Aktualny czas: 19.08.2017, 17:05 Witaj! (LogowanieRejestracja)

Wstępne wyniki II edycji Rywalizacji Załogowych podane!
Na razie na prowadzeniu Soge, ale jest jeszcze dużo czasu
i nic nie jest przesądzone! Wygrać może każdy!
----> Dotychczasowe Punkty <----
Ankieta: kwestia muzyki w fiku. aha i zdjecia...
Sam sobie radzę te &quot;pomoce &quot; nic nie daja a tylko przeszkadzają.
Sam sobie radzę ale te &quot;pomoce&quot; mi nie przeszkadzają.
Sam sobie radzę te &quot;pomoce &quot; nic nie daja a tylko przeszkadzają.
Bez cyferek i &quot;/&quot; sobie nie dam rady. To mi pomaga.
[Wyniki ankiety]
 
Odpowiedz 
Mój fik początek - Całość.
Autor Wiadomość
Jutsu
Unregistered

 
Post: #1
Mój fik początek - Całość.
Wstępniak

Witam was serdecznie. Przed wami, tym razem, rozszerzona wersja demo. Ta wersja pokaże jak to będzie wyglądało. Czyli te drogi wyboru. Planowałem to tak zrobić. Pojęcia nie miałem, że istnieją bardziej rozbudowane formy, to samo jeśli idzie o muzykę. Zrobiłem jak zrobiłem, czy się podoba i czy sie spodoba, czy oprócz czytania z muzyką, coś w tym jednak jest, czy też nie. Czy pomysł wyborów skromny itd.

Robiłem napisy, przestałem, wróciłem czemu?

Czas napisać też czemu nie robiłem napisów. Wbrew pozorom, tak niewątpliwie, to że mało udzielam się na forum. To, że nie robiłem napisów. Wynikało właśnie z tego, iż pisałem fika, dobry styczeń i luty. To, że teraz nie robie artykułów, czy osławionej katakany wynika z tego samego. Jak ja się za cos biorę, to wszystko schodzi na drugi plan. Myślałem, że największy problem to go napisać, a więc jak go napisałem to postanowiłem odsapnąć przeczytałem WW Najucha, alternatywke Vampirci i Fika Komiego. Miałem zamiar więcej, ale uderzyła brutalna prawda, korekta zajmie wieki? Stąd też nic nie czytam teraz i tak dalej. To ma absolutny priorytet. Ale nie patrzcie na niego ze złością. W grudniu miało miejsce dla mnie tragiczne wydarzenie, od razu po nim nie robiłem napisów, fik pozwolił mi znieść ból. I dzięki niemu wracam z napisami, z resztą też wrócę. Ale najpierw, muszę go napisać a szkoła skutecznie zabiera mi wolny czas. Dodam, iż to tragiczne wydarzenie dla was będzie tak wielką błahostką, że nie warto o tym pisać.

Coś o fiku i jego "inności"

Mogę z całą pewnością zapewnić, iż niektórzy z was rozpoznają postacie występujące w tym fiku. Bierze się to samo z siebie, po prostu jakoś mi pasowało. Nie tworzę crossoverów (nowe pojęcie to nie wiem czy dobrze zapisałem, albo stare tyle że go nie pamietam), część zdjęć czerpie z oryginalnych postaci, ale tylko wygląd, nie kopiuję zachowania. No i część postaci jest edytowane w Soul Calibur 4. Zdjęcia są i kolorowe i czarnobiałe. Color jest dla wzglądu, cała reszta po to, by można było łatwo postać sobie wyobrazić, sam mam z tym problemy, więc cieszę się, że już wtedy tak to planowałem, pewnie wielu z was to pomoże. Niestety jakość zdjęć nie jest powalająca, to wszystko co mogę dać. Nie skłamię pisząc, że specjalnie na potrzeby tego fika kupiłem kartę telewizyjną. A i tak obraz schrzaniony, ciągle skakał, i się spłaszczył. Zrobienie tych zdjęć kosztowało mnie wiele wysiłku, zwłaszcza oczy bolały od tego. Więc, błagam nie piszcie, że zdjęcia mogłyby być ładniejsze. Starałem się jak potrafiłem.


Zaznaczam, iż opierałem się tylko na anime, nie ma więc w fiku ani grama spoilera. Jest kilka niedomówień, ale jak już wymyśliłem to nie będę zmieniał (z czasem zrozumiecie co chciałem tu przekazać).

Póki co usunąłem wstępniak. Wszystko mógłbym opisać tu od początku, ale nie ma to sensu. Właściwie ten fik to pomyłka. Bo muzyka w fiku to dla młodszych odbiorców, a fik paradoksalnie kierowany jest do tych starszych? Postanowiłem obniżyć próg i teraz jest od +16 u mniej nie dam, nie mam po prostu jak.

Muzyka w fiku

Czemu tu w ogóle jest muzyka (kto, bardzo nie chce może ominąć)
Zawsze w codziennych sytuacjach zdarza się, że niespodziewanie coś idealnie współgra z muzyką. Planując fika chciałem dodać do niego muzykę. Nic u mnie tak wielkich emocji nie buduje jak muzyka. Dla mnie, nie ma wręcz porównania. Muzyka zawsze podkreśla klimat.
Macie zapewne dwa pytania.
A) po co korzystać z moich jak możecie puścić swoje.
B) Na cholerę czytać wolniej.

A.
Spoiler :
A) Wbrew pozorom muzykę jest bardzo trudno dobrać do tekstu, tak, by często pasowała, nie ukrywam, że czasem to się rozpływam nad szczęśliwym trafem jak wszystko jest idealnie zgrane, nie zawsze tak jest, ale i tak jest dobrze. U mnie klikacie na link, nie musicie przeskakiwać (pod warunkiem że np. w firefoxie macie jedno okno otwarte) czekacie i czytacie. Niektórzy mogą tego nie lubić. Nie powiem? plują mi na twarz?, bo bym chory musiał być, gdybym tak myślał. Po prostu sam chciałbym coś takiego po polsku przeczytać, spróbować, daje wam szansę spróbować czegoś chyba, ciut nowego. Warto spróbować, gorąco zachęcam. No i muzyka którą ja wybrałem, jest dopasowana do tekstu, w dodatku dzięki odpowiedniej prędkości to tworzy spójną całość. To nie to samo, co pościć sobie swoje (nie ubliżając oczywiście tym którzy tak robią). Kolega Naj napisał mi, że często mam słabej jakości utwory. Tak się dzieje jak niektóre ściszam, reszta brzmi IMO normalnie. Pomijam fakt, że niestety nie potrafię dać np na wrzuta.pl Stąd youtube, dlatego przerabiam i może to tak brzmi. Mi nigdy takie coś nie przeszkadzało, z doświadczenia wiem, że są ludzie których to razi, przeszkadza. Ja naprawdę się starałem, uczyłem się jak ścinać kawałki, jakimi programami, jak ściszać, jak nagrać tak by you tube uznał. Itd. wcześniej nie było mi to potrzebne, a więc śmiało mogę powiedzieć, że tylko dla tego celu tak to zrobiłem. Czasami utwory są beznadziejnie ścinane. Cóż mógłbym lepiej, ale i tak za bardzo odkładam swojego fika. Nie mogę nad tym wieki myśleć. Mam szkołę, stronę, chciałem by ten fik ukazał się cały niestety mam jeszcze sporo roboty, a tak, gdybym jeszcze dokładniej się starał ( nie wynika to z moich braku chęci) , to by to wyszło w wakacje. Przepraszam więc za to.
B
Spoiler :
B) Co do prędkości. I tu nie wiem czy to oryginalny pomysł, czy też nie. To nie jest po to, by utrudnić przyjemność z czytania. Tylko pełni rolę wskazówek. Czasem tekstu jest dużo, piosenka wolna a widnieje ?4? czyli szybkie czytanie. Na to się nie da poradzić, przynajmniej ja nie potrafiłem tego inaczej zrealizować, to pochłania przeogromne ilości czasu. Mam czasem tekst do przekazania, a muzyka mi pasuje. Okazało się, że w kilku częściach nie zaplanowałem muzyki, teraz muszę to robić, przede mną jeszcze ?uczasowienie? jej, czyli wypełnienie tymi wskazówkami, a to też proste nie jest. A wszystko po to, by jak będziecie czytać, odbierali to, tak jak ja. Nie zawaham się poświęcić jeszcze więcej swojego wolnego czasu, po to, by to w miarę dobrze zrobić.
Da tych, którzy zdecydowali się czytać z muzyką lub po prostu są ciekawi.

Spoiler :
Do dyspozycji mamy głównie szkolną klasę ocen szybkości czytanego tekstu.
?1? ? bierzemy pod uwagę przecinki ,czytanie bardzo wolne.
?2?- Bierzemy pod uwagę przecinki, czytamy powoli, robiąc króciutkie przerwy.
?3?- czytamy normalnie, ale z przecinkami a więc stosowne pauzy.
?4?- tu raczej czytamy normalnie mijając przecinki
?5? ? szybkie czytanie. Czasem mijamy kropki.
?6? ? bardzo szybkie czytanie, mijamy kropki, przecinki. Można powiedzieć ?suniemy wzrokiem?

I to jest podział ogólny. Jedni czytają tak szybko że u nich normal to 6. No to taka 3 to o połowę wolniejsze czytanie, można poćwiczyć. Ktoś mi napisał po grzyba czytać wolniej, właśnie po to, by dostosować się do muzyki. Wolne to wolne, w ten sposób czytamy wraz z nią.
Dodam iż czasem pojawi się np. ?3,5? osoby które będą potrafiły przeczytać ?3? i ?4?, bez większych problemów odnajdą ?3,5?.

Oprócz cyfr jest jeszcze znak ?\? oznacza on pauzę. Często jest tak że czytamy z melodią. Czasem gdy jest sama melodia to z jej rytmem i powiedzmy znak?\? oznacza, że czytamy i robimy przerwę, póki rytm się ciut nie zmieni, z reguły jest to chwilka. W przypadku piosenki czekamy po prostu na słowa. Ostatnią wskazówką, są przerwy w tekście np. 3 linijki i przerwa, to ładnie oddziela poszczególne fragmenciki utworu. Kiedy utwór sie kończy to tam gdzie winniśmy zakończyć czytanie będą gwiazdki np.:? ****?

Chciałem to puścić po swojemu, ale to jest problematyczne, nie wiem czy się przyjmie sam ten podział, nie wiem czy muzyka nie będzie szła zbyt kiepsko. Dobrze, że wypuściłem demko, ono pokazało mi w czym leży problem, no i dowiedziałem się, że nie robię dużo błędów (co cieszy po godzinach korekty) Dlatego tym razem, zupełnie na luzaka, bez powiązań z fikiem, przygotowałem trening. Każdy kto go ukończy zrozumie sens tych cyferek i reszty wskazówek.
http://www.youtube.com/watch?v=1WGlmR-X-...annel_page

Postaram się to zrobić jak najlepiej.

Więc nie wiem jak mógłby wam pójść ten trening. Co by wam pomóc, Jutsu ośmieszy się nagrywając wersję swego autorskiego czytania.

Linki:
http://www.youtube.com/watch?v=a3IIcijR9x8
http://www.youtube.com/watch?v=mx22EOWikGI
http://www.youtube.com/watch?v=mx22EOWikGI
http://www.youtube.com/watch?v=kJv_HRkOBI0

Oczywiście ćwiczyłem długo i to tylko część.

A tu macie połączenia treningu i mnie, duuużo czasu mi zajęło zrealizowania tego tak, by było i mnie słychać i muzykę i tekst był dopasowany...


http://www.youtube.com/watch?v=eeKAiQQZIj0
Spoiler Fika

A teraz zamieszczę spoiler do mojego fika. Może komuś to nie przeszkadza (acz znając mnie wiedzcie, że to dużo nie będzie) a chciałby się mniej więcej dowiedzieć, czy to co wartego jest do przeczytania. Oczywiście wiadomo, że czasem z uwagi na drogi wyboru, zachowanie postaci będzie inne. Jednak nie ładnie byłoby powiedzieć, że postać jest OOC, dlatego, bo nie w fiku tak jest, a tylko w jego wersji. Co do samej wersji możecie mówić OOC zresztą możecie pisać co chcecie. Samo to poświadczyłoby, że jest jakieś zainteresowanie. Tu Zakończeń jest kilka w tym jedno specjalne.

A tera już sam spoiler

Spoiler :
Jest to movie i po części dlatego, bo ubzdurałem sobie, że to coś z filmu, a także dlatego, iż fabuła jest właśnie taka, jak w movie. Słomiani przypływają na wyspę, tam się coś dzieje i tyle.
Jeżeli spodziewacie się, nie wiem jak skomplikowanej fabuły, to już teraz odradzam. Oczywiście poprzez wybory, ten pobyt na wyspie jest urozmaicony poprzez różne wydarzenia.
Ta wyspa skrywa mroczną tajemnicę, której poznanie może słomianych drogo kosztować. Starałem się pokazać wszystko jak najbardziej autentycznie, nie uświadczycie tu nadludzkiej odporności. W tym fiku pokażę, że życie jakie wybrali słomiani wcale nie jest tak łatwe, beztroskie. W każdej chwili muszą być na wszystko gotowi. Mogą trafić na silnego przeciwnika, wszystko zależy od okoliczności.
Bycie piratem niesie za sobą olbrzymie ryzyko, słomiani zdadzą sobie sprawę z tego jak wielkie. Słomiani czasem zachowywać się będą zupełnie inaczej, a to dlatego, bo zostaną postawieni w sytuacji, jakiej próżno szukać w One Piece. To jest życie, a życie to nie bajka.
Miejscami nawet błahe wybory mogą nieść za sobą, ogromne konsekwencje. Niektórych z nich będą czekały wybory, które nie tak łatwo podjąć. Fik jest od 16 lat, ale tylko dlatego, że sceny od +18 będą skracane. Pod tekstem oryginalnym będzie streszczenie. Czasem będzie i inna forma ostrzeżenia. Ten fik jest momentami chory, pokazuje że próbowałem zawrzeć w nim co tylko się dało, jakoś tak nie wydaje mi się by to było na siłę. Mi to poszło naturalnie. Mogę usprawiedliwić się tym, że od tego co przeczytacie zależy co wybierzecie, ja wam drogi nie narzucam. Właściwie owy wybór pozwolił mi na tak wielką swobodę.

No i przykro mi ale ograniczenie znaków jest? Stąd będzie post pod postem.
10.04.2009 18:57
Odpowiedz cytując ten post Return to top
Grigorij Offline
Yonkou
Pirat

*
Liczba postów: 2,514
Dołączył: 30.03.2009
Skąd: Super Bale Całą Noc
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #2
 
Fik jest bardzo ciekawy, przeczytałem obie opcje. Muzyka i zdjęcia nadają klimat. Przeszkadza mi tylko że czasami muzyka kończy się znacznie wcześniej niż skończę czytać fragment. Ale można to przeboleć.
Intryguje mnie natomiast coś innego. Czy za każdym razem będziesz każdą ścieżkę rozbijał na dwie kolejne? Wtedy przy 11 rozdziale musiałbyś napisać 1024 różnych opcji. Wiem że podołałbyś temu ale kiedy miałbym to przeczytać?

[Obrazek: vYg1BTA.png]
10.04.2009 20:31
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Jutsu
Unregistered

 
Post: #3
 
Dziękuję bardzo za komentarz. Cieszy mnie, że z muzyką się przydała. Zrobiłem jak mogłem. Zawsze możesz poćwiczyć, mamy trening z muzyką z movie 9 mamy mnie czytającego... ;-)
No i widzisz po to betki puszczać nie chciałem bo dwie wersje będą czytać. ;-)
Oczywiście pisałem, że fik jest krótki, więc będzie mało wyborów. Sorka.

No i ryje mnie fakt, iż napisałeś ciekawy. Myślałem, że będzie nudny. Cieszę się bardzo.

Spoiler fika tyczący tych rozbijanych części.
Spoiler :
Po kilku wyborach ich drogi się zbiegają, są inaczej przedstawione ale chyba już bez wyborów nie pamiętam. No i części jest mało, więc naprawdę nie zrobiłem tego dużo. Wiem, że ma się wyobrażenia, bo ja zawsze przesadzam, ale tym razem tak nie jest

No i dziękuje za komentarz.
Oczywiście ostrą krytykę też przyjmę. ;-)
10.04.2009 21:26
Odpowiedz cytując ten post Return to top
Jutsu
Unregistered

 
Post: #4
 
Część 1. Wersja z muzyką

Spoiler :
To jest opening co by klimacik był.: http://www.youtube.com/watch?v=A68rJWdB0Kg





Start to jest tylko link klikacie i jak zacznie to słuchacie i czytacie Wink

http://www.youtube.com/watch?v=dXBthvgVPro

?3? Nad statkiem Sonnym wschodził nowy dzień. Promienie słońca docierając do kajut, budziły załogę. Niemal po chwili, dało się słyszeć radosny krzyk kapitana.
- Sanji! Jedzenie! ? wykrzyknął wesoło Luffy, albowiem minęło już zdecydowanie za dużo czasu, od kiedy przyszły król piratów miał coś w ustach. Kucharz jednak, nie zwrócił nań uwagi i poleciał do kajuty kobiet. Dla Sanjiego, po za kuchnią, owe pomieszczenie jest najważniejszym miejscem na tym statku. Zapukał do drzwi.
- Ladies czas na śniadanie ? wykrzyknął entuzjastycznie mężczyzna.
- Już idziemy ? usłyszał głos z pokoju.

Robin siedziała na swoim łóżku, opierając głowę na dłoni, patrzyła w kierunku pani nawigator radośnie obejmującą skrzynię, która znajdowała się na środku pokoju.
- Widać, że jesteś prawdziwym piratem ? powiedziała do koleżanki. - Codziennie witasz się ze swoim skarbem ? dodała z uśmiechem.
?4? Ruda dziewczyna na chwilę powstrzymała się i odwróciła głowę w kierunku towarzyszki.
?3?- Powiedz Robin czyż nie ma piękniejszej rzeczy na świecie niż skarby? ? To mówiąc zatopiła ręce w złocie, po czym wyjęła garść pełną kosztowności i pokazała przyjaciółce. Twarz mieniła się dziwnym, złotym blaskiem, a na oczach pojawiły się znaki Beri.
- Nasza Pani nawigator chyba nigdy się nie zmieni - odpowiedziała z przekonaniem, żartobliwie Robin.
***
Luffy?ego nie trzeba było długo wołać. Niemal natychmiast, gdy poczuł zapach jedzenia, użył swoich gumowych umiejętności, aby w mig dostać się do kuchni. Nie wszyscy jednak podzielali entuzjazm kapitana. Usopp wraz z Chopperem chrapali tak mocno, że nawet sztorm by ich nie obudził. Z pomocą przyszedł Brook ze swoją cudowną, Czarną apaszką.
- Nie proszę! Już wstaliśmy! Już idziemy ? Dało się słyszeć głosy z kajuty.
- Ratunku! Ogłuchnę! ? krzyczał mały renifer na całe gardło. Po drobnej, acz skutecznej interwencji nowego członka załogi, dwaj pozostali piraci dołączyli do stołu.
Zewsząd było słychać gromkie śmiechy. Brook i Luffy nawzajem prześcigali się w tym, kto więcej razy uderzy nożem o stół. Zwykle Nami interweniowała, nie lubiła, gdy kapitan przesadzał, a takie uderzanie sztućcami w stół, mogło skutecznie wyprowadzić nie jednego z równowagi. Mając w pamięci ostatnie wydarzenia na Thriller Bark, zaniechała zwrócenia im uwagi.

http://www.youtube.com/watch?v=_QgGgZQkGcY


?3? Śniadanie przebiegło w miłej i radosnej atmosferze. Następnie każdy wrócił do swoich spraw. Pierwszy wyszedł lekarz, ze skupioną miną udał się do swej pracowni. Widocznie pracował nad czymś, co go bardzo pochłaniało. Nami od dawna nie rysowała map, postanowiła wykorzystać wolny czas, poświęcając się właśnie owemu zajęciu. Wraz z nią poszła Nico, chcą potowarzyszyć przyjaciółce. Franky z Usoppem omawiali projekt jakiegoś dziwnego, nie wiadomo czegoś. Następnie wyszli na zewnątrz, rozłożyli sprzęt na pokładzie i przystąpili do składania, bóg jeden wie czego. Kościotrup w podzięce za wspaniały posiłek, (a także nieoficjalnie z braku innych ciekawszych zajęć), zgłosił się do pomocy kucharzowi przy zmywaniu. Roronoa jak zwykle zajął się hartowaniem ciała, a słomiany kapelusz byczeniem na słoneczku. Statkiem lekko trzęsło, ale nie przeszkadzało to doświadczonej dłoni pani nawigator kreślić prostych linii.
Wtem statkiem dość mocno zatrzęsło. Nami wybiegła z hukiem.

