Aktualny czas: 18.11.2019, 18:26 Witaj! (LogowanieRejestracja)

Wróciliśmy do mangi, a na stronie pojawił się "już" 958 rozdział!
Odpowiedz 
Homoseksualizm
Autor Wiadomość
Redrey Offline
Yonkou
Pirat

*
Liczba postów: 2,244
Dołączył: 26.03.2009
Skąd:
Poziom ostrzeżeń: 5%
Post: #311
RE: Homoseksualizm
Obejrzałem sobie część dokumentu, który podrzuciłeś i dla mnie ma dużo więcej dziur niż np. wykłady Hovinda. Często przedstawiają jedną rzecz, przy okazji przemilczając dość istotny fragment. Np. skamieniałości na Antarktydzie, w kontekście zmian temperatury bez wspomnienia o dryfie kontynentalnym, który postuluje inne wyjaśnienie tego stanu rzeczy. No i to co mnie najbardziej w tym filmie zaszokowało, a to czego w uprzednio oglądanych prze ze mnie materiałów nie było, to fakt, że tutaj akceptuje się sporą część wyjaśnień postulowanych przez obecną naukę wraz z wiekiem ziemi tłumacząc to faktem, że Bóg stworzył wszystko z określonym czasem i właściwościami.

W obliczu czegoś takiego wszelka dyskusja w oparciu o dowody naukowe całkowicie traci sens i jest to jest właściwie problem filozoficzny. Na szczęście przypomniałem sobie, że jakiś czas temu widziałem świetny film, który dość dobrze ukazuje ułomność konceptu projektanta w odniesieniu do Boga, więc po prostu Ci go podrzucę.





Wiem, że forma momentami prześmiewcza, czego nie pochwalam, ale na to nie mam już wpływu. Jednak merytorycznie na wysokim poziomie.

No i jeszcze jedną rzecz muszę Ci tu pokazać. Kilka zdjęć, w kontekście tym samym, co wrzucane przez Ciebie. To już nie jest tak piękne i nie budzi takich dobrych odczuć jak zdjęcia z twojego postu. A przynajmniej u mnie.
[Obrazek: naked-mole-rat-4113901-d773813b0,0,920,0,0.jpg]
[Obrazek: 21-animaux-inhabituels-d-84d5ee5,0,920,0,0.jpg]
[Obrazek: 21-animaux-inhabituels-d-3c6de17,0,920,0,0.jpg]
[Obrazek: 53316461c36e8ffe76a52d899fbbebb797372e1a.jpeg]
[Obrazek: lizardfish_1.jpg?h=c74750f6&itok=KzfYLl-0]

PS. Wiem, że offtopp, ale prosiłbym, żeby nie wydzielać tego jako osobny temat czy coś. Rzadko jestem, a nie chce mi się później szukać tego nie wiadomo gdzie. No i w sumie, jakby nie patrzeć jest to też po części dyskusja o korzeniach problemu poruszanego w tym wątku.

(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.10.2019 20:30 przez Redrey.)
26.10.2019 20:28
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
TenSmiertelny Offline
Szczur Lądowy
Pirat

*
Liczba postów: 32
Dołączył: 08.12.2017
Skąd:
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #312
RE: Homoseksualizm
Najpierw co do nauki i homoseksualizmu:
„Magazyn Science opublikował niedawno wyniki pracy międzynarodowego zespołu badawczego, który po przebadaniu danych genetycznych od ok. 500 000 osób doszedł do wniosku, że wpływ genów na kształtowanie się homoseksualnych tendencji w populacji ludzkiej jest minimalny – decydującą rolę mają czynniki środowiskowe i nie istnieje ani jeden gen odpowiedzialny za homoseksualizm.” Źródło:
https://obywatelenieba.pl/2019/09/06/pas...ksualizmu/


(21.10.2019 22:05 )Orzi napisał(a):  Komi, zanim zaczniesz się tu produkować z odpowiedzią pomyśl sobie, że tę energię możesz poświęcić na Story Cubes.
To jest dopiero offtopp i to wyjątkowo arogancki. Drogi Orzi jeśli już chciałeś powiedzieć coś Komimasie, to mogłeś to z łaski swojej zrobić w prywatnej wiadomości, gdybyś tak postąpił nie okazywałbyś przynajmniej swojego zupełnego braku szacunku dla mnie i innych dyskutujących. Bo oczywiście my tutaj nie rozmawiamy o niczym ważnym, lepiej iść się pobawić w piaskownicy.

Skoro zaś i Orzi i Imithe tak dbają o to by Komi nie zmarnował sobie czasu, to może ostatni raz zmarnuję wam czas w tym temacie.

///////////////////////////////////////
///////////////////////////////////////
///////////////////////////////////////

(23.10.2019 21:20 )Redrey napisał(a):  Tu wydaje mi się, że popełniasz błąd. Przede wszystkim wróćmy do tego co napisałem wcześniej. Obecnie panujący porządek prawny to przykry żart. Prawo nie powinno niczego sankcjonować, a jedynie rozstrzygać. Dla wszystkich ludzi powinna być pełna swoboda i dowolność w zawieranych między sobą umowach.
Wedle takiego myślenia kazirodztwo i poligamia również powinny być dozwolone. Niewolnictwo również, bo jeśli ktoś podpisze umowę, że się sprzedaje i jest teraz czyimś niewolnikiem, to ma przecież swobodę zawierać umowę jaką chce. Podobnie nierząd również należy dozwolić, bo jeśli ktoś chce pracować jako nierządnica – to co państwu do tego?

Zdaje się wam, że każdy człowiek ma prawo być sam i samolubny, dbać o siebie i żyć dla siebie, myśląc jedynie o własnym tyłku. A rolą państwa ma być jakoby tylko to, by takie samodzielne i w gruncie rzeczy nieprzyjazne sobie jednostki, się nawzajem nie pozjadały – i nazywacie to wielką wolnością i mądrością.

Pytanie jednak brzmi: Czy za taką ojczyznę gotowi bylibyście oddać swoje życie?

Przez całe wieki ojczyzna była czymś więcej. Żaden człowiek nie jest samotną wyspą. Wszyscy jesteśmy połączeni, a cywilizacja i państwo, jako takie, to raczej wielki żywy organizm, w którym wszyscy mają swoje role i zadania, które muszą spełniać by całość żyła i dobrze się rozwijała.

Różni ludzie, należący do różnych narodowości i ras, mający różne charaktery i upodobania, łączyli się w jeden wielki organizm, dzięki spajającej ich kulturze, wartościom i religii. Ofiarując swój pot i krew budowali nasz wspólny dom, chcąc by był doskonały.

Czy naprawdę chcecie to wszystko zburzyć?

W imię bowiem błędnego zrozumienia jednej z wartości cywilizacji chrześcijańskiej zwanej „wolnością”, chcecie zniszczyć to wszystko co cywilizacja chrześcijańska dokonała. Tymczasem nam chodzi o wolność, nie w znaczeniu nieokreślonej samowoli graniczącej z anarchią, lecz taką która wyswobadza człowieka z jego trosk i złych skłonności, dając mu pole do wzrostu duchowego, poprzez zapewnienie mu odpowiedniego miejsca w świecie i pomoc w osiągnięciu jego pragnień.

Wierzymy bowiem, że każdy człowiek chce być dobry, ale jest zły, ponieważ jest słaby. Przykładowo: Każdy człowiek chce być pracowity, a jednak ogarnia go lenistwo. Każdy chce być bohaterem, a jednak zniewala go tchórzostwo. Można jednak stworzyć takie warunki, by naturalne dobre pragnienia człowieka ulegały wzmocnieniu, a złe przytępieniu, prowadząc do jego rzeczywistego spełnienia.

Jako chrześcijanin, wierzę, że tylko wiara chrześcijańska może uczynić człowieka wolnym, będę więc zabiegał o to by wartości i zasady Boże były respektowane. Tym bardziej, że Bóg nie uczynił ich nam na złość, lecz nakazał nam pewne rzeczy dla naszego dobra. Najlepsze co można zrobić, to używać danej rzeczy zgodnie z instrukcją dołączoną przez producenta – Stwórca zaś również ma dla nas pewne instrukcje. A On ma prawo, zarówno nadawać prawa, jak i karać ich lekceważenie. Nie chcemy by było tyle nieszczęść, chorób i dramatów? – słuchajmy Boga, a nie będzie on zmuszony nas nimi doświadczać.

(23.10.2019 21:20 )Redrey napisał(a):  Problem z nienormalnością i jej negatywnym nacechowaniem wynika tutaj z samego podejścia. Nienormalność sama w sobie nie jest niczym złym jeśli nikt na tym nie cierpi.
Tyle że zwykle z powodu nienormalności wiele osób cierpi. Abstrahując już nawet od kary Bożej, ja sam cierpię patrząc na homoseksualistów. I homoseksualiści cierpią, bo ich członki są wykorzystywane niezgodnie z ich przeznaczeniem. Hańbią swe ciało i zamykają sobie drogę do normalnego związku, który zawsze będzie bardziej szczęśliwy i korzystny, dlatego że to do niego zostaliśmy stworzeni i przystosowani. Zwyczajnie mężczyzna nie może zapewnić drugiemu mężczyźnie, tego co może dać mu tylko kobieta. Taka „miłość” to iluzja; życie w obłudzie nie jest dobre.

Jeśli ktoś zakocha się w kawałku kartonu i chce się z nim ożenić (przypadek z mangi) to jeśli na to pozwolimy, w rzeczywistości skrzywdzimy takiego człowieka. Kartonowa postać zwyczajnie: nie będzie w stanie dać mu tego co żywa osoba. To demagogia twierdzić, że on kochając kartkę nikogo nie krzywdzi – krzywdzi się bowiem sam. O wiele lepiej byłoby dla niego samego, by odrzucił iluzję i znalazł prawdziwą normalną miłość, która i tylko która, jest wstanie naprawdę zapewnić jego potrzeby. Jeśli ktoś jadłby gips i twierdziłby, że to mu smakuje, to nijak jeszcze nie oznacza, że faktycznie to go naprawdę zaspokaja.

Zostawienie człowieka, który uważa się za Napoleona, w spokoju nie jest objawem miłości wobec niego. Może i uważając w ten sposób nikogo nie krzywdzi, ale sam jest skrzywdzony, bo żyje w kłamstwie. Jeśli ktoś stwierdzi, że od teraz jest gorylem, bo zmienia gatunek i nakupiwszy płynu na porost włosów, przyjmie z grubsza małpi wygląd i postawę, to właściwą reakcją nie jest akceptacja tego i wysłanie go do zoo. Tylko prawda może nas wyzwolić; a prawdą jest, że gatunku nie można zmienić, tak jak i nie można zmienić płci.

Prawda jest światłem; oddalając się od prawdy pogrążamy się w mroku. Zostawienie człowieka ślepym, w sytuacji w której można przywrócić mu wzrok, nie jest objawem szacunku wobec niego. Człowiek powinien poznać prawdę, nawet jeśli byłaby dla niego bolesna, czy przykra. Poza tym społeczeństwo to ogniwa połączone…

Uważacie, że każdy może robić to co chce, o ile nie szkodzi drugiemu? Powiedzcie to swoim nogom! Może wtedy jedna zechce pójść w lewo, a druga w prawo – i się rozerwiecie. Uważacie, że to nic złego, jeśli jakieś jednostki zachowują się nienormalnie? Powiedzcie to swojemu sercu, powiedzcie to swoim płucom i wątrobie. Nie przejmujcie się gdy okaże się, że macie nienormalne tętno, albo nie normalne ciśnienie. To w końcu nic złego jeśli całe ciało zginie, bo jakieś jego części nie będą pracować tak jak trzeba – prawda?

Otóż my chcemy by całe ciało było zdrowe i silne; aby żyło i było szczęśliwe.

(23.10.2019 21:20 )Redrey napisał(a):  Często wywołuje ona szok i inne niecodzienne odczucia (np. gdy na ulicy minie nas człowiek zmodyfikowany na tygrysa), ale nie są to wystarczające podstawy do wysnucia tezy, że nienormalność to coś złego. A że ludzie się o to wściekają?
Jest coś takiego jak straty moralne i zgorszenie. Jeśli ktoś nago będzie chodził po mieście, to jest to nie w porządku, bo powoduje swym brakiem stroju zgorszenie. Zwyczajnie mamy prawo nie oglądać w miejscu publicznym rzeczy którymi się brzydzimy. Nie chcę idąc miastem oglądać mężczyzny machającego swoim fajfusem; zrobiłoby mi się niedobrze. Tak jak niedobrze robi mi się gdy widzę dwóch całujących się mężczyzn. Nic nie zrobisz, tak zostałem stworzony i tak czuję.

Nikt mi nie w mówi, że wariaci którzy, dajmy na to, rozsmarowują sobie odchody na twarzy, nie szkodzą w ten sposób sobie sami i mi – gdy zmuszony jestem ich potem oglądać. Po prostu niektóre rzeczy są nie na miejscu; niektóre rzeczy są obsceniczne, nieprzyzwoite, czy obrzydliwe. Chcę by państwo broniło mnie przed nimi, a nie zmuszało do ich akceptowania.

(23.10.2019 21:20 )Redrey napisał(a):  No cóż, dość częstą jest sytuacja, w której w obliczu braku solidnej argumentacji sięgamy po takie wyskoki ad persona, byle tylko obronić naszą tezę. Jest to szczególnie powszechne wśród sympatyków wszelkich socjalistycznych rozwiązań, gdyż one już jako sama idea (np. komunizm czy nazizm) nie posiadają żadnych solidnych podwalin.
Wybacz, że to powiem, ale: gadasz bzdury. Powtarzasz znaną głupotę, bez przyjrzenia się prawdzie historycznej. Cały bowiem problem bowiem tkwi w tym, że zarówno komunizm jak i nazizm posiadały bardzo solidne podwaliny naukowe i były mocno uargumentowane logicznie.

Nie jest ani racjonalne, ani sensowne, lekceważyć i obrażać swojego wroga, powtarzając o nim kłamstwa. To nieprawda, że za nazizmem stała tylko bezmyślna nienawiść. Gdyby komunizm i nazizm był jedynie ruchami wściekłych zaślepionych nienawiścią prymitywów, nie dałyby rady dokonać nawet jednej tysięcznej, tego czego dokonały. Nazista kierowany ślepym antysemityzmem, pełny irracjonalnej wściekłości na Żydów, nie byłby wstanie tak skutecznie, planowo i metodycznie prowadzić ich eksterminacji. To zwyczajnie byłoby niemożliwe.

Fakty są inne. Faktem jest, że Hitlera oklaskiwano na kongresie antropologii; że termin „Aryjczyk” nie powstał w ramach propagandy nazistowskiej, lecz był o wiele wcześniejszym terminem naukowym; że nazistami było setki i tysiące lekarzy i naukowców, których przekonywały logiczne argumenty tej doktryny, wynikającej bezpośrednio z samej teorii ewolucji, której są naturalną konsekwencją.

Bardzo często wszyscy chcą zwalić całą winę na Hitlera i nienawiść, ale to zwyczajnie nieprawda. Już w 1891 roku Antoni Czechow w świetnym opowiadaniu „Pojedynek”, pokazał jak wiara w teorię ewolucji, może w konsekwencji prowadzić do chęci wyeliminowania wszystkich jednostek, które uważa się za gorsze – aby gatunek ludzki dalej się rozwijał. Spełniło się to później w nazistowskich Niemczech na Żydach, ale równie dobrze mogłoby się spełnić gdzie indziej i na kim innym. To nie musiał być wcale Hitler i nie musiał być wcale antysemityzm, bo rasizm jest tak naturalny dla ewolucjonizmu, że wprost nielogiczne jest być ewolucjonistą i nie być rasistą. Sam Darwin był przecież rasistą; mówił, że rasy lepsze muszą wypierać gorsze i na tym polega cała ewolucja (zobacz).

Najstraszniejsze jest, że : te argumenty nadal działają! Świadczą o tym same badania naukowe. Ktoś powie znów, że tego co mówię nie da się zweryfikować, więc odsyłam was do książki profesora Philipa G. Zimbardo „Psychologia i życie”; opisany jest w niej eksperyment który przeprowadzono w University of Hawaii. Grupę studentów poproszono o udział w naukowym eksterminowaniu (!) osób uznanych przez naukę za niedostosowane. Wyniki były szokujące, bo okazało się, że jeśli dobrze przedstawi się taki proceder, to niemal wszyscy studenci są za jego przeprowadzeniem! Serio takie były rezultaty badania!

Zimbardo tak w książce komentuje całą sprawę:
Wyniki te powinny dać do myślenia każdemu czytelnikowi, ponieważ wykazują
one, jak mały wysiłek może być potrzebny, aby przekształcić te "sztuczne"
dane eksperymentalne, w taki sam koszmar rzeczywistości, jaki miał miejsce
w Niemczech w czasie II wojny światowej - oraz w innych miejscach i w
innych okresach przedtem.


Zainteresowanych odsyłam również do mojego starego opowiadania, w którym zacytowałem pewną część książki Philipa G. Zimbardo (przedstawiając wyniki badania) i w akcję wplotłem również parę innych faktów. Spójrzcie „Badanie prenatalne”:
http://www.portal-pisarski.pl/czytaj/595...prenatalne

To więc nie tak, że nazistom brakowało rozumu – brakowało im serca. To nie tak, że nazizm był nienaukowy – był zbyt naukowy; zbyt racjonalny; zbyt wykalkulowany. Wymyślony zupełnie na chłodno z pominięciem wszelkich uczuć; wszelkiego współczucia i miłości dla drugiego człowieka.

Zarówno komunizm, jak jeszcze bardziej nazizm, są po prostu przykładem tego, co się stanie gdy religię i emocje odstawi się na bok, a bezduszne ideały naukowe zacznie się traktować na poważnie i konsekwentnie wprowadzać je w życie.

