Aktualny czas: 13.11.2018, 03:10 Witaj! (LogowanieRejestracja)

Na stronie pojawiły się oczekiwane dwa rozdziały Op921 jak i od razu 922.I jeszcze 923
Zapraszamy do czytania i komentowania:)
Odpowiedz 
Mechanizm
Autor Wiadomość
Korbacz Offline
Gość
Pirat

*
Liczba postów: 3
Dołączył: 14.06.2013
Skąd:
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #1
Mechanizm
Postanowiłem napisać mojego pierwszego z One Piece, jak i w ogóle z czegokolwiek fanfica. Trochę koślawo mi jeszcze wychodzi to całe pisanie, (dopiero wszakże zaczynam) więc raczej nikogo specjalnie tym nie zachwycę, ale mimo wszystko miło byłoby gdybyście dali mojemu dziełu szansę. A już naprawdę fajnie było by gdyby ktoś zostawił komentarz. Najlepiej taki pouczający. A jak komentarzy będzie dużo, to kolejne części będą szybciej (chociaż kogo ja próbuje oszukać....).
Do rzeczy.
Akcja dzieje się między Thriller Bark a Shabondy Islands.



Wstęp

Gdzieś na Grand Line, najniebezpieczniejszym morzu świata płynął sobie niewielki statek. Wiatr nadymał szeroki żagiel ozdobiony czaszką i dwoma skrzyżowanymi piszczelami, popychając okręt ku przygodzie. Na dziobie statku znajdował się galion przedstawiający, zależnie od interpretacji lwa, słońce lub też słonecznik. Siedział na nim młody człowiek mizernej postury, ubrany w szorty i czerwoną kamizelkę. Na głowie nosił zaś, podobnie jak czaszka wymalowana na żaglu, słomiany kapelusz. Był to Monkey D. Luffy, człowiek który marzył o zostaniu królem piratów.
- Hej Nami, kiedy wreszcie dotrzemy do jakiejś wyspy? - jęknął kapitan obracając się do swojej nawigator.
- Nie mam pojęcia. Log Pose wskazuje tylko kierunek - odpowiedziała Nami która korzystając z pięknej pogody, opalała się obok na leżance.
- Płyniemy już dwa tygodnie! Nudzi mi się, chcę przygody! W dodatku jestem głodny! Sanji!
- A ja tam cieszę się z tych krótkich chwil w których nikt nie chce nas zabić... - odparła smutno nawigator, gdyż miała przeczucie że spokojne czasy niedługo się skończą.
- Niedawno jadłeś, prostaku - Prychnął elegancko ubrany blondyn który wchodził właśnie na dziób statku niosąc tacę z napojami. - Może drinka, panienko Nami? Jest dzisiaj tak gorąco...
- Jesteś kochany Sanji - odpowiedziała Nami puszczając oko do kucharza.
- Sanji! Mięsa!
- Jestem tu po to aby Pani służyć - rzekł kucharz, całkowicie ignorując kapitana. Całą jego uwagę zaabsorbowało teraz skąpo odziane, błyszczące od olejków do opalania, kształtne ciało Pani nawigator.
- Sanji, możesz już sobie iść...
- Jjjjesteś pewna Panienko? - Twarz Sanjego z sekundy na sekundę stawała się coraz bardziej czerwona.
- Zdecydowanie.
- Nnnnooo to idę... - mruknął smutno Sanji i skierował się na dół.
Tymczasem, na pokładzie Usopp wraz z Chopperem siedzieli na drewnianych barierkach i zajęci byli łowieniem ryb.
- Od godziny nic nie bierze. - żalił się Chopper.
- Bądź cicho bo inaczej je spłoszysz. Rybactwo polega na cierpliwym oczekiwaniu - wyszeptał Ussop jakby w obawie że ryby rzeczywiście go usłyszą. - Cierpliwość i cisza to podstawy do udanego...
- YOHOHOOHOHOHOHO!! - zarechotał kościotrup z gęstym afro, stojący od jakiegoś czasu za ich plecami. Niedoszli rybacy z zaskoczenia omal nie wypadli za burtę. - Jak tam ryby, biorą?
- Ucisz się się palancie! - krzyknął Usopp. - Dobra robota, teraz wszystkie ryby w okolicy na pewno zwiały.
- Może znasz jakąś piosenkę która mogła by przywabić ryby? - powiedział Chopper do Brooka.
- Hmmm, myślę że mam coś odpowiedniego. - oznajmił muzyk, wyjmując swoje skrzypce.
- Wow, naprawdę potrafisz to zrobić? - Złość Usoppa momentalnie zmieniła się w podekscytowanie.
- Cóż, zaraz się przekonamy! Raz, dwa, trzy i...
Kakofonia dźwięków które pokładowy muzyk wydobył ze swoich skrzypiec, niewiele miały wspólnego z muzyką. Gdyby sto osób postanowiło drapać z całych sił paznokciami o tablicę, efekt byłby znośniejszy. Koszmarne dźwięki niczym sztylety przedzierały powietrze zmuszając przerażonego Choppera i Usoppa do zatkania uszu. Szklanki które niósł Sanji schodzący właśnie z dziobu, wybuchły obracając się w drobny, szklany mak. Brook widząc powykrzywiane z bólu twarze swoich towarzyszy przestał grać. Na statku zapanowała błoga cisza.
- Bo widzicie, tego... - zaczął lekko zakłopotany Brook. - Pod wodą brzmi to znacznie lepiej...
- Co to za paskudne rzępolenie?! - krzyknęła Nami wyglądając z dziobu na pokład. Po chwili dołączył do niej zaciekawiony Luffy.
- Brook łowił ryby. - Odparł zwięźle Usopp.
- Ryby? Doskonale! Umieram z głodu! - Zawołał Luffy zeskakując z dziobu na trawiasty pokład.
- A niby jak ten koszmarny dźwięk miałby zwabić jakąkolwiek ry... - Urwał Sanji, bowiem w tej właśnie chwili dostrzegł na wodzie dziwne zawirowania i wzburzenia. Załoga przerwała kłótnie i w milczeniu obserwowała niecodzienne zjawisko. Olbrzymi cielsko z błoniastą płetwą przytwierdzoną do węgorzowatego łba, ciągnącą się dalej, w dół pleców, wyrosło nagle z wody na wysokość kilkudziesięciu metrów. Monstrum upstrzone było ułożonymi naprzemiennie czarnymi oraz ciemnozielonymi pasami i przypominało gigantycznego węża morskiego. Łuski, każda wielkości talerza lśniły w słońcu, podobnie jak szeregi ostrych jak miecze zębów wystających z rozdziawionej paszczy morskiego gada.
- Kkkkkkrról... - próbował wykrztusić blady ze zgrozy Usopp. - Mmmmó...
- Hę, działa lepiej niż się spodziewałem – rzekł spokojnie Brook. A potem wydarł się na całe gardło (którego nie miał) z przerażenia.
- Złapmy go! - krzyknął rozradowany od ucha do ucha kapitan.
Potwór przez chwile przyglądał się Thousand Sunny. Statek przypominał przy nim łupinę orzecha. Gdy jego chwilowa ciekawość minęła, rozwarł swoją paszczę najszerzej jak mógł i zarył tak głośno i przerażająco że wprawił Nami, Usoppa, Brooka i Choppera w stan przedzawałowy. Po tym występie Król Mórz uniósł swój ogon i niczym gigantycznym biczem strzelił nim o powierzchnie wody, tworząc kilkumetrową falę idącą prosto na statek.
- Trzymajcie się czegoś! - zdołała krzyknąć Nami, zanim gigantyczny bałwan wody przykrył statek. Thousand Sunny dzielnie zniósł pokaz siły potwora. Zoro, Franky i Robin wybiegli z wnętrza statku żeby przekonać się co się dzieje.
- Ech, to tylko zwykły potwór morski. Zaraz go potnę... - rzekł szermierz znudzonym głosem.
- Nie, jest mój! - krzyknął podniecony Luffy, szykując się do ataku. - Gomu gomu no... - i przerwał atak w połowie, gdyż niespodziewanie usłyszał przeraźliwy krzyk. Spojrzał na swoich przyjaciół, lecz byli równie zdezorientowani. Krzyk tymczasem zdawał się narastać lub też jego źródło gwałtownie się zbliżało.
- Spójrzcie w górę – powiedziała nagle Robin wskazując palcem na niebo. Wysoko ponad Thousand Sunny widać było niewyraźny czarny punkt z którego, jak się zdawał,o dobiegał ów straszliwy krzyk. Mimo że z sekundy na sekundę obiekt stawał się coraz wyraźniejszy, trudno było stwierdzić czym był.
- Coś wielkiego spada z nieba – błyskotliwie stwierdził Zoro.
- W dodatku prosto na nas – dodała Sanji.
- JAK TO NA NAS?! - krzyknęli równocześnie Usopp, Nami, Chopper i Brook.
- Wygląda to jak jakiś wielkie koło zębate, czy coś w tym stylu – oznajmił Franky, spoglądając przez swoją wbudowaną lunetę.
- Wygląda na to że zaraz wszyscy zginiemy – stwierdziła optymistycznie Robin.
- Ale zabawa! - stwierdził Luffy.
Dziwna spadająca i krzycząca rzecz tak zaabsorbowała Słomianych, że momentalnie zapomnieli o wielkim Królu Mórz, który rozdrażniony tym faktem postanowił rozedrzeć statek w drzazgi. Bestia wyprostowała się na całą swoją wysokość i niczym jastrząb polujący na ofiarą, zapikowała z rozdziawioną paszczą w dół. Nie zdołała jednak dotrzeć do Sunny`ego. Gigantyczne koło zębate spadło z niesamowita szybkością prosto na atakującego potwora, a następnie w wodę. Siła uderzenia była tak duża że wywołała olbrzymią falę, która drugi już raz dzisiejszego dnia wystawiła na próbę statek Słomianych. Dzielny Sunny wyszedł z niej bez szwanku, choć jego załoga była nieco poobijana i przemoczona do suchej nitki. Gdy wreszcie fale się uspokoiły, przyjaciele skoczyli natychmiast do burty by zobaczyć co się stało. Na wodzie nie było jednak ani wielkiego trybu, ani potwora.
- Niech to, a wyglądał tak smakowicie – zasmucił się Luffy. Wyglądało na to że nic ciekawego już się nie wydarzy, gdy nagle z pod wody wynurzyła się mokra, siwa głowa. Człowiek za burtą odkaszlnął kilka razy by pozbyć się wody, odgarnął kłęby siwych włosów z twarzy i wtedy zauważył że patrzy się na niego ośmiu zdezorientowanych piratów.
- Hej, wy tam! Podrzucilibyście mnie na zegarową wyspę? - spytał beztrosko.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.06.2013 17:34 przez Korbacz.)
14.06.2013 18:49
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Devzan Offline
I own you.
Łowca Piratów