***

? Co wy do jasnej anielki znowu wyrabiacie! ? Usłyszała odpowiedź.
? O co ci chodzi kobieto? My nic nie zrobiliśmy ? wzburzył się cyborg.
- Absoluteńko nic ? zawtórował długonosy. Dziewczyna jednak, nie musiała wierzyć im na słowo, bowiem już po chwili, zauważyła, że pół kuchni naprzeciwko jej kajuty, jest zasmolona, a za nią znajdują się niespowite kłęby dymu, które zasłaniają wszystko.
- Osz jasna? - wykrztusił Usopp, gdy tylko odwrócił się, chcąc zobaczyć co takiego przykuło wzrok nawigatorki. Franky natychmiast poleciał na miejsce katastrofy. Z kłębu dymu wyłoniły się dwie sylwetki, byli to: Sanji i Brook. Dym zdążył się już ulotnić i ukazał obraz nędzy i rozpaczy, połowa kuchni wraz z składzikiem i pokojem Choppera znikła z powierzchni pokładu. Wszystko było spalone, spowite kurzem i popiołem. Wyglądało na to, że coś wybuchło. Z góry dało się słyszeć śmiech szermierza.
- Hahaha nie wiedziałam, że nasz kuk może do tego stopnia przypalić pieczeń!- chichotał. Blondyn natychmiast pochwycił owy żart Zoro, ale nie miał na nic czasu, bowiem cyborg złapał ich z Brook?em za fraki.
- Co wyście do jasnej cholery zrobili! Nogi z dupy powyrywam! ? krzyczał wzburzony. Na co ?only dead bones? czując się w obowiązku pouczyć kolegę, odpowiedział mu.
- Szanowny kolego zapominasz chyba, że ja nie mam dupy tylko miednicę.
Usopp parsknął śmiechem. Franky robił się czerwony jak Don Achino. Kościotrup przerwał mu.
? Może zanim będziemy się kłócić, ugasimy te niedopałki, nim zapalą kolejne części statku. Cieśla musiał odłożyć złość na później, cała trójka zajęła się gaszeniem, Długonosy szybko przybiegł im z pomocą. Pożar udało się zdławić w zarodku.
- AAAAAAAAAAA!!! ? Kuchnia! I schowek! Na ten ryk zbiegła się pozostała część słomianych. To Luffy rozpaczał, albowiem dla niego było to porównywalne z jakimś bliżej nieokreślonym kataklizmem. Dla całej załogi od razu stało się jasne, że oznacza to zmiany w żywieniu, co szczególnie dla ich kapitana było niezwykle ważne. Wtem z pod reszty gruzów zaczął wychodzić Chopper. Gdy już się wygrzebał otrząsnął ubranie i powiedział sam do siebie.
- Chyba troszeczkę* przesadziłem? - Akurat zostawił preparat samemu sobie, i wchodził do kuchni, kiedy nastąpił wybuch, co z pewnością go uratowało.


http://www.youtube.com/watch?v=bP5XBaH-vY0

?3? W tym momencie trzem najbardziej poszkodowanym, wyskoczyła żyła na czole, to było dla nich zbyt wiele.
- TROSZECZKĘ?!!! wzburzył się Luffy, Franky i Sanji, ( reszta nie miała szans ich przekrzyczeć ).

Natychmiast rzucili się na młodego renifera z zabójczym wzrokiem.
- Upieczemy! ? krzyczał kucharz.
- Na rożnie! ? dodał słomiany kapelusz w napadzie złości.
- Ratunku! Mordują! ? Krzyczał przestraszony renifer. - Mordują ! Lekarza!!! ? A zaraz to przecież ja.
- Panowie, połowa kuchni została zniszczona, nie mielibyście na czym go upiec - zauważyła Robin, spoglądając na uciekającego lekarza przed wściekłymi mężczyznami. Cała trójka zwiesiła głowy.
? Co racja to racja ? chórem przytaknęli. Wtem przyszły król piratów wpadł na pomysł.
? Rozpalmy ognisko! ? zaproponował. Na co cyborg zdzielił go przez łeb.
? Ja ci dam ognisko!
Chopper szukając bezpiecznej kryjówki, wskoczył na klatkę piersiową Robin. Był bezpieczny.

***

Pani archeolog położywszy dłoń na jego główce, ( bo malec w trakcie wygrzebywania się zapomniał kapelusza) powiedziała:
? Nie martw się panie lekarzu, oni tylko dali się ponieść emocjom.
Pani nawigator nie wytrzymawszy, wkroczyła. Wkrótce wszyscy trzej leżeli na podłodze z wielkimi guzami na głowie. Nami kontynuowała.
- Jak wam nie wstyd wygrażać naszemu przyjacielowi, przecież nie zrobił tego specjalnie ? usprawiedliwiała małego renifera.
- Ta, gadaj zdrów. Ciekawe co by było, jakby to spotkało twoje skarby - odpowiedział jej Luffy i zaraz po tym żałował. Sanji patrząc na kapitana leżącego na pokładzie bez ruchu, przełknął ślinę.
- Panienka Nami ma rację ? powiedział pocąc się. - Musimy się zastanowić co dalej.
Franky podbiegł do którejś oderwanej części ściany i chwycił ją oburącz.
- Mój mały Lionik? Szlochał. - Bu! bu! co tu jest to zastanawiania. Statek w kawałkach. Tyle pracy!
Także i kapitan złapał chandrę.
- Co ja pocznę bez gotowanego, pieczonego, smażonego, panie?
Przerwało mu uderzenie rudowłosej.
- Buu moje mięsko! ? jęczał uderzony chłopak.. Nastrój udzielił się również kucharzowi, bowiem i on usiadł na klęczkach i zaczął wyrażać swój głęboki żal nad utratą kuchni. Usopp czując już, że mrok tej ( negatywnej ) atmosfery go dosięga, postanowił rozchmurzyć choć część towarzystwa.
- Ci trzej wyglądają tak, jakby ich negative ghosto capnęło.
Żart pochwycił Zoro. Szermierz próbował się powstrzymać, ale nie mógł i parsknął śmiechem
? haha masz rację identyko.
Także Chopper zaczął się śmiać będą w bezpiecznym miejscu, czyli przy dekolcie Pani archeolog. Robin przystąpiła do pocieszania.
- Nie martwcie się ? zaczęła. - Wszystko z pewnością da się odbudować. - Nami dołączyła się i rozpoczęła na swój sposób ?pocieszanie?.
- Cóż z was za mężczyźni. Zbierzcie się w sobie i to naprawcie, a nie użalacie się nad sobą.
Wtem cieśla przypomniał sobie, o olbrzymich ilościach drewna pod pokładem, schowanych na czarną godzinę. Owa czarna godzina właśnie nadeszła.
- Długonosy! ? zawołał. - Choć i mi pomóż!
Usopp podbiegł do cyborga.
- Tak jest szefie!
- My też pomożemy! - zawtórowała reszta załogi.
- Tak więc? - podjął strzelec pokładowy. - Od czego zaczniemy?
- KUCHNIA! odpowiedział Luffy. Jakoby, że z zdaniem kapitana nie wolno się sprzeczać, bo jest ono niepodważalne, załoga rozpoczęła naprawę od kuchni. Usopp nie mógł się powstrzymać od komentarza.
- Pięknie, mam zajęcie na najbliższy miesiąc.
Franky postanowił rozchmurzyć kolegę.
? Nie rozpaczaj długonosy zrobimy to w SUPAA ekspresowym tempie.





http://www.youtube.com/watch?v=hKCwomMjJIw

?3?I tak dwaj nieustraszeni cieśle, ( jeden amator) pracowali przez wiele godzin nad naprawą statku. Załoga oczywiście nie pozostała bierna i pomagała im jak tylko potrafiła. Roronoa ciął drewno, pani nawigator nadzorowała przebieg prac, Nico dzięki mocy swojego owocu dostarczała na górę potrzebne materiały, Luffy odpowiadał za transport z ładowni. Sanji brał się za sushi dla wygłodniałej załogi, a Brook jak na muzyka przystało, zachęcał wszystkich do pracy różnymi melodiami. Chopper był zbyt zajęcy zbieraniem różnych pozostałości swego małego labulatorium, nikt mu jednak nie miał tego za złe, rozumieli ile warte są dla niego owe składniki. Po kilku godzinach kuchnia była już gotowa. Załoga zjadła zasłużone sushi i wróciła do pracy. Tym razem muzyk wraz z reniferem mieli bardziej aktywy udział w całym przedsięwzięciu. Naprawą schowka z racji tego, że dużo przy tym roboty nie było, zajmowali się głownie Sanji z Zoro.

Wreszcie pod wieczór uderzanie młotka ustało, krzyki, nawoływania, również.
***

Głuchą, trwającą zaledwie kilka sekund, ciszę przerwał krzyk cyborga.
- SKOŃCZONE!
-Wreszcie! ? radośnie wykrzyknął Usopp.
- Yohohoho Może z tej okazji byśmy zrobili małe party?- zaproponował kościotrup.
- Świetny pomysł odpowiedział cieśla i nie namyślając się dłużej, wyjął swoją gitarę. Pomysł spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem i po niedługim czasie cała załoga przeniosła się na pokład pokryty trawą i rozpoczęła się zabawa.




http://www.youtube.com/watch?v=mvr9DaERj2M


?4? Z pierwszą piosenką, jako rekompensatę za wyniszczanie zdrowia psychicznego części załogi, przez swoje krzyki, zarówno podczas nadzoru jak i przed naprawą, wystartowała Nami. Luffy zadowolony, pochłaniał rybę którą kucharz przyrządził w naprawionej kuchence. Sam blondyn wirował w miłosnym tańcu obok pani nawigator, która teraz przypominała z swojego zachowania, bardziej piosenkarkę, aniżeli pirata. Cutty Flam, Brook doskonale wkomponowali się w rolę muzyków z jej zespołu, poprzez założenie ?supaśnych okularków?. Nami tańczyła i śpiewała do tłumu a tłum odwzajemniał jej klaśnięciami i wykrzyknięciami.

****


http://www.youtube.com/watch?v=qzyw6BMejBc


?3? Słomiani mogli dziękować Franky?emu, że oprócz drewna schował także kilka beczek z rumem, wszak bez trunku nie było by zabawy. Rozpoczęły się śpiewy. Muzyk skakał, ?yohohohował? i przygrywał do rytmu wraz z kolegą. Cała załoga pochłaniała w dużej ilości rum. Pokład wypełniał śmiech i śpiewy słomianych. \

Wszyscy brali udział w piosence, podskakując i śmiejąc się wesoło. Trunek dość szybko zmył z ich twarzy trud naprawiania statku. Nie było po nich widać zmęczenia. Jak zwykle, ta sama załoga, która raz ryzykuje życie, walcząc o dobro swych przyjaciół, innym razem wesoło bawi się tańcząc i śmiejąc się wesoło. Ci, którzy akurat nie śpiewali, przyklaskiwali do rytmu. Nawet Zoro będąc lekko wstawiony ?uraczył? ich swoim głosem, co zdarzało się niezwykle rzadko.

?4? Brook wymknął się na chwileczkę po więcej rumu. Jak przystało na nierozgarniętego kościotrupa oczywiście udał się w tym celu do schowka. Śpiewy przycichły. ?3? Na miejscu zauważył, że nie ma ani jednej beczki. \
- Yohohoho, no tak, przecież wszystko wyleciało w powietrze- przypomniał sobie.
- Zaraz, zaraz a ten dywan tu po co? - W istocie, w samym kącie leżał dywan, nie wiedzieć po co, zapewne aby przykryć kawałek spalonej części. \
- To zapewne, aby coś przykryć może im drewna nie starczyło i musieli jakoś zakryć? ? pomyślał.
Ostrożnie podszedł do interesującego miejsca i podniósł dywan. Mniej więcej na środku znajdowała się dziura, szeroka na 1/3 metra.
Z pokładu dochodziły głosy rozbawionego kapitana. Brook chciał jak najszybciej wrócić, myślał o biednym koledze, który w tej sytuacji musiał grać za dwóch.
- E to nic takiego. Miałam rację, zabrakło im drewna ? rzekł do siebie z przekonaniem.
- Nie ma sensu mówić o tym Franky?emu, bo jeszcze mnie wyśmieje, albo gorzej, opieprzy, bo odpowiadałem za ten sektor. A Zoro z Sanjim tak mnie przekonywali, że dadzą sobie radę. Był pewien, że na nich może polegać, teraz widząc efekty ich pracy, zaczął w to wątpić.
?3,5?- Nie będę im psuł zabawy powiem później. ? Postanowił i poszedł już w odpowiednie miejsce po alkohol.

?4? - Brook gdzieś ty był tyle czasu? Zapytał Franky, z trudem, bowiem sam nie wyrabiał bez pomocy kościotrupa. - Ja rozumiem, gdybyś żył, żebyś tam z laską poszedł. ? Z pewnością, w normalnych okolicznościach, dostałoby mu się od Nami, ale ona była zajęta śpiewaniem z resztą załogi, więc mu się upiekło.
- Poszedłem po prostu, wpierw do składziku - odpowiedział speszony Brook.

Wszyscy bogaci o dodatkowe ilości rumu znowu zaczęli wesoło podpijać. Śpiew zamienił się z czasem w wesołe okrzyki. Brook grając na czym tylko mógł, spoglądał kątem oka na Cyborga. Zastanawiał się. Powiedzieć mu czy nie? Te pytania krążyły po jego umyśle.
- Franky? - zaczął ślamazarne.
- No ? odpowiedział mu głos kolegi.
- Boja tam widziałem dziurę pod dywanem.
- Hę? ? zdziwił się niebiesko włosy. - Jaką dziurę?
I tak muzycy przygrywając rozmawiali o tym. Jak Brook zdziwił się, że ani jednej beczki nie ma, na co Franky zareagował śmiechem. O tajemniczym dywanie i znalezisku pod nim. Oczywiście rozmowa nie trwała bardzo krótko, obaj, musieli często też, dmuchać w instrumenty, ( cieśla, bowiem brał lekcje od samego mistrza ?only dead bones? i nauczył się grać proste kawałki, nie tylko na gitarze ).

****

Co zrobi Franky?

A) zareaguje
B) nic nie zrobi zrobi, bo to tylko kilka desek i tyle.
Druga cześć zgodnie z wyborami.


A
Spoiler :
Franky przerwał grę.
- Co się stało? ? zapytało pijane towarzystwo. Mężczyzna nie wiedząc jeszcze samemu, czy coś się właściwie stało powiedział:
? Idę do klopa.
Na co Brook zareagował pytaniem.
? Idziesz odcedzić kartofelki? A nie zobaczyć tę dziurę? - Wyglądał na zaskoczonego reakcją towarzysza.
Cyborg zrobił minę jakby odchodząc z imprezy mówił: " Idę, bo na rano mam szkołę?, a bliski kumpel palnął:" A nie dlatego, bo mama kazała ci wrócić przed dwunastą?"
- Co się stało? - powtórzyła już nieco trzeźwiej załoga.
- A nic, nic, idę tylko coś sprawdzić na wszelki wypadek - bronił się. Załoga nie dociekała dalej kontynuowała popijawę, a cieśla zszedł zobaczyć, jaką to partaczynę zrobili Zoro z Sanjim.
- Osobiście mnie zaręczali, że dokończą robotę - tłumaczył się kościotrup idąc za lekko wzburzonym Frankym. Gdy dotarli do wspomnianego przez muzyka miejsca, cyborg podniósł dywan.
- No i? Dziura jak dziura, parę desek brakuje i tyle. O co tu robić sensację - skomentował cyborg. Jednak coś przykuło jego uwagę. Pochylił się.
- Suń no się gościu z deczka, bo mi cieniem światło zasłaniasz - zwrócił uwagę koledze.
- A to prze? a no tak! Ja mam cień yohohohoho ? Brook zaczął radośnie podskakiwać, przy okazji zasłaniając jeszcze więcej, pokładowemu cieśli.
- Skończ już z tym!- zdenerwował się cyborg. ?Only dead bones? usłużnie się przesunął. Franki wreszcie w spokoju mógł dokładnie przebadać sprawę.
- Osz ty w mordę cioci Heli! O nie! ? zawył. Zaciekawiony kościotrup podszedł spytać co się stało.
- Uszkodził się napęd do Coup the Burst! Dobrze Brook żeś to zauważył. Kto wie jak byśmy poradzili sobie, jakby się sztorm zaczął. Moglibyśmy sobie to wsadzić w dupę. Wołaj Usoppa, niech tu przyjdzie pomóc. I kogoś, kto wydaje ci się najbardziej trzeźwym z załogi.

http://www.youtube.com/watch?v=GT54cN445...annel_page

?3? Brook zasalutował i pobiegł wykonać zadanie. Franky długo nie czekał, ale jakoś nie był zadowolony z tej w miarę trzeźwej osoby.\ Muzyk w czasie drogi, naświetlił całą sytuację długonosemu i pani nawigator. Robota nie trwała krótko. Sprawy nie ułatwiał stan zawołanego cieśli. Nami miała pełne ręce roboty.


? Teraz weź to dopasuj Usopp, trochę na lewo.- Chłopak miał z tym lekkie problemy, z pewnością powodem była wcześniejsza impreza. Nie mógł biedak utrafić przedmiotu, a wszystko wokół falowało.
- Mam dość, następnym razem będę się ograniczał! ? krzyczał długonosy.
- Spoko, ze mną nie jest tak źle, więc luzaka ci pomogę - uspokajał go kolega.\ Strzelec nie był jednak tej samej myśli:
? Nie rozumiesz - odparł. - Ja widzę ją potrójnie?- tłumaczył.
-A, to już jest kłopot - współczuł cyborg.
?4?- Co tam mamroczecie?- zapytał obiekt udręki Usoppa i silna motywacja, zachęcająca go do ograniczanie ilości spożywanego alkoholu, podczas następnych imprez.
- Nic, nic- odparł Franky
- Absolutnie nic- zawtórował, ponownie jak wcześniej, drugi cieśla. I tak robota szła, jak w tym wierszyku o ciuchci, powolnie i z mozołem. Aż wreszcie skończyli i wrócili na pokład. Wszyscy już spali?.

****
Franky ujął Robin w swe potężne ręce i zaniósł do kajuty dziewcząt. Nami z przerażeniem zauważyła, że kogoś brakuje. Nie możliwym było dotrzeć o własnych siłach do kajuty, więc zaniepokoiła się. Usopp dostrzegł o co mogło chodzić dziewczynie.
- Gdzie nasza reniferowa ?Rybka?? ? spoglądał na pokład, ale w zasięgu jego wzroku nie było renifera. Za to dostrzegł palące się światło w nowym pomieszczeniu doktora.
- O patrz, tam pali się światło ? wskazał miejsce palcem.
- Już ja mu dam! Nie mamy dość drewna by znowu naprawiać skutki jego niepowodzeń. ? Nami ruszyła w kierunku owej kajuty.
? Chopper! ? drzwi otworzyły się z hukiem. ? Co ty tu robisz? Natychmiast przestań bawić się w swoje eksperymenty, jeszcze nam cały statek puścisz z dymem. - Rudowłosa nie doceniła możliwości lekarza .Ten nie dość, że potrafił przejść o własnych siłach do kajuty, to jeszcze mógł pracować w swojej pracowni. Renifer nie próbował oponować tylko zszedł z krzesła i oddalił się od rozgniewanej dziewczyny. Awanturę usłyszał Franky, dobry pan cyborg przeniósł resztę słomianych do kajuty.