Wszystko zaś zaczęło się od Darwina, on założył podwaliny, zaś już jego kuzyn Francis Galton wprowadził pojęcie „eugenika” czyli nauka o tym jak selekcjonować ludzi, by ewolucja człowieka trwała nadal. Zobacz filmik: Uwaga! zawiera brutalne sceny i okrutną prawdę (koniec ma słaby więc można go sobie darować):





Filmów i dowodów jest masę. A Gosen mówi, że to religia jest faszyzmem i złości się, że sprzeciwiamy się aborcji. Ech… Jest zupełnie odwrotnie: to nauka (poprzez ewolucjonizm) stworzyła nazizm, a aborcję pierwszy uchwalił Lenin, a drugi Hitler…

(23.10.2019 21:20 )Redrey napisał(a):  Raz jeszcze odwołam się do prawa naturalnego. Nie ma szkody na własności prywatnej, nie ma agresji, nie ma ofiar.
Nic nie rozumiesz. Prawo naturalne, to nie coś co analizujesz rozumem – lecz coś co czujesz.

Gdy Adam i Ewa zjedli owoc z drzewa poznania dobra i zła, otworzyły im się oczy i zobaczyli, że są nadzy. Chociaż nie ma żadnych logicznych podstaw do tego by wstydzić się swojej nagości, ani tym bardziej zakrywać jej przed Stwórcą, oni poczuli taką potrzebę i skryli się przed Nim, bo wstyd im było, że są nadzy. Nie chcieli pokazać się nadzy i Bóg tego nie skrytykował; przeciwnie, sam przyrządził im ubrania, bo odtąd kiedy poznali, że są nadzy muszą je już nosić. Poznali co jest dobre i złe; poznali prawo naturalne, które samo w sobie jest czysto irracjonalne i nie podlega rozumowej analizie.

Nie da się udowodnić, że w byciu nagim jest coś złego; nie ma agresji, nie ma ofiar, nie ma szkody na własności prywatnej. A jednak czujemy, że bycie nagim jest złe, że musimy się okrywać względem siebie nawzajem i Boga. Świadczy nam o tym nasze przyrodzone poczucie moralności; prawo naturalne zapisane w naszym sercu. Możemy je zignorować, możemy je wykrzywić, ale faktem jest, że ono istnieje i zwyczajnie czujemy, że coś jest złe, czy dobre.

Zwierzęta nie zjadły owocu; zwierzęta tego nie czują; zwierzęta nie mają moralności i nie znają dobra i zła. My mamy, znamy i musimy przestrzegać. Kto może dobrze czynić a nie czyni, grzeszy. A każdy grzech rodzi śmierć.

Przez to poczucie, dobra i zła, też możemy w ogóle uprawiać sztukę. Prawo moralne nie dochodzi do nas od razu po urodzeniu, dopiero osiągnąwszy jakiś wiek, otwierają nam się – jak Adamowi i Ewie – oczy. To nie chodzi o wyuczenie pewnych norm, bo tego nie dałoby się wyuczyć. Małe dziecko nie jest wstanie tworzyć sztuki, bo nie ma jeszcze poznania moralności którym mogłoby osądzić, czy coś jest dobre, czy złe; piękne, czy brzydkie; ohydne, czy wspaniałe. Dlatego wszystkie rysunki dziecięce to coś w rodzaju planów konstrukcyjnych.

Nie chodzi o braki w umiejętności i technice. Dziecko po prostu rysując stara się jak najwierniej oddać rzeczywistość i posługuje się logiką – nie zaś sercem. Ważne dla niego jest by dom miał komin i okna, a niebo chmury, nie zaś to by wywołać rysunkiem jakieś wrażenie – tego bowiem zupełnie nie rozumie. Dziecko do jakiegoś wieku jest posłuszne; nie kłamie, nie oszukuje, nie wstydzi się nagości, nie brzydzi robakami, nie rozróżnia między dobrem i złem – jest jak pierwotny Adam i Ewa. Później zaś otwierają mu się oczy.

Cały czas zaś chodzi o irracjonalne poznanie. Zrozum mnie Redrey, nie da się rozumowo dowieść, że pająki są brzydsze od koni, albo, że zdjęcia zwierząt które ja podałem, przedstawiają stworzenia ładniejsze, niż te które ty zamieściłeś. A jednak czujemy! czujemy, że coś jest ładne, albo brzydkie; obrzydliwe, albo piękne. To nie jest coś co wynika z naszego rozumu, to prawda zapisana w naszym sercu – to właśnie prawo moralne, którym rozsądzamy wszystko.

Taki Hitler miał z tym problem. Chciał być malarzem, ale bez powodzenia – i nic dziwnego. Nie brakowało mu ani techniki, ani wiedzy z zakresu plastyki. Brakowało mu serca. Wszystkie jego dzieła są bezduszne i wykalkulowane. Malując Hitler nie posługiwał się sercem, lecz rozumem – i to zwyczajnie czuć. Nie można być artystą i racjonalistą, nie można wykalkulowywać sztuki. Obrazy Hitlera mogły być świetnie przemyślane, ale nie czyni to jeszcze z nich artyzmu. Tak jak sztuką nie jest świetnie opracowany plan techniczny; bo tu trzeba uczucia, nie inteligencji.

Z homoseksualistami sprawa jest zaś zupełnie odwrotna. Nie bez przyczyny homoseksualizm przez dłuższy czas był uznawany za właściwy artystom; nie bez przyczyny wielu sławnych projektantów, docenionych malarzy, rzeźbiarzy i twórców miało jakieś (różnego rodzaju) dewiacje seksualne. To naturalne; artyzm wymaga bowiem serca i emocjonalności. Wymaga korzystania z prawa moralnego.

Nie może być sztuki gorszej niż sztuka Hitlera, wykalkulowanej, pozbawionej afektu, czyli zwyczajnie pustej. Sztuka jest zaś sztuką, gdy wynika z jestestwa; niezależnie od tego, czy budzi obrzydzenie, czy zachwyt. Homoseksualiści, nie są jak zbyt racjonalni naziści bez uczuć, przeciwnie: eksponują swoje uczucia i podają im się niemal bez ograniczeń. Nazista to ktoś, kto nie ma serca; homoseksualista to raczej ktoś, kto nie ma rozumu.

Homoseksualni twórcy zatem potrafią tworzyć sztukę i to jak mało kto. Problem w tym, że ich poznanie działa jakby na odwrót. Czują, tak jak i każdy człowiek, że coś jest brzydkie, czy obrzydliwe (i nie ignorują tego), ale oni takie brzydkie właśnie lubią. Rozkoszują się tym, o czym ich serce świadczy, że jest złe. Sztuka zaś konsekwentnie i świadomie obrzydliwa ma swoją wartość i jest doceniana. Recenzenci chwalą mówiąc, że obrzydliwe i wstrząsające; chwalą bo budzi w nich wielkie emocje i porusza do głębi. Dewiant wkłada w swe dzieło, całą swą duszę i odciska w niej całe swoje wypaczenie, tworząc coś zgoła niepowtarzalnego i niemożliwego do podrobienia.

Jeśli zaś ktoś mówi, że coś jest tak ohydne, że aż go skręca i podnieca, to sam o sobie wydaje świadectwo, że i wie, że to jest obrzydliwe, i miłuje to co obrzydliwe.

Istnieje zatem parę sposobów jak radzić sobie z dobrem i złem które czujemy. Możemy zupełnie je ignorować – będziemy racjonalni, ale bez serca. Możemy kochać dobro, a nienawidzić zła; zachwycać się pięknem i brzydzić ohydą – i to jest właściwa opcja. Możemy również przeciwnie: nienawidzić dobra i kochać zło; zachwycać się okropieństwem, a brzydzić pięknem – i to się nazywa szaleństwo. Albo możemy jeszcze ignorować, czy coś jest złe czy dobre, aby tylko wrażenie było mocne; zachwycać się zarówno wielkim pięknem, jak i straszną brzydotą – i wtedy najlepiej zostać krytykiem sztuki Tongue

Dobro i zło się czuje – nie rozumie. Jak powiedział jeden sławny gość: Sztuka jest jak gówno – to się czuje, a nie objaśnia. I tak samo jest z moralnością.

(23.10.2019 21:20 )Redrey napisał(a):  Rozumiem twoje obawy o ekspansje pedofilii i innych potencjalnie niebezpiecznych tego typu rzeczy. Ciężko się nie zgodzić z naukowcem, którego zacytowałeś.
Cytowałem naukowców którzy, ni mniej ni więcej, mówili, że pedofilia jest OK, a ty mówisz, że ciężko się z nimi nie zgodzić? Wolę sądzić, że chyba cię źle zrozumiałem…

Moje obawy dotyczyły dalekiej przyszłości i konsekwencji, ale są ludzie którzy obawiają się już teraz. Jeśli bowiem mamy uznawać autorytet WHO w sprawie homoseksualizmu, to może i w sprawie wychowania seksualnego dzieci – a to byłaby tragedia, skoro WHO zakłada różne dziwne rzeczy:

dzieci w wieku 0-4 lat mają się nauczyć masturbacji,
dzieci w wieku 9-12, jak się mają zabezpieczyć przy pierwszych doświadczeniach seksualnych,
dzieci 12- 15 lat, jak negocjować z partnerem uprawianie bezpiecznego i przyjemnego seksu,
a 15-letnie współżyje już regularnie z jakimś partnerem?

Patrz:
http://www.reformowani.info/do-czego-daz...isci-lgbt/

Poza tym możesz zobaczyć sobie wywiad z kurator Nowak, w kontekście dzieci i postulatów LGBT:




(23.10.2019 21:20 )Redrey napisał(a):  Co do zwierząt natomiast to wszelkie rozważania na ich temat w kontekście porównawczym do człowieka są z założenia błędne, gdyż są to istoty nie potrafiące upomnieć się o swoje prawa, zatem ewentualne ich dochodzenie jest pozbawione jakichkolwiek podstaw i w pełni uzależnione od wniosków płynących z etyki a zatem moralności jednostki ludzkiej.
Zwierzęta nie są wstanie dochodzić swoich praw w sądzie, dlatego przeprowadza się na nich setki i tysiące okropnych eksperymentów naukowych, powodujących im olbrzymi ból i cierpienie. To nieetyczne, a mimo to dzieje się i jest prawnie dozwolone, a w książkach naukowych takich jak np. „Biologiczne podstawy psychologii” Jamesa W. Kalata, jest ono usprawiedliwiane i pochwalane. Ja jednak nie akceptuję takich usprawiedliwień i pochwał. Jak i całej ułomnej logiki pana Kalata.

Nikt mi nie wmówi, że wiercenie z ciekawości, w głowach żyjących zwierząt jest w porządku. Że dźganie psów szpikulcami jest ok. Że musimy się zgodzić na powodowanie takich cierpień, bo dzięki temu możemy się czegoś dowiedzieć. Bzdura. Nic dowiedzieć się nie musimy i nie potrzebujemy, a już na pewno nie wolno nam robić tego w tak okropny sposób.

Cały czas więc w kontekście zoofilii powołujecie się na to, że zwierzę cierpi i jest krzywdzone. Ja jednak nie pytam, czy prawo nie mogłoby dozwalać krzywdzenia zwierząt, bo jasne jest, że w wielu aspektach już dawno krzywdzić zwierzęta pozwala. Nie powinno być to żadnym zaskoczeniem i nikt nie jest w stanie udowodnić, że w przyszłości prawo nie pozwoli także na krzywdzenie zwierząt w jakiś inny sposób – na przykład w ramach zoofilii.

Poza tym zupełnie mylicie się twierdząc, że zwierze nie potrafi dochodzić swoich praw i okazać nam czy coś się mu podoba, czy nie. Mrówka może i nie potrafi, ale zwierzęta wyższe, zdecydowanie mają swoje sposoby. Mój pies gdy dłużej sobie pośpię, podchodzi pod moje okno w sypialni, bierze miskę i po wielokroć uderza nią o beton. Nie jest głodny (gdy ma chrupki to je wysypie), hałasuje by mnie obudzić, bym szybciej szedł z nim na spacer! Gdy otworzę drzwi, wpycha się do domu i prędko pokazuje na smycz; gdy wezmę ją w ręce podskakuje z radości i prowadzi mnie do furtki. Myślicie, że nie rozumiem o co mu chodzi?

Nie potrafi upomnieć się o swoje prawa? Jeśli zabiorę mu miskę, to w zamian siądzie pod oknem i będzie głośno piszczał by mnie obudzić. A wychodzę z nim na przechadzkę dwa razy dziennie i to wcale nie tak, że jakoś strasznie chce mu się kupę; po prostu kocha spacery. Dalej weźmy kozy. Bywają nieźle zazdrosne. Weź wypuść jedną kozę z kojca i zostaw inne w koziarni, zaraz przekonasz się jak skutecznie potrafią one „upominać się o swoje prawa”. Tak, będziesz wiedział, bo ich żałosne „upominanie” słuchać na drugim końcu wsi – beczą bardziej niż zarzynane! Zamknij kozę którą wypuściłeś z powrotem, albo wypuść pozostałe, a wszelki hałas natychmiast ucichnie.

Jesteśmy wstanie zrozumieć zwierzęta; rozumiemy ich uczucia i dostrzegamy ich miny. Wiemy co znaczy merdanie, z radością na pysku; a co uciekanie z podkulonym ogonem i żałosne skamlanie. Jeśli ktoś hoduje zwierzęta i często przebywa w ich towarzystwie, rozumie je doskonale; wie kiedy patrzą na niego z nadzieją, a kiedy ze skruchą, wrogością, czy zniecierpliwieniem. Nie ma tutaj żadnej tajemnicy dla każdego uważnego obserwatora, gotowego wczuć się w stworzenie i chętnego by je zrozumieć. Gdy zaś zwierzę cierpi i jest krzywdzone widać to od razu i nie trzeba tutaj być żadnym geniuszem.

Nawet jednak w sytuacji w której ktoś przespałby się z małpą, albo np. współżył seksualnie z kozą, a zwierze okazywałoby wszelkie oznaki radości i zadowolenia, i jednocześnie żadnych oznak cierpienia i krzywdy – to i tak byłoby to zachowanie niedopuszczalne i ohydne. Wystarczy sobie to wyobrazić, by przenikał nas dreszcz i byśmy czuli odrazę. W ten sposób prawo moralne komunikuje nam, że takie zachowanie jest złe. Zwyczajnie czujemy, że jest to niewłaściwe.

Wewnętrzne odczucia są w rozstrzyganiu moralnym decydujące. Nie można być dobrym i być nieczułym; nie można być dobrym i być znieczulonym. Można zaś być dobrym nawet jeśli ma się 50 iq i nie umie się czytać. Nie potrzeba inteligencji by być dobrym i pojmować prawdę moralną. Bo to o czym świadczy nam serce to jest prawda. Wyobrazimy sobie zoofilię i czujemy obrzydzenie, takie same jak wtedy gdy wyobrazimy sobie, że jakiś człowiek zajada się ludzkim mięsem. Brzydzi nas to – bo jest to rzecz zła i niewłaściwa.

W ten sposób poznajemy co jest dobre i złe. Można bowiem wymienić z tysiąc argumentów za tym, że kradzież jest dobra, a prawo własności nie istnieje – i gdzież znajdzie się umysł który potrafiłby je wszystkie skutecznie odbić? Wystarczy jednak wyobrazić sobie jak jeden człowiek okrada drugiego; zwizualizować w swojej głowie konkretny obraz, a wtedy samo poznanie dobra i zła, po przez odczucie, da nam znać, że jest to niewłaściwe. Nie musimy tego rozumieć. Prawdę się czuje, a nie rozumie; prawdy się doświadcza całym sobą i wobec tego wszelkie dowodzenie okazuje się zupełnie zbędne i kompletnie bezużyteczne.

(23.10.2019 21:20 )Redrey napisał(a):  Jeszcze słówko w kontekście ostatniego akapitu. Hipokryzja hipokryzją, ale całkowicie błędnie definiujesz źródło swoich obaw. Mam wrażenie, że winą obarczasz osoby homoseksualne i wszelkich aktywistów działających w tej kwestii. Będę przeszczęśliwy jeśli sam dojdziesz do źródła twoich obaw. A żeby Ci to ułatwić podrzucam Ci piękny cytat, w duchu katolickim:

"Państwa nikt nie wymyślił, nie uczynili tego Machiavelli, Hobbes ani Marks. Oni jedynie świetnie opisali istniejące już mechanizmy. Z perspektywy człowieka wierzącego nie sposób nie oprzeć się twierdzeniu, że państwo wymyślił szatan. Pomysł, aby skradzione mienie rozdystrybuować wśród swoich ofiar i kazać siebie nazywać „obrońcą porządku i uciśnionych”, nie mógł zrodzić się w ludzkim umyśle."
Nie. To nie jest piękny cytat.

Nabuchodonozor król Babiloński nakazał zdobić Judę; jego wojsko brutalnie wyrznęło masę Izraelitów; kobiety gwałcono na ulicach; ciężarnym rozcinano brzuchy. Na rozkaz królewski spalono Jeruzalem i świątynię Bożą, a resztkę Żydów, jak niewolników w żelaznych kajdanach, uprowadzono do niewoli w Babilonie. A MIMO TO prorok Daniel służył Nabuchodonozorowi z całą starannością, oddawał mu królewską cześć; nie targnął się na jego życie i nie organizował buntu, lecz twierdził, że wszelka władza pochodzi od Boga.

Podobnie Jezus z Nazaretu, wydany z ramienia władzy najwyższych kapłanów, władzy rzymskiej, która przecież bezprawnie i brutalnie podbiła naród Izraelski, stojąc przed Poncjuszem Piłatem świadczył, że nie ma władzy jak za sprawą Bożą.

