Aktualny czas: 24.10.2017, 00:40 Witaj! (LogowanieRejestracja)

Wracamy do wydawania bieżących rozdziałów One Piece!
Rozdział 881 już na stronie!
Odpowiedz 
DBF - prawdziwa historia.
Autor Wiadomość
Jutsu
Unregistered

 
Post: #1
DBF - prawdziwa historia.
Moi drodzy, postanowiłem naprawić to, co stało się w DBF. Złożyć to do kupy i przedstawić. Pisanie tego zajęło mi w cholerę czasu, nie musicie tego szanować, jest to tylko próba ułożenia tego co się stało, tak jak to powinno być, możemy kontynuować od tego momentu (za czym bym był) możemy iść tak jak tam chcieliście, ale dla mnie tamto umarło, umarło wszystko. Jest tam też trochę niedomówień i naprawdę głupich akcji, które upłycały to i to mocno. Tu w tym długim opisie (opiszcie sobie 12 stron z DBF'a...) zawarłem też pośrednią odpowiedź czemu tak się stało. Na razie jest tam pełno błędów, bo widzę że się niecierpliwicie, więc wypuszczam stolca. Ale jak tylko ten tekst poprawię odblokuję tam PAXa i sami zdecydujecie, którą wersję chcecie kontynuować... Ewentualnie z racji, że tutaj jest to bardziej przejrzyste i w ogóle mogę tu nanieść poprawki czy wasze uwagi.


Wydarzenia po DBF.
Syrenka podczas imprezy zauważyła daleko na morzu, trzy okręty marynarki. To oznaczało koniec zabawy. Soge jak i Feniksy były załogami pirackimi, nie wiedzieli skąd wzięła się tu Marynarka. Nie chcieli jednak kończyć w ten sposób swojej przygody. Decyzja o odwrocie i ucieczce padła niemal natychmiast. W tym czasie Koduś z Koro szykowali się do walki z Grigorijem podczas trzeciej, ostatniej konkurencji Davy Back Fight. Nie dane było im jej rozegrać.
Statki napływały z przeciwnej strony wyspy, co dało załogom fałszywą nadzieję na to, że uda im się uniknąć przeznaczenia. Syrenka nie kryła złości, nie było czasu na zabawę, jeżeli doszłoby do spotkania, wszystko by się dla nich skończyło. Być może za szybko opuścili rodzime morze, być może za szybko porwali się na samo Grand Line, miejsce nazywane cmentarzyskiem piratów. Tak, zamknięcie w celach oznaczało dla nich śmierć cielesną.
Wszyscy próbowali jak najszybciej opuścić wyspę jednak, część z nich nawet nie wiedziała o zbliżającym się niebezpieczeństwie. Najuch, pisarz WW, nie mogąc zostawić swoich przyjaciół, wraz z Tymkiem wbrew rozkazom pani kapitan, ruszyli po towarzyszy. Sprzeciwili się pani kapitan, nie powinni, jednak byli pewni, że postąpili słusznie.
W tym czasie Jackie z załogi Soge nawracała Crussa w którego wstąpił jakiś bliżej nie określony duch walki. Chłopak był chyba zbyt pijany, by realnie ocenić niebezpieczeństwo. Gwałtownie go szarpnęła za rękę i zaciągną w stronę szkarłatnego Purpenikla. Z samym statkiem również były problemy, mieli uszkodzoną płetwę sterową, mogli płynąć tylko w linii prostej.
W obecnej sytuacji to im wystarczało. W tym czasie, Naj z pierwszym oficerem zdążyli poinformować Kodu z Koro, po drodze spotykając Sashę, który najwidoczniej nie był pełni świadom tego co robił. Celował w samą śmierć, w okręty marynarki. Na szczęście udało się go powstrzymać. Wkrótce wszyscy trafili na Promyczka. Ów statek Feniksów momentalnie odbił od brzegu. Zaczął się wyścig z czasem, najważniejsze by tylko ich nie znaleźli, część załogi była gotowa walczyć, inni rozumieli sytuację w jakiej się znaleźli. Jeszcze nic nie wiedzieli, a owe trzy okręty nie zapowiadały szczęśliwego zakończenia.

Statki marynarki były praktycznie bezzałogowe znajdowało się na nich tylko kilka osób. W tym Wenz, Ashe i Till. Wszyscy troje diabelnie niebezpieczni. Piraci, którzy wcześniej służyli w marines. Sam Wenz był admirałem. Jego moc, umiejętność zamiany w światło, a także kontrola nad nim, dawała mu niewyobrażalne możliwości. Prędkość światła umożliwiała mu błyskawiczne przemieszczanie się z miejsca na miejsce, był nie do trafienia bo czymże jest szybkość uderzenia w porównaniu do prędkości światła, nader wszystko był niemal nietykalny, będąc logią światła. Potem uciekł porywając statek marynarki. W krótkim czasie dołączyła do niego jego siostra Till. Potem Wenz odnalazł swą lubą ? Ashelię, której też dał statek i owoc?