Mijała noc. Statek powoli majestatycznie sunął przecinając swym dziobem mniejsze i większe fale. Morze było spokojne a na niebie tylko gdzieniegdzie dało się dostrzec ciemniejsze chmury. Wtem coś sprawiło, że jeden z załogi słomianych zerwał się na równe nogi.

http://www.youtube.com/watch?v=9ZUnmBvaG...annel_page



?4?I tym razem niezawodny instynkt pani nawigator, dał o sobie znać. Rudowłose dziewczę szybko poderwało się z łóżka. Nami od razu wybiegła na pokład, aby zobaczyć co się dzieje, bowiem przez okno z kajuty nie było widać dokładnie. Cały pokład drżał od pochrapywania części załogi. Kobieta spojrzała w górę
.?3? Tam, gdzie wcześniej, było niemal gwiaździste niebo, wystąpiło morze ciemnych jak atrament chmur. Dookoła było słychać dźwięk wyładowań atmosferycznych, przecinających nieboskłon. Wiatr się wzmógł, fale z chwili na chwilę stawały się coraz wyższe. Uderzały one olbrzymią mocą w statek. \

?4?Pewnie mała Merry, ich pierwsza karawela, roztrzaskałaby się w drobny mak w kontakcie z tak wielką siłą matki natury.
?3?Jednak Sonny dzielnie dawał sobie radę. Szósty zmysł Nami podpowiadał jej, że już za chwilę może być dużo gorzej.
- Usopp, Luffy, Zoro, Sanji , Chopper, Brook!!! Nadciąga sztorm!!! ? ostrzegła towarzyszy.
Zawołani leniwie podnieśli głowy w górę.
?4? Sytuacja z minuty na minutę, robiła się coraz gorsza. Morze wyglądało jakby cały gniew Posejdona miał paść na słomianych kapeluszy. W oddali widać było nadchodzący tajfun. Całość wyglądała niczym koniec świata. Dźwięk piorunów był ogłuszający. Totalna ciemność spowiła niebo.
Nawoływania przygnały z kajuty także Franky?ego.
- Lepiej się stąd zmywajmy! - rzucił.
Cyborg poleciał natychmiast uruchomić dodatkowy napęd.
- Uwaga niech wszyscy się czegoś chwycą! - Pociągnął dźwignię. - Coup de Burst!

****
Chwilę później, słomiani lecieli już daleko poza zasięg sztormu i tajfunów. Statek miękko wylądował, na gładkiej tafli wody. Wszyscy odetchnęli z ulgą.
- Uff Mało brakowało - zaczął Usopp.
To mogło się bardzo źle skończyć - lekarz spojrzał daleko w dal, ale tak się przestraszył, że natychmiast odsunął się od barierki.
- Całe szczęście, że nasza pani nawigator się obudziła - pochwaliła Robin.
- Panienko Nami! Jesteś cudowna!- Sanji wirował wokół rudowłosej.
- Także dzięki naszym cieślom pokładowym, statek wyszedł bez szwanku - kontynuowała pani archeolog. Franky się lekko zarumienił.
- Nie no to nic takiego - podrapał się speszony po głowie.
- Tak, to właśnie dzięki wspaniałemu Panu Usopp?owi udało wam się przeżyć! Pracowałem całą noc bez wytchnienia, robiąc pracę dziesięciu ludzi! - zaczął opowiadać swoje bajeczki.
- Co?! Naprawdę? Jesteś wielki! - Chopper, jak zwykle, dał się nabrać.
- Ta, on bez mojej pomocy, nie wiedziałby nawet, w którą stronę śrubę przykręcić - oponowała nawigatorka. Lekką sprzeczkę przerwał cyborg.
- Panie i panowie. Prawdziwym bohaterem tego zdarzenia, jest nasz nowy członek załogi muzyk Brook ? w skazał otwartą dłonią w stronę kościotrupa.
- Gdyby nie dostrzegł pewnej dziury, pewnie wszyscy bylibyśmy pod wodą - kontynuował.
- Brook jestem Ci wdzięczny, za uratowanie mojej cennej załogi- dziękował mu kapitan. Kościorup kątem oka dostrzegł uśmiech uznania u szermierza.
- Yohohohohoho tak się cieszę, że mogłem się na coś przydać. Może w podzięce dostanę jakieś żeńskie majteczki?- Odwrócił się w stronę pań.
- Wybij to sobie z głowy! - Nami kopnięciem przywróciła kościotrupowi jasność myśli. Wszyscy zaczęli się śmiać.
- Co niestety - przerwał pokładowy cieśla. - Nie zmienia faktu, że zginęlibyśmy przez niedopatrzenie szermierza i kucharza. Jakby przyłożyli się do roboty, to by powiedzieli, że coś się uszkodziło, a nie przykryć dywanem i zostawić samemu sobie.
- Mówiłem ci gloniasty, żebyś się przyłożył do roboty! - rozpoczął kuk. Krótka riposta ze strony Zoro i dwaj panowie rzucili się na siebie jak te psy. Rozdzielił ich Brook.
- Panowie, spokojnie, przecież nikomu, się nic nie stało. Bawmy się, bo o to udało nam się przeżyć.
-Ta chwytaj dzień... - powiedział Roronoa zawiedziony lekko, że potyczka z kukiem skończyła się tak szybko.
- Jest tylko jedno ale - wtrąciła Nami. - Musimy jak najszybciej znaleźć jakąś wyspę bez zastanawiania się, czy log pose się nastawi, czy nie. Nie mamy zapasów, bo wszystko poszło z dymem dzięki Chopperowi. - wyjaśniła.
- Tu gdzieś na zachód powinna znajdować się wyspa, gdzie możemy nadrobić braki w zaopatrzeniu- zaproponowała Robin.
- Sasuga Robin ( tj. cała Robin, zawsze można na nią liczyć) - zachwalała nawigatorka.
- Dobra wiara, kierunek zachód! - rzucił kapitan.
Załoga radośnie odpowiedziała wezwaniem i statek posłusznie skręcił na zachód.


















Długonosy zaciekawiony podszedł do pani archeolog stojącej niedaleko, siedzącego na swoim nowym ulubionym miejscu, kapitana.
- Robin skąd znasz tę wyspę? - zapytał.
- Robin jest bardzo dobrze zorientowana - pochwalił kapitan. Kobieta tylko uśmiechnęła się.
- Powiedz, co wiesz o tej wyspie na którą płyniemy? - ciągnął Usopp.
Kobieta zaczęła opowiadać, że w czasach jej "dzieciństwa" wylądowała właśnie na domniemanej wyspie. W tym miejscu lekko przystopowała. A następnie zmieniła temat, opowiadając już o samej wyspie i jej wyglądzie, z pominięciem całego jej pobytu na niej. Kapitan już nie mógł się doczekać. Nico opowiadała o wyspie, o jej miastach, dość umiejętnie pomijając momenty z jej życia.


http://www.youtube.com/watch?v=haE6c0VGE3M



?3?" Wyspa jest dość duża. Jej nazwa to Owari. Nie spotkałam się z tym, aby w tamtych czasach, źle tam traktowano piratów. Ci przybywali tu głównie z potrzeby zaopatrzenia. Na wyspie mieściła się baza marynarki, w której urzędował, jakiś dość silny kapitan. Piraci próbowali zahaczać o Owari, ale nie chcąc wzbudzać uwagi marynarki zachowywali się jak zwykli ludzie, załatwiali swoje drobne sprawy i odpływali.

W tym miejscu przerwał jej długonosy
- A jak ty się tam dostałaś ? - zapytał zaciekawiony.
- Ja dostałam się tam przez przypadek także w celu zaopatrzenia - wyminęła się Robin.

Po krótkiej przerwie wróciła do opowieści.

http://www.youtube.com/watch?v=YbeK8Zzmmp8


?3?Ta wyspa, była całkiem dobrym miejscem, na uzupełnienie braków owego zaopatrzenia. Wszędzie stały kramiki kupieckie, gdzie można było, za rozsądną cenę nabyć dane dobro. Na Owari, znajdowały się cztery duże miasta. Wszystko to, co teraz powiedziałam, dowiedziałam się od pewnej staruszki w sklepie.\ Miasta Rizengalf i Ceynera toczyły ze sobą wojnę o wpływy. Dwa pozostałe Meiris i Treno były w sojuszu z jednym z tych pierwszych.
Władcy miast, tak chciwi i zachłanni, nie zwracali uwagi na małe wsie, które znikały jedna po drugiej w ferworze walki. Teren wokół miast, szybko stał się polem bitwy. Nie chcąc wpaść w konflikt, niezwłocznie załatwiłam swoje sprawy i odpłynęłam. Nie wiem czy sytuacja na wyspie dalej jest taka sama.

- A co na to marynarka? - wtrącił długonosy.

Problem tkwił w tym, że kapitan marynarki był skorumpowany i gotów milczeć za godziwą łapówkę, wysyłał do dowództwa fałszywe wieści, że na wyspie panuje spokój i nic się nie dzieje. Marynarka nie miała więc powodu, żeby interweniować. Osoby, które wydały się zagrożeniem dla polityki obu miast, ginęły w tajemniczych okolicznościach.

***
- Lu..lu luffy czy musimy płynąć na tę wyspę? - spytał przerażony strzelec. Nogi mu się trzęsły, a zęby szczękały.
- Jasne, czemu nie? Zapowiada się interesująco - kapitan spojrzał entuzjastycznie przed siebie.
Robi zachichotała.
- Nie mamy wyboru Panie długi nosie, bez prowiantu długo nie przeżyjemy, poza tym minęło z 10 lat i wszystko mogło ulec zmianie. Może nie będzie tak źle. - pocieszała przestraszonego, wzbudzającego litość w oczach, Usoppa.


Zbliżała się pora obiadu. Z jadalni dochodziły, już odgłosy całej załogi. kobieta skończyła opowieść i wszyscy trzej poszli do kuchni.


***



-Hej! wyspa na horyzoncie! - usłyszeli krzyk szermierza.
- Jest nareszcie ? wykrzyknął entuzjastycznie słomiany kapelusz. Wszyscy wyszli na pokład i patrzyli na wyspę z oddali.
- Ciekawe jakie nas tam będą czekały przygody - myślał Chopper.
- Hej, przygodo nadchodzimy!!! Krzyczał - wesoło kapitan, a statek płynął w kierunku nowej wyspy.


Gdy już dotarli do Owari, zaczęły pojawiać się kluczowe pytania.
- Szukamy portu czy płyniemy przed siebie - rozpoczęła Nami.
- Przed siebie, po co czekać- odparł bez namysłu beztrosko kapitan. - Okazało się, że to było pytanie retoryczne i Nami szybko uświadomiła to Luffy'emu.
- Jak myślisz? Po kiego tu w ogóle przypłynęliśmy? Po za-pa-sy! zapasy! ? Pani nawigator wyglądała na poirytowana odpowiedzią chłopaka.
- Nic mnie to nie obchodzi - odparł kapitan robiąc naburmuszoną minę.
- No ja nie wytrzymam z nim.- Zrezygnowana rudowłosa, oddaliła się.
- Pozwól, że ja się tym zajmę kobieto - odparł Usopp z zadziornym wyrazem twarzy.
Po chwili strzelec zbliżył się do przyszłego króla piratów i nienaturalnie wydłużając usta, szeptał do kapitańskiego ucha.
- Luffy nie zapomniałeś o czymś? - cichy głos doszedł uszy gumowego chłopaka.
- Nie, chcę przed siebie i kropka. - Ten machał głową na znak niezgody.
- A mięsko? Pomyśl, soczyste, dobre mięsko, już czeka na ciebie, w którejś z portowych gospód.
- A..- Zaczął się ślinić kapitan. - Nami, płyniemy do portu- oznajmił.
Za Luffym, Usopp uśmiechał się i czynił gest zwycięstwa materii nad duchem. Robin skomentowała to uśmiechem.
- Port powinien być na prawo od nas, tu zawsze były lasy, miło wiedzieć, że są nadal. Płyńmy najlepiej wzdłuż linii brzegowej. Z pewnością na któryś natrafimy - poinstruowała pani archeolog. Słomiani poszli za radą. Wkrótce, po niedługiej podróży statkiem, dostrzegli jakieś miasto portowe. Podczas pobytu na molo zauważyli, że nie wiele jest tam statków z banderą piracką.
- EE? jesteśmy tu jedyni - zdziwił się strzelec.
- Chyba nie wiele się zmieniło - stwierdziła Robin. Powinniśmy jak najszybciej załatwić swoje sprawy i opuścić tę wyspę - doradziła.
- Yohhhoho - ja w razie kłopotów mogę udawać martwego.- Próbował rozluźnić atmosferę Brook.
- Ja obronię piękną Robinuś i panienkę Nami.- oświadczył Sanji. Franky zadeklarował, że zostanie pilnować statku. Brook, aby nie wzbudzać sensacji w mieście postanowił mu potowarzyszyć. Zoro, też zbytnio nie spieszyło się, aby poznać nowe miasto, więc również został.
- To.. może ja też zostanę - zaproponował długonosy.
- Nikt cię nie zmusza - odparła Nami.
- Tym razem i ja spasuję - rzekła Nico. Wszyscy bardzo się zdziwili to, że Franky chciał naprawić statek , Zoro jest leniem, Brook nie chciał sprawiać kłopotów, a Usopp się bał, to rozumieli, ale co skłoniło Robin?

Cała reszta, ruszyła w stronę najbliższej gospody. Wkrótce okazało się, co skłoniło panią archeolog do zostania na statku.
- Robin idziesz z nami poleżeć na słoneczku? Chwilowo nic lepszego nie wymyśliliśmy - zagadał Usopp.
- Bardzo dziękuję panie długonosy za propozycję, ale chciałabym poćwiczyć trochę grę na skrzypcach.
Chłopakowi oczy wypadły z orbit.
- Co? Ty na skrzypcach? - zdziwił się. Nie chcąc jednak jej zasmucić dodał - powodzenia - i obaj się rozstali.

Kobieta zaraz po rozmowie z strzelcem pokładowym udała się do kajuty chłopaków w której siedział Brook.
- Panie kościotrupie mam do Pana prośbę.
- Yohohoho a cóż to za prośba? - zapytał zdziwiony szkielet.
- Ja chciałabym nauczyć się grać na skrzypcach, to taki piękny instrument. Usiąść sobie wieczorem i zacząć spokojnie grać, ach chciałabym potrafić grać na tym wspaniałym instrumencie - przekonywała kościotrupa.
- Ho ho yohohoho jasne czemu nie, mogę nawet teraz, chwilowo nie mam nic do roboty, a uczyć tak piękną, panią to będzie dla mnie zaszczyt. - To mówiąc, ukłonił się po dżentelmeńsku. Robin się uśmiechnęła.
Usopp wraz z Frankym zajęli się odpoczywaniem w świetle dnia.
- Jest byczo - rzekł cyborg.
- No, tylko czegoś mi brakuje, ale nie mogę sobie skojarzyć czego- odparł tamten.



Uwaga utwór głośny ściszcie ciut głośniki
http://www.youtube.com/watch?v=Kfom6fwgM3w





?3?Tymczasem kapitan wraz z trójką przyjaciół, kontynuowali swą wyprawę. Szli tak, obserwując miejsce do którego trafili. Otaczało ich mnóstwo domów z cegły i kamienia. Nie były one jakoś wyjątkowo uszkodzone. Wyglądały po prostu na dość stare. Przez większość czasu, szli prostą, dość szeroką ulicą, która przecinała na wskroś miasto.

?4?Ludzie którzy ich mijali, nie wyglądali, ani na zbyt zamożnych, ani na biednych. Miejsce wydawało się dość spokojne, nie było wszędzie burd czy awantur. Zwykła spokojna mieścina. ?3?Tego dnia słońce mocno świeciło, miasto skąpane w promieniach słonecznych, wyglądało na przyjazne obcemu przybyszowi miejsce. Co jakiś czas, po ulicy przechadzali się mężczyźni elegancko ubrani rośli, z poważnym wyrazem twarzy. Prawdopodobnie to właśnie im można było zawdzięczać, owy spokój na ulicach. Słomiani szybko zauważyli, że ludzie starają się nie zbliżać do owych jegomości, często aby nie dopuścić do kontaktu wzrokowego, przechodzili na drugą stronę ulicy.
- Coś tu jest nie tak, ludzie boją się tych umundurowanych- stwierdziła Nami. Ale nikt poza nią, nie specjalnie się tym przejął.


- O, jest! - spojrzał Luffy na mały, kamienny budynek z charakterystycznymi jak to w karczmie otwieranymi drzwiami. Luffy nie mogąc się powstrzymać, zrobił tak, jak w starych westernach, pchnął mocno, obiema rękami drzwiczki i wszedł do środka.


?3?Nikt na niego uwagi nie zwracał, każdy siedział przy swoim zamówieniu. Dookoła słychać były gwarne śmiechy, przekrzykiwania. Muzyka doskonale wkomponowywała się w atmosferę panującą w owej karczmie.

Zdjęcie http://img5.imageshack.us/img5/6857/karczmasz.jpg 20 sek. (czas na obejrzenie)




Prowadzący był średniego wzrostu, ciemnoskórym mężczyzną, całkiem przy kości. Miał na sobie białą bluzę, z falbankami w miejscu guzików, i jakieś spodnie, ale ponieważ stał za ladą to nie sposób było dociec jakie. Czoło szerokie z małymi oczami i dużymi ustami, twarz owalna. Obcięty na łyso.

?3,5?Patrzył na nowych gości z zainteresowaniem.
- Dawno tu nie widziałem, nowych twarzy, skąd jesteście ? - zapytał się zaciekawiony.
- My? Z East Blue - odpowiedział kapitan. Podaj nam coś do żarcia, najlepiej mięsko.
- Jasne już się robi - odparł gospodarz. Człowiek ten szybko zauważył, że nie ma co dłużej próbować poprowadzić dalej rozmowy, bowiem tamten myślał tylko o jedzeniu.


?4?Co więcej nie znał takiego miasta na tej wyspie, czy to możliwe? To są ludzie z poza granic wyspy? Ej Kinta rusz dupę i obsłuż nowych gości! - zawołał wzburzony gospodarz. Kontem oka spoglądał na przyjezdnych.

Zdjęcie http://img5.imageshack.us/img5/3963/kinta.jpg ok 20 sek.


Do słomianych podszedł młody chłopak, wyglądał na około 20 lat.
Ubrany był w strój lokaja z dobrze dopasowaną do całości muszką. Szczupły ale nie za bardzo, blondyn o małej wysmukłej twarzy z włosami splecionymi w krótki warkocz, Gładka, jasna cera. Uwagę przykuwały, jego duże, niebieskie oczy które raz za razem wyłaniały się spod grzywki, która je często zasłaniała.
- Czego państwo sobie życzą - zapytał kulturalnie.
- Chcemy żarcia - wieśniaczo odparł kapitan.
- Dla tego tutaj solidna porcja wszelkiego rodzaju mięsa, a dla reszty np to. - To mówiąc wskazała na wiszącą obok nich tablicę z zamówieniami.
Kelner oddalił się i wkrótce przyniósł zamówione dania.

?3?Kapitan jak zwykle pałaszował wszystko z prędkością światła. Co więcej, zgodnie z swoim zwyczajem, zwykł podczas czekania na dokładki zabierać zamówienia innych. Na szczęście, szybko Nami mu to wyperswadowała.
- Luffy do jasnej cholery, nie mógłbyś spokojnie poczekać, jak wszyscy, normalnie? Na ciebie nie ma mocnych i robisz co chcesz, ale tym razem nie pozwalam ci na to. - odparła.
- Panienka Nami ma rację, mieliśmy nie rzucać się w oczy, tak będzie lepiej - dodał Sanji. Kapitan zrobił kwaśną minę, ale potem już jadł spokojnie, co dla Choppera było SF.


