, że ma drugą wnuczkę. Przybiegła kuzynka i zobaczyła jak cała zapłakana wiszę na tym drzewie. Babcia mnie chyba uratowała. Jak sobie to dzisiaj przypominamy, to lecą nam łzy z śmiechu.

Jakieś 300 metrów od mojego domu jest taki mały lasek. Są tam takie dwie górki.

Na praktycznie szczycie jednej z tej górek starsze dzieci założyły taką huśtawkę. W sensie sznurek, obwiązały nim patyk i trzymasz się tego badyla robiąc Tarzana. Wtedy wydawało mi się, że w najwyższym punkcie do ziemi jest z 20 metrów. Dawno tam nie byłam, ale może 5 metrów będzie. Mające te 4 czy 5 lat chciałam się przejechać na tej huśtawce. Taki koleś, może z 12 lat, powiedział mi, że spoko, ale mam się mocno trzymać. Mój brat mówił, że nie mogę. Powiedziałam mu, że przecież się nie puszczę. I tak się wystraszyłam, że się puściłam. Spadłam prosto w ponad metrowe pokrzywy. Nie wiem jakim cudem mi się nic nie stało.

Na tych górkach zjeżdżało się zimą na sankach. Na dole było takie bajorko, do którego bez hamowania się wpadało. Często między górkami budowało się skocznie z śniegu. Raz się przejechałam przez tą skocznię i wpadłam prosto do bajorka. Zanim doszłam do domu, zamarzły mi ciuchy. No bo jeszcze się parę razy przejechałam xD

Mój brat raz złamał sobie obydwie ręce. Był taki super zaawansowany trick, który polegał na zjechani z jednej górki, ominięciu drzewa z drugiej (lub dwóch) i zjechaniu pomiędzy górkami. Z reguły mu to wychodziło, ale na dupolocie. Spróbował na sankach i spotkał się z drzewem :3

W głębi tego lasku jest takie małe, ściekowe bajorko. 10 metrów długości, z 5 szerokości. Jak miałam trzy latka, to bracia mnie tam zabrali. Chodziliśmy po lodzie, ślizgaliśmy się, było fajnie. I tam był taki wielki konar, który wystawał ponad lód. Wleźliśmy na niego i cały lód się załamał... Od tego czasu mam dziwną awersję do lodu~ Ale i tak jak byłam starsza, to często się tam bawiłam. Latem, zimą. I z 10 razy tam wpadłam. Zresztą moja koleżanka również tam wpadała. Akcja ratunkowa kończyła się przeważnie zamoczeniem wszystkich xD Ale tam się tak fajnie bawiło, dużo ślimaków było. Echh...

O gotowaniu błotnych obiadów już wspominałam w innym temacie. Często je próbowałyśmy, innych tym dzieliliśmy.

Z koleżanką od gotowania bawiłam się często w doktora. A potem się dziwie, czemu jestem taka zboczona...

Namówiłam kiedyś siostrę, żeby rzucała kamieniami w auta. I jednej pani pękła przez to szyba. Oczywiście wszystko było na nią. Mamo, ja jej mówiłam, że nie ma tego robić~

Z dzieciakami rzucaliśmy śnieżkami z kamieniami w środku w takie wielkie, ogromne i długaśne sople, które robiły się na dachu jednego z domów. A ten pan, który tam mieszkał, je zrzucał i wsadzał do zasp. Nie wiem jak mu się to udawało, bo te sople były całe. Jak my zrzucaliśmy, to się rozbijały. A taka fajna broń z tego była. A śnieżki z kawałkiem sopla, to była genialna broń.

