Aktualny czas: 23.10.2017, 10:10 Witaj! (LogowanieRejestracja)

Wracamy do wydawania bieżących rozdziałów One Piece!
Rozdział 881 już na stronie!
Odpowiedz 
Historia Doflamingo (+16)
Autor Wiadomość
Cień Błazen Offline
Skazany
Banned

Liczba postów: 34
Dołączył: 27.06.2011
Skąd:
Post: #1
Historia Doflamingo (+16)
+16

To ja shadow z strony. Ten tam twórca doflaminga. Przeniosłem się z nim na forum, bo nie muszę się babrać w kodzieWink Mam zamiar też brać aktywny, (powiedzmy nie bardzo, ale też nie bierny) udział w życiu forum, więc gdyby ktoś zaszczycił komentarzem, to zawsze będę mógł go sobie przeczytaćWink

Na początek dam oczywiście mały wstęp, by nie zniechęcić potencjalnych czytelników, ale również dlatego, bo chciałem mieć wstęp.

Doflamingo - to o czym się nie mówi - jest wymyśloną przeze mnie historią Doflaminga. Pokazanej i opowiadanej z jego perspektywy. Czasem nie do końca zrozumiałej, chaotycznej, bo Doflamingo nie jest dobrym narratoremWink
Z pewnych względów dam jej tę +16. Ale wisi mi, jak ktoś chce to może i dwunastolatek czytać.

"Doflamingo - to o czym się nie mówi"

Wstęp

Ludzie którzy mnie znają, boją się mnie. Uważają mnie za szaleńca. Czy jestem szalony? Fu, fu, fu, to świat jest szalony! To on wydaje pomioty na świat. To on sprawia, że ci pieprzeni zwani: „dobrymi”, stają się złymi. Moja wina? Jestem tylko efektem otoczenia. To ono nadało mi kształt ostry i spiczasty, i za jego sprawą stałem się nieczuły. Nieczuły na ból, na żal, na wszystko to, co u zwykłego człowieka, który może w pieprzonym kokonie gdzieś na jakiejś wyspie, na którymś z tych spokojnych czterech mórz, wzbudziłoby litość. Litość jest dla głupców. Po co litować się nad kimś, jeżeli nikt nie zlituje się nad tobą. Co jest w życiu ważne? Pieniądze. Jestem jednym z tych złych, dla których tylko pieniądze się liczą. Pieniądze, pieniądze. To one do cholery kręcą tym pieruńskim kołem przeznaczenia. To one zmieniają ludzi. To one są… Czym są? Czym? Małymi robakami, które wgryzają się w trupa pożerając go doszczętnie. Bo ten świat jest już trupem. Nic go nie uratuje. A ja żyję za krótko, by widzieć jak choćby kawałek jego marnej egzystencji, strawi jeden z tych robaków. Pieniądz dla wielu oznaczał wygodne życie. Ale nie dla mnie. Bogactwo pozwalało mi nie tylko na jebanie dziwek czy dziewek, które zwykle udają niezdobyte, a gdy poczują suki zapach gotówki, machają jęzorami unosząc radośnie dupy. Nie tylko na wygodne życie. Spanie na jakimś luksusowym, kurewskim łóżeczku. Pieniądze pozwalały mi na zabawę. Pieniądze dawały mi siłę i moc. Stawałem się kimś więcej niż zwykłym człowieczkiem. Gdy masz pieniądze, przekonujesz się co znaczy stare powiedzenie: „wszystko da się kupić”. Byłem panem, moja grupa, banda, organizacja, była moim teatrem. A na jego deskach tańczyły marionetki, w rytm jaki im zagrałem niczym sam Bóg! Bo ludzie są marionetkami, nie świadomymi maleńkich, cieniutkich niteczek, które oplątują ich słabe ciała. Nie czułem litości, bo i po co? Organizacja skupiała same śmiecie i nic nie warte pomioty. Tak długo, jak nie przynosili mi strat, pozwalałem im uczestniczyć w mym przedstawieniu. To właśnie to dawało mi to, jak to się nazywa - szczęście. Jarałem się tym. Gdy coś robiłem to tylko dlatego, że było to interesujące. Jak ta wojna. Zrobiło się ciekawie. Pieprzony obrońca małych wysepek, które tak żałośnie słabe, że powinny być zmiażdżone, a mieszkańcy sprzedani na targu niewolników, nie potrafiły się obronić, w końcu padł ofiarą robaków. Robaków prawdziwych, które mam nadzieję, robią sobie teraz z niego ucztę. Świat się zmienia i choć nie wierzę w powrót żywych trupów, to obserwowanie tych zmian, jest czystą przyjemnością. Chaos jest tym, czego mu potrzeba! Tylko chaos wprowadza zmiany, które nikomu się nie śniły. Chaos burzy pieprzony porządek rzeczy. Sprawia, że ci tak zwani naukowcy, otwierają gęby i nie wiedzą co powiedzieć. Chaos ucieka samej śmierci, bo i ona gubi się w jego odmętach. Chaos jaki zapanuje dzięki nowej erze! Nawet jeśli świat przepadnie, to chociaż z wielkim, kurewskich hukiem! Niech się rozprzestrzenia! Czarnobrody, facet ma klasę. Pieprzy światowy rząd jak dziwkę w ciemnym rogu ulicy. Nie jest taki głupi. Właściwie diabelnie sprytny. Zdobył moc, ogromną moc. Fu, fu, fu, fu, fu, dobre. Bardzo, dobre. Brawo czarnobrody. Zajebisty ruch. Ci marni ludzie, którzy pragnęli pokoju, tak radujący się ze śmierci Białobrodego, myślący że wraz z nim przepadła groza jego owocu… Gówno prawda! Teraz jest jeszcze gorzej. Co ja mówię. Lepiej. Jest zajebiście. W końcu nastanie prawdziwa era piratów, a nie nędzna era popierdółek jakie zrodziło wystąpienie Gol. D Rogera. One Piece, przyjaciele. Pieprzone bajki dla dzieci takich popierdółek. Ale jeżeli ten One Piece ma posłużyć temu, by świat zalało morze chaosu, to ten głupiec Białobrody bawiący się w rodzinę, przynajmniej na końcu na coś się przydał. One Piece istnieje! Niech ludzie wypływają na morze, niech siły marynarki spadają na łeb na szyję, niech w końcu coś się zacznie dziać! Pokażcie światu PRAWDZIWĄ ERĘ PIRATÓW!

Fu,fu, fu, fu, na pewno będzie ciekawie. Ale nie dla mnie. Przyjdzie mi zginąć na jakimś pustkowiu. Cholera! Pieprzona rana daje się we znaki. Cholerny, światowy rząd. Zrobili ze mnie swoją dziwkę. Jakiż ślepy ja byłem. Świat dzieli się na wykorzystujących i wykorzystywanych. Ale chyba tylko samego Boga nikt nie wykorzystuje. Bo tu mamy pieprzoną piramidkę, a ja jestem gdzieś tam.
Gdzieś… tam. Fu, fu, całe moje życie, nagrane na tych klatkach filmu, które przelatują mi przed oczami.
Jasna cholera, ile tego jest? Czuję się, jakbym wszedł do jakiejś maszyny. Chyba na chwilę straciłem przytomność. Czy ja śnię? Tak jakbym oglądał film o moim życiu. Dziwne uczucie. Dziwny film, w którym nie znamy reżysera, scenariusz pisze samo życie, a głównym aktorem i zarazem jedynym widzem jesteś ty sam. Aktorem? Zaraz, to ja byłem reżyserem! To inni byli moimi aktorami, a widzem cały świat! Mój spektakl oglądał cały świat! Co jest do cholery! Czyżby już chaos zakłócił równowagę świata w którym byłem kimś? Gdy próbuję dojrzeć co jest na tych ruchomych klatkach, gdy próbuję się skupić, one przesuwają się szybciej. Za szybko, za szybko. Stój do cholery! Daj mi ujrzeć moją przeszłość! Nie pamiętam jej. Kurna, stój!
Co jest?! Ja latam? Zaraz, nie widzę ziemi. Nic już nie widzę poza przeklętą, uciekającą mi klatką filmu. Dorwę cię suko, zobaczysz! Fu, fu, fu, widzisz? Nie uciekniesz! Nie, zaraz! Co jest?! Ona się cofa? Chce mnie wciągnąć? Cholera! Nie mogę jej zdjąć! Puszczaj do cholery!


Rozdział pierwszy: "Kiedyś było inaczej" już niedługo.
30.06.2011 16:54
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Komimasa Offline
Ślimaczek
Admirał Floty

*
Liczba postów: 5,374
Dołączył: 26.03.2009
Skąd: Poznań/ Bełchatów
Poziom ostrzeżeń: 5%
Post: #2
RE: Historia Doflamingo
Już komentowałem, ale nie zaszkodzi raz jeszcze. Dla mnie jest nieporozumieniem, czemu ta praca nie zyskała sympatii czytelników. Dzięki takiej a nie innej narracji czyta się bardzo przyjemnie i do tego jest zabawnie. Doflamingo jak żyw.

Niebieski fryz mamy i razem się trzymamy!
[Obrazek: tXwp6nO.png]


30.06.2011 17:43
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Cień Błazen Offline
Skazany
Banned

Liczba postów: 34
Dołączył: 27.06.2011
Skąd:
Post: #3
RE: Historia Doflamingo
Komimasa, są różne gusta, a ja zdaję sobie sprawę, że ta praca nie wszystkim może się spodobaćWink
Przy okazji, chciałbym przeprosić, że dopiero teraz to napiszę: Dziękuję bardzo wszystkim: Komimasie, Szczeremu, Artelianowi, Kyuubi1990, MaiChi, Caelionowi, (przepraszam jak nick pomylę, piszę z pamięci), którzy komentowali moje wypociny. Właśnie z myślą o nich chcę jak najszybciej przejść dalej, pokazać prawdziwą stronę tego fika, dlatego daję pierwszą część już dziś.


