Aktualny czas: 24.05.2018, 06:04 Witaj! (LogowanieRejestracja)

Odpowiedz 
Fairy Tail The lost chapters. (Kain`s Life)
Autor Wiadomość
Artblack Offline
Szczur Lądowy
Pirat

*
Liczba postów: 31
Dołączył: 05.12.2011
Skąd: Olsztyn
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #1
Fairy Tail The lost chapters. (Kain`s Life)
Witam. Wrzucam swój Fanfik o Fairy Tail. Nie wiedziałem czy wrzucić całość czy po kawałkach. Myślę jednak, że jeśli się komuś spodoba to przeczyta wszystko. Tongue

Bardzo proszę o komentarze.





Rozdział I
Witaj Fairy Tail




Czy to tu, czy w końcu dotarłem do tego miejsca? Ludzie mówili, że to tutaj, ale nie byłem do końca pewien. Stał przede mną ogromny budynek. Cały był pokryty czerwoną cegłą i liczył chyba z 50 metrów wysokości, na szczycie widać było kilka wieżyczek. W ścianach były ogromne okna, przez które delikatnie wpadały promienie słońca pięknie rozświetlając wnętrze. Chwilkę się zawahałem, lecz po chwili ujrzałem ogromny kolorowy szyld nad bramą wejściową. Gdy to ujrzałem wtedy byłem pewien, że to jest to miejsce. Miejsce o którym pisał ojciec w swoim liście. Gildia magów Fairy Tail.
Bez większego zastanowienia postanowiłem wejść do środka. Ujrzałem ogromną przestrzeń. Na środku było rozstawione kilkanaście stołów przy których jedli i pili ludzie. Po lewej był bar za którym stała jakaś kobieta i podawała reszcie różnego rodzaju napoje. Wszyscy wyglądali na niezwykle szczęśliwych. Chciałem podejść troszkę bliżej gdy nagle…
- Z drogiiiii… - krzyknął ktoś w oddali
- Co jest? – zobaczyłem gościa w różowych włosach lecącego prosto na mnie
- Natsu czekaj… - krzyknęło dziwne stworzenie i poleciało za chłopcem.
Normalnie pomyślałbym, że to był kot ale przecież koty nie latają, a już na 100% nie mówią.
- Nie ma sensu sobie tym zaprzątać głowy. – pomyślałem i ruszyłem dalej.
- Natsuuu!!!! I tak będę pierwszy!!! - wołał kolejny dziwny gość w czarnych włosach, pobiegł za tym chłopakiem i kotem (hmm… dlaczego on nie miał ubrań??)
- Gray, Natsu poczekajcie! – krzyczała w panice blond dziewczyna, która pobiegła za tamtą trójką.
- O mój boże o co tu chodzi ci ludzie są jacyś nadpobudliwi czy co?? – pomyślałem
- Halo!!! Tutaj… - krzyczała dziewczyna za barem wpatrując się na mnie
Postanowiłem do niej podejść może ona mi wyjaśni co się tutaj dzieje. Barmanka była bardzo piękna więc miałem większą chęć z nią porozmawiać.
- Witaj. – przywitała mnie pięknym uśmiechem
- Ehmm… Witaj. – oczywiście zrobiłem się czerwony jak burak, nie wiem dlaczego ale zawsze byłem nieśmiały jeśli chodzi o dziewczyny.
- Co tutaj tak gwarno?? – zapytałem
- A nie masz się co dziwić to nasza najśmieszniejsza drużyna Natsu, Happy, Gray i Lucy biegli na misję i oczywiście Natsu chciał być pierwszy. Hi hi. – zaśmiała się
- Co tu robisz?
- Tak naprawdę to nie wiem. Nie jestem magiem, więc nie rozumiem dlaczego ojciec mnie tu przysłał.– odparłem
- Jak to ojciec cię przysłał? Nie powiedział ci po co masz do nas przyjść? – zdziwiła się dziewczyna
- Tak tzn. nie do końca, mój ojciec znikną jakiś czas temu zostawił tylko ten list, proszę. – przekazałem list barmance, która zaczęła go czytać na głos:



„Synu bardzo mi przykro ale muszę cię opuścić.
Proszę nie szukaj mnie i nie mniej do mnie żalu, poradzisz sobie jesteś już pełnoletni.
Nie mogę Ci powiedzieć dlaczego odchodzę, ale posłuchaj teraz bardzo uważnie tego co mam ci do powiedzenia.
Na północ od naszego miasta znajduje się las musisz się przez niego przedrzeć.
Gdy już uda ci się wyjść z lasu szukaj skały przypominającej ludzką głowę, pamiętaj cały czas na północ.
W skale znajdziesz trochę klejnotów, które ukryłem jakiś czas temu.
Gdy je weźmiesz postaraj się znaleźć miasto o nazwie Magnolia.
W tym mieście znajdź gildię magów Fairy Tail.
Skontaktuj się w niej z magiem Gildartzem on ci powie co robić dalej.
Synu nie mówiłem ci wszystkiego odnośnie ciebie i śmierci twojej matki.
Lecz Gildartz ci wszystko wyjaśni.
Pamiętaj synu zawsze bądź silny.

Twój kochający ojciec Taron Clive”


- Taron Clive, Clive… a już wiem. Przecież Gildartz ma na nazwisko Clive. Nie wiem o co tu chodzi ale powinieneś do niego iść. Twoje szczęście, że właśnie wrócił z misji i jest u siebie w domu. – Odparła troszkę przerażona
- Dziękuję od razu tam pójdę. Gdzie mieszka ten Gildartz??
- Musisz przejść przez ulicę na której jest Fairy Tail na końcu niej zobaczysz czarny dom z czerwonymi drzwiami tam mieszka Gildartz. – poinformowała mnie dziewczyna
Zacząłem biec do wyjścia gdy usłyszałem głos barmanki.
- Hej jestem Mirajane jak masz na imię.
Odwróciłem się do niej tak nagle, że aż moje czarne brązowe włosy rozczochrały się od wiatru. Z wielkim uśmiechem wykrzyczałem.
- Mam na imię Kain, Kain Clive.






Rozdział II
Rąbek tajemnicy.




Gdy wyszedłem z gildii w głowie kłębiło mi się mnustwo pytań na które nie znałem odpowiedzi. Kim jest Gildartz? Co go łączy z moim ojcem? Dlaczego ojciec odszedł i dlaczego przysłał mnie do gildii magów? Miałem nadzieję, że gdy dojdę na miejsce wszystkiego się dowiem.
Nareszcie jestem, stoję już przed drzwiami. Serce zaczęło mi bić szybciej, a żołądek podszedł do gardła, ale dlaczego się bałem? Sam tego jeszcze nie wiem.
- „Odwagi Kain” – pomyślałem
- „Nie trzęś się jak osika. Teraz dowiesz się całej prawdy.”
Podniosłem swoją roztrzęsioną rękę i zapukałem, trzy razy głośno z donośnym hukiem i dwa razy ciszej aby nie rozłościć domownika.
- „Hmm… Dlaczego nikt nie otwiera”
Zdziwiło mnie to trochę gdyż zapukałem dość głośno. Powtórzyłem czynność jeszcze kilka razy i znów nic. Złapałem za klamkę i chciałem otworzyć, a tu nic. Drzwi były zamknięte.
- „Nie ma go w domu??” – zastanowiłem się chwilę
Nie wiedziałem co mam teraz zrobić. Po chwili postanowiłem wrócić do gildii. W końcu to barmanka mi powiedziała, że Gildartz jest u siebie. Muszę wrócić i to wyjaśnić.
Gdy tylko przeszedłem przez próg ponownie ujrzałem jak Mirajane do mnie macha.
- Kain, przepraszam ale mistrz mi przed chwilą powiedział, że Gildartz wyruszył na jakąś tajną misję. Niestety nic więcej nie wiem. – oznajmiła dziewczyna
- Powinieneś porozmawiać z mistrzem może on ci pomoże.
- Dzięki. Wydaje mi się, że to dobry pomysł. – odparłem
- Mistrz jest u siebie w gabinecie możesz iść go odwiedzić.
- Ok. to lecę na razie Mirajane. – po tych słowach pobiegłem do gabinetu mistrza
Gdy już byłem przed drzwiami zrobiłem te same czynności co przed domem Gildartza, ale teraz było inaczej. Usłyszałem ciche słowa.
- Proszę wejść.
Nie namyślając się długo skorzystałem z zaproszenia. Wszedłem do wielkiego pokoju. Na przedniej ścianie dokładnie przede mną był piękny mahoniowy segment. Miał dużo przegródek i szafek. Centralnie na środkowej półeczce stał piękny złoty puchar, a po jego bokach dwa medaliony, na których dało się dostrzec znak wróżki, znak gildii magów Fairy Tail. Każdy członek gildii miał na swoim ciele tatuaż z takim właśnie znakiem. Był to swego typu znak rozpoznawczy. Na środku pokoju był ogromny kolorowy dywan wytkany z lśniącej bawełny. Na dywanie spostrzegłem dębowe biurko, a za biurkiem stało krzesełko. Ale w dalszym ciągu nie widziałem mistrza.
- Hallo!!! Tutaj jestem.
Usłyszałem jakiś głos, który dochodził spod moich stup. Pochyliłem się i nie mogłem uwierzyć.
- Yyy… Przepraszam kim Pan jest?? – zapytałem
- A gdzie przyszedłeś chłopcze?
- Do gabinetu mistrza Fairy Tail Makarova. – odparłem
- No właśnie.
- „Nie możliwe” – Pomyślałem, ta postać to Mistrz Makarov. Stał przede mną malutki staruszek z łysiejącą czuprynką i siwymi wąsami.
- Ekm… Przepraszam Mistrzu.
- Nic nie szkodzi. Kain prawda. Mira mi opowiedziała o twojej sytuacji. – oznajmił mistrz ciągając się za wąsy
- A to zapewne już wiesz, że chciałem porozmawiać z Gildartzem.
- Tak wiem niestety Gildartz powiedział mi, że musi załatwić pewną ważną sprawę i wyruszył jakiś czas temu.
- A czy wiadomo kiedy wróci? – zapytałem z lekkim zdenerwowaniem, przecież on miał mi wyjaśnić o co w tym wszystkim chodzi
- Znając jego zwyczaje to trochę mu to zajmie. Ale ja mogę ci co nieco wyjaśnić. Wiem kim jest, albo lepiej kim był twój ojciec.
Nie mogłem uwierzyć mistrz Fairy Tail zna mojego ojca ale skąd? Krążyło mi pogłowie mnóstwo pytań. Więc po prostu zacząłem pytać.
- Mistrzu proszę powiedz mi wszystko co wiesz o moim ojcu.
- Hmm… Tak naprawdę to nie wiem o nim za wiele, ale wiem na pewno, że twój ojciec Taron Clive. Był jednym z potężniejszych magów Fairy Tail oraz rodzonym bratem Gildartza.
- Co to przecież nie możliwe. – nie mogłem uwierzyć w to co usłyszałem
- Mój ojciec nie mógł być magiem. Żyliśmy razem w przez 18 lat i nigdy nie wiedziałem aby używał magii.
- Twój ojciec opuścił gildię 20 lat temu, nie podał mi konkretnego powodu odejścia. Powiedział tylko, że są pewne sprawy z którymi musi się sam uporać i że nie chce nikogo w to mieszać. Uszanowałem jego decyzję i pozwoliłem mu odejść.
- Nie wytrzymam tego najpierw umiera moja matka teraz opuszcza mnie ojciec. – gdy tylko wymówiłem te słowa twarz Makarova pobladła
- Shaira nie żyje? – zapytał mistrz
- Tak moja mama zmarła jak miałem dwa lata. Więc nawet nie pamiętam jak wyglądała. Tata powiedział, że zginęła w wypadku. Ej zaraz… - pomyślałem przez chwilę
- Skąd pan zna moją matkę
- Twoja mama także była magiem odeszła razem z twoim ojcem i małym dzieckiem. Kain tym dzieckiem byłeś ty.
- Ale to ... - byłem przestraszony i jednocześnie zaskoczony
- Odpowiem na twoje kolejne pytanie. Tak Kain jesteś magiem.