*
Liczba postów: 3,896
Dołączył: 15.12.2011
Skąd: Kraków
Poziom ostrzeżeń: 20%
Post: #2
RE: Tajemnica Zegarowej Wieży
Korbacz napisał(a):- Jesteś kochany Sanji - odpowiedziała Nami puszczając oko do kucharza.
Tak bardzo fantasy.

Korbacz napisał(a):- Ucisz się się palancie!
Się błąd błąd wkradł.

Generalnie jest okej, jak na pierwszy Tongue

[Obrazek: 2BGaS9k.gif]
14.06.2013 19:11
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Korbacz Offline
Gość
Pirat

*
Liczba postów: 3
Dołączył: 14.06.2013
Skąd:
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #3
RE: Mechanizm
A oto długo wyczekiwany (przez nikogo), rozdział pierwszy.

Komcie PLZ!!!

P.S. zmieniłem tytuł.

Rozdział I

Słomiani oraz ich nieoczekiwany gość siedzieli w kuchni pochłaniając gorący rosół ugotowany przez Sanjego. Siwy jegomość po wyciągnięciu z wody, okazał się drobnym, pomarszczonym mężczyzną około osiemdziesiątki, lecz mógł być znacznie starczy. Mimo swego, prawdopodobnie podeszłego wieku był nad wyraz żwawy i sprawny. Ubrany był w przemoczony do suchej nitki, czarny kombinezon z szelkami, wyposażony w dziesiątki kieszeni z których wystawały śrubokręty, nożyki, kombinerki oraz wiele innych narzędzi.
- Jak się nazywasz? - spytał Zoro.
- Jestem Markus. Och, ależ to doskonałe – powiedział dziadek z zachwytem, wciągając solidną porcję makaronu... - Wasz kucharz jest prawdziwym wirtuozem.
- Oszczędź sobie te komplementy i jedz póki gorące. Musisz się rozgrzać po kąpieli w morzu. - odpowiedział Sanji.
- A właśnie, pro po twojej kąpieli... – zaczęła Nami. - Mamy do ciebie kilka pytań...
- Ach, domyślam się co was trapi... - Cała załoga zamarła w oczekiwaniu na wyjaśnienia. - Tak naprawdę nie jestem aż tak stary na jakiego wyglądam, ledwo przekroczyłem pięćdziesiątkę.
- Nie, chodzi nam o coś innego – kontynuowała, lekko zbita z tropu nawigator.
- Och, pewnie chodzi wam o mój kombinezon. Jestem mechanikiem na pobliskiej wyspie.
- Mechanikiem? A czym dokładnie się zajmujesz? - spytał zaciekawiony Franky.
- Wyspa? Czy jest na niej coś ciekawego? - spytał Luffy.
- Zamknijcie się idioci! - krzyknęła wyprowadzona z równowagi Nami, po czym zwróciła się do Markusa - Skąd się tu wziąłeś? Dlaczego spadłeś z nieba?
- Ach, trzeba było tak od razu. A więc pozwólcie że wyjaśnię. Jak już wspominałem, jestem mechanikiem z Zegarowej Wyspy. Nie jest to jednak zwyczajna praca. Zegarowa Wyspa słynie z tego że znajduje się na niej Wielki Mechanizm, tajemnicza, starożytna maszyna która pracuje nieprzerwanie od niepamiętnych czasów. Nie wiemy po co, ani kto ją zbudował, wiemy natomiast że jeśli mechanizm się zatrzyma to stanie się coś niedobrego. Toteż od setek lat na Zegarowej Wyspie szkoleni są najznamienitsi mechanicy po to, by nie musieć się przekonać co się stanie kiedy maszyna się zepsuje.
- Chcesz powiedzieć że nie wiecie praktycznie nic o tym Mechanizmie? Czy jej twórcy nie zostawili żadnych informacji? - zapytała Robin.
- Jedynie schematy jej budowy, na podstawie których uczymy się swojego fachu. Oraz ostrzeżenie przed przerwaniem jej pracy.
- Chciała bym ją zobaczyć na własne oczy. To z pewnością interesująca, historyczna zagadka.
- Ale nadal nie wyjaśniłeś nam jak się tutaj znalazłeś. - Wtrącił Sanji.
- Właśnie do tego zmierzam. Kilka dni temu doszło do awarii. Jeden z wielkich trybów rozleciał się na dwie części. Co jakiś czas zdarzało się że jakaś część psuła się ze starości i trzeba ją było wymienić. Jednak w tym przypadku było inaczej. Tryb wyglądał jak gdyby został przecięty mieczem na dwie części.
- Sugerujesz że ktoś mógł zrobić to celowo? - spytał Usopp.
- To możliwe, jednak nie potrafię wymyślić przyczyny dla której ktoś chciałby zniszczyć Mechanizm. W dodatku kamień z którego wykonany był tryb jest kilkanaście razy mocniejszy od stali, a więc jego przecięcie wymagało by niesamowitej siły i umiejętności...
- Bardzo chciałbym poznać człowieka który tego dokonał, jeśli rzeczywiście istnieje – powiedział Zoro poruszony ostatnią uwagą mechanika.
- Uchhh, zaczyna robić się interesująco! Postanowione! Płyniemy na Zegarową Wyspę! - krzyknął radośnie Luffy.
- Nie bądźcie tacy szybcy i dajcie Markusowi dokończyć opowieść – upomniała ich Nami.
- Jako że to ja byłem odpowiedzialny za sektor w którym doszło do awarii...
- Sektor? To jak wielki jest ten cały mechanizm? - wtrącił Franky.
- Cała maszyna przypomina sześcian o boku 200 metrów. Nie licząc części podziemnej.
- Jest gigantyczna!
- W każdym razie – kontynuował Markus – bezzwłocznie wyruszyłem by wymienić zniszczone koło zębate. Gdy już byłem niedaleko mojego celu, napotkałem nieoczekiwaną przeszkodę. Drogę zagrodził mi wielki mechaniczny ptak. Słyszałem co prawda, podobnie jak każdy mieszkaniec wyspy, legendy o stalowym ptaku który rzekomo zamieszkuje te tereny, jednak nigdy w nie nie wierzyłem. A tu nagle coś takiego! Bestia chwyciła swoimi olbrzymimi pazurami zapasowy tryb i podniosła go niczym piórko. A mnie razem z nim, gdyż z przerażenia odruchowo się go chwyciłem. Bestia wzbiła się na znaczną wysokość i pofrunęła w stronę morza aż w końcu mnie puściła. I oto jestem.
- Wow, to doprawdy niezwykła historia, z wrażenia aż dostałem gęsiej skórki. Aczkolwiek nie mam skóry.
- Miałem prawdziwe szczęście że na was natrafiłem. Ale teraz, jak najszybciej muszę wrócić na wyspę i naprawić Mechanizm póki nie jest jeszcze za późno.
- Nie ma sprawy, podrzucimy cię! I tak mieliśmy zamiar płynąć na Zegarową Wyspę. - odparł Luffy.
- Luffy, a może to jeszcze przemyślisz? Nie chcę wyjść na tchórza, ale tam jest super silny szermierz i krwiożercze blaszane ptaszysko! - powiedział lekko blady Usopp.
- Zdajesz sobie sprawę że jeszcze bardziej go nakręcasz? Zresztą, już za późno na jakiekolwiek negocjacje... - odparła zrezygnowana Nami.
- A więc postanowione! Kierunek: Zegarowa Wyspa!
- Uczcijmy początek nowej przygody piosenką! - zawołał Brook wyjmując zręcznym ruchem swoje skrzypce. Gdy tylko przejechał smyczkiem po strunie by wydać pierwszy dźwięk, rozległ się głośny brzdęk.
- Chyba poszła ci struna. - skomentował Chopper. - Musiałeś ją nadwyrężyć kiedy „łowiłeś ryby”.
- Tylko nie to! Nie mam żadnej zapasowej! Prawdziwa tragedia!
- Może brewka naszego kucharza się nada? - podsunął Zoro.
- Przymknij się ty mecho-głowy imbecylu!
Muzyk przez chwilę uważnie przyglądał się Sanjemu, po czym z powagą w głosie rzekł – Proszę mi wybaczyć Panie Sanji, ale dla dobra muzyki! - wysunął swój rapier. - Proszę się nie ruszać...
- Chętnie ci pomogę. Wyskakuj z brewki! - krzyknął wesoło Zoro rzucając się na kucharza.
- Po moim trupie!

Po ponad godzinie spokojnego rejsu (chociaż nie dla okrętowego kucharza), załoga ujrzała zarys wyspy. Skalista linia brzegowa wznosiła się ponad wodę, która przez setki lat uparcie żłobiła w niej głębokie rysy.
- Widzę port – oznajmił Usopp spoglądający przez lunetę z bocianiego gniazda. - Chyba możemy się tam zatrzymać.
- To pewnie któraś z małych rybackich wiosek jakich pełno na Zegarowej Wyspie. - oznajmił Markus.
- Idealne miejsce dla wyjętych z pod prawa piratów. Franky, kieruj się w stronę tego portu! - rozkazała Nami.
Wioska rzeczywiście okazała się niewielka. Port składał się z niewielkiego drewnianego pomostu przy którym cumowało kilka starych i połatanych łódek rybackich. Na widok pirackiego okrętu, kilku majstrujących przy sieciach rybaków czmychnęło w głąb wioski, która składała się z kilkunastu ubogich chałup zbudowanych głównie z drewna i słomy. Po zacumowaniu okrętu, załoga wraz z mechanikiem zeszła po trapie na pomost.
- Myślę że jest tu dość bezpiecznie by zostawić Sunny`ego bez ochrony. - stwierdziła Nami.
- A więc dalej! Chcę polatać na mechanicznym ptaku! - oznajmił z entuzjazmem Luffy.
- A co jak wrzuci cię do wody? Przecież nie umiesz pływać! Szykanie tej bestii to pewne samobójstwo... - stwierdził Usopp.
- Potrzebuje nowych strun! Bez moich skrzypiec jestem tylko bezwartościową stertą kości!
- Tak czy tak jesteś bezwartościową stertą kości – odparł złośliwie kucharz, nadal mając za złe próbę kradzieży swojej brwi.
- Dobra, musimy zdecydować kto, gdzie, z kim i dokąd idzie. - ustaliła Nami.
Po kilku minutach zażartej dyskusji postanowiono że Luffy, Robin, Zoro i Franky wraz z Markusem, udadzą się do Wielkiego Mechanizmu, Nami i Brook do miasta na zakupy zaś Usopp, Chopper i Sanji postanowili zwiedzić wyspę i w miarę możliwości coś upolować.