"Doflamingo - to o czym się nie mówi"
Rozdział pierwszy:"Kiedyś było inaczej"

Hę? Obraz? Przynajmniej nie ma tej wkurwiającej, żywej jak się okazuje, rzeczy. Fu, fu, przez chwilę czułem się jak aktor jakiegoś podrzędnego horroru. Dobra, jestem nad jakimś miastem. To ja żyję czy kurwa nie? Bo to jest tak pojebane, że już sam nie wiem.
Zobaczmy co na szyldziku stoi napisane. Fu, fu, fu.
„Loguetown”
Co?! Co kurwa? No nie, wylądowałem w najbardziej zapadłej dziurze najsłabszego morza na tym cholernym świecie! Gorzej trafić nie mogłem! Zaraz, co to za zbiegowisko na głównym placu? Jakaś egzekucja? Fu, fu, może być ciekawie. Zobaczmy.
No dobrze, mamy zbiorowisko motłochu, który oczywiście sam sobie zasłania widok. Kurde, jak to już dawno nie byłem na jakiejś egzekucji. Bo tą Ace’a spierdoliła marynarka.
„Królu piratów Gol D. Rogerze. Za swoje zbrodnie przeciwko światowemu rządowi i całemu światu zostajesz skazany na karę śmierci!”
Co jest? Gol D. Roger?! No tak, prowadzą starego dziada. A ten jak głupi z bananem na mordzie. Z czego on się tak cieszy? A co mnie to, popatrzę sobie jak zdycha. Cóż za przyjemność. Szkoda, najwidoczniej cofnąłem się w czasie. Umarłem? Nie wiem. Póki co po napawam się tym wspaniałym momentem.
Cholera, szybciej no! Idzie jak na skazanie! Fu, fu, fu, no tak, idzie.
Popatrzmy sobie na pierwszy rząd. Może jakąś znajomą gębę wypatrzę. Obca, obca, o tego pamiętam, tamtego też, o tym nie wiedziałem. Kurde ile znajomych gęb. ŻE CO?! NIEMOŻLIWE! To ja! Tylko - dużo młodszy!
- He, He, dzięki Doflamingo! Prawdziwy z ciebie kumpel! Dzięki tobie mogę oglądać tak ważne wydarzenie.
A to kurwa kto? Kumpel? Nie kojarzę sobie ciebie, śmieciu. Jakiś chłystek ubrany trochę jak panicz z kapeluszem z piórkiem i do tego utlenionymi włosami zwraca się do mnie per kumpel?
- Nie ma sprawy Serpico.
Serpico? Co to za ciotowate imię!
- Jesteś w końcu moim kumplem!
No skoro tak mówisz moja młoda wersjo mnie. W porządku, niech będzie. Może sobie ciebie Serpico przypomnę. Póki co oglądajmy egzekucję. Kurde, szkoda że nie ma popcornu. Siadłbym sobie na skrzyni tak jak teraz i zajadał się jak podczas oglądania dobrego filmu. Ale widać samo oglądanie musi mi wystarczyć. Tylko… Czemu jestem taki… dobry? Czemu młody ja, się nie śmieje. Widzę tą piękną skrytą w lekkim uśmiechu, radość z śmierci starego pryka, ale trochę mało mnie to satysfakcjonuje. Może trzeba poczekać.
- Chcecie mojego skarbu?
Tak, tak znamy to, One Piece i tak dalej.
- Wszystko ukryłem w jednym miejscu
CIACH CIACH
Ha, ha. Dobre to było. Z lekką nutką dramatyzmu dla motłochu. No cóż wszystko co dobre szybko się kończy. Zobaczymy jak tam młody.
- Kurde gościu ma klasę, nie?
Może.
- Słyszałeś Doflamingo? One Piece!
- Tak, słyszałem. Szkoda. Odszedł wielki człowiek! Gol D. Roger. Król piratów godny zapamiętania.
To chyba jakieś jaja. Młody go ceni?! To skąd ten uśmiech?
- One Piece, legendarny skarb Gol D. Rogera.
Halo, wiadro proszę.
- Zawsze chciałem być piratem, ale teraz to wiem na pewno. Nie dla mnie takie życie w dostatku. Serpico, znajdźmy chętnych i wyruszmy w morze jak Gol D. Roger! Zostańmy piratami i wypłyńmy w morze!
Nie wierzę własnym uszom i oczom. Tamten uśmiech nie wynikał z radości z faktu ścięcia Rogera. Cieszył się bo w tym uczestniczył? Ze słów? Podziwiał go? Ja? Ja go podziwiałem? Tego? Czemu czuję jakiś taki smutek? Głęboko wewnątrz mnie, czuję przepełniającą mnie gorycz. Skąd takie uczucie. Zabierają zwłoki z góry. Czuję wilgoć na policzku. Czy to deszcz pada? Nie, na niebie prawie żadnej chmurki. Więc skąd?
Chwila… To ja? Z oka wypłynęła mi łza! Czuję jak spływa mi po policzku, a za nią następna i następna. Nie! To nie możliwe! Cholerne łzy!
Kiedyś naprawdę ceniłem Rogera! Szanowałem go, i chciałem być taki jak on!
Podobnie jak teraz, tak i wcześniej smuciłem się gdy i do mnie dotarła wieść o złapaniu króla piratów. Z początku nie chciałem wierzyć. Nadal nie wierzę. Ja naprawdę darzyłem go szacunkiem. Ja, który choćby chwilę temu z niego kpił!
Ciekną jak z kranu. Nie chcą przestać! Cholera! Przestańcie, przestańcie! Nic nie widzę, przez nie. Obraz się rozmywa a ja dalej płaczę. Jak dawno tak nie płakałem? Kurde, gdzie chusteczka? Potrzebuję chusteczki. Niech będzie koszula. Cholera, ile tych łez. Już mam całą koszulę mokrą. Przecieram oczy i nic?

- Masz chusteczkę.
Dzięki. Zaraz, czyj to głos? Jestem w jakimś pomieszczeniu. Co więcej żadnej chusteczki…

-----------------------------------------------------------------------------------------------------
linia czasu:1
- Dziękuję mamusiu.
Aha jakiś smarek. Jak się ładnie do mamusi odzywa. Fu, fu, fu, trafiłem do jakiegoś pomieszczenia, które wygląda jak pokój szlachty. Pełno luksusowych mebli, komody szafy, i komody i szafy i półka z lustrem i łóżko, a na nim jakaś kobieta tuli dzieciaka do siebie. Nie wiem kto to, a co gorsza nie mogę rozpoznać, bo przecie dzieckiem się zasłoniła. Ale… Czuję jakąś dziwną nostalgię. Tak jakbym był tu kiedyś.
Drzwi się otwierają, może tym razem jaka znajoma gęba? Nie pędź tak babo! Gdyby nie to, że jestem… A! Jestem przezroczysty! Wszystko przeze mnie przenika jak przez ducha! Hmm w sumie nic dziwnego. W końcu to moje wspomnienia. A nawet dobrze, bo by mi głupi babon krzywdę zrobił. Kto to widział, żeby z takim hukiem otwierać drzwi.
- Pani Donquixote! Najmocniej przepraszam, zostawiłam go tylko na chwilę i on poszedł do pani męża.
Don, co? Moment, odwraca głowę w stronę tej chyba niańki.
- Nic się nie stało. Mój mąż jest trochę zbyt stanowczy, a mały donik ma prawo zobaczyć się z ojcem.
Mały donik? Więc ten smarek, co mu gil jeszcze z nosa wystaje, to ja. A skoro to ja, to tamta osoba to… Moja… matka…
Poznaję te rysy twarzy, te oczy zawsze dobrotliwe dla mnie, przeciwieństwo starego… Te zakręcone w kok blond włosy, którymi jako berbeć lubiłem się bawić. O właśnie teraz to robi wersja smarkowa. Oho, wyciera mi tego gila. Jej dotyk był taki pełen ciepła… Dobrze sobie powspominać. Mamo, oto śmieć jaki wyrósł z tak pielęgnowanego ogrodu… Nie pamiętam kiedy tak złagodniałem. Niańka wychodzi. W sumie guzik mnie ona obchodzi.
Znowu drzwi się otwierają. Coś się tłoczno zaczyna robić. Tym razem facet.
- Margaret, nie widziałaś…
Więc tak miała mama na imię…
- A, tu jesteś. Doflamingo, czemu wybiegłeś z mojego gabinetu?
- Kochanie, czemu on płakał?
Właśnie stary. Swoją drogą zupełne przeciwieństwo, te jego surowe oczy, dystans i w ogóle zachowanie.
- Bo powiedziałem mu, że nie kupię mu tej maskotki.
Tylko dlatego płakałem? Wstyd smarek, wstyd.
- Mamusiu, tata powiedział, że nie mam się bawić, tylko uczyć.
- Kochanie, to jeszcze dziecko.

Mają rację. Stary daj na wstrzymanie. Potem już tylko życie daje po dupie.
- Nie Margaret. Czas już bym porozmawiał z synem jak mężczyzna z mężczyzną. Zbliż się Doflamingo. Wiesz czemu tata dał ci tak na imię?
- Nie. \ Nie.
- Bo jesteś synem szlachcica, nie jakimś parobkiem. Jesteś inteligentnym człowiekiem, dlatego powinieneś się uczyć. Zdobywać wiedzę, by rodzina mogła z chlubą o tobie mówić. Z czasem zrozumiesz, że to nie zabawa jest najważniejsza, a zabawki są dla plebsu który inaczej nie potrafi czerpać radości z życia. Bawią się ile tylko mogą, bo później czekają ich trudne czasy. Lecz ty, jeżeli się postarasz będziesz taki jak ja.
Bardzo motywujące stary…
- Przyniesiesz nam honor. Dlatego nie akceptuj zwracania się do ciebie inaczej niż Doflamingo. Pełnym imieniem i z szacunkiem. Żadnych matczynych zdrobnień. Obcy powinni się do ciebie zwracać Donquixote Doflamingo. Nie inaczej. W Herbie naszej zacnej rodziny jest właśnie flaming. Ty masz być symbolem naszej rodziny. Być dumnym że do niej należysz.
Zapomniałem. A czemu flaming jest w tym herbie co? Dawaj smarek, pytaj, bom ciekawy.
- Nie kce!
- Synku!
- Doflamingo!