Rozdział III
Nowi Przyjaciele




Moja twarz pobladła od słów, które wypowiedział mistrz. Nie wiedziałem tylko co o tym wszystkim myśleć, wiedziałem tylko, że to kompletne bzdury. Ja magiem to przecież niemożliwe mam już 21 lat i nigdy nie wykazywałem żadnych magicznych zdolności. Chodziłem do szkoły jak wszyscy, jadłem jak wszyscy, piłem jak wszyscy, byłem jak wszyscy inni. Również z ojcem żyłem przez tyle lat i miałbym nie dostrzec tak istotnej rzeczy. Co też ten staruszek wygadywał. Miałem w głowie mentlik więc postanowiłem zapytać.
- Jak mogę być magiem? Przecież nigdy nie wykazywałem żadnych zdolności, byłem… jestem jak wszyscy inni ludzie. – poczerwieniałem ze złości
- Magia przybiera różne kształty. Magowie żyli już w dawnych czasach. Ludzie nazywają nas magami, czarodziejami, czarnoksiężnikami, nekromantami, każda nazwa różni się odrębnym sposobem używania magii oraz jej kształtem. Ale każdy rodzaj magii ma takie samo źródło energii. Tym źródłem jest wiara w magię. Kain jak mógłbyś używać czegoś w co w ogóle nie wierzysz i o czym nie masz zielonego pojęcia?
Odwróciłem się i ruszyłem w stronę wyjścia, byłem wściekły. Ale miałem jeszcze jeden cel i ku niemu miałem zamiar dążyć.
- Kain zaczekaj. – krzykną Makarov – Chyba nie zamierzasz iść za Gildartzem?
- Oczywiście, że zamierzam – odparłem - Wychodzi na to, że on jest moim wujem tak?! Niech więc mi wszystko wyjaśni, a jeśli nie będzie chciał mówić to zmuszę go do tego.
- Naprawdę myślisz, że dałbyś radę zmusić do czegokolwiek najpotężniejszego maga mojej gildii? – po tych słowach posmutniałem.
- To powiedz mi co mam robić! – wykrzyczałem w stronę mistrza roniąc łzy
- Idź odpocznij i wróć tutaj jutro, powiem ci co robić dalej. – mistrz uśmiechną się lekko
Nie miałem siły na dłuższą rozmowę i kłótnie, więc zacząłem wychodzić z biura. Już nic do mnie nie docierało zobaczyłem tylko słodki uśmiech Miry która odprowadzała mnie wzrokiem. Przy wyjściu minąłem jeszcze tylko kilku innych magów.

Miałem szczęście, że dzień wcześniej wynająłem sobie mieszkanko za klejnoty, które zostawił mi ojciec. Nie było to duże lokum ale dla mnie w szczególności wystarczyło. W rogu stało duże łóżko, gdy tylko je zobaczyłem miałem jedno jedyne życzenie, chcę w końcu zasnąć.

Noc minęła niezwykle szybko. Wstałem z łóżka i zacząłem dzień od porządnego prysznica. Humor miałem ponury od wczoraj, miałem nadzieję, że dzisiejsza rozmowa coś zmieni. Ubrałem się w mój ulubiony strój to znaczy koszulkę na krótki rękaw, szerokie spodnie oraz długie buty sięgające kolan, a że było chłodno założyłem też długi przewiewny płaszcz z kapturem, który zarzuciłem na swoje rozczochrane po kąpieli włosy. Otworzyłem drzwi i ruszyłem w stronę gildii.

W Fairy Tail jak zwykle panował czysty chaos. Mira tak samo jak wczoraj stała za barem. Nagle w tym całym gwarze usłyszałem donośny krzyk.
- Walcz ze mną Gajeel! – nie wiedziałem dokładnie kto to krzyczał
- No choć Salamandrze, skopię ci dupę! – odparła druga postać, której też nie mogłem dostrzec
Nagle przez sam środek pomieszczenia zaczął rozchodzić się ogromny siwy dym. Wyglądało to tak jakby stado psów się na siebie rzuciło. Po chwili zrozumiałem nasłuchując tłumów, że to niejaki Natsu i Gajeel dwóch magów z gildii zaczęło walczyć między sobą.
- "Zaraz" - pomyślałem - "Natsu to przeciesz ten gościu, którego spotkałem wczoraj przy wejściu do gildii. Widocznie już wrucił z misji".
To było naprawdę niebezpieczne, każdy kto znajdywał się 2 metry od nich zostawał wciągnięty w wir walki czy tego chciał czy nie. Po kilku chwilach z małej bijatyki zrobiła się rozróba która pochłonęła wszystkich członków tylko biedna Mirajane starała się jakoś ich uspokoić.
- Spokój do jasnej cholery – straszny gruby głos rozszedł się po całej Sali
Gdy spostrzegłem do kogo należał ten głos serce ze strachu przestało mi bić i nie tylko mi. Reszta magów była tak samo przestraszona nawet Natsu i Gajeel, którzy to wszystko rozpętali zrobili się potulni jak baranki. Przy wejściu do gildii stała ogromna postawna postać wyglądała jak wielki cień gdyż nie mogłem dostrzec twarzy.
- O witaj Mistrzu – krzyknęła Mira
- Siemka.
- Cooooooo…..?? – byłem zdziwione jak cholera
Tą postacią był mistrz gdy tylko ujrzał Mirę jego ciało się skurczyło do normalnych rozmiarów.
- Mistrzu co to było? – zapytałem z zaciekawieniem
- O Kain. Choć powiem ci co miałem na myśli wczoraj. A wy mi tu cicho!! – krzykną w stronę wykidajłów
- Mistrzu to była twoja magia??
- Tak potrafię powiększyć swoje ciało ilekroć bym chciał analogicznie zwiększając swoją siłę. – Odparł ciągając się za wąsy – ale potrafię jeszcze kilka innych sztuczek.
- A wracając do naszej wczorajszej rozmowy. Kain przyznaję ci rację, że jednym z najlepszych rozwiązań jest porozmawiać osobiście z Gildartzem, ale ty nie znasz tych terenów i co ważniejsze nie wiesz gdzie on jest. W związku z tym postanowiłem przydzielić ci do pomocy małą grupkę wsparcia. Mam nadzieję że nie masz nic przeciwko?
- Powiem szczerze, że wolałbym sam to załatwić, ale zapewne mnie nie puścisz. – mistrz uśmiechną się lekko
- W takim razie pozwól, że ci ich przedstawię. – Makarov wypiął pierś i krzykną – możecie wejść!!!





Rozdział IV
Początek podróży




Do pokoju weszły trzy osoby. Mistrz uśmiechną się i powiedział:
- To tak Kain, od mojej lewej Natsu , Lucy i trzecią osobę na pewno znasz…
- Mirajane?! – krzyknąłem ze zdziwieniem
Ostatni raz jak ją widziałem była ubrana w śliczną, różową sukienkę, a teraz wyglądała całkowicie inaczej. Rozpuściła swoje długie, lśniące włosy, na nogach miał długie, skurzane kozaki sięgające za kolana, biodra zakrywała jej krótka czarna spódnica, a bordowa koszulka zasłaniała ramiona oraz brzuch, wyglądała obłędnie.
- Na co się patrzysz Kain? – zapytała dziewczyna dziwnie na mnie spoglądając
- Ups… przepraszam – uciekłem myślami
- Ooooo… więc to ty jesteś Kain. Słyszałem, że nie umiesz używać magii więc pewnie nie powalczysz ze mną. – Natsu mówiąc to miał jakiś smutek w głosie
- Natsu nie bądź niemiły – powiedziała dziewczyna o złotych włosach, bijąc Natsu po głowie – Hej Kain jestem Lucy, miło cię poznać.
- Skąd wy znacie moje imię – zapytałem zaskoczony
- Opowiedziałem wcześniej wszystkim twoją historię, więc wiedzą już na czym polega misja. – uświadomił mnie mistrz – także szkoda czasu na zbędne gadanie ruszaj…
- Mistrzu to było okropne – jakaś postać za różową głową Natsu odezwała się – Dlaczego wszyscy zawsze o mnie zapominają?
- Upsss… przepraszam Happy, jesteś taki mały że o tobie zapomniałem. – usprawiedliwiał się mistrz.
- Mistrzu ty też jesteś mały i jakoś o tobie nikt nie zapomina. – broniła się postać
- Tak jak powiedziałeś ja jestem mistrzem – Odpowiedział Makarov trzymając się za brzuch i śmiejąc w niebogłosy – Kain to jest nasz niebieski kot, nazywa się Happy
- Aye, jestem Happy, miło cię poznać.
- Kot? Więc dlaczego lata i co ważniejsze jak kot może mówić? – już chyba nic mnie nie zaskoczy
- Ja nie jestem taki jak wszystkie koty jestem magiem Fairy Tail – odparł kot
- Tak Happy nie jest byle kotem. – bronił przyjaciela Natsu
- Natsu, Lucy, Happy, Kain nie mamy czasu trzeba szybko wyruszyć i znaleźć Gildartza.
- Mira ma rację – zgodziłem się z czarodziejką – Musimy go znaleźć, musi mi wszystko wyjaśnić
Gdy mieliśmy już wyjść z gildii mistrz szepną do miry, nie świadomy, że myakże to słyszeliśmy.
- Uważaj na nich Mirajane, i bądź ostrożna już dawno nie opuszczałaś gildii.
- Wiem Mistrzu i dlatego, że jest to moja pierwsza misja od dawna nie mam zamiaru jej zepsuć. – gdy to usłyszeliśmy na naszych twarzach pokazał się szeroki uśmiech.

Opuściliśmy gildię, według wytycznych otrzymanych od mistrza powinniśmy udać się do portu w Magnolii i popłynąć statkiem na wyspę o nazwie Felicja. Na Felicji mamy się spotkać z mężczyzną o imieniu Greg. Makarov twierdził, że Gildartz miał się z nim tam spotkać. Być może on poprowadzi nas do miejsca gdzie aktualnie przebywa mag.
Przeszliśmy kilka ulic, aż w końcu doszliśmy do portu. Port Magnolii był ogromny stało na nim kilka statków wypełnionych ludźmi.
- Hmm… Nie wiedzę żadnej wolnej łodzi.
- Jak nie Kain spójrz tam. – Natsu wskazał małą łudź zacumowaną na końcu portu
- Rzeczywiście Natsu może się nadać – Oznajmiła Mira
- Ale czy musimy na nią wsiadać – Zapytał różowy chłopak – może popłyniemy wpław.
- Chyba jesteś śmieszny ze wskazówek mistrza wynika, że ta wyspa znajduję się 50 km. Stąd. Jak masz zamiar tyle przepłynąć? – zapytałem maga
- Kain nie złość się na Natsu on ma chorobę lokomocyjną i tylko żartował z tym płynięciem w pław. – Wyjaśniła Lucy - Prawda Natsu !– Spojrzała na chłopaka demonicznym wzrokiem.
- Tak jest. – Natsu chyba nieźle się wystraszył, ponieważ pot mu ciekł po całej twarzy.
Już mieliśmy wsiadać na pokład, gdy nagle rozległ się krzyk.
- Natssuuuuuuuu… Lucyyyyyy….Miraaaaa……. Czekajcie!!!
- Gray
- Gray
- Gray
- Gray dlaczego o mnie nie pamiętasz!!! – rozzłościł się Happy
- Rozmawiałem z dziadkiem, płynę z wami! – Gray wyglądał na zmęczonego chyba biegł tutaj aż z gildii.
- Nie chcę być niegrzeczny ale po co nam tyle osób do tak prostej misji. Mamy przecież tylko odnaleźć Gildartza. – odparłem do zapoconego maga.
- To nie do końca tak.
- Jak to nie Gray, co masz na myśli? – Spytała maga Mira.
- Misja się skomplikowała… - po tych słowach nastała okropna cisza.







