Aktualny czas: 14.12.2017, 21:08 Witaj! (LogowanieRejestracja)

Odpowiedz 
Katastrofa
Autor Wiadomość
Gociak Offline
Depressed muffin
Łowca Piratów

*
Liczba postów: 3,721
Dołączył: 16.01.2010
Skąd: AllBlue
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #1
Katastrofa
Tytuł: 100 motywów przewodnich, numer 77: Katastrofa
Tytuł oryginału: 100 Themes #077: Catastrophe
Postacie: mały!Ace i mniejszy!Luffy
Kategoria: PG

Autor: naye
Link do oryginału: http://naye.livejournal.com/707166.html
Notka od tłumacza: Rany, uwielbiam fiki w których jest Ace. Może dlatego, że sama mam młodsze rodzeństwo i dobrze wiem, jakie to straszne uczucie, kiedy te małe, upierdliwe gnoje nawet na chwilę znikają mi z oczu.
W każdym razie ten naprawdę polecam. Jest uroczy ;]



Katastrofa

Dzień, w którym Luffy spadł z klifu nauczył Ace'a mnóstwa rzeczy. Jedną z nich była myśl, że bicie się na szczytach klifów to był jednak zły pomysł. Inną, że Luffy naprawdę potrzebuje pracy nad równowagą. Trzecią, że kiedy Luffy spada z wysokiego miejsca, to odbija się naprawdę daleko.

Ace zaczął biec jeszcze zanim stracił Luffy'ego z oczu i dostał niezłej zadyszki nim dotarł do miejsca, w którym wydawało mu się, że wylądował - i wtedy zorientował się, że Luffy'emu udało się poodbijać całą drogę przez klify i polecieć za ich granicę. A za nimi było tylko morze.

Panika - większa niż zwykle - była kolejną rzeczą, z którą się bardzo dobrze zaznajomił tego dnia. Tonięcie nie było w planie dziennym - dlatego właśnie Ace wybierał klify z dala od morza. Z dala od morza do cholery, co znaczyło, że on też był daleko od morza. Zdecydowanie za dużo uderzeń bijącego na alarm serca zajęło mu dostanie się do morza, w którym mógł zanurkować po swojego brata.

Gdy już go dorwał, wystarczyło tylko kilka wyćwiczonych zamachnięć, żeby wyciągnąć Luffy'ego z powrotem na powierzchnię. Fale starały się mu go z powrotem odebrać, ale Ace'owi ani było to w głowie. Chwycił Luffy'ego mocno, obiema rękoma, a zdradliwe prądy skorzystały z okazji i wciągnęły ich pod wodę. Przez chwilę Ace był oślepiony przez sól i mroczki spowodowane strachem w miejscu, w którym nie było góry ani dołu, tylko brak powietrza i panika. Nagle poczuł, że jego młócące wodę nogi natrafiły na coś twardego! Zaczął się wspinać po obrośniętym pąklami kamieniu, zdzierając sobie skórę z rąk i kolan, chcąc za wszelką cenę wyciągnąć Luffy'ego na powierzchnię.

Wczołgał się na kamień zaraz po nim, dźwigając się do poziomu na którym leżał Luffy. Zacisnął ręce na jego przemoczonej koszulce, gotowy do - do trzęsienia nim do skutku, do sprania go na kwaśne jabłko, do czegokolwiek.

Luffy wybrał właśnie ten moment, żeby odkaszlnąć a następnie zwymiotować morską wodą na twarz Ace'a.

Ace puścił go po czym z ulgą położył się na wilgotnym kamieniu.

- Blee! - oświadczył Luffy, po czym niespodziewanie dodał: - Oooch!

Ace, łapiąc z ulgą powietrze w płuca i czując jak serce powoli wraca z gardła na swoje stałe miejsce, podniósł lekko głowę i spojrzał na niego.

- Oooch?

- Popatrz, Ace! Znalazłem rybkę! - roześmiał się Luffy, trzymając obiema dłońmi trzepoczący, mały, srebrny kształt.

- Znalazłeś... - warknął Ace. Luffy nie powinien znajdować ryb, bo ryby żyją w morzu a Luffy nie. Przeżyłby. Gdyby poszedł do morza. - Nieważne.

Luffy drażnił swoją rybkę.

- Wygląda pysznie!

Ace uderzył go w spód gumowych dłoni, pozwalając rybie skorzystać z okazji i umknąć do morza.

- Tego się nie je!

- Ale to była ryba! - zaperzył się nieco Luffy. - Znalazłem ją.

- Ale była malutka! No i nie wolno ci jeść wszystkiego, co znajdziesz!