Ej smarek gdzie lecisz? A ty łazęgo stary, trochę racji miałeś, ale z tą nauką to przesadziłeś. Nawet nie potrafiłeś zatrzymać mojej mini wersji, jak ci uciekła pod nogami i wybiegła z pokoju. Co tam, mogę w końcu zobaczyć co jest na zewnątrz. Żegnaj mamo. Nara stary.
Oho, inne komnaty, no pałac niemalże. Taki klimat to ja rozumiem! A gdzie smarek?
Acha, z zza okna widzę jak na zewnątrz wybiegł. Wyskoczę sobie przez okno. Dobrze że jest w takim łukowatym kształcie, bo ja dość wysoki. A nie. I tak bym przeniknął. Człowiek szybko zapomina.
Kojarzę te drzewa, polany, domy. To niebo, które wydaje się, że wszędzie jest takie samo. Domy okalające posiadłość donxquixotów. Wielkie polany i lasy. A gdzieś tam na północy było chyba jezioro. Założę się, że roiło się tam od flamingów. To moja wyspa. Nobgent położona gdzieś na środku centralnego morza za grand Line, zwanego przez mieszkańców tych czterech słabych mórz, nowym światem. Trzeba przyznać, że ja długiej drogi nie musiałem pokonywać, bowiem stąd pochodziłem. Fu, fu, miałem łatwiej, można powiedzieć falstart na samym początku. No dobra. Gdzie ten mały.
- Bu!
Acha, tam. Mały gdzie tak lecisz, hę? Ej, ej. No cholera, znowu muszę latać za kimś.
Smarek, do domu. Nie wbiegaj do lasu. Słyszysz? Ej. Słuchaj się starszego.
Cholera, jaki gęsty las. Gęsty jak cholera. A smarek wbiegł jeszcze w jakieś krzaki. Stary powinien go na smyczy trzymać. Niby jak duch przez wszystko przenikam, a czuję jak mi liście w oczy wchodzą. Obraz znowu się rozmywa, czyżbym miał się gdzieś przenieść?

Nie. Zostały te same krzaki. Jakby urwał mi się film. Śnię, żyję. Pierdzielić to. Ciekawe co tam smarek porabia. No co za gąszcz badziewia. Zaraz, zaraz, słyszę jakieś głosy. Przynajmniej przez ten czas co mnie nie było… A gdzie byłem? Nieważne. Smarek przestał płakać.

--------------------------------------------------------------------------------------------
Linia czasu:3
Jakiś plac, jakieś wzniesienie i młodzian na drewnianych kłodach. Fu, fu, fu, ubrał się jak pirat, z cosplayu. Jeszcze ten mieczyk. Chyba przynajmniej on jest prawdziwy. Wokół niego z sześciu ludu, dupami do mnie poodwracani. Chwila, ten młody to chyba ja…
"Niech żyje Doflamingo! Pirat jakich mało!"
No widzę, że poszedłem w przyszłość i tera przed oczami mam starszą wersję smarka. Dużo starszą, dupy może już spokojnie wyrywać.
No ale, co to za zgraja ludu? Zaraz, ten białowłosy to chyba ten Ser…
- Przyjaciele, odkąd was spotkałem, moje nudne życie przepełnione nauką, nabrało sensu. Sprawiliście, że każdy kolejny dzień przynosił coś nowego i oczekiwałem go z niecierpliwością. Zawsze mogłem na was polegać, wspieraliście mnie. Pamiętam czasy gdy poznawałem każdego z was z osobna. Pamiętam, gdy razem bawiliśmy się w piratów. Obwołaliście mnie kapitanem, naszego statku.
- I nadal nim jesteś Doflamingo!

A co to za tłusty koleś? Wygląda w tym swoim ubranku jak groszek. Ledwie spod łachmana nogi widać. Oczy małe, lecz teraz szeroko wpatrujące się moją młodszą wersję. Co tam tłuścioszku chowasz za tym grubym pasem? Czy to nie kawałek kurczaka?
- Dziękuję Bacchi. Bardzo dziękuję.
E, no młody, co to, jakieś przedstawienie? Kłaniasz się jakbyś właśnie odstawił przedstawienie.
- Dziś nadszedł czas by zaprzestać zabawy. Kiedyś mój ojciec powiedział, że nie powinienem się bawić, bo życie to nie tylko zabawa. Jak wiecie, mam posiąść za żonę księżnę Fare.
Serio? Miałem się z kimś hajtać? Czego to się człowiek o sobie dowiaduje przed śmiercią.
- Ja jednak nie mam zamiaru! Nie powinienem zgadzać się na wszystko, co mi dyktuje ojciec. To moje życie i przeżyję je jak chcę!
Oho, jak radośnie wymachuje tym mieczykiem. Dalej młody, zwołaj swoją armię i idź staremu pokaż swój młodociany bunt. Gadam jak jakiś bohater, który wyrusza na nową przygodę, niestraszne mu groźne fale i inne pierdoły. A ci tak zwani moi przyjaciele, patrzą się na mnie jak…
- Gol D. Roger!
Właśnie, jak młody ja na niego.
- Ten człowiek za nic miał niesprzyjające fale losu i dał się rzucić w wir przygody. A ja chcę być taki jak on. Wyruszyć w morze. Śmiać się niebezpieczeństwu w twarz. O to to, czego pragnę. Czy wy również?
- Tak!!!
- A więc szykujcie się, bo dziś nadszedł czas! Czas, by flaming wspiął się w niebo na skrzydłach przeznaczenia! Dziś opuścimy tę wyspę!



Rozdział drugi: „Lot ku marzeniom” za kilka dni.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.02.2017 23:32 przez Komimasa.)
02.07.2011 17:06
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Cień Błazen Offline
Skazany
Banned

Liczba postów: 34
Dołączył: 27.06.2011
Skąd:
Post: #4
RE: Historia Doflamingo
Zeszło trochę dłużej. Oto ostatnia część jaka ukazała się na stronie. Zedytowałem tez temat, bo widzę, że dajecie ograniczniki wiekowe.
Głównym powodem obsuwy był tytuł trzeciej części do zapowiedzi.
Niestety na nic się jeszcze nie zdecydowałem.
Nie chciałem tego w nieskończoność przedłużać, więc będzie bez zapowiedzi.


"Doflamingo - to o czym się nie mówi".
Rozdział drugi: „Ucieczka i lot ku marzeniom”.

No chłopie niezła przemowa. Trochę capiąca patosem i jakaś taka ciotowata, ale niech będzie. Widocznie jak byłem młody nie umiałem się wysilić na nic więcej. Oho, znowu ten utleniony się zbliża.
- Doskonała przemowa kapitanie Doflamingo.
- Dziękuję, bosmanie Serpico. Heh
Ha, ha, ha \ Ha, ha, ha

A teraz się śmieją jeden do drugiego. Reszta najwidoczniej czyni jakieś przygotowania. A tamta dziewczyna? Zaraz, zaraz, ten długi, kasztanowy warkocz mi kogoś przypomina. Młody idź do niej, zostaw tamtego.
No patrzcie jak na zawołanie. Czy ona coś, zbiera? Chyba nie. No tuż po spotkaniu poszła na grzyby? Taka olewka ludzi wokół? Nie, ci jakoś zauważyli, że młody się zbliża i zdążyli się wycofać. Czyżby tych dwoje miało się ku sobie?
- Zostawili nas samych, kapitanie piratów flaminga.
Felica / - Felica.
Pamiętam. Felica, córka pary kupieckiej, której średnio się wiodło. Zawsze ubrana w kupiecki, czerwony strój z kapturem, który nawet pomimo deszczu nie skrywał jej długich włosów. Część splatała w warkocz, a resztę pozostawiała luzem. Roztrzepana była jak cholera. Zielone oczy zawsze kojarzyły mi się z leśnym duszkiem. A ona często spędzała tu czas. No tak, to tu ją…
- Co robisz?
- Nie widać? Szukam grzybów.

Grzybów? \ - Grzybów?
- Tak. W końcu wyruszamy w daleką podróż. Załoga musi mieć co jeść.
- No... tak.
- Zrobię zapas grzybowej!

Zapas grzybowej? Chyba tam wszyscy na tym statku pozdychają… Pomysłowych miałem towarzyszy, nie powiem.
- Felica…
- Tak?

Chwila, młody wyjmuje coś z kieszeni… Co to jest? Jakaś drewniana figurka? Czy coś figurko podobnego.
- Wciąż mam to przy sobie.
- Ach, przecież to…
- Tak. Tutaj spotkaliśmy się po raz pierwszy. Właśnie w tym miejscu, i dlatego uczyniłem ten ubity kawałek ziemi miejscem spotkań.
- Pamiętam. Byliśmy tacy malutcy. Wtedy płakałeś.

Ha, uśmiecha się jakby chciała mnie podejść.
- Tak, płakałem. I wtedy właśnie ty mi to dałaś. Bo nie miałem zabawek.
- A ty marudziłeś, że nic ci to nie przypomina.
- „Potrzeba odrobiny wyobraźni” Tak wtedy powiedziałaś. Bym wyobraził sobie resztę. Ja jednak dalej marudziłem. Byłem nieznośny. Wiem. I wtedy rozwiązałaś mój problem. Oderwałaś kawałek sukni i powiedziałaś, że teraz już ma ubranie. Gałązką zrobiłaś oczka i usta. A potem tę czapkę. Gdy spytałem: „co to za czapka” opowiedziałaś mi o piratach, o ich życiu. Mówiłaś, że ich przygody to wieczna zabawa. I wtedy znalazłem rozwiązanie swoich problemów. Ojciec mówił, że nie można się wiecznie bawić. A przez to, że kazał mi się uczyć, pragnąłem zabawy jeszcze bardziej. Dzięki tobie dowiedziałem się, że pogodzenie tych dwóch rzeczy jest możliwe. Życia i zabawy. Potrzeba tylko odrobiny wyobraźni.
- Masz rację, ale życie piratów na pewno nie jest tylko usłane różami. Marynarka będzie nas ścigać. I w ogóle.