****



Po wyjściu z tawerny, lekarz nadal nie dowierzał temu co zobaczył, kucharz słomianych podobnie, ale gdzie tam mu w głowie Luffy jak obok była Nami...
- Dobra, my się najedliśmy, ale trzeba pomyśleć o innych - rzekł renifer.
- Właśnie, musimy kupić dużo składników, aby przyrządzić posiłek także dla słodkiej Robin ? wykrzyknął radośnie kucharz.


Gdy już zrobili zakupy i mieli wracać na statek, drogę zabiegł im chłopak który wcześniej ich obsługiwał.
- Kinta tak? O co Ci chodzi? - zapytała stanowczo pani nawigator. Chłopak spojrzał zawstydzonym wzrokiem, w ziemię.
- Ja.. ja mam do was prośbę. Wy jesteście piratami prawda? - mówił nerwowym tonem, widać było, że bał się tej rozmowy. Słomianych mocno zdziwił fakt, że owy chłopak ich nie zna w końcu byli już całkiem dobrze znani na świecie. Rudowłosa szybko przypomniała sobie, że w istocie podczas ich spaceru, nie zauważyła ani jednego listu gończego.
- Jasne, jestem Monkey D. Luffy, człowiek, który zostanie królem piratów - odpowiedział kapitan.
- Proponuję, abyśmy zmienili miejsce. Może na tyłach gospody? - zaproponował chłopak.
- Ok - Luffy zgodził się bez wahania.
Chłopak prowadził ich do miejsca, gdzie niedawno jedli swój posiłek.


- No, ile może zajmować krótki rekonesansik? - skarżył się Usopp.
- Wiesz, pewnie tamta poszła do sklepu z ciuchami i oni biedni muszą czekać, aż ta się na coś, zdecyduje - wymyślił Franky. - Temu jakoś to nie przeszkadza - spojrzał na leżącego szermierza. - Co będziemy tak siedzieć i czekać, aż nam dupy mchem obrosną, ruszmy się gdzieś - zaproponował.
- No, możesz wziąć Zoro i iść po zapasy, albo beczki z rumem. Rum! No tak! To tego nie mogłem skojarzyć! - uderzył w dłonie.
- Rum ? - zbudził się Zoro. - Po rum to ja mogę pójść w ostateczności- rzucił szermierz.

- No, ja zostanę z Robin i Brook'em będziemy pilnować statku. - zaproponował długonosy.
- No, a gdzie oni w ogóle są? - spojrzał na Usopp'a przenikliwym wzrokiem.
- No wiesz, tam gdzieś... no nie wiem słyszałem, że chciała poćwiczyć grę na skrzypcach. Na skrzypcach?- zdziwił się Franky.

Co zrobi Franky?

a) Nic nie zrobi, przecież on jest kościotrupem no i uczy ją tylko gry na skrzypcach.
b) Mimo wszystko Franky?emu coś tu nie pasuje.

B
Spoiler :
- Oszalałeś, nie będę zawracał sobie głowy takim duperelem. Sprawdzę to jutro. - Po minie mężczyzny widać było, iż niezbyt przejął się słowami Brook'a.
Zabawa wreszcie chyliła się ku końcowi. Większość leżała na pokładzie, bowiem nie miała sił doczołgać się do swojej kajuty. Jedynymi "trzeźwymi" byli Nami, Franky i Chopper. Cyborg ujął Robin w swe potężne ręce i zaniósł do kajuty dziewcząt. Wraz z nim poszła Nami. Lekarz postanowił zakraść się, do swojego labulatorium. Cieśla i pani nawigator wrócili na pokład.
- A wy byki będziecie tak tu spać? - To mówiąc szturchnął nogą Zoro.
- Niech leży, on tam lubi spać na dworze - zaręczała rudowłosa.
- Będę królem piratów - usłyszeli z lewej.
- A teraz, zaśpiewajmy 764 pieśń chwalącą wielkiego Usoppa - mruczał długonosy z prawej.
- Ja nie mogę skaranie boskie z nimi. Niech wszyscy pochorują. - Nami postanowiła się nimi nie przejmować, takiego typu się nie zmieni, do tego trzeba przywyknąć. Wróciła do kajuty i zamknęła za sobą drzwi. Cutty Flam dojrzał światło w pokoju lekarskim. Zdenerwowany natychmiast pobiegł do miejsca skąd dochodziło.
- A ty nocny marku? - zwrócił się do Choppera. Renifer pobladł na twarzy, wszyscy mogli go nakryć ,wszyscy, ale nie Franky.
- Natychmiast spać, nie mam ochoty znowu jutro drałować przy naprawianiu statku - wzburzył się cyborg. - Jak dopłyniemy na wyspę, to wydzielimy Ci specjalne sto metrów, w zasięgu których, będziesz mógł sobie, tak niebezpieczne eksperymenty, robić. A tak właściwie co ty robisz? - zaciekawił się cieśla.
- Ja nic takiego, już idę spać - bronił się lekarz.
- "Nic takiego" nie rozsadziłoby statku - oponował Franky. - Idź już lepiej spać - dodał. Renifer posłusznie opuścił pokój i poszedł do kajuty udać się na spoczynek. Franky też miał iść spać, ale nie miał ochoty słyszeć kaszlnięć i jęków chorych, więc wolał ich wszystkich przenieść do kajuty.


Mijała noc. Statek powoli, majestatycznie, sunął przecinając swym dziobem mniejsze i większe fale. Morze było spokojne, a na niebie, tylko gdzieniegdzie dało się dostrzec ciemniejsze chmury. Wtem, coś sprawiło, że jeden z załogi słomianych zerwał się na równe nogi.

http://www.youtube.com/watch?v=1oFSNkFFmSc


?4?I tym razem niezawodny instynkt pani nawigator, dał o sobie znać. Rudowłose dziewczę szybko poderwało się z łóżka. Nami od razu wybiegła na pokład, aby zobaczyć co się dzieje, bowiem przez okno z kajuty nie było widać dokładnie. Cały pokład drżał od pochrapywania części załogi. Kobieta spojrzała w górę
.?3? Tam, gdzie wcześniej, było niemal gwiaździste niebo, wystąpiło morze ciemnych jak atrament chmur. Dookoła było słychać dźwięk wyładowań atmosferycznych, przecinających nieboskłon. Wiatr się wzmógł, fale z chwili na chwilę stawały się coraz wyższe. Uderzały one olbrzymią mocą w statek. \

?4?Pewnie mała Merry, ich pierwsza karawela, roztrzaskałaby się w drobny mak w kontakcie z tak wielką siłą matki natury.
?3?Jednak Sonny dzielnie dawał sobie radę. Szósty zmysł Nami podpowiadał jej, że już za chwilę może być dużo gorzej.
- Usopp, Luffy, Zoro, Sanji , Chopper, Brook!!! Nadciąga sztorm!!! ? ostrzegła towarzyszy.
Zawołani leniwie podnieśli głowy w górę.
?4? Sytuacja z minuty na minutę, robiła się coraz gorsza. Morze wyglądało jakby cały gniew Posejdona miał paść na słomianych kapeluszy. W oddali widać było nadchodzący tajfun. Całość wyglądała niczym koniec świata. Dźwięk piorunów był ogłuszający. Totalna ciemność spowiła niebo.
Nawoływania przygnały z kajuty także Franky?ego.
- Lepiej się stąd zmywajmy! - rzucił.
Cyborg poleciał natychmiast uruchomić dodatkowy napęd.
- Uwaga niech wszyscy się czegoś chwycą!- pociągnął dźwignię. - Coup de Burst!

****


Statek wydał z siebie charakterystyczny dźwięk. Był jednak cichszy niż zwykle.
- Co się stało? - Usopp wyraźnie zaniepokoił się brakiem mocy.
- Coup de Burst! - spróbował ponownie. - Do licha!! Coś musiało się zepsuć od tego wstrząsu!? zdenerwował się cieśla.
- Ludzie mamy problem, super lot nie działa - rozgłaszał długonosy.
- Dobra poradzimy sobie jakoś nie? - Luffy zapytał załogi.
Wszyscy spojrzeli w stronę nawigatorki, pamiętali jak dzięki niej, udało im się wyjść cało z niejednego sztormu.
- Zrobię wszystko co w mojej mocy- odpowiedziała. - Ale najpierw... Bódź się leniu! - Zła pani nawigator, kopnęła w śpiącego szermierza. - Jak ty możesz nadal spać? - kontynuowała pobudkę.
- Co, aj zostaw mnie kobieto, Luffy już śniadanie? - zwrócił się w stronę kapitana.
- Jak dla kogo - westchnęła rudowłosa. - Jeżeli nie chcesz być śniadaniem okolicznych mieszkańców podwodnej krainy, to rusz tyłek, zorientuj się w sytuacji i śmigaj pomagać - nie wytrzymała. - Zwinąć żagle natychmiast!- wskazywała palcem na wciąż nie schowane żagle.
- Tak jest!- Sanji ochoczo przystąpił do wykonywania polecenia, swojej pani.
- Yohohoho ale wichura! Może pośpiewamy, żeby dodać sobie otuchy? - zaproponował muzyk.
- Yohohohoho, świetna myśl.- Widać, że kapitanowi spodobał się pomysł. Fale były jednak tak mocne, że zalewały pokład.

http://www.youtube.com/watch?v=RoZw1k-xYpE


?3?- Utoniemy! - Zaczęli naraz panikować Usopp z Chopperem.\
?4?Sytuacja wymagała najwyższego skupienia. Cała załoga, w milczeniu wykonywała instrukcje nami. Nagle w zasięgi ich wzroku, pojawiło się coś ogromnego. Był to olbrzymi tajfun jeden, z tych które wcześniej widzieli w oddali. Tajfun wyglądał niczym palec boga niszczący, wszystko na swojej drodze.
?3,5?- Jak to w nas trafi to po nas. - Roronoa stanął na dziobie statku. - Nie podchodzić ja usunę przeszkodę - zakomunikował szermierz. Jednak potężna fala zabrała go wraz z sobą do morza.
- Zoro!!! - krzyknęli słomiani.
- Głupi mech, zawsze się pcha - powiedział do siebie, Sanji, zdjął koszulkę i skoczył na ratunek.
- Nie możemy ryzykować musimy się stąd wydostać- krzyknął Luffy. Franky?emu udało się lekko zmienić kierunek statku.
- Do licha! Moje Coup de Vent nie wystarczy!
?4?W tym czasie Sanji, dzięki pomocy Robin, wrócił wraz z Zoro na pokład statku. Nagle piorun uderzył w górną wieżę. Ta stanęła w ogniu. Pożar szybko zajął żagle i dzięki pomocy wichury, prędko zaczął się rozprzestrzeniać.

?3,5?Słomiani przystąpili do gaszenia statku. Fale zalewały cały pokład, więc ogień nie długo się trzymał. Gorzej, że wskutek silnych uderzeń zaczęło pękać drewno.
- Musimy się stąd wydostać - krzyknął Usopp. Luffy nasunął mocniej swój kapelusz na głowę.
- Zostawcie to, mi - twarz chłopaka promieniała optymizmem. W sercach wszystkich zagościła nadzieja. Młody chłopak stanął na samym końcu statku. - GEAR THIRD! - zawołał. Po chwili jego dwie ręce, stały się olbrzymie niczym pół statku. Luffy wziął zamach do tyłu.
- UWAGA! - ostrzegł załogę. - Zoro tnij.
Zoro bez wahania naciął jego dłonie. Trysnęła struga krwi. Gomu Gomu no ... jego ręce zaczęły pchać go do tyłu. Robin używając mocy, chwyciła go za stopy. Wreszcie ręce znalazły się za statkiem i chłopak dokończył
- Coup the Vent! Olbrzymia moc cisnęła w wzburzoną wodę. Niewyobrażalne ciśnienie

****



wypchnęło statek w górę niczym zwielokrotniony Coup the Burst. Statek wniósł się w niebo.
Wyglądało na to, że jakoś udało się im przeżyć. Niestety olbrzymie ciśnienie, jeszcze mocniej zadziałało na wykonawcę tej niebezpiecznej techniki, Robin nie miała wystarczająco sił aby go utrzymać. Słomiany kapelusz poleciał jak strzała.
- LUFFY!!!- zawołali wszyscy widząc jak ich kapitan znika im z zasięgu wzroku.

****

LUFFY!!! LUFFY!!! LUUFFFYYYY!!!- Wołali Usopp, Nami, Chopper, Brook.


http://www.youtube.com/watch?v=pVcf0cmYs4E


?2?Szermierz stał i patrzył w dal, gdzie jeszcze przed chwilą, widział swojego towarzysza.\ Sanji zabrał Nami do kajuty, dziewczyna wyrywała się, krzyczała, aby ją puścił. \
?3,5?Obiecywałem poświęcić dla niego życie a teraz, teraz nie mogłem go uratować. ? Kościotrup padł na kolana, czuł ciężar swojej przysięgi, zawiódł.

?4?Wszyscy posmutnieli. Statek wydostał się z sztormu, ale nikt tego nie zauważył. Franky miał mętlik w głowie. Intuicja kazała mu pójść sprawdzić, czy ma to coś wspólnego z wcześniejszą dziurą zgłoszoną przez Brook'a. Być może w normalnych okolicznościach, mógłby tego nie dostrzec, jednak po tym co się wydarzyło, od razu rzucił mu się w oczy uszkodzony napęd.
?3?- Gdybym, gdybym spojrzał pod ten cholerny dywan!!! - wyrzucał sobie.
- Nie, luffy!!! - renifer stał wciąż, zwrócony w stronę do barierki. Wychylał się w nadziei, że ujrzy swego kapitana. Usopp rozpaczał na całe gardło.
- Był dla nas taki dobry... - powiedziała cicho Robin.
?2,5?Każdy ze słomianych miał sobie coś do zarzucenia, jednak największy ból w sercu czuł Chopper.\

?3,5?Jego wina była dla niego oczywista. Uszkodzenie napędu mocy wymusiło na ich kapitanie, użycie innych środków, katastrofalnych w skutkach. Z pewnością gumowy chłopak wiedział czym ryzykuje, samo nacięcie jakiego dokonał Zoro mogłoby spokojnie doprowadzić do utraty olbrzymiej ilości krwi.


-?3? Zrobił to dla nas - jęknął lekarz. - Tyle jestem mu winny, a odpłacam się w taki sposób.
?2?To przeze mnie?\
?2?To z mojej winy Luffy nie żyje!\
?3?Długonosy przerwał swój ryk podbiegł do lekarza i wymierzył mu pięść w twarz.
- Natychmiast wypluj słowa! Luffy żyje, wiem to. Na pewno... - Usopp stał patrząc przed siebie. Przypominał sobie, jak kapitan pomógł mu ochronić rodzinną wioskę. Luffy... nie chciałby abyśmy teraz płakali.
- Tak, długonosy ma rację - odrzekła Robin - także i jej ciężko było powiedzieć te słowa. Słomiany kapelusz... był wyjątkowym człowiekiem.

Najpierw uratował ją z zawalających się katakumb królewskich. Później, gdy go znowu zdradziła on przyszedł po nią.\ Nigdy nie pozwolił jej tracić nadziei. Był dla niej taki dobry. Nic więc dziwnego, że również i ona miała twarz wilgotną od łez.


?3,5?Pani nawigator wyrywała się Sanjiemu.
- Puść mnie! - dziewczyna wciąż się rwała. - Ratujcie go! Jesteście przecież potężni! - nawoływała.\
- Nami... my już nic nie możemy zrobić... - odparł. Niezwykle ciężko wychodziły mu te słowa przez gardło. Nie potrafił w żaden sposób, jej pocieszyć.
- Jak to nie możecie! Nie możemy go tak zostawić! On zjadł diabelski owoc! ROZUMIESZ! Nie ma szans na przeżycie!-
?3?Rudowłosa nie, dawała za wygraną.
Prawdopodobnie była w szoku, zła na bezradność, na to, że nie może, nic zrobić.
- Nic nie poradzimy- powtórzył, próbując ją uspokoić.
?4?- Nie! Nie!!! Czy ty wiesz co on dla mnie zrobił? Nie mogę tu stać kiedy trzeba go ratować! On podarował mi wolność rozumiesz?! Przez tyle lat byłam niewolnicą głupiego syrena, harowałam przy mapach, cały czas spoczywała na mnie, odpowiedzialność za moją rodzinną wioskę! A on mnie od tego uwolnił!!! Czy nie jesteś mu nic winien? Gdzie byś wrócił, jakby ten Krieg rozpieprzył tą twoją restauracyjkę, no gdzie!!!
?3? Nami nie potrafiła się opanować. Całą złość, za to co się stało, przelewała na biednego kucharza. Jednak i on nie mógł już znieść ciągłych lamentów dziewczyny. Sam potrzebował, spokoju, by jakoś móc zwalczyć wewnętrzny żal. Czuł, że sytuacja powoli go przerasta. Wreszcie nie wytrzymał.



?3,5?- Uspokój się do cholery- spojrzał na nią gniewnie. Myślisz, że nie wiem, że uratował Baratie? Że ja go nie polubiłem?!
Dzięki niemu przeżyłem przygody o jakich nie śniłem. Przestań się na mnie wyżywać!

?4?- ton Sanjiego wskazywał, że i on nie wiedział co począć i obiektem jego frustracji, stała się osoba najbliżej niego przebywająca. Dziewczyna się uspokoiła. - Sanji, co my teraz zrobimy! - Nawigatorka wtuliła twarz w klatkę piersiową kucharza i zaczęła płakać. Łzy płynęły jej strumieniami.\
?3?- Nie płacz panienko Nami, wszystko się jakoś ułoży - mężczyzna łagodnie położył rękę na jej głowie i przytulił do siebie.\
?3,5?Tego wieczora nie było kolacji. Nikt nie miał apetytu. Radosny dotąd pokład, opanowała głucha cisza. Słomiani nie wiedzieli co ze sobą począć. Zastanawiali się co dalej zrobią.
*****
Głucha ciszę przerwał śpiew Brooka. Nie był to jednak wesoły ton, raczej taki, który często słyszał, gdy sam żeglował na opuszczonym statku. Yohohoho yohohoho ... yohohoho yohohoho spojrzał przed siebie, w kącikach oczodołów zbierały się łzy, kościotrup jednak je opanował. yohohoho yohohoho - śpiewał już z większą przekorą. Yohohoho yohohoho binks no sake o, todeke ni yuku yo... - Brook śpiewał tę pięść zarówno w radosnych jak i smutnych chwilach a teraz nadeszły te smutne. Próbował radzić sobie jak umiał. Śpiew przypomniał mu jak niegdyś, za jego pomocą walczył z wszech obecną na jego statku samotnością, w czasach gdy był już kościotrupem. Ta piosenka zawsze była dla niego podporą, pomagała mu w trudnych momentach, gdy już jego serce nie mogło wytrzymać tej bezlitosnej samotności. Zastanawiał się co teraz pocznie. Czy wróci do Laboon? Nic go tu już nie trzymało. Ale ta załoga była jego jedyną nadzieją na normalne życie. Kto inny zaakceptowałby kościotrupa jako przyjaciela? A oni to zrobili, zaakceptowali go takim jakim był.
Franky zastanawiał się co z sobą począć. Czy wrócić do Franky family? Nie, nie mógł. Wszakże była za niego wyznaczona nagroda. Poza tym polubił tych ludzi. Byli zabawni, potrafili zaryzykować życie dla przyjaciela. Podobnie myślała większość. Choć część z nich zastanawiała się nad powrotem w rodzinne strony. Wtedy, szybko stawał przed nimi, obraz ich wspólnej przygody. Gdy tak rozsiedli się na pokładzie patrząc w gwiaździste niebo i zastanawiając się nad tym co zrobić dalej. Robin wstała i powiedziała głośno.
- Jesteście dla mnie, jak rodzina. Dzięki wam odzyskałam nadzieję, prawdziwą nadzieję na to, że będzie lepiej. Nauczyliście mnie, aby nigdy się nie poddawać. Nie chcę wracać do swojego wcześniejszego życia... Ja, ja chciałabym z wami zostać. Wszystkimi. - słowa Robin ożywiły towarzystwo. - Luffy nie byłby zadowolony, gdybyśmy teraz nie kontynuowali naszej wspólnej przygody. Chyba nie pływaliśmy razem i wspólnie narażaliśmy życie tylko dla Luffy'ego? Jesteśmy rodziną.
Wszystkim na twarz chwilowo wrócił uśmiech.
- Właśnie, jesteście wspaniałymi ludźmi, racja będzie ciężko, ale jakoś sobie poradzimy, zawsze nam się udawało - dodał Franky.
- Każdy z nas dołączył do tej załogi, ponieważ ma marzenia i nie wstydzi się o nich mówić, spełnijmy je razem. - Usopp przejął inicjatywę. Gdy zauważył, że zwrócił ich uwagę począł kontynuować swoją przemowę. - Chciałbym, abyśmy, gdy już się z nim spotkamy w zaświatach, mogliśmy z dumą spojrzeć mu w oczy, że podołaliśmy. Opowiedzieć mu całą naszą przygodę, która nas teraz czeka.
Wszyscy spojrzeli z nową nadzieją w sercach na horyzont, wznosząc wzrok ku przyszłości. W ich oczach dostrzegli na niebie swojego kapitana który machał do swojej załogi szczerząc zęby ze szczęścia, bowiem odnalazł wspaniałych przyjaciół.
- Czy to tak wyobrażałeś sobie swoją załogę, Luffy? - pomyślała Nami. Patrząc w spokojne, pogodne, niebo.