Brook i Nami szli udeptaną drogą biegnącą wzdłuż wybrzeża. Niebo zaszło ciemnymi, stalowymi chmurami i wyglądało na to że niedługo zacznie padać. Po lewej stronie ścieżki, równolegle do niej ciągnęła się zaśmiecona martwymi glonami, trawą morską oraz kawałkami zbutwiałego drewna plaża, z prawej zaś strony rósł las iglasty napełniający powietrze charakterystycznym żywicznym zapachem.
Markus poinformował załogę, że najbliższe i jednocześnie największe miasto na wyspie – Balaga, znajdowało się w oddaleniu około pięciu kilometrów od rybackiej wioski, idąc wzdłuż brzegu. Kościotrup szedł w milczeniu, wzdychając co jakiś czas. W swojej kościstej dłoni trzymał resztki przerwanej struny.
- Już nie mogę się doczekać kiedy dojdziemy do Balagi. Za pieniądze z Thriller Bark kupie sobie mnóstwo nowych ciuchów. - przerwała milczenie Nami.
- To świetnie Panienko Nami. - odpowiedział ponuro muzyk.
Widząc ponurą czaszkę swojego kompana, nawigatorce zrobiło się mu go żal.
- Och, i koniecznie muszę sobie kupić jakąś figlarną bieliznę...
- Na pewno będzie Panienka uroczo wyglądać. - odpowiedział Brook. Brak zboczonego komentarza wstrząsnął nawigatorką.
- Hej, przestań już się tak martwić. Jestem pewna że w mieście będziesz mógł kupisz świetne struny. - spróbowała pocieszyć muzyka.
- Och, to już nie będzie to samo. Ta struna służyła mi wiernie od czasu... mojej śmierci! To tak jak bym stracił nos. I wiem o czym mówię. Yohohohohohoh... - zaśmiał się smutno.
- Ale przecież muzyka pochodzi od artysty a nie od instrumentu!
- Naprawdę tak Panienka myśli?
- Ależ oczywiście! Przecież jesteś wspaniałym muzykiem a twoja gra na każdym instrumencie będzie równie wspaniała!
- Och, niech Pani już przestanie, bo aż się rumienie. Aczkolwiek nie mam policzków. - odpowiedział wyraźnie zadowolony kościotrup.
- Ależ to prawda!
Szli przez chwilę w milczeniu aż w końcu Brook zapytał niepewnie.
- A czy... - zaczął i przerwał wyraźnie zawstydzony.
- Tak?
- A czy będę mógł Panienkę zobaczyć w tej fikuśnej bieliźnie którą Panienka kupi?
- Możesz pomarzyć. - odpowiedziała chłodno Nami.
- Stać! - Usłyszeli niespodziewanie. Głos dochodził zza ich pleców. Gdy się odwrócili ujrzeli za sobą grupę pięciu ludzi uzbrojonych w dziwne, mieczo-podobne bronie. - I nie próbujcie żadnych sztuczek.

Tymczasem Usopp, Chopper i Sanji przedzierali się przez las iglasty. Tysiące grubych pni, prostych jak strzału, wznosiły się na znaczną wysokość, gdzie rozgałęziały się tworząc zielone chmury igieł które zasłaniały niebo, kreując na dole złowieszczy pół mrok. Nie było tu żadnych krzaków czy innych zarośli, toteż przeprawa nie była zbyt męcząca.
- Trochę tu strasznie... - zauważył Chopper.
- Przesadzasz. Zresztą, czy jako renifer nie wychowywałeś się czasem w podobnym lesie? - odpowiedział Usopp.
- Zgadza się. I dlatego dobrze wiem, że jest się tu czego bać...
- Sanji! Natychmiast wracamy! Sanji, słyszysz mnie?
- Zamknijcie się obaj, to tylko głupi, nudny las i nie ma tu nic niebezpiecznego. - odpowiedział zirytowany Sanji który poruszał się dziwacznie zgięty w pół, z nosem tuż przy ściółce. W jednej dłoni trzymał zaś niewielki czerwony koszyk.
- Co ty właściwie robisz?
- Pamiętacie jak cztery miesiące i dwanaście dni temu Nami powiedziała przez sen że chętnie zjadłaby potrawkę ze świeżymi maślakami? Och, jak pięknie wygląda kiedy śpi...
- Nie. Czekaj, a skąd ty właściwie wiesz o czym Nami mówiła przez sen, skoro zawsze śpi w damskiej sypialni? - zapytał Usopp.
- Nieważne. - odpowiedział szybko kucharz. - W każdym razie, jeśli ugotuję jej potrawę którą domaga się nawet jej podświadomość to z pewnością zdobędę jej serce! Ach, moja ukochana Pani Nawigator!
- Zobaczcie, tam kończy się chyba las! - zawołał renifer. Wszyscy ruszyli do miejsca w którym wyraźnie przerzedzały się drzewa. Gdy stanęli na krawędzi lasu i spojrzeli dalej, wszyscy zaniemówili.
W środku lasu, otoczona ze wszystkich stron drzewami znajdowała się niewielka dolina w której zalegały setki, a nawet tysiące zbudowanych z czarnego kamienia, gigantycznych trybów, belek, przekładni, rur i innych części maszyn wszelakich. Wyglądało to jak pogorzelisko po jakiejś ogromnej wierzy zegarowej czy fabryce.
- Co to za miejsce do cholery? - przerwał milczenie Sanji.

Podczas gdy Sanji, Usopp i Chopper dokonywali dziwnego odkrycia, Luffy i reszta szli drogą biegnącą przez środek iglastego lasu.
- Markusie, czy mogę cię o coś zapytać? - wtrąciła Robin.
- Ach, chyba wiem co cię ciekawi. Mój starczy wygląd mimo młodego wieku, prawdopodobnie odziedziczyłem po ojcu. Jego też zawsze brali za starszego niż jest w rzeczywistości. Pamiętam że często zdarzało mu się, że jego rówieśnicy, którzy dawno go nie widzieli brali go za jego ojca. Ale cóż się dziwić, skoro gdy miał trzydzieści lat był już całkiem siwy a jego skóra...
- Nie dokładnie o to mi chodziło. Jak myślisz, czy Wielki Mechanizm mógł zostać zbudowany w czasie Pustego Wieku?
- Trudno mi na to odpowiedzieć, jak już wspominałem nie mamy o nim praktycznie żadnych informacji. Mimo to, nie wykluczał bym tej możliwości, gdyż po pierwsze, maszyna jest bardzo stara a po drugie, w ciągu tych ośmiuset lat od Pustego Wieku nie powstała na tym świecie technologia zdolna do zbudowania czegoś takiego.
Robin zamyśliła się głęboko i przez jakiś czas szła w milczeniu. W końcu powiedziała tylko, cicho i jakby do siebie – Koniecznie muszę ją zobaczyć...
- Daleko jeszcze będziemy musieli iść, staruszku? - spytał niecierpliwy jak zawsze Luffy.
- Obawiam się że tak. Nie idziemy prosto do mechanizmu. Najpierw muszę odwiedzić moją przyjaciółkę Sarę i pożyczyć od niej pojazd. Jej dom powinien być już niedaleko. Potem pojedziemy po nowe koło zębate i dopiero wtedy do Mechanizmu. Mam nadzieje że po drodze nie wpakujemy w żadne niebezpieczeństwo...
- A ja nie mogę się tego doczekać – powiedział Zoro. - Przekonamy się czy ten cały szermierz jest taki dobry jak go opisujesz.
- Dziadku, czy to nie czasem chata twojej przyjaciółki? - powiedział Franky wskazując palcem przed siebie. Daleko od nich, tuż przy leśnej drodze stał sobie niewielki domek zbudowany z drewna.
- Tak, to on. Dawno jej nie widziałem.
- Dziwne – powiedział Franky obserwując domek przez swoją lunetę. - Stoją tam jacyś dwaj, ubrani w zbroje faceci a w dłoni trzymają jakąś dziwną broń...
- Mogę spojrzeć?. - Markus wziął lunetę od Frankiego. - To Gwardia. Pilnuje porządku na wyspie. Ciekawe co tam robi, mam złe przeczucia...
- Może wejdziemy w las, póki jeszcze nas nie zauważyli i podkradniemy się do nich żeby zobaczyć z bliska o co chodzi? - zaproponowała Robin.
- Dobry pomysł, zróbmy tak.