Rozdział V
Przyjaźń




- Jak to się skomplikowała? Co masz na myśli? – zapytała Mira.
- Właśnie wróciłem z misji. W drodze powrotnej słyszałem niepokojące wieści.
Gray wyjaśnił nam co się zdarzyło. Podczas ostatniej misji słyszał opowieści o dziwnej bestii, która zamieszkuje góry koło miasta Denvor. Mieszkańcy twierdzą, że widzieli przelatujący nad miastem ogromny cień, który kształtem przypominał dorosłego smoka. Jednak gdy ktoś próbował spojrzeć w niebo mógł dostrzec tylko jego błękit, nie było nawet najmniejszego śladu po bestii tak jakby rozpływał się w powietrzu. Choć i to nie wszystko. W nocy w mieście słychać przeraźliwy ryk ze strony góry. Mieszkańcy twierdzą, że tam może być gniazdo smoka. Gdy tylko Gray skończył mówić Natsu miał dziwny wyraz twarzy.
- Smok?? To może… może… to może być Igneel. – Natsu cały się trząsł – Olać Gildartza musimy tam szybko iść to może być jedyna taka okazja.
- Co to znaczy olać Gildartza?! – byłem wkurzony – Mieliście mi pomóc go szukać, a nie uganiać się za jakimś smokiem.
- Zamknij się!!! – wściekł się różowy chłopak – Nie masz pojęcia ile czasu go szukałem. Nie masz pojęcia ile on dla mnie znaczy.
- Nie to ty nie rozumiesz. Po co mam szukać jakiegoś jaszczura?! Muszę zdobyć informacje od Gildartza, nie rozumiesz Natsu ja nawet nie wiem kim jestem.
- ZAMKNIJCIE SIĘ OBOJE!!! – Gray wrzasną tak głośno, że ucichliśmy oboje, dziewczyny tylko zakrywały usta ze zdenerwowania. – Kain czy wiesz jaką magią posługiwała się twoja matka?
Rzeczywiście nie miałem o tym pojęcia, nie zapytałem o to Makarova, nie powiedział mi nawet jaką magią parał się mój ojciec. Ale nie ma co się dziwić przecież sam się o to nie pytałem byłem zbyt rozjuszony.
- Mistrz wiedział, że nie będziesz chciał zmienić kierunku podróży więc przed moim wyjściem mistrz kazał przekazać ci tą informację. Kain twoja matka była Piaskowym Zabójcą Smoków ludzie nazywali ją Shaira Połykaczka Pyłów, całkowicie kontrolowała piach oraz wszystko co się z niego składało. – te słowa Graya wdarły we mnie nowe wątpliwości, kto to w ogóle jest ten Zabójca Smoków
- Zabójca Smoków, twoja matka była Zabójcą Smoków. - dziwił się Natsu – Ja też jestem Zabójcą Smoków i właśnie dlatego musimy iść zbadać tę sprawę ze smokiem.
- Ja już nawet nie chcę wiedzieć kim są ci Zabójcy Smoków. – w tym momencie miałem już wszystkiego dość. – Dobrze ruszajmy do Denvor, skoro to ma mi pomóc dowiedzieć się czegoś o matce, choć wątpię by smok był chętny z nami rozmawiać.

Godzinę później już byliśmy w trakcie podróży. Wsiedliśmy na statek i kierowaliśmy się w stronę Denvor. Stałem przy burcie statku oparty o metalową barierkę. Stałem i patrzyłem w morze rozmyślając o tym wszystkim co mnie spotkało. Chyba najwyższy czas zdać sobie sprawę z tego, że już zawszę będę sam gdyby ojciec zamierzał wrócić do tego czasu powinienem dostać jakąś wiadomość od niego. Cholera parszywy stary jak mógł mnie tak zostawić. Miałem wspaniałe życie, miałem przyjaciół, znajomych, szkołę, a teraz nie mam nic. Siedzę na jakimś zapyziałym statku z garstką osób, których w ogóle nie znam, nawet nie wiem czego się po nich spodziewać, skąd mam wiedzieć, że nic mi nie zrobią, skąd mam wiedzieć, że mnie nie zostawią. Od tych wątpliwości tylko rozbolała mnie głowa.
- Co tak rozmyślasz? – podeszła do mnie Mirajane
- Proszę Mira powiedz mi co ja mam o tym wszystkim myśleć gdzie powinienem pójść, komu zaufać?
- Kain wiem co teraz czujesz. Wiem jak to jest stracić ukochaną osobę. – Mira posmutniała – Kilka lat temu zaginęła moja ukochana siostra Lisana razem z bratem myśleliśmy, że nie żyje, byłam strasznie smutna i rozbita bardzo ją kochaliśmy. Czasami były chwile, że nie mogłam znieść tej niewiedzy, ale wtedy biłam się w pierś i powtarzałam sobie żeby się nie martwić, że Lisana na pewno kiedyś do mnie wróci i wiesz co Kain dokładnie tak się stało, a dokonali tego właśnie ci ludzie, którzy są z nami na statku to oni uratowali moją siostrę z niebezpieczeństwa i przyprowadzili ją całą i zdrową do domu. Jestem pewna Kain, że tak samo jak pomogli mi to i tak pomogą tobie. Powiem ci jeszcze coś co powiedziałam kiedyś przyjacielowi. Wystarczy, że wyciągniesz tylko rękę, a zaraz zjawi się ktoś obok aby ją chwycić. Nie jesteś sam Kain pamiętaj o tym i nigdy tak nie myśl. – Po tych słowach na twarzy Mirajane pojawił się przepiękny, promienny uśmiech, a po moim policzku spłynęła łza.
Pochyliłem głowę i zacząłem łkać. Mira dodała mi odwagi do walki i do dalszego życia. Nagle poczułem rękę na moim ramieniu.
- Nie łam się Kain. Tak jak by powiedział Elfman mężczyzna nie powinien płakać.
- Natsu.
- Pamiętaj zawsze możesz na nas liczyć.
- Gray.
- Zadbamy o twój bezpieczny powrót.
- Lucy.
- Aye Sir.
- Happy. Wy wszyscy dlaczego to dla mnie robicie? – zapytałem się przez rozpłakane oczy
- Jak to dlaczego – odparł Natsu – Nawet jeśli nie masz magicznych mocy, nawet jeśli znamy cię tylko kila godzin to wciąż jesteś jednym z nas, jesteś członkiem Fairy Tail.
- Widzę ląd – krzykną latający kot
Wygląda na to, że jesteśmy już blisko, co mnie tam czeka nie wiem ale wiem jedno są ze mną ludzie, na których mogę liczyć i dzięki którym zdołam dowiedzieć się prawdy.



Rozdział VI
Moc maga




No i dotarliśmy wyspa Farun. To tutaj jest miasto Denvor, miasto w którym prawdopodobnie widziano smoka. Jestem ciekawy, czy gdy dojdziemy na miejsce dowiemy się czegoś konkretnego o Zabójcach Smoków. Jednak najpierw musieliśmy przedrzeć się przez gęsty i ogromny las. Nie wiem dlaczego ale nie lubiłem takich miejsc, gdy tylko usłyszałem jakiś szelest między krzakami lub wiatr wiejący między liśćmi zaraz obracałem się nerwowo dookoła. Możesz nazwać mnie paranoikiem, ale ja to nazywam po prostu reakcją obronnym, nie żebym był tchórzem po prostu nie lubię takich miejsc.
Reszcie wydawało się tu podobać. Natsu skakał po drzewach wyprzedając nas. Tłumaczył, że jest to jego nowa technika zwiadowcza, ale tak głośno stąpał na każdą gałąź, że każdy by go spostrzegł. Happy także lubił takie zabawy, latał za Natsu twierdząc, że go ubezpiecza z tyłu. Za każdym razem jak Natsu wydawał jakiś rozkaz typu „Happy pamiętaj aby mieć oczy otwarte.” niebieski kot odpowiadał „Aye Sir”.
- Oni chyba naprawdę się lubią. – skierowałem te słowa do Miry, która akurat przycupnęła na chwilkę, ponieważ ujrzała dziwny kwiat. – Halo, Mira co tam znalazłaś.
- Spójrz Kain, czyż on nie jest piękny? – zapytała dziewczyna.
- Istotnie ale co to za kwiat nigdy takiego nie wiedziałem i te niebieskie płatki, to dość nie spotykane.
- Ten kwiat nosi nazwę Niebieskie Słońce. Jest to magiczna roślina, która zmienia kolor gdy tylko zaczną padać na nią promienie słońca, niezwykle rzadko spotykana. Patrz uważnie Kain. – Mira wyciągnęła rękę nad kwiat.
Nie mogłem uwierzyć w to co widziałem, kwiat który był błękitny jak bezchmurne niebo stał się czarny jak pochmurna noc.
- Kain jak myślisz dlaczego tak się dzieje? Ten kwiat jest jak człowiek gdy jest wokół ciebie wiele ludzi na których możesz liczyć, ogarnia cię nieskończona radość i światło bijące z twego serca. Natomiast gdy jesteś sam i ogarnia cię mrok zamykasz się w sobie mając nadzieję, że ktoś cię w końcu odnajdzie. Jak tylko jakiś promień padnie na kwiat robi się niebieski, jakby chciał podziękować słońcu za ciepło, którym go otacza, natomiast jeśli promienie znikną zmienia kolor na czarny błagając o powrót światła. Jak widzisz nawet w takim miejscu jak gęsty las odnajdą go ciepłe promienie.
Słowa Miry były jak lekarstwo dla mojej duszy uwielbiałem słuchać jej głosu i nie tylko ja Gray oraz Lucy stali nad nami, wygląda na to, że wszystko słyszeli.
- Choć Mira. - oznajmiła Lucy. – Dokończmy naszą misję i sprawmy by nasze kolory zawsze przedstawiał piękny błękit.