Dalej chrześcijanie, prześladowani i zabijani za swą wiarę; rozszarpywani przez dzikie zwierzęta na arenach. Piszą w listach by szanować wszelkich zwierzchników i być im poddani – bo wszelka władza pochodzi od Boga. I dlatego każą płacić podatki, bo żołnierz z mieczem jest sługą Bożym – i mówili to o tym samym żołnierzu, który ich po częstokroć wrzucał do więzień i mordował!

Chrześcijaństwo nie jest religią buntu, lecz religią porządku i ładu.

Odnoście zaś państwa i jego roli, bardzo chciałem ci Redrey zacytować niezwykle wartościowe myśli Antoine’a de Saint-Exupéry, lotnika walczącego w drugiej wojnie światowej, autora znanego z powiastki „Mały Książę”. Długo szukałem jego książki i w końcu znalazłem; błagam przeczytaj i zrozum:
Antoine de Saint-Exupéry Pilot wojenny (Pilote de guerre; 1942) fragment:
Spoiler :
Jest rzeczą łatwą oprzeć ład jakiejś społeczności na zasadzie podania każdego jej członka ustalonym raz na zawsze prawom. Jest rzeczą wygodną urobić tak człowieka, by ślepo, bez protestu, poddawał się rozkazom władzy lub przepisom Koranu. Ale osiągnięcie o wiele wyższe polega na tym, by nauczyć go rządzić sobą i przez to uczynić go wolnym.

Co to znaczy jednak uczynić kogoś wolnym? Jeżeli na pustyni uwalnia się człowieka, który nie odczuwa żadnych pragnień, jakie znaczenie ma jego wolność? Wolnym może być tylko ktoś, kto do czegoś dąży. A zatem uwolnić tego człowieka znaczyłoby obudzić w nim pragnienie i wskazać drogę do studni. Wówczas dopiero stanęłaby przed nim perspektywa sensownego działania. Bezcelowe byłoby oswobodzenie kamienia, gdyby nie istniała siła ciężkości. Oswobodzony kamień nigdy by się sam nie poruszył.

Otóż moja cywilizacja usiłowała oprzeć stosunki między ludźmi na kulcie Człowieka poprzez jednostki, aby stosunek każdego człowieka do siebie samego i innych ludzi przestał być ślepą uległością wobec praw termitiery i stał się swobodną praktyką miłości.

Niewidzialna siła ciężkości wyzwala kamień. Niewidzialne przyciąganie miłości wyzwala człowieka. Moja cywilizacja starała się uczynić każdego człowieka Ambasadorem tego samego księcia. Traktowała jednostkę jako drogę lub orędzie kogoś od niej większego i ofiarowała jej swobodnemu rozwojowi bieguny magnetyczne.

Znam dobrze źródło tego pola sił. Przez całe wieki moja cywilizacja kontemplowała Boga przez ludzi. Człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boże. Szanowano Boga w człowieku. Ludzie byli braćmi w Bogu. Ten odblask Boga nadawał każdemu człowiekowi godność niezastąpioną. Ze stosunku między człowiekiem a Bogiem wypływały w sposób oczywisty obowiązki każdego człowieka względem siebie i drugich.

Moja cywilizacja jest spadkobierczynią wartości przyniesionych przez chrześcijaństwo. Chcę przemyśleć, jak zbudowano tę katedrę, aby lepiej zrozumieć jej architekturę.

Z kontemplacji Boga wypływała zasada równości ludzi, ponieważ wszyscy byli równi wobec Boga. I ta równość była czymś zrozumiałym. Można być równym tylko wobec czegoś. Prosty żołnierz i kapitan są równi wobec narodu. Równość jest pustym słowem, pozbawionym znaczenia, jeśli nie można jej z czymś powiązać.

Pojmuję jasno, dlaczego ta równość, która była równością Bożych praw udzielonych każdemu człowiekowi, nie pozwalała zamykać przed nikim rozwoju wzwyż: Bóg mógł właśnie tę jednostkę obrać sobie jako drogę. Ponieważ jednak chodziło o równość praw Boga do tych ludzi, rozumiem, dlaczego wszyscy, kimkolwiek by byli, podlegali tym samym obowiązkom i temu samemu poszanowaniu praw. Będąc obrazem Boga, mają równe prawa. Służąc Bogu, mają równe obowiązki.

Rozumiem, dlaczego równość wobec Boga nie pociąga za sobą sprzeczności ani bezładu. Demagogia wdziera się, kiedy w braku wspólnej miary zasada równości wyradza się w zasadę identyczności. Wówczas prosty żołnierz nie salutuje przed kapitanem, ponieważ salutując oddawałby honory jednostce, nie Narodowi.

Moja cywilizacja, dziedzictwo Boże, uczyniła ludzi równymi wobec Człowieka.

Rozumiem źródło szacunku ludzi dla siebie. Uczony winien był szacunek nawet palaczowi okrętowemu, ponieważ w nim czcił Boga, którego Ambasadorem był także i palacz. Jakiekolwiek byłyby wartości jednego człowieka, a mierność drugiego, nikt nie mógł rościć sobie prawa do wtrącania drugiego w niewolę. Nie poniża się Ambasadora. ten szacunek dla człowieka nie pociągał bynajmniej za sobą upodlającego korzenia się przed marnością, głupotą lub ignorancją, bo szanował przede wszystkim w człowieku godność Ambasadora samego Boga. W ten sposób miłość Boga stwarzała między ludźmi stosunki szlachetne, ponieważ chodziło o stosunki między jednym Ambasadorem a drugim, niezależnie od ich wartości indywidualnej.

Moja cywilizacja, dziedzictwo Boże, ugruntowywała szacunek dla Człowieka przez jednostki.

Rozumiem źródło braterstwa ludzi. Ludzie byli braćmi w Bogu. Można być bratem jedynie w czymś. Jeżeli braknie łączącego węzła, ludzie będą po prostu żyli jeden obok drugiego, ale nie będą powiązani między sobą. Nie można być bratem w oderwaniu. Moi koledzy i ja jesteśmy braćmi w naszej Grupie 2/33, która nas łączy. Francuzi są braćmi we Francji, ich wspólnej ojczyźnie.

Moja cywilizacja, dziedzictwo Boże, uczyniła ludzi braćmi w Człowieku.

Rozumiem znaczenie obowiązków miłości, których mnie uczono. Miłość była służbą Bogu w ludziach. Należała się Bogu bez względu na wartość poszczególnego człowieka. Tego rodzaju miłosierdzie nie uprzykrzało obdarowanego ani nie krępowało go więzami wdzięczności, ponieważ dar nie był skierowany do niego, lecz do Boga. Czynienie miłosierdzia nie przekształcało się nigdy w hołd składany miernocie, głupocie, lub ignorancji. Lekarz miał obowiązek narażać swe życie lecząc najnędzniejszego z zadżumionych. Służył w ten sposób Bogu. Nie poniżała go noc bezsenna, spędzona na czuwaniu przy łóżku chorego złodzieja.

Moja cywilizacja, dziedzictwo Boże, uczyniła z miłości bliźniego dar składany Człowiekowi poprzez jednostkę.

Rozumiem głęboki sens Pokory wymaganej od człowieka. Pokora nie poniżała go. Raczej wywyższała. W jej świetle widział wyraźniej swą rolę Ambasadora. Nakazując mu czcić Boga w drugim człowieku kazała jednocześnie czcić go w sobie, aby mógł osiągnąć wielkość, bo jeśli człowiek przejmuje się własną ważnością, droga, którą powinien być, staje się zagradzającym murem.

Moja cywilizacja, dziedzictwo Boże, głosiła także szacunek dla samego siebie, czyli szacunek dla Człowieka poprzez siebie.

Rozumiem wreszcie, dlaczego miłość Boga uczyniła ludzi odpowiedzialnymi jednych za drugich i nakazała im Nadzieję jako cnotę. Czyniąc człowieka Ambasadorem tego samego Boga, w ręce każdego złożyła zbawienie wszystkich. Nikt nie miał prawa zwątpić, ponieważ był wysłannikiem kogoś większego od siebie. Rozpacz byłaby zaparciem się Boga w sobie. Ten obowiązek Nadziei można by wyrazić następująco: „Uważasz się za tak ważnego? Jakaż zarozumiałość w twojej rozpaczy!”

Moja cywilizacja, dziedzictwo Boże, zrobiła każdego odpowiedzialnym za wszystkich, a wszystkich za każdego. Jednostka winna poświęcić się dla ocalenia zbiorowości. Nie chodzi tu bynajmniej o jakiś bezmyślny arytmetyczny rachunek. Chodzi o poszanowanie Człowieka poprzez jednostkę. O wielkości mojej cywilizacji świadczy fakt, że stu górników naraża swe życie dla ratowania jednego zasypanego towarzysza. Ratują Człowieka.

W świetle tego rozumiem jasno sens wolności. To wolność wzrostu drzewa w polu, siły jego nasienia. To klimat w którym człowiek rośnie wzwyż. Wolność podobna jest do pomyślnego wiatru. Tylko dzięki niemu żaglowce suną swobodnie po powierzchni morza.

Człowiek w ten sposób ukształtowany posiadałby potęgę drzewa. Jakąż przestrzeń mógłby ogarnąć swymi korzeniami. Ileż materiału ludzkiego mógłby wchłonąć, by nim rozkwitnąć w słońcu!

Ale ja pokpiłem wszystko. Roztrwoniłem dziedzictwo. Pozwoliłem, by uległo rozkładowi pojęcie Człowieka.

A przecież w to, żeby ocalić kult Księcia, kontemplowanego przez jednostki, i utrzymać na wysokim poziomie stosunki między ludźmi, które się na tym kulcie opierały, moja cywilizacja włożyła niemało energii i geniuszu. Wszystkie wysiłki Humanizmu zmierzały jedynie do tego celu. Humanizm uznał wprost swoją misję wyjaśnić i utrwalić raz na zawsze prymat Człowieka nad jednostką. Humanizm głosił Człowieka.

Lecz gdy zaczynamy mówić o Człowieku, język napotyka na trudności. Człowiek różni się od ludzi. Nie powiemy nic istotnego o katedrze, jeśli będziemy mówić jedynie o kamieniach. Nie powiemy nic istotnego o Człowieku, jeśli będziemy próbowali określić go poprzez właściwości poszczególnych ludzi. Humanizm obrał sobie więc od początku kierunek błędny. Starał się dojść do pojęcia Człowieka drogą argumentacji logicznej i moralnej i w ten sposób zaszczepić go w świadomości ludzi. (…)

Tylko ten rozumie, co to jest posiadłość rodzinna, kto poświęci jej część samego siebie, kto będzie walczył o to, by ją ocalić, i trudził się, by ją upiększyć. Wtedy zacznie kochać swoją ojczyznę. To nieprawda, że jest ona sumą interesów. Ona jest sumą naszych darów.

Dopóki moja cywilizacja opierała się na Bogu, zachowywała żywe pojęcie ofiary, która utwierdzała Boga w sercach ludzkich. Humanizm nie docenił zasadniczej roli ofiary. Usiłował zaszczepić człowieczeństwo przez słowa, nie przez czyny.

By ocalić obraz Człowieka, oglądany w poszczególnych ludziach, rozporządzał już tylko tym samym słowem upiększonym przez duża literę. Groziło nam niebezpieczeństwo ześliźnięcia się po pochyłości i pomylenia, pewnego dnia, Człowieka z symbolem przeciętności lub suma wszystkich ludzi. Groziło nam pomylenie katedry z sumą kamieni.

I powoli zgubiliśmy dziedzictwo.

Zamiast głosić prawa Człowieka w jednostce, zaczęliśmy mówić o prawach Zbiorowości. byliśmy świadkami, jak niepostrzeżenie zaczyna się szerzyć moralność kolektywu, która pomija Człowieka. Moralność ta tłumaczy jasno, dlaczego jednostka powinna poświęcić się dla Zbiorowości. Ale nie potrafi już wytłumaczyć, bez uciekania się do językowych sztuczek, dlaczego Zbiorowość powinna poświęcić się dla jednego człowieka. Dlaczego jest rzeczą słuszną, aby tysiąc ludzi zginęło dla uwolnienia jednego człowieka uwięzionego niesprawiedliwie. A tymczasem ta właśnie zasada, która tak wyraźnie odróżnia nas od termitiery, stanowi przede wszystkim o naszej wielkości.

W braku odpowiedniej metody stoczyliśmy się od ludzkości, która opierała się na Człowieku, do termitiery, która opiera się na sumie jednostek.

Co możemy przeciwstawić religii Państwa lub Mas? Czym stał się nasz wspaniały obraz Człowiek pochodzącego od Boga? Z trudem go jeszcze poznajemy poprzez słowa które utraciły już swoją treść.

Zapominając o Człowieku, powoli ograniczyliśmy naszą moralność do problemów jednostki. Zażądaliśmy, by żaden człowiek nie krzywdził drugiego człowieka. Żaden kamień – drugiego kamienia. I na pewno nie szkodzą sobie one nawzajem, gdy leżą luzem na polu. Ale wyrządzają krzywdę katedrze, którą można by z nich zbudować, a która z kolei nadałaby im właściwy sens.

Nie przestaliśmy gadać, że ludzie są równi. Ale ponieważ zapomnieliśmy o człowieku, nie rozumieliśmy nic z tego, co głosimy. Nie wiedząc, na czym ma być ta Równość oparta, uczyniliśmy z niej hasło bliżej nie sprecyzowane, którym nie umieliśmy się posługiwać. Jak określić, z punktu widzenia jednostki, równość między mędrcem i prostakiem, półgłówkiem i geniuszem? Jeśli chodzi o materiały, równość oznacza, w teorii i praktyce, że zajmują one jednakowe miejsce i odgrywają tę samą rolę – co w odniesieniu do człowieka jest absurdem. Zasada Równości wradza się więc w zasadę Identyczności.

Nie przestaliśmy głosić, że ludzie są wolni. Ale ponieważ zapomnieliśmy o Człowieku, nazwaliśmy wolnością nieokreśloną samowolę, ograniczoną zakazem szkodzenia drugiemu. Ograniczenie nonsensowne, gdyż nie istnieje czyn, który by w jakiś sposób nie odbijał się na innych. Jeśli będąc żołnierzem, rozmyślnie się okaleczę, zostanę rozstrzelany. Nie ma człowieka nie związanego z nikim. Kto się odcina od społeczności, krzywdzi ją. Kto jest smutny, zasmuca innych ludzi.

Takim pojęciem wolności nie potrafiliśmy się posługiwać bez wpadania w sprzeczność nie do przezwyciężenia. Nie umiejąc określić, w jakim wypadku mamy do tej wolności rzeczywiste prawo, a w jakim nie, zamykaliśmy obłudnie oczy, dla ocalenia mętnej zasady, na całe mnóstwo przeszkód, jakie każda społeczność z natury rzeczy stawia swobodzie jednostki.

Jeśli chodzi o miłość bliźniego, to nie odważyliśmy się nawet jej głosić. Dawniej ofiara, która jest fundamentem człowieczeństwa, nazywała się Miłosierdziem, kiedy czciła Boga poprzez jego obraz w człowieku. Składaliśmy dar Bogu lub Człowiekowi poprzez jednostkę. Ale kiedy zapomnieliśmy o Bogu i o Człowieku, obdarzaliśmy już tylko jednostkę. I oto Miłosierdzie zaczęło przybierać formę nie do przyjęcia. Sprawiedliwy rozdział dóbr jest bowiem obowiązkiem społeczeństwa i nie może zależeć od fantazji pojedynczego człowieka. Poczucie godności sprzeciwia się uzależnieniu od hojności drugiego. Byłoby czymś paradoksalnym, gdyby bogaci, nie dość że są bogatymi, żądali jeszcze wdzięczności od tych, co nic nie mają.

Przede wszystkim jednak nasza miłość bliźniego, źle pojęta, mijała się ze swym właściwym celem. Opierając się na odruchach litości w stosunku do ludzi, wykluczała możliwość wychowawczej kary. Gdy tymczasem Miłość prawdziwa, będąca wyrazem czci dla Człowieka składanej mu poprzez jednostki, nakazywała walczyć czasem z jednostką, by mógł w niej wzrastać Człowiek.

W ten sposób zagubiliśmy człowieka. A tracąc go, pogrzebaliśmy ciepła braterstwa, które głosiła nasza cywilizacja, ponieważ bratem można być jedynie w czymś większym, wspólnym, co nas łączy. Samo dzielenie się z kimś drugim jeszcze nie stwarza braterstwa, które zrodzić się może jedynie dzięki ofierze. Dzięki darowi składanemu czemuś większemu od siebie. Ale my, myląc jałowe zubożanie się z tym korzeniem wszelkiego prawdziwego życia, sprowadziliśmy braterstwo do wzajemnej tolerancji.

Przestaliśmy dawać. Otóż jeśli chcę dawać jedynie samemu sobie, nie otrzymuję nic, gdyż nie buduję nic takiego, do czego bym należał, a więc jestem niczym. Jeśli potem zażądają ode mnie, bym oddał życie za interesy, nie zgodzę się na to. Interes nakazuje mi przede wszystkim żyć. Jaki poryw miłości usprawiedliwiłby moją śmierć? Umiera się za dom. Nie za sprzęty i mury. Umiera się za katedrę. Nie za kamienie. Umiera się za naród. Nie za tłum. Umiera się za miłość do Człowieka, jeśli on jest podstawą Wspólnoty. Umiera się jedynie za to, dlaczego można żyć.

Słownik, którym posługiwaliśmy się, wydawał się niemal nietknięty, a jednak słowa, pozbawione realnej treści, prowadziły nas do sprzeczności bez wyjścia (…)

Jeżeli stan naszego Społeczeństwa wydawał się wciąż jeszcze do pozazdroszczenia, jeżeli Człowiek coś w nim znaczył, to jedynie dlatego, że prawdziwa cywilizacja, którą zdradziliśmy poprzez naszą ignorancję, jeszcze nadal, mimo żeśmy ją potępili, promieniała na nas i chroniła nas wbrew naszej woli.