C.D.N (chyba)
24.06.2013 17:35
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Gociak Offline
Depressed muffin
Łowca Piratów

*
Liczba postów: 3,723
Dołączył: 16.01.2010
Skąd: AllBlue
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #4
RE: Mechanizm
"Komcie"... *wzdryga się* Dobry Thorze, walnij-że go Mjolnirem...

Okay, ma w sobie "to coś", co może być zinterpretowane jako "potencjał" ;]
Mimo wszystko nie jest to opowiadanie w stylu, który by mi odpowiadał (trochę OC i strasznie mało narracji), więc raczej nie będę stałym czytelnikiem XD'
No i Usoppa za mało. I robisz z niego zbyt wielkiego tchórza >P Usopp nie nazwałby sam siebie tchórzem, ale jakoś spróbowałby wszystkich przekonać (choć nieudolnie), że popłynięcie na wyspę to zdecydowanie kiepski pomysł.

Mam kilka uwag. I niestety, nie omieszkam się nimi podzielić Tongue

Cytat:Siwy jegomość po wyciągnięciu z wody, okazał się drobnym, pomarszczonym mężczyzną około osiemdziesiątki, lecz mógł być znacznie starczy.
Na pewno "starczy"?

Ponadto "Zegarowa Wyspa" pojawiła się już w drugiej kinówce, trochę mi to zgrzyta...

Cytat: Chciała bym ją zobaczyć na własne oczy.
"Chciałabym" razem Smile

Cytat:Jeden z wielkich trybów rozleciał się na dwie części.
Zaraz niżej piszesz, że "wyglądał jak gdyby został przecięty mieczem na dwie części". Sugeruję, by w pierwszym zdaniu napisać "rozleciał się na kawałki", celem uniknięcia powtórzenia.

Cytat:- Nie ma sprawy, podrzucimy cię! I tak mieliśmy zamiar płynąć na Zegarową Wyspę. - odparł Luffy.
Piękno tworzenia dialogów. Tak, zostawiasz wykrzykniki czy znaki zapytania ale kropki usuwasz. Całość ma być w założeniu jednym, długim zdaniem, więc wrzucenie kropki w sam jego środek psuje efekt.
Przykład w spoilerze:
Spoiler :
Cytat:- Dlaczego? - zapytał Usopp.
- Dlatego - odparł Markus.

Jak we wszystkich zasadach i w tej są wyjątki (ostatecznie czasem w uzasadnionych okolicznościach można postawić nawet przecinek przed i). Wyjątkiem jest tu sytuacja w której postać zaraz po wypowiedzeniu zdania przechodzi do innej czynności niż rozmowa.
Przykład:
Cytat:- Dlaczego? - zapytał Usopp.
- Dlatego. - Markus odwrócił się i zdjął coś z półki. - Przyjrzyj się temu - powiedział, podając Usoppowi bardzo drobiazgowy mechanizm.
- Jaki super! - krzyknął z zachwytem snajper.
- Co nie? - zaśmiał się donośnie.

Rozumiesz, co mam na myśli?
Cytat:Proszę mi wybaczyć Panie Sanji
W polskim nie piszemy tytułów dużą literą (chyba, że w oficjalnych listach, chcąc wyrazić szacunek dla odbiorcy).

I tak dalej... generalnie - potrzebujesz bety. Ja nie mam dość cierpliwości na to - zaraz zaczynam się wyzłośliwiać. Brata prawie odwiodłam od pisarstwa w ogóle. Więc Tobie tego nie zrobię XD
Polecić mogę tylko czytanie większej ilości książek i zwracanie uwagi na to jak powszechnie uznani autorzy (tu już zależy od wybranej przez Ciebie tematyki, wejdź na forum do działu o książkach i zobacz co tam sobie ludzie polecają) używają niektórych słów czy fraz, a także w jaki sposób konstruują dialogi, czy wcielają się w postacie. Tobie wyraźnie się to wszystko jeszcze miesza, ciężko powiedzieć co kto mówi póki nie pojawi się imię po wypowiedzianym zdaniu.

Zrozum tylko, proszę, nie piszę tego ze złośliwości, to samo jakoś tak ^^' Myślę, że możesz zostać naprawdę niezłym autorem, ale brakuje Ci szlifu.
Komentarz ma być, um, rozwojowy, a nie ganiący i zniechęcający... ^^'

[Obrazek: 66HHUfX.png]
24.06.2013 18:14
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
okiren Offline
Soul Mama
Załoga Nakama

*
Liczba postów: 4,943
Dołączył: 23.11.2011
Skąd: Kanadowo
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #5
RE: Mechanizm
Przyjemne, naturalnie brzmiące dialogi - podobają mi się ^^ Czy tylko mi się to kojarzy z Clockwork Island Adventure? XP Też Zegarowa wyspa ;p
Korbacz napisał(a):- Pamiętacie jak cztery miesiące i dwanaście dni temu Nami powiedziała przez sen że chętnie zjadłaby potrawkę ze świeżymi maślakami? Och, jak pięknie wygląda kiedy śpi...
- Nie. Czekaj, a skąd ty właściwie wiesz o czym Nami mówiła przez sen, skoro zawsze śpi w damskiej sypialni? - zapytał Usopp.
- Nieważne.
Huehuehue, dobre Big Grin

Gociak napisał(a):Jak we wszystkich zasadach i w tej są wyjątki (ostatecznie czasem w uzasadnionych okolicznościach można postawić nawet przecinek przed i). Wyjątkiem jest tu sytuacja w której postać zaraz po wypowiedzeniu zdania przechodzi do innej czynności niż rozmowa.
Żem nawet nie wiedziała, że to tak działa ;p

[Obrazek: 6DG0nbv.gif]
26.06.2013 14:40
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Korbacz Offline
Gość
Pirat

*
Liczba postów: 3
Dołączył: 14.06.2013
Skąd:
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #6
RE: Mechanizm
Trochę to trwało ale oto jest. Czytajcie, oceniajcie, komentujcie. Zwłaszcza komentujcie.

