Komimasa, są różne gusta, a ja zdaję sobie sprawę, że ta praca nie wszystkim może się spodobać
Przy okazji, chciałbym przeprosić, że dopiero teraz to napiszę: Dziękuję bardzo wszystkim: Komimasie, Szczeremu, Artelianowi, Kyuubi1990, MaiChi, Caelionowi, (przepraszam jak nick pomylę, piszę z pamięci), którzy komentowali moje wypociny. Właśnie z myślą o nich chcę jak najszybciej przejść dalej, pokazać prawdziwą stronę tego fika, dlatego daję pierwszą część już dziś.
"Doflamingo - to o czym się nie mówi"
Rozdział pierwszy:"Kiedyś było inaczej"
Hę? Obraz? Przynajmniej nie ma tej wkurwiającej, żywej jak się okazuje, rzeczy. Fu, fu, przez chwilę czułem się jak aktor jakiegoś podrzędnego horroru. Dobra, jestem nad jakimś miastem. To ja żyję czy kurwa nie? Bo to jest tak pojebane, że już sam nie wiem.
Zobaczmy co na szyldziku stoi napisane. Fu, fu, fu.
„Loguetown”
Co?! Co kurwa? No nie, wylądowałem w najbardziej zapadłej dziurze najsłabszego morza na tym cholernym świecie! Gorzej trafić nie mogłem! Zaraz, co to za zbiegowisko na głównym placu? Jakaś egzekucja? Fu, fu, może być ciekawie. Zobaczmy.
No dobrze, mamy zbiorowisko motłochu, który oczywiście sam sobie zasłania widok. Kurde, jak to już dawno nie byłem na jakiejś egzekucji. Bo tą Ace’a spierdoliła marynarka.
„Królu piratów Gol D. Rogerze. Za swoje zbrodnie przeciwko światowemu rządowi i całemu światu zostajesz skazany na karę śmierci!”
Co jest? Gol D. Roger?! No tak, prowadzą starego dziada. A ten jak głupi z bananem na mordzie. Z czego on się tak cieszy? A co mnie to, popatrzę sobie jak zdycha. Cóż za przyjemność. Szkoda, najwidoczniej cofnąłem się w czasie. Umarłem? Nie wiem. Póki co po napawam się tym wspaniałym momentem.
Cholera, szybciej no! Idzie jak na skazanie! Fu, fu, fu, no tak, idzie.
Popatrzmy sobie na pierwszy rząd. Może jakąś znajomą gębę wypatrzę. Obca, obca, o tego pamiętam, tamtego też, o tym nie wiedziałem. Kurde ile znajomych gęb. ŻE CO?! NIEMOŻLIWE! To ja! Tylko - dużo młodszy!
- He, He, dzięki Doflamingo! Prawdziwy z ciebie kumpel! Dzięki tobie mogę oglądać tak ważne wydarzenie.
A to kurwa kto? Kumpel? Nie kojarzę sobie ciebie, śmieciu. Jakiś chłystek ubrany trochę jak panicz z kapeluszem z piórkiem i do tego utlenionymi włosami zwraca się do mnie per kumpel?
- Nie ma sprawy Serpico.
Serpico? Co to za ciotowate imię!
- Jesteś w końcu moim kumplem!
No skoro tak mówisz moja młoda wersjo mnie. W porządku, niech będzie. Może sobie ciebie Serpico przypomnę. Póki co oglądajmy egzekucję. Kurde, szkoda że nie ma popcornu. Siadłbym sobie na skrzyni tak jak teraz i zajadał się jak podczas oglądania dobrego filmu. Ale widać samo oglądanie musi mi wystarczyć. Tylko… Czemu jestem taki… dobry? Czemu młody ja, się nie śmieje. Widzę tą piękną skrytą w lekkim uśmiechu, radość z śmierci starego pryka, ale trochę mało mnie to satysfakcjonuje. Może trzeba poczekać.
- Chcecie mojego skarbu?
Tak, tak znamy to, One Piece i tak dalej.
- Wszystko ukryłem w jednym miejscu
CIACH CIACH
Ha, ha. Dobre to było. Z lekką nutką dramatyzmu dla motłochu. No cóż wszystko co dobre szybko się kończy. Zobaczymy jak tam młody.