Idiota. Znał tę zasadę - mądrze nadaną przez Dadana zaledwie parę dni po tym jak Dziadek przywiózł im tego dzieciaka.

Luffy nadął się. Nie lubił tej zasady. Lubił jeść.

Większa fala rozbiła się o kamień, na którym siedzieli, pryskając na nich drobnymi kroplami. Ace natychmiast wstał, ociekając wodą, rzucając groźne spojrzenie morzu, które pod niewinnym pretekstem znowu starało się dorwać do jego brata.

- Chodź. Idziemy stąd.

Luffy był pochłonięty wypatrywaniem srebrnego błysku łusek swojej rybki wśród fal, ale przytaknął i sięgnął w górę, by poprawić... swój kapelusz.

Och.

Ace zorientował się, co się stało w tym samym momencie w którym twarz Luffy'ego skurczyła się w konsternacji, a jego dłonie zacisnęły się na przemokniętej słomie.

Kamienie. Woda, kamienie i te przeklęte pąkle... Luffy zdjął go z głowy i trzymał przed sobą, jakby nie wierzył w to, co widzi. Rondo kapelusza było rozdarte, co na krawędziach wyglądało jak otwarta rana.

- Mój kapelusz.

Głos Luffy'ego był cichy, ale brzmiąca w nim głęboka rozpacz uderzyła w Ace'a niczym krzyk.

- Już dobrze...

Ace, nie wiedząc, co mógłby zrobić innego, wyciągnął rękę i położył ją na głowie Luffy'ego, jakby to zrobił z przemoczonym szczenięciem.

Luffy się nie poruszył.

- Shanks - powiedział i głos mu się zaczął załamywać, psiamać. - To był jego skarb i on mi go dał i...

- Przecież wiem, spokojnie!

Oczywiście, że Ace wiedział - wiedziałby to każdy, kto spędził w pobliżu Luffy'ego więcej niż pięć minut. Gdyby Dziadek był na tyle miły, żeby zostawić instrukcję obsługi tego dziecka, punktem drugim byłoby "Nie dotykać kapelusza."

Ale nie było instrukcji obsługi (szlag), a teraz Luffy robił coś kompletnie niespodziewanego (znowu) i Ace zaczął się rozpaczliwie rozglądać za czymkolwiek, co mogłoby mu pomóc - jakimkolwiek możliwym pomysłem.

Dolna warga Luffy'ego zaczęła drżeć.

Klify spoglądały na Ace'a bardzo hardo, pusto i może nawet nieco radośnie, ale kompletnie nie mógł się spodziewać pomocy z ich strony. Ace zwrócił więc swoją uwagę z powrotem na smutny, wymaglowany przedmiot w rękach Luffy'ego - wcale nie patrzył na twarz Luffy'ego, a już z całą pewnością nie zauważył tego gluta wypływającego powoli z tego małego noska.

Psiakrew.

- Naprawię ci go! - wyrzucił z siebie Ace.

To było jak przesunięcie pstryczka. Luffy skoczył ku niemu (Ace automatycznie złapał jego ramię bo - kurde no, mokry kamień, morze i w ogóle) patrząc na niego z nadzieją i radością.

- Naprawdę?

- Pewnie, że tak! - odparł Ace z pewnością, której sam nie czuł.

- Och. Okay! - roześmiał się Luffy z ulgą. - To super! Bo obiecałem, że oddam go Shanksowi jak już zostanę Królem Piratów i...

Ace przytaknął, wspinając się z powrotem na klify i zostawiając wodę daleko za sobą. Kiwał głową, ale niespecjalnie słuchał, no bo - jak miał to zrobić? Jak niby miał go naprawić? Musiał go naprawić - dał słowo, a Luffy mu zaufał i teraz już musiał się tym zająć - ale jak?

Luffy paplał radośnie o wszystkim i o niczym, zagłuszając oddalający się dźwięk fal. Z każdym krokiem byli coraz bliżej domu, co cieszyło, bo Ace naprawdę nauczył się wystarczająco dużo jak na jeden dzień, a do tego zbliżała się pora kolacji.

Na którą nie mogli się udać od razu, tak jak byli. Nie w mokrych ubraniach, z zadrapaniami i krwią - nie, to nigdy nie był dobry pomysł przy dorosłych. Wślizgnęli się więc tylnym wejściem, Ace zdobył dla nich suche ubrania, nałożył kilka plastrów na co większe zadrapania (nikt nie zwróci uwagi na kilka dodatkowych) i dopilnował, żeby obaj umyli porządnie ręce nim pozwolił Luffy'emu pobiec na kolację.