Rozdział II

Pięciu rosłych mężczyzn stało z ponurymi minami obserwując zdezorientowanych Nami i Brooka. Całą piątka ubrana była w identyczne brązowe pancerze z grubej skóry, okratowane stalowymi prętami przez co wyglądali jak przypieczone szynki. W dłoni dzierżyli dziwaczne miecze: trzon płynnie połączony z jelcem zbudowany był z mnóstwa trybików, łańcuchów i rurek zaś ostrze przypominało piłę do cięcia drewna, o zębach z obydwu stron oraz z półokrągłym czubkiem również zakończonym kolcami.
Jeden ze zbrojnych, wyglądający na przywódce wystąpił naprzód i rzekł:
- Jesteście aresztowani.
- A wy to kto?
- Jesteśmy z Gwardii, mężnego grona obrońców Zegarowej Wyspy. A teraz na ziemię bo inaczej będziemy musieli użyć przemocy.
- Panienko Nami, proszę się odsunąć – oznajmił Brook wysuwając rapier ze swojej laski.
- Jak chcecie. Żołnierze! Przygotować broń!
Na komendę swojego dowódcy, strażnicy unieśli do góry swoją dziwną broń drugą ręką łapiąc za metalową rączkę stanowiącą głowicę miecza i jednocześnie pociągnęli ją w dół. Okazało się że jest połączona z bronią za pomocą łańcucha, który po puszczeniu rączki wciągnął ją z powrotem na miejsce. Miecze zaczęły burczeć i drżeć a z końcówek rurek przytwierdzonych do rękojeści zaczął sączyć się czarny dym. Nagle broń zaryła ogłuszająco i wypluła solidną dawkę spalin a a zęby przy jej ostrzu zaczęły się poruszać z coraz większą szybkością, aż w końcu rozmyły się całkowicie tworząc na wpół przezroczystą, metalową sferę. Dowódca straży rzucił się na kościotrupa z uniesionym wysoko mieczem. Pierwsze cięcie padło z góry. Brook odbił je zręcznie swoim rapierem, co wyzwoliło chmurę iskier. Każdy kontakt z tym „ryczącym ostrzem” szczerbi mój własny miecz, pomyślał muzyk. Muszę uważać bo to diabelstwo może je nawet złamać. Strażnik zamachnął się ponownie, jednak Brook szybko się uchylił a następnie błyskawicznie ciął od dołu raniąc dowódce w rękę. Piekielny miecz wyleciał mu z dłoni i potoczył się kilka metrów dalej. wzbijając kłęby kurzu zmieszanego ze spalinami. Triumfujący kościotrup już szykował się by ogłuszyć bezbronnego dowódce, gdy usłyszał za sobą mechaniczny ryk. Nie oglądając się, padł na ziemię jak długi, unikając w ostatniej chwili dwóch przelatujących ostrzy. W efekcie, dwaj strażnicy którzy zaszli Brooka od tyłu, ranili własnego dowódce.

Nami tymczasem wycofywała się na plażę, składając w biegu swój Clima Tact. Dwaj strażnicy ruszyli za nią.
- Zaczekaj na nas panienko, obiecujemy że jeśli grzecznie się poddasz to nic ci nie zrobimy! - zaśmiał się pierwszy strażnik.
Nawigatorka zignorowała ich, zajęta konfiguracją swojej broni. - Gotowe – powiedziała do siebie i zatrzymała się.
- Poddajesz się? Będziesz grzeczną dziewczynką?
- Nigdy nie byłam szczególnie grzeczna. I spójrzcie lepiej w górę.
Strażnicy spojrzeli najpierw na siebie, potem na niebo a potem znów na siebie, tym razem jednak bladzi na twarzy. Czarne jak smoła chmury wyraźnie wyróżniające się na tle innych wirowały zataczając szeroki pierścień, tuż na ich głowami.
- Co zrobiłaś ty... ty wiedźmo?!
Nami nie odpowiedziała, machnęła jedynie Clima Tactem w stronę chmur wyzwalając niewielką bańkę która pofrunęła w środek wirującego pierścienia. W efekcie zaczął padać śnieg który po kilku sekundach przerodził się w niewielki grad. Strażnicy uśmiechnęli się do siebie.
- Tylko na tyle cię... ałłł! - przerwał, bo właśnie dostał w głowę grudą wielkości kurzego jaja. A to był dopiero początek. Coraz to większe i większe kule gradowe zaczęły bombardować bezskutecznie zasłaniających się strażników. Gdy gradobicie dobiegło końca, obaj mężczyźni leżeli nieprzytomni pod grubą warstwą granulowanego lodu.
- Nigdy nie lekceważcie kobiet – powiedziała Nami odchodząc w stronę lasu

- Yohohohohoho, chyba w tym roku nie dostaniecie premii! - zarechotał szyderczo Brook.
- Zapłacisz za to, ty nędzna kupo kości! - krzyknął pierwszy strażnik i rzucił się na kościotrupa. Jego towarzysz był tuż za nim. Rozsierdzeni członkowie Gwardii machali mieczem na wszystkie strony i ze wszystkich sił, jednak bezskutecznie. Muzyk zręcznie unikał każdego ataku a poprzez ryk mechanicznych mieczy dało się słyszeć wesołe pogwizdywanie. W końcu jednak znudził się tą zabawą bowiem odskoczył poza zasięg swoich przeciwników i rzekł krótko: - Zakończmy to. - I nagle, nim którykolwiek ze strażników zdążył mrugnąć, Brook znalazł się za nimi a jego rapier na wpół wystawał z pochwy.
- Dobranoc – rzekł, i wsunął miecz do końca. Strażnicy padli równocześnie.
Nami wróciła z plaży w momencie w którym Brook strzepywał kurz ze swojej marynarki.
- O, panienka Nami! Czy te wstrętne oprychy nic panience nie zrobiły?
- Nie, byli strasznie słabi. Zastanawiam się tylko czego od nas chcieli...
- No cóż, bądź co bądź jesteśmy groźnymi piratami. Wszelacy strażnicy pokoju raczej za nami nie przepadają.
- Możliwe. W każdym razie, chodźmy już do miasta, chcę tam dojść jak najszy...
Nami nie zdążyła już dokończyć, gdyż przerwał jej głośny świst dobiegający z lasu. Nim para piratów zrozumiała co się dzieje, leżała już na ziemi uwięziona w ciasnej, stalowej sieci. Z lasu powolnym krokiem wyszedł strażnik trzymający działo, przez które prawdopodobnie zostali skrępowani.
Hmm, wygląda na to że było ich sześciu... - skomentował muzyk.