Zbliżali się oni do wyspy w konkretnym celu, przypłynęli po skarb, który tu został. Jednak to był tylko zbieg okoliczności, w rzeczywistości dotarły do nich informacje o piracie PaSaT?cie który to chciał odnowić dawną załogę Fallenu. Pech chciał, że na tej wyspie, na której wcześniej Soge z Feniksem rozgrywało niewinny mecz w kosza znajdowały się duże ilości złota. Wenz znał to miejsce, pamiętał grotę z małym cusiem a w niej mnóstwo złota, drugie miejsce było zagrabione przez trzech rzezimieszków, którzy zostali okradzeni przez Feniksy. Ale nie to było ważne, dla Wenza było oczywiste do kogo należało złoto. Zabił małego, gdy ten wspomniał o jakiejś dziewczynie w białych włosach, która zabrała złoto, zabił mężczyznę który wspomniał o wojowniku z dwoma mieczami. Prędkość z jaką Wenz się poruszał była niewyobrażalna, w mgnieniu oka znalazł wspomniane dwie osoby, widział jak złoto trafiało na oba statki. Wrócił do swoich i powiedział o kradzieży złota. Ashelię bolała głowa, wiec atak odłożyli, i tak tamci nie mogli uciec, ich los leżał w rękach tej trójki.


Z pewnością gdyby wiedzieli, gdyby i Soge i Feniks wiedzieli, nigdy nie wzięliby tego złota. Ale oni nie przeczuwali jak wielkie zagrożenie nad nimi zawisło. Nie znali diabelskiej mocy owych osób, nie znali ich charakterów. Inaczej zostawiliby, nie tylko złoto, ale statek i odpłynęli by wpław byle tylko uciec stamtąd jak najdalej, byle tylko się uratować.

Promyczek nabrał wiatru w żagle i prędko oddalał się od brzegu wyspy. Soge nie miało tego szczęścia, gdy już udało im się ruszyć zdecydowali się płynąć za Feniksem. Nie mieli pojęcia kim byli przeciwnicy, spodziewali się co najwyżej Komodora, a wtedy warto byłoby połączyć siły z Feniksem. Było to dość oczywiste rozwiązanie, w dodatku gdy już poradzą sobie z marynarką popłyną dalej i dokończą Davy Back Fight. Takie były plany, lecz los szykował dla nich coś z goła innego.

Szkarłatny Purpenikiel mógł płynąć tylko w linii prostej. Zdziwiłoby ich to, że statek płynął w bok, gdyby nie fakt, że wiał tak silny wiatr, iż sami musieli się czegoś trzymać by nie wypaść za burtę. Nie mogli nic zrobić, wiatr nie ubłagalnie spychał ich w bok, w stronę statków marynarki, które płynęły w ich kierunku. Feniks zdawał się być nieuchwytny. Tylko zdawał... Dla Wenza dostanie się na pokład ich statku nie stanowiło najmniejszego problemu.
W oka mgnieniu znalazł się na maszcie. Przy sterze stał Tymek. Nie pogwizdywał, skupił się na zadaniu, musieli za wszelką cenę odpłynąć jak najdalej zapomnieć o walce o honorze, bo czymże jest ucieczka jak nie tchórzostwem? A czy walka w obronie honoru nie jest tylko głupotą? Gdzież tu miejsce na rozsądek? To normalne, że piraci uciekali przed Marynarką, Feniksy nie czuli się przegrani. Były admirał zeskoczył na pokład i w mgnieniu oka posłał pierwszego oficera na bakburtę. Chłopak nic nie zauważył, dopiero poczuł jak drzazgi wbijają mu się w plecy. Wenz chwycił za ster. Jego plan był prosty, Feniks miał siedem worków złota, sam nie będzie z tym latał, postanowił skierować statek do okrętów marines. Wtedy znacznie ułatwi to sprawę przeniesienia złota.
Syrenka widząc jego płaszcz i insygnia stałą przerażona, dopiero po chwili uzmysłowiła sobie, że jest kapitanem, że ci wszyscy znajdujący się na tym statku jej wierzą i pokładają w niej nadzieję. Nie mogła tego dać po sobie poznać, inaczej wydawałoby się to podejrzane. Nader wszystko najważniejsze było to, by admirał za jakiego go brała, nie dowiedział się o poszukiwanych: Kodu, Koro i Najuchu. Poleciła Soet, aby przekazała tamtym by nie wychodzili z kajut. Sama Syrenka miała teraz do zagrania najtrudniejszą rolę jaką kiedykolwiek przyszło jej odegrać w życiu. Musiała jakoś uchronić załogę, aby nie doszło do najgorszego. Nie mogła uwierzyć w to co widziała, wszak dopiero co wypłynęli na Grand Line, a tu stanął przed nią sam admirał. Mógł ich znieść jak pyłki kurzu. Jednym, góra dwoma atakami. Wszystko by się skończyło, ich przygoda ich przyjaźń ich wspólna przyszłość na jaką każdy z nich dobrowolnie wyraził zgodę przyłączając się do tej załogi, składając swoje życie pod jej opiekę. Sytuacja nie była najgorsza, jeszcze nic nie było pewne. Rozpoczęła najdelikatniej jak mogła. Wenz już od początku dał się poznać jako po prostu cham. Zwracał się do niej bez szacunku, można stwierdzić olewał jej słowa. Wciąż tylko dzierżył ster. Syrenka szybko zorientowała się jaki jest jego cel. Coś w niej zamarło, po co ich statek miałby płynąć w stronę trzech okrętów marynarki? Nie potrafiła odpowiedzieć sobie na to pytanie choć myśl ta niczym robak przegryzała jej umysł, pochłaniając wszystkie inne rozważania. Pozostał tylko ten robak, wielki i tłusty a na jego obślizgłym brzuchu było wypisane: ?dlaczego?.
Nie była jednak w ciemię bita. Szybko i elegancko próbowała naprawić sytuację. Zapytała o cel, czemu niszczył statek. On wykpił się Tymkiem, jako, że to niby on swym ciałem uszkodził ich własny statek. Kapitan Feniksów od początku się to nie podobało. Wenz należał do tych, którzy lubili przedstawienia, już wcześniej dowiedział się, że są piratami, zabrał nawet z ich statku listy gończe jakie wywiesili by uczcić cenę jaką marines wyznaczyło za ich głowy. Teraz pozostało tylko to. Zabawa. Dla niego to była zabawa, dla niej walka o przetrwanie.
Od tego momentu kapitan Feniksów często próbowała zmienić kierunek, obracając sterem. Wiedział, że ona uwierzyła, płaszcz admiralski nie pozostawiał żadnych złudzeń, kątem oka dostrzegł te z początku jej przerażony wzrok. Zapytał o ich banderę. Wszak nie wyglądała ona na banderę statku handlowego, takie mieli tylko piraci.
Liczył, że takie: ?pytanie w stylu marines" ją dodatkowo przerazi. Lubił ten strach w oczach, to drżenie ciała, lubił napawać się strachem. Soet spełniła rozkaz kapitan, po czym pospiesznie popędziła do kuchni w celu realizacji własnego planu. Na pokładzie Wenz przekomarzał się z kapitan, Nie dziwiło ją czemu nie jest on podatny na jej ciało tak jak inni mężczyźni. Zbyt szybko totalnie ją olał, musiała myśleć nad innym rozwiązaniem, które okazało się najprostsze. Próbowała go przekonać, że niby to statek handlowy. Ster raz po raz zmieniał swego właściciela. Wenz kontynuował gierkę, stwierdził że może przedmiotem ich handlu są trumny. W między czasie postanowił nastraszyć ją dodatkowo wcześniej skradzionymi listami gończymi. Dwa z nich celowo upuścił, widniały na nich Koro i Koduś. Syrenka nie dała się takim zagraniom, bez wahania wyparła się ich. Nie mogła inaczej, w przeciwnym wypadku trafili by oni w łapy marines. Zrobiła to by ich chronić, czasem takie czyny usprawiedliwiają pewne okoliczności a to była jedna z nich. Kapitan Feniksów podchwyciła też pomysł z trumnami, co lekko wybiło Wenza z rytmu.