Mądrze dziewczyna gada.
- Będziemy dobrymi piratami. Będziemy napadać tylko złych i karać złych.
„Dobrymi piratami?” Fu, fu, fu, jakież to prawe. Ciekawe czemu taki skurwiel ze mnie wyrósł. A nie. Przepraszam. Z tego co widzę jak wyrosłem to nadal byłem prawy.
- Wtedy zdałem sobie sprawę, że chcę zostać piratem. Uczyłem się, by było nam łatwiej pokonywać te zdradliwe wody. Ćwiczyliśmy całą grupą przez lata, bawiąc się w piratów. I choć nie ruszyliśmy się z wyspy, w wyobraźni płynęliśmy po szerokich wodach. Ta z pozoru niewinna zabawa przygotowała nas do prawdziwej przygody. Możemy dalej się bawić, ale musimy opuścić wyspę. Czy jesteś gotowa na to poświęcenie?
Ciekawe, o czym teraz myślałem… Pewnie o matce. Starego opuściłbym bez żalu. Bo choć było mi tak naprawdę źle w tej złotej klatce, którą dzięki słabemu zamkowi mogłem do woli opuszczać jak ptak, to jednak nawet teraz czuję smutek. Z pewnością ta decyzja nie należała do najłatwiejszych. Opuścić ciepłe gniazdko i wyruszyć w nieznane. Pozostawić za sobą wszystko, jednocześnie zabierając ze sobą to, co najważniejsze. Dziewczynę i paczkę przyjaciół za których pewnie oddałbym życie. Kurde, nawet mi się podoba taka wizja.
- Jestem. I … Oni też.
A ci tu skąd? Cała szóstka. Zebrali się i uśmiechają do młodego. A temu co? Aha, łzy radości.
- Przyjaciele.
Dość czułości, bo was mój i twój stary nakryje i po wycieczce.
- Dobrze, załogo! Zbierzcie wszystko co wam będzie potrzebne. Piszcie pożegnalne listy, róbcie co chcecie. Za dwie godziny spotykamy się przy zatoczce, tam będzie na was czekał statek, którym rozpoczniemy naszą przygodę!
Ho, ho, zawsze miałem smykałkę do wydawania rozkazów, rozpierzchli się w mgnieniu oka.
Ciekawe co tera młody zrobi.
- Pójdę przygotować się do podróży. Do zobaczenia za parę godzin, Felico.
- Na razie.
- Felica, proszę cię skończ zbierać grzyby… Załoga nam się pochoruje. Czy to jedyne co masz do roboty?
- No.

No nie, co za dziewczyna. Nie pójdzie do staruszków się pożegnać czy co w tym guście?
- W takim razie, może…
Ej, no młody! Ile masz lat? Nie pal mi tu teraz buraka no. Stary by cię w pierzu wytoczył za to.
- Może pójdziesz ze mną?
- Jasne!

No i poszli. A ja jak ten cień za nimi się szwendam. Nie ma wątpliwości, że ta dziewczyna zawróciła mi w głowie. Ciekawe czy zamożna. Co ja mówię. Tak to by stary zapytał…
Interesująca osoba. To od niej się wszystko zaczęło. Ciekawe skąd tyle wiedziała o piratach… No tak, o ja głupi! Toż to oczywiste! Jej stary wracał, opowiadał żonusi jak to niebezpiecznie tu i ówdzie. Wspomniał o piratach. Dziecko, bo przecież dzieckiem wtedy była, usłyszało co nie co. A potem wystarczyło sobie to pokolorować jak tylko się chciało, to ona dzierżyła pędzel. A ja głupi smarek, uwierzyłem w jej obrazek i w to co przedstawiła na płótnie wyobraźni. O kurde… Co ja pieprzę? Źle mi robią te „powroty do przeszłości”.
Zobaczę lepiej ten jego statek. Mówił, że pójdą nad zatokę. Zaczynam se nieco przypominać tę wyspę. Zatoczka była kurde… chyba w lewo. Dobrze, że mogę latać. Szybko dogonimy kochanków. Gdzie to oni…
O tutaj!
- To naprawdę nasz statek Doflamingo?
- Nasz.
- O ja cię!
\ O kurwa!
No, muszę przyznać że całkiem niezły. Nie jest to może galeon, ale mała karawelka na skromny, dobry początek. Pewnie obrabował starego, by kupić ten statek. Spodziewałem się małej łódeczki, albo innego duperelka, ale widać już od dziecka byłem rozsądny.
Całkiem niezły stateczek. Trzy działa na początek. Ładnie się, muszę przyznać, prezentuje w tej zatoczce, a pogoda zdaje się zachęcać do podróży. Lekki wietrzyk. Jak dawno tego nie czułem. Kurde, fajnie, że to czuję. Pewnie docierają do mnie jego odczucia. Albo to moja wyobraźnia? Cholera wie. Jakiś nieogolony grubas z cygarem, w szelkach i czapce robotnika wybitnie pogarsza mi te doznania estetyczne. Trawka, wzniesienie, czysta woda i on… No jakby mucha usiadła na obrazie… Chyba właśnie ma bzyknąć.
- Zgodnie z umową płatne przy odbiorze.
- Jeszcze za niego nie zapłaciłeś?

Właśnie.
- Nie byłem pewien czy się spodoba.
BYŁEM CIOTĄ.
- Jest wspaniały, popatrz reszta już biegnie.
- Zastanawiam się tylko skąd tyle dymu, od kilku osób.

Ja też… O cholera, no młody toś narobił. Nie, to raczej jego koledzy…
- Doflamingo, to żołnierze!
Dziewczyna ma skapę.
- Szybko! Na statek! Masz, zgodnie z umową złote monety są w tej sakiewce, proszę bardzo. A teraz przepuść nas. Śpieszy nam się!
Reszta ferajny dobiegła na miejsce. A groszek nad czym się zatrzymał?
- O ja cię! Prawdziwy statek!
- Bachii, nie czas teraz na podziwianie!


- Stójcie. Z rozkazu rodziny Donquixote zatrzymać ten statek!
- Syn Donquixotów?!!!

Oho muchacz coś zastąpił drogę.
- Podwajasz?! Przepuść nas!
- Nie mogę chłopcze. Zrywam naszą umowę. Nie będę narażał się na gniew takiej rodziny.

Jednak nie popłyniemy? Z kopa go!
- W takim razie… ja zrywam naszą!
- Co on robi? Szturchnął go!

„PlUSK”
I mucha w wodzie. Obraz staje się piękniejszy.
- Wszyscy na statek! Odpływamy natychmiast!
- TAK JEST!!!

No, no młody. Jednak nie zawiodłeś starego wygi. Tak trzymać, mój pierwszy zajebisty krok do bycia piratem.

Oho, rodzinka zabrała się na konie i postanowiła przyjechać. Ci beznadziejni żołnierze zastanawiający się czy wskoczyć do wody. Co wam to da? Statek już odpływa. Fu, fu, fu, delikatnie mówiąc jest za późno. Dziwne uczucie stać na brzegu jak statek odpływa. Jakby się żegnało z samym sobą. Reszta ferajny pewnie macha do swoich rodziców. Ci, to chyba wcześniej o tym wiedzieli, bo pojawili się tak nagle… Jakby czekali na odpowiedni moment. Nie chcieli powstrzymać swoich dzieci? Może wierzyli, że tam gdzieś czeka ich lepsza przyszłość. A jaka to nie pamiętam. Cholera! Czemu ja nic nie pamiętam! Głupie myśli wróćcie no do głowy. Chociaż teraz… Póki jeszcze to wspomnienie trwa pożegnam się matką i starym.
Żegnaj Mamo. Nara stary.
- Żegnaj tato! Żegnaj mamo! Obiecuję rozsławić rodzinę Donquixote! Zostanę piratem!
- Nie waż się! Wracaj tu Doflamingo! Doflamingo!

Tak tak stary, krzycz a i tak guzik to da. Swoją drogą jakbyś się dowiedział kim się stałem i co robiłem, pewnie przewróciłbyś się w grobie. Nie wiem czy aż tak długo pożyjesz. Póki co, życzliwy los dał ci oglądać jak twój syn staje się mężczyzną. Piękna chwila.
Młody drań wypływa na morze. A niech to! Wkręciłem się! Gdzie szampan!
Właśnie, zostałbym dłużej, ale młody czeka. Więc pozwólcie, że sobie siupnę przez wodę na stateczek. Fu, fu, fu, nara wyspo, nara wszystkim, wyruszam wraz z młodym na przygodę!
Heh, coraz mniej ich widać. Nie słychać już ich głosu. Młody zszedł pod pokład, a reszta rozgląda się za wyspą, jakby nie byli pewni, czy dokonali właściwego wyboru.
- Ta dam!
No i teraz wyglądasz znajomo.
- Doflamingo? Coś ty na siebie ubrał?
A ona to kto? Jakaś taka mało kobieca. Ubrana jak jakiś złodziej. Wcześniej to nawet nie zauważyłem, że to dziewczyna. Kruczo-czarne włosy, krótko przystrzyżone, ledwo zakrywające uszy. I oczy… zielone!
- Co Tanya, nie podoba się?
Acha, to jest Tanya. Notatnik, notatnik.
- Phi. Nie tylko mi. Spójrz za siebie.
Groszek zdaje się pękać w szwach.
- Ha,ha, dziwnie wyglądasz, Doflamingo!
Zdaje się, że nikomu nie przypadł do gustu mój stój. Trochę dziwny, okej, ale fajny. Brakuje tylko opinii Felci.
- A mnie się podoba.
O! Ta to ma gust!
- Tobie to się wszystko w nim podoba, siostra!
Siostra? To ta czarna diablica, jest jej siostrą? No tak, obie mają zielone oczy… Istne przeciwieństwa.
- Ekhm. Pozwólcie, że wyjaśnię. Nikomu z was nie karzę się przebierać. Ale pozwólcie mi to zrobić. Byłem szlachcicem, nosiłem niewygodne ciuchy, a te krótkie, jaskrawe spodenki i koszulka są wygodne.
- No dobrze a… to coś… Wiesz, nie żeby coś, ale wyglądasz jak jakiś ptak nielot. No cholera wie jak co, w każdym razie. Dziwnie.
- Wiedziałem, że ty Tanya o to zapytasz… Płaszcz jest różowy by mi się kojarzył z flamingami,. by przypominał mi rodzinną wyspę, rodzinę, bym pamiętał, że jestem coś winien ojcu i matce. Nie przyniosę im wstydu.
- Zostając… piratem?

No tu diablica ma rację. Mały, jakaś riposta?
- W każdym razie będę pamiętał o rodzinnych stronach. Ptak, tak wyglądam jak ptak. Ale nie mogę unieść się w niebo. Nawet te pióra nie imitują skrzydeł. Bo nie próbuję wnieść się w górę. Chcę zostać na ziemi, płynąć po jej wodach. O niczym innym nie marzę. Jesteśmy z nowego świata! Stańmy się sławni i podziwiani. Bawmy się, zamieńmy smutek na śmiech. Dlatego jaskrawe kolory. Ten ubiór pozwoli mi zostać zapamiętanym. Będziemy jak gwiazdy iść po estradzie, a przed przyszłym błyskiem świateł, będą chronić mnie te zaczepiste okularki.
Tego nie pamiętałem, kto by pomyślał. Zżyłem się z tym „image”. A okularki są zaczepiste!