Powietrze w lesie było wilgotne i wypełnione aromatem drzew iglastych. Dookoła unosiła się delikatna mgła, która z każdą chwilą gęstniała, coraz bardziej ograniczając widoczność. Delikatny szmer poruszanych wiatrem gałęzi tworzył uspokajającą symfonie lasu. Jednak co jakiś czas ów spokojny rytm przerywały pobrzękiwania, zduszone szepty i cichy trzask pękających gałązek. Odgłosy te wydawała grypa maszerujących gęsiego postaci, ostrożnie przemykająca między drzewami.
- Musimy podejść bardzo blisko żeby usłyszeć o czym oni gadając – wyszeptała Robin
- Aaaa... - zawył bezgłośnie Franky. - Jakiś robal usiadł mi na włosach! A co jeśli to kleszcz albo pająk? Nienawidzę lasu...
- Ucisz się bo nas usłyszą – mruknął Zoro.
- Hej... - odezwał się znowu Franky.
- Mówiłem ci już żebyś się przymknął!
- A gdzie jest właściwie Luffy?
Cała grupa obróciła się za siebie. Kapitan który jeszcze przed sekundą szedł za nimi, wyparował.
Tymczasem pod chatką Sary stali sobie dwaj strażnicy. Wyglądało na to że tkwili tam już od dobrych kilku godzin bo jeden nieustanie ziewał a drugi chodził nerwowo w kółko, kopiąc dla rozrywki bezbronny kamień.
- Coś mi się zdaje że jedynie marnujemy tutaj czas.
- Nie narzekaj – odpowiedział mu drugi strażnik przecierając załzawione od ziewania oczy. - Przynajmniej nie robimy nic niebezpiecznego.
- Ta? A słyszałeś co gadają o tej całej Sarze? Podobno prawdziwy z niej potwór. Pewnego razu jakiś gość gwizdnął na jej widok a, ta za to tak go trzasnęła że obudził się tydzień później...
- Zwykłe plotki. Co ty, babie nie dasz rady? Pewnie na sam nasz widok popłacze się ze strachu... - powiedział, po czym wyjął z kieszeni pogniecionego papierosa. Zapalił, zaciągnął się i zobaczył chudego człowieka, który zbliżał się w ich kierunku. Był to Luffy któremu szybko zbrzydły podchody i postanowił odłączyć się od grupy. Szybciej będzie przecież jak pójdę ścieżką, pomyślał Słomiany zapominając przy tym o powodzie dla którego jego towarzysze skradali się lasem.
- Hej, ty! Coś ty za jeden? - krzyknął w jego stronę palący strażnik.
- Jestem Luffy! Człowiek który zostanie Królem Piratów!
- To chyba tylko jakiś nieszkodliwy wariat – stwierdził po cichu drugi strażnik.
- A więc „Królu Piratów”, co porabiasz w samym środku lasu, daleko od morza?
- Idziemy do Sary, przyjaciółki naszego kumpla Markusa. Widzieliście ją?
Strażnicy spojrzeli po sobie.
- Obawiam się że musisz pójść z nami.
- A czy zabierzecie mnie w jakieś ciekawe miejsce?
- Tak, do więzienia! - krzyknął palący strażnik i wyjął swój mechaniczny miecz, a za nim jego towarzysz. Głośny ryk drżącego metalu spłoszył okoliczne ptactwo a swąd spalin wypełniły powietrze.
- Wow! Ale czaderskie miecze! Dacie mi jeden potrzymać?
- Jesteś głupi? Mówiłem przecież że jesteś aresztowany! Idziesz do więzienia!
- Nie poddam się bez walki!.
- Czekałem aż to powiesz! - krzyknął pierwszy strażnik i rzucił się na Luffyego. Nie dane mu było jednak nawet do niego dotrzeć. W połowie drogi pieść Słomianego, niczym gumowy pocisk trafiła go prosto w twarz, tak że ten odleciał na kilka metrów do tyłu i już więcej się nie poruszył. Drugi strażnik stał oszołomiony nie wiedząc co robić.
- Jak zwykle robisz co chcesz – powiedział zrezygnowany Zoro który właśnie wyszedł z lasu.