W jaki sposób nasi przeciwnicy mogliby pojąć to, czego my sami nie rozumieliśmy? Widzieli w nas jedynie leżące luzem kamienia. usiłowali przywrócić sens Zbiorowości, której my nie byliśmy w stanie określić, ponieważ zapomnieliśmy o Człowieku.

Jedni od razu doszli do najbardziej krańcowych wniosków. Z tej bezładnej Zbiorowości uczynili wzór absolutny. Wszystkie kamienie są jednakowe. Każdy kamień powinien rządzić się sam. Anarchia pamięta o kulcie Człowieka, ale odnosi go do jednostki. I sprzeczności, jakie stąd wynikają, są jeszcze gorsze niż nasze.

Inni zgromadzili leżące bezładnie kamienie i zaczęli głosić prawo Masy. Sformowanie to było nie do przyjęcia. Oczywiście, że jest rzeczą niedopuszczalną, by jeden człowiek tyranizował Masę, ale jest również niedopuszczalne, by Masa miażdżyła jednostkę.

Jeszcze inni zawładnęli tymi biernymi kamieniami i z nich utworzyli Państwo. Tego rodzaju Państwo również nie jest czymś wyższym od jednostki. Ono także jest tylko wyrazicielem sumy. To rządy Zbiorowości, która swą władzę złożyła w ręce jednego człowieka. Panowanie jednego kamienia nad resztą, z którą ten kamień usiłuje się identyfikować. Państwo to głosi otwarcie moralność Zbiorowości, przed czym my jeszcze się bronimy, ale ku czemu zmierzamy powoli, zagubiwszy Człowieka, który jedynie mógłby usprawiedliwić nasz opór.

Zwolennicy tej nowej religii nie pozwolą, by kilku górników narażało swe życie dla ocalenia jednego, który został zasypany. Stos kamieni poniósłby przez to szkodę. Należy dobić rannego, jeśli utrudnia pochód armii. Będą oceniać dobro Wspólnoty według zasad arytmetyki i arytmetyka będzie nimi rządzić. W ten sposób nie włączą się w nic wyższego od siebie. Znienawidzą zatem wszystko, co się od nich różni, nie znając niczego ponad sobą, w czym mogliby się połączyć. Wszelkie inne zwyczaje, rasy, myśli odczują z konieczności jako zniewagę. Będą pozbawieni zupełnie zdolności wchłaniania, ponieważ żeby przemienić Człowieka w sobie, nie należy go umniejszać, lecz pozwolić mu się wypowiedzieć, dać cel jego tęsknotom i pole jego działaniu.

Przemieniać – zawsze znaczy wyzwalać. Katedra może wchłonąć kamienie, które dopiero w niej nabierają sensu. Ale stos kamieni nie wchłonie niczego, a nie mogąc wchłonąć – przygniata. Kto ponosi za to winę?
To jest dopiero piękny cytat. A przepisałem tak długi kawał tekstu, bo wiem, że gdybyście go zrozumieli nie byłoby całej tej dyskusji; nie byłoby twierdzeń Gosena o faszyzmie religii; nie byłoby skupiania się Komimasy na krzywdzie jednostki; ani twoich Redreyu teorii na temat praw państwa.

Uświadomilibyście sobie, że wszystko o czym mówicie jest wykręconą spuścizną chrześcijaństwa; ideologią która zbłądziła i obróciła się przeciwko swojemu źródłu. Antoine de Saint-Exupéry nie był faszystą, walczył z faszyzmem.

Co zaś się tyczy władzy państwowej, będziemy jej posłuszni, bo i taka jest jej rola by rządziła. Im większa jednak władza, tym większa też i odpowiedzialność. Wszelka zwierzchność od Boga pochodzi i dlatego przez Niego sądzona będzie:
Spoiler :
Księga Mądrości 6, 2-7. Słuchajcie przeto, królowie, i rozumiejcie; nauczcie się, sędziowie krańców ziemi! Nadstawcie uszu wy, którzy władacie ludem i chlubicie się z mnóstwa narodów. – Gdyż od Pana wam dana jest władza i moc od Najwyższego, który badać będzie uczynki wasze i myśli wasze roztrząsać: że będąc sługami królestwa jego, nie strzegliście sprawiedliwości, aniście chodzili według woli Bożej. Strasznie i prędko ukaże się wam, bo najsroższy sąd dla tych będzie, co nad innymi stoją. Mały bowiem otrzyma miłosierdzie, ale mocarze mocne męki cierpieć będą.
(23.10.2019 21:20 )Redrey napisał(a):  Przeczytałem też odpowiedź na część kreacjonistyczną, jednak nie mam dziś na tyle czasu, aby objąć w mej odpowiedzi również tę część, więc uczynię to następnym razem. Ale jedną rzecz muszę poruszyć, bo może dasz radę mi do tego czasu odpowiedzieć.
Masz jakieś materiały dotyczące tego drzewa, jakiś link. Bo przewinęło się to w jakiejś debacie kiedyś i wiem że tego szukałem i nie potrafiłem znaleźć. Zależy mi na tym, bo o ile spora część znalezisk ewolucyjnych i kreacjonistycznych ma jakiś wspólny mianownik, to drzewo przecinające kilka różnych warstw geologicznych na całej długości przeczy wszystkiemu co wiem, ta sytuacja jest z punktu widzenia geologii całkowicie niemożliwa (o ile mowa tu o osadach z różnych okresów geologicznych). Dla geologa jest to rewelacja porównywalna z 2+2=5.
Widzisz, a jednak takie drzewa przecinające wiele warstw (które dla geologa są nie do pomyślenia) istnieją. Nie łatwo było mi je znaleźć, ale po dłuższym researchingu okazało się, że mówi o nich nawet Wikipedia…

Anglojęzyczne o skamieniałościach wielowarstwowych, drzewach przecinających wiele warstw:
http://www.creationliberty.com/articles/loelayers.php
https://thecreationclub.com/polystrate-t...tastrophe/
https://thecreationclub.com/fossils-stre...lystrates/

A tutaj masz zagadnienie w propagandowej Wikipedii:
https://en.wikipedia.org/wiki/Polystrate_fossil

Bo są nawet i przypadki skamieniałych kości wielorybów przecinających wiele warstw geologicznych. Choć je akurat nauka łatwo ma „wytłumaczyć” jako nakładające się w różnych okresach geologicznych.

Ciężko znaleźć jakieś polskojęzyczne strony, które o tym całym zagadnieniu mówią, ale np.:
http://popotopie.blogspot.com/2013/05/ko...rstwo.html

A tu o innych eksperymentach:
Dr Robert Gentry - Młody wiek ziemi (Lektor)




W ramach ciekawostki zaś warto zainteresować się różnymi ludzkimi wyrobami które znajdowano w liczących ponoć miliony lat warstwach węgla. Przedpotopowe gwoździe, złoty łańcuszek, narzędzie, ponoć nawet jakaś lalka… Nie twierdzę, że wszystkie muszą być prawdziwe, ale też nie widzę powodu, dlaczego jakaś część nie miałaby być prawdziwa. Znając zaś liczne ewolucyjne fałszerstwa, które już lata temu zdementowało, nie ma również pewności, czy wszystkie eksponaty którymi posługują się współcześni ewolucjoniści są rzeczywiście autentyczne. Łatwo zaś zbyć dowód kopalny wyśmianiem i niedowierzaniem.

https://www.genesispark.com/exhibits/evi...facts/pot/
https://thebiggestsecretsoftheworld.blog...-coal.html

Polskie zestawienie:
https://gloria.tv/post/YmcR3TxNoLmH6J3EdobGGroGU

Dowody na ogólnoświatowy potop




///////////////////////////////////////
///////////////////////////////////////
///////////////////////////////////////

(24.10.2019 07:57 )Imithe napisał(a):  Jak to miło z ranka sobie przeczytać taki pościk^^
Oczywiście śledzę temat na bieżąco. Emocji nie ma,
Kto nie ma to nie ma… Ja tam mam problemy z zasypianiem, budzę się w nocy i jestem chronicznie wyczerpany… bo nieustanie myślę jak dobrze wam odpowiedzieć. Cóż, może zbyt poważnie do tego wszystkiego podchodzę, ale inaczej nie umiem. Dla własnego dobra powinienem jak najszybciej zakończyć tą dyskusję… I po cóż ja się tak produkuję – co? Ech…

(24.10.2019 07:57 )Imithe napisał(a):  trudno jest się postawić "po drugiej stronie", by uszanować taką dogłębną wiarę, ot chociażby w to, że wszyscy pochodzimy od Adama i Ewy.
Mi również trudno jest uszanować wiarę w to, że pochodzimy od małpy, a raczej ułomnej małpy, tzn. praprzodka małpy. Doceniam zatem twój wysiłek i dziękuję za niego. Cieszę się, że nie używasz, jak to bywa często w komentarzach w internecie, argumentu siły tzn.: „nas jest więcej, wszyscy naukowcy tak twierdzą więc to jest fakt”.

(24.10.2019 07:57 )Imithe napisał(a):  Jeszcze tylko odniosę się do przykładu tego drzewa. Jak będziesz podawać linki, to żeby to nie było coś takiego jak ta kość w bucie, bo niestety nie jest to w żaden możliwy sposób potwierdzone źródło. Nie ma nic o badaniach, uczelni ( nawet i chociażby katolickiej) i jeszcze informacja, że czasem zdarza się, że mogą skamieliny powstać szybciej. Krótko mówiąc ten but, ( notabene z tematu o modernizacji kościoła, jakby ktoś szukał) jest mało wiarygodny a tym "dziełem" kreacjoniści przybliżyli mi się do płaskoziemców, którzy potrafią tworzyć dowody. Dokument dość obiektywny o nich na netflixie pozamiatał^^
I wuj z tym że to nie będzie na temat, najwyżej się wydzieli.
Dla mnie samego to, że jest jakieś badanie w uczelni, nie oznacza jeszcze, że coś jest wiarygodne. Ale skoro już chcesz wszystko opierać na „Autorytecie” naukowym, to starałem się podawać jakieś źródła. O takich drzewach pisze i w Wikipedii, więc może uznasz, że to nie mój wymysł.

Co zaś się tyczy tworzenia sobie dowodów, patrz:
[Obrazek: Lucys-Skull.jpg]

Źródło:
http://religiopoliticaltalk.com/tag/crea...evolution/

Na powyższej stronie znajdziesz masę zdementowanych mitów i nieporozumień związanych z ewolucjonizmem. Jak nieprawda, że ludzki gen w 99% zgodny jest z szympansim. Mówisz, o sztucznym tworzeniu dowodów? Wejdź i zobacz, jak wiele ewolucjoniści stworzyli sobie fałszywych dowodów na poparcie swojej tezy. Jest tam również wiele odnośników, odnośnie badań i publikacji naukowych.

Wspomniana zaś skamieniała kość w bucie zdaje się, że dostępna jest w kreacjonistycznym muzeum w teksasie: http://www.creationevidence.org
a przynajmniej w jednym z artykułów tak twierdził jej ewolucyjny przeciwnik. Nie, żeby w czymś ci to pomogło…

Chciałbym też powiedzieć, że katolickie uczelnie nie wiele mi mogą pomóc, bo przecież większość katolików uznaje ewolucjonizm… Ewolucjoniści zaś często nie chcą badać, ani nawet komentować, znalezisk kreacjonistycznych. Co ci zrobię? Mam ich do tego zmusić?

Ja zresztą wolę opierać się na swoim rozumie i tym co czuję, nie zaś na jakiś badaniach naukowych; które zawsze mogą być jakoś zmanipulowane, czy oszukane i jak niby mamy się przed tym bronić, jak nie w ten sposób, że ufamy przede wszystkim swojemu rozumowi i sercu?

Dokumenty zaś podaję dodatkowo, skoro tak chcesz badań i naukowców…

Stworzenie czy Ewolucja? "W poszukiwaniu prawdy o początkach".


10.11.2019 14:04
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
TenSmiertelny Offline
Szczur Lądowy
Pirat

*
Liczba postów: 32
Dołączył: 08.12.2017
Skąd:
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #313
RE: Homoseksualizm
(26.10.2019 20:28 )Redrey napisał(a):  Obejrzałem sobie część dokumentu, który podrzuciłeś i dla mnie ma dużo więcej dziur niż np. wykłady Hovinda. Często przedstawiają jedną rzecz, przy okazji przemilczając dość istotny fragment. Np. skamieniałości na Antarktydzie, w kontekście zmian temperatury bez wspomnienia o dryfie kontynentalnym, który postuluje inne wyjaśnienie tego stanu rzeczy.
Nie mam pojęcia dlaczego cię to dziwi. To miął być dokument kreacjonistyczny i oczywistym jest, że nie opisuje on wszystkich teorii związanych z ewolucjonizmem, które w inny sposób mogą wyjaśniać znane nam dane. Nie inaczej jest w filmach ewolucjonistycznych. Gdy oglądam sobie film o ewolucji, gdy mówi się o skamielinach nie ma tam nic o tym, że wedle innej teorii mogły one postać podczas potopu… O dryfie kontynentalnym zaś wszyscy już chyba słyszeli…

(26.10.2019 20:28 )Redrey napisał(a):  Na szczęście przypomniałem sobie, że jakiś czas temu widziałem świetny film, który dość dobrze ukazuje ułomność konceptu projektanta w odniesieniu do Boga, więc po prostu Ci go podrzucę.

Wiem, że forma momentami prześmiewcza, czego nie pochwalam, ale na to nie mam już wpływu. Jednak merytorycznie na wysokim poziomie.
Niestety twój „świetny film” był dla mnie zupełnie nie strawny… Czułem się jakby swoją „prześmiewczością” pluł mi prosto w twarz. Gość nie może wprost powstrzymać się, by wciąż nie drwić z religii; nie jest poważny – jego to śmieszy i robi sobie jaja. To tym bardziej dziwne, że sądząc po początku i innych jego filmikach, zdaje się, że chce dotrzeć do teistów i przekonać ich o ich błędzie; założenie szlachetne tzn. – uświadomić ludzi o ich błędnym myśleniu. Ale jak ma on tego dokonać, skoro nie potrafi powstrzymać się, by wciąż obcesowo nie pluć na Boga i chrześcijan?

Trochę szacunku i powagi by mu się zdecydowanie przydało. Będę szczery i zdradzę, że po oglądaniu wpadłem w głęboką depresję. Naprawdę wolałbym już wydrzeć sobie rękami oczy, by więcej nie oglądać takich szyderców i prześmiewców. Wybacz Redrey, ale nie za wiele odniosę się do tego co mówił. Gość jest arogancki od początku; jeszcze gdy przedstawia stare dowody na kreacjonizm, naskakuje wciąż na człowieka, jakby chciał coś mu na siłę wmówić, a jego drwiny… Ech…

Nie żeby to było jakoś potrzebne, ale ja zamieszczę tu wykład logicznie i naukowo dowodzący, że nic, samo z siebie, z niczego powstać nie może:

Żelazna logika naukowca kreacjonisty - dr Thomas Kindell




(26.10.2019 20:28 )Redrey napisał(a):  No i to co mnie najbardziej w tym filmie zaszokowało, a to czego w uprzednio oglądanych prze ze mnie materiałów nie było, to fakt, że tutaj akceptuje się sporą część wyjaśnień postulowanych przez obecną naukę wraz z wiekiem ziemi tłumacząc to faktem, że Bóg stworzył wszystko z określonym czasem i właściwościami.
No, w pewien sposób cię rozumiem i się z tobą zgadzam. Mi też nie bardzo podobało się to całe mówienie o „stworzeniu z czasem” (zbyt bardzo pachnie tchórzliwym wybiegiem), ale to był tylko początek filmu i dalej jest już lepiej.

Poza tym z punktu widzenia teisty, oczywiste, jest, że jeśli Bóg stworzył cokolwiek, to nie stworzył tego czekając aż samo powstanie z niczego. Stwarzając człowieka nie stworzył embrionu, który musiałby rozwinąć się w pustce; stwarzając drzewa, raczej nie stworzył nasienia, które nie miałoby gleby by wzrosnąć. Wystarczy porównać to z modelem świata który mamy – tzn. dowolną grą komputerową.

Dlatego też nie lubię „nauki” i tej tak sławnej „metody naukowej”. Jeśli ktoś uważa, że grzebiąc w ziemi może z całą pewności powiedzieć jak powstała i jaki jest jej wiek, to tak jakby twierdził, że kopiąc w grze Minecraft, jest wstanie dowiedzieć się czegokolwiek. Wystarczyłoby przenieść naukowca w świat gry komputerowej by pokazać cały absurd ich założeń i metody.

Naukowiec nigdy nie przekonałby się, że istnieje w grze zaprogramowanej przez kogoś. Nigdy nie udowodniłby istnienia kodu gry i naszego świata. Nigdy nie zrozumiałby, że istnieje coś poza teksturami i modelami 3d. Naukowiec materialista, badając swoimi metodami grę komputerową, nigdy nie doszedłby do prawdy i nigdy nie zrozumiał czym ona naprawdę jest.

Skoro świat Minecrafta z rozlicznymi warstwami gleby może zostać wygenerowany w parę minut, wedle wytycznych i projektu programistów, którzy go zaprogramowali, to dlaczego nasz świat miałby nie móc powstać w taki sam sposób? Nie twierdzę, że tak był, ale przecież nie można tego wykluczyć. Ułomna mentalność naukowa zaś z góry wyklucza podobną kreację.

Naprawdę nie pojmuję, dlaczego nasz świat miałby powstać inaczej niż gra komputerowa. Nie potrafię wyobrazić sobie innego sposobu kreacji, niż świadoma praca programistyczna. Z większego zawsze powstaje mniejsze. Tworzenie zawsze polega na ograniczaniu; wolna wola może wolę swą ograniczyć prawami, same prawa nie mogą zaś, wbrew sobie, nadać komuś wolnej woli. Świadomość może wymyślić prawa, prawa nie mogą wymyślić świadomości.