Przeszliśmy chyba 10 km. , a końca lasu jak niebyło tak nie było. Byliśmy już strasznie zmęczeni tym ciągłym marszem tylko Natsu jak zwykle tryskał energią. Już zaczynało mi się robić nie dobrze od widoku kolejnego drzewa i następnych krzaków. Mira zaczęła dziwnie patrzeć na Lucy, a ta na Graya. Jakby chcieli coś sobie powiedzieć.
- Mira!!! – krzyknąłem ze zdziwieniem. – Patrz kolejne Niebieskie Słońce.
- To nie jest kolejne Niebieskie Słońce. – poprawił mnie Gray – To te same, które mijaliśmy wcześniej.
Gray oraz reszta magów zaczęła rozglądać się dokoła jakby czegoś szukali.
- Wyłaź pokaż się w końcu!!! - krzykną Gray.
Przed nami ukazało się Pięciu dość postawnych mężczyzn ubranych w jakieś szmaty ze słomkowymi kapeluszami na głowach. Nie wiedziałem o co tu chodziło ale wyglądali groźnie.
- Odkryliście nasz podstęp?! – powiedział jeden ze zbirów.
- Oczywiście. - odparła Lucy - Użyliście na nas magii zwanej Zamiana Myśli. Magia ta polega na zamianie myśli tego, w kogo ów czar zostanie rzucony. Myśleliśmy, że idziemy cały czas przed siebie, a tak naprawdę kręciliśmy się w kółko, wiedzieliśmy już coś wcześniej ale to Niebieskie Słońce utwierdziło nas w tym przekonaniu, zapewne mieliście w planie nas zmęczyć, a następnie zaatakować.
- Czego od nas chcecie? – zapytał Gray.
- Jak to czego?! – stwierdził największy z nieznajomych . – Jesteście na naszym terytorium macie w tej chwili oddać nam wszystkie wasze klejnoty to może was puścimy.
- Chyba jesteś śmieszny! - odparł Natsu. – Nie ma mowy żebym cokolwiek ci dawał.
- W takim razie zginiecie.
- Co wy robicie? Spójrzcie na nich nie mamy z nimi szans. Lepiej oddajcie te klejnoty i uciekajmy. – krzyknąłem do przyjaciół.
- Nie martw się Kain, obserwuj nas uważnie. – wyszeptała Mirajane z dziwnym spokojem w głosie
- Oni nie są dla nas przeciwnikami. – oznajmił Natsu zacierając ręce.
Pięciu oprawców ruszyło w kierunku moich towarzyszy każdy wybrał sobie jednego przeciwnika. „Co za tchórze” pomyślałem nawet jeden ruszył w kierunku Happyego. „To już koniec” miałem złe przeczucia. Gdy nagle usłyszałem:

KARYUU NO TEKKEN

Ręka Natsu stanęła w płomieniach wyglądało to jakby ktoś ją podpalił, ale nie było widać oparzeń. Wziął rozpęd i pobiegł w kierunku swojego przeciwnika wykonał tylko jeden ruch. Jedno uderzenie wystarczyło aby powalić przeciwnika. Spojrzałem w kierunku Happyego. „O matko co on teraz z nim zrobi?.” Pomyślałem bojąc się o los szczęściarza.

MAKSUU SPIDOOO ATACKKKK

To był po prostu szok Happy uniósł się w powietrze, a następnie z ogromną prędkością uderzył napastnika, który legł niczym kłoda na ziemię.

OTWÓRZCIE SIĘ: BRAMY DO ZŁOTEGO BYKA – TAURUS

To już był szczyt wszystkiego jakiej magii używała ta dziewczyna co to w ogóle było. Lucy wyjęła jeden z kluczy, które miała przypięte przy pasku, podniosła go do góry i wymówiła słowa zaklęcia. Po tych słowach przed czarodziejką pojawił się ogromny byk z wielkim dwuręcznym toporem.
- Lucy jak zwykle pięknie wyglądasz. – powiedział byk do czarodziejki
- Zamknij się! Tam jest twój przeciwnik. – ze złością w oczach krzyknęła Lucy
„Czy ta krowa jest zboczona”. Moje myśli po chwili się zmieniły, gdy zobaczyłem jak Taurus pokonał swojego przeciwnika w mgnieniu oka.

ICE MAKE: ICE HAMMER

Gray ze swoją magią był po prostu obłędny. Z niczego tworzył nadzwyczajne rzeczy. Po słowach ICE HAMMER pojawił się ogromny Lodowy Młot, którym pokonał swojego przeciwnika. Ale chyba najbardziej zaskoczyła mnie Mirajane, nie mogłem uwierzyć w to co zobaczyłem

CAŁKOWITE PRZEJĘCIE: SATAN SOUL

Mirajane uległa całkowitej przemianie. Nie była już tą słodką i uśmiechniętą Mirą co zawsze. Zmieniła się w postać podobną do diabła. Wyglądała tak jakby dopiero co przekroczyła granice piekła. Jej ręce zamieniły się w łuskowate szpony, włosy zawsze piękne i proste delikatnie zakrywające jej ramiona teraz były rozczochrane i uniesione do góry jakby podwiewał je wiatr, a za nią wił się wielki jaszczurzy ogon. Mira wyciągnęła ręce do przodu gdy następnie wypowiedziała słowa:

EVIL SPARK

Z rąk diablicy wylała się rzeka błyskawic, która powaliła przeciwnika na ziemię. Po pokonaniu wroga Mira wróciła do swojej poprzedniej postaci.
Po zakończonej walce wszyscy stali z twarzami skierowanymi na mnie, ciskały mi się na usta tylko jedne słowa.
- Więc to są… magowie Fairy Tail.




Rozdział VII
Kim jesteś?




Nareszcie wyszliśmy z lasu. Po tej przygodzie z bandziorami miałem już wszystkiego dość. Mam nadzieję, że już niedługo dojdziemy do Denvor. Dalsza droga prowadziła przez dużo lepsze miejsce niż tamten gęsty las. Przed nami widniał obraz pięknej łąki, błyszczącej od kąpanych między trawami promieni słońca. Dziewczyny były zachwycone tym pięknym widokiem zbierały po drodze kwiaty i układały z nich wianki. Haha… chyba nigdy nie zapomnę miny Natsu kiedy Lucy włożyła mu wianek na głowę. Puścił strasznego buraka, a my śmialiśmy się w niebogłosy. Na łące było wiele różnego rodzaju kwiatów, od zwyczajnego Chabra po piękną Stokrotkę czy kolorowego Królewskiego Tulipana. Szkoda, że nie ma tutaj mojego taty strasznie lubił kwiaty. Twierdził, że lubi je zbierać ponieważ zawsze zanosił ogromne bukiety dla mamy, a ona z wdzięczności obdarowywała go ciepłym uśmiechem i słodkim pocałunkiem. Żałuję, że jej nie pamiętam. Z tego co opowiadał mi tata to musiała być bardzo piękna.
Hmm… Zabójca Smoków. Happy powiedział mi na statku, że Dragon Slayerzy mieli moc dorównującą prawdziwym smokom. Sama magia polegała na tym aby zamienić ciało użytkownika w takie jakie miały smoki. Ciekawe jak wygląda smok, który uczył magii mamę. Naprrrawwwwdddeeee…… aaaa…….. co miiii jessstttttttt….

- Kain! Nic ci nie jest. – Mira strasznie martwiła się o swojego nowego przyjaciela zresztą nie tylko ona. Gdy Kain legł na ziemię wszyscy się przerazili, nie mieli w ogóle pojęcia co się dzieje.
- Powinniśmy go stąd zabrać. – Zaproponował Gray. – Nie wiem co mu się stało ale nie możemy pozwolić aby leżał na ziemi.
- Masz racje Gray, może dostać kataru. – Wtrącił Happy.
- Happy poleć w górę i zobacz, czy nie ma gdzieś jaskini, zaczyna się chmurzyć pewnie będzie padać. – Poleciła przyjacielowi Lucy.
- Aye Sir. – Nie minęła chwila, a niebieski kot już był bardzo wysoko nad głowami przyjaciół.
- I co Happy widzisz coś? – Zapytał Natsu. Mira cały czas tuliła do siebie Kaina trzymając jego omdlałą głowę na kolanach.
– Jakiś kilometr stąd widzę całkiem sporą jaskinię. Możemy tam się schować.- Magowie pobiegli w stronę miejsca, które wskazał Happy, Gray cały czas niósł Kaina na plecach. Niebo zrobiło się czarne jak w nocy i po 10 minutach zaczęło padać.
- Kurde akurat teraz.
- Nie przeżywaj Gray już blisko. – Stwierdziła Lucy. Gdy tylko dobiegli do jaskini zaczęło padać na dobre.
- Lucy miałaś dobry pomysł z tą jaskinią. – Pochwaliła czarodziejkę Mira.
- Szkoda, że nie ma z nami Wendy, ona na pewno by tutaj coś wskórała. – Lucy posmutniała.
Cała grupa siedziała teraz w jaskini czekając aż Kain się obudzi. Natsu małym podmuchem ognia rozpalił ognisko, przy którym ułożyli Kaina. Mira cały czas podtrzymywała jego głowę na swoich kolanach. Wszyscy głęboko westchnęli i postanowili czekać.

- Kain. Kain. Kain. – Co to za głos? Ktoś mnie woła? – Kain, Kain, Kain.
- Kim jesteś?! – Wykrzyczałem w nadziei usłyszenia odpowiedzi.
- W końcu przybyłeś Kain. – Głos, który słyszałem był gruby i przerażający. Każde wypowiedziane słowo przyprawiało mnie o gęsią skórkę.
- Co to za miejsce?
- Kain nie poznajesz tego ciemnego pomieszczenia. Bez ścian, bez podłogi, bez dachu. Czy to w ogóle można nazwać pomieszczeniem? Ciemność mnie przytłacza Kain. Mimo, że się w niej wychowałem nie mogę już dłużej jej znieść.
- Czy ja umarłem?
- Nie Kain twój umysł jest nieprzytomny, a ty śnisz Kain.
- Śnię?
- Tak dzięki temu mogłem w końcu z tobą porozmawiać, zawsze tego pragnąłem Kain. Abyś w końcu mnie dostrzegł.
- Kim ty jesteś?
- A kim ty jesteś Kain?! Ja jestem tobą ty jesteś mną jesteśmy jednym Kain.
- Jesteśmy jednym? Kim ty tak naprawdę jesteś?
- Jam jest Alfą i Omegą, ogniem i wodą, światłem i ciemnością, niebem i ziemią. Jam jest…….
- Co nie dosłyszałem?!
- Jeszzzcze… się….. spotkamy.y.y…. Kain.n.n…….

- Patrzcie obudził się. – Wrzasnęła Lucy.
- Co się ze mną stało? – Zapytałem przyjaciół.
- Zemdlałeś nie wiedzieliśmy co robić. Czy już wszystko dobrze? – Zapytała Mira.
- Tak wszystko ze mną w porządku.
Nie wiedziałem co to dokładnie było, czy był to sen czy jakaś wizja. Nie miałem pojęcia i dlatego postanowiłem to wszystko zachować dla siebie. Kim był ten głos i czego tak naprawdę chciał? Nie znałem odpowiedzi ale byłem pewien, że wkrótce się dowiem.





Rozdział VIII
Nowi wrogowie




Jaskinia była wilgotna i ciemna, ale dzięki płomieniowi Natsu nie było aż tak źle. Zbliżała się noc więc postanowiliśmy tu przenocować. Ułożyliśmy się wygodnie w naszych śpiworach i delikatnie zamknęliśmy oczy. Ognisko świeciło jasno rozświetlając wnętrze jaskini, a jego ciepło ogrzewało nasze ciała. Jednak tej nocy nie mogłem zasnąć ciągle zastanawiałem się nad moim snem. Nie miałem pojęcia o co chodziło, ale wizja była tak wyraźna, że zastanawiałem się czy to aby na pewno był sen.
- Hej Kain czy na pewno wszystko w porządku? – Usłyszałem cichy szept Miry. Leżała opatulona w swój błękitny śpiwór. Wyglądała niezwykle słodko. Płomienie delikatnie rozświetlały jej twarz ukazując cały jej ideał. Jak zwykle się zapatrzyłem.
- Hej Kain. – Szepnęła drugi raz.
- O przepraszam zamyśliłem się, o co pytałaś?
- Pytałam czy już wszystko w porządku.
- Tak, tak nic mi nie jest, czuję się dobrze. – Odpowiedziałem patrząc jej w oczy.
- Kain, powiedział byś mi jakby coś się działo prawda? – Lekko posmutniała.
- Mira wszystko jest ok. o nic nie musisz się martwić i nie smuć się. Nie chcę cię więcej oglądać smutnej. Obiecaj mi, że to ostatni raz. – Uśmiechnąłem się szeroko lekko głaszcząc ją po głowie.
- Dobrze Kain, obiecuję. – Obdarowała mnie radosną minką po czym zasnęła. A ja jeszcze przez chwilę się zastanawiałem czy dobrze zrobiłem nic jej nie mówiąc, a zresztą kto by mi uwierzył w jakieś śmieszne sny. Po chwili także usnąłem.