Ha nieźle, wszyscy zdaje się zrozumieli. Nie jest to może riposta, ale może być. Załoga nie powinna się śmiać z kapitana.
- Muszę przyznać, żeś mnie zarzył.
Znowu ona?
- A te, gogle? No już chyba jesteś dość ekstrawagancki i oryginalny, ale co, gogle założysz na okulary przeciw słoneczne? Zdurniałeś do reszty?
Fakt, tego nie mam. Musiało odpaść w końcowym projekcie.
- Wszyscy, którzy noszą gogle są cool!
Szczeniacka odpowiedź. Najwidoczniej to ci wystarczało.
- Dobra… rób jak chcesz.
- A Flaga?

O, jak przystało na mojego zastępcę. Ten Serpico nie jest głupi. Flaga jest ważna, a ja se przypomnę co to ona oznaczała.
- Z czasem się wymyśli. Mamy go trochę. Pomyślimy i ktoś z nas, kto najlepiej ryzuje, potem to namaluje.
- W porządku kapitanie.

Zawód.
- Serpiko, trzymaj ster.
- To gdzie płyniemy kapitanie?
- Gdziekolwiek chcemy! Chociażby przed siebie! Niebo wita nasz statek. Mamy doskonałą, wietrzną pogodę! Nic tylko płynąć!

Na waszym miejscu bym się tak nie cieszył. Niebo robi się niespokojne. A ten wietrzyk jest trochę za mocny jak na mój gust. Młody jesteś mną, gdzie ta twoja nauka? W las poszła jak ty do Felci szedłeś?
- O nie! Zanosi się na sztorm. Jak mogłem o tym zapomnieć. Zwijać żagle. Prędko!
Czasami mam wrażenie, że on mnie słyszy… Deszczyk już pada, chmurki tylko czekają żeby zrzucić go więcej, albo pizdnąć błyskawicą w nasz statek. Masz młody pecha. Pierwszy dzień, parę godzin prawdziwej wolności, a już życie wystawia cię na kolejną próbę.
- Niebo przypomina wściekłą twarz samego pana. Jakbyśmy rozgniewali go opuszczeniem wyspy. Deszcz, coraz silniejszy, przypomina nam o łzach wylanych przez naszych bliskich. Rozszalała woda gniew twego ojca przypomina, chcąca olbrzymi rękoma zawrócić nas z obranej drogi.
Hę?
- Anthony, mógłbyś skończyć pieprzyć? Nie dość, że prawie nic nie słyszę przez te błyskawice. To jeszcze ty musisz bawić się w wierszokletę?
Diablica dokopała. Swoją drogą niecodzienne zjawisko. Wysoki, no ale nie tak jak ja! Fu,fu, blondyn o długich włosach i potężnych ramionach, w ogóle to koleś dobrze zbudowany jest. Ta kamizelka z krótkim rękawem zdaje się pękać w szwach. Spodnie, które zakrywają… Sandały? I on się śmiał z mojego ubioru! W każdym razie widok mięśniaka recytującego jakieś poezje to niecodzienny widok. Jeszcze te jego małe oczka i duże usta.
Trzeba przyznać, że taki siłacz przyda nam się na pokładzie. Patrzę jak teraz lata z boku na bok. To przytrzyma, tamto podniesie, a ja… ja byłem za słaby. Głupio tak się patrzy bezradnie na siebie bezradnego. No dobra, dowodzę. Ale jestem pewien, że to przez ten incydent zacząłem pracować nad sylwetką, bo pirat musi być silny!
- Fale zalewają statek!
Widzę. Cholerka coraz więcej tej wody na pokładzie. Suka zdaje się wdzierać gdzie tylko się da. No ale, kurde przeżyję to przecież. Fu, fu, złapałem się na tym jak próbowałem wiadrem ją wybrać. Przecież ja przez wszystko przenikam. Może jestem duchem? Skup się skup. Dawaj, materializacja!
„PLUSH”.
Jakiś plus. Woda mnie zalewa, a mi nie jest mokro. Bajer. Zaraz, coraz jej więcej i więcej…
Znowu nic nie widzę. Kurde, chciałbym kontynuować przygodę z młodym…


CDN
10.07.2011 13:55
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Komimasa Offline
Ślimaczek
Admirał Floty

*
Liczba postów: 5,374
Dołączył: 26.03.2009
Skąd: Poznań/ Bełchatów
Poziom ostrzeżeń: 5%
Post: #5
RE: (+16) Historia Doflamingo
Ja czekam na kolejną częśćSmile

Niebieski fryz mamy i razem się trzymamy!
[Obrazek: tXwp6nO.png]


12.07.2011 09:54
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Cień Błazen Offline
Skazany
Banned

Liczba postów: 34
Dołączył: 27.06.2011
Skąd:
Post: #6
RE: (+16) Historia Doflamingo
Spoko, będzie. Część trzecia " Druga strona medalu" powinna pojawić się w weekend.Smile
13.07.2011 22:49
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Cień Błazen Offline
Skazany
Banned

Liczba postów: 34
Dołączył: 27.06.2011
Skąd:
Post: #7
RE: (+16) Historia Doflamingo
Tak oto światło dzienne ujrzała trzecia część tej historii. Kończymy z luźną historyjką, która miała miejsce w pierwszych dwóch częściach. Historia ta jest trochę chaotyczna. W dodatku narratorem jest Doflamingo, który przez utratę pamięci, zaczyna powoli tracić zimną krew. Jego wypowiedzi są często niezrozumiałe, sprawiające wrażenie bełkotu, ale tak musialo być, tak to widziałem i przedstawiłem. W dodatku jest wagą, która nieustannie chybocze się raz w jedną, raz w drugą stronę, dlatego bardzo szybko zmienia zdanie, gubi się w własnych przemyśleniach, myli, i ulega emocjom.


"Doflamingo - to o czym się nie mówi"
Rozdział trzeci: "Druga strona medalu"

No i stało się… jestem w jakimś dużym pomieszczeniu. Ciemno jak w dupie, więc nic nie widać. Halo! Światło.
„PSTRYK”

------------------------------------------------------------------------------------------------------
linia czasu:6

O, dzięki! Kurczę, zapaliły się reflektory. Jakaś scena, na niej jakiś kolo, a wokół nich rząd stojących osób. Miejsce wygląda kurde, na zapuszczone.
- Proszę państwa, dziękuję za cierpliwość!
Oho, coś się zaczyna. Współczuję ludziom, którzy przez te czarne od brudu kolumny, gówno zobaczą. No ale nikt nie kazał im ustawiać się za nimi. Głupi ludzie.
No dobrze, czas poszukać w tym gąszczu, mnie.
- Zaczynamy dzisiejszą aukcję!
A więc to aukcja? Coś takiego jak taka moja stara. Ale nie moja, bo bym nie kupił takiego gówna. Co to w ogóle za pomysł, żeby nie zrobić miejsc siedzących? Mnie by szlag trafił. Przychodzę jako pan i chcę się czuć jak pan, a nie ma nawet na czym dupy posadzić.
- Rozpoczynamy czymś skromnym. Przed państwem młody chłopak z nowego świata!
Prowadzą kogoś. Nie dziwię się, że mu się nie śpieszy. Mi też by się nie śpieszyło. Ciemno, że nawet nie widać kto to. Muszę poczekać aż wejdzie w zasięg reflektorów. ŻE CO?!
- Przed państwem niewolnik Doflamingo!
TO CHYBA JAKIEŚ JAJA!
Nie, to naprawdę ja. Prowadzą mnie! Nie ma mojego płaszczu, jaskrawych ciuszków. Idzie zbity kundel, tachając za sobą ciężką kulę. Potraktowali mnie jak zwykłego śmiecia. Nie wspomniano o moim szlacheckim pochodzeniu? Najwidoczniej ci tutaj tego nie wiedzą. Widzę chciwe mordy tych, od których będzie zależał mój przyszły los. Nigdy bym nie pomyślał, że tak się czuje niewolnik. Los jest przewrotny. Wczoraj ty niewolnikiem dziś ty nimi handlujesz. Jak ja mogłem zapomnieć coś takiego? Przecież jakbym kurna pamiętał to uczucie, jakbym wiedział. Do licha jakim ja się stałem człowiekiem? Bez krzty litości. Ja również handlowałem ludźmi. Nie robiłem tego bezpośrednio. To inni zajmowali się aukcjami. Do mnie należał budynek i zyski z aukcji. Jestem głównym winnym. Cholera! Jakie to żałosne! Zaczynam czuć do siebie odrazę. Czy tak miało być? Gdzie ja tym przyniosę chwałę mojej rodzinie?! No gdzie?! Przecież stałem się okrutnym Doflamingo, piratem, który dość szybko otrzymał list gończy z tak dużą kwotą. Za nic miałem ludzi, a teraz solidaryzuję się z podobnymi śmieciami. Moja młodsza wersja patrzy z uśmiechem w stronę innych skutych. Nie rozpoznaję w nich tamtej grupki.
Aukcja się rozpoczęła. Cena wywoławcza tak niska, że nawet mi to przez myśl nie przejdzie.
Wielcy panowie, którzy zawsze tylko dupy trzymali w ciepłym miejscu, podnoszą pieprzone karteczki. Nie przekrzykują się. Nie ma o co. To tylko nic nie warty śmieć! Kurwa! KURWA!
I to byli moi klienci? To ich forsą napełniałem brzuch i za ich forsę imprezowałem? A żeby mi to jedzenie, za te śmierdzące pieniądze, w przełyku stanęło!
To jednak prawda, że trzeba samemu postawić się na tym samym miejscu. Gdy uderzysz silniejszego od siebie i dostaniesz bęcki, natychmiast ci się odechciewa bójek. Kurna, jakie to proste. Wiem co moje ja teraz czuje. Czuję to samo, plus nienawiść do siebie samego. Za to, że pomimo tego pieprzonego uczucia, strachu, żalu, smutku, potrafiłem robić to samo! Jak ja to kurwa mogłem zapomnieć?! Czuję się jakby sam Bóg pokazywał mi swoje grzechy. Czy to jest właśnie to? Nie, nie przypominam sobie bym już umarł. To w takim razie to działo się naprawdę. Kurwa! Sam już nie wiem. Nóż! Dajcie nóż, sam kurwa z sobą skończę. Zaraz, może jeszcze nie jest za późno. Może, ktoś mnie zaraz uwolni? Zabawne, normalnie wkurzałyby mnie takie akcje, gdyby mi ktoś uwolnił niewolników, a teraz sam o tym marzę. Bo moja młodsza wersja marzy, i czuję to, czuję jego obawę o przyszłość, o przyjaciół.
Właśnie. Czy to się stało podczas tamtego sztormu? To by znaczyło, że byłem igraszką w rękach Boga. Ledwo opuściłem jedną złotą klatkę zaraz trafiłem do brudnej, metalowej, zimnej jak te serca gości, którzy właśnie patrzą na całe to widowisko spłodzone chyba przez samego diabła bo ponoć to on za wszystkim stoi. Nie. To brednie. Każdy jest kowalem swego losu. Nie można usprawiedliwiać swego postępowania jakimś pieprzonym szepniętym słówkiem nawet i przez samego diabła! Rany, o czym ja gadam? Ale to wszystko mnie przerasta. Nie potrafię nad tym zapanować. Za dużo tego. Za dużo. Chociaż może ja już po prostu przesadzam, jeszcze się nic nie stało. Spójrzmy nieco chłodniej, jak te pieprzone pręty klatki do której niedługo trafię. Mam zarost, jestem wyższy i chudszy. Znaczy to, że jakiś czas musiał upłynąć, a to znaczy, że to nie stało się podczas sztormu. Dziwne. Powinienem odczuć ulgę na myśl, że innych tu nie ma. Ale jakoś tak kurde niezbyt ją czuję.
Ktoś już mnie wygrał. Właściwie przegadałem całą aukcję. Prowadzą mnie do swego nowego pana. Grubego, owiniętego w marynarkę, kutasa z cygarkiem. W tej chwili modlę się tylko o to, by nie był gejem.
To naprawdę bolesny widok widzieć jak ciebie samego prowadzą jak na skazanie. Do tego w cholernym stroju w paski. Już jestem więźniem tych skurwieli. Ale coś tam mam nabazgranego na bluzie. To chyba krew.
Zaczynam sobie przypominać co to.