(26.10.2019 20:28 )Redrey napisał(a):  No i jeszcze jedną rzecz muszę Ci tu pokazać. Kilka zdjęć, w kontekście tym samym, co wrzucane przez Ciebie. To już nie jest tak piękne i nie budzi takich dobrych odczuć jak zdjęcia z twojego postu. A przynajmniej u mnie.

Fakt, ale na szczęście nie są takie:
Spoiler :
[Obrazek: ?u=https%3A%2F%2Fbloody-disgusting.com%2...amp;nofb=1]
Przede wszystkim jestem zachwycony twoją ostatnią, cytowaną tu, odpowiedzią. Zdajesz sobie sprawę co ona oznacza? Czujesz, dokładnie tak samo jak ja, że coś jest piękne albo brzydkie. Dlaczego? Dlaczego w ogóle coś miałoby być postrzegane jako ładne, albo ohydne?

Dlaczego ludzkość przez wszystkie wieki zachwycało gwieździste niebo? Tak na logikę, nie zwiększa to prawdopodobieństwa przetrwania naszego gatunku. Dzikus w nocy zapatrzony na księżyc, mógł paś łatwo ofiarą jakiegoś drapieżnika, do tego niewyspany zmniejszał swoje szanse na przeżycie w walce ze srogą naturą. A jednak niebo jest piękne i doskonale to wiemy.

Dlaczego, z punktu widzenia ewolucji, miałyby zachwycać mnie kwiaty? Wielokrotnie czytałem, że ewolucja przystosowała nas do życia w buszu, w ciężkich warunkach głodu, między niebezpieczną naturą… Jeśli tak, kobieta jaskiniowiec z zapałem sadząca ogród pełen storczyków i fiołków niewątpliwie kopała sobie grób. Jeśli z ewolucji wynikają nasze gusta i postrzeganie, to kwiat ziemniaka powinien być dla nas najpiękniejszy, a widok umiejącego zwierzęcia powinien zachwycać nas wprost pod niebiosa. No co? Ludzkość ponoć przez miliony lat przystosowywała się do życia myśliwskiego; zabijała, ćwiartowała i gotowała zwierzęta. Widok zwierzęcia obdzieranego ze skóry powinien być więc dla człowieka źródłem ekstazy, przez miliony lat oznaczał przecież, że niedługo zasmakuje wysokokalorycznego posiłku, który pozwoli mu przetrwać. A jednak byłem świadkiem oskórowania zwierząt i jakoś wcale mnie ten widok nie zachwycił. Zwierze wygląda najlepiej gdy jest żywe i fika sobie koziołki.

To co czuję jest dla mnie o wiele bardziej wiarygodne niż jakiś smęcenie teoretyków, czy ględzenie autorytetów. Wierzę w to co widzę i czuję, a nie widzę by świat był takim jak próbuje się mi go przedstawić.

Masz rację Redrey, zdjęcia zwierząt które zamieściłeś, nie budzą w nas już takich pozytywnych odczuć. Choć musiałeś chyba trochę poszukać (ja wpisałem po prostu w wyszukiwarkę „zwierzęta” i wziąłem pierwsze z brzegu), nadto takich stworzeń, jak twoje, nigdy sam w zwykłym życiu nie widziałem i nie nazwałbym ich też zupełnie okropnymi, raczej budzą we mnie współczucie swą żałosnością. W każdym razie, to, że są jakieś brzydkie zwierzęta, nie zaprzecza faktu, że inne są piękne i pełne ozdoby. Przeciwnie, gdyby wszystkie wydawały nam się równie wspaniałe, łatwiej byłoby wytłumaczyć to w kontekście ewolucyjnym, tak zaś widzimy odwieczny plan Boży.

Zwierzęta są bowiem obdarzone wdziękami zależnymi od ich funkcji; roli którą pełnią i też tego co mogą nas nauczyć. Modliszka zawsze budziła we mnie odrazę, nie dziwię się zatem zupełnie słysząc o jej okropnych obyczajach. Czerwie żerujące na ścierwie, nie wywołują zachwytu, a poczciwy niedźwiedź sprawia wrażenie tak pociesznego, że aż chce się go uściskać – co bynajmniej nie służy przetrwaniu naszego gatunku, bo w samej Ameryce ileś tam osób rocznie umiera, nie wierząc tabliczce, że niedźwiedzie nie są oswojone…

Oczywiście bywają stworzenia niezbyt piękne, ale nie stanowią one większości i ich podła rola w świecie jest z góry określona. Jeśli zaś o istnieniu miałoby decydować kryterium przetrwania i rozsiewania swoich genów, dlaczego wszystkie nie miałby być krwiożerczymi potworami bez serca? Jeśli nie byłoby Boga Stwórcy, którzy każe zło i nagradza dobro, to jasne jest, że najbardziej podstępny, podły i wyrachowany zawsze miałby największe szanse na przeżycie i rozmnażanie się. Nie widzimy zaś by natura była ani w połowie tak pragmatyczna, racjonalna i wyrachowana jak chcieliby tego naukowcy.

„Ciągła walka o byt”, „Wojna wszystkich ze wszystkimi” – wielkie słowa. Dlaczego jednak film przyrodniczy nadaje się dla trzylatków? Dlaczego widok bijących się mężczyzn jest sto razy bardziej krwawy i brutalny, niż obraz lwa który upolował zwierzynę? W naturze nie dostrzegamy ani wielkiego dramatu, ani wielkiej wojny. Lwy większość czasu chrapią sobie spokojnie, roślinożercy pasą się beztrosko. Gdy udam się na przechadzkę do lasu nie dostrzegam żadnej wielkiej walki o byt – widzę porządek i niezmierzone piękno doskonałe w każdym calu. Moje serce się raduje.

Próba tłumaczenia całej różnorodności i piękna świata ewolucyjnymi dążeniami do przetrwania, jest zwyczajnie kuriozalna. Dlaczego każda roślina ma swoje niepowtarzalne liście i kwiaty? Dlaczego w imię przetrwania i ewolucji trwającej miliardy lat, każda roślina nie miałaby wykształcić ekonomicznie najbardziej opłacalnego liścia i się go trzymać? Oczywiście różne warunki, mogą warunkować różne liście, ale widzimy doskonale, że rośliny rosnące w dokładnie takich samych warunkach, wyróżniają się różnorodnym listowiem i kwieciem. Natura nie jest aż tak pragmatyczna. My jesteśmy pragmatyczni, dlatego też wszystkie współczesne samochody, przez piekielny dyktat ekonomii i ergonomii, wyglądają właściwie rzecz biorąc jednakowo nudnie.

Gdy spaceruję sobie z pełnym ciekawości pieskiem i słyszę radosny świergot ptaków, mam być komu wdzięczny. Komu miałbym dziękować w przypadku ewolucji – doborowi naturalnemu, czyli zwyciężaniu słabego przez silnego? Ptaki świergotają radośnie. Gdy usłyszę, że robią to by połączyć się ze swymi partnerkami, mogę uznać to za romantyczne i zupełnie na miejscu. Gdy jednak mam sobie wyobrazić, że to w wyniku jakiejś losowej mutacji w kodzie DNA jeden ptak zaczął śpiewać, a potem miał większe szanse na przetrwanie, dlatego… No, jakby nie patrzeć jest to naciągane i niesatysfakcjonujące wyjaśnienie.

Nauka specjalizuje się w trywializacji i pozbawiania świata wszelkiego piękna. W swych dążeniach jest maksymalnie sprzeczna z naszymi wewnętrznymi odczuciami. Dobrze oddał to w słowach Kirk William pisząc: „Przypomina to wpychanie buta numer 12 do pudła przeznaczonego dla butów numer 4 lub wciskanie rajskiego ptaka do klatki przeznaczonej dla kanarka. Kiedy go wepchniemy do środka, przestanie wyglądać jak rajski ptak.”

Co z muzyką? Dlaczego, z punktu widzenia ewolucji, jedno drganie powietrza miałoby wydawać nam się smutne, a drugie wprawiać nas w dobry humor? Albo i dlaczego mielibyśmy śpiewać? Dlaczego tworzymy poezję?

Co z tańcem? Po co nam taniec? – Gdy już nauka bierze się za tłumaczenie takich rzeczy nieuchronnie zmierza w kierunku skrajnego prymitywizmu. Otóż tańczymy, bo dzikus w ten sposób rozruszał mięśnie przed polowaniem, albo: tańczymy, bo jest to popis naszej sprawności którym dowodziliśmy, że jesteśmy zdolni do zapładniania i obrony potomstwa. Bardzo pięknie, ja jednak tańcząc sobie samotnie w pokoju, czuję, że taniec, to coś zupełnie różnego od popisu akrobatycznego, czy ćwiczeń rozciągających.

Dlaczego śnimy? Dlaczego pies ma różnorodne syny? Czytałem maksymalnie żałosne wyjaśnienie naukowe, ale ja czuję, że marzenia senne to zdecydowanie coś więcej, niż pragmatyczny sposób organizmu na przetrwanie.

Dlaczego w ogóle mielibyśmy odczuwać jakieś uczucia? Wiele razy czytałem, także w naukowych publikacjach, że człowiek zawodzi właśnie dlatego, że kieruje się emocjami i przez to jest nieracjonalny. Dobra, dlaczego więc ewolucja nie uczyniła nas racjonalnymi i pozbawionymi wszelkich uczuć automatami? Jeżeli strach ma dać nam siłę do walki, lub ucieczki, to dlaczego w praktyce nas paraliżuje i czyni zupełnie bezużytecznymi? A jednak potrzebujemy strachu i lubimy się bać, bo nagrywamy tysiące horrorów i z zapałem opowiadamy sobie straszne opowieści.

Poszukiwanie przygód, również bez wątpienia nie przyczynia się do przetrwania gatunku. Wiele osób ginie właśnie przez sporty ekstremalne i wygłupiając się bez potrzeby. Zresztą tyczy to i zwierząt. „Gdyby kózka nie skakała, to by nóżki nie złamała” – mówi przysłowie, a jednak kózka skacze i jak się boleśnie przekonałem, przez swą głupotę może zrobić sobie niezłe kuku i zdechnąć. A jednak zwierzęta bawią się i wygłupiają, tłumaczenie, że robią to, bo w ten sposób ćwiczą umiejętności potrzebne im do przetrwania, jest tak prymitywne, że wręcz ohydne w swej bezmyślności. Czyż naukowcy nigdy się nie bawili? Nigdy nie doświadczyli uczuć wyższych i wzniosłych? Nigdy nie uczuli piękna i zachwytu?

A jednak potrafią je tłumaczyć jedynie przez egoizm, trywializując wszystko. W prawdziwe osłupienie wprawiają człowieka rewelacje naukowe, gdy na przykład czyta Cialdiniego i przy okazji dowiaduje się, że wszelkie altruistyczne ludzkie odruchy, biorą swój początek w egoizmie. Bo jeśli chcę sprezentować komuś prezent, to przez to, że jestem tak ewolucyjnie ukształtowany, bo w dawnych czasach dzikusy musiały dzielić się pożywieniem by przetrwać; jeśli więc robię komuś prezent, to przez to, że podświadomie oczekuję czegoś w zamian. Nie mogę się na to zgodzić! Nie wierzę, by wszelkie dobre odruchy wynikały z samolubstwa! Nie widzę, ani nie czuję by tak było.

Zamiast więc słuchać prymitywnych naukowców, wolę sięgnąć po Biblię, w której Chrystus mówi, że większą przyjemność jest dawać niż brać; i naucza, by dawać innym tak by nie mogli nam nic zwrócić. Nauka Pisma Świętego harmonizuje z moimi własnymi uczuciami, znajduję w niej odbicie i poświadczenie własnych doświadczeń. Czuję w Bibi, wielką mądrość i wielką dobroć, w książkach naukowych zaś, czuję jedynie wielki prymitywizm i głupotę.

Po wielokroć różni ludzie podważają Księgę Rodzaju, tak się jednak składa, że nie potrafią oni napisać nic choćby w jednej setnej tak niesamowitego i wzruszającego jak Księga Rodzaju. Naukowcy chcą uchodzić, za wielkich znawców ludzkiej natury, a w praktyce często nie potrafią sklecić nawet dwóch dobrze napisanych dialogów. Zgroza człowieka ogarnia, gdy czyta absurdalnie sztuczne „rozmowy” poglądowe, zawarte w książkach psychologicznych. Naprawdę, gdyby naukowcy byli pisarzami nikt by ich nawet nie wydrukował…

W istocie nauka utrzymuje się jedynie przez piętrzenie swojego własnego autorytetu i samochwalstwo. Ludzie czytają podręczniki naukowe, bo się ich do tego zmusza. To żadna przyjemność obcować z piekielnie nudnym i pustym dziełem, którego autor specjalnie dodatkowo utrudnia lekturę siląc się na wyszukane i sztuczne słownictwo, by wyglądać na jeszcze mądrzejszego. Mętna woda wydaje się głęboka. Ludzie wcale nie boją się tego czego nie rozumieją, podziwiają to – i dlatego też darzą szacunkiem całą naukę.

Gdy jednak przyjrzymy się co kryje się za tymi wszystkimi wyszukanymi frazesami, nie znajdziemy w książkach naukowych nic mądrego, ani odkrywczego. Jedni naukowcy z uporem maniaka prymitywnie dowodzą rzeczy, które wiemy doskonale i bez nich, a drudzy mają nam do sprezentowania tylko „mądrości” w rodzaju: „Silny zwycięża słabego.”, „Trzeba dbać o siebie”, „Wszystko to chemia i fizyka”, „Odżywiaj się zdrowo a będziesz zdrowy”, „Wszystko wynika z samolubności” itd. itp.

Nauka nie jest wstanie przedstawić nam żadnej sensownej alternatywy; żadnych wartości dla których warto by żyć i umierać. Biblia ze swoimi pełnymi zwrotów akcji, zaskakującymi historiami, jest miliardy razy mądrzejsza i bardziej pożyteczna dla każdego człowieka.

Miłość. Czy Biblia mówi coś o miłości? – och! jakże wiele i wspaniałych rzeczy. A co mówi o niej nauka?

Wszyscy pewnie pamiętamy o naukowcach którzy na serio dowodzili, że miłość jest chorobą psychiczną i w zamian dostali nagrodę za najbardziej bezużyteczne badanie naukowe, ale nawet pominąwszy takie indywidua, trzeba zauważyć, że nauka nie ma sensownego wyjaśnienia. Jak we wszystkim, tak i wyjaśniając miłość, nauka nie może nie uciec się do trywializacji, w wyniku której miłość przestanie być czymkolwiek pięknym. Oddaję tutaj głos jednemu z bohaterów „Ceny” Waldemara Łysiaka:

„Ględzi pan bowiem komunały nie mające nic wspólnego z biologią, czyli z rzeczywistością. Biologia ma pańskie sentymenty gdzieś – nie jesteśmy stworzeni do szczęścia, tylko do rozmnażania. Ale ponieważ rozmnażanie to duży ból i duży kłopot – rodzenie, karmienie, niańczenie, edukowanie etcetera – natura musiała wynaleźć jakąś sztuczkę zmuszającą do prokreacji, inaczej nikt nie chciałby się skazywać na tę drogę cierniową. I wymyśliła miłość, a precyzyjniej: orgazm i prowadzące ku niemu pożądanie, które ludzie naiwnie zwą uczuciem miłosnym.” – Jakże racjonalne i ewolucyjne wyjaśnienie! a jednak chyba czujemy, że zupełnie błędne – jeśli tylko jeszcze mamy serce…

Podobna trywializacja obecna zawsze w dziełach naukowych, prowadzi nieuchronnie do stanu w którym był C. S. Lewis przed swoim nawróceniem, jak pisał: „Niemal wszystko, co kochałem, uważałem za wyimaginowane, niemal wszystko, co uważałem za prawdziwe, wydawało mi się ponure i bezsensowne”.

W istocie, ludzie dosyć łatwo akceptują ewolucję, bo nie zastanawiają się nad jej konsekwencjami; zupełnie nie dostrzegają jej implikacji. Dlaczego bowiem silny nie miąłby zabijać słabego? Jeśli jako mocny, udręczę i zabiję mizernego słabiaka, to przecież można to zwać „selekcją naturalną” i uznać za coś zdecydowanie pozytywnego. W końcu przez wszystkie wieki słabi ginęli z rąk silnych i dzięki temu wszystko ewoluowało. Należy więc w imię tej ideologii, eksterminować wszelkich chorych i kalekich, a zdrowcy niech się rozmnażają. Jeśli – jak twierdzi ewolucjonista – postawą wszystkiego jest „bezwzględny egoizm”, to dlaczego miałbym nie myśleć tylko o sobie i dążyć po trupach do celu?

A jednak czuję że to byłoby złe i będę się tego uczucia trzymał, choćby ewolucjonista upierał się, że jest ono jedynie złudzeniem. Naukowcy mówią z dumą o przetrwaniu tylko najsilniejszych i najbardziej przystosowanych, a my wszyscy czujemy przeciwnie, że należy wspomóc tego który jest słaby i bez sił. Mamy wewnętrzną potrzebę by kibicować słabym; by ratować kalekich; by wspomagać uciśnionych. To oczywiste pragnienie antyewolucyjne. Gdy widzę, że słabą kurę dręczą silne, wpadam we wściekłość i robię rosół z silnych, a słaba żyje sobie dalej.

Nasze odczucia przedstawiają nam prawdę. O wiele więc rozsądniej jest ufać Biblii, która jest zgodna z naszą naturą. Wierzę, zatem, że po to ktoś jest bogaty, aby wspierał ubogich; po to rodzi się silny, aby dźwigał brzemiona słabych; po to przyszedł mądry, aby miał wyrozumiałość nad głupimi. Wszystko ma swoją przyrodzoną rolę i zadanie; po to ręka jest wytrzymała, by bronić słabe oko. Taką prawdę przedstawia nam nasze doświadczenie i serce, a jest ona sprzeczna z tym czego chcieliby samolubni racjonaliści.

