Aktualny czas: 22.10.2017, 15:42 Witaj! (LogowanieRejestracja)

Wracamy do wydawania bieżących rozdziałów One Piece!
Rozdział 881 już na stronie!
Odpowiedz 
(Harry Potter) Zbaw mnie swym oddechem
Autor Wiadomość
Nighty Offline
Majtek
Pirat

*
Liczba postów: 96
Dołączył: 02.05.2011
Skąd: Łódź
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #1
(Harry Potter) Zbaw mnie swym oddechem
Fanfick na podstawie Harry'ego Pottera (mój pierwszy i ostatni). Akcja toczy się po zakończeniu siódmej części, czyli Voldemort nie żyje. Wszystkie wydarzenia z książki Rowling się zgadzają, pomijając jedynie epilog, który diametralnie ulega zmianie w moim opowiadaniu.
Jak widać, jest to tylko prolog. W Wordzie mam również kolejne sześć części, ale nie wiem, czy będę kontynuować pisanie akurat tej historii. Ach, i warto wspomnieć, że główną bohaterką jest Hermiona Wink


PROLOG

Trzeci sierpnia. Zerknęłam jeszcze raz na kalendarz, aby upewnić się czy na pewno wskazuje właśnie tę datę. Westchnęłam cicho, czując zawód, ponieważ malownicza trójka nie zniknęła. Pokręciłam głową z niezadowoleniem i wolnym krokiem podążyłam w stronę łazienki. Wchodząc do pomieszczenia, starałam się jak najdalej odgonić od siebie negatywne myśli, które nawiedzały mnie od dobrego miesiąca.
Stanęłam na wprost lustra i odgarnęłam dłonią niesforny kosmyk, który opadał na moją twarz. Przez dłuższą chwilę patrzyłam na swoje odbicie. Ciemnobrązowe włosy opadały na ramiona, jednak nie potrafiłam dostrzec w nich tego połysku, który niegdyś doprowadzał do uśmiechu tylu ludzi. Czekoladowe oczy utraciły dawny blask i można było wyczytać w nich tylko smutek i pewnego rodzaju niepewność. Uniosłam jeden kącik do góry, próbując zmusić swoje usta do najmniejszego przejawu radości, jednak od razu zauważyłam, że na mojej twarzy pojawił się znaczny grymas.
Zrezygnowałam ze wszelkich prób poprawienia sobie samopoczucia i oparłam się o zimną ścianę, która była pokryta kafelkami w odcieniach koloru morskiego. Zamknęłam oczy i pozwoliłam, aby po moich policzkach popłynęły słone kropelki łez. Byłam wściekła na cały świat, a już najbardziej na samą siebie. Nie mogłam uwierzyć, że byłam tak głupia i naiwna. Jak mogłam pomyśleć, że go kiedykolwiek pokocham. Przecież od samego początku wiedziałam, że to farsa. Wiedziałam, że Ronald Weasley na zawsze pozostanie moim przyjacielem… Przyjacielem, ale nie mężem!
Zsunęłam się po ścianie i usiadłam na ziemi, obejmując nogi dłońmi. Schowałam głowę w kolanach, powstrzymując kolejny wybuch płaczu. Miałam dość udawania, że wszystko jest w najlepszym porządku i że jestem najszczęśliwszą osobą na świecie. Od miesiąca każdy dzień wyglądał tak samo. Wieczory, noce i poranki spędzałam na ocieraniu łez, które pojawiały się w najmniej oczekiwanych momentach. W ciągu dnia zaś widywałam się z Ginny, Harrym i Ronem. Kłamałam na każdym kroku przekonując ich, że mój nieciekawy nastrój jest spowodowany nieprzespaną nocą. Nie potrafiłam im powiedzieć, że nie chcę ślubu, który wielkimi krokami zbliżał się.
Wstałam, ociągając się i otarłam wierzchem dłoni wilgotne policzki. Wiedziałam, że nadszedł ten dzień. Dzień, w którym miałam poślubić człowieka, którego nie kochałam. Jeden błąd, a miałam cierpieć przez całe życie. Do tej pory nie wiedziałam, czemu zgodziłam się na oświadczyny. Czy było to spowodowane obecnością Ginny i Harry'ego? Oni tak bardzo liczyli, że nam się ułoży… A ja nie chciałam ich zawieść. Wiedziałam, że wszystkie marzenia, które posiadałam, nie spełnią się. Miałam ustaloną ścieżkę i musiałam nią podążać przed siebie. Nieważne ile razy zwolnię. W końcu będę musiała dotrzeć do końca, a tym końcem okaże się ołtarz.