Zoro w duchu zastanawiał się, czy powinien właśnie teraz, tuż po śmierci przyjaciela, żądać wyboru nowego kapitana.



a) zażąda b) daruje to sobie
12.04.2009 21:24
Odpowiedz cytując ten post Return to top
Jutsu
Unregistered

 
Post: #5
 
Wersja bez muzyki.


Spoiler :
To tylko opening co by klimacik był.: http://www.youtube.com/watch?v=A68rJWdB0Kg




Nad statkiem Sonnym wschodził nowy dzień. Promienie słońca docierając do kajut, budziły załogę. Niemal po chwili, dało się słyszeć radosny krzyk kapitana.
- Sanji! Jedzenie! ? wykrzyknął wesoło Luffy, albowiem minęło już zdecydowanie za dużo czasu, od kiedy przyszły król piratów miał coś w ustach. Kucharz jednak, nie zwrócił nań uwagi i poleciał do kajuty kobiet. Dla Sanjiego, po za kuchnią, owe pomieszczenie jest najważniejszym miejscem na tym statku. Zapukał do drzwi.
- Ladies czas na śniadanie ? wykrzyknął entuzjastycznie mężczyzna.
- Już idziemy ? usłyszał głos z pokoju.

Robin siedziała na swoim łóżku, opierając głowę na dłoni, patrzyła w kierunku pani nawigator radośnie obejmującą skrzynię, która znajdowała się na środku pokoju.
- Widać, że jesteś prawdziwym piratem ? powiedziała do koleżanki. - Codziennie witasz się ze swoim skarbem ? dodała z uśmiechem.
Ruda dziewczyna na chwilę powstrzymała się i odwróciła głowę w kierunku towarzyszki.
- Powiedz Robin czyż nie ma piękniejszej rzeczy na świecie niż skarby? ? To mówiąc zatopiła ręce w złocie, po czym wyjęła garść pełną kosztowności i pokazała przyjaciółce. Twarz mieniła się dziwnym, złotym blaskiem, a na oczach pojawiły się znaki Beri.
- Nasza Pani nawigator chyba nigdy się nie zmieni - odpowiedziała z przekonaniem, żartobliwie Robin.

Luffy?ego nie trzeba było długo wołać. Niemal natychmiast, gdy poczuł zapach jedzenia, użył swoich gumowych umiejętności, aby w mig dostać się do kuchni. Nie wszyscy jednak podzielali entuzjazm kapitana. Usopp wraz z Chopperem chrapali tak mocno, że nawet sztorm by ich nie obudził. Z pomocą przyszedł Brook ze swoją cudowną, Czarną apaszką.
- Nie proszę! Już wstaliśmy! Już idziemy ? Dało się słyszeć głosy z kajuty.
- Ratunku! Ogłuchnę! ? krzyczał mały renifer na całe gardło. Po drobnej, acz skutecznej interwencji nowego członka załogi, dwaj pozostali piraci dołączyli do stołu.
Zewsząd było słychać gromkie śmiechy. Brook i Luffy nawzajem prześcigali się w tym, kto więcej razy uderzy nożem o stół. Zwykle Nami interweniowała, nie lubiła, gdy kapitan przesadzał, a takie uderzanie sztućcami w stół, mogło skutecznie wyprowadzić nie jednego z równowagi. Mając w pamięci ostatnie wydarzenia na Thriller Bark, zaniechała zwrócenia im uwagi.




Śniadanie przebiegło w miłej i radosnej atmosferze. Następnie każdy wrócił do swoich spraw. Pierwszy wyszedł lekarz, ze skupioną miną udał się do swej pracowni. Widocznie pracował nad czymś, co go bardzo pochłaniało. Nami od dawna nie rysowała map, postanowiła wykorzystać wolny czas, poświęcając się właśnie owemu zajęciu. Wraz z nią poszła Nico, chcą potowarzyszyć przyjaciółce. Franky z Usoppem omawiali projekt jakiegoś dziwnego, nie wiadomo czegoś. Następnie wyszli na zewnątrz, rozłożyli sprzęt na pokładzie i przystąpili do składania, bóg jeden wie czego. Kościotrup w podzięce za wspaniały posiłek, (a także nieoficjalnie z braku innych ciekawszych zajęć), zgłosił się do pomocy kucharzowi przy zmywaniu. Roronoa jak zwykle zajął się hartowaniem ciała, a słomiany kapelusz byczeniem na słoneczku. Statkiem lekko trzęsło, ale nie przeszkadzało to doświadczonej dłoni pani nawigator kreślić prostych linii.
Wtem statkiem dość mocno zatrzęsło. Nami wybiegła z hukiem.
? Co wy do jasnej anielki znowu wyrabiacie! ? Usłyszała odpowiedź.
? O co ci chodzi kobieto? My nic nie zrobiliśmy ? wzburzył się cyborg.
- Absoluteńko nic ? zawtórował długonosy. Dziewczyna jednak, nie musiała wierzyć im na słowo, bowiem już po chwili, zauważyła, że pół kuchni naprzeciwko jej kajuty, jest zasmolona, a za nią znajdują się niespowite kłęby dymu, które zasłaniają wszystko.
- Osz jasna? - wykrztusił Usopp, gdy tylko odwrócił się, chcąc zobaczyć co takiego przykuło wzrok nawigatorki. Franky natychmiast poleciał na miejsce katastrofy. Z kłębu dymu wyłoniły się dwie sylwetki, byli to: Sanji i Brook. Dym zdążył się już ulotnić i ukazał obraz nędzy i rozpaczy, połowa kuchni wraz z składzikiem i pokojem Choppera znikła z powierzchni pokładu. Wszystko było spalone, spowite kurzem i popiołem. Wyglądało na to, że coś wybuchło. Z góry dało się słyszeć śmiech szermierza.
- Hahaha nie wiedziałam, że nasz kuk może do tego stopnia przypalić pieczeń!- chichotał. Blondyn natychmiast pochwycił owy żart Zoro, ale nie miał na nic czasu, bowiem cyborg złapał ich z Brook?em za fraki.
- Co wyście do jasnej cholery zrobili! Nogi z dupy powyrywam! ? krzyczał wzburzony. Na co ?only dead bones? czując się w obowiązku pouczyć kolegę, odpowiedział mu.
- Szanowny kolego zapominasz chyba, że ja nie mam dupy tylko miednicę.
Usopp parsknął śmiechem. Franky robił się czerwony jak Don Achino. Kościotrup przerwał mu.
? Może zanim będziemy się kłócić, ugasimy te niedopałki, nim zapalą kolejne części statku. Cieśla musiał odłożyć złość na później, cała trójka zajęła się gaszeniem, Długonosy szybko przybiegł im z pomocą. Pożar udało się zdławić w zarodku.
- AAAAAAAAAAA!!! ? Kuchnia! I schowek! Na ten ryk zbiegła się pozostała część słomianych. To Luffy rozpaczał, albowiem dla niego było to porównywalne z jakimś bliżej nieokreślonym kataklizmem. Dla całej załogi od razu stało się jasne, że oznacza to zmiany w żywieniu, co szczególnie dla ich kapitana było niezwykle ważne. Wtem z pod reszty gruzów zaczął wychodzić Chopper. Gdy już się wygrzebał otrząsnął ubranie i powiedział sam do siebie.
- Chyba troszeczkę* przesadziłem? - Akurat zostawił preparat samemu sobie, i wchodził do kuchni, kiedy nastąpił wybuch, co z pewnością go uratowało.


W tym momencie trzem najbardziej poszkodowanym, wyskoczyła żyła na czole, to było dla nich zbyt wiele.
- TROSZECZKĘ?!!! wzburzył się Luffy, Franky i Sanji, ( reszta nie miała szans ich przekrzyczeć ). Natychmiast rzucili się na młodego renifera z zabójczym wzrokiem.
- Upieczemy! ? krzyczał kucharz.
- Na rożnie! ? dodał słomiany kapelusz w napadzie złości.
- Ratunku! Mordują! ? Krzyczał przestraszony renifer. - Mordują ! Lekarza!!! ? A zaraz to przecież ja.
- Panowie, połowa kuchni została zniszczona, nie mielibyście na czym go upiec - zauważyła Robin, spoglądając na uciekającego lekarza przed wściekłymi mężczyznami. Cała trójka zwiesiła głowy.
? Co racja to racja ? chórem przytaknęli. Wtem przyszły król piratów wpadł na pomysł.
? Rozpalmy ognisko! ? zaproponował. Na co cyborg zdzielił go przez łeb.
? Ja ci dam ognisko!
Chopper szukając bezpiecznej kryjówki, wskoczył na klatkę piersiową Robin. Był bezpieczny.
Pani archeolog położywszy dłoń na jego główce, ( bo malec w trakcie wygrzebywania się zapomniał kapelusza) powiedziała:
? Nie martw się panie lekarzu, oni tylko dali się ponieść emocjom.
Pani nawigator nie wytrzymawszy, wkroczyła. Wkrótce wszyscy trzej leżeli na podłodze z wielkimi guzami na głowie. Nami kontynuowała.
- Jak wam nie wstyd wygrażać naszemu przyjacielowi, przecież nie zrobił tego specjalnie ? usprawiedliwiała małego renifera.
- Ta, gadaj zdrów. Ciekawe co by było, jakby to spotkało twoje skarby - odpowiedział jej Luffy i zaraz po tym żałował. Sanji patrząc na kapitana leżącego na pokładzie bez ruchu, przełknął ślinę.
- Panienka Nami ma rację ? powiedział pocąc się. - Musimy się zastanowić co dalej.
Franky podbiegł do którejś oderwanej części ściany i chwycił ją oburącz.
- Mój mały Lionik? Szlochał. - Bu! bu! co tu jest to zastanawiania. Statek w kawałkach. Tyle pracy!
Także i kapitan złapał chandrę.
- Co ja pocznę bez gotowanego, pieczonego, smażonego, panie?
Przerwało mu uderzenie rudowłosej.
- Buu moje mięsko! ? jęknął uderzony chłopak. Nastrój udzielił się również kucharzowi, bowiem i on usiadł na klęczkach i zaczął wyrażać swój głęboki żal nad utratą kuchni. Usopp czując już, że mrok tej ( negatywnej ) atmosfery go dosięga, postanowił rozchmurzyć choć część towarzystwa.
- Ci trzej wyglądają tak, jakby ich negative ghosto capnęło.
Żart pochwycił Zoro. Szermierz próbował się powstrzymać, ale nie mógł i parsknął śmiechem
? haha masz rację identyko.
Także Chopper zaczął się śmiać będą w bezpiecznym miejscu, czyli przy dekolcie Pani archeolog. Robin przystąpiła do pocieszania.
- Nie martwcie się ? zaczęła. - Wszystko z pewnością da się odbudować. - Nami dołączyła się i rozpoczęła na swój sposób ?pocieszanie?.
- Cóż z was za mężczyźni. Zbierzcie się w sobie i to naprawcie, a nie użalacie się nad sobą.
Wtem cieśla przypomniał sobie, o olbrzymich ilościach drewna pod pokładem, schowanych na czarną godzinę. Owa czarna godzina właśnie nadeszła.
- Długonosy! ? zawołał. - Choć i mi pomóż!
Usopp podbiegł do cyborga.
- Tak jest szefie!
- My też pomożemy! - zawtórowała reszta załogi.
- Tak więc? - podjął strzelec pokładowy. - Od czego zaczniemy?
- KUCHNIA! odpowiedział Luffy. Jakoby, że z zdaniem kapitana nie wolno się sprzeczać, bo jest ono niepodważalne, załoga rozpoczęła naprawę od kuchni. Usopp nie mógł się powstrzymać od komentarza.
- Pięknie, mam zajęcie na najbliższy miesiąc.
Franky postanowił rozchmurzyć kolegę.
? Nie rozpaczaj długonosy zrobimy to w SUPAA ekspresowym tempie.




I tak dwaj nieustraszeni cieśle, ( jeden amator) pracowali przez wiele godzin nad naprawą statku. Załoga oczywiście nie pozostała bierna i pomagała im jak tylko potrafiła. Roronoa ciął drewno, pani nawigator nadzorowała przebieg prac, Nico dzięki mocy swojego owocu dostarczała na górę potrzebne materiały, Luffy odpowiadał za transport z ładowni. Sanji brał się za sushi dla wygłodniałej załogi, a Brook jak na muzyka przystało, zachęcał wszystkich do pracy różnymi melodiami. Chopper był zbyt zajęcy zbieraniem różnych pozostałości swego małego labulatorium, nikt mu jednak nie miał tego za złe, rozumieli ile warte są dla niego owe składniki. Po kilku godzinach kuchnia była już gotowa. Załoga zjadła zasłużone sushi i wróciła do pracy. Tym razem muzyk wraz z reniferem mieli bardziej aktywy udział w całym przedsięwzięciu. Naprawą schowka z racji tego, że dużo przy tym roboty nie było, zajmowali się głownie Sanji z Zoro. Wreszcie pod wieczór uderzanie młotka ustało, krzyki, nawoływania, również.Głuchą, trwającą zaledwie kilka sekund, ciszę przerwał krzyk cyborga.
- SKOŃCZONE!
- Wreszcie! ? radośnie wykrzyknął Usopp.
- Yohohoho Może z tej okazji byśmy zrobili małe party?- zaproponował kościotrup.
- Świetny pomysł odpowiedział cieśla i nie namyślając się dłużej, wyjął swoją gitarę. Pomysł spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem i po niedługim czasie cała załoga przeniosła się na pokład pokryty trawą i rozpoczęła się zabawa.



Z pierwszą piosenką, jako rekompensatę za wyniszczanie zdrowia psychicznego części załogi, przez swoje krzyki, zarówno podczas nadzoru jak i przed naprawą, wystartowała Nami. Luffy zadowolony, pochłaniał rybę którą kucharz przyrządził w naprawionej kuchence. Sam blondyn wirował w miłosnym tańcu obok pani nawigator, która teraz przypominała z swojego zachowania, bardziej piosenkarkę, aniżeli pirata. Cutty Flam, Brook doskonale wkomponowali się w rolę muzyków z jej zespołu, poprzez założenie ?supaśnych okularków?. Nami tańczyła i śpiewała do tłumu a tłum odwzajemniał jej klaśnięciami i wykrzyknięciami.


Słomiani mogli dziękować Franky?emu, że oprócz drewna schował także kilka beczek z rumem, wszak bez trunku nie było by zabawy. Rozpoczęły się śpiewy. Muzyk skakał, ?yohohohował? i przygrywał do rytmu wraz z kolegą. Cała załoga pochłaniała w dużej ilości rum. Pokład wypełniał śmiech i śpiewy słomianych. Wszyscy brali udział w piosence, podskakując i śmiejąc się wesoło. Trunek dość szybko zmył z ich twarzy trud naprawiania statku. Nie było po nich widać zmęczenia. Jak zwykle, ta sama załoga, która raz ryzykuje życie, walcząc o dobro swych przyjaciół, innym razem wesoło bawi się tańcząc i śmiejąc się wesoło. Ci, którzy akurat nie śpiewali, przyklaskiwali do rytmu. Nawet Zoro będąc lekko wstawiony ?uraczył? ich swoim głosem, co zdarzało się niezwykle rzadko.
Brook wymknął się na chwileczkę po więcej rumu. Jak przystało na nierozgarniętego kościotrupa oczywiście udał się w tym celu do schowka. Śpiewy przycichły. Na miejscu zauważył, że nie ma ani jednej beczki.
- Yohohoho, no tak, przecież wszystko wyleciało w powietrze- przypomniał sobie.
- Zaraz, zaraz a ten dywan tu po co? - W istocie, w samym kącie leżał dywan, nie wiedzieć po co, zapewne aby przykryć kawałek spalonej części.
- To zapewne, aby coś przykryć może im drewna nie starczyło i musieli jakoś zakryć? ? pomyślał.
Ostrożnie podszedł do interesującego miejsca i podniósł dywan. Mniej więcej na środku znajdowała się dziura, szeroka na 1/3 metra.
Z pokładu dochodziły głosy rozbawionego kapitana. Brook chciał jak najszybciej wrócić, myślał o biednym koledze, który w tej sytuacji musiał grać za dwóch.
- E to nic takiego. Miałam rację, zabrakło im drewna ? rzekł do siebie z przekonaniem.
- Nie ma sensu mówić o tym Franky?emu, bo jeszcze mnie wyśmieje, albo gorzej, opieprzy, bo odpowiadałem za ten sektor. A Zoro z Sanjim tak mnie przekonywali, że dadzą sobie radę. Był pewien, że na nich może polegać, teraz widząc efekty ich pracy, zaczął w to wątpić.
- Nie będę im psuł zabawy powiem później. ? Postanowił i poszedł już w odpowiednie miejsce po alkohol.

- Brook gdzieś ty był tyle czasu? Zapytał Franky, z trudem, bowiem sam nie wyrabiał bez pomocy kościotrupa. - Ja rozumiem, gdybyś żył, żebyś tam z laską poszedł. ? Z pewnością, w normalnych okolicznościach, dostałoby mu się od Nami, ale ona była zajęta śpiewaniem z resztą załogi, więc mu się upiekło.
- Poszedłem po prostu, wpierw do składziku - odpowiedział speszony Brook.

Wszyscy bogaci o dodatkowe ilości rumu znowu zaczęli wesoło podpijać. Śpiew zamienił się z czasem w wesołe okrzyki. Brook grając na czym tylko mógł, spoglądał kątem oka na Cyborga. Zastanawiał się. Powiedzieć mu czy nie? Te pytania krążyły po jego umyśle.
- Franky? - zaczął ślamazarne.
- No ? odpowiedział mu głos kolegi.
- Boja tam widziałem dziurę pod dywanem.
- Hę? ? zdziwił się niebiesko włosy. - Jaką dziurę?
I tak muzycy przygrywając rozmawiali o tym. Jak Brook zdziwił się, że ani jednej beczki nie ma, na co Franky zareagował śmiechem. O tajemniczym dywanie i znalezisku pod nim. Oczywiście rozmowa nie trwała bardzo krótko, obaj, musieli często też, dmuchać w instrumenty, ( cieśla, bowiem brał lekcje od samego mistrza ?only dead bones? i nauczył się grać proste kawałki, nie tylko na gitarze ).



Co zrobi Franky?

a) Zareaguje
b) Nic nie zrobi, w końcu to tylko brak kilu desek.
Cz2 czyli wybory.