Przejdźmy dalej. Co z wolnym wyborem? Istnieje, czy nie istnieje? Oczywiście, że istnieje, świadczy nam o tym całe nasze jestestwo, wciąż musimy wybierać i decydować, Biblia naturalnie to potwierdza.

A nauka oczywiście musi przeczyć. W publikacjach naukowych oczywiście przeczytamy, że świadomość i wolny wybór to złudzenia. I znów jest to naturalna implikacja odrzucenia Boga i ewolucjonizmu. Jeśli bowiem istnieje jedynie materia – a ewolucjonizm Darwina w tym właśnie miał swą główną zaletę, że wyjaśnił wszystko za pomocą zwykłych praw chemii i fizyki, bez uciekania się do nienaukowej metafizyki – to nijak nie idzie obronić tezy o istnieniu czegoś zwanego „wolnym wyborem”.

Prześledźmy rozumowanie naukowe. Był więc taki bulion pierwotny, w którym najrozmaitsze związki chemiczne pływały przez miliardy lat, aż wreszcie, zwykłym zbiegiem okoliczności ustawiły się one w taki sposób, że powstała pierwsza „żywa” komórka, zdolna do odżywiania i reprodukcji. Pięknie, tylko zauważmy, że w takim przypadku, taka „żywa komórka” nie jest niczym innym jak zwykłą grupą pierwiastków chemicznych, podlegającą takim samym jak zawsze prawom fizyki i chemii. Związki chemiczne nie mają wolnego wyboru, nie ma więc żadnego powodu by taka komórka miała go mieć.

W konsekwencji więc wszystkie stworzenia, w tym i człowiek, to nic innego jak wielkie chemiczne domino, raz poruszone, wciąż znajdujące się w ruchu, ale właściwie nie mniej bezwolne niż kamień staczający się ze wzgórza za pomocą grawitacji. Różne grupy naukowców od lat spierają się, czy zachowanie człowieka wynika w większej mierze z jego wychowania, czy z genów które otrzymał, całkowicie przy tym ignorując nasze wewnętrzne przeświadczenie.

Jeśli więc Hitler, zrobił co zrobił, bo miał takie geny – to przecież nie możemy go winić. Absurdem byłoby kogoś osądzać za to, że ma złe geny; równie dobrze moglibyśmy karać murzyna za bycie murzynem, albo rudego za bycie rudym. Człowiek nie wybiera sobie przecież genów i co może w związku z tym zrobić, że taki się urodził, jaki się urodził?

Jeśli jednak Hitler, zrobił co zrobił, bo tak został wychowany – to również nie możemy go winić. Nie można kogoś karać, za to, że miał złą matkę, albo złe doświadczenia w dzieciństwie. To nie jego wina, że tak czy inaczej, został wychowany…

Wychodzi więc na to, że w żadnym razie nie mamy prawa pociągać kogoś do odpowiedzialności. W gruncie rzeczy bowiem człowiek nic nie decyduje, nic nie wybiera, ani nic nie może zmienić – to tylko chemia w jego mózgu prowadzi do takich, czy innych, zachowań i żaden wybór nie istnieje – jak wskazują Biologiczne Podstawy Psychologii.

Czujemy jednak inaczej. Czujemy, że to od nas zależy czy zbłądzimy czy nie. Na nas ciąży odpowiedzialność za nasze czyny, bo My decydujemy i My wybieramy. O tym mówi chrześcijaństwo i to czujemy i widzimy. Wciąż musimy decydować i nie chciałbym obudzić się w świecie w którym nie wierzę w istnienie wyboru, a wciąż muszę wybierać. Religia nie wymaga podobnej gimnastyki umysłowej, by pogodzić ze sobą takie wyraźne sprzeczności.

Widzimy więc co następuje. Nauka wciąż we wszystkich swych działaniach służy demoralizacji. Mówienie, że nie ma „wolnego wyboru”, zwalanie odpowiedzialności na geny, czy wychowanie, to nic innego jak ładne wymówki by ulegać pokusie i czynić zło. Podobnie przekonanie, że w gruncie rzeczy korzeniem wszystkich zachowań altruistycznych jest egoizm, jest dobrą przesłanką by innym nie pomagać. W końcu i tak „bezwzględnym prawem” jest samolubstwo – no nie?

Odbiegliśmy tutaj znacząco od sedna dyskusji i choć napisałem tak wiele nie przedstawiłem większości tego co chciałem powiedzieć. Mógłbym więc antyewolucyjnie dowozić dalej, z zachowań i emocji zwierząt, z symboliki i planowości stworzenia, ale byłoby to pewnie za dużo i dla was zupełnie nie zjadliwe.

To co chciałbym powiedzieć, to to, że nie dam się omamić wyszukanymi farmazonami naukowymi, które może i potrafią czasem oszukać rozum, ale są wyraźnie sprzeczne z tym co widzimy i czujemy. Nikt mi nie wmówi, że prymitywne jest to co wyszukane, a wyszukane co prymitywne. Nikt mi nie wmówi, że złe jest to co dobre, a dobre, to co złe. Że piękne jest co ohydne, a ohydne co piękne. Pozostanę wierny swemu sercu.

Rozpatrując moralność jakiejś rzeczy nie sposób nie odwoływać się do emocji. Tak naprawdę wszyscy to robimy, jeśli bowiem mówicie, że człowiek nie powinien krzywdzić drugiego człowieka, to przecież nijak nie da się dowieść tego na gruncie samego rozumu. Czujemy, że krzywdzenie drugiego jest złe. Poza tym nie da się dowieść, że jest coś złego w krzywdzeniu drugiego. Nie da się logicznie udowodnić, że żywy jest lepszy niż martwy, że szczęśliwy to lepiej niż cierpiący – musielibyśmy bowiem z góry najpierw przyjąć z dogmatu, że np. życie ma jakąś wartość, a nie da się tego dowieść na gruncie samej logiki. Tak czy siak więc zmuszeni jesteśmy opierać się na tym co świadczy nam serce.

Wracając do homoseksualizmu, muszę jawnie zaświadczyć, że czuję, że jest zły i ohydny. Jeśli wy tego nie czujecie, to zapewne dlatego, że nie rozpatrujecie samego homoseksualizmu, tylko kwestię tego, czy człowiek ma prawo prześladować drugiego człowieka za to, że jest inny – i oczywiście, że nie ma. To byłoby niemoralne i doskonale świadczy nam o tym serce. Różnorodność jest dobra, wolny wybór jest dobry, miłość jest dobra.

Spójrzmy jednak na sam homoseksualizm. Widzimy, że nie jest dobry. To upodlenie i degradacja człowieka, zezwierzęcenie i zohydzenie tego co naturalne. Ci ludzie cierpią nawet jeśli nie zawsze sobie uświadamiają przyczynę swojego cierpienia i niewłaściwie ją lokalizują.

Chętnie powrócę na chwilę do nazizmu jako przeciwnego bieguna ludzkiej natury. Ktoś powiedział, że naziści wyglądali świetnie, ale byli źli – bzdura! Idealnie wyprasowany mundur esesmana doskonale oddaje bezduszność ideologii nazistowskiej. Świadczy dobitnie zarówno o jej zaletach jak i wadach, widzimy w nim: przesadną dokładność, surowość, umiłowanie porządku i czystości, bezduszność i chłodną kalkulację.

Gdy teraz przyjrzymy się temu co homoseksualiści pokazywali wielokrotnie na paradach równości, dostrzegamy coś zupełnie odwrotnego. Nikt tych ludzi nie zmuszał by tak właśnie dziwacznie i szalenie się ubierali, robili to bo w ten sposób, przez strój (podobnie jak naziści) uwidaczniali to co mają w swoim wnętrzu. Dzięki temu możemy doskonale zobaczyć, że nie dzielą oni ni jednej wady z nazistami; w kolorowym i szalonym stroju homoseksualistów nie dostrzeżemy ani krzty: surowości, bezduszności, czy dokładności. Dostrzegamy zaś maksymalne rozluźnienie, rozwydrzenie, rozemocjonowanie i wypaczenie porządku.

Nie ma nic dziwnego w tym, że Hitler nienawidził homoseksualistów. Gdy porównamy te grupy dostrzeżemy odwieczny spór między dokładnym, logicznym, faryzeuszem, a emocjonalnym, słabym, grzesznikiem. Pracowitym i solidnym kujonem, a rozpuszczonym łobuzem i wagarowiczem. Jedna i druga postawa ma swoje wady i zalety, w obliczu nazizmu i homoseksualizmy znalazły zaś one swoje krańcowe stadia.

Nikt nie powinien być tak sztywny, kontrolujący się, pozbawiony uczuć i przypominający maszynę jak nazista. Nikt jednak również nie powinien być tak pozbawiony samokontroli jak homoseksualista. Nazista to ktoś zbyt mocno trzymający się w karbach i ignorujący swoje serce; homoseksualista to ktoś kto w ogóle porzucił wodze i poddał się bezwiednie swoim zwierzęcym pożądliwościom.

Musimy panować nad swym ciałem, bo inaczej to ciało nad nami panuje; musimy się kontrolować, bo inaczej sami jesteśmy kontrolowani. Ale musimy też uważać by nie przesadzić, by nie wylać dziecka z kąpielą i nie zamienić się w bezduszną maszynę.

Z punktu widzenia historii, nie jest dziwne, że mamy teraz modę na homoseksualizm. Ludzkość często w podobny sposób, niczym wahadło, miotała się od jednej skrajności w drugą. Stosunkowo niedawno dane było nam wszystkim doświadczyć przesadnego reżimu systemów totalitarnych, zobaczyliśmy jak bardzo złe jest nadużywanie kontroli i pomijanie emocjonalności. Nic więc dziwnego, że z całej siły obraliśmy kierunek zupełnie przeciwny i wpadliśmy zbytnie rozwydrzenie i zupełny bark kontroli. To logiczne.

Gdy ludzie nie mogą już wytrzymać w życiu od zegarka, krępowanym przeróżnymi zasadami i prawami, zrzucają z siebie jarzmo i oddają się nieskrępowanej rozpuście. Nieporządek jest jednak na dłuższa metę równie męczący jak przesadny ład. Gdy zaś ludzie nie mogą w końcu wytrzymać w tym harmidrze, przypominają sobie o samokontroli i zaczynają znów bezdusznie krępować się zasadami.

Człowiek nie może być spełniony ani szczęśliwy, w żadnym z takich systemów – dlatego też i przeskakuje od jednego do drugiego. Człowiek potrzebuje pewnej samokontroli, by mógł się otrzymać w ryzach i sam wybierał co robi, ale potrzebuje również serca i pewnego luzu – by mógł pozostać człowiekiem i umiał się bawić.

Porzucenie wodzy rozumu i oddanie się zupełnie na pastwę własnych pożądliwości, w praktyce prowadzi do nieszczęścia i zobojętnienia. Widzimy to we wszystkiego rodzaju grzechach, które przez przesadę wypaczają naturalne dobre skłonności. Człowiek ulega zobojętnieniu i znudzeniu; poszukuje coraz mocniejszych doznań. Coraz mocniejszej pornografii; coraz ostrzejszej jazdy. W końcu zaś nic już go nie cieszy i nie wie już co ze swej głupoty wymyślić. Spełnienie leży w zupełnie przeciwnym kierunku; najlepsze co można zrobić by mieć spełnione życie seksualne to być wstydliwym i na sam dźwięk słowa „seks” rumienić się jak jabłuszko. Potrzeba wrażliwości, by czuć się dobrze. Człowiek niewrażliwy zaś, daremnie szukający czegoś co go poruszy, zwraca się w końcu w stronę rzeczy ohydnych i obrzydliwych, już bowiem tylko one są wstanie zapewnić mu jakieś emocje. Jest jak człowiek z przytępionym smakiem, który musi nawalić sobie do jedzenia tonę chili i przypraw, by cokolwiek poczuć. To jeden z korzeni wszystkich zboczeń seksualnych i wielu grzechów. Zło potrafi rajcować, bardziej niż dobro.

To tak jak ci ludzie którzy z zachwytem chwalili (ku jego zgrozie, bo to plotka) Franka Zappę, że zjadł gówno. Oczywiście to nic dobrego – ale jakże mocarna to rzecz zjeść gówno! W ten sposób tracimy krok po kroku poczucie przyzwoitości i rzeczywistości; wszystko jest dobre, byle tylko waliło po gałach i zapewniało nam jakąś atrakcję.

To wszystko sprawa złożona i miałbym tutaj jeszcze wiele do powiedzenia, rozwlekam się jednak ponad miarę i potrzeba mi kończyć.

W sprawie homoseksualizmu bardzo chciałbym byście zobaczyli sobie dokument o tym jak cała ta rewolucja obyczajowa skończyła się w Szwecji, spójrzcie do czego prowadzi taki „postęp” (uwaga! zawiera sceny obsceniczne i może szokować):

Postęp po szwedzku - cały film - NAUKA I EDUKACJA - CAŁY FILM LEKTOR PL




Naprawdę chcecie by tak wyglądała Polska i świat?

Na koniec parę cytatów z Biblii:

Do Rzymian 1, 18-22. Albowiem gniew Boga objawia się z nieba na wszelką bezbożność i niesprawiedliwość tych ludzi, którzy prawdę Bożą tłumią w niesprawiedliwości, ponieważ to, co można o Bogu poznać, jest im jawne; albowiem Bóg im objawił.
Gdyż niewidzialne jego przymioty, od stworzenia świata, przez zrozumienie tych rzeczy, które są uczynione, bywają poznane, wieczna też moc jego i Bóstwo; tak że nie mogą być wymówieni.
Gdyż poznawszy Boga, nie oddawali mu chwały jak Bogu, ani nie dziękowali, ale znikczemnieli w myślach swoich i zaćmione jest ich bezrozumne serce; albowiem powiadając się być mądrymi, stali się głupimi.

Księga Mądrości 2, 1.
Spoiler :
1. Mówili bowiem rozmyślając niedobrze u siebie: "Krótki i przykry jest czas życia naszego i nie ma ochłody przy końcu człowieka, i nie wiadomo o nikim, by się z otchłani wrócił.
2. Bo z niczegośmy się narodzili i potem będziemy, jakby nas nie było; bo dymem jest dech w nozdrzach naszych, a mowa iskrą na poruszenie serca naszego.
3. Gdy ona zgaśnie, popiołem będzie ciało nasze, a duch rozwieje się jak delikatne powietrze, i przeminie życie nasze jak ślad obłoku, i rozejdzie się jak mgła, która rozpędzona została przez promienie słońca i przez gorąco jego obciążona;
4. a imię nasze z czasem będzie zapomniane i nikt nie będzie miał w pamięci uczynków naszych.
5. Bo przemijaniem cienia jest czas nasz i nie ma powrotu końca naszego, gdyż jest zapieczętowane i nikt się nie wraca.
6. - Pójdźcież tedy, a używajmy dóbr niniejszych i zażywajmy rzeczy stworzonych prędko jak w młodości!
7. Winem drogim i olejkami się napełniajmy, a niech nas nie mija kwiat czasu!
8. Chodźmy w wieńcach różanych, póki nie uwiędną; żadnej łąki niech nie będzie, po której by nie miała przejść rozpusta nasza!
9. Żaden z nas niech nie będzie wyjęty od rozpusty naszej, wszędzie zostawiajmy znaki rozkoszy, gdyż ta jest cząstka nasza i ten jest dział!
10. - Uciśnijmy ubogiego sprawiedliwego i nie przepuszczajmy wdowie, ani nie uszanujmy u starca siwizny wiekowej.
11. A siła nasza niech będzie za prawo sprawiedliwości, co bowiem siły nie ma, za niepożyteczne się uważa.
12. Zasadźmy się tedy na sprawiedliwego, gdyż nam jest niepożyteczny i przeciwny jest dziełom naszym, i wypomina nam grzechy przeciw prawu, i rozgłasza przeciw nam grzechy życia naszego.
13. Chwali się, że ma znajomość Boga, i nazywa się synem Bożym.
14. Stał się nam oskarżeniem myśli naszych.
15. Ciężko nam nawet nań patrzeć, gdyż niepodobne jest życie jego do innych i odmienne są drogi jego.
16. Za lichotę poczytani jesteśmy od niego, strzeże się dróg naszych jak plugastwa i woli koniec sprawiedliwych,
17. a chlubi się, iż Boga ma za ojca. Zobaczmy tedy, czy mowy jego są prawdziwe, i doświadczmy, co nań potem przyjdzie, a dowiemy się, jaki będzie koniec jego.
18. Bo jeśli prawdziwie jest synem Bożym, obroni go i wybawi go z rąk przeciwników.
19. Potwarzą i mękami wybadajmy go, aby poznać skromność jego i doświadczyć cierpliwości jego.
20. Skażmy go na śmierć co najsromotniejszą, będzie bowiem nań wzgląd według mów jego."
21. Tak myśleli, lecz pobłądzili, zaślepiła ich bowiem złość ich.
22. I nie poznali tajemnic Bożych, ani się nie spodziewali zapłaty sprawiedliwości, ani nie sądzili, że dusze święte otrzymają chwałę.
1. Do Koryntian 1, 19. Albowiem napisano: "Zniszczę mądrość mądrych, i odrzucę roztropność roztropnych."
20. Gdzież mądry? Gdzież uczony? Gdzież badacz świata tego? Czyż Bóg nie ogłupił mądrości tego świata? (…)
3, 18. Niech się nikt nie łudzi; jeśli kto między wami zda się być mądrym na tym świecie, niech się stanie głupim, aby był mądrym.
19. Albowiem mądrość tego świata jest głupstwem u Boga. Napisano bowiem: "Pochwycę mędrców w ich chytrości."
20. I znowu: "Pan zna myśli mędrców, że są próżne."