Ku jego zaskoczeniu, Luffy nie drgnął. Nic nigdy nie zatrzymywało Luffy'ego przez jedzeniem.

Zanim jednak zdążył zapytać co się stało, Luffy podleciał do niego.

- Masz! - powiedział, dając Ace'owi nieco mniej przemoczony, ale wciąż żałośnie rozcięty kapelusz. - Naprawisz go, co nie? - dodał, uśmiechając się szeroko.

- Pewnie - odparł Ace, ale Luffy już w radosnym pędzie wypadał z łazienki.

- Jeeeeeeść!

Ace spojrzał na słomiany kapelusz.

- Czy Shanks nie mógł ci dać nieco solidniejszego skarbu? Co jest złego w... - Ace chciał dodać "mieczu", czy coś w tym stylu, ale w tej samej chwili nawiedziła go straszna wizja Luffy'ego z ostrymi przedmiotami błyszczącymi przed nim. Może Shanks miał rację dając temu koszmarnemu gnojkowi coś nieszkodliwego.

Ale żeby słoma... Nie jest to najodporniejszy z materiałów. A teraz skarb był rozpruty. A Ace musiał go naprawić. Jakoś.

Oczywiście, zawsze mógł poprosić o pomoc Dadana, ale - nie. Powiedział, że go naprawi. Luffy mu zaufał. Zaufał mu ze swoim skarbem. Gdyby poszedł do Dadana - to już nie byłoby to samo.

Ace westchnął, uzmysłowiwszy sobie, że to nie koniec nauki na jeden dzień. Musiał się nauczyć i to szybko, bo Luffy nie umiał zbyt długo czekać.

Porażka, oczywiście, nie mogła mieć miejsca. Luffy dostanie swój kapelusz z powrotem, wyglądający jak dawniej, a Dadan nigdy się o niczym nie dowie (ani nie zapyta jak to się stało, że kapelusz w ogóle się podarł).

Po kolacji Luffy poszedł grzecznie spać, całym sercem ufając, że Ace sam odwróci od niego wizję katastrofy oddania Shanksowi podartego kapelusza.

Ace spędził noc w kącie ich pokoju, pracując w świetle lampy, wysilając oczy do skupienia się w jednym punkcie, kłując się co chwila w palce i usiłując nie klnąć [kląć] za głośno, żeby Dadan nie wszedł i nie zapytał, co się stało.

To była bardzo długa noc i pod koniec łóżko było po prostu zbyt daleko. A ściana wydawała się na swój sposób całkiem wygodną. Położył kapelusz na kolanach i zamknął oczy.

Kiedy się obudził, kapelusz był na głowie Luffy'ego, a jego ręce obejmowały kark Ace'a.

- Fco? - zapytał Ace, niespecjalnie gotów do pozbierania się z samego rana.

Śniadanie. I koniecznie kilka drzemek po nim.

- Ace, dziękuję! - krzyknął Luffy zaledwie kilka centymetrów od jego ucha. Gumowy chłopiec zwykle był bardzo głośny, a tego ranka jeszcze rozpierała go wdzięczność.

- Nie ma sprawy, zjeżdżajzemnie - odparł Ace, uwalniając z uścisku dłoń i odpychając twarz Luffy'ego.

Ace został uratowany przez wołającego na śniadanie Dadana. Luffy nie potrzebował niczego więcej, by się oderwać od Ace'a i pobiec do kuchni. Ace wstał, rozciągnął się i ruszył za Luffy'm. Postanowił sobie szybko zapomnieć o pokłutych palcach i o piekących oczach. Na pewno nie zrobił tego wszystkiego tylko przez wzgląd na tego swojego małego, durnego brata. Wiedza o kapeluszach na pewno przyda mu się jeszcze kiedyś, był tego pewien.

A potem się roześmiał, bo naprawdę - kogo on próbował oszukać?

[Obrazek: 66HHUfX.png]
26.01.2010 05:20
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
skawskaj Offline
Majtek
Pirat

*
Liczba postów: 54
Dołączył: 01.02.2016
Skąd:
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #2
RE: Katastrofa
Biedny Ace ma młodszego brata. Wszyscy ludzie posiadający młodsze rodzeństwo modlą się o jego spokój. Łączmy się w bólu i strachu opieki nad młodszym rodzeństwem.
07.02.2016 20:31
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Odpowiedz 




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Wymiana
One Piece Vampirciowo Fairy Tail Valid XHTML 1.0 Transitional Poprawny CSS!

Kontakt | One Piece Nakama | Wróć do góry | Wróć do forów | Wersja Mobilna | RSS | Mapa Nakama