W tym czasie statek Soge, za sprawą pewnej osoby, zbliżał się do paszczy lwa. Statek kompletnie ich nie słuchał.Wiał tak silny wiatr, że sprawiał wrażenie jakby sam bóg Fujin swą ręką trzymając za burtę statku popychał go w stronę marines.
Feniksy miały więcej szczęścia, ale nie wiele więcej. Mimo iż były admirał zaproponował rewizję Syrenka nie zlękła się, grała swoją rolę. Pomogła jej w tym Soet proponując ciasteczka. Wenz jednak nie dał się nabrać na tak tanie numery.
Z początku zaproponował im rewizję lecz potem zmienił plany. Oddał im pięknym za nadobne, o ile mogli coś wymyślić z tymi trumnami, tak koncesji podrobić nie mogli. Zapytał wiec o koncesję. Byli skończeni i on o tym wiedział.


Tymczasem Sogeńczycy nie wiedząc co robić, próbowali wymyślać naprawdę wiele rozwiązań obecnej sytuacji. Pierwszy oficer Soge przebrał się za starca, Nac proponował ściągnąć banderę, co spotkało się z opieprzem ze strony Tatera. Kolejnym była informacja o rzekomej epidemii. Wszystko to widziała z góry Till, która w końcu nie mogła powstrzymać się od śmiechu widząc ich ?starania?. Nie mogąc wytrzymać czczej gatki o honorze i wierze roześmiała się na głos kpiąc w żywe oczy z ich ideałów. Szczególnie dobitnie zwróciła się do Tatera: ?Jakby cię błaźnie poddać torturom to własną matkę wyzwałbyś od kurw!? Tater nie mógł znieść tej obelgi. Część załogi przypuszczała, że jest ona marine, bo skąd inaczej znalazła by się na ich statku. Wszystko do siebie pasowało, zważywszy, że byli już dostatecznie blisko, okrętów Marine.
Tater nie potrafiąc powstrzymać napływającej złości próbował ją znieważyć. Na jego szczęście Till nie znała, słowa które najprawdopodobniej posłałoby go do wszystkich diabłów.
Jak zawsze i tym razem jej buńczuczny charakterek dał o sobie znać. Była skora do kłótni, a nader wszystko uwielbiała pastwić się nad wrogiem. Tym razem Tater wyprowadził ją z równowagi na tyle, że potraktowała go jak muchę. Machnęła wachlarzem i podmuch wiatru wyrzucił Tatera za burtę.