Ps. 13, 1. Na koniec Psalm Dawidowy: Rzekł głupi w sercu swoim: „Nie ma Boga”
Zepsuli się. Oddali się obelżywym obyczajom.



A na doczepkę:
https://obywatelenieba.pl/2019/03/27/mil...ie-samego/

Na tym kończę.
Do tematu zobowiązuję się nie wracać. Raz, że mam go już dość. A dwa, że nie chce więcej marnować wam czasu i jakoś tak fanatycznie dręczyć was w tym temacie, co może być już przez niektórych brane za nieprzyjemne. Jeśli ktoś bardzo chce, może napisać mi prywatnie.

Pozdrawiam wszystkich i życzę zdrowego rozsądku,
Ten Śmiertelny


Błogosławię Cię Ojcze, Panie nieba i ziemi, żeś te rzeczy zakrył przed mądrymi i uczonymi, a objawiłeś je maluczkim! Tak, Ojcze, gdyż tak się upodobało Tobie!
10.11.2019 14:09
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Ponury Offline
Yonkou
Pirat

*
Liczba postów: 2,908
Dołączył: 03.07.2013
Skąd: tan zapach?
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #314
RE: Homoseksualizm
Przepraszam, że nie przeczytałem całości Twojego wywodu - po prostu jest tego za dużo jak dla mnie (nic osobistego).
Jednak rzuciło mi się w oczy takie zdanie:
"to nauka (poprzez ewolucjonizm) stworzyła nazizm" eee... Nie. To Hitler stworzył nazizm...
Jakakolwiek teoria naukowa nie nosi ze sobą ŻADNYCH ideologicznych przesłań.

Chyba dużo ludzi zapomina o tym iż nauka opisuje (w sposób jak najbardziej zbliżony na dzisiejszy poziom rozwoju) otaczający nas świat. Bez polityki, bez umoralniania i bez ideologii. Daje nam narzędzia, jednak jak ich użyjemy to już inna sprawa.

[Obrazek: Nowy_obraz_mapy_bitowej.jpg]
WYBIERZ WARTOŚCIOWE FRANKY!!!
10.11.2019 19:10
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Devzan Offline
I own you.
Łowca Piratów

*
Liczba postów: 3,918
Dołączył: 15.12.2011
Skąd: Kraków
Poziom ostrzeżeń: 20%
Post: #315
RE: Homoseksualizm
TenSmiertelny napisał(a):Faktem jest, że Hitlera

Prawo Godwina

[Obrazek: 2BGaS9k.gif]
10.11.2019 19:18
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Taboretto Offline
Supernova
Pirat

*
Liczba postów: 812
Dołączył: 19.11.2009
Skąd: Wrocław
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #316
RE: Homoseksualizm
Jezu jak mnie zawsze śmieszy gdy słyszę teksty typu "to tylko TEORIA". Nie wiem czy wiecie, ale w świecie nauki dziedziny które zostały dogłębnie przebadane i wielokrotnie udowodnione nazywane są teoriami. To tylko teoria Grawitacji, to tylko teoria Heliocentryczna itd. xD
(10.11.2019 14:09 )TenSmiertelny napisał(a):  Dlatego też nie lubię „nauki” i tej tak sławnej „metody naukowej”. Jeśli ktoś uważa, że grzebiąc w ziemi może z całą pewności powiedzieć jak powstała i jaki jest jej wiek, to tak jakby twierdził, że kopiąc w grze Minecraft, jest wstanie dowiedzieć się czegokolwiek. Wystarczyłoby przenieść naukowca w świat gry komputerowej by pokazać cały absurd ich założeń i metody.

Naukowiec nigdy nie przekonałby się, że istnieje w grze zaprogramowanej przez kogoś. Nigdy nie udowodniłby istnienia kodu gry i naszego świata. Nigdy nie zrozumiałby, że istnieje coś poza teksturami i modelami 3d. Naukowiec materialista, badając swoimi metodami grę komputerową, nigdy nie doszedłby do prawdy i nigdy nie zrozumiał czym ona naprawdę jest.

Skoro świat Minecrafta z rozlicznymi warstwami gleby może zostać wygenerowany w parę minut, wedle wytycznych i projektu programistów, którzy go zaprogramowali, to dlaczego nasz świat miałby nie móc powstać w taki sam sposób? Nie twierdzę, że tak był, ale przecież nie można tego wykluczyć. Ułomna mentalność naukowa zaś z góry wyklucza podobną kreację.

Naprawdę nie pojmuję, dlaczego nasz świat miałby powstać inaczej niż gra komputerowa. Nie potrafię wyobrazić sobie innego sposobu kreacji, niż świadoma praca programistyczna. Z większego zawsze powstaje mniejsze. Tworzenie zawsze polega na ograniczaniu; wolna wola może wolę swą ograniczyć prawami, same prawa nie mogą zaś, wbrew sobie, nadać komuś wolnej woli. Świadomość może wymyślić prawa, prawa nie mogą wymyślić świadomości.
Co to w ogóle za porównanie xD Metod datowania skał jest mnóstwo i nie polegają one na kopaniu dirta tylko xD https://pl.wikipedia.org/wiki/Metody_dat..._ska%C5%82 No ale jeśli faktycznie wierzysz w symulację to w gruncie rzeczy możesz zanegować każdy dowód naukowy, bo stwórca się z nami bawi w ciuciubabkę.

(10.11.2019 14:09 )TenSmiertelny napisał(a):  Dlaczego, z punktu widzenia ewolucji, miałyby zachwycać mnie kwiaty? Wielokrotnie czytałem, że ewolucja przystosowała nas do życia w buszu, w ciężkich warunkach głodu, między niebezpieczną naturą… Jeśli tak, kobieta jaskiniowiec z zapałem sadząca ogród pełen storczyków i fiołków niewątpliwie kopała sobie grób. Jeśli z ewolucji wynikają nasze gusta i postrzeganie, to kwiat ziemniaka powinien być dla nas najpiękniejszy, a widok umiejącego zwierzęcia powinien zachwycać nas wprost pod niebiosa. No co? Ludzkość ponoć przez miliony lat przystosowywała się do życia myśliwskiego; zabijała, ćwiartowała i gotowała zwierzęta. Widok zwierzęcia obdzieranego ze skóry powinien być więc dla człowieka źródłem ekstazy, przez miliony lat oznaczał przecież, że niedługo zasmakuje wysokokalorycznego posiłku, który pozwoli mu przetrwać. A jednak byłem świadkiem oskórowania zwierząt i jakoś wcale mnie ten widok nie zachwycił. Zwierze wygląda najlepiej gdy jest żywe i fika sobie koziołki.
Bo ewolucja trwa cały czas i nie jest bezbłędna, co tylko zresztą moim zdaniem zwiększa jej wiarygodność. Ile gatunków już wymarło bo okazało się nieprzystosowane do zmieniającej się Ziemi czy pojawiającego się człowieka. Na początku człowiek pierwotny gustował w dużych kobietach z szerokimi biodrami, bo takie kojarzyły mu się z dobrym materiałem na przyszłą matkę jego dzieci. Z czasem jak nasza cywilizacja zaczynała się rozwijać i stawaliśmy się bezpieczniejsi, mieliśmy więcej czasu by nie tylko "żreć i żyć" i zaczynaliśmy odczuwać potrzeby wyższe. Od zawsze były jednostki bardziej wybitne od innych, które rozpoczynały rewolucję. Człowiek ewolucyjnie wykształcił sobie ciekawość świata i dzięki tej ciekawości mógł coraz bardziej poprawiać swój byt. Oczywiście życie w luksusach spowodowało że stajemy się coraz słabsi fizycznie jednocześnie coraz bardziej rozwija się nasz mózg. Prawdopodobnie wyewoluujemy w przyszłości do wyglądu podobnego najbardziej stereotypowemu wizerunkowi kosmitów.

(10.11.2019 14:09 )TenSmiertelny napisał(a):  Oczywiście bywają stworzenia niezbyt piękne, ale nie stanowią one większości i ich podła rola w świecie jest z góry określona. Jeśli zaś o istnieniu miałoby decydować kryterium przetrwania i rozsiewania swoich genów, dlaczego wszystkie nie miałby być krwiożerczymi potworami bez serca? Jeśli nie byłoby Boga Stwórcy, którzy każe zło i nagradza dobro, to jasne jest, że najbardziej podstępny, podły i wyrachowany zawsze miałby największe szanse na przeżycie i rozmnażanie się. Nie widzimy zaś by natura była ani w połowie tak pragmatyczna, racjonalna i wyrachowana jak chcieliby tego naukowcy.
Otóż nie. Właśnie empatia albo instynkt który wykształcił się w różnych gatunkach sprawiła, że do dzisiaj one nie wyginęły. Gdyby wszystkie stworzenia były potworami bez serca to planeta prędzej czy później by zwyczajnie wymarła, bo wszystkie "potwory" by się pozabijały.

(10.11.2019 14:09 )TenSmiertelny napisał(a):  Próba tłumaczenia całej różnorodności i piękna świata ewolucyjnymi dążeniami do przetrwania, jest zwyczajnie kuriozalna. Dlaczego każda roślina ma swoje niepowtarzalne liście i kwiaty? Dlaczego w imię przetrwania i ewolucji trwającej miliardy lat, każda roślina nie miałaby wykształcić ekonomicznie najbardziej opłacalnego liścia i się go trzymać? Oczywiście różne warunki, mogą warunkować różne liście, ale widzimy doskonale, że rośliny rosnące w dokładnie takich samych warunkach, wyróżniają się różnorodnym listowiem i kwieciem. Natura nie jest aż tak pragmatyczna. My jesteśmy pragmatyczni, dlatego też wszystkie współczesne samochody, przez piekielny dyktat ekonomii i ergonomii, wyglądają właściwie rzecz biorąc jednakowo nudnie

https://www.mnn.com/earth-matters/wilder...apes-sizes myślę że ten artykuł dobrze to wyjaśnia. W gruncie rzeczy właśnie różnorodność ich kształtów jest kolejnym dowodem na to, jak stara jest Ziemia. Przez miliony lat wytworzyły się niezliczone gatunki które krzyżowały się, zmieniały się pod wpływem zmian klimatu czy dryfu kontynentów.

(10.11.2019 14:09 )TenSmiertelny napisał(a):  Gdy spaceruję sobie z pełnym ciekawości pieskiem i słyszę radosny świergot ptaków, mam być komu wdzięczny. Komu miałbym dziękować w przypadku ewolucji – doborowi naturalnemu, czyli zwyciężaniu słabego przez silnego? Ptaki świergotają radośnie. Gdy usłyszę, że robią to by połączyć się ze swymi partnerkami, mogę uznać to za romantyczne i zupełnie na miejscu. Gdy jednak mam sobie wyobrazić, że to w wyniku jakiejś losowej mutacji w kodzie DNA jeden ptak zaczął śpiewać, a potem miał większe szanse na przetrwanie, dlatego… No, jakby nie patrzeć jest to naciągane i niesatysfakcjonujące wyjaśnienie.
Widzisz jednak nie wszyscy potrzebują kogoś w górze do dziękowania mu za piękno świata. Po prostu nim się cieszą a świadomość tego i ciekawość jak to mogło powstać właśnie sprawiła, że jesteśmy tu gdzie teraz.

(10.11.2019 14:09 )TenSmiertelny napisał(a):  Po wielokroć różni ludzie podważają Księgę Rodzaju, tak się jednak składa, że nie potrafią oni napisać nic choćby w jednej setnej tak niesamowitego i wzruszającego jak Księga Rodzaju. Naukowcy chcą uchodzić, za wielkich znawców ludzkiej natury, a w praktyce często nie potrafią sklecić nawet dwóch dobrze napisanych dialogów. Zgroza człowieka ogarnia, gdy czyta absurdalnie sztuczne „rozmowy” poglądowe, zawarte w książkach psychologicznych. Naprawdę, gdyby naukowcy byli pisarzami nikt by ich nawet nie wydrukował…

W istocie nauka utrzymuje się jedynie przez piętrzenie swojego własnego autorytetu i samochwalstwo. Ludzie czytają podręczniki naukowe, bo się ich do tego zmusza. To żadna przyjemność obcować z piekielnie nudnym i pustym dziełem, którego autor specjalnie dodatkowo utrudnia lekturę siląc się na wyszukane i sztuczne słownictwo, by wyglądać na jeszcze mądrzejszego. Mętna woda wydaje się głęboka. Ludzie wcale nie boją się tego czego nie rozumieją, podziwiają to – i dlatego też darzą szacunkiem całą naukę.
Wcześniej pisałeś jak bardzo cię dotknął ten filmik o kreacjonistach. Jednocześnie sam mocno gardzisz nauką i naukowcami, dzięki którym właśnie jesteśmy tu gdzie teraz. Dzięki ciekawości człowieka, dzięki poświeceniu ludzi o wiele od nas mądrzejszych dzisiaj nie musisz obawiać się, że umrzesz na głupie zapalenie płuc. Szczerze cieszy mnie, że dziś kościół nie jest już tak znaczący i można badać wszystko w granicach etyki. Bo widzisz nie potrzeba wcale biblii, by móc zachowywać się w porządku a nie jak dzikus. Swoją drogą argument "zrób lepiej" to jeden z najgorszych jakie mogłeś przytoczyć. No i szczerze mów za siebie z tym, że obcowanie z nauką to żadna przyjemność. Zawsze są i będą ludzie którzy będą się pytać "dlaczego?", "skąd?", "po co?". Może cię zaskoczę, ale uważam Biblię za wartościową książkę traktuję ją jednak przede wszystkim jako twór filozoficzny a nie naukowy.

(10.11.2019 14:09 )TenSmiertelny napisał(a):  Nasze odczucia przedstawiają nam prawdę. O wiele więc rozsądniej jest ufać Biblii, która jest zgodna z naszą naturą. Wierzę, zatem, że po to ktoś jest bogaty, aby wspierał ubogich; po to rodzi się silny, aby dźwigał brzemiona słabych; po to przyszedł mądry, aby miał wyrozumiałość nad głupimi. Wszystko ma swoją przyrodzoną rolę i zadanie; po to ręka jest wytrzymała, by bronić słabe oko. Taką prawdę przedstawia nam nasze doświadczenie i serce, a jest ona sprzeczna z tym czego chcieliby samolubni racjonaliści.
Wspieranie słabszych jest także w naturze wielu zwierząt. Wiele gatunków opiekuje się dziećmi, których rodzice zginęli. Jest taki gatunek pingwinów gdzie zdarzają się pary tej samej płci które opiekują się małym pingwinem. Dość ironiczne w tej całej dyskusji xD Zawsze też istnieli ludzie z większą empatią, którzy czuli mus by pomóc biednym i pokrzywdzonym zanim biblijne teksty były w ogóle pomyślane.

(10.11.2019 14:09 )TenSmiertelny napisał(a):  Prześledźmy rozumowanie naukowe. Był więc taki bulion pierwotny, w którym najrozmaitsze związki chemiczne pływały przez miliardy lat, aż wreszcie, zwykłym zbiegiem okoliczności ustawiły się one w taki sposób, że powstała pierwsza „żywa” komórka, zdolna do odżywiania i reprodukcji. Pięknie, tylko zauważmy, że w takim przypadku, taka „żywa komórka” nie jest niczym innym jak zwykłą grupą pierwiastków chemicznych, podlegającą takim samym jak zawsze prawom fizyki i chemii. Związki chemiczne nie mają wolnego wyboru, nie ma więc żadnego powodu by taka komórka miała go mieć.
Ta pierwotna zupa trwała przez miliony lat. Można to porównać do losowania totolotka. Są miliardy kombinacji a my chcemy tej jednej.
Wiele kreacjonistów bierze przykład tego ile losowych rzeczy sprawiło że powstało życie na Ziemi, że to jest dowodem na inteligentny plan. Okazało się jednak, że planety na których teoretycznie może istnieć życie wcale nie są czymś niezwykłym. Kilka lat temu odkryto układ słoneczny złożony z samych planet skalistych, planetę która jest całkowicie pokryta wodą oraz kilka innych które mogą być nowymi Ziemiami a pamiętajmy że od względnie niedawna prowadzimy obserwacje. Póki co nie znaleźliśmy życia poza ziemskiego, ale jest bardzo prawdopodobne że może być ono na Marsie albo na księżycu Europa. Mówimy oczywiście o prostych bakteriach ewentualnie glonach. Choć kto wie.

(10.11.2019 14:09 )TenSmiertelny napisał(a):  Jeśli więc Hitler, zrobił co zrobił, bo miał takie geny – to przecież nie możemy go winić. Absurdem byłoby kogoś osądzać za to, że ma złe geny; równie dobrze moglibyśmy karać murzyna za bycie murzynem, albo rudego za bycie rudym. Człowiek nie wybiera sobie przecież genów i co może w związku z tym zrobić, że taki się urodził, jaki się urodził?

Jeśli jednak Hitler, zrobił co zrobił, bo tak został wychowany – to również nie możemy go winić. Nie można kogoś karać, za to, że miał złą matkę, albo złe doświadczenia w dzieciństwie. To nie jego wina, że tak czy inaczej, został wychowany…

Wychodzi więc na to, że w żadnym razie nie mamy prawa pociągać kogoś do odpowiedzialności. W gruncie rzeczy bowiem człowiek nic nie decyduje, nic nie wybiera, ani nic nie może zmienić – to tylko chemia w jego mózgu prowadzi do takich, czy innych, zachowań i żaden wybór nie istnieje – jak wskazują Biologiczne Podstawy Psychologii.
xD
Nikt tak nie mówi i nikt tak nie twierdzi. Wielu ludzi owszem jest ciekawych co sprawiło, że Hitler osiągnął takie ekstremum, ale nikt raczej nie uważa że "tak musiało być, shit happens".