Obudziły nas promienie słońca wpadające do jaskini. Bez dłuższego czekania zebraliśmy nasze graty i ruszyliśmy w drogę. Żeby dojść do Denvor musieliśmy obrócić jeszcze kawałek. Droga prowadziła przez górski szlak więc podróż nie była lekka. Droga była dość stroma i obsypana kamieniami, każdy krok musiał być niezwykle ostrożny. Mimo, że droga była niezwykle ciężka magowie nie wykazywali zmęczenia w przeciwieństwie do mnie. Przez tą wspinaczkę ledwo żyłem to zapewne przez brak magicznych mocy. Natsu spojrzał na mnie z gniewnym spojrzeniem i krzykną.
- Kain no rusz się w końcu ile będziemy iść!!! – Natsu był podenerwowany od samego rana to zapewne przez to, że byliśmy już blisko Denvor, a Natsu pragną jak najszybciej dowiedzieć się czegoś o Igneelu. Niechciałem go już więcej złościć więc powiedziałem tylko.
- Przepraszam Natsu, już przyśpieszam tępa.
- I taką postawę to ja rozumiem. – Uśmiechną się różowy chłopak. Byłem zadowolony ponieważ dochodziliśmy już na szczyt.

- Witajcie magowie z Fairy Tail czekałem na was. – Przed nami stał rosły mężczyzna z bardzo umięśnionymi ramionami i szerokim karkiem. Wpatrywał się głęboko w każdego z nas po czym spojrzał na mnie.
- Ty pójdziesz ze mną.
- Co? – Wrzasnęła Mira – Kain znasz go?
- Skąd pierwszy raz go na oczy widzę i nigdzie się nie wybieram.
- A skoro Kain nigdzie nie chce iść to nie pójdzie. Jasne? – Gray mówiąc te słowa złowrogo patrzył na nieznajomego.
- Kim ty w ogóle jesteś? – Zapytała Lucy.
- Mam na imię Gerrock. Powiem jeszcze raz bo widzę, że nie zrozumieliście. Zabieram tego dzieciaka.
- ZAMKNIJ SIĘ!!! – Natsu był wściekły. – Nie mamy czasu na takie głupoty.
ROCK ARROW
Gerrock podniósł ręce i wezwał ogromną ilość skał, która z niezwykłą prędkością uderzyła w młodego maga powalając go na ziemię.
ROCK PRISON
Nad głowami Miry, Lucy, Happyego i Graya ukazała się ogromna skalna pułapka, która ich uwięziła. Bez chwili wahania podbiegłem do kamiennej kopuły i zacząłem wołać przyjaciół ale nikt nie odpowiadał. „Wygląda na to, że jest dźwiękoszczelne, cholera co teraz mam robić. Całkiem zapomniałem o Natsu. Przecież on jest razem ze mną. Na pewno coś zdziała.”
- Mały gówniarzu jak śmiałeś mnie uciszać. – Gerrock patrzył na Natsu jak na świeże mięso.
ROCK ARMOR
- Co to jest? – Natsu był strasznie zdziwiony i nie ma się czemu dziwić. Ciało mężczyzny całkowicei zostało pokryte kamieniami, nawet skrawek ciała nie był odsłonięty.
- HyyR30; myślisz, że się przestraszę?! – Chłopak najwidoczniej nie zamierzał się poddać.
KARYUU NO TEKKEN
Płonąca pięść Natsu dosięgła przeciwnika, ale nie zadała mu żadnych obrażeń. Gerrock ciągle stał bez ruchu. Chłopak próbował jeszcze kilka razy ale ponownie na nic to się zdało. Mężczyzna uniósł rękę do góry i z całej siły uderzył nią w młodego maga. Natsu runą na ziemię jakby ważył tonę.
- Hahaha… nie tylko mój wygląd ale również moja siła się zmieniła. – Powiedział oprawca śmiejąc się w niebogłosy. Jednak Natsu się nie poddawał Widziałem jak zaczynał wstawać.
- Skoro mały płomień nie działa spróbujmy czegoś większego.
KARYUU NO HOUKOU
Mag z Fairy Tail wciągną powietrze do płuc i wypuścił z ust ogromną falę ognia. Przypominało to ognistą kulę i nie był to pojedynczy atak płomienie przez kilka sekund wylewały się ze smoczych płuc. Wyglądało to dokładnie tak jak mówił Happy. Smocze szpony by władać ogniem , Smocze ciał by być odpornym na ogień oraz smocze płuca by pluć ogniem. Więc na tym polega magia Smoczego Zabójcy jedynych ludzi, którzy są w stanie walczyć ze smokami.
Temperatura była tak wielka, że skały na ciele Gerrocka zaczynały się topić tworząc lawę, mag nie mógł znieść gorąca więc uwolnił się z kamiennej skóry. Odskoczył trochę dalej aby wyjść z morza płomieni. Nagle usłyszałem wielki huk. To Mira w postaci Duszy Szatana uwolniła siebie oraz resztę z kamiennego więzienia. Była naprawdę wściekła, zresztą nie tylko ona. Gray składał ręce w celu zaatakowania wroga.
ICE MAKE: LAN…
- Stój!!! – Przerwał mu Natsu. – On jest moim przeciwnikiem.
- No właśnie lodowy chłopcze z powrotem właź do klatki Salamander jest mój. – Wtrącił mężczyzna.
- Hahaha… jesteście tacy naiwni rozwalę was wszystkich. – Śmiał się nam w twarz, po czym uniósł ręce do góry i jednym zdecydowanym ruchem uderzył nimi w ziemię.
END OF EARTH
Ziemia pod naszymi nogami zaczęła się trząść jakby się czegoś bała, nie mogliśmy stabilnie ustać. Gleba zaczęła powoli się rozstępować.
- Co to za magia!!! – wrzasnął Natsu. – Muszę go powstrzymać. HAPPY!!!
- Aye Sir. – Happy podleciał do Natsu mocno chwycił go za plecy i wzlecieli w górę.
- Teraz nic mi nie przeszkodzi. – Natsu uderzył jedną pięścią w drugą tworząc malutkie iskierki. Rozłożył ręce jak ptak skrzydła. Po chwili jedna ręka zaczęła żarzyć się od ognia a następnie druga.
- Ogień w mojej lewej ręce, ogień w mojej prawej ręce, a połączywszy je razem! – Chłopak uniósł ręce pod niebo tworząc ogromną kulę ognia.
KARYUU NO KOUEN
Natsu rzucił kulę w kierunku przeciwnika już myślałem, że wszystko będzie skończone gdy nagle.
TRE ZO NI RE TEE… ZO NI TRE RE OO….
Usłyszałem piękny śpiew w oddali. Jak tylko śpiew ucichł zarówno niszczycielska magia Gerrocka jak i ogromna kula ognia Natsu po prostu wyparowały nie było po nich śladu. Ta kobieta była przepiękna, wyglądała na jakieś 25 lat. Miała piękne długie czarne włosy, które spływały po jej ciele. Ubrana była w długą po kostki, obcisłą białą suknię.
- Co tu robisz Reino to miała być moja walka. – Reina, hmm… nigdy nie słyszałem tego imienia.
- Wiedziałam, że wysłanie tutaj ciebie z tą twoją obrzydliwą, brutalną magią było wielkim błędem. Resztą się sama zajmę. – Kobieta ponownie zaczęła śpiewać, lecz teraz melodia uległa zmianie.
TREEE… SEEE… ROO… NII… ZO RA NO SHIII TAAA
Byłem zdziwiony ponieważ nic się nie stało. Tylko Lucy wyglądała na wystraszoną.
- To magia dźwięku zakryjcie uszyyyyy……. – Po tych słowach czarodziejka padła na ziemię, lecz nie tylko ona z Natsu i Grayem było to samo. Nawet Happy spadł z nieba prosto na twardą ziemię.
- Próbujesz nas uśpić? – Zapytała Mira ledwo powstrzymując się przed zamknięciem oczu.
- Oczywiście po co się brudzić walką skoro mogę was uśpić i bez problemu zabrać Kaina.- Sam już też leżałem na ziemi nie mając sił nic powiedzieć. Czułem tylko jak ktoś podnosi mnie z ziemi. Dałem tylko radę lekko otworzyć oczy, ujrzałem zapłakaną twarz Miry.
- Kain. Nie martw się znajdziemy cię. – To były jej ostatnie słowa nim zamknęła oczy. Natomiast ja miałem w głowie tylko jedną myśl „Obiecałaś, że nie będziesz smutna. Mira.”






Rozdział IX
Czarny Mag.




- Nie dałeś rady ich obronić, nie dałeś rady siebie obronić. Jesteś słaby. Człowiek bez mocy jest nic nie warty, ale ty potrzebujesz mocy. Musisz stać się silniejszy. Potrzebujesz mocy, mocy, mocy, mocyy…

To znów ten sam głos, czego chce, do kogo należy. Te pytania dręczyły mnie od samego początku. Otworzyłem oczy. Wyglądało na to, że zostałem zamknięty w jakimś więzieniu. Ściany były zimne i przesiąknięte pleśnią, przez którą ciężko było oddychać. Oczy miałem otwarte ale było tak ciemno, że ledwo widziałem czubki własnych palców. Byłem strasznie zmieszany nie wiedziałem co o tym wszystkim myśleć. Podparłem się rękoma o chłodną podłogę i próbowałem wstać. Nogi zachwiały mi się lekko. Musiał to być skutek zaklęcia tamtej kobiety, która nas zaatakowała. Wyprostowałem się i ruszyłem do przodu jednak coś mnie zatrzymało. Tak jak myślałem były do metalowe pręty. To tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że jestem zamknięty. Zastanawiałem się co mam teraz robić, gdy nagle zapaliło się światło. Zrobiło się tak jasno, że musiałem zakryć oczy rękoma. Nie wiedziałem dokładnie ale zdawało się, że ktoś wszedł do środka.
- Jak się czujesz? – Usłyszałem kobiecy głos. Powoli zaczynałem przyzwyczajać się do światła i od razu poznałem osobę, do której ten głos należał.
- To ty! Co zrobiłaś moim przyjaciołom?! – Wykrzyczałem jej w twarz oczekując odpowiedzi.
- Nie martw się Kain. Nic im nie jest. Wykorzystałam tylko jedną z moich melodii aby ich uśpić. Oj powinnam się najpierw przedstawić mam na imię Reina. – Nie wiem dlaczego ale wydawało mi się, że w jej oczach dało się dostrzec smutek i samotność.
- Czego ode mnie chcecie?
- Spokojnie Kain o nic się nie martw wszystko będzie dobrze, a teraz przykro mi ale musisz pójść ze mną. – Wcale nie chciałem się jej słuchać ale co miałem zrobić widziałem do czego jest zdolna. Otworzyła kraty i poprosiła mnie abym poszedł za nią.
- Gdzie jesteśmy? – Zapytałem kręcąc głową dookoła.
- Jesteśmy w pałacu mego Pana właśnie do niego idziemy. Pan chciał cię poznać Kain. – O kim mówiła Reina nie miałem pojęcia ale wiedziałem, że zaraz się dowiem.