Wenz się przeliczył. Syrenka nie miała ochoty się poddawać. Wszak tylko głupi zaakceptowałby takie przeznaczenie. Sama próbowała odciągnąć Wenza wszak aby zrobić rewizję musiałby odsunąć się od steru. Sterem zajęła się lekarka Feniksów - Imi.
Wenzowi spodobał się bardziej pomysł koncesji, no i była to doskonała wymówka mógł stać i pilnować poprawnego kierunku co przyśpieszyłoby całą operację. Gdy po raz kolejny sprzeciwiono się jego woli, szarpnął lekarką i odepchną w bok. Soet do tej pory niemal uległa, nie wytrzymała. Nie myślała logicznie, powody jej czynu nie zostały wyjaśnione. Faktem jest jednak to, że rzuciła się na byłego admirała. Ten mignął jej przed oczami unikając ciosu, nie chciał zdradzać swej mocy, więc ograniczył się do żałosnego, z jego punktu widzenia, soru. Kopnął ją w brzuch. Jak sam potem przyznał był to odruch bezwarunkowy. Wykpił się służbą na froncie. Tracił jednak cierpliwość dobitnie dał im do zrozumienia gdzie mieli płynąć. Po czym zniknął. Chciał po prostu spotkać się ze swoją ukochaną, ale Feniksy o tym nie wiedziały.


I nic dziwnego, w trakcie gdy wyjmowano przemoczonego Tetera. Till wachlując się wachlarzem patrzyła ze zdenerwowaniem jak nieziemsko wolno, statek Feniksów płynął w ich kierunku. Miała tego serdecznie dość, postanowiła zająć się tym osobiście. Rozpłynęła się w powietrzu.

Nastał czas względnego spokoju. Obie załogi, musiały teraz podjąć decyzję, decyzję która zaważy o ich losie, która może zmienić wszystko i sprawić, że nigdy już nie będzie tak jak dawniej. Soge, co było oczywiste, próbowało uciec. Jednak jak słusznie zauważył Tater zawsze był jakiś cel, jednak oni owładnięci strachem nie potrafili właściwie ocenić sytuacji. Mimo wszystko nie robili jednak nic, co skazałoby ich na porażkę. Ot próbowali niewykonalnego, uciec? Dodali sobie przy tym otuchy śpiewając swój hymn, który śpiewali zawsze, gdy się weselili, gdy było im smutno, gdy sytuacja wydawała się być beznadziejna. To im dawało siłę do stawiania czoła niebezpieczeństwu.

Syrenka widząc obitego Tymka, widząc ranną Soet, pozwoliła by zawładnęły nią emocje. Kazała lekarce zająć się załogantami. A sama postanowiła postawić życie na szali w obronie honoru Feniksów. Rozkazała szykować się do walki, walki która nie przyniesie nic poza bólem i cierpieniem. Sama pchnęła ich w szpony tych którzy nieśli tylko śmierć. Załoga była jej wierna, część z nich obawiała się o swoich towarzyszy, jednak ogień jaki rozpaliła w ich sercach, spalił doszczętnie rozsądek, jakim winni się kierować. Byli gotowi, na walkę, wierząc że potrafią wygrać wierząc, bo przecież wystarczy wierzyć, wiara dodaje sił, sprawia, że niemożliwe staje się możliwe. Żyli ideałami na które na grand Line nie było miejsca.


Wenz spotkał się z Ashelią, ta poprosiła go by był delikatniejszy, znała jego charakter, ale on przy niej kruszał, stawał się innym człowiekiem. Jej czuły głos potrafiła go uspokoić.
Till tymczasem, skierowała się na statek Feniksa, wiatr był bardzo pomocny. Kolejny Fujin rozpoczął pchanie statku Feniksów. W tym momencie ich los był przypieczętowany. Podobnie jak wcześniej Soge tak teraz oni, wbrew własnej woli, wbrew wszelkiej logice kierowali się tam gdzie ich wcześniejsi rywale. Gdy Feniks dostatecznie zbliżył się do Soge adwersarze podzielili się na grupy, Wenz zajął się Feniksem, Till Soge.

Wenz zjawił się na statku Feniksa wraz z kosą. Chciał dać do zrozumienia że zabawa się skończyła. No i wiedział o tym gościu z kosą ? Kodu, liczył na mały sparing. Do tego jednak nie doszło. Nikt nie wyszedł. Zażądał więc tej koncesji po to tylko, aby zobaczyć ich miny gdy, zrobi to.
Efekt był różny. Cześć feniksów po prostu nie wytrzymało, Imi próbowała powstrzymać Soet przed atakiem na byłego admirała. Osiwiały mężczyzna bawił się doskonale, udawał wzruszonego, wspominał, że ?nie chciałby być brutalny?.


Till wróciła pognębić dalej Sogeńczyków. Z równowagi wyprowadził ją głośny śpiew Grigorija. C3po rzucił się mu na ratunek, w międzyczasie dziewczyna znowu rozpoczęła kłótnię, przy okazji machnięciem wachlarzy karząc pierwszego oficera. Uderzył on wraz z c3po o pokład statku. Czuł ból całego ciała kiedy dotknął wbrew własnej woli pokładu jego ukochanego statku. Ona miała zbyt potężną moc. Niczym za dotknięciem magicznej różyczki mogła go posłać w odmęty oceanu. Ponownie podleciał w górę. W jego stronę poleciał drugi wachlarz ostro zakończony. Tak by wbić się w jego kark i odciąć głowę od reszty ciała.