„TRZASK TRZASK”
- Przestań koleś zabijesz się.
- Daj mi spokój!


--------------------------------------------------------------------------------------------------------
linia czasu:5

Widzę jakiś obraz. To ja. Młody ja uderza głową o kraty. Przyznam, że niezbyt przyjemny widok.
Czyżbym chciał się zabić, by nie zostać sprzedanym? Nie. Zatrzymał się. Zbiera krew z czoła i… rysuje po bluzce? Ale co to jest? Jakaś uśmiechnięta mina.
- Co ty malujesz?
- Symbol. Symbol mojej załogi. Piratów nadziei.


Symbol? Jakaś buźka jak z horrorów, która się uśmiecha złowrogo. To ma być nasz yolly roger? To na to po dłuższym czasie wpadł młody? Chwila, ta buźka jest bardzo podobna do mojego dawnego symbolu, ale tamta była przekreślona. Fu, fu, fu, fu, fu, fu, fu, fu, właśnie na podobnym gównianym miejscu widniał mój znak. Żałosne i smutne zarazem. Na pewno młody rysując ten znak nie przypuszczał, z czym będzie się kojarzył w przyszłości. Cóż za ponury żart! Symbol nadziei na sali aukcyjnej! W miejscu gdzie jest najbardziej potrzebna, bo wtedy gdy nasze istnienie zaczyna być zależne od kogoś, tylko nadzieja pozwala nam wytrwać. Słyszałem od Disco o przypadkach, gdy niektórzy piraci odgryzali sobie języki i umierali. Nie mogli dłużej tego znieść. Nie potrafili uwierzyć w lepsze jutro. A młody ja wierzy. Ten znak jest tego symbolem!

- Tyle już pływamy tą łajbą, a flagi jak nie ma tak nie ma…
Słyszę jakieś głosy w głowie.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------
linia czasu:4

- Siostro, nie bądź w gorącej wodzie kąpana.
Widzę obraz. Znowu jestem na statku. To Felica.
- Ej Rodi. Nie właź na maszt skoro nie potrafisz! Spadniesz i sobie krzywdę zrobisz!
To Serpico. A ten Rodi to ten ostatni z naszej grupki?
- Cóż za…
- Morda Anthony!

Jakiś taki mały ten Rodi. Ja to mam szczęście jak kogoś widzę to zawsze, ale to zawsze coś musi go zasłaniać. Poczekam, aż zleci na tyłek. Oho spadł. Fu, fu, fu , fu, fu, jest, ubrany podobnie jak ja. Jaskrawo, kolorowo i na krótko. Jakiś mój naśladowca? Mam nadzieję, koleś, że mnie dalej już nie naśladujesz, bo teraz nie jestem już dobrym przykładem do naśladowania. Koleś wygląda mi na frajera… Blondynek w okularkach. Biegnie moja młodsza wersja.
- Rodi! Nic ci się nie stało?
- He, he, ja tylko chciałem się wspiąć na bocianie gniazdo.
- Chwali się stary, nawet bardzo. Ale masz lęk wysokości. Wiem, że chcesz go przezwyciężyć za wszelką cenę…
- No właśnie! Co to za pirat, który boi się wspiąć na bocianie gniazdo? Sam powiedz kapitanie. Świat zamiast nas podziwiać będzie się z nas tylko śmiał. Za każdym razem jak spojrzę na dół, to ze strachu mi ręce się trzęsą i panikuję…

Niezły jest. Pomimo lęku przed wysokościami próbuje się wspiąć. Idzie Felcia.
- Nikt nie ma ci tego za złe Rodi. Wszyscy bardzo cię podziwiamy! Próbujesz przezwyciężyć swoją słabość. Wierzysz, że uda ci się to pokonać. To naprawdę piękne.
- Tak myślisz? He, He.
- EUREKA!

Hę? A młodemu co.
- Twój uśmiech Rodi. Twarz, z której każdy mięsień mówi „nie poddam się”. Wierzysz, że ci się uda!
- Nie rozumiem kapitanie. Przecież Felica, mniej więcej to samo powiedziała chwilę temu.
- To proste Serpico. Jego uśmiech jest pełen nadziei! Nadziei, która jest potrzebna nam wszystkim! Wierzymy, że choć będzie ciężko, przetrzymamy to i będziemy zawsze trzymać się razem! Namalujemy jego uśmiech na fladze. Nie będziemy mieć piszczeli, bo przecież jesteśmy dobrymi piratami. Bądźmy oryginalni, nie podążajmy ślepo za innymi.
- Znakomity pomysł kapitanie!
- Dzięki Serpico. To kto namaluje nasz symbol? Kto chętny?
- Ty!

O! odpowiedzieli wszyscy. To dlatego taki trochę do dupy. Nic dziwnego jak ja to rysowałem.
Chociaż wyszło nawet lepiej. Niewinne dziecko bawiące się w pirata uchwycone moją własną ręką!
Kto by pomyślał. Jakież to proste, a jednocześnie z przesłaniem. Nigdy bym nie podejrzewał siebie o takie myśli. Fu, fu, znów czuję wilgoć na policzku. To chyba łezka radości jaka zakręciła mi się w oku, widząc tę scenę. Naprawdę się wzruszyłem.
„CHLUST!”

-------------------------------------------------------------------------------------------------------
linia czasu:7.0

- Obudziłeś się?
Co, więc to wszystko był sen? Dostałem drugą szansę? Chwila. Znowu jestem w jakimś ciemnym pomieszczeniu. I niestety to nie był sen… Widzę związanego niewolnika. Tak cholernie przypominającego mnie…
Sądząc po stroju w paski i znaku na koszuli, nie upłynęło dużo czasu od kiedy zostałem sprzedany. Jedyne co mnie pociesza, to fakt że nigdzie w zasięgu wzroku mojego nabywcy.
Za to te irytujące, nieznajome gęby, wciąż mnie otaczają. Czemu ja nikogo, absolutnie nikogo z nich nie pamiętam?! Pozostaje mi czekać na dalszą część wydarzeń. Zbliża się do mnie jakiś młodzian podchodzący pod dwudziestkę z lekkim zarostem na brodzie. Czyżby był żołnierzem Marynarki? Ma na sobie taki płaszcz. Nie rozumiem, czemu niewolnika i to takiego, który ledwo oderwał się od matczynego suta rodzimej wyspy, kupiła marynarka? Koleś bierze krzesło, następnie siada na wspak naprzeciw mnie. Teraz widzę jego krótkie, kasztanowe włosy i małe piwne oczy wgapiające się we mnie.
- Wita, jestem Zappo. Na pewno jesteś zmęczony po tej długiej podróży.
Koleś coś wyjmuje z kieszeni, to jakieś przesłuchanie? Nie, to tylko zapalniczka.
- Zapalisz?
- Nie palę.
- Chwali się. Ale to co ostatnio cię spotkało na pewno przysporzyło ci wiele stresu. Zapalisz sobie i wyluzujesz. Jo sobie nie odmówię. Ej, zostawcie nas samych.

No pięknie. Zostaję sam z jakimś młotem w ciemnym pomieszczeniu. Patrzę jak ciemne cienie imitujące postacie ludzkie powoli opuszczają to miejsce. Obraz ten stanowi zupełne przeciwieństwo mojego, w którym ci ludzie to ciemne myśli, które nachodzą mi do głowy. Jest ich coraz więcej. Zaraz głowa mi pęknie. Jakaś krótka myśl. Potrzebuję otworzyć okno w mej głowie. Pytania często pozwalają ulecieć takim myślom.
- Czego ode mnie chcecie?
- Mówię, luz facet…
- Gdzie moi przyjaciele?!
- Wszystkiego się dowiesz w swoim czasie. Zrozum nie jestem niańką, po prostu jestem wróżką, która zleciała z nieba i chce magiczną różdżką pokolorować ci świat na różowo.