A
Spoiler :
Franky przerwał grę.
- Co się stało? ? zapytało pijane towarzystwo. Mężczyzna nie wiedząc jeszcze samemu, czy coś się właściwie stało powiedział:
? Idę do klopa.
Na co Brook zareagował pytaniem.
? Idziesz odcedzić kartofelki? A nie zobaczyć tę dziurę? - Wyglądał na zaskoczonego reakcją towarzysza.
Cyborg zrobił minę jakby odchodząc z imprezy mówił: " Idę, bo na rano mam szkołę?, a bliski kumpel palnął:" A nie dlatego, bo mama kazała ci wrócić przed dwunastą?"
- Co się stało? - powtórzyła już nieco trzeźwiej załoga.
- A nic, nic, idę tylko coś sprawdzić na wszelki wypadek - bronił się. Załoga nie dociekała dalej kontynuowała popijawę, a cieśla zszedł zobaczyć, jaką to partaczynę zrobili Zoro z Sanjim.
- Osobiście mnie zaręczali, że dokończą robotę - tłumaczył się kościotrup idąc za lekko wzburzonym Frankym. Gdy dotarli do wspomnianego przez muzyka miejsca, cyborg podniósł dywan.
- No i? Dziura jak dziura, parę desek brakuje i tyle. O co tu robić sensację - skomentował cyborg. Jednak coś przykuło jego uwagę. Pochylił się.
- Suń no się gościu z deczka, bo mi cieniem światło zasłaniasz - zwrócił uwagę koledze.
- A to prze? a no tak! Ja mam cień yohohohoho ? Brook zaczął radośnie podskakiwać, przy okazji zasłaniając jeszcze więcej, pokładowemu cieśli.
- Skończ już z tym!- zdenerwował się cyborg. ?Only dead bones? usłużnie się przesunął. Franki wreszcie w spokoju mógł dokładnie przebadać sprawę.
- Osz ty w mordę cioci Heli! O nie! ? zawył. Zaciekawiony kościotrup podszedł spytać co się stało.
- Uszkodził się napęd do Coup the Burst! Dobrze Brook żeś to zauważył. Kto wie jak byśmy poradzili sobie, jakby się sztorm zaczął. Moglibyśmy sobie to wsadzić w dupę. Wołaj Usoppa, niech tu przyjdzie pomóc. I kogoś, kto wydaje ci się najbardziej trzeźwym z załogi.

Brook zasalutował i pobiegł wykonać zadanie. Franky długo nie czekał, ale jakoś nie był zadowolony z tej w miarę trzeźwej osoby. Muzyk w czasie drogi, naświetlił całą sytuację długonosemu i pani nawigator. Robota nie trwała krótko. Sprawy nie ułatwiał stan zawołanego cieśli. Nami miała pełne ręce roboty.
? Teraz weź to dopasuj Usopp, trochę na lewo.- Chłopak miał z tym lekkie problemy, z pewnością powodem była wcześniejsza impreza. Nie mógł biedak utrafić przedmiotu, a wszystko wokół falowało.
- Mam dość, następnym razem będę się ograniczał! ? krzyczał długonosy.
- Spoko, ze mną nie jest tak źle, więc luzaka ci pomogę - uspokajał go kolega. Strzelec nie był jednak tej samej myśli:
? Nie rozumiesz - odparł. - Ja widzę ją potrójnie?- tłumaczył.
-A, to już jest kłopot - współczuł cyborg.
- Co tam mamroczecie?- zapytał obiekt udręki Usoppa i silna motywacja, zachęcająca go do ograniczanie ilości spożywanego alkoholu, podczas następnych imprez.
- Nic, nic- odparł Franky
- Absolutnie nic- zawtórował, ponownie jak wcześniej, drugi cieśla. I tak robota szła, jak w tym wierszyku o ciuchci, powolnie i z mozołem. Aż wreszcie skończyli i wrócili na pokład. Wszyscy już spali?. Franky ujął Robin w swe potężne ręce i zaniósł do kajuty dziewcząt. Nami z przerażeniem zauważyła, że kogoś brakuje. Nie możliwym było dotrzeć o własnych siłach do kajuty, więc zaniepokoiła się. Usopp dostrzegł o co mogło chodzić dziewczynie.
- Gdzie nasza reniferowa ?Rybka?? ? spoglądał na pokład, ale w zasięgu jego wzroku nie było renifera. Za to dostrzegł palące się światło w nowym pomieszczeniu doktora.
- O patrz, tam pali się światło ? wskazał miejsce palcem.
- Już ja mu dam! Nie mamy dość drewna by znowu naprawiać skutki jego niepowodzeń. ? Nami ruszyła w kierunku owej kajuty.
? Chopper! ? drzwi otworzyły się z hukiem. ? Co ty tu robisz? Natychmiast przestań bawić się w swoje eksperymenty, jeszcze nam cały statek puścisz z dymem. - Rudowłosa nie doceniła możliwości lekarza .Ten nie dość, że potrafił przejść o własnych siłach do kajuty, to jeszcze mógł pracować w swojej pracowni. Renifer nie próbował oponować tylko zszedł z krzesła i oddalił się od rozgniewanej dziewczyny. Awanturę usłyszał Franky, dobry pan cyborg przeniósł resztę słomianych do kajuty.


Mijała noc. Statek powoli majestatycznie sunął przecinając swym dziobem mniejsze i większe fale. Morze było spokojne a na niebie tylko gdzieniegdzie dało się dostrzec ciemniejsze chmury. Wtem coś sprawiło, że jeden z załogi słomianych zerwał się na równe nogi. I tym razem niezawodny instynkt pani nawigator, dał o sobie znać. Rudowłose dziewczę szybko poderwało się z łóżka. Nami od razu wybiegła na pokład, aby zobaczyć co się dzieje, bowiem przez okno z kajuty nie było widać dokładnie. Cały pokład drżał od pochrapywania części załogi. Kobieta spojrzała w górę. Tam, gdzie wcześniej, było niemal gwiaździste niebo, wystąpiło morze ciemnych jak atrament chmur. Dookoła było słychać dźwięk wyładowań atmosferycznych, przecinających nieboskłon. Wiatr się wzmógł, fale z chwili na chwilę stawały się coraz wyższe. Uderzały one olbrzymią mocą w statek. Pewnie mała Merry, ich pierwsza karawela, roztrzaskałaby się w drobny mak w kontakcie z tak wielką siłą matki natury. Jednak Sonny dzielnie dawał sobie radę. Szósty zmysł Nami podpowiadał jej, że już za chwilę może być dużo gorzej.
- Usopp, Luffy, Zoro, Sanji , Chopper, Brook!!! Nadciąga sztorm!!! ? ostrzegła towarzyszy.
Zawołani leniwie podnieśli głowy w górę.
Sytuacja z minuty na minutę, robiła się coraz gorsza. Morze wyglądało jakby cały gniew Posejdona miał paść na słomianych kapeluszy. W oddali widać było nadchodzący tajfun. Całość wyglądała niczym koniec świata. Dźwięk piorunów był ogłuszający. Totalna ciemność spowiła niebo.
Nawoływania przygnały z kajuty także Franky?ego.
- Lepiej się stąd zmywajmy! - rzucił.
Cyborg poleciał natychmiast uruchomić dodatkowy napęd.
- Uwaga niech wszyscy się czegoś chwycą! - Pociągnął dźwignię. - Coup de Burst!

Chwilę później, słomiani lecieli już daleko poza zasięg sztormu i tajfunów. Statek miękko wylądował, na gładkiej tafli wody. Wszyscy odetchnęli z ulgą.
- Uff Mało brakowało - zaczął Usopp.
To mogło się bardzo źle skończyć - lekarz spojrzał daleko w dal, ale tak się przestraszył, że natychmiast odsunął się od barierki.
- Całe szczęście, że nasza pani nawigator się obudziła - pochwaliła Robin.
- Panienko Nami! Jesteś cudowna!- Sanji wirował wokół rudowłosej.
- Także dzięki naszym cieślom pokładowym, statek wyszedł bez szwanku - kontynuowała pani archeolog. Franky się lekko zarumienił.
- Nie no to nic takiego - podrapał się speszony po głowie.
- Tak, to właśnie dzięki wspaniałemu Panu Usopp?owi udało wam się przeżyć! Pracowałem całą noc bez wytchnienia, robiąc pracę dziesięciu ludzi! - zaczął opowiadać swoje bajeczki.
- Co?! Naprawdę? Jesteś wielki! - Chopper, jak zwykle, dał się nabrać.
- Ta, on bez mojej pomocy, nie wiedziałby nawet, w którą stronę śrubę przykręcić - oponowała nawigatorka. Lekką sprzeczkę przerwał cyborg.
- Panie i panowie. Prawdziwym bohaterem tego zdarzenia, jest nasz nowy członek załogi muzyk Brook ? w skazał otwartą dłonią w stronę kościotrupa.
- Gdyby nie dostrzegł pewnej dziury, pewnie wszyscy bylibyśmy pod wodą - kontynuował.
- Brook jestem Ci wdzięczny, za uratowanie mojej cennej załogi- dziękował mu kapitan. Kościorup kątem oka dostrzegł uśmiech uznania u szermierza.
- Yohohohohoho tak się cieszę, że mogłem się na coś przydać. Może w podzięce dostanę jakieś żeńskie majteczki?- Odwrócił się w stronę pań.
- Wybij to sobie z głowy! - Nami kopnięciem przywróciła kościotrupowi jasność myśli. Wszyscy zaczęli się śmiać.
- Co niestety - przerwał pokładowy cieśla. - Nie zmienia faktu, że zginęlibyśmy przez niedopatrzenie szermierza i kucharza. Jakby przyłożyli się do roboty, to by powiedzieli, że coś się uszkodziło, a nie przykryć dywanem i zostawić samemu sobie.
- Mówiłem ci gloniasty, żebyś się przyłożył do roboty! - rozpoczął kuk. Krótka riposta ze strony Zoro i dwaj panowie rzucili się na siebie jak te psy. Rozdzielił ich Brook.
- Panowie, spokojnie, przecież nikomu, się nic nie stało. Bawmy się, bo o to udało nam się przeżyć.
-Ta chwytaj dzień... - powiedział Roronoa zawiedziony lekko, że potyczka z kukiem skończyła się tak szybko.
- Jest tylko jedno ale - wtrąciła Nami. - Musimy jak najszybciej znaleźć jakąś wyspę bez zastanawiania się, czy log pose się nastawi, czy nie. Nie mamy zapasów, bo wszystko poszło z dymem dzięki Chopperowi. - wyjaśniła.
- Tu gdzieś na zachód powinna znajdować się wyspa, gdzie możemy nadrobić braki w zaopatrzeniu- zaproponowała Robin.
- Sasuga Robin ( tj. cała Robin, zawsze można na nią liczyć) - zachwalała nawigatorka.
- Dobra wiara, kierunek zachód! - rzucił kapitan.
Załoga radośnie odpowiedziała wezwaniem i statek posłusznie skręcił na zachód.




Długonosy zaciekawiony podszedł do pani archeolog stojącej niedaleko, siedzącego na swoim nowym ulubionym miejscu, kapitana.
- Robin skąd znasz tę wyspę? - zapytał.
- Robin jest bardzo dobrze zorientowana - pochwalił kapitan. Kobieta tylko uśmiechnęła się.
- Powiedz, co wiesz o tej wyspie na którą płyniemy? - ciągnął Usopp.
Kobieta zaczęła opowiadać, że w czasach jej "dzieciństwa" wylądowała właśnie na domniemanej wyspie. W tym miejscu lekko przystopowała. A następnie zmieniła temat, opowiadając już o samej wyspie i jej wyglądzie, z pominięciem całego jej pobytu na niej. Kapitan już nie mógł się doczekać. Nico opowiadała o wyspie, o jej miastach, dość umiejętnie pomijając momenty z jej życia.


?Wyspa jest dość duża. Jej nazwa to Owari. Nie spotkałam się z tym, aby w tamtych czasach, źle tam traktowano piratów. Ci przybywali tu głównie z potrzeby zaopatrzenia. Na wyspie mieściła się baza marynarki, w której urzędował, jakiś dość silny kapitan. Piraci próbowali zahaczać o Owari, ale nie chcąc wzbudzać uwagi marynarki zachowywali się jak zwykli ludzie, załatwiali swoje drobne sprawy i odpływali.?

W tym miejscu przerwał jej długonosy
- A jak ty się tam dostałaś ? - zapytał zaciekawiony.
- Ja dostałam się tam przez przypadek także w celu zaopatrzenia - wyminęła się Robin.

Po krótkiej przerwie wróciła do opowieści.

- Ta wyspa, była całkiem dobrym miejscem, na uzupełnienie braków owego zaopatrzenia. Wszędzie stały kramiki kupieckie, gdzie można było, za rozsądną cenę nabyć dane dobro. Na Owari, znajdowały się cztery duże miasta. Wszystko to, co teraz powiedziałam, dowiedziałam się od pewnej staruszki w sklepie. Miasta Rizengalf i Ceynera toczyły ze sobą wojnę o wpływy. Dwa pozostałe Meiris i Treno były w sojuszu z jednym z tych pierwszych.
Władcy miast, tak chciwi i zachłanni, nie zwracali uwagi na małe wsie, które znikały jedna po drugiej w ferworze walki. Teren wokół miast, szybko stał się polem bitwy. Nie chcąc wpaść w konflikt, niezwłocznie załatwiłam swoje sprawy i odpłynęłam. Nie wiem czy sytuacja na wyspie dalej jest taka sama.
- A co na to marynarka? - wtrącił długonosy.
- Problem tkwił w tym, że kapitan marynarki był skorumpowany i gotów milczeć za godziwą łapówkę, wysyłał do dowództwa fałszywe wieści, że na wyspie panuje spokój i nic się nie dzieje. Marynarka nie miała więc powodu, żeby interweniować. Osoby, które wydały się zagrożeniem dla polityki obu miast, ginęły w tajemniczych okolicznościach.
- Lu..lu luffy czy musimy płynąć na tę wyspę? - spytał przerażony strzelec. Nogi mu się trzęsły, a zęby szczękały.
- Jasne, czemu nie? Zapowiada się interesująco - kapitan spojrzał entuzjastycznie przed siebie.
Robi zachichotała.
- Nie mamy wyboru Panie długi nosie, bez prowiantu długo nie przeżyjemy, poza tym minęło z 10 lat i wszystko mogło ulec zmianie. Może nie będzie tak źle. - pocieszała przestraszonego, wzbudzającego litość w oczach, Usoppa.


Zbliżała się pora obiadu. Z jadalni dochodziły, już odgłosy całej załogi. kobieta skończyła opowieść i wszyscy trzej poszli do kuchni.






-Hej! wyspa na horyzoncie! - usłyszeli krzyk szermierza.
- Jest nareszcie ? wykrzyknął entuzjastycznie słomiany kapelusz. Wszyscy wyszli na pokład i patrzyli na wyspę z oddali.
- Ciekawe jakie nas tam będą czekały przygody - myślał Chopper.
- Hej, przygodo nadchodzimy!!! Krzyczał - wesoło kapitan, a statek płynął w kierunku nowej wyspy.

Gdy już dotarli do Owari, zaczęły pojawiać się kluczowe pytania.
- Szukamy portu czy płyniemy przed siebie - rozpoczęła Nami.
- Przed siebie, po co czekać- odparł bez namysłu beztrosko kapitan. - Okazało się, że to było pytanie retoryczne i Nami szybko uświadomiła to Luffy'emu.
- Jak myślisz? Po kiego tu w ogóle przypłynęliśmy? Po za-pa-sy! zapasy! ? Pani nawigator wyglądała na poirytowana odpowiedzią chłopaka.
- Nic mnie to nie obchodzi - odparł kapitan robiąc naburmuszoną minę.
- No ja nie wytrzymam z nim.- Zrezygnowana rudowłosa, oddaliła się.
- Pozwól, że ja się tym zajmę kobieto - odparł Usopp z zadziornym wyrazem twarzy.
Po chwili strzelec zbliżył się do przyszłego króla piratów i nienaturalnie wydłużając usta, szeptał do kapitańskiego ucha.
- Luffy nie zapomniałeś o czymś? - cichy głos doszedł uszy gumowego chłopaka.
- Nie, chcę przed siebie i kropka. - Ten machał głową na znak niezgody.
- A mięsko? Pomyśl, soczyste, dobre mięsko, już czeka na ciebie, w którejś z portowych gospód.
- A..- Zaczął się ślinić kapitan. - Nami, płyniemy do portu- oznajmił.
Za Luffym, Usopp uśmiechał się i czynił gest zwycięstwa materii nad duchem. Robin skomentowała to uśmiechem.
- Port powinien być na prawo od nas, tu zawsze były lasy, miło wiedzieć, że są nadal. Płyńmy najlepiej wzdłuż linii brzegowej. Z pewnością na któryś natrafimy - poinstruowała pani archeolog. Słomiani poszli za radą. Wkrótce, po niedługiej podróży statkiem, dostrzegli jakieś miasto portowe. Podczas pobytu na molo zauważyli, że nie wiele jest tam statków z banderą piracką.
- EE? jesteśmy tu jedyni - zdziwił się strzelec.
- Chyba nie wiele się zmieniło - stwierdziła Robin. Powinniśmy jak najszybciej załatwić swoje sprawy i opuścić tę wyspę - doradziła.
- Yohhhoho - ja w razie kłopotów mogę udawać martwego.- Próbował rozluźnić atmosferę Brook.
- Ja obronię piękną Robinuś i panienkę Nami.- oświadczył Sanji. Franky zadeklarował, że zostanie pilnować statku. Brook, aby nie wzbudzać sensacji w mieście postanowił mu potowarzyszyć. Zoro, też zbytnio nie spieszyło się, aby poznać nowe miasto, więc również został.
- To.. może ja też zostanę - zaproponował długonosy.
- Nikt cię nie zmusza - odparła Nami.
- Tym razem i ja spasuję - rzekła Nico. Wszyscy bardzo się zdziwili to, że Franky chciał naprawić statek , Zoro jest leniem, Brook nie chciał sprawiać kłopotów, a Usopp się bał, to rozumieli, ale co skłoniło Robin?

Cała reszta, ruszyła w stronę najbliższej gospody. Wkrótce okazało się, co skłoniło panią archeolog do zostania na statku.
- Robin idziesz z nami poleżeć na słoneczku? Chwilowo nic lepszego nie wymyśliliśmy - zagadał Usopp.
- Bardzo dziękuję panie długonosy za propozycję, ale chciałabym poćwiczyć trochę grę na skrzypcach.
Chłopakowi oczy wypadły z orbit.
- Co? Ty na skrzypcach? - zdziwił się. Nie chcąc jednak jej zasmucić dodał - powodzenia - i obaj się rozstali.

Kobieta zaraz po rozmowie z strzelcem pokładowym udała się do kajuty chłopaków w której siedział Brook.
- Panie kościotrupie mam do Pana prośbę.
- Yohohoho a cóż to za prośba? - zapytał zdziwiony szkielet.
- Ja chciałabym nauczyć się grać na skrzypcach, to taki piękny instrument. Usiąść sobie wieczorem i zacząć spokojnie grać, ach chciałabym potrafić grać na tym wspaniałym instrumencie - przekonywała kościotrupa.
- Ho ho yohohoho jasne czemu nie, mogę nawet teraz, chwilowo nie mam nic do roboty, a uczyć tak piękną, panią to będzie dla mnie zaszczyt. - To mówiąc, ukłonił się po dżentelmeńsku. Robin się uśmiechnęła.
Usopp wraz z Frankym zajęli się odpoczywaniem w świetle dnia.
- Jest byczo - rzekł cyborg.
- No, tylko czegoś mi brakuje, ale nie mogę sobie skojarzyć czego- odparł tamten.