Naj do tej pory siedział pod pokładem. Usłyszał o koncesji. Dziękował w duchu samemu sobie za zachowanie tej głupiej pieczątki, którą kiedyś udało mu się zdobyć. Teraz po wykonaniu jej pozostało mu tylko to, jakoś przekazać. Przekazać pani kapitan stojącej tuż na nim, nie było czasu na podziwianie widoków jakie bez wątpienia dawało patrzenie przez dziurkę z pokładu.
Wystukał szyfr alfabetem morsea. I Modlił się, żarliwie jak nigdy, by kapitan to usłyszała.
Dodatkowe jakże potrzebne zamieszanie wzbudził Kodu, który udawał sprzedawcę trumien. Potrafił wczuć się w tę rolę. Na szczęście koncesję zrobioną przez Naja udało się podać i trafiła ona w końcu w ręce byłego admirała, co go niewątpliwie zdziwiło.


Grigorij chciał poprzez wibracje, jakie osiągnął uderzając głową laski w hełm, zwolnić ostrze co mogłoby poskutkować tym, że hełm będzie dostateczną obroną. Jednak nie znał gorzkiej prawdy. Wydawałoby się, że to wachlarze dają jej tą moc. Nic jednak bardziej mylnego. Nie była gorsza od Wenza. Jej owoc Kaze kaze no mi, dawał jej całkowitą władzę nad wiatrem. Wachlarz który zakręcał, robił łuki był tak naprawdę sterowany przez nią, nic więc nie dało wprawienie w rezonans. Na szczęście dla pierwszego oficera, wtrąciła się Ashelia. Jej kryształowy, twardy niczym diament powstały na samym dnie piekła jakim bez wątpienia można byłoby nazwać jądro ziemi, krótki grot, zmienił trajektorię lotu wachlarza.
Ashelia tworząc kryształowy most łączący jej statek z Szkarłatnym Purpenniklem przeszła na pokład statku Sogeńczyków. Gdyby nie ona Grigorij już by nie żył, wydawała się inną od tej dwójki. Tater pobiegł zaprosić ją na pokład. Till musiała zaniechać ataku.
Wenz w końcu ją usłyszał, to był koniec zabawy, jego luba się niecierpliwiła. Przedarł koncesję dając im jasno do zrozumienia, że to ich nie uratuje. Sam jednak był ciekawy rozkazów, przeniósł się więc na statek Soge. Blondynka stworzyła sobie kryształowy tron i na nim usiadła. Wyglądała jak królowa, jak pani i władczyni życia, od jej humoru zależało to czy Feniks i Soge jeszcze kiedyś gdziekolwiek popłyną.
Wenz wraz z Till zapytali, o to samo, chcieli urządzić czystą najkrwawszą rzeź, jednak nie mogli. Ashelia stanowczo zaprzeczyła. Sama powiedziała do załóg.
?Przykro nam ale żadne koncesje i inne takie na nic się nie przydadzą przybyliśmy po to co należy do nas. A wam dajemy szansę nam to zwrócić. Nie będziemy się z wami bawić. Jedną osobę z załogi możemy zabić. Nie stawiajcie oporu i co najważniejsze nie drażnijcie Till - zwróciła się w stronę Tatera, bo przypłacicie to życiem.?
I miała przy tym cholernie dużo racji. Till gdyby wtedy zrozumiała co powiedział Tater (nazwanie jej Mimem) natychmiast rozerwałaby go na strzępy. Nic więc dziwnego, że Ashe próbowała ostrzec Sogeńczyków przed tą niebezpieczną kobietą.
Grigorij otrząsnął się z szoku. Nie było ich kapitana, Rybka spała sobie na dole nie mając o niczym zielonego pojęcia. To on teraz był odpowiedzialny za całą załogę. Zapytał wprost o to czego chcą. Ashe wysłała w ich stronę wskazówkę, która miała im uzmysłowić powód napadu. Podobnież uczynił Wenz ponownie przenosząc się na statek Feniksów i wręczając pismo.
W trakcie gdy pierwszy oficer Soge zastanawiając się o co chodzi radził z załogą Feniksy zdecydowały się na coś dużo odważniejszego, niepotrzebnego i głupiego? Bez wątpienia wiedzieli o co chodzi, ale nie chcieli się ukorzyć.
Kodu pchnął trumnę na admirała. Wszystko toczyło się zbyt szybko. Krew w żyłach Feniksów zawrzała, przestali panować nad emocjami. Syrenka otrzymawszy pistolety od Uispera strzeliła w byłego admirała. Zaatakowali go, on wtedy po raz pierwszy ujawnił swą moc. Zamienił się w światło unikając zamknięcia w trumnie, sam wściekły wykopał Kodu za burtę oczywiście nie w stronę statku Soge. W czasie gdy Kodu próbował się uratować co zaowocowało zawiśnięciem nad wodą, Sasha strzelał z armaty w puste statki marines. Ashelii nie obchodziły głupie statki, a raczej wkurzyła ją durnota kapitana Feniksów.
Zaatakowała Syrenkę wydłużając zamienione w kryształ paznokcie. Sasha zmienił obiekt ataku, gdy Till przelatując ugasiła ogień na statkach marines, zaczął celować w jej stronę. Dziewczyna odbiła ataki, które powędrowały za burty statków, a sama zajęła się ukaraniem chłopca. Sasha uderzył o pokład statku. Kolejny z Feniksów Seratrio wybiegł na pokład. Zauważył on Kodu i ten skupił jego uwagę nikt nie widział paznokci, które niebezpiecznie zbliżały się do karku Syrenki. Być może dlatego, że wszystko to działo się jednocześnie. Imi, która zwykle tylko dbała o bezpieczeństwo pani kapitan rzuciła się jak szalona do przodu, pchnęła Syrenkę sama nadziewając się na atak. Paznokcie pękły od silnego uderzenia Syrenki. Jednak było już za późno. Kilka z nich wbiło się w ciało lekarki. Krew spływała po jej ciele, zabarwiając pokład na brunatny kolor. Dziewczyna czuła jak traci siły. Padła na pokład. Krew tą zobaczył Naj, wyskoczył jak strzała z zamiarem zabicia oprawców. Syrenka oszalała, sięgnęła do torby dziewczyny mając nadzieje na znalezienie rzeczy, która ich pozabija. Rzuciła znalezionymi igłami w Wenza, ten wycofał się na pokład statku Soge.
Całość oglądał Grigorij popijając dobrą w jego mniemaniu herbatę. Chwilę potem Soet rozwścieczona do granic możliwości zaatakowała Ashe. Tamta stworzyła kryształową ścianę, by zabezpieczyć się przed atakiem jakim był gaz trujący. Sogeńczycy nie mogli uwierzyć, naprawdę, tam na drugim statku ktoś cierpiał, ktoś walczył z śmiercią. Cała brawura Feniksów była niepotrzebna. Przecież ludzie z Soge żyli, nic im nie było. Próbowali przekonać Feniksów by zaprzestali walki, by się uspokoili, jednak oni zawładnięci złością ani myśleli to zrobić. Nie zauważyli nawet tego, że ich towarzyszka żyła, i potrzebowała natychmiastowej pomocy, pomocy która być może udzielona w odpowiednim czasie uratowałaby ją, wyrwała ze szpon śmierci. Wenz nie mogąc wytrzymać głupoty feniksów powiedział wprost o co chodzi chodziło oczywiście o złoto, wystarczyło je zwrócić, a potem zrobić to, co każdy zrobiłby na ich miejscu, błagać o życie. Błagać, bo inaczej wszystko się skończy. W momencie gdy zaatakowali pseudo marines, wszystkie zasady przestały obowiązywać od kaprysu tych trzech osób zależało czy Feniksy dożyją jutra.