Dolina trybów, jak roboczo nazwał ją Sanji, była szeroka na kilkaset metrów. Skalne części obrośnięte były mchem a w niektórych miejscach rosły na nich kwiaty. Przyjaciele zeskoczyli ostrożnie z niewysokiego trawiastego urwiska, granicy dzielącej las od doliny i postanowili obejrzeć dziwne miejsce z bliska.
- Niektóre części przypominają trochę ten wielki tryb na którym spadał Markus - zauważył Usopp.
- Może to części do tej całej wielkiej maszyny? - zastanawiał się głośno Chopper.
- A niby co miałyby robić w samym środku lasu? - zapytał Sanji, jednak nikt nie potrafił mu odpowiedzieć.
Renifer postanowił wejść na jedną ze sterczących pionowo z ziemi zębatek by lepiej się rozejrzeć po okolicy. Gdy w końcu wdrapał się na górę, jego uwagę przykuł dziwny czarny kształt przemieszczający się pomiędzy drzewami. Próbował go śledzić lecz szybko stracił go z oczy. - Hej, widziałem coś w lesie! - oznajmił.
- To pewnie jakiś łoś czy inny borsuk.
Chopper zlazł z trybu i ruszył w stronę lasu zmieniając na wszelki wypadek formę na bardziej umięśnioną. Gdy już wspiął się na skarpę, niespodziewanie wielka, czarna łapa spadła mu na głowę z siłą która odrzuciła go kilka metrów dalej.
- Chopper! - krzyknął osłupiały Usopp. Wielka czarna bestia spojrzała w jego stronę i niczym pocisk wystrzeliła w powietrze, lądując tuż przed przerażonym kłamczuchem. - Ttttoo niedź...! - Nie zdążył dokończyć. Niedźwiedź machnął szponiastą łapą i gdyby Usopp nie zrobił uniku, stracił by głowę. Czarna bestia zamachnęła się po raz drugi. W ostatniej chwili przed kłamczuchem pojawił się Sanji który nogą zablokował potężny cios.
- Ja się nim zajmę, ty sprawdź co z Chopperem.
Nie musiał powtarzać dwa razy. Usopp nie oglądając się za siebie, pomknął w kierunku leżącego nieopodal medyka.
- Nic ci nie jest?! - krzyknął dopadając do renifera.
- To tylko powierzchowna rana. Co właściwie mnie zaatakowało?
- Niedźwiedź. Pozwoliłem Sanjemu się nim zająć, niech się ucieszy.
Tymczasem kucharz i zwierzę taksowali się spojrzeniami. Niedźwiedź był cały czarny i stojąc jedynie na tylnych łapach mierzył imponujące trzy metry. Miał sympatyczną misiowatą twarz, jak gdyby był tylko wielkim pluszakiem, jednak były to tylko pozory. W dowolnym momencie ta sympatyczna mordka mogła się błyskawicznie przemienić w warczącą furie ostrych jak brzytwa kłów.
Sanji nieśpiesznie wyjął z kieszeni pogniecionego papierosa, następnie włożył go do ust i przypalił. Głęboko się zaciągnął i po kilku sekundach wydmuchnął niewielki obłok białego dymu. Następnie rzucił się na zwierza. Tuż przed nim zręcznie wybił się w powietrze i wymierzył solidnego kopniaka w bok jego włochatego łba. Niedźwiedź z niebywałą jak na swoje gabaryty szybkością zanurkował w dół, lądując na czterech łapach i rzucił się do przodu, by staranować kucharza. Ten był jednak przygotowany i okręcając się w powietrzu, drugą noga przywalił mu solidnie w ramię. Niedźwiedź zarył z bólu a spod jego futra nieoczekiwanie wypadł młotek, co na ułamek sekundy rozproszyło kucharza. Tyle wystarczyło. Potężny cios łapą zwalił go z nóg. Gdy bestia rzuciła się by rozerwać na strzępy ogłuszonego kucharza, niespodziewanie dostała w głowę pociskiem który po zetknięciu z celem wybuchł wypełniając powietrze duszącym gazem. Oślepiony niedźwiedź charcząc żałośnie, miotał się dookoła aż w końcu przywalił łbem w jeden z wystających skalnych trybów i padł nieprzytomny.
- Trzeba było ze mną nie zaczynać, potworze! - krzyknął triumfalnie Usopp.
- Wow! To było niesamowite! Pokonałeś tą bestie jednym strzałem! - Zachwycony Chopper skakał wokół snajpera.
- To naprawdę nic takiego, bywało że jednym strzałem zatrzymywałem całe armie!
- Wow! To niesamowite!
Podczas gdy Usopp celebrował swoje chwalebne zwycięstwo, Sanji podniósł młotek który wypadł niedźwiedziowi. Było to zwyczajne narzędzie, z drewnianym trzonkiem i żelaznym obuchem. Zastanawiając się skąd zwierze wzięło narzędzie, podszedł ostrożnie do byłego właściciela który leżał bezwłądnie na ziemi z rozdziawioną paszczą. Z powodu koloru futra nie było tego widać od razu, okazało się jednak że niedźwiedź nosił pełne narzędzi, czarne spodnie z szelkami. Takie same jak Markus.
- Chodźcie tutaj, muszę wam coś pokazać - zwrócił się w stronę towarzyszy.
Przez chwilę przyglądali się bestii w milczeniu. Cisze przerwał Usopp.
- Może zjadł któregoś mechanika i założył jego spodnie?
- To chyba mało prawdopodobne... może to ich zwierzak? - zaproponował Sanji.
- Kto chciałby trzymać taką bestie jako zwierzątko...
- Luffy.
- Ok. Kto normalny chciałby trzymać coś takiego?
- To nie jest zwierzątko – wtrącił renifer. - To Zoan. Potrafię to wyczuć.