Tymczasem kapitan wraz z trójką przyjaciół, kontynuowali swą wyprawę. Szli tak, obserwując miejsce do którego trafili. Otaczało ich mnóstwo domów z cegły i kamienia. Nie były one jakoś wyjątkowo uszkodzone. Wyglądały po prostu na dość stare. Przez większość czasu, szli prostą, dość szeroką ulicą, która przecinała na wskroś miasto.
Ludzie którzy ich mijali, nie wyglądali, ani na zbyt zamożnych, ani na biednych. Miejsce wydawało się dość spokojne, nie było wszędzie burd czy awantur. Zwykła spokojna mieścina. Tego dnia słońce mocno świeciło, miasto skąpane w promieniach słonecznych, wyglądało na przyjazne obcemu przybyszowi miejsce. Co jakiś czas, po ulicy przechadzali się mężczyźni elegancko ubrani rośli, z poważnym wyrazem twarzy. Prawdopodobnie to właśnie im można było zawdzięczać, owy spokój na ulicach. Słomiani szybko zauważyli, że ludzie starają się nie zbliżać do owych jegomości, często aby nie dopuścić do kontaktu wzrokowego, przechodzili na drugą stronę ulicy.
- Coś tu jest nie tak, ludzie boją się tych umundurowanych- stwierdziła Nami. Ale nikt poza nią, nie specjalnie się tym przejął.


- O, jest! - spojrzał Luffy na mały, kamienny budynek z charakterystycznymi jak to w karczmie otwieranymi drzwiami. Luffy nie mogąc się powstrzymać, zrobił tak, jak w starych westernach, pchnął mocno, obiema rękami drzwiczki i wszedł do środka.


Nikt na niego uwagi nie zwracał, każdy siedział przy swoim zamówieniu. Dookoła słychać były gwarne śmiechy, przekrzykiwania. Muzyka doskonale wkomponowywała się w atmosferę panującą w owej karczmie.

Zdjęcie http://img5.imageshack.us/img5/6857/karczmasz.jpg




Prowadzący był średniego wzrostu, ciemnoskórym mężczyzną, całkiem przy kości. Miał na sobie białą bluzę, z falbankami w miejscu guzików, i jakieś spodnie, ale ponieważ stał za ladą to nie sposób było dociec jakie. Czoło szerokie z małymi oczami i dużymi ustami, twarz owalna. Obcięty na łyso. Patrzył na nowych gości z zainteresowaniem.
- Dawno tu nie widziałem, nowych twarzy, skąd jesteście ? - zapytał się zaciekawiony.
- My? Z East Blue - odpowiedział kapitan. Podaj nam coś do żarcia, najlepiej mięsko.
- Jasne już się robi - odparł gospodarz. Człowiek ten szybko zauważył, że nie ma co dłużej próbować poprowadzić dalej rozmowy, bowiem tamten myślał tylko o jedzeniu.
Co więcej nie znał takiego miasta na tej wyspie, czy to możliwe? To są ludzie z poza granic wyspy? Ej Kinta rusz dupę i obsłuż nowych gości! - zawołał wzburzony gospodarz. Kontem oka spoglądał na przyjezdnych.

Zdjęcie http://img5.imageshack.us/img5/3963/kinta.jpg


Do słomianych podszedł młody chłopak, wyglądał na około 20 lat.
Ubrany był w strój lokaja z dobrze dopasowaną do całości muszką. Szczupły ale nie za bardzo, blondyn o małej wysmukłej twarzy z włosami splecionymi w krótki warkocz, Gładka, jasna cera. Uwagę przykuwały, jego duże, niebieskie oczy które raz za razem wyłaniały się spod grzywki, która je często zasłaniała.
- Czego państwo sobie życzą - zapytał kulturalnie.
- Chcemy żarcia - wieśniaczo odparł kapitan.
- Dla tego tutaj solidna porcja wszelkiego rodzaju mięsa, a dla reszty np to. - To mówiąc wskazała na wiszącą obok nich tablicę z zamówieniami.
Kelner oddalił się i wkrótce przyniósł zamówione dania.
Kapitan jak zwykle pałaszował wszystko z prędkością światła. Co więcej, zgodnie z swoim zwyczajem, zwykł podczas czekania na dokładki zabierać zamówienia innych. Na szczęście, szybko Nami mu to wyperswadowała.
- Luffy do jasnej cholery, nie mógłbyś spokojnie poczekać, jak wszyscy, normalnie? Na ciebie nie ma mocnych i robisz co chcesz, ale tym razem nie pozwalam ci na to. - odparła.
- Panienka Nami ma rację, mieliśmy nie rzucać się w oczy, tak będzie lepiej - dodał Sanji. Kapitan zrobił kwaśną minę, ale potem już jadł spokojnie, co dla Choppera było SF.

Po wyjściu z tawerny, lekarz nadal nie dowierzał temu co zobaczył, kucharz słomianych podobnie, ale gdzie tam mu w głowie Luffy jak obok była Nami...
- Dobra, my się najedliśmy, ale trzeba pomyśleć o innych - rzekł renifer.
- Właśnie, musimy kupić dużo składników, aby przyrządzić posiłek także dla słodkiej Robin ? wykrzyknął radośnie kucharz.
Gdy już zrobili zakupy i mieli wracać na statek, drogę zabiegł im chłopak który wcześniej ich obsługiwał.
- Kinta tak? O co Ci chodzi? - zapytała stanowczo pani nawigator. Chłopak spojrzał zawstydzonym wzrokiem, w ziemię.
- Ja.. ja mam do was prośbę. Wy jesteście piratami prawda? - mówił nerwowym tonem, widać było, że bał się tej rozmowy. Słomianych mocno zdziwił fakt, że owy chłopak ich nie zna w końcu byli już całkiem dobrze znani na świecie. Rudowłosa szybko przypomniała sobie, że w istocie podczas ich spaceru, nie zauważyła ani jednego listu gończego.
- Jasne, jestem Monkey D. Luffy, człowiek, który zostanie królem piratów - odpowiedział kapitan.
- Proponuję, abyśmy zmienili miejsce. Może na tyłach gospody? - zaproponował chłopak.
- Ok - Luffy zgodził się bez wahania.
Chłopak prowadził ich do miejsca, gdzie niedawno jedli swój posiłek.


- No, ile może zajmować krótki rekonesansik? - skarżył się Usopp.
- Wiesz, pewnie tamta poszła do sklepu z ciuchami i oni biedni muszą czekać, aż ta się na coś, zdecyduje - wymyślił Franky. - Temu jakoś to nie przeszkadza - spojrzał na leżącego szermierza. - Co będziemy tak siedzieć i czekać, aż nam dupy mchem obrosną, ruszmy się gdzieś - zaproponował.
- No, możesz wziąć Zoro i iść po zapasy, albo beczki z rumem. Rum! No tak! To tego nie mogłem skojarzyć! - uderzył w dłonie.
- Rum ? - zbudził się Zoro. - Po rum to ja mogę pójść w ostateczności- rzucił szermierz.

- No, ja zostanę z Robin i Brook'em będziemy pilnować statku. - zaproponował długonosy.
- No, a gdzie oni w ogóle są? - spojrzał na Usopp'a przenikliwym wzrokiem.
- No wiesz, tam gdzieś... no nie wiem słyszałem, że chciała poćwiczyć grę na skrzypcach. Na skrzypcach?- zdziwił się Franky.

Co zrobi Franky?

a) Nic nie zrobi, przecież on jest kościotrupem no i uczy ją tylko gry na skrzypcach.
b) Mimo wszystko Franky?emu coś tu nie pasuje.

B
Spoiler :
- Oszalałeś, nie będę zawracał sobie głowy takim duperelem. Sprawdzę to jutro. - Po minie mężczyzny widać było, iż niezbyt przejął się słowami Brook'a.
Zabawa wreszcie chyliła się ku końcowi. Większość leżała na pokładzie, bowiem nie miała sił doczołgać się do swojej kajuty. Jedynymi "trzeźwymi" byli Nami, Franky i Chopper. Cyborg ujął Robin w swe potężne ręce i zaniósł do kajuty dziewcząt. Wraz z nim poszła Nami. Lekarz postanowił zakraść się, do swojego labulatorium. Cieśla i pani nawigator wrócili na pokład.
- A wy byki będziecie tak tu spać? - To mówiąc szturchnął nogą Zoro.
- Niech leży, on tam lubi spać na dworze - zaręczała rudowłosa.
- Będę królem piratów - usłyszeli z lewej.
- A teraz, zaśpiewajmy 764 pieśń chwalącą wielkiego Usoppa - mruczał długonosy z prawej.
- Ja nie mogę skaranie boskie z nimi. Niech wszyscy pochorują. - Nami postanowiła się nimi nie przejmować, takiego typu się nie zmieni, do tego trzeba przywyknąć. Wróciła do kajuty i zamknęła za sobą drzwi. Cutty Flam dojrzał światło w pokoju lekarskim. Zdenerwowany natychmiast pobiegł do miejsca skąd dochodziło.
- A ty nocny marku? - zwrócił się do Choppera. Renifer pobladł na twarzy, wszyscy mogli go nakryć ,wszyscy, ale nie Franky.
- Natychmiast spać, nie mam ochoty znowu jutro drałować przy naprawianiu statku - wzburzył się cyborg. - Jak dopłyniemy na wyspę, to wydzielimy Ci specjalne sto metrów, w zasięgu których, będziesz mógł sobie, tak niebezpieczne eksperymenty, robić. A tak właściwie co ty robisz? - zaciekawił się cieśla.
- Ja nic takiego, już idę spać - bronił się lekarz.
- "Nic takiego" nie rozsadziłoby statku - oponował Franky. - Idź już lepiej spać - dodał. Renifer posłusznie opuścił pokój i poszedł do kajuty udać się na spoczynek. Franky też miał iść spać, ale nie miał ochoty słyszeć kaszlnięć i jęków chorych, więc wolał ich wszystkich przenieść do kajuty.


Mijała noc. Statek powoli, majestatycznie, sunął przecinając swym dziobem mniejsze i większe fale. Morze było spokojne, a na niebie, tylko gdzieniegdzie dało się dostrzec ciemniejsze chmury. Wtem, coś sprawiło, że jeden z załogi słomianych zerwał się na równe nogi.

I tym razem niezawodny instynkt pani nawigator, dał o sobie znać. Rudowłose dziewczę szybko poderwało się z łóżka. Nami od razu wybiegła na pokład, aby zobaczyć co się dzieje, bowiem przez okno z kajuty nie było widać dokładnie. Cały pokład drżał od pochrapywania części załogi. Kobieta spojrzała w górę. Tam, gdzie wcześniej, było niemal gwiaździste niebo, wystąpiło morze ciemnych jak atrament chmur. Dookoła było słychać dźwięk wyładowań atmosferycznych, przecinających nieboskłon. Wiatr się wzmógł, fale z chwili na chwilę stawały się coraz wyższe. Uderzały one olbrzymią mocą w statek. Pewnie mała Merry, ich pierwsza karawela, roztrzaskałaby się w drobny mak w kontakcie z tak wielką siłą matki natury. Jednak Sonny dzielnie dawał sobie radę. Szósty zmysł Nami podpowiadał jej, że już za chwilę może być dużo gorzej.
- Usopp, Luffy, Zoro, Sanji , Chopper, Brook!!! Nadciąga sztorm!!! ? ostrzegła towarzyszy.
Zawołani leniwie podnieśli głowy w górę.
Sytuacja z minuty na minutę, robiła się coraz gorsza. Morze wyglądało jakby cały gniew Posejdona miał paść na słomianych kapeluszy. W oddali widać było nadchodzący tajfun. Całość wyglądała niczym koniec świata. Dźwięk piorunów był ogłuszający. Totalna ciemność spowiła niebo. Nawoływania przygnały z kajuty także Franky?ego.
- Lepiej się stąd zmywajmy! - rzucił.
Cyborg poleciał natychmiast uruchomić dodatkowy napęd.
- Uwaga niech wszyscy się czegoś chwycą! - pociągnął dźwignię. - Coup de Burst!




Statek wydał z siebie charakterystyczny dźwięk. Był jednak cichszy niż zwykle.
- Co się stało? - Usopp wyraźnie zaniepokoił się brakiem mocy.
- Coup de Burst! - spróbował ponownie. - Do licha!! Coś musiało się zepsuć od tego wstrząsu!? zdenerwował się cieśla.
- Ludzie mamy problem, super lot nie działa - rozgłaszał długonosy.
- Dobra poradzimy sobie jakoś nie? - Luffy zapytał załogi.
Wszyscy spojrzeli w stronę nawigatorki, pamiętali jak dzięki niej, udało im się wyjść cało z niejednego sztormu.
- Zrobię wszystko co w mojej mocy- odpowiedziała. - Ale najpierw... Bódź się leniu! - Zła pani nawigator, kopnęła w śpiącego szermierza. - Jak ty możesz nadal spać? - kontynuowała pobudkę.
- Co, aj zostaw mnie kobieto, Luffy już śniadanie? - zwrócił się w stronę kapitana.
- Jak dla kogo - westchnęła rudowłosa. - Jeżeli nie chcesz być śniadaniem okolicznych mieszkańców podwodnej krainy, to rusz tyłek, zorientuj się w sytuacji i śmigaj pomagać - nie wytrzymała. - Zwinąć żagle natychmiast!- wskazywała palcem na wciąż nie schowane żagle.
- Tak jest!- Sanji ochoczo przystąpił do wykonywania polecenia, swojej pani.
- Yohohoho ale wichura! Może pośpiewamy, żeby dodać sobie otuchy? - zaproponował muzyk.
- Yohohohoho, świetna myśl.- Widać, że kapitanowi spodobał się pomysł. Fale były jednak tak mocne, że zalewały pokład.

- Utoniemy! - Zaczęli naraz panikować Usopp z Chopperem.
Sytuacja wymagała najwyższego skupienia. Cała załoga, w milczeniu wykonywała instrukcje nami. Nagle w zasięgi ich wzroku, pojawiło się coś ogromnego. Był to olbrzymi tajfun jeden, z tych które wcześniej widzieli w oddali. Tajfun wyglądał niczym palec boga niszczący, wszystko na swojej drodze.
- Jak to w nas trafi to po nas. - Roronoa stanął na dziobie statku. - Nie podchodzić ja usunę przeszkodę - zakomunikował szermierz. Jednak potężna fala zabrała go wraz z sobą do morza.
- Zoro!!! - krzyknęli słomiani.
- Głupi mech, zawsze się pcha - powiedział do siebie, Sanji, zdjął koszulkę i skoczył na ratunek.
- Nie możemy ryzykować musimy się stąd wydostać- krzyknął Luffy. Franky?emu udało się lekko zmienić kierunek statku.
- Do licha! Moje Coup de Vent nie wystarczy!
W tym czasie Sanji, dzięki pomocy Robin, wrócił wraz z Zoro na pokład statku. Nagle piorun uderzył w górną wieżę. Ta stanęła w ogniu. Pożar szybko zajął żagle i dzięki pomocy wichury, prędko zaczął się rozprzestrzeniać.

Słomiani przystąpili do gaszenia statku. Fale zalewały cały pokład, więc ogień nie długo się trzymał. Gorzej, że wskutek silnych uderzeń zaczęło pękać drewno.
- Musimy się stąd wydostać - krzyknął Usopp. Luffy nasunął mocniej swój kapelusz na głowę.
- Zostawcie to, mi - twarz chłopaka promieniała optymizmem. W sercach wszystkich zagościła nadzieja. Młody chłopak stanął na samym końcu statku. - GEAR THIRD! - zawołał. Po chwili jego dwie ręce, stały się olbrzymie niczym pół statku. Luffy wziął zamach do tyłu.
- UWAGA! - ostrzegł załogę. - Zoro tnij.
Zoro bez wahania naciął jego dłonie. Trysnęła struga krwi. Gomu Gomu no ... jego ręce zaczęły pchać go do tyłu. Robin używając mocy, chwyciła go za stopy. Wreszcie ręce znalazły się za statkiem i chłopak dokończył
- Coup the Vent! Olbrzymia moc cisnęła w wzburzoną wodę. Niewyobrażalne ciśnienie
wypchnęło statek w górę niczym zwielokrotniony Coup the Burst. Statek wniósł się w niebo.
Wyglądało na to, że jakoś udało się im przeżyć. Niestety olbrzymie ciśnienie, jeszcze mocniej zadziałało na wykonawcę tej niebezpiecznej techniki, Robin nie miała wystarczająco sił aby go utrzymać. Słomiany kapelusz poleciał jak strzała.
- LUFFY!!!- zawołali wszyscy widząc jak ich kapitan znika im z zasięgu wzroku.

****

LUFFY!!! LUFFY!!! LUUFFFYYYY!!!- Wołali Usopp, Nami, Chopper, Brook.


Szermierz stał i patrzył w dal, gdzie jeszcze przed chwilą, widział swojego towarzysza. Sanji zabrał Nami do kajuty, dziewczyna wyrywała się, krzyczała, aby ją puścił.
- Obiecywałem poświęcić dla niego życie a teraz, teraz nie mogłem go uratować. ? Kościotrup padł na kolana, czuł ciężar swojej przysięgi, zawiódł.
Wszyscy posmutnieli. Statek wydostał się z sztormu, ale nikt tego nie zauważył. Franky miał mętlik w głowie. Intuicja kazała mu pójść sprawdzić, czy ma to coś wspólnego z wcześniejszą dziurą zgłoszoną przez Brook'a. Być może w normalnych okolicznościach, mógłby tego nie dostrzec, jednak po tym co się wydarzyło, od razu rzucił mu się w oczy uszkodzony napęd.
- Gdybym, gdybym spojrzał pod ten cholerny dywan!!! - wyrzucał sobie.
- Nie, luffy!!! - renifer stał wciąż, zwrócony w stronę do barierki. Wychylał się w nadziei, że ujrzy swego kapitana. Usopp rozpaczał na całe gardło.
- Był dla nas taki dobry... - powiedziała cicho Robin.
Każdy ze słomianych miał sobie coś do zarzucenia, jednak największy ból w sercu czuł Chopper. Jego wina była dla niego oczywista. Uszkodzenie napędu mocy wymusiło na ich kapitanie, użycie innych środków, katastrofalnych w skutkach. Z pewnością gumowy chłopak wiedział czym ryzykuje, samo nacięcie jakiego dokonał Zoro mogłoby spokojnie doprowadzić do utraty olbrzymiej ilości krwi.
- Zrobił to dla nas - jęknął lekarz. - Tyle jestem mu winny, a odpłacam się w taki sposób.
To przeze mnie?
To z mojej winy Luffy nie żyje!
Długonosy przerwał swój ryk podbiegł do lekarza i wymierzył mu pięść w twarz.
- Natychmiast wypluj słowa! Luffy żyje, wiem to. Na pewno... - Usopp stał patrząc przed siebie. Przypominał sobie, jak kapitan pomógł mu ochronić rodzinną wioskę. Luffy... nie chciałby abyśmy teraz płakali.
- Tak, długonosy ma rację - odrzekła Robin - także i jej ciężko było powiedzieć te słowa. Słomiany kapelusz... był wyjątkowym człowiekiem.