Ani Feniksy ani Soge nie chcieli oddać złota. Soge jednak nie było tak głupio zaślepione tym jak Feniksy. Grigorij próbował jakoś wykaraskać się z tych problemów przy okazji zachowując złoto.
Poprosił też o dziewczynę by oddać ją pod opiekę lekarza, co z jego strony było bardzo dobrym gestem. Nawet feniksy nie przejmowały się konającą towarzyszką, ich chciwość, a może raczej duma zawładnęła nimi wszystkimi wypalając zdrowy rozsądek do cna.
Ashelia zniszczyła kryształową ścianę.
Till spełniła prośbę i szybkim podmuchem wiatru rzuciła lekarkę na pokład Szkarłątnego Purpenikla. Dziewczyna mocno krwawiła.
Ashelia ostatni raz rozkazała by oddano im złoto. W tym czasie obie załogi dowiedziały się że tak naprawdę Wenz nie jest admirałem tylko dezerterował. Ponadto cała trójka pseudo marines lubowała się w udzielaniu żółtodziobom ?szkoły życia?.
Jednak nie wszyscy z Feniksa byli tacy sami. Tymek zachował zdrowy rozsądek. Wystarczyło tylko oddać to głupie złoto, cóż ono było warte. Oczywistym było, że nie potrzebują więcej wyskoków takich jakich dopuścił się Kodu czy Sasha czy nawet, A PRZEDE WSZYSTKIM pani kapitan? Pobiegł po to cholerne złoto, które zdążył znienawidzieć, a jeszcze bardziej nienawidził tych ludzi, ale wiedział że musi powstrzymać złość, dla Imi, dla tej która bez chwili wahania rzuciła się, by ratować ich kapitana. Soge zrozumiało, groźbę jaka nad nimi zawisła. Przynieśli złoto. Till podmuchem wiatru przetransportowała je na statek marines. Ale co do Feniksów mieli inne plany. Ci posunęli się za daleko porywając się z motyką na słońce. Nie mieli szans, a mimo to wierzyli że mogą wygrać. Właściwie najbardziej denerwowała ich pycha, która z obroną ich własnej dumy tworzyła bardzo niebezpieczną mieszankę. Tymek szybko zauważył, że to nie całe złoto, ruszył więc po całość po wszystko, byle tylko oddali im Imi, byle tylko zostawili ich w spokoju, by ten cholerny dzień się skończył a on mógł o tym zapomnieć, na zawsze? Widząc Naja i znając jego temperament postanowił go unieruchomić wstrzykując środek paraliżujący. Na co Wenz i Till zareagowali oburzeniem. Nie mieli nic przeciwko wymordowaniu takich głupców.
Trójka pseudo marines chciała tak jak wcześniej stwierdziła dać Feniksom szkołę życia. Nauczyć ich, że są obecnie śmieciami i gówno im mogą NIC to o czym wiedział Soge i co dla Grigorija było oczywiste, dla Feniksów wydawało się nie pojęte. Nadszedł czas pokory, poniżenia, by zrozumieli, w końcu zrozumieli, że dla nich za wcześnie, że przez głupia pychę i dumę doprowadzili do tego wszystkiego. Gdyby nie zaatakowali, gdyby oddali złoto. Byłoby tak jak na statku Soge, nikt nie byłby umierający. Tymczasem teraz trzeba było wypić piwo którego się nawarzyło. Ashelia utworzyła kryształowy most pomiędzy statkiem Soge a Feniksa. Po to by feniksy same przetransportowały złoto. Resztę powierzyła Till i Wenzowi a sama wróciła do swojej kajuty. Syrenka przeszła by wziąć Imi. Ale podmuch wiatru gwałtownie ją odrzucił. Till trzymała Imi przy sobie, grożąc, że ja zabije jak się nie pośpieszą.
W tym czasie Tymek przenosił posłusznie złoto.