Raz mój brat miał klucz od domu. Bo moja mama gdzieś pojechała. I w sumie całe osiedle się do nas zleciało i jakoś zgubiliśmy ten klucz. Wszyscy pomagali nam szukać, ja płakałam na balkonie, bo chciało mi się siku. Jak moja mama wróciła, to wszystkich ochrzaniła, rozgoniła całe towarzystwo. Klucz się znalazł dosyć szybko. Był na kagańcu jamnika od jednego z kolegów. A ten jamnik bardzo nie lubił tego kagańca, ocierał się o trawę, żeby go zrzucić. Potem z bratem mieliśmy tygodniową karę na wychodzenie z domu :3

Kiedyś jak wchodziłam do domu przez piwnicę, to strasznie chciało mi siku. Biegłam po tych schodach i zza rogu wyskoczył mój brat z takim strasznym BUUUUUUUU! Posikałam się z strachu xD

Czasem chodziliśmy na bloki i dzwoniliśmy wszystkim do domów.

Więcej rzeczy nie pamiętam, ale ciągle przypomina mi się coś nowego~

O, jeszcze jedna rzecz. Z kuzynkami uwielbiałyśmy zbierać ślimaki. Potem układałyśmy je do słoików według wielkości. Był tam żłobek, przedszkole, inne szkoły, praca itd. Potem dorwałyśmy skądś strzykawki i robiłyśmy tym ślimakom zastrzyki z wody z płynem do naczyń. Niestety wszyscy pacjenci pękali :c

Ogólnie lubiłam zbierać motyle, pasikoniki, biedronki. Raz z taką dziewczyną (strasznie jej nie lubiłam, ale to była córka przyjaciółki mojej mamy i czasem musiałam się z nią bawić) zbierałyśmy biedronki. I ona powiedziała, że one są od niej. Zaczęłyśmy się kłócić, wyrwałam jej ten słoik i rzuciłam ją w głowę. Niestety nie trafiłam, a słoik się rozbił i wszystkie biedronki uciekły. A ona bardziej rozpaczała nad biedronkami niż nad tym, że ją rzuciłam. Nawet swojej mamie tego nie powiedziała. Tylko wspomniała, że uwolniłam wszystkie biedronki. Oczywiście miałam genialną wymówkę, że nie wolno trzymać stworzonek w słoikach i było mi ich bardzo żal.

Serio, teraz koniec.

[Obrazek: rn4Q8xO.gif]

Czy głód to ludzka sprawka?
20.09.2013 14:35
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
okiren Offline
Soul Mama
Załoga Nakama

*
Liczba postów: 4,943
Dołączył: 23.11.2011
Skąd: Kanadowo
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #37
RE: Byliśmy mali, to często głupi:D
Jak Hoti napisała o dziwnych zabawach, to mi się jedna przypomniała (ja Soula miałam chyba w duszy od małego xD). Urządzałyśmy sobie z siostrami wojny na gacie. Wywracałyśmy najpierw materace z łózek żeby zrobić z nich ściany/fortyfikacje, a potem wyciągałyśmy każda swoją szufladę z majtkami i się rzucało Big Grin Zawsze gdzieś w szafach walały nam się pampersy, które podebrałyśmy u kuzyna - one były bombami. Jak udało się wrzucić pampersa do wrogiego fortu to instant win.

Ja osobiście jeszcze byłam psim dzieckiem. Rodzice nie mogli mnie za nic odzwyczaić od wymykania się z domu i spania w budzie na słomie z moim psem XP I bawiłam się z nimi jak to się bawią psy. Wracałam do domu brudna, zapluta od stóp do głów i podrapana Tongue Jak zaczęłam szczekać dostałam szlaban na bawienie się z psami xD

Murgrabia napisał(a):(i miśki pełne wody od zastrzyków XD)
Moja najlepsza kumpela z podstawówki miała tatę weterynarza i lecznicę w piwnicy. Jak u niej nocowałam to czasem zakradałyśmy się po ciemoku i na stole operacyjnym przeprowadzałyśmy zabiegi. Była lampa, gaziki, bandaże, kroplówka i zastrzyki z wody~ Raz robiłyśmy przeszczep futra z jednego pluszowego psa na innego, bo pacjent miał dziure w łapie (wypaloną niechcący żarówką). Skrobałyśmy skalpelem z jednego i przyklejałyśmy na kropelkę na drugim xD