- Kurde gościu ma klasę, nie?
Może.
- Słyszałeś Doflamingo? One Piece!
- Tak, słyszałem. Szkoda. Odszedł wielki człowiek! Gol D. Roger. Król piratów godny zapamiętania.
To chyba jakieś jaja. Młody go ceni?! To skąd ten uśmiech?
- One Piece, legendarny skarb Gol D. Rogera.
Halo, wiadro proszę.
- Zawsze chciałem być piratem, ale teraz to wiem na pewno. Nie dla mnie takie życie w dostatku. Serpico, znajdźmy chętnych i wyruszmy w morze jak Gol D. Roger! Zostańmy piratami i wypłyńmy w morze!
Nie wierzę własnym uszom i oczom. Tamten uśmiech nie wynikał z radości z faktu ścięcia Rogera. Cieszył się bo w tym uczestniczył? Ze słów? Podziwiał go? Ja? Ja go podziwiałem? Tego? Czemu czuję jakiś taki smutek? Głęboko wewnątrz mnie, czuję przepełniającą mnie gorycz. Skąd takie uczucie. Zabierają zwłoki z góry. Czuję wilgoć na policzku. Czy to deszcz pada? Nie, na niebie prawie żadnej chmurki. Więc skąd?
Chwila… To ja? Z oka wypłynęła mi łza! Czuję jak spływa mi po policzku, a za nią następna i następna. Nie! To nie możliwe! Cholerne łzy!
Kiedyś naprawdę ceniłem Rogera! Szanowałem go, i chciałem być taki jak on!
Podobnie jak teraz, tak i wcześniej smuciłem się gdy i do mnie dotarła wieść o złapaniu króla piratów. Z początku nie chciałem wierzyć. Nadal nie wierzę. Ja naprawdę darzyłem go szacunkiem. Ja, który choćby chwilę temu z niego kpił!
Ciekną jak z kranu. Nie chcą przestać! Cholera! Przestańcie, przestańcie! Nic nie widzę, przez nie. Obraz się rozmywa a ja dalej płaczę. Jak dawno tak nie płakałem? Kurde, gdzie chusteczka? Potrzebuję chusteczki. Niech będzie koszula. Cholera, ile tych łez. Już mam całą koszulę mokrą. Przecieram oczy i nic?
- Masz chusteczkę.
Dzięki. Zaraz, czyj to głos? Jestem w jakimś pomieszczeniu. Co więcej żadnej chusteczki…
- Dziękuję mamusiu.
Aha jakiś smarek. Jak się ładnie do mamusi odzywa. Fu, fu, fu, trafiłem do jakiegoś pomieszczenia, które wygląda jak pokój szlachty. Pełno luksusowych mebli, komody szafy, i komody i szafy i półka z lustrem i łóżko, a na nim jakaś kobieta tuli dzieciaka do siebie. Nie wiem kto to, a co gorsza nie mogę rozpoznać, bo przecie dzieckiem się zasłoniła. Ale… Czuję jakąś dziwną nostalgię. Tak jakbym był tu kiedyś.
Drzwi się otwierają, może tym razem jaka znajoma gęba? Nie pędź tak babo! Gdyby nie to, że jestem… A! Jestem przezroczysty! Wszystko przeze mnie przenika jak przez ducha! Hmm w sumie nic dziwnego. W końcu to moje wspomnienia. A nawet dobrze, bo by mi głupi babon krzywdę zrobił. Kto to widział, żeby z takim hukiem otwierać drzwi.
- Pani Donquixote! Najmocniej przepraszam, zostawiłam go tylko na chwilę i on poszedł do pani męża.
Don, co? Moment, odwraca głowę w stronę tej chyba niańki.
- Nic się nie stało. Mój mąż jest trochę zbyt stanowczy, a mały donik ma prawo zobaczyć się z ojcem.