Nadszedł czas ostatniego rozliczenia. Till stanęła na pokładzie przy samej burcie Szkarłatnego Purpenikiela po to by ją widzieli wraz z Imi która unosił mały wir.
- Kłaniajcie i proście o litość. Bo inaczej ją zabiję! ? to mówiąc złapała lekarkę za włosy i przybliżyła do szyi ostrze wachlarza.
- Błagajcie o życie śmiecie inaczej skończycie tak samo! ? krzyknął Wenz.
Feniksy wydawały się odgrywać, część kpiła w żywe oczy, inni się wygrażali. Klękać nie chciał nikt.
Kłaniać się kurwa! ? ryknął Wenz dolatując i uderzając głową Syrenki o pokład.
Kodu, który został wyciągnięty przez Seratrio, zaczął wkładać towarzyszy do trumien. Nikt z nich się nie wahał. Wenz patrzył na to ze zdziwieniem. Nigdy jeszcze nie spotkał takich ludzi. Tak głupich, tak dumnych. Nie rozumiał ich mentalności. Trumna wpadała za trumną wraz z kolejnymi towarzyszami Feniksów. Syrenka podniosła się i spojrzała prosto w oczy Wenzowi mówiąc:
"Jesteśmy załogą Feniksa! Chodź umrzemy odrodzimy się na nowo! Chodź nas zabijesz my i tak powrócimy. Lecz to jak umrzemy. Sami wybierzemy" Zrobiła kilka kroków do tylu i wpadła do wody.
Gdy Syrenka mówiła słowa Kodu miał gotową czwartą trumnę, jednak była inna gdyż wystawały z niej kamienne nogi i była okrągła jak balon z włazem na górze i oknem z przodu, Kodu spokojnie w trumnie przemaszerował do wody (zmieniając na bieżąco kształt kamienia u nóg) było słychać tylko plusk.
Zaczekajcie na nas! ? krzyknęła Eihnaren. Rzuciła się w odmęty wód wraz z Seratrio. Tym samym nikt nie pozostał na statku.
- Heh, no dobra, dołącz suko do swoich zasranych przyjaciół - Till rzuciła Imi do wody.
05.04.2010 15:00
Odpowiedz cytując ten post Return to top
Jutsu
Unregistered

 
Post: #2
 
Załoga Fallena nie wiedziała co działo się daleko przed nimi. Nieświadomie zbliżali się do tamtego miejsca nie wiedząc co też ich tam mogło czekać.
05.04.2010 16:01
Odpowiedz cytując ten post Return to top
Jutsu
Unregistered

 
Post: #3
 
Pii Pii Pii PII pii Pii PII
- Cicho moje maleństwa. Wiem, że jesteście głodne. Ale spokojnie, Fallen, legendarni piraci, tak to powinno wam zasmakować.
- PaSaT szykuj się twoje dni są policzone.
05.04.2010 16:18
Odpowiedz cytując ten post Return to top
Syrenka Offline
Supernova

*
Liczba postów: 872
Dołączył: 04.09.2009
Skąd:
Post: #4
 
Powoli opadła na dno, na jedną z kamiennych trumien. Jej nogi zamieniły się w syreni fioletowy ogon. Spoglądała w górę na dno dwóch statków. Czekała. Musiała teraz tylko chwilę poczekać.
05.04.2010 16:43
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Najuch Offline
Bóg Urlopu
Pirat

*
Liczba postów: 912
Dołączył: 26.03.2009
Skąd: Olsztyn
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #5
 
Ciemno... Absolutnie ciemno...
Środek jaki zaaplikował mi Tymek powoli tracił działanie, a ja wracałem do zmysłów. Przynajmniej tak mi się wydawało, bo wokół panowała absolutna ciemność. Czułem jednak wyraźnie wilgoć, musiałem być przynajmniej częściowo zanurzony w wodzie.
Nie miałem pojęcia o tym co się stało po mojej utracie przytomności, ale coś mi mówiło, że nie ma czasu na zastanawianie.
Ruszyłem ręką. Ruszyłem nogą. Jednak byłem przytomny. Chwilę potem jednak zrozumiałem, że nie mam zbyt wielkiej swobody. Byłem gdzieś zamknięty.
- Niech to cholera! - zakląłem prostując ręce.
W tej samej sekundzie poczułem, że znajduję się pod wodą. Wszystko stało się jasne. Trumna z której wyskoczyłem opadała niżej, na dno, ja zaś ujrzałem nad sobą dwa kadłuby statków Marines, a niedaleko - Kapitan Syrenkę.
Nie miałem pojęcia o co chodzi.