***

Uśmiechnęłam się krzywo do rudowłosej dziewczyny, która stała nade mną i układała mi włosy. Próbowałam zachować maskę szczęścia i nie zdejmować jej ze swojej twarzy, jednak z minuty na minutę było coraz gorzej. Coraz trudniej było mi powstrzymać łzy, które jak na złość, chciały ujrzeć światło dzienne.
Z westchnieniem zrezygnowania zauważyłam, że Ginny przygląda mi się uważnie. Lustrowała wzrokiem moją twarz i byłam pewna, że dostrzegła wilgotne oczy. Odwróciłam gwałtownie wzrok w bok, abym nie musiała patrzeć na jej zaniepokojoną minę.
- Miona, co jest? – Spytała i usiadła na przeciwko mnie.
- Nic – mruknęłam i skrzywiłam się znacznie, czując kolejną falę złości względem siebie. Znowu kłamałam i znowu miałam tego dość.
- Nie wierzę ci. Przecież widzę, że coś cię gnębi. Jesteśmy przyjaciółkami i możesz mi powiedzieć o wszystkim. – Ginny nie spuszczała ze mnie wzroku i bez trudu dostrzegłam, że się martwi.
Zacisnęłam dłonie w pięści, powstrzymując wybuch złości. Wiedziałam, że gdybym zaczęła krzyczeć, bez trudu wyciągnęłaby ze mnie powód mojego zachowania. Zdawałam sobie sprawę, że Ginny nie może wiedzieć. To w końcu jej brat! Jak zniosłaby myśl, że tak ranię rudzielca, wychodząc za niego bez miłości? Jednak, co ja mogłam na to poradzić? Doszłam już za daleko, aby się cofnąć. Teraz muszę tylko brnąć przed siebie i nie odwracać się do tyłu. Zostawić przeszłość za sobą i spróbować cieszyć się przyszłością. Próbowałam przekonać samą siebie, że Ron jest idealnym kandydatem na męża. Miły, ciepły i czuły. Im bardziej wbijałam sobie do głowy te słowa, tym bardziej byłam pewna, że nigdy nie zaakceptuję w pełni piegowatego rudzielca. Kogo ja próbowałam oszukać? Ron był przyjacielem i tak powinno zostać na zawsze.
Ocknęłam się z transu i spojrzałam na Ginny, która ze zniecierpliwioną miną czekała na wyjaśnienia. Oczywiście nie miałam zamiaru jej nic powiedzieć. Już postanowiłam, że ten słodki sekret zabiorę ze sobą do grobu.
- Przesadzasz. Po prostu się denerwuję ślubem. Wiesz… To w końcu jeden z najważniejszych dni w moim życiu. Chyba mam prawo być zdenerwowana? – odparłam, starając się na lekki ton. Z ulgą stwierdziłam, że wyszło mi to znakomicie.
Rudowłosa dziewczyna pokręciła tylko głową i ponownie zajęła się upinaniem moich włosów w kok. Patrzyłam w lustro, obserwując jej poczynania i uśmiechnęłam się lekko pod nosem. Dobrze pamiętałam, jak wykłócała się z Ronem, że to ona wyszykuje mnie na wesele i nie będę musiała wybierać się do jakiejś specjalistki. Byłam szczerze wdzięczna Rudej za ten gest. Zdecydowanie wolałam jej towarzystwo niż jakiejś kobiety, której nigdy wcześniej nie widziałam na oczy.