Mały donik? Więc ten smarek, co mu gil jeszcze z nosa wystaje, to ja. A skoro to ja, to tamta osoba to… Moja… matka…
Poznaję te rysy twarzy, te oczy zawsze dobrotliwe dla mnie, przeciwieństwo starego… Te zakręcone w kok blond włosy, którymi jako berbeć lubiłem się bawić. O właśnie teraz to robi wersja smarkowa. Oho, wyciera mi tego gila. Jej dotyk był taki pełen ciepła… Dobrze sobie powspominać. Mamo, oto śmieć jaki wyrósł z tak pielęgnowanego ogrodu… Nie pamiętam kiedy tak złagodniałem. Niańka wychodzi. W sumie guzik mnie ona obchodzi.
Znowu drzwi się otwierają. Coś się tłoczno zaczyna robić. Tym razem facet.
- Margaret, nie widziałaś…
Więc tak miała mama na imię…
- A, tu jesteś. Doflamingo, czemu wybiegłeś z mojego gabinetu?
- Kochanie, czemu on płakał?
Właśnie stary. Swoją drogą zupełne przeciwieństwo, te jego surowe oczy, dystans i w ogóle zachowanie.
- Bo powiedziałem mu, że nie kupię mu tej maskotki.
Tylko dlatego płakałem? Wstyd smarek, wstyd.
- Mamusiu, tata powiedział, że nie mam się bawić, tylko uczyć.
- Kochanie, to jeszcze dziecko.
Mają rację. Stary daj na wstrzymanie. Potem już tylko życie daje po dupie.
- Nie Margaret. Czas już bym porozmawiał z synem jak mężczyzna z mężczyzną. Zbliż się Doflamingo. Wiesz czemu tata dał ci tak na imię?
- Nie. \ Nie.
- Bo jesteś synem szlachcica, nie jakimś parobkiem. Jesteś inteligentnym człowiekiem, dlatego powinieneś się uczyć. Zdobywać wiedzę, by rodzina mogła z chlubą o tobie mówić. Z czasem zrozumiesz, że to nie zabawa jest najważniejsza, a zabawki są dla plebsu który inaczej nie potrafi czerpać radości z życia. Bawią się ile tylko mogą, bo później czekają ich trudne czasy. Lecz ty, jeżeli się postarasz będziesz taki jak ja.
Bardzo motywujące stary…
- Przyniesiesz nam honor. Dlatego nie akceptuj zwracania się do ciebie inaczej niż Doflamingo. Pełnym imieniem i z szacunkiem. Żadnych matczynych zdrobnień. Obcy powinni się do ciebie zwracać Donquixote Doflamingo. Nie inaczej. W Herbie naszej zacnej rodziny jest właśnie flaming. Ty masz być symbolem naszej rodziny. Być dumnym że do niej należysz.
Zapomniałem. A czemu flaming jest w tym herbie co? Dawaj smarek, pytaj, bom ciekawy.
- Nie kce!
- Synku!
- Doflamingo!
Ej smarek gdzie lecisz? A ty łazęgo stary, trochę racji miałeś, ale z tą nauką to przesadziłeś. Nawet nie potrafiłeś zatrzymać mojej mini wersji, jak ci uciekła pod nogami i wybiegła z pokoju. Co tam, mogę w końcu zobaczyć co jest na zewnątrz. Żegnaj mamo. Nara stary.
Oho, inne komnaty, no pałac niemalże. Taki klimat to ja rozumiem! A gdzie smarek?
Acha, z zza okna widzę jak na zewnątrz wybiegł. Wyskoczę sobie przez okno. Dobrze że jest w takim łukowatym kształcie, bo ja dość wysoki. A nie. I tak bym przeniknął. Człowiek szybko zapomina.
Kojarzę te drzewa, polany, domy. To niebo, które wydaje się, że wszędzie jest takie samo. Domy okalające posiadłość donxquixotów. Wielkie polany i lasy. A gdzieś tam na północy było chyba jezioro. Założę się, że roiło się tam od flamingów. To moja wyspa. Nobgent położona gdzieś na środku centralnego morza za grand Line, zwanego przez mieszkańców tych czterech słabych mórz, nowym światem. Trzeba przyznać, że ja długiej drogi nie musiałem pokonywać, bowiem stąd pochodziłem. Fu, fu, miałem łatwiej, można powiedzieć falstart na samym początku. No dobra. Gdzie ten mały.