EDIT: Nagle coś mnie tknęło. A raczej ktoś. Spojrzałem w dół i zobaczyłem jak z trumny wypada bezwładny Uisper.
- Stary pobudka! - wrzasnąłem pod wodą.
Nie mógł usłyszeć nic poza nieskonkretyzowanym bełkotem, ale trzepnięcie w twarz skutecznie go otrzeźwiło. Teraz obaj wpatrywaliśmy się w kapitan nie wiedząc co robić.

Posłuchaj jak śpiewam i gram:):
http://www.myspace.com/lukaszjedrys
05.04.2010 16:49
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Zaxus Offline
I Oficer
Pirat

*
Liczba postów: 509
Dołączył: 27.08.2009
Skąd:
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #6
 
Więc...

* Na statku Fallen *

Ludzie patrzcie Marines! - krzyknął do kamratów Zaxus, drąc się za chwilę z uśmiechem i rysującym się obłędem na twarzy - Zabawmy się trochę!

[Obrazek: fa50186.png][Obrazek: 08-fallen-logo-150x150.jpg][Obrazek: fallenflagbyzaxus.jpg]
05.04.2010 17:16
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Syrenka Offline
Supernova

*
Liczba postów: 872
Dołączył: 04.09.2009
Skąd:
Post: #7
 
Zobaczyła najpierw wpadającą do wody Ei-chan, a za nią szermierza. Po niecałej minucie znalazła sie tam też Imi, która bezwładnie zaczęła opadać na dno. Podpłynęła do niej szybko i objęła ją ramionami. Za mną. Pokazała gest ręką do reszty załogi. Musieli odpłynąć jak najdalej od statków. Ruszyła pędem przed siebie nie oglądając się za siebie. Wystarczyło, to, że krew która wypływała z ciała dziewczyny znaczyła im drogę. Tylko kilka minut mogli pozostali wytrzymać pod wodą i tyle mieli czasu, by gdzieś sie ukryć. Płynęła w stronę nadbrzeżnych skał, za nimi. Mogli stać się niewidoczni dla nich.
05.04.2010 17:18
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Weather Offline
Shichibukai
Pirat

*
Liczba postów: 1,236
Dołączył: 28.04.2009
Skąd: Kraków
Poziom ostrzeżeń: 25%
Post: #8
 
kimen siedział sobie na pokładzie trzymając swój młot, kiedy to obudził go ryk olbrzyma na szczęście zrozumiał co miał do przekazania, wstał i zaczął iść w stronę nakama.
-Serio mówisz, no no no dopiero co odpłynęliśmy z tamtej wyspy a tu już mamy marines, to jak? Przydał by się mały sparing by odzyskać formę co nie.- Po tym zdaniu, upuścił swój młot na podłogę statku tak że było słychać wszędzie, po czym lekko schylił się i powiedział troche mrocznym głosem.
-No dobra ludziska! koniec z naszego kilkuletniego obijania się ! Czas przywrócić Fallen należną sławę i nikt nas nie powstrzyma.

[Obrazek: a5d45uF.png]
05.04.2010 17:27
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Zaxus Offline
I Oficer
Pirat

*
Liczba postów: 509
Dołączył: 27.08.2009
Skąd:
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #9
 
Cytuję Pasata z poprzedniej takiej akcji (ponieważ teraz go nie ma)

Cytat:-Głupi, najpierw się zorientujmy, kim oni są, bo skończymy przygodę, zanim ją dobrze zaczniemy! Co myślicie o kamuflażu? Założymy żółtą flagę i będziemy udawać, że cała załoga zachorowała na nieznaną chorobę.

Moja odpowiedź:
Czyż nie staliśmy się piratami, aby jako wolni ludzie przemierzać ten świat(?)... czy mamy się chować jak mysz pod miotłą przed TRZEMA statkami Marines?

[Obrazek: fa50186.png][Obrazek: 08-fallen-logo-150x150.jpg][Obrazek: fallenflagbyzaxus.jpg]
05.04.2010 17:31
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Weather Offline
Shichibukai
Pirat

*
Liczba postów: 1,236
Dołączył: 28.04.2009
Skąd: Kraków
Poziom ostrzeżeń: 25%
Post: #10
 
kimen coraz uważniej wpatrywał się w statki marines a także zaczął strzelać palcami, wtedy zwrócił się do Zaxusa
-Już nie pamiętam kiedy to ostatnio miałem taka jatkę hehe, to morze dość szybko się zaczerwieni... choć dziwi mnie że reszta załogi jest tak cicho....schlali się czy co?

[Obrazek: a5d45uF.png]
05.04.2010 17:47
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Odpowiedz 




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Wymiana
One Piece Vampirciowo Fairy Tail Valid XHTML 1.0 Transitional Poprawny CSS!

Kontakt | One Piece Nakama | Wróć do góry | Wróć do forów | Wersja Mobilna | RSS | Mapa Nakama