RE: History's Strongest Disciple Kenichi
Dopiero kilka dni temu (chyba trzy, nieistotne) odkryłem tą mangę i mimo że przeczytałem dopiero 70 rozdziałów, już bardzo przypadła mi do gustu i w rankingu moich ulubionych mang z pewnością wkrótce uplasuje się na wysokim miejscu.
Na początek trochę o wadach HSDK, a właściwie o jednej - Miu. Nie, żebym coś miał do tej dziewczyny, ale bardzo wkurza mnie to, że ciągle nosi obcisłe ciuchy, przez co odnoszę wrażenia, że jedyne co wnosi do fabuły to piersi i tyłek. ;_; Fanserwis to coś, czego nigdy nie lubiłem i z pewnością nie polubię.
Reszta jednak to praktycznie same plusy (w tej chwili nie jestem w stanie wymienić więcej wad). Postać głównego bohatera jest ciekawa, podoba mi się, że nie jest to kolejny radosny głupek, który rozwala wszystkich dzięki nadprzyrodzonym mocom - ot, zwykły nastolatek nieobdarzony talentem do walk, za to bardzo pracowity i właśnie dzięki temu w końcu zaczyna mu się coś udawać.
Na plus idą również charaktery mistrzów Kenichiego - szczególnie do gustu przypadli mi przezabawny Appachai i ciekawy Sakaki. Reszta również ma zróżnicowane charaktery, każdy z pewnością może znaleźć tu kogoś, kogo polubi.
Przeciwnicy choć z początku głównie niezbyt wartościowi mięśniacy, z czasem zaczynają pojawiać się poważniejsi, a sam wątek Ragnaroku uznaję za bardzo ciekawy i już nie mogę się doczekać tego, co przyniosą kolejne rozdziały. Co do walk to zdecydowanie największą ich zaletą jest to, że są nadzwyczaj realistyczne - bohaterowie nie wytrzymują miliarda ciosów, ale po kilku silniejszych już padają. Przy tym walki nie są zbyt długie, w sam raz. To sprawia, że aż chce czytać się dalej.
Fabuła jest lekka, mile się czyta i mangę zdecydowanie mogę polecić każdemu, kto lubi czytać o sztukach walki.
|