Haha, gościu ma poczucie humoru.
- Mówię ci. Zapal sobie.
- Mówię że nie.
- Czemu? Czy życie nie jest dość wkurwiające? Czy każdy dzień nie jest dla ciebie stresujący? Codziennie musisz przed nami spierdalać, martwić się o bliskich.
- To nie jest powód bym palił. Moja dziewczyna tego nie lubi. Nie muszę się martwić o bliskich, wybrałem takie życie doskonale zdając sobie sprawę z ryzyka.
- Pieprzysz głupoty. A skąd ty mogłeś wiedzieć co to jest życie pirata? Ty? Szlachcic?
- Skąd wiesz, że jestem szlachcicem.
- Wiem kim jesteś, ale mam to centralnie gdzieś. Nie wiedziałeś czym jest życie które wybrałeś, mamiony bajkami nie gorszymi niż te, które ja opowiedziałem ci o kolorowaniu świata. Trzeba odróżniać bajki od prawdziwego życia. Zachciało ci się pirackiego fachu co? Myślałeś, że to kurwa takie zabawne co? Wypłyniesz w morze tak jak gówniarz wychodzi na dwór i dla żartu wybijesz parę szyb z procy. Ale to jest prawdziwy świat, kmiotku. Wybijesz szybę to dostaniesz tak po dupie, że krew upieprzy ci gacie.
- Jesteśmy dobrymi piratami!
- Masz większe poczucie humoru niż ja. Podobasz mi się. Czas przejeść do sedna. Nie czeka cię niewolnictwo, nie zabijemy cię.
- W takim razie co ze mną zrobicie?
- O tym zdecyduje tamta kobieta. Wiesz jak jest, ja tu tylko wykonuję polecenia.
- Jaka kobieta? I co z moimi przyjaciółmi?!
- Nie dowiesz się tego ode mnie. Jeszcze nie przyszedł na to czas. Jak rany, uspokój się. Dobra, dość pieprzenia czas opuścić to miejsce.

Drzwi się otwierają, a ja znajduję się w korytarzu, który wygląda tak znajomo. Wszystko jest sterylne i białe. Mijają mnie jeden za drugim ludzie w białych fartuszkach. Jestem w jakimś szpitalu? Mimo to kojarzę to miejsce aż za dobrze. Lecz moja młodsza wersja zdaje się pierwszy raz patrzeć na te ściany, ludzi. Wszystko jest takie nowe i obce. Nie wie co stało się z jego przyjaciółmi, swoją drogą ja też. Nie wie nawet co go czeka dalej. Nic nie wie. A te pieprzone białe ściany doskonale obrazują jego głowę. Pustka, wielka niewiadoma.

Ja jednak kojarzę. Niezbyt dobrze. Ale zawsze coś. Chyba spędziłem tu trochę czasu. A co ważniejsze doszło tu do pewnych wydarzeń… AAAAA!!!
MOJA GŁOWA! JAK TO MOŻLIWE, ŻE TAK CHOLERNIE BOLI?!!!
Widzę obrazy chaotycznie przesuwające się na taśmociągu moich myśli. Krew na ścianach? Dużo krwi. Krew spływająca po podłodze. Ciała. Części ciała. Nogi, ręce, porozrzucane jakby coś rozerwało tych ludzi na kawałki. Kto dokonał takiej masakry? Widzę tę bestię, wymachującą rękoma, lecz nie widzę dokładnie. Przypomina raczej cień, najgorszą myśl jaka spowija umysł każdego człowieka. To ona dokonała tej rzezi. W tym szpitalu. Już teraz wiem, że stanie się coś strasznego.
Wróciłem. Znów widzę młodego siebie, który przechadza się po tym szpitalu. To dziwne uczucie. Wciąż jestem w czasach tego młodego, kiedy jeszcze nic się nie wydarzyło. Kiedy nie zapowiada się na to, by do czegoś doszło. Fu ,fu, fu, fu, więc to tak czują się osoby, które znają przyszłość. Które, jako jedyne wiedzą co się stanie. Ale ja chyba jestem w gorszej sytuacji. Ja wiem, ale nikomu o tym nie powiem. Nawet samemu sobie. Czuję całkowitą bezradność. Nie zatrzymam tego. Nie powstrzymam rzeki krwi, która spłynie korytarzem, którym właśnie idę. Właściwe to wielu znających przyszłość jest w podobnej sytuacji. Mimo iż próbują zmienić bieg wydarzeń, nic nie mogą zrobić. Ich głos nie dociera do reszty. Biorą ich za obłąkanych szaleńców, unikają ich jednocześnie wierząc w pieprzone przepowiednie jakie podyktuje im religia. Ci ludzie są tak samo bezradni. Nawet gorzej. Ich słychać, mają wrażenie że mogą coś zmienić, tylko są za słabi. To siebie winią, nie otoczenie które jest głuche na ich krzyki rozpaczy.
- To tutaj! Proszę bardzo.
Kłania się jakby damę przepuszczał. Nie rób ze mnie pipki, gadzie.
Drzwi się otwierają, a w środku czeka na mnie wysoki murzyn w okularkach. Jasne, jak każdy tutaj tak i ten ma biały płaszcz, jeżeli to sen to moja wyobraźnia jest cholernie uboga. Nie to nie sen, ja nie wyobraziłbym sobie gościa z dredami zawiązanymi w kitkę…
- Witam młodzieńcze. Jestem Ico.
Dobre, a ciekawe jak ja ci mam podać rękę bucu… Młody, pomachaj kajdankami, to może facet przejrzy na oczy.
- Zappo, jeszcze go nie uwolniłeś?
- Głupiś Ico? Może mu jeszcze broń do ręki daj.
- Spokojnie Zappo. Młody człowieku, nie mamy zamiaru cię tu więzić. Nie chcemy zrobić ci krzywdy.
- Pojebało cię?
- Spokojnie, nie ucieknie. Uwolnijcie go.

Słyszę głos jakiejś babki. Chyba zasłania ją ten wysoki. Ten Zappo ma rację. Nie wiem co się stało, ale ja na moim miejscu bym przynajmniej spróbował uciec. Oho podchodzi, to pewnie ta kobieta, o której tamten wspominał. Głos też wydaje mi się znajomy.
- Kim jesteś?
- Nie poznajesz mnie? To ja Donquixote Felica.



Rozdział czwarty: „Kobieta, którą powinieneś znać” .
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.02.2017 16:58 przez Komimasa.)
16.07.2011 15:39
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Komimasa Offline
Ślimaczek
Admirał Floty

*
Liczba postów: 5,374
Dołączył: 26.03.2009
Skąd: Poznań/ Bełchatów
Poziom ostrzeżeń: 5%
Post: #8
RE: (+16) Historia Doflamingo
No przyznam, że bardzo mi się podobało. Miałem edytować a tu cyk i poszłoBig Grin

Sposób narracji jest bardzo zabawny. To właściwie jedna z mocnych stron tego fanfiku. Choć doflamingo nie wydaje mi się taki chamem, to w tym fanfiku jakoś mi to nie przeszkadza, a nawet pasuje. Ciekawie też idzie ta jego przeszłość. Dobre to było z tym "całą aukcję przegadałem". Bardzo dużo uwagi przykuwasz do oddania uczuć Doflamingo i to chyba dobrze. Trochę momentami chaotycznie, radziłbym nieco dokładniej szkicować granicę przeskakiwania, ale wciąga. Pomysł ze znakiem także bardzo mi się podobał.
No i zakończenie, aż się prosi o kolejną cześć. Ale nie poganiamSmile

Niebieski fryz mamy i razem się trzymamy!
[Obrazek: tXwp6nO.png]


22.07.2011 16:30
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Cień Błazen Offline
Skazany
Banned

Liczba postów: 34
Dołączył: 27.06.2011
Skąd:
Post: #9
RE: (+16) Historia Doflamingo
Co zajrzę to dobry Komimasa sypnie komentarz. Dzięki stary, jesteś jedyną motywą bym ciągnął to dalej. Kolejna cześć myślę będzie już niedługo. Może się wyrobię do jutraSmile
23.07.2011 12:38
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Cień Błazen Offline
Skazany
Banned

Liczba postów: 34
Dołączył: 27.06.2011
Skąd:
Post: #10
RE: (+16) Historia Doflamingo
Udało mi się wyrobić, i tak o to ląduje na to forum czwarta część przygód Doflaminga. Krótka co prawda, ale nie widzę sensu w usilnym jej przedłużaniu. Dlatego taka jest.

"Doflamingo - to o czym się nie mówi"
Rozdział czwarty: "Kobieta którą powinieneś znać"

- Słucham?!
- Nie uciekaj. Spójrz na mnie. To ja, Felica. Utleniłam tylko włosy i już mnie nie poznajesz?

Zaraz, zaraz! To Felica? To na pewno ona. Czuję jak jakieś silne uczucie wypycha moje własne myśli, nie dając mi się zastanowić. Nie pozostawiając miejsca na domysły. Ale ona…
- Donquixote? Jesteś moją…
- Oczywiście że jestem. Może pójdźmy do mojego gabinetu. Najwyraźniej masz małe problemy z pamięcią.
- A co z innymi?
- Wybacz, ale jeżeli nie pamiętasz naszego ślubu, to ich będzie ci jeszcze trudniej sobie przypomnieć… Musisz odpocząć, skarbie.

To uczucie jest zbyt silne. Wypiera mnie. Staję się mniej ważny. Najważniejsze jest to co on myśli. Widzę ją. Widzę ją jego oczami. Ej?! Co ja tu robię? Jej delikatny uśmiech i te zielone oczy… Idę za nią kompletnie omamiony, zagubiony jak bezpański pies. Czekam z niecierpliwością, aż założy mi obrożę na szyi.

Do licha! Jego myśli nigdy nie były aż tak wyraźne!

„To Felica! To na pewno Felica”. Słyszę delikatny szept w jego głowie. Wszystko się zgadza. A ja, choć sam nie wiem czemu, nic nie pamiętam. Cieszę się, że ją widzę. Wkrótce będzie tak jak dawniej. Tylko czemu nie ma tu naszych przyjaciół? Ożeniłem się i skończyłem z życiem pirata?
- Nie przeszkadzam ci?
- Przepraszam, mam milion myśli w głowie. Sam nie wiem co myśleć.
- Spokojnie, na pewno wszystko sobie przypomnisz. Choć…
- Czemu jesteś taka smutna?
- Ciężko mi pogodzić się z myślą, że zapomniałeś o naszym ślubie.
- Przykro mi, postaram się sobie przypomnieć.

Chwyta mnie za rękę, czuję delikatny dotyk jej dłoni. Patrzę jej prosto w oczy.
- Spróbujemy starej metody. Ja postaram ci się opowiedzieć ten dzień ze szczegółami, a ty postaraj przypomnieć sobie jak najwięcej.
- Dobrze.