Szliśmy jeszcze przez chwilę, aż w końcu doszliśmy do ogromnych wrót.
- Za tymi drzwiami, znajduje się prawda Kain. – Kończąc zdanie Reina wyciągnęła prawą rękę do przodu i wypowiedziała zaklęcie.
DORRAN ZER KANTORE
Gdy jej głos ucichł wrota zaczęły się otwierać. Weszliśmy do wielkiej komnaty. Na środku rozłożony był dywan czerwony niczym rubin, a na ścianach widniały piękne witraże przedstawiające smoki i inne bestie. Przed nami dostrzegłem złoty tron ozdobiony diamentami, a na nim siedział mężczyzna w długich kruczo- czarnych włosach, ciało miał zasłonięte granatową szatą. Ciągle wpatrywał się w podłogę lecz gdy usłyszał kroki powoli podniósł głowę. Spojrzał się na mnie, a na jego twarzy ukazał się szeroki, diaboliczny uśmiech.
- Witaj Kain. Czekałem na ciebie.
- Czekałeś na mnie? Czego ode mnie chcesz?! – Wykrzyczałem w stronę nieznajomego, a on się tylko uśmiechał.
- Od ciebie?! Kain ja nie chcę niczego od ciebie. Chcę tylko z powrotem to co należy do mnie. – Nie miałem pojęcia o co mu chodzi spojrzałem na Reinę. Kobieta wpatrywała się w ziemię jakby nie była godna spojrzeć w oczy swojemu panu. Ale nie tylko to zwróciło moją uwagę. Reina cała się trzęsła, kim był ten człowiek który wzbudził w niej taki lęk. Musiałem się tego dowiedzieć i trzęsącym się głosem zapytałem.
- Kim jesteś?
- Kain chłopcze naprawdę nie wiesz? Jam jest ten kto włada ciemnością, jam jest ten kto włada życiem i śmiercią, jam jest ten komu dane jest życie wieczne, jam jest czarny mag Zeref. – Po tych słowach całkowicie mnie zatkało. Nawet ja chłopak, który nie miał zielonego pojęcia o świecie magii, znał legendę o czarnym magu Zerefie. Najokrutniejszy i najpotężniejszy mag w historii. Mag, który władał potężną armią demonów. Zacisnąłem zęby i wykrzyczałem.
- Dobrze wiem kim jesteś, powiedz mi teraz dokładnie czego ode mnie oczekujesz.
- Już ci mówiłem Kain, masz coś co do mnie należy, a ja chcę to z powrotem. – Zeref ciągle miał na twarzy ten demoniczny uśmiech. – On jest najpotężniejszą istotą jaką kiedykolwiek stworzyłem.
- Kto? O kim mówisz. – Nie miałem o niczym pojęcia.
- A teraz wyciągnę go z ciebie. Ostrzegam Kain to będzie bolało. – Mag zaczął zbliżać się w moją stronę. Ze strachu byłem cały oblany potem. „ Czy to już koniec? Czy tak po prostu zostanę zabity” targały mną straszne myśli.
- Co się dzieje? – Zeref był zdziwiony i nie ma się czemu dziwić. Podłoga oraz cały pałac zaczął się trząść jakby miał się zaraz rozpaść. Drzwi którymi wszedłem z Reiną runęły na ziemię. Za drzwiami między chmurami kurzu dało się dostrzec postać rosłego mężczyzny.
- Widzę Zerefie, że się świetnie bawisz. – Mężczyzna podchodził coraz bliżej. – Bardzo mi przykro ale zabieram chłopaka.
- Hahaha… - Czarny mag zaczął się śmiać. – Dawno cię nie widziałem Gildartz.




Rozdział X
GROZA W DENVOR




Daleko na północ od posiadłości czarnego maga uśpieni magowie Fairy Tail zaczęli się budzić. Byli całkowicie ogłuszeni. Nie mieli pojęcia ile czasu minęło od starcia z wrogami.
- Czy wszyscy są cali? – Zapytał Gray wstając powoli z ziemi.
- Wygląda na to, że tak. – Odparła Lucy.
- Nie. Niestety nie wszyscy. – Oznajmiła Mirajane cichym i niepewnym głosem. Wszyscy zaczęli się rozglądać.
- Gdzie jest Kain? – Zapytał Gray.
- Oni go zabrali. Jak mogliśmy na to pozwolić? – Mira nie mogła już dłużej powstrzymać łez, które zaczęły powoli spływać po jej policzkach. – Co my teraz zrobimy? Nie wiemy nawet gdzie go szukać. - Zapadła cisza. Nikt nie mógł nic powiedzieć. Słychać było tylko łzy rozbijające się o twardą ziemię.
- Nie płacz Mira. Uratujemy Kaina. Nigdy nie pozwolę aby coś się stało moim przyjaciołom.
- Masz rację Natsu. – Odparł Gray. – Kain jest jednym z nas. Jest magiem Fairy Tail. Na pewno go znajdziemy.
- Tak i wszyscy razem wrócimy do gildii. – Lucy nabrała pewności siebie.
- Aye – Odparł Happy. – Ja też pomogę.
- Przyjaciele dziękuję. – Na twarzy Miry pojawił się radosny uśmiech. – Tylko gdzie mamy go szukać?
- Proponuję kontynuować misję i odnaleźć tego tajemniczego smoka. – Oznajmiła Lucy.
- Masz rację Lucy. – Mira wstała z chłodnej ziemi. – W mieście może ktoś będzie miał informację odnośnie tych dwoje magów.
- A więc postanowione! – Wykrzyczał chłopiec o różowych włosach. – Idziemy do Denvor.

***

Powietrze zrobiło się strasznie gęste aż ciężko było oddychać. Nawet taka osoba jak ja mogła wyczuć ogromną aurę przeciwników. Stali naprzeciw siebie wpatrując się sobie w oczy, aż w końcu Zeref wypowiedział słowa: - Co tu robisz Gildartz?
- Jak to co? Przyszedłem po Kaina. – Odpowiedział rosły mag.
- Myślisz, że tak po prostu pozwolę ci go zabrać.
- Było by miło. – Odparł Gildartz z szerokim uśmiechem na twarzy.
Nie wiedziałem o co tu chodzi. Wyglądało to tak jakby miała zaraz wybuchnąć jakaś wojna. Spojrzałem na Reine. Biedna kobieta trzęsła się jakby zobaczyła ducha. Chciałem się jej zapytać o co chodzi gdy nagle olbrzymia fala magicznej energii odepchnęła mnie do samej ściany. Gildartz stał przed Zerefem, demonstrując swoją magiczną moc.
- Oh… - Powiedział Zeref. – Widzę, że twoja moc trochę wzrosła Gildartz.
- Nawet sobie nie wyobrażasz do czego jestem zdolny. – Odparł mag.
Gildartz był ubrany w długą pelerynę, która została podwiana do góry przez falę magicznej mocy wydobywającą się z wszystkich receptorów jego ciała. Włosy zaczęły unosić się ku górze. Również betonowe płyty, którymi była ozdobiona cała posadzka, także zaczęły się unosić, krusząc się przy tym na malutkie kawałeczki. Ze szklanymi witrażami w oknach nie mogło być inaczej. Zeref stał niewzruszony przyglądając się tylko Magowi Fairy Tail.
- Skoro sobie tego życzysz. – Zeref wyciągnął ręce spod płaszcza mocno je zaciskając. – No to zatańczmy.

***

Piątka przyjaciół nareszcie dostała się do Denvor. Miasto nie było wcale takie duże. Ale za to niezwykle piękne. Można było wywnioskować, że niedawno mieli jakieś święto ponieważ uliczki były ozdobione najróżniejszymi kolorowymi światełkami i balonami, a przed wejściem do każdego domu dokładnie nad drzwiami wisiały piękne wieńce z czerwonych i żółtych róż. Przyjaciele pytali każdego po kolei czy nie wiedzą może czegoś o dwóch dziwnie wyglądających magach, niestety mieszkańcy odpowiadali, że Denvor jest miastem kupieckim i magowie się zwykle tutaj nie pokazują. Jednak gdy pytali o smoka rozmowa nabierała całkowicie innego koloru. Gdy tylko mieszkańcy słyszeli słowo smok ich miny robiły się przerażone i całkowicie omijali tego tematu.
- Co to ma być! – Krzyknął Natsu. – Każdy kogo zapytamy o smoka ucieka jakby ducha zobaczył.
- Można z tego wywnioskować, że naprawdę coś się tu dzieje. – Odparła Mirajane.
- Czy to wy szukacie smoka? – Przed przyjaciółmi ukazała się mała dziewczynka w wieku ok. 10-12 lat.
- Tak. Tak wiesz może coś o tym? – Zapytała Mira.
- Oczywiście, że wiem. Choć smok nigdy nas nie zaatakował to wszyscy w mieście się go strasznie boją. Zaczęło się to jakiś miesiąc temu. Mieszkańcy przygotowywali się do święta handlu. Jest to jedne z największych świąt w naszym mieście. Podczas tej uroczystości wszyscy handlarze w mieście mają bardzo niskie ceny wszystkich swoich towarów, co powoduje, że w mieście pojawia się ogromna liczba turystów, którzy mają nadzieję kupić przedmioty taniej niż zwykle. Poza tym są organizowane różne konkursy i loterię, a na sam koniec święta odbywa się wielki festyn, na którym wszyscy razem cudownie się bawią.
- No ale co ze smokiem? – Natsu się strasznie niecierpliwił. Smok, o którym mowa mógł przecież wiedzieć coś o miejscu pobytu Igneela, którego chłopak szukał od tak dawna.
- Natsu daj jej mówić. – Wtrąciła Lucy, uspokajając maga.
- Tak jak wspomniałam wszyscy się świetnie bawili, lecz tylko do chwili gdy zaszło słońce. To co usłyszeliśmy w nocy przeraziło wszystkich, a był to przeraźliwy ryk. Ryk był taki głośny, że zagłuszał nawet nasze własne myśli, ale to nie wszystko. Widzicie te góry za miastem? – Dziewczynka pokazała palcem ogromne wulkaniczne góry jakieś 2-3 km od miasta. – Zaraz po usłyszeniu ryku, który dobiegał właśnie z tamtych gór zobaczyliśmy go. Był ogromny i przerażający. Smok przeleciał kilka razy nad miastem rycząc przy tym jak opętany, po czym udał się w kierunku gór, które wskazywałam wam wcześniej. Co prawda to był jedyny raz kiedy go widzieliśmy lecz co jakiś czas słyszymy przeraźliwy ryk dobiegający ze strony gór. Teraz już rozumiecie dlaczego ludzie się boją i nie chcą w ogóle o tym rozmawiać. Ze strachu siedzą praktycznie cały czas w domach i nawet nie mieli odwagi posprzątać miasta po festiwalu. – Dziewczynka posmutniała.
- Jak masz na imię? – Zapytała Mira.
- Yuzuyu. Proszę pani.
- Yuzuyu. To piękne imię. Nie musisz się o nic martwić zajmiemy się smokiem. – Mira pogłaskała dziewczynkę po głowie.
- Ale smok jest straszny i ogromny nie dacie rady… - Zdanie przerwał jej straszliwy ryk. Rozchodzący się po całym mieście. - …słyszycie nie ma szans abyście coś mu zrobili.
- Spokojnie Yuzuyu. My nie jesteśmy zwykłymi ludźmi. – Powiedziała Lucy.
- Taa my jesteśmy magami Fairy Tail. – Odparł Natsu. Po tych słowach bohaterowie ruszyli w kierunku legowiska smoka, a mała Yuzuyu odprowadzała ich wzrokiem myśląc tylko o jednym „Bądźcie ostrożni magowie Fairy Tail”.