(10.11.2019 14:09 )TenSmiertelny napisał(a):  Wracając do homoseksualizmu, muszę jawnie zaświadczyć, że czuję, że jest zły i ohydny. Jeśli wy tego nie czujecie, to zapewne dlatego, że nie rozpatrujecie samego homoseksualizmu, tylko kwestię tego, czy człowiek ma prawo prześladować drugiego człowieka za to, że jest inny – i oczywiście, że nie ma. To byłoby niemoralne i doskonale świadczy nam o tym serce. Różnorodność jest dobra, wolny wybór jest dobry, miłość jest dobra.

Spójrzmy jednak na sam homoseksualizm. Widzimy, że nie jest dobry. To upodlenie i degradacja człowieka, zezwierzęcenie i zohydzenie tego co naturalne. Ci ludzie cierpią nawet jeśli nie zawsze sobie uświadamiają przyczynę swojego cierpienia i niewłaściwie ją lokalizują.
Znów powtórzę: mów za siebie. To co jest dla kogoś normalne czy naturalne jest kwestią czysto subiektywną. Ludzie mają różne pojęcie estetyki. Twoje nie jest jedynym słusznym. Oczywiście, jeśli uznać homoseksualizm z czysto pragmatycznego punktu widzenia to jest on wynaturzeniem bo nie prowadzi on do rozrodu. Co ciekawe jednak homoseksualizm dość często pojawia się wśród różnych gatunków zwierząt. Możliwe, że to po prostu kolejna mutacja i ślepa uliczka ewolucji. Musiałbym na ten temat więcej pogrzebać.
Do reszty tekstu o homoseksualizmie się nie odnoszę, bo tu już większość lepiej na ten temat się wypowiedziała. Też mnie głęboko zszokowało swoiste normalizowanie gwałtu i uważanie, że jest on gorszy niż para homoseksualna, nieważne jak bardzo by się kochali, bo według ciebie dwóch mężczyzn czy dwie kobiety nie mogą się kochać co jest dla mnie zwyczajnie śmieszne, bo sam wcześniej mówiłeś jak bardzo nauka upraszcza i prymitywizuje miłość i jak pod tym względem jest lepsza Biblia, no chyba że to jest ta niefajna,nieczysta miłość. Tej trzeba zakazać, albo nie istnieje.

[Obrazek: MsPwoy.jpg]
10.11.2019 20:06
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Orzi Offline
Yuusha
Łowca Piratów

*
Liczba postów: 3,828
Dołączył: 11.05.2011
Skąd: Snajper Island
Poziom ostrzeżeń: 10%
Post: #317
RE: Homoseksualizm
TenSmiertelny napisał(a):To jest dopiero offtopp i to wyjątkowo arogancki. Drogi Orzi jeśli już chciałeś powiedzieć coś Komimasie, to mogłeś to z łaski swojej zrobić w prywatnej wiadomości, gdybyś tak postąpił nie okazywałbyś przynajmniej swojego zupełnego braku szacunku dla mnie i innych dyskutujących. Bo oczywiście my tutaj nie rozmawiamy o niczym ważnym, lepiej iść się pobawić w piaskownicy.

Skoro zaś i Orzi i Imithe tak dbają o to by Komi nie zmarnował sobie czasu, to może ostatni raz zmarnuję wam czas w tym temacie.

Radzę wyjąć kija z dupy.
10.11.2019 21:04
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Imithe Offline
Feniks^
Pirat

*
Liczba postów: 1,035
Dołączył: 23.12.2009
Skąd: pajęczyny myśli
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #318
RE: Homoseksualizm
Mogłabym przeprosić ( dla własnego egoizmu) za to, że poczułeś się urażony, ale tego nie zrobię. Dlatego, bo ja to napisałam, doceniając formę Orziego, który pięknie trafił w punkt, a poza tym, takie słowa nie świadczą o braku szacunku na przykład do Ciebie, bo Tobie Komimasa nie obiecał, że tego i tego dnia napisze. Natomiast jak umówił się z znajomymi na zabawę w piaskownicy, to byłoby niestosowne, gdyby przedłożył nawet ciekawą dyskusję nad zobowiązanie wobec przyjaciół.
To samo się tyczy One Piece, dlatego bo to jest już zobowiązanie. Może nie tak konkretne ( dokładna data) jak story Cubes, ale równie ważna i niepoważnym byłoby przekładać pewne obowiązki nad intelektualną, nawet na ważny temat, dyskusję, którym powinno się jednak zająć. Nie widzę w tym żadnego braku szacunku i trochę szybko się urażasz. Acz Orzi trochę nazbyt folguje zasadzie „miej dystans do siebie, wyluzuj” , gdyż powyższa uwaga jest niekulturalna.

Ja natomiast w pewnym sensie zobowiązałam się do napisania posta, na pewno w temacie o modernizacji. Tyle tylko, że włączył się Redrey o którym wiem, że potrafi dyskutować na wysokim poziomie i zaczął to robić. Uznałam że szkoda mojego i innych czasu na te moje wypociny.

Z kolei w tym temacie, czasem czytam takie moim zdaniem farmazony, że trudno jest mi dobrać pożądany styl i język by nie urazić. Aby nieco osłodzić Ci to co jest poniżej, pragnę zapewnić że wiele akapitów jest ciekawie napisanych i z niektórymi w większości się zgadzam. Jak chcesz mogę wypisać którymi^^
Nieładnie byłoby też, gdybyś zamilknął w tym temacie jeżeli na przykład Redrey Ci odpisze, bo nie dasz mu szansy na odpowiedź.

TenŚmiertelny napisał(a):Bo jeśli chcę sprezentować komuś prezent, to przez to, że jestem tak ewolucyjnie ukształtowany, bo w dawnych czasach dzikusy musiały dzielić się pożywieniem by przetrwać; jeśli więc robię komuś prezent, to przez to, że podświadomie oczekuję czegoś w zamian. Nie mogę się na to zgodzić! Nie wierzę, by wszelkie dobre odruchy wynikały z samolubstwa! Nie widzę, ani nie czuję by tak było.

Trudno jest w to uwierzyć ( gdyż brzmi to absurdalnie, ale też jest to gorzka pigułka do przełknięcia) określam to jako egoizm pozytywny, ale tak trochę jest. Nie chodzi tu nawet o to by dostać coś w zamian, bo dając sam dostajesz w tym przypadku. Sam ten specyficzny egoizm wynika też z doświadczeń życiowych. Osobiście nie widzę w tym nic złego.

TenŚmiertelny napisał(a):Jeśli więc Hitler, zrobił co zrobił, bo miał takie geny – to przecież nie możemy go winić. Absurdem byłoby kogoś osądzać za to, że ma złe geny; równie dobrze moglibyśmy karać murzyna za bycie murzynem, albo rudego za bycie rudym. Człowiek nie wybiera sobie przecież genów i co może w związku z tym zrobić, że taki się urodził, jaki się urodził?

Tak samo jak najbardziej nie interesuje nas że jakiś morderca, miał problemy w dzieciństwie, traumę której nie przepracował. Dlatego, bo zrobił coś okropnego i nic tego nie usprawiedliwia. Wybacz mi uszczypliwość, ale trochę się o nią prosisz. Czy jeżeli założymy, że Hitler był po prostu podatny na kuszenie Diabła i to nie jego wina, to można mu wybaczyć?

TenŚmiertelny napisał(a):Kiedyś przyjaciele, bez żadnych obaw, mogli się obściskiwać przy powitaniu i wycałowywać i nikomu nie przyszło do głowy, że coś więcej może za tym być. Dziś już takie zachowanie jest ździebko podejrzane. Przykładowo: Jeśli serdecznie uściskam przyjaciela, może on nabrać do mnie jakiś wątpliwości – bo: „co jeśli ja coś do niego czuję?” Skoro zaś sam jest heteroseksualny zacznie ode mnie stronić. Ja wyczuję tą rezerwę i zinterpretuję ją po swojemu. I tak rośnie przed nami mur, niszczący naszą przyjaźń.


Argument homofonii jest śmieszny, bo idąc za ciosem za parę lat mogli by zalegalizować zoofilie i co w tym przypadku? Też będzie tak, że kobieta całująca swojego pieska to zoofilka? Też mieliby problem z odróżnieniem? Na szczęście nakama to towarzystwo tolerancyjne, nikomu nie przeszkadza jak ktoś sypia ( dość dosłownie rozumiane) z psem. Sama miałam przyjemność^^
A co dopiero pedofile. Jak nagle na to zezwolą, to ludzie będą źle interpretować jak ojciec weźmie córkę, czy syna za rękę (Wbrew obiegowej opinii, pedofilia to pociąg do dzieci, nie tylko chłopców) i jeszcze ukamienują.
A jak już przy tym jesteśmy to nie wiedziałam, że babcie to po prostu pedofilki i lubią całować dzieci.
Ale i to nie jest najgorsze, absolutnie kazirodztwo powinno być zabronione, no bo jak wtedy rozpoznać, że jak za rękę matka syna trzyma, to nie jest to już coś innego? A co dopiero mówić o tuleniu, pocałunkach, no generalnie miłość dziecka do rodzica, czy miłość rodzica do dziecka, to skąd tu wiedzieć, że to jeszcze nie gomoria.

To brzmi durnie i ma formę prześmiewczą, ale tak samo brzmią dla mnie te argumenty, że teraz facet nie może się bardziej z uczuciem przywitać z drugim, czy jakiekolwiek relacje damsko damskie, to już homo.

Co do filmiku Redreya… Albo do całego kanału śmiem wątpić, to forma jest ciut zbyt prześmiewcza. Oczywiście, zakładam że targetem nie są osoby wierzące. Bardziej ci wahający się, bo oni nie będą się nie wiem jak obruszać, na formę tego filmiku. A cóż z tego, że filmik jest nie do zniesienia dla fanatyków, skoro i tak za chiński cud w żaden sposób ich nie przekona do siebie? To kwestia wiary i jakiekolwiek argumenty nic tu nie pomogą. A trzeba przyznać, że końcówka tego filmiku jest bogata w sensowne argumenty. Tak samo jest z „naukowcami kreacjonistami” oni z góry, zakładają pewną rzecz ( np. Biblia jest nieomylna) nie próbują obiektywnie zbadać danej rzeczy, tylko w przypadku arki Noego dowieść postulatu z którym się zgadzają. Jak więc można wierzyć takim badaniom?

Nie wierzę oni w to, że homoseksualizm jest genetyczny, ani też w to, że geny nie mają tu nic do powiedzenia. Już były o tym materiały i najbardziej prawdopodobna jest teoria bazująca na epigenetyce. Dlatego, bo dwie osoby wychowywane w takich samych warunkach mogą być zupełnie inne i samym czynnikiem środowiskowym nie da się tego wyjaśnić.
Tu też muszę nadmienić, że nie podoba mi się atak LGBT na "wyleczonych". Tyle tylko, że bardzo trudno jest zdiagnozować, czy był to tak zwany homoseksualizm wrodzony czy nabyty. Jeżeli u kogoś nie było stwierdzonych skłonności homoseksualnych, a po wyjściu z więzienia, zaczął on przejawiać takie skłonności, to taką osobę jak najbardziej zapisałabym na terapię i nawet bym wierzyła, że może pomóc. Ale problemem jest to, że na takie terapie wciska się ludzi, którzy się do tego nie kwalifikują. A leczenie modlitwą można sobie włożyć między bajki ( osoba w ten sposób leczona, musi być ułomna duchowo, mieć tak zwanego "słabego ducha" wtedy ma to sens). Mimo wszystko rozumiem czemu LGBT tak niechętnie wspomina o przypadkach "wyleczenia". Cała wina jest w społeczeństwie. Ludzie nie są nauczeni szacunku do siebie nawzajem i jeżeli nie wbije im się do łbów, nawet przy pomocy młotka, że homoseksualizm jest "genetyczny" i "normalny" to prześladowania się nie skończą. Co niestety prowadzi do przejścia ze skrajności, w skrajność.

I proszę Cię bardzo. Skończ z tym porównywaniem homoseksualizmu do rozsmarowywania odchodów na twarzy. Bodajże już hejnalista używał takiej retoryki i była ona w moim odczucia biedna. W każdym razie ta „retoryka” wskazywała na to, że człowiek podświadomie czuje co go obrzydza i czuje to obrzydzenie do homo. No tylko, że jakoś czuje to dopiero jak się dowiaduje o osobach homo, czyli jak to się mówi teraz „ta osoba promuje homoseksualizm”, „obnosi się z nim”. „mi nie przeszkadzają homo, ale niech sienie obnoszą”. Ok., rozumiem że takiemu fanatykowi para gejów trzymających się za rękę przeszkadza, podobnie jak religia ma zwyczaj zaglądania komuś pod kołdrę, bo przecież nie tylko potępia cudzołóstwo, co jest dobre, ale o zgrozo czepiają się sposobów wyrażania siebie poprzez przyjemność cielesną. Ale jest masa ludzi, która błędnie rozumuje kwestię „obnoszenia się” czy „promowania”. Jeżeli jestem na spotkaniu, będzie tam para gejów, czy też kolega przedstawi mi swojego partnera, to nie widzę w tym żadnego obnoszenia się. Nie rozumiem też czemu homoseksualizm utożsamia się z tylko i wyłącznie z cielesnością. Homoseksualistom nie tylko o to chodzi, ba są nawet uczucia homoromantyczne. W tym całym złym LGBT są jeszcze ludzie, którzy są czystsi od niejednego chrześcijanina, bo osoby aseksualne. No przecież to są okropne osoby i też rozsmarowują sobie odchody na twarzy, albo nie, smarują się rybą, bo to zboczenie jak każde inne.
Jakby tego było mało, bo widzę z postów że wyraźnie o tym zapominasz, są jeszcze homoseksualiści, którzy zasługują nawet od takich fanatyków jak Ty, na słowa uznania, bo walczą z tym, nie czują się z tym dobrze. Inna sprawa, że prowadzi to do depresji ( nie homoseksualizm a walka z nim) i prób samobójczych, ale przecież lepiej dla takiej osoby by już więcej nie grzeszyła.

I jeszcze parę z tego tematu:

TenŚmiertelny napisał(a):Miliardy dolarów wydaje się na promocję i produkcję fikcyjnych treści (książek, filmów gier) w których sodomia jest przedstawiona jako coś normalnego, a sprzeciw wobec niej jako przejaw uprzedzenia i zaściankowości – i te właśnie fikcyjne dzieła bardziej przekonują ludzi do homoseksualizmu niż jakiekolwiek „badania naukowe”. Większość ludzi, którzy deklarują swoją „tolerancję” wobec homoseksualizmu, nie jest wstanie przedstawić nawet jednego badania naukowego, które jakoby potwierdzałoby ich światopogląd.

Raczej nie wydaje się ich po to, by popierać "sodomię". Tylko taka jest "moda". Tak na przykład jak w Polsce jest teraz porypana moda na rodziny, dziecioróbstwo i inne tego typu rzeczy. Reklamy od czasów panowania PiSu zmieniły się diametralnie. To nie kościół zaczął dawać kasę firmom marketingowym, by reklamy były bardziej "normalne" tylko, reklamodawcy dostosowali swoja ofertę do panującego trendu. W ten sam sposób na świecie reklamy idą w odwrotnym kierunku, a w filmach i grach jest coraz więcej homo. Oczywiście przesadzają z tym tak samo jak z rasizmofobią, bo nie wiem jak inaczej nazwać ten skrajny nurt walenia wszędzie czarnoskórych tam, gdzie ich nie powinno być.

TenŚmiertelny napisał(a):Homoseksualiści zatem, przez samo swoje obrzydliwe zachowanie, krzywdzą nas i wszystkich innych, którzy ich oglądają i słuchają.

I tu masz retorykę podobną do Nalastowskiego. Tyle tylko, że jego tam gwałcili, a raczej gwałcili jego duchowność czy coś tam. Straszna się w tym kraju krzywda dzieje katolikom. Na każdym kroku, są piętnowani.
A przepraszam czy z tego powodu katolicy noszą ze sobą gaz pieprzowy? Mają depresję, boją się wyjść z domu w obawie przed co najmniej ostracyzmem, na przymusowej wizycie w szpitalu kończąc? Czy katolicy jak idą do kościoła słyszą: " wynocha katotalibany!" "Zakaz katolstwa i popierania czarnej mafii pedofilskiej" Albo jeszcze inne epitety przesiąknięte nienawiścią? Czy w końcu katolicy mają próby samobójcze i poświęcają masę czasu by przepracować swoje lęki związane z brakiem tolerancji ze strony ateistów? No bo chyba Wam się skale prześladowań pomieszały. Prześladowani, owszem, katolicy mogliby być na zachodzie. Ale to jak mówiłam, przesada w lewo też nie jest dobra. Mimo wszystko krew mnie zalewa, jak słyszę o prześladowaniu katolików w Polsce.

No i muszę skończyć, bo się uniosłam. Mimo to wyślę to w takiej formie jak to jest. Bo ja rozumiem, staram się pojąć że widok Sodomii kłuje w oczy katolika, ale żeby bagatelizować to, co się faktycznie dzieje. To przepraszam trochę tak, jakby facet powiedział, że jest molestowany, bo się dziwnie na niego faceci patrzą, w porównaniu do prawdziwego molestowania, którego doświadczają kobiety.

"Niewiedza to błogosławieństwo."
"W życiu nie można mieć wszystkiego, ale trzeba się umieć cieszyć, z tego co się ma."
"Ponura prawda dopada mnie zawsze, kiedy daje się zwieść złudnej nadziei"
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.11.2019 22:27 przez Imithe.)
11.11.2019 22:27
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Odpowiedz 




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Wymiana
One Piece Vampirciowo Fairy Tail Valid XHTML 1.0 Transitional Poprawny CSS!

Kontakt | One Piece Nakama | Wróć do góry | Wróć do forów | Wersja Mobilna | RSS | Mapa Nakama