Naglę niedźwiedź poruszył się i zawarczał niewyraźnie.
- Zaraz się obudzi, przygotujcie się.
Bestia zachrapała, uniosła swoją olbrzymią łapę dotykając solidnego guza który wyrósł mu na głowie.
- Ołłł... aaaa... moja głowa – burknął.
- Coś ty za jeden?
Niedźwiedź błyskawicznie się otrząsnął, skoczył na równe nogi i przyjął postawę bojową. Spojrzał uważnie na trójkę piratów i odpowiedział: - Nie weźmiecie mnie żywcem, dranie!
- Uspokój się, nie mamy wobec ciebie wrogich zamiarów. - odrzekł dyplomatycznie Sanji. - Chyba – dorzucił.
- Nie jesteś czasem znajomym Markusa? - spytał renifer.
- Skąd go znacie?! Jeśli coś mu zrobiliście to...
- Spokojnie, Markus to nasz przyjaciel.
Gdy niedźwiedź usłyszał historię spotkania załogi i nie-aż-tak-starego-jak-wygląda mechanika, wyraźnie się uspokoił.
- Myślę że mogę wam zaufać. Zresztą wcale nie wyglądacie jak ludzie którzy mnie poszukują. Przepraszam za te niespodziewany atak.
- Nie ma za co – burknął Chopper rozmasowując bolącego jeszcze guza. - A właśnie, czy nie jesteś czasem Zoanem? Sam nim jestem i potrafię rozpoznać innych.
- A no tak, całkiem o tym zapomniałam...
- „-łaś”? To ty jesteś ko...
Niedźwiedź nagle zaczął maleć i stawać się mniej owłosiony aż w końcu przemienił się w piękną kobietę. Miała, czarne jak heban włosy, uplecione w warkocz sięgający do pasa, smukłą, delikatną twarz i piwne oczy przypominające bursztyny. Jej łagodnie opalona skóra dziwnie nie współgrała z raczej chłodnym klimatem wyspy, co sugerowało że nie jest stąd. Była dość wysoka a jej ciało tak wspaniale ukształtowane że nawet roboczy kombinezon mechanika wyglądał na niej dobrze. Zwłaszcza w niektórych miejscach. Usopp i Sanji oniemieli i z rozdziawionymi ustami przyglądali się tej wspaniałej metamorfozie.
- Jestem Sara. Miło mi was poznać – uśmiechnęła się uśmiechem który powodował u mężczyzn zaburzenie akcji serca.

C.D.N (chyba)
22.07.2013 16:34
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
okiren Offline
Soul Mama
Załoga Nakama

*
Liczba postów: 4,943
Dołączył: 23.11.2011
Skąd: Kanadowo
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #7
RE: Mechanizm
Fajnie się tego twojego twora czyta Smile Ponownie chwalę dialogi, wypowiedzi pasują mi do postaci (ino nie wiem czy Franky powinien się obawiać robaków, to chyba Sanji miał z tym problem? Big Grin). Sceny walki dynamiczne, same się wyobrażały. Jedno co to opis mieczy musiałam dwa razy przeczytać, trochę zagmatwane z początku się wydało XP

A z takich pierdołek to "a" Ci się zdublowało ;P
Korbacz napisał(a):Nagle broń zaryła ogłuszająco i wypluła solidną dawkę spalin a a zęby przy jej ostrzu zaczęły się poruszać z coraz większą szybkością (...)

[Obrazek: 6DG0nbv.gif]
25.07.2013 06:01
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Imithe Offline
Feniks^
Pirat

*
Liczba postów: 971
Dołączył: 23.12.2009
Skąd: pajęczyny myśli
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #8
RE: Mechanizm
Post pod postem, ale ten zostanie^

Gociak napisał(a):Okay, ma w sobie "to coś", co może być zinterpretowane jako "potencjał" ;]
Mimo wszystko nie jest to opowiadanie w stylu, który by mi odpowiadał (trochę OC i strasznie mało narracji),

Nie sposób mi nie zgodzić się z powyższym. I to w zasadzie mógłby być koniec mojej wypowiedzi, ale nie będzie^ Zakładam, że właśnie to że motyw zegarowej wyspy był już użyty Op stworzyło takie powiedziałabym swojskie uczucie Op, że mógłby to być filler, ( bo w pewnym sensie był). Nie mniej pomijając te dziwne miecze, czytało się to całkiem nieźle i wbrew temu co się spodziewałam, po tym co napisałeś przy wstępie, zaskoczyłeś ogólnie słownictwem. Historia też wydaje się być spójna i oby taka była do końca. Chociaż czasem mi nie pasuje zachowanie postaci, ( chyba najbardziej Zoro przy brewce Sanjiego), czy mam wrażenie że kwestia jest czasem nie wypowiedziana w taki sposób jak powinna, to jednak uczucie że to słomkowi pozostało, więc nie jest źle. Czasem jest nawet bardzo dobrze, jak przy Brooku. Ten motyw ze struną mi się spodobał^ Zobaczymy jak to się dalej rozwinie.

"Niewiedza to błogosławieństwo."
"W życiu nie można mieć wszystkiego, ale trzeba się umieć cieszyć, z tego co się ma."
"Ponura prawda dopada mnie zawsze, kiedy daje się zwieść złudnej nadziei"
05.09.2013 22:16
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Odpowiedz 




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Wymiana
One Piece Vampirciowo Fairy Tail Valid XHTML 1.0 Transitional Poprawny CSS!

Kontakt | One Piece Nakama | Wróć do góry | Wróć do forów | Wersja Mobilna | RSS | Mapa Nakama