ROZDZIAŁ XI
Tajemnica Smoka




Gildartz ruszył w stronę Zerefa, zacisnął pięść i z całą siłą wymierzył cios w kierunku maga, który bez najmniejszego problemu uniknął ciosu chwytając rozpędzoną pięść lewą ręką. Czarny mag z uśmiechem na ustach zacisnął dłoń Gildartza i przyciągną go bliżej siebie szepcząc do ucha: - Tylko na tyle cię stać? - Mag Fairy Tail odskoczył na bezpieczną odległość wyrywając się z potężnego uścisku. Ustał pewnie powoli wyciągając prawą rękę przed siebie. Nie czekając dłużej wypowiedział słowa zaklęcia, którego dobrze nie zdołałem usłyszeć lecz doskonale dostrzegłem jego efekt.
Strop jak i ściany budynku zaczęły się rozpadać. Zanim się spostrzegłem z budynku nic nie zostało, a my znajdowaliśmy się pod gołym niebem. Ale gdzie były wszystkie skały? Nie musiałem długo czekać na odpowiedź. Uniosłem wzrok i byłem w totalnym szoku. Cegły i kamienie, z których były zbudowane ściany i strop wisiały w powietrzu, dokładnie nad głową Zerefa. Było jasne co Gildartz próbuje zrobić. Wyciągną drugą rękę przed siebie i krzyknął:
DEATH BRINGER
Skały runęły jak rozpędzone dzikie mustangi w kierunku czarnego maga tworząc ogromną chmurę pyłu. Wyglądało na to, że walka była skończona nikt nie mógłby przeżyć takiej nawałnicy. Gildartz wyglądał na niespokojnego i w ogóle nie wzruszonego zaistniałą sytuacją. Chciałem do niego podejść i prosić go o wyjaśnienie wszystkiego. Lecz nogi w dalszym ciągu odmawiały mi posłuszeństwa. Napięcie, które stworzyli demonstrując swoją siłę jeszcze nie znikło.
- Hahahahahaaaaahahahahaaa… - Usłyszałem przerażający, demoniczny śmiech. – Myślałeś, że pokonasz mnie takimi tanimi sztuczkami. – To było wręcz niewiarygodne. Dokładnie widziałem jak lawina skał pokrywa Zerefa, więc dlaczego stoi on kilka kroków dalej w ogóle nie tknięty atakiem wuja. Popatrzył w naszą stronę i powiedział: - Pokażę wam czym jest prawdziwy strach.
Zeref zrobił kilka kroków w tył. Wyciągną dłonie przed siebie i zaczął formować najróżniejsze znaki, które nic, a nic mi nie mówiły. Gdy skończył powiedział tylko dwa słowa: - PRZBĄDŹ SATONORIUSIE. – Całe pomieszczenie okryło się jasnym oślepiającym światłem, które po chwili zaczęło przemieniać się w czarny, śmierdzący spalenizną dym. Gdy siwa ciemna powłoka zaczęła opadać ujrzeliśmy coś co wyglądało jak ucieleśnieniem słowa strach.

***

W tym samym czasie Natsu, Mirajane, Gray, Lucy i Happy kontynuowali podróż do legowiska smoka, który od wielu dni prześladuje mieszkańców miasteczka Denvor. Zbliżali się już do podnóża gór, o których mówiła Yuzuyu. Góry wyglądały na wysokie i naprawdę strome. Wspinaczka była niebezpieczna ale cóż im pozostało. Musieli zaryzykować.
- Patrzcie tutaj. – Wykrzyczał Happy. – Ta ścieżka będzie bardziej bezpieczna niż wspinaczka po zboczu.
- Masz rację Happy. Ale z ciebie mistrz. – Odparł Natsu.
- Jednak ta ścieżka także nie jest zbyt szeroka, bądźcie ostrożni. – Ostrzegł przyjaciół Gray.
Przyjaciele trzymali się bardzo blisko ściany zbocza, aby przypadkiem nie ześlizgnąć się z urwiska. Ścieżka była dość długa lecz mieli szczęście ponieważ prowadziła na sam szczyt. Zanim minęła jedna godzina byli już u samego szczytu. Od teraz zaczęli poruszać się malutkimi kroczkami starając się robić jak najmniej hałasu.
Po chwili w powietrzu rozległ się ten sam przeraźliwy ryk jaki usłyszeli w mieście.
- Patrzcie! – Wykrzyczała Lucy wskazując palcem w niebo.
- To… - Mirajane była przerażona, gdy ujrzała ogromna postać unoszącą się w powietrzu dokładnie nad nimi.
- To musi być Igneel. – Natsu nie mógł wytrzymać dłużej, bez dłuższego namysłu skoczył wysoko w górę aby jakoś dostać się do smoka. Było już ciemno więc nie mogli z ziemi dostrzec kto znajduje się w powietrzu, ale młody Salamander był przekonany, że to jego ojciec i nauczyciel ognisty smok Igneel. Natsu był już prawie przy samym smoku gdy nagle z ogromnego pyska poczwary wyleciała potężna fala piaskowego pyłu, która odrzuciła młodego maga z powrotem na ziemię.
- Natsuuu! – Happy strasznie się martwił o swojego przyjaciela, który runął bezwładnie na ziemię.
- Nic ci nie je… - Lucy dotknęła maga za ramię i nie mogła uwierzyć własnym oczom. Pierwszy raz w życiu widziała jak Natsu trząsł się niczym przerażone dziecko.
- Natsu co się stało? – Zapytał Gray.
Młody mag nie mógł uwierzyć w to co zobaczył zdołał tylko wydusić z siebie kilka słów:
- Co to jest?
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.12.2011 11:03 przez Artblack.)
05.12.2011 13:49
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
okiren Offline
Soul Mama
Załoga Nakama

*
Liczba postów: 4,917
Dołączył: 23.11.2011
Skąd: Kanadowo
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #2
RE: Fairy Tail The lost chapters. (Kain`s Life)
Zabieram sie tak i zabieram za tego twojego ficka, czeka i czeka w otwartej zakladce, ale jak wracam z pracy to zawsze padnieta... Dzis przeczytalam pierwsze dwa rozdzialy. Jest pare ortow, bledow interpunkcyjnych, czy stylistycznych, ale musze powiedziec, ze fajnie zawiazujesz akcje, calkiem przyjemnie sie czyta ^^ Nie wiem jak jestes wyczulony na punkcie wlasnej tworczosci, niektorzy nie przepadaja za krytyka, ale jesli ci nie przeszkadza, to moge Ci skrobnac pare takich moich spostrzezen na PM, czy nawet tutaj (odnosnie przecinkow, czy byczkow ortograficznych Wink).

[Obrazek: 6DG0nbv.gif]
07.12.2011 03:11
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Artblack Offline
Szczur Lądowy
Pirat

*
Liczba postów: 31
Dołączył: 05.12.2011
Skąd: Olsztyn
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #3
RE: Fairy Tail The lost chapters. (Kain`s Life)
Dzięi wielkie za komentarz.
Jeśli chodzi o krytykę to przyjmuję ją na klatę bez żadnego narzekania. Smile Choć muszę Ci powiedzieć, że wiele już złego usłyszałem na temat tego fiku i wydaje mi się, że każdy kolejny rozdział wychodzi mi coraz lepiej. (Choć nie mi to oceniać.)Big Grin Ale błędy zawsze się będą pokazywać i będę naprawdę wdzięczny za ich wytknięcie.

Daj znać jak przeczytasz całość to wrzucę kolejne rozdziały. Smile

Moje życzenia są piękne jak marzenia,
lecz moje marzenia są nie do spełnienia.
07.12.2011 13:39
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Filemon Offline

Łowca Piratów

*
Liczba postów: 2,447
Dołączył: 29.07.2011
Skąd: Velika
Poziom ostrzeżeń: 10%
Post: #4
RE: Fairy Tail The lost chapters. (Kain`s Life)
Wreszcie zebrałam się w sobie i poczytałam. Fanfik nie jest zły, ale jak już wspomniała okiren jest dużo ortów (proponuje pisanie w Wordzie lub ustawienie w przeglądarce podkreślania błędów, unikniesz byków w stylu "Widocznie już wrucił z misji".) Błędy stylistyczne również występują, ale nie jest ich zbyt dużo i nie są jakoś szczególnie porażające. Jeśli chodzi o interpunkcję to się nie wypowiadam, ponieważ sama nigdy nie wiem gdzie postawić przecinki ^^'

W kwestii dialogów przyczepie się do jednego. Czasem formułujesz to w taki sposób

- „Nie możliwe” – Pomyślałem, ta postać to Mistrz Makarov. Stał przede mną malutki staruszek z łysiejącą czuprynką i siwymi wąsami.

- Ekm… Przepraszam Mistrzu.



W dalszych rozdziałach jest bardziej profesjonalnie i robisz to jak większość pisarzy np.

- Co to za magia!!! – wrzasnął Natsu. – Muszę go powstrzymać. HAPPY!!!


Ach, prawie zapomniałam o nazwach ataków. Zdecyduj czy chcesz by były w języku polskim, angielskim lub japońskim. Skoro jesteśmy w Polsce to proponuje pierwszą opcje.

To tyle uwag dotyczących budowy. Fabuła średnia, troszkę przewidywalna (skąd ja wiedziałam, że ten gość to Zeref, a smok będzie piaskowy :P). Całkiem dobrze wychodzi Ci opisywanie miejsc, przedmiotów i osób. No i twój styl poprawia się z rozdziału na rozdział.


I mam jeszcze pytanie do Ciebie, czy czytałeś Claymore? Przydomek Shaira Połykaczka Pyłów jest strasznie podobny do imienia byłej numer jeden Cassandry Zjadaczki Pyłów ^^’

Czekam na następne rozdziały ^^ Mam nadzieję, że dodasz je w miarę szybko :)

[Obrazek: rn4Q8xO.gif]

Czy głód to ludzka sprawka?
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.12.2011 22:57 przez Filemon.)
10.12.2011 22:55
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Artblack Offline
Szczur Lądowy
Pirat

*
Liczba postów: 31
Dołączył: 05.12.2011
Skąd: Olsztyn
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #5
RE: Fairy Tail The lost chapters. (Kain`s Life)
Uwaga teraz będę się tłumaczył. Big Grin

Jeśli chodzi o moje błędy ortograficzne i interpunkcyjne to uwierz mi, że robię co mogę, żeby sobie z nimi poradzić. Big Grin Choć jak widać nie za dobrze mi to idzie. Smile Jednak sądzę, że i tak jest całkiem dobrze. Jakbyś przeczytała posty z moich początków na FT nakama to byś się naśmiała. Big Grin Pamiętam jak @Vatelema się ze mną męczyła i jak mnie opieprzała za orty. Big Grin (Widać coś to dało.)

Co do konstruowania poprawności dialogów. Ostatnio dostałem niezłą lekcję od @Gociak, także myślę że powinno być już lepiej. Big Grin

Hmm... nazwy ataków. Fik jest o Fairy Tail więc starałem się trzymać nazw z anime/mangi. Tam używają zarówno angielskiego jak i japońskiego. Choć może nie było by źle jakbym zrobił wszystko po Polsku. Smile

Tak czytałem Claymore. Niestety zwróciłem uwagę na te podobieństwo dopiero później. Big Grin Dlatego w dalszych rozdziałach staram się używać przydomka Piaskowa Shaira.