- Bu!
Acha, tam. Mały gdzie tak lecisz, hę? Ej, ej. No cholera, znowu muszę latać za kimś.
Smarek, do domu. Nie wbiegaj do lasu. Słyszysz? Ej. Słuchaj się starszego.
Cholera, jaki gęsty las. Gęsty jak cholera. A smarek wbiegł jeszcze w jakieś krzaki. Stary powinien go na smyczy trzymać. Niby jak duch przez wszystko przenikam, a czuję jak mi liście w oczy wchodzą. Obraz znowu się rozmywa, czyżbym miał się gdzieś przenieść?
Nie. Zostały te same krzaki. Jakby urwał mi się film. Śnię, żyję. Pierdzielić to. Ciekawe co tam smarek porabia. No co za gąszcz badziewia. Zaraz, zaraz, słyszę jakieś głosy. Przynajmniej przez ten czas co mnie nie było… A gdzie byłem? Nieważne. Smarek przestał płakać.
Jakiś plac, jakieś wzniesienie i młodzian na drewnianych kłodach. Fu, fu, fu, ubrał się jak pirat, z cosplayu. Jeszcze ten mieczyk. Chyba przynajmniej on jest prawdziwy. Wokół niego z sześciu ludu, dupami do mnie poodwracani. Chwila, ten młody to chyba ja…
"Niech żyje Doflamingo! Pirat jakich mało!"
No widzę, że poszedłem w przyszłość i tera przed oczami mam starszą wersję smarka. Dużo starszą, dupy może już spokojnie wyrywać.
No ale, co to za zgraja ludu? Zaraz, ten białowłosy to chyba ten Ser…
- Przyjaciele, odkąd was spotkałem, moje nudne życie przepełnione nauką, nabrało sensu. Sprawiliście, że każdy kolejny dzień przynosił coś nowego i oczekiwałem go z niecierpliwością. Zawsze mogłem na was polegać, wspieraliście mnie. Pamiętam czasy gdy poznawałem każdego z was z osobna. Pamiętam, gdy razem bawiliśmy się w piratów. Obwołaliście mnie kapitanem, naszego statku.
- I nadal nim jesteś Doflamingo!
A co to za tłusty koleś? Wygląda w tym swoim ubranku jak groszek. Ledwie spod łachmana nogi widać. Oczy małe, lecz teraz szeroko wpatrujące się moją młodszą wersję. Co tam tłuścioszku chowasz za tym grubym pasem? Czy to nie kawałek kurczaka?
- Dziękuję Bacchi. Bardzo dziękuję.
E, no młody, co to, jakieś przedstawienie? Kłaniasz się jakbyś właśnie odstawił przedstawienie.
- Dziś nadszedł czas by zaprzestać zabawy. Kiedyś mój ojciec powiedział, że nie powinienem się bawić, bo życie to nie tylko zabawa. Jak wiecie, mam posiąść za żonę księżnę Fare.
Serio? Miałem się z kimś hajtać? Czego to się człowiek o sobie dowiaduje przed śmiercią.
- Ja jednak nie mam zamiaru! Nie powinienem zgadzać się na wszystko, co mi dyktuje ojciec. To moje życie i przeżyję je jak chcę!
Oho, jak radośnie wymachuje tym mieczykiem. Dalej młody, zwołaj swoją armię i idź staremu pokaż swój młodociany bunt. Gadam jak jakiś bohater, który wyrusza na nową przygodę, nie straszne mu groźne fale i inne pierdoły. A ci tak zwani moi przyjaciele, patrzą się na mnie jak…
- Gol D. Roger!
Właśnie, jak młody ja na niego.
- Ten człowiek za nic miał niesprzyjające fale losu i dał się rzucić w wir przygody. A ja chcę być taki jak on. Wyruszyć w morze. Śmiać się niebezpieczeństwu w twarz. O to to, czego pragnę. Czy wy również?
- Tak!!!
- A więc szykujcie się, bo dziś nadszedł czas! Czas, by flaming wspiął się w niebo na skrzydłach przeznaczenia! Dziś opuścimy tę wyspę!
Rozdział drugi: „Lot ku marzeniom” za kilka dni.