Jeszcze z przedszkola pamiętam, że w wieku lat pięciu, z tą koleżanką od taty weterynarza znalazłyśmy na przedszkolnym podwórzu drzwiczki... w trawniku. Malutkie. Jak się przekręciło małą klameczkę i podniosło drzwiczki do góry (jak klapę do piwnicy), to pod nimi był wybetonowany schowek, a w nim... kranik Tongue Kranik został nazwany (nie pamiętam jak ><) i przez 2 lata był naszym bożkiem, który podarował nam magiczną moc - byłyśmy wróżkami i tylko my o tym wiedziałyśmy. Zawsze jak było "bawienie się na dworze" to najpierw biegłyśmy się z nim przywitać.
Ach... dziecięce mózgi muszą chyba produkować jakieś psychodeliki Tongue

[Obrazek: 6DG0nbv.gif]
21.09.2013 06:32
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Hotarubi Offline
♥ Psiara ♥
Pirat

*
Liczba postów: 1,221
Dołączył: 03.07.2013
Skąd: czeluści zaświatów
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #38
RE: Byliśmy mali, to często głupi:D
Filemon obrońca biedronek
Spoiler :
[Obrazek: comment_hwxJH5e0CZ2zesVihBLaRvr244S044Mj.jpg]
Historia Murgrabi z lakierem przypomniała mi jedną opowiadaną mi przez mamę. Jak miałam jakieś 2 lata i mama zabrała mnie do koleżanki w odwiedziny.
Mama siedziała i piła ze znajomą herbatkę, a ja biegałam po mieszkaniu... ważny element opowieści: akurat był tam mały remont. W pewnym momencie mama stwierdziła, że jest coś za cicho. Znalazły mnie w drugim pokoju jak zajadałam się tapetą... ponoś zjadłam znaczną jej ilość Big Grin... Historia może krótka, ale mama zawsze strasznie zabawnie to opowiada ^^

21.09.2013 10:01
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Filemon Offline

Łowca Piratów

*
Liczba postów: 2,447
Dołączył: 29.07.2011
Skąd: Velika
Poziom ostrzeżeń: 10%
Post: #39
RE: Byliśmy mali, to często głupi:D
(21.09.2013 06:32 )okiren napisał(a):  Moja najlepsza kumpela z podstawówki miała tatę weterynarza i lecznicę w piwnicy. Jak u niej nocowałam to czasem zakradałyśmy się po ciemoku i na stole operacyjnym przeprowadzałyśmy zabiegi. Była lampa, gaziki, bandaże, kroplówka i zastrzyki z wody~ Raz robiłyśmy przeszczep futra z jednego pluszowego psa na innego, bo pacjent miał dziure w łapie (wypaloną niechcący żarówką). Skrobałyśmy skalpelem z jednego i przyklejałyśmy na kropelkę na drugim xD

Też robiłam misiom operacja. Rozpruwałam je i przeszczepiałam kręgosłupy, kości (w tej roli kredki), oraz dysk (tazo?), bo mojej mamie kiedyś wypadł. A moje misie w ogóle nie miały :c Albo robiłam zabiegi odchudzania lub pogrubiania, jednym dodawałam waty innym ją zabierałam. Zastrzyki z wody też robiłam o/ Żeby misiów nie bolało.

[Obrazek: rn4Q8xO.gif]

Czy głód to ludzka sprawka?
21.09.2013 12:30
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Odpowiedz 




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Wymiana
One Piece Vampirciowo Fairy Tail Valid XHTML 1.0 Transitional Poprawny CSS!

Kontakt | One Piece Nakama | Wróć do góry | Wróć do forów | Wersja Mobilna | RSS | Mapa Nakama