Powracają obrazy, krótkie, najszczęśliwsze chwile mojego życia. Widzę, jakiś mały kościółek rozświetlony promieniami porannego słońca.
A z niego po schodach schodzi przystojny blondyn odziany w garnitur. I ona. Wygląda jak anioł, który właśnie zstąpił z nieba. Jej włosy falują na wietrze, doskonale komponując się z welonem. Już w pierwszym rzędzie widzę moją piątkę przyjaciół. Anthony jak zwykle wzruszony przeciera łzę chusteczką. Bacchi nawet teraz nie może powstrzymać się od jedzenia. Rodi i Serpico zachowują powagę chwili, nawet Tanya. Widzę masę obcych twarzy, nie poznaję ich, ale jestem szlachcicem i wielu z poza rodziny mogło przybyć na ślub. Zaraz, jak to się stało, że ojciec zezwoliło na ten ślub?
- Ojciec zezwolił na ten ślub?
- Oczywiście, był tam z nami. Tylko nie wiedzieć czemu, trochę z tyłu.

A. Widzę i jego i moją ukochaną matkę. Ojciec jak zwykle twarz nie skażona emocjami. Mama, zupełne przeciwieństwo. Tonie w łzach szczęścia, że jej syn w końcu zrobił najważniejszy krok w swoim życiu. Już pamiętam, pamiętam to dzięki niej. Długo się nad tym zastanawiałem, czy te myśli, które krążyły wokół niej, to te małe strzałki psotnego Amora, ale widać to chyba było to uczucie, które wielu boi się nazwać, nigdy do końca, stuprocentowo nie przekonani czy to na pewno to. Bawiący się w lekarzy, którzy próbują zdiagnozować nieznaną chorobę. Najwidoczniej to było to, skoro wziąłem ją za żonę. Myślę że kocham ją, na tyle by spędzić w jej towarzystwie resztę mego życia.
- Już pamiętam, pamiętam wszystko najdroższa.
- Tak się cieszę!


Co to było? Wypchnęło mnie na dalszy plan. Wiele dalszy niż bym przypuszczał. No ale nadal czegoś nie rozumiem. Czemu on sobie przypomniał, a ja mam to za tak gęstą mgłą, że nie widzę za nią nawet konturów czegokolwiek? W dodatku Felica… Owszem, nie zaprzeczę, że wywiera na mnie duży wpływ. Aż tak duży, że bym się nie spodziewał. Ale ja sam nie pamiętam tego, o czym mówi młodsza wersja mnie… Co to niby ma znaczyć?
- Ale co to za miejsce, i gdzie nasi przyjaciele.
- To miejsce… To taki mój nowy dom. Możesz tu zamieszkać przez pewien czas…
- Ale jak to? Nie poznaję cię. A co z przygodą?
- To musi poczekać…

Ona coś ukrywa jak nic. Jest nerwowa, ręce jej się trzęsą. Unika twojego wzroku koleś! Coś jest zdecydowanie nie tak! Mów!
- Mów!
O, dobrze.
- Felica, którą znalem kopnęłaby mnie w tyłek jakbym tu tak siedział! Proszę, nie rań mnie. Powiedz co jest nie tak.
- Kochanie proszę…
- Nie! Nie rozumiem! Przecież chodzi też o twoją rodzoną siostrę! Jak możesz tu siedzieć bezczynnie!

Ej, ej ja rozumiem emocje i tak dalej. Ale wiesz dają ci tu dach nad głową, pewnie jakieś papu, a ty chcesz stąd wylecieć na pysk?
„PLASK”
O. Zdenerwowała się. Nawet bardzo. Jej liść nawet odbił się na policzku młodego.
- Jak możesz! Jak możesz mnie o takie rzeczy oskarżać?! To moja wina, że nic nie pamiętasz?!
Teraz już nic jej nie powstrzyma…
- No pytam się! Odpowiedz! Pływaliśmy wszyscy razem, aż nagle stąd ni z owąd zaatakowano nas! Straciłam przytomność! Obudziłam się w jakiejś pieprzonej, cuchnącej celi! A potem byłam przedmiotem na aukcji! Ale to już chyba wiesz, bo byłam obok ciebie!!! Tego też nie pamiętasz?!!! Jasne! Pewnie nie. Łatwo zasłaniać się jakimś brakiem pamięci. To takie proste. Ucieczka od odpowiedzialności. Byłeś naszym kapitanem do cholery! Czego ty chcesz ode mnie!
- TO NIE MOJA WINA, ŻE NIE PAMIĘTAM!!!
- To sobie przypomnij! Chociaż mnie…

Nagła zmiana atmosfery. Felcia go tuli, a ten się uspokaja. Zupełnie jak w jakimś filmie. Chyba melodramacie. Nie wiem nie oglądałem. Krzyki ustały, złość ustała, a oboje płaczą jak dzieci. A dokładniej to w sumie moje młodsze ja, wtulone w jej piersi płacze jak dziecko, które z krzykiem przybiegnie do matki, a ta przytuli go do siebie i od razu dziecko czuje się lepiej. Wie, że ma w kimś oparcie.
- Przepraszam, ciągle płaczę.
- To nic najdroższy.
- Co się z tobą stało? Doświadczyłaś tam jakiś przykrości?
- Aukcję wygrał pewien brodaty pan.
- Nie proszę, jeżeli to dla ciebie trudne to nie musisz o tym opowiadać.

No to się zdecyduj, raz chcesz słyszeć, innym razem nie.
- Uwolnił mnie.
CO?!
- Traktował mnie jak córkę przez pewien czas, niedługi. Chciał dla mnie jak najlepiej, próbował przekonać bym z nim została. Widząc jednak, że to bezskuteczne podarował mi wolność. Dał mi też pieniądze, na tyle dużo bym mogła się utrzymać.
- Zapewne chcesz wiedzieć co ja tutaj robię.
- Jeżeli można.
- Ten pan, który mnie uwolnił, zachorował na nieznaną chorobę. A to miejsce jest właśnie takim labulatorium. Staram się mu pomóc. Rozumiesz, prawda? Zawdzięczam temu człowiekowi życie. Bo czym jest niewola jak nie powolnym umieraniem? Stałam tam, na tej sali aukcyjnej tak jak i ty patrzyłam w twoją stronę, a ty w moją. Byłeś dla mnie promykiem nadziei, która rozświetlała tamto ponure miejsce. Pamiętasz, prawda?
- Pamiętam… Już cię pamiętam. Ty również byłaś mi jedyną osłodą tamtych gorzkich chwil.
- Tak bardzo się cieszę najdroższy.

Jak tak sobie przypomnę i chociaż nie za dużo pamiętam, to jednak ostatnio postęp jest zdecydowanie widoczny. Przecież jej nie było ze mną! Jak to się mogło stać żem się wcześniej nie zauważył? Kłamała? Co gorsza młody ja, nadal nie wie, że to nie ta osoba za którą się podaje. Kłamała. To nie ona. AAAA! Nic już nie wiem! Te cholerne luki w pamięci nie pozwalają mi zebrać tego do kupy! Wszędzie pełno niewiadomych! A ja teraz patrzę jak moja młodsza wersja ufa jej. Tej, która nie jest tego zaufania godna!
- Dziękuję ci że jesteś ze mną, Felica.
- To ja powinnam podziękować.

Nie było jej z tobą! Ona kłamie! To nie jest Felica! Słyszysz?! Ech wysiłek głupiego. Wiadomo, że nie. W takim razie w jaki sposób moja młodsza wersja ją sobie przypomniała? Nie pamiętam, żeby była. No co jest? Czy ja byłem aż tak ślepy? No dobra, było trochę ciemno. Ale co? Najciemniej pod latarnią? Że już nie wspomnę o tych cholernych reflektorach, które światło mogłoby imitować latarniane. No przecież tam byłem tylko ja. A dopiero w cieniu jacyś inni ludzie. Zaraz, nagle i ja ją widzę. Wspomnienia młodego dotarły do mnie. Ale, to dokładnie to samo miejsce. Jej tam wcześniej nie było! Jakim cudem teraz jest? Może faktycznie była, no przecie niby jak inaczej miałbym ją sobie przypomnieć… Zresztą… Moja młodsza wersja zachowała w pamięci wszystkie wspomnienia. Swoje dzieciństwo, dorastanie, decyzje jakie podejmowała. A ja jestem spleśniałym serem, pełnym dziur, snującym jakieś konspiracyjne poglądy. Może mi się od tego wszystkiego zupełnie w tym łbie głupim pojebało? Przecież pamiętam z nią ślub. Nie dokładnie, nie szczegółowo, ale jednak tak. Poniosło mnie. Dobrze, że nikt tego nie słyszał. Ośmieszyłbym się albo wylądował w zakładzie dla obłąkanych. Z moimi preferencjami plakietkę świra przyczepiliby mi bez zastanawiania. Ale zaraz. Ja tu gadu, gadu wewnętrzny monolog prowadzę, bo przecież nie mam do kogo gęby otworzyć, a państwo patrzą sobie w oczy.
- Kocham cię Doflamingo.
- Ja ciebie też.

Wyznają sobie miłość po raz enty. Nie wiem nawet na jakie licho skoro przecie się ożenili. Może chcą upewnić się, że nadal chcą być razem. W końcu jakiś tam czas rozłąki był. Ale zapominamy o tamtej piątce. A jeżeli młody jest taki jak mi się wydaje, to nawet w tej uroczej gdyby się dało zapaskudzonej do ostatniej róży, chwili nie zapomniałby o nich. Fu,fu, fu, no proszę, zaczynam sam siebie bardziej poznawać. Zabawne. Okazuje się, że człowiek może dużo o sobie dowiedzieć się po śmierci.
- Chciałbym ci zadać jeszcze jedno pytanie.
- Jakie?
- Czy pozwolisz mi poszukać naszych przyjaciół? W ten czas, gdy ja będę ich szukał, ty z pewnością pomożesz swemu wybawcy. Co ty na to? Cieszę się, że jesteś tu ze mną, ale chcę zebrać na powrót naszą starą ekipę.

Chlip, dobrze młody. Nie zawiodłeś. Można na ciebie liczyć. Ale jak ty chcesz z bandą hulać jak żeś się ożenił? A w sumie. Sam nie wiem czy chciałbym mieć dzieci. A patrząc daleko w przyszłość to nawet ich się nie dorobiłem. Co w zasadzie jest pocieszające, bo tylko jeden taki wariat chodzi potem po świecie.
- Kochanie, nie będziesz musiał ich szukać…
- Jak to?
- Oni… nie żyją.


CDN.

Rozdział piąty: "Przekreślając siebie" już wkrótce!
24.07.2011 17:40
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Odpowiedz 




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Wymiana
One Piece Vampirciowo Fairy Tail Valid XHTML 1.0 Transitional Poprawny CSS!

Kontakt | One Piece Nakama | Wróć do góry | Wróć do forów | Wersja Mobilna | RSS | Mapa Nakama