***

Szłam powoli przez kościół, zbliżając się do ołtarza. W splecionych dłoniach trzymałam wiązankę, która składała się z różnych kwiatów, jednak przeważała w niej ilość niezapominajek. Byłam ubrana w piękną, białą suknię, która była robiona na zamówienie. U dołu była lekko rozszerzana, a u góry znajdował się gorset podkreślający moją nienaganną sylwetkę. Materiał na dole był przyozdobiony koronką, która dodawała uroku sukience, a gdzieniegdzie można było dostrzec brylanciki połyskujące w promieniach słońca.
Spojrzałam przed siebie i pierwszą osobą, na którą zwróciłam uwagę był Ron. Stał tuż przy ołtarzu i z szerokim uśmiechem, przyglądał się moim ruchom. Rude włosy były w lekkim nieładzie, a niebieskie oczy błyszczały ze szczęścia. Nie spuszczałam z niego wzroku, próbując po raz kolejny przekonać samą siebie, że kocham Ronalda Weasleya. Na próżno.
Odwróciłam wzrok od chłopaka i zauważyłam Ginny i Harry'ego. Oboje byli świadkami na naszym ślubie, gdyż byli najbliższymi osobami zarówno dla mnie, jak i Rona. Rudowłosa miała na sobie śliczną, zieloną sukienkę, która leżała na niej jak ulał. Odsłonięte ramiona i lekki dekolt dodawały jej kobiecości, jednak każdy, kto znał młodą panią Potter, wiedział, że w tej drobnej osóbce kryje się istny diabeł.
Harry wyglądał podobnie do Rona pod względem stroju. Oboje mieli na sobie wytworne garnitury, a pod spodem białe koszule. Z lekkim uśmiechem musiałam przyznać, że jest to niecodzienny widok. Obaj zaś nie przepadali za oficjalnymi ubraniami, a te zdecydowanie się do nich zaliczały.
Odwróciłam głowę najpierw w prawo, a potem w lewo. Gdzie nie spojrzałam, widziałam znajome, uśmiechnięte twarze, które ewidentnie kibicowały mojemu ślubowi. Gdzieś w oddali odnalazłam nawet postać profesor McGonagall. Byli tutaj wszyscy, aby uczcić, w ich mniemaniu, ten szczęśliwy dzień.
Stanęłam tuż przed Ronem i byłam zmuszona spojrzeć na jego twarz. Uśmiech nie schodził ani na chwilę z jego buzi. Chwycił delikatnie moje dłonie i musnął je swoimi ustami. Oboje odwróciliśmy się w stronę księdza, słuchając w ciszy słów, które wypowiadał. Tak naprawdę to tylko Ron ich słuchał, gdyż ja byłam bardziej zajęta innymi rozważaniami. Nadal nie byłam pewna, czy powinnam wyjść za rudzielca. Czy to będzie odpowiedni wybór?
- Ronaldzie Weasley, czy chcesz wziąć tę oto Hermionę Granger za swoją żonę i ślubujesz jej miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że jej nie opuścisz aż do śmierci? – W końcu usłyszałam to jedno, ale jakże ważne zdanie. Marzyłam, aby Ron się nie zgodził, ale wiedziałam, że są to złudne nadzieje. Wszystko zależało ode mnie.
- Tak, przysięgam – odpowiedział od razu, nie spuszczając ze mnie wzroku.
- Hermiono Granger – Zwrócił się do mnie – czy chcesz wziąć tego oto Ronalda Weasleya za swojego męża i ślubujesz mu miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że go nie opuścisz aż do śmierci?
Poczułam, że zaschło mi w gardle i nie będę w stanie odpowiedzieć tego jednego, krótkiego słowa „tak”. W oczach stanęły mi łzy i musiałam wykazać się ogromną siłą woli, aby słone kropelki nie spłynęły po moich policzkach. Spojrzałam po twarzach znajomych i dłużej zatrzymałam się na Ginny i Harrym. Oni byli dla mnie najważniejsi.
Rudowłosa dziewczyna patrzyła prosto w moje, czekoladowe oczy, a z jej twarzy bez trudu wyczytałam ból, złość, smutek i zawiedzenie. Ona już wiedziała. Wiedziała, że nie kocham Rona i była wściekła. Czy jej się dziwiłam? W ogóle.
Spojrzałam w bok, aby ujrzeć zielone oczy Pottera, który spoglądał na mnie z wyczekiwaniem. Im dłużej się sobie przyglądaliśmy, tym usta chłopaka zaczęły układać się w grymas niezadowolenia. Jego twarz nabrała czerwonych barw, gdyż czarnowłosy był bliski wybuchu. On też w końcu zrozumiał to, co ja ukrywałam od dobrego miesiąca.
Na końcu przeniosłam załzawione oczy na Rona. Patrzył na mnie, a ja nadal widziałam, jak bardzo mnie kocha. Spoglądał tępo w moją twarz, a uśmiech zniknął jak za pstryknięciem palca. Wiedziałam, że nie warto już tego ciągnąć. To koniec mojego szczęśliwego życia, ale nie mam prawa zabierać radości innym.
- Nie, nie chcę… - szepnęłam słabo i zacisnęłam dłonie w pięści, wbijając paznokcie w swoją skórę. – Przepraszam, Ron.
Powiedziałam i wybiegłam z kościoła. Wiedziałam, że najlepszy okres w moim życiu właśnie się skończył. Musiałam zacząć żyć od nowa…
05.05.2011 17:30
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Nac Offline
Kapitan
Pirat

*
Liczba postów: 725
Dołączył: 16.09.2009
Skąd: Snajper Island
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #2
RE: (Harry Potter) Zbaw mnie swym oddechem
I co dalej ? To już koniec ? Napieraj dalej Smile
Swoją drogą, kogo się nie spytałem, to każdy narzeka na koniec w wykonaniu Rowling, aczkolwiek po takiej książce można się spodziewać czegoś więcej, ale też (chyba) nie ma tragedii Smile


26.05.2011 23:58
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Artelian Offline
Pirat
Pirat

*
Liczba postów: 160
Dołączył: 14.04.2010
Skąd: Wrocław
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #3
RE: (Harry Potter) Zbaw mnie swym oddechem
Ja również czekam na kontynuację, bo mi się spodobał ten fragmentSmile. Dosyć interesujące, ale wydaje się trochę nieprawdopodobne, bo Hermiona raczej powiedziała by Ronowi od razu, że nic z tegoTongue. Czyta się jednak przyjemnie, i fajnie by było dowiedzieć się co dalej.
27.05.2011 11:46
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Dubi Offline
Majtek
Pirat

*
Liczba postów: 69
Dołączył: 25.04.2009
Skąd: Łódź
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #4
RE: (Harry Potter) Zbaw mnie swym oddechem
Czekam na ciąg dalszy z niecierpliwością.
Bardzo ładnie ci to wyszło i szkoda że nie było takiego momentu w originale, bo było by ciekawiej tak to.

Mam nadzieje że dokończysz Smile
27.05.2011 13:05
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Odpowiedz 




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Wymiana
One Piece Vampirciowo Fairy Tail Valid XHTML 1.0 Transitional Poprawny CSS!

Kontakt | One Piece Nakama | Wróć do góry | Wróć do forów | Wersja Mobilna | RSS | Mapa Nakama