Najpierw uratował ją z zawalających się katakumb królewskich. Później, gdy go znowu zdradziła on przyszedł po nią. Nigdy nie pozwolił jej tracić nadziei. Był dla niej taki dobry. Nic więc dziwnego, że również i ona miała twarz wilgotną od łez.
Pani nawigator wyrywała się Sanjiemu.
- Puść mnie! - dziewczyna wciąż się rwała. - Ratujcie go! Jesteście przecież potężni! - nawoływała.
- Nami... my już nic nie możemy zrobić... - odparł. Niezwykle ciężko wychodziły mu te słowa przez gardło. Nie potrafił w żaden sposób, jej pocieszyć.
- Jak to nie możecie! Nie możemy go tak zostawić! On zjadł diabelski owoc! ROZUMIESZ! Nie ma szans na przeżycie!-
Rudowłosa nie, dawała za wygraną.
Prawdopodobnie była w szoku, zła na bezradność, na to, że nie może, nic zrobić.
- Nic nie poradzimy- powtórzył, próbując ją uspokoić.
- Nie! Nie!!! Czy ty wiesz co on dla mnie zrobił? Nie mogę tu stać kiedy trzeba go ratować! On podarował mi wolność rozumiesz?! Przez tyle lat byłam niewolnicą głupiego syrena, harowałam przy mapach, cały czas spoczywała na mnie, odpowiedzialność za moją rodzinną wioskę! A on mnie od tego uwolnił!!! Czy nie jesteś mu nic winien? Gdzie byś wrócił, jakby ten Krieg rozpieprzył tą twoją restauracyjkę, no gdzie!!!
Nami nie potrafiła się opanować. Całą złość, za to co się stało, przelewała na biednego kucharza. Jednak i on nie mógł już znieść ciągłych lamentów dziewczyny. Sam potrzebował, spokoju, by jakoś móc zwalczyć wewnętrzny żal. Czuł, że sytuacja powoli go przerasta. Wreszcie nie wytrzymał.
- Uspokój się do cholery- spojrzał na nią gniewnie. Myślisz, że nie wiem, że uratował Baratie? Że ja go nie polubiłem?!
Dzięki niemu przeżyłem przygody o jakich nie śniłem. Przestań się na mnie wyżywać! - ton Sanjiego wskazywał, że i on nie wiedział co począć i obiektem jego frustracji, stała się osoba najbliżej niego przebywająca. Dziewczyna się uspokoiła. - Sanji, co my teraz zrobimy! - Nawigatorka wtuliła twarz w klatkę piersiową kucharza i zaczęła płakać. Łzy płynęły jej strumieniami.
- Nie płacz panienko Nami, wszystko się jakoś ułoży - mężczyzna łagodnie położył rękę na jej głowie i przytulił do siebie.


Tego wieczora nie było kolacji. Nikt nie miał apetytu. Radosny dotąd pokład, opanowała głucha cisza. Słomiani nie wiedzieli co ze sobą począć. Zastanawiali się co dalej zrobią.
Głucha ciszę przerwał śpiew Brooka. Nie był to jednak wesoły ton, raczej taki, który często słyszał, gdy sam żeglował na opuszczonym statku. Yohohoho yohohoho ... yohohoho yohohoho spojrzał przed siebie, w kącikach oczodołów zbierały się łzy, kościotrup jednak je opanował. yohohoho yohohoho - śpiewał już z większą przekorą. Yohohoho yohohoho binks no sake o, todeke ni yuku yo... - Brook śpiewał tę pięść zarówno w radosnych jak i smutnych chwilach a teraz nadeszły te smutne. Próbował radzić sobie jak umiał. Śpiew przypomniał mu jak niegdyś, za jego pomocą walczył z wszech obecną na jego statku samotnością, w czasach gdy był już kościotrupem. Ta piosenka zawsze była dla niego podporą, pomagała mu w trudnych momentach, gdy już jego serce nie mogło wytrzymać tej bezlitosnej samotności. Zastanawiał się co teraz pocznie. Czy wróci do Laboon? Nic go tu już nie trzymało. Ale ta załoga była jego jedyną nadzieją na normalne życie. Kto inny zaakceptowałby kościotrupa jako przyjaciela? A oni to zrobili, zaakceptowali go takim jakim był.
Franky zastanawiał się co z sobą począć. Czy wrócić do Franky family? Nie, nie mógł. Wszakże była za niego wyznaczona nagroda. Poza tym polubił tych ludzi. Byli zabawni, potrafili zaryzykować życie dla przyjaciela. Podobnie myślała większość. Choć część z nich zastanawiała się nad powrotem w rodzinne strony. Wtedy, szybko stawał przed nimi, obraz ich wspólnej przygody. Gdy tak rozsiedli się na pokładzie patrząc w gwiaździste niebo i zastanawiając się nad tym co zrobić dalej. Robin wstała i powiedziała głośno.
- Jesteście dla mnie, jak rodzina. Dzięki wam odzyskałam nadzieję, prawdziwą nadzieję na to, że będzie lepiej. Nauczyliście mnie, aby nigdy się nie poddawać. Nie chcę wracać do swojego wcześniejszego życia... Ja, ja chciałabym z wami zostać. Wszystkimi. - słowa Robin ożywiły towarzystwo. - Luffy nie byłby zadowolony, gdybyśmy teraz nie kontynuowali naszej wspólnej przygody. Chyba nie pływaliśmy razem i wspólnie narażaliśmy życie tylko dla Luffy'ego? Jesteśmy rodziną.
Wszystkim na twarz chwilowo wrócił uśmiech.
- Właśnie, jesteście wspaniałymi ludźmi, racja będzie ciężko, ale jakoś sobie poradzimy, zawsze nam się udawało - dodał Franky.
- Każdy z nas dołączył do tej załogi, ponieważ ma marzenia i nie wstydzi się o nich mówić, spełnijmy je razem. - Usopp przejął inicjatywę. Gdy zauważył, że zwrócił ich uwagę począł kontynuować swoją przemowę. - Chciałbym, abyśmy, gdy już się z nim spotkamy w zaświatach, mogliśmy z dumą spojrzeć mu w oczy, że podołaliśmy. Opowiedzieć mu całą naszą przygodę, która nas teraz czeka.
Wszyscy spojrzeli z nową nadzieją w sercach na horyzont, wznosząc wzrok ku przyszłości. W ich oczach dostrzegli na niebie swojego kapitana który machał do swojej załogi szczerząc zęby ze szczęścia, bowiem odnalazł wspaniałych przyjaciół.
- Czy to tak wyobrażałeś sobie swoją załogę, Luffy? - pomyślała Nami. Patrząc w spokojne, pogodne, niebo.


Zoro w duchu zastanawiał się, czy powinien właśnie teraz, tuż po śmierci przyjaciela, żądać wyboru nowego kapitana.



a) zażąda b) daruje to sobie
12.04.2009 21:26
Odpowiedz cytując ten post Return to top
Jutsu
Unregistered

 
Post: #6
 
Mogłem posłuchać Grigorija jak zagłosował na dobre wykorzystanie kodu spoiler. Cóż ja to zobaczyłem i oczy mnie bolały od białego. Jeżeli tak jest lepiej to niech i tak będzie.
Na swą obronę dam, iż myślałem już o przyszłości, i założyłem dział od początku tylko takie rozwiązanie widzę. Ale komi podsunął mi pomysł. No i wczoraj nie zdążyłem z edytować a dziś Vampi już zobaczyła. Alle to dobra osoba, wybaczy ;-)
Gdybym wcześniej wpadł na pomysł jak wsadzić całość to bym tu tego działu nie stukał. Sorki ludzie. No i chyba czemu piszę post pod postem jest jasne i usprawiedliwione. ;-)
12.04.2009 21:33
Odpowiedz cytując ten post Return to top
Komimasa Offline
Ślimaczek
Admirał Floty

*
Liczba postów: 5,183
Dołączył: 26.03.2009
Skąd: Poznań/ Bełchatów
Poziom ostrzeżeń: 5%
Post: #7
 
Trochę to będzie się mieszać z naszymi komentarzami ale tak już jest.

Ja na razie zrobiłem 1 cz z muzyką.

Muszę przyznać, iż póki słów nie było to pomysł klawy, bardzo ładnie muza pasowała do wydarzeń. No i ważne ty wiesz jaką muzę lubię więc jej zarzucić nic nie mogę.

Sam fik na razie jak RdR, to znaczy. Ani złe ani dobre, ciężko ocenić, bo nic się nie stało. To dajmy tak od strony fabularnej. Natomiast opis życia załogi na statku i spalenie kuchni no bomba. Wreszcie i w innym fiku widzę komizm, i to na niebagatelnym poziomie ;-) Teksty i dialogi wyszły naturalnie nikt nie jest OOC. Bardzo mi się to podoba, jednak czekam na jakieś rozwinięcie.



Cz 2 wybór A


Osz błąd ortograficzny

I kogoś który wydaje ci się najbardziej trzeźwym z załogi. - chyba "kogoś kto":P

Szósty zmysł Nami podpowiadał jej, że już za chwilę może być dużo gorzej. -po co to jej?

Lekko sprzeczkę przerwał cyborg - Składnia japońska i do tego "lekką"

W skazał otwartą dłonią w stronę kościotrupa. - Masz tu to smao co ja czyli. Wiesz gest podrapania za głową. To ja pisze: zaczął delikatnie przesuwać palcami z tylu glowy wykonujac charakterystyzny gest zaklopotania. Jak penwie zauważyłeś, im dalej tym ten opis gestu jest krótzy i tu też bym skrócił.

Nami kopnięciem przywróciła kościotrupowi jasność myśli - trzeźwość umysłu ;-)

- Robin skąd znasz tę wyspę? - zapytał.
- Robin jest bardzo dobrze zorientowana - więcej tej "Robin" dać nie mogłeś?

- Powiedz, co wiesz o tej wyspie na którą płyniemy? - ciągnął Usopp. Kobieta zaczęła opowiadać, że w czasach jej "dzieciństwa" wylądowała właśnie na Komi- ciągnął Usopp. kropka i od nowej linijki tekst od autora.

gumowego chłopaka - i ty brutusie?

Est blu - To to woła o pomstę art sobie luknij

Panienka Nami ma rację, mieliśmy nie rzucać się w oczy, tak będzie lepiej - dodał Sanji Kapitan zrobił kwaśną minę, ale potem już jadł spokojnie, co dla
Choppera było SF. Komi- Po Sanji kropka i nowe zdanie. No i co to to SF, za dużo nawiązań do naszego świata.

Aha i błagam pomarończowo włosa :->

Teraz o samym fiku. Widzę, iż podporządkowany jest osobie Franky'ego, na razie wybory tylko jego tyczą. Musze przyznać genialne. Sami możemy dopuścić do paringuu lub nie! Zależy od nas!

Słomaini to stuprocentowi Słomiani, Chopper nawet jest tak samo głupi, a tego nie było ani u mnie ani u NajaSmile Brook rzuca świetne teksty. Ten kawałek z zasłanianiem cienia no beczkaBig Grin Tak ogólnie to rozpływam się nad tym w jaki sposób ujmujesz słomianych coś pięknego. Zoro został bo leń, Big Grin

Kopa mi w dół poleciała! Robin i gra na skrzypcach genialne! To takie kobiece i zmysłowe cudo pomysł! No i Brook staje się bardziej yaku ni tatsuBig Grin Nie no ten pomysł to mnie zarył na maksa.

Opis miasta klimatyczny pewnie muzaBig Grin To zadziwiające, ze zanim to napisałeś nie czytałeś Naja, macie wyspę, gdzie mieszkańcy nic nie wiedzą o poszukiwanych piratach, są odcięci od informacji, no lolBig Grin
Ogólnie plus. Głównie za oddanie słomianych, robisz to idealnie i z humorem.
Byki sa popraw, będzie lepiej.


Muzyka no jak dla mnie idealnaBig Grin Kawałki z OP wtedy keidy tylko można, no żadna inna muza nie zbuduje tak klimatuBig Grin Ta akcja z burzą, taka zwykła, a jaka niezwykła się robi dzięki podkładowi muzycznemu.
Co do obrazków, rozwalił mnie KintaBig Grin

Fik stoi na wysokim poziomie, widać błędy w składni i naleciałości japońskiej gramy ale da sie z tym pisaćBig Grin Oczywiście do stylu i kunsztu literackiego naj czy Vampi to ci brakuje. Ale to śmiało mogę powiedzieć, Najuchowi brakuje w fiku onepiecowego klimatu, którym twój jest przepełniony.
Momentami ubogie słownictwo, i kilka kwestii niekonieczniemi pasowała. Fabuła dopiero się rozkręca, ale zaczyna się robić ciekawie. Bardzo mi się podoba, ze sam tworzę paring Franky i Robin. Hehe Franky zazdrosny o to, że brook uczy Robin gry na skrzypcach, jakie to ludzkieBig Grin

O to mi się podobało też " W nagrodę nie dostałbym kobiecych majteczek"? No cały BrokBig Grin

Jest dobry, bo bawi przyjemnie się czyta i jest Onepiecowy!


Jutsu: Poprawki postaram się nanieść, ale boli że jeszcze są błędy, stylu nie poprawię no bo i jak jak czuję, że jest dobrze? Cieszę się, że to tak odbierasz tego fika. Ja myślałem że naiwne rzeczy (nadal tak myślę) no i nie zawsze jest tak jak sobie użytkownik pomyśli, sumcio. No a co do Najucha to się nie zgadzam. U niego mało komizmu jest, ale dlatego bo on robi winnym stylu, a klimat One Piece czuć pełna piersią.
No jutro co szerzej machnę. Genialne życie moda jest :-D

Niebieski fryz mamy i razem się trzymamy!
[Obrazek: tXwp6nO.png]


13.04.2009 00:11
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Jutsu
Unregistered

 
Post: #8
 
Bardzo dziękuję za kolejny komentarz, nic tak nie cieszy. Błędy poprawione. Przejdę do odpowiedzi na "czepki". Dodam iż jak ą jakieś problemy z muzyką to zapraszam do treningu, osobiście się wysiliłem, co by pokazać.

Komimasa napisał(a):Osz błąd ortograficzny

Przykro mi firefox nie poprawił. No i nie wiem czy na "ż" czy "rz"


Komimasa napisał(a):Szósty zmysł Nami podpowiadał jej, że już za chwilę może być dużo gorzej. -po co to jej?

Tu akurat się nie zgadzam, czasem to się czepiasz :-P

Komimasa napisał(a):Lekko sprzeczkę przerwał cyborg - Składnia japońska i do tego "lekką"

Wolę tak, szczerze mówiąc jakoś mi lepiej brzmi, nad każdą kwestią się zastanawiałem. Jeżeli tak jest to niedobrze bo mam to wręcz wbite w siebie. Oczywiście mówię tu o stylu, bo lekko już poprawione.

Komimasa napisał(a):W skazał otwartą dłonią w stronę kościotrupa. - Masz tu to smao co ja czyli. Wiesz gest podrapania za głową. To ja pisze: zaczął delikatnie przesuwać palcami z tylu glowy wykonujac charakterystyzny gest zaklopotania. Jak penwie zauważyłeś, im dalej tym ten opis gestu jest krótzy i tu też bym skrócił.

Krótko jest, przesadzasz ;-)

Komimasa napisał(a):Nami kopnięciem przywróciła kościotrupowi jasność myśli - trzeźwość umysłu ;-)

Tu sprawa gustu, mi się i jedno i drugie podoba. ;-)

Komimasa napisał(a):- Robin skąd znasz tę wyspę? - zapytał.
- Robin jest bardzo dobrze zorientowana - więcej tej "Robin" dać nie mogłeś?

Myślisz, że ktoś, kto robi oddzielną korektę by za często określenia słomianych się nie powtarzały, dopuściłby do czegoś takiego? Po prostu to mówią słomiani i wtedy używają imion. Wyobraziłem sobie jakby to powiedzieli i wyszło tak. Autor może se nazywać ich jak chce ale nie oni. No jak brzmi. "Ona" z ust słomianego?

Komimasa napisał(a):gumowego chłopaka - i ty brutusie?

To nie jest gumowiec, a jakoś zastąpić musiałem.

Komimasa napisał(a):Aha i błagam pomarończowo włosa :->

Forget ;-) Przypomnij sobie zdjęcia userki np Nami. i to się nazywa rude. Czy tak, pomarańczowowłosa to IMO jest tak dziwne, że hej...

Co do recki.

No cieszy mnie bardzo jak to odbierasz. Już drugiej osobie się podoba. Nie wiem co tu ciekawego, ale może to dlatego, bo sam pisałem, no nie wiem. Co do oddania słomianych. To proste jest i przychodzi samo. Jak się podoba to się cieszę. Jednocześnie proszę się za dużo nie spodziewać. Właśnie dlatego winna być całość chyba to usunę i poczekam... To jest powtarzam, krótki fik. Lekki.
Co do Najucha. No właśnie, wyobraź sobie jak ja się czułem, jak to czytałem. Właściwie ja to czasem komentowałem. Widać pomysł doskonały, ale głupio wyszło...
Co do klimatu, ja lubię śmieszne sceny. Naj od początku tworzy napięcie, klimatu Op to ja mu nie odmówię. :-)
13.04.2009 10:25
Odpowiedz cytując ten post Return to top
Komimasa Offline
Ślimaczek
Admirał Floty

*
Liczba postów: 5,183
Dołączył: 26.03.2009
Skąd: Poznań/ Bełchatów
Poziom ostrzeżeń: 5%
Post: #9
 
Człowieku świetne. Ludzie czytać bo WARTO!

Cz 2 wybór B
Byczek -e spaniałymi l - na końcu jest

Człowieku świetne. Ludzie czytać bo warto!

Tak jak się spodziewałem, opisałeś co by by.ło jakby nie użyli Coup De Burst, i zrobiłeś to bardzo przekonująco. Czułem jakbym tam był, jakbym sam zwijał te żagle. Boska klima.
Palec boży, Gniew Posejdona świetne metafory, słownictwa to ci nie brakuje chybaBig Grin

absolutnie genialnym jest opis tego co wszyscy czują po stracie kapitana. Pewnie wróci, ale jakbyś go zabił to ja oskarka bym dałBig Grin
Totalnie generalne opisy, nawiązywania do przeszłości, to takie realistyczne, mocne. Naprawdę. az stary mi łzy właściwie zaczęły lecieć. Potem ten Brook i myśli każdego czy by nie powrócić, potem te przemowy, na miejscu i w ich stylu. Utwór Sake BInksa w tych smutnych chwilach. Bez problemu sobie wyobrażałem smutne twarze słuchające tej melodii, szkoda, że muzy nie zapuściłeś samego tego grania bez słów ale i tak bardzo nastrojowo.
Tekst "Chciałbym, abyśmy, gdy już się z nim spotkamy w zaświatach, mogliśmy z dumą spojrzeć mu w oczy, że podołaliśmy" Brakuje powiedzieć, ale i tak boski.

Co jest godne pochwały to zakończenie

"- Czy to tak wyobrażałeś sobie swoją załogę, Luffy? - pomyślała Nami. Patrząc w spokojne, pogodne, niebo."

Kolejna rzecz na plus, no i wybór czy wybrać kapitana czy nie. Część B wydaje się bardziej poważna no i są zdecydowanie ważniejsze wybory... Ale to dopiero początek.
Czekam na 3Big Grin

Edit:
Musze więcej napisać o tych nawiązaniach do przeszłości. Kazdy po kolei, fajny był tez motyw pocieszania Nami przez Sanjiego ( znowu coś jak trochę Naj, ale nie mogę nic powiedzieć, bo nie czytałes Naja wtedy. Niesamowite)
I fajnie, ze to Robin wyszła z tymi słowami, ze ejsteście jak rodzina, idealnie pasuje faktycznieSmile

Niebieski fryz mamy i razem się trzymamy!
[Obrazek: tXwp6nO.png]


20.04.2009 01:45
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Jutsu
Unregistered

 
Post: #10
 
Komimasa napisał(a):Byczek -e spaniałymi l - na końcu jest

No więc nie widzę... chodzi Ci, że "wspaniałymi" winno być?

Poprawiony ;-)

No co tu napisać, cieszę się że, się podoba. Choć dziwnie się czuję jak własny brat tak słodzi. Przecie jakoś to musiałem przedstawić, no to wyszło tak. Co do Nami i Sanji. Nie jest to nic nowego, widzę standard i po prostu dla mniej najlepiej pasowało to żeby kucharz, zwłaszcza że Usopp zajęty a co Franky miał iść? Brook yohohoho śpiewał. Co do binks sake... ubolewam, szukałem utworu, znalazłem, Ale on tam cichutko śpiewał. A szczerze mówiąc o samym graniu nie pomyślałem. A nie będę zmieniał, no bo to byłoby nie fair. Choć mało osób to czyta to się i tak cieszę, bo jak już mam komentarz to raczej pochlebny. Dziś poza nauką oczywiście wracam do korekty. ;-)
20.04.2009 14:31
Odpowiedz cytując ten post Return to top
Odpowiedz 




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Wymiana
One Piece Vampirciowo Fairy Tail Valid XHTML 1.0 Transitional Poprawny CSS!

Kontakt | One Piece Nakama | Wróć do góry | Wróć do forów | Wersja Mobilna | RSS | Mapa Nakama