Hmm... Chyba za dużo buziek daje. Big Grin
Rozdział XII
Piaskowa Shaira



Natsu zaciskając mocno pięść wyciągnął rękę do swoich przyjaciół. Po chwili jego dłoń się otworzyła wysypując piękny złotożółty piasek na ziemię.
- Natsu co to jest? – Zapytała Lucy.
- Ten pseudo smok jest zrobiony z tego piasku. – Gdy tylko Salamander skończył wypowiadać te słowa wszyscy zamilkli. Nie wiedzieli dokładnie o co może w tym wszystkim chodzić. Zapewne każdy z nich miał teraz w głowie tylko jedną myśl „Jak to możliwe”. Niestety ich myśli musiały jak najszybciej powrócić do rzeczywistości gdyż smok szykował kolejny atak. Zrobiło się straszliwie cicho. Wiatr, który na tej wysokości powinien się ciągle odzywać przestał wiać, ptaki ucichły, a przyjaciele wstrzymali oddech. Dało się tylko usłyszeć jak wszyscy razem przełknęli ślinę ze zdenerwowania.
- Mam tego dość. – Głos Miry przerwał tą głuchą ciszę. – Jeśli masz zamiar nas atakować to wiec, że będziemy się bronić.
SABAKRYU NO…
- Co? – Natsu był teraz całkiem skołowany. – To niemożliwe.
HOUKOU
- Dragon Slayer?! – Wykrzyczeli wszyscy naraz, słysząc słowo zaklęcia używanego tylko i wyłącznie przez Zabójców Smoków. Pysk smoka zaczynał napełniać się ogromnymi ilościami piasku. Magowie wiedzieli, że Ryk jest jedną z najsilniejszych technik Dragon Sayerów. Mimo iż zdawali sobie sprawę, że ta technika ma potężną moc wszyscy razem stanęli twardo na ziemi i mieli zamiar odeprzeć atak.
- Zaczekajcie! – Krzyknęła Mirajane. – Walka nie ma sensu. Chyba wiem z kim mamy do czynienia. – Dziewczyna uniosła głowę wysoko w górę i krzyknęła. - Shaira? Ty jesteś Piaskowa Shaira?
- Mira co ty? – Zapytała Lucy. – Przecież Shaira zginęła wiele lat temu Kain sam nam o tym powiedział.
- To prawda Mira. – Wtrącił Gray. – Dziadek mi opowiedział tą historię. Podobno zmarła gdy Kain był mały. Dlatego był wychowywany przez ojca.
- Patrzcie. – Krzyknął Happy. – Smok się do nas zbliża. – Bestia była coraz bliżej ziemi, lecz było z nią coś nie tak. Piasek z którego był stworzony smok zaczął powoli opadać na ziemię, a cielsko potwora powoli zaczęło się zmniejszać. Gdy ze smoka została już tylko prawie sama głowa jakaś osoba zeskoczyła z niej prosto na ziemię i zaczęła się kierować w stronę naszych przyjaciół. Gdy zbliżyła się dostatecznie blisko zadała tylko jedno pytanie: - Czy… Czy wy znacie Kaina?
- Ty jesteś? – Zapytała Lucy nerwowo pokazując palcem na nieznajoma osobę.
- Mam na imię Shaira i jestem matką Kaina. – Kolejny raz zapadła cisza, którą przewał głos Graya.
- Jak to możliwe? Podobno zginęłaś wiele lat temu.
- Najpierw powiedzcie mi kim wy jesteście i skąd znacie mojego syna? – Shaira była piękną, długowłosą ok 40-sto letnią kobietą. Na plecach nosiła długi, sięgający po same kostki czarny płaszcz, na nogach natomiast miała wysokie kozaki na sporym obcasie. Na koszulce, którą miała pod płaszczem dało się dostrzec rysunek przedstawiający pentagram.
- To prawda, że jesteś Zabójcą smoków? – Zapytał Natsu.
- Tak jestem Pustynnym Zabójcą Smoków.
- Pustynnym, a nie piaskowym? – Wtrącił Gray.
- To tylko nazwa. Choć masz racje wielu ludzi przez moją magię nazywali mnie piaskowym zabójcą smoków. Lecz mój smok pochodził z gorących piasków pustyni.
- Ja tez jestem Zabójcą Smoków i szukam mojego smoka Igneela, wiesz może cos o tym? – Natsu coraz bardziej się niecierpliwił.
- Igneel? Jesteś uczniem Igneela? – Zapytała kobieta.
- Znasz mojego ojca?
- Sandarion. Pustynny smok Sandarion, który nauczył mnie magii Zabójcy Smoków był największym rywalem Igneela. Wiele razy pojedynkowali się na piaskowych terenach. Jednak nie widziałam go już jakieś 18 lat.
- Znałaś Igneela. – Natsu wyglądał na uradowanego. – Powiedz czy Igneel wygrywał z Sandarionem? – Na twarzy chłopaka pojawiał się coraz to większy uśmiech.
- Igneel był potężnym smokiem. Ostatnią swoją walkę stoczyli jak miałam 23 lata. Każda ich walka miała taki sam wynik tzn Sandarion zawsze wygrywał.
- Co ty gadasz? Igneel był silny nie mógł przegrać. – Wtrącił Natsu.
- Uspokój się chłopcze. – Powiedziała Shaira lekko unosząc głos. - Wtedy 18 lata temu. Gdy walczyli po raz ostatni Igneel pokonał Sandariona i więcej już go nie widzieliśmy.
- Gdzie jest teraz twój smok? – Zapytał Gray.
- Nie wiem. Zniknął 7 lat temu. Głupi dziadyga. Znaliśmy się od tylu lat, a on odszedł bez słowa pożegnania. Z resztą nie tylko on. Miałam wiele czasu aby zbierać informację i wiem, że 7 lipca roku x777 z całego świata zniknęły wszystkie smoki. Wszelki ślad po nich zaginął nie zostawiły, żadnego znaku swojego istnienia. Nie wiem dlaczego tak się stało, ale mam przeczucie, że niedługo się tego dowiemy, a teraz zmieńmy temat. Odpowiedzcie proszę na moje pytanie. Kim jesteście i skąd znacie mojego syna?
- Jesteśmy magami Fairy Tail. – Oznajmiła Mira.
- Fairy Tail? – Shaira lekko pobladła.
- Tak. Dostaliśmy misję od naszego mistrza Makarova. Podróżowaliśmy razem z Kainem, aby odnaleźć Gildartza.
- Gildartza? Ale po co? – Zdziwiła się kobieta.
- Kain chciał porozmawiać z Gildartzem o swoim ojcu, który zostawił go jakiś czas temu. – Kontynuowała wyjaśnienia Mirajane. – Taron Clave zostawił list Kainowi, w którym kazał mu udać się do Fairy Tail.
- Taron zostawił Kaina? – Kobieta spuściła głowę. – A więc ten czas nadszedł.
- Co masz na myśli? – Zapytał Gray?
- Nie wyczuwam w waszych głosach kłamstwa, a i wasz zapach wydaje się przyjazny. Pozwólcie, że opowiem wam całą prawdę o Kainie i jego przeszłości.

***

To trwało tylko chwilkę, maksymalnie kilka sekund. Nie mam pojęcia jak to się stało. Jak to jest w ogóle możliwe, żeby takiego maga jak Gildartz powalić jednym ciosem. Gildartz leżał na ziemi trzymając się za brzuch, w który otrzymał cios od potwora. Z ust wyciekała mu krew, a całe ciało się trzęsło.
- O widzę, że stare rany ciągle ci dokuczają Gildartz. Gdyby nie walka z czarnym smokiem pewnie miałbyś więcej sił. – O jakiej walce Zerem wspomniał. Nie miałem zielonego pojęcia i szczerze mówiąc nie chciałem wiedzieć. Myślałem tylko jak się stąd wydostać. Co zrobić aby bestia mnie nie dopadła. Potwór był przerażający. Nawet w najstraszniejszych koszmarach nie widziałem czegoś takiego. Zamiast stup miał wielkie kopyta, a twarz przypominała ryj byka. Na jego głowie sterczały dwa wielkie czarne rogi. Przypominał mi mitycznego Minotaura, o którym miałem w szkole na lekcjach lecz był znacznie większy od niego. Gdy tylko Satonorius dostrzegł, że Gildartz jest niezdolny do walki ruszył w moim kierunku. Kompletnie nie wiedziałem co mam robić. Przecież nie jestem magiem i nie mam żadnych magicznych zdolności więc jak mogę się bronić przed tym potworem. Bestia była już kilka kroków ode mnie, gdy usłyszałem glos Gildartza.
- Hej ty świńska kupo gówna. Myślisz, że takimi słabymi ciosami możesz pokonać najsilniejszego maga Fairy Tail. – Kamienie wokół maga zaczęły się unosić, a co większe skały się kruszyły. Z niejasnego powodu aura Gildartza zaczęła świecić nowym blaskiem, a jego moce powróciły. – Nie waż się tknąć chłopaka.
TOTAL CORRUPTION
Z prawej ręki maga wydobyło się jasne światło, które leciało prosto w Satonoriusa. Nie wiem co planował zrobić Gildartz ale wyglądało na to, że jest całkowicie poważny. Wystarczyło spojrzeć na jego twarz, aby odczytać wszystkie jego emocje. Świetlisty promień był już prawie przy potworze gdy nagle.
DEATH WALL
Przed Bestią ukazał się Zeref, który używając swojej magii zatrzymał całą niszczycielską siłę ataku Gildartza. Spojrzał w kierunku maga i powiedział: - Imponujący atak Gildartz. – Zerknąłem na rękę Zerefa i byłem naprawdę zdziwiony. Wyglądało na to, że atak najsilniejszego maga Fairy Tail zostawił nie mały efekt na dłoni maga, która cała parowała od poparzeń. - Wybacz ale teraz ja będę twoim przeciwnikiem. Satonoriusie zajmij się chłopakiem. Martwy też mi się przyda.
Potwór odwrócił się w moim kierunku i wyszczerzył zęby z uradowania, że jego pan był na tyle łaskawy, że pozwolił mu się mną zająć. Już tylko krok dzielił potwora od mojego ciała, ale ja nie chciałem umierać. Łzy płynęły mi po policzku, a nogi się trzęsły. Umysł całkiem się wyłączył i powtarzał tylko trzy słowa „Nie chcę umierać. Nie chcę umierać. Nie chcę umierać. Nie chcę umierać…”
- Kain. – Wykrzyczał Gildartz.
- Martw się o siebie. DEATH LASER – Zeref wypuścił purpurowy promień, który przewiercił bark maga na wylot. Był tak gorący, że rana od razu się zabliźniła. – Uważaj Gildartz. Ten atak nie ma pozbawić cię krwi, tylko rozerwać twoje ciało na kawałeczki.
„Nie chcę umierać. Nie chcę umierać. Nie chcę umierać. Nie chcę umierać. Nie chcę umierać. Nie chcę umierać. Nie chcę umierać. Nie chcę umierać. Nie chcę umierać. Nie chcę umierać. Nie chcę umierać. Nie chcę umierać. Nie chcę umierać…” Ciągle w myślach powtarzałem te same słowa gdy nagle:
- Hahahahahahahahahahahahahaha…

Moje życzenia są piękne jak marzenia,
lecz moje marzenia są nie do spełnienia.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.12.2011 13:52 przez Artblack.)
12.12.2011 15:04
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Odpowiedz 




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Wymiana
One Piece Vampirciowo Fairy Tail Valid XHTML 1.0 Transitional Poprawny CSS!

Kontakt | One Piece Nakama | Wróć do góry | Wróć do forów | Wersja Mobilna | RSS | Mapa Nakama