Aktualny czas: 24.08.2019, 20:30 Witaj! (LogowanieRejestracja)

Odpowiedz 
Najcenniejszy skarb. (+18)
Autor Wiadomość
Syrenka Offline
Supernova

*
Liczba postów: 874
Dołączył: 04.09.2009
Skąd:
Post: #51
 
Twierdza czarnych kapeluszy była otoczona lasem. Słomiani skryli się wśród drzew, by ocenić, którędy najłatwiej się dostać do środka. Zobaczyli jak kilkadzesiąt ludzi wybiega z budynku na zewnątrz. Wszyscy z bronią w ręku, z bezwzględnym wyrazem twarzy, z którego można było odczytać rozkaz jaki dostali. ?Zabij, każdego, kto chce się wedrzeć do środka.?
- Chyba już o nas wiedzą - stwierdził szermierz widząc kolejnych wychodzących ludzi.
- Brook, Franky, Chopper zostańcie na zewnątrz - zadecydował kapitan. Wiedział, że teraz ta trójka będzie najbezpieczniejsza na zewnątrz. Byli osłabieni, nie mógł ich wciągnąć w wir walki. - my idziemy do środka uratować ich.
Pozostali towarzysze ruszyli w kierunku siedziby, wraz z nimi podążał Kizaru. Ludzie na zewnątrz nie stanowili dla nich żadnej przeszkody. Z łatwością ich pokonywali i parli uparcie do przodu, do głównego wejścia. I gdy już byli przy schodach, na ich szczycie, drogę do wejścia zagrodził im Usoop.
- Witaj Luffy w moim nowym domu - Głos strzelca była dla słomianego jak uderzenie młotem kowalskim w tył głowy. Stanął w oszołomieniu. Na twarzy kłamcy pojawił się najbardziej złowieszczy uśmiech, jaki Luffy kiedykolwiek u niego widział. Stali w bezruchu mierząc się nawzajem wzrokiem. Zdawało się, że czas zatrzymał się w miejscu, a napięcie pomiędzy nimi dwoma rosło. Kizaru zdawał się nie dostrzegać tego. Powoli podniósł swoją dłoń, z serdecznego palca wystrzelił promień, który trafił w szczyt schodów. Odłamki gruzu wzbiły się w powietrze.
- Chyba jest naszym wrogiem. - powiedział tym swoim lakonicznym głosem, po czym ruszył do przodu wprost na strzelca.



Wszystko dookoła otuliła cisza, niczym grube futro okrywające zmarznięte ciało zimą. Ile czasu minęło, nie wiedziała i nie chciała wiedzieć. Rok, miesiąc, godzina, czy może tylko krótka chwila. Nie mogła się poddać. Nie teraz gdy miała dla kogo żyć, gdy musiała chronić nowe życie. Rodziła się w niej nienawiść. Nienawiść, która dawał jej siły, by żyć, by walczyć, by móc zemścić się. Drzwi celi otworzyły się. Do środka wszedł mężczyzna. Na jego twarzy igrał uśmiech zadowolenia. Podszedł do niej i pochylił się nad nią. I w tedy otworzyła oczy, w których płonęła chęć mordu. Wszystko odbyło się z byt szybko, by mógł się zorientować co się dzieje. Paznokciami wbiła mu się w twarz i przejechała nimi po jego oczach. Mężczyzna zawył z bólu. Nim zdążył się na nią rzucić. Dziewczyna z całej siły kopnęła go w brzuch posyłając go na ścianę. Bezwładne ciało osunęło się na podłogę. Nami podeszła do niego. Zabrała drewnianą pałkę jaką miał przy sobie. Na początek, nim odzyska swoją broń, lub zdobędzie jakąś lepszą, musi wystarczyć jej to.
23.09.2009 12:10
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Redrey Offline
Yonkou
Pirat

*
Liczba postów: 2,239
Dołączył: 26.03.2009
Skąd:
Poziom ostrzeżeń: 5%
Post: #52
 
- Upadliście aż do poziomu marnych rządowych psów Schichibukai, żeby korzystać z pomocy marynarki. Żałosne... - Odrzekł Usopp, którego sylwetka rysowała się powoli w opadającym dymie.
- Ooooo... Widzę, że wyszedłeś z tego ataku bez szwanku. - Leniwie wybełkotał zaskoczony tym faktem Admirał.
- Twój promień potrzebuje dopracowania. Wystarczyło mu przeciwstawić mój, aby rozpadł się niczym szkło spadające na podłogę. - Powiedział z pogardą strzelec, zdmuchując dym sączący się z lufy jednego z pistoletów.
- Jesteś pewien!? - Krzyknął Kizaru pojawiając się za długonosym z nogą wyciągniętą w morderczych zamiarach.
Kopniak o prędkości światła spadł niczym z niebios.
- Usopp!!! - Zdążył wrzasnąć Luffy.
Nagle wszyscy stanęli w osłupieniu. Noga Jednego z najsilniejszych ludzi marynarki zawieszona była nad głową Usoppa. Shotaro pojawił się za nim znikąd i w ostatniej chwili zatrzymał nogę mieczem.
- Zgodnie z umową Ci tutaj przeżyją, przez wzgląd na twoją przeszłość. Wydaj im tę rudą dziewkę i niech stąd spieprzają, póki nie przekroczyli granic mojej cierpliwości. A co do tego typa tutaj, to ja się nim zajmę.
- Ojjjj... Nieźle chłopczyku, ale nie dasz rady mnie poko... - Nie zdołał dokończyć, gdyż rękojeść czarnego miecza wbiła się w jego brzuch i odrzuciła roztrzaskując o najbliższą ścianę.
- Logia nie jest dla mnie żadnym przeciwnikiem. - rzekł dumnie Shotaro poprawiając kapelusz spoczywające na jego głowie.
- Haki... rozumiem....


- Ojej! Uciekła hihi. I co my teraz zrobimy. Ci najemnicy się do niczego nie nadają. Nie wiem po co kapitan ich zatrudnił. Możesz go pożreć. - Powiedziała mała Saeki do potężnego ogara, który był prawie jej wzrostu.
Krew i flaki, biednego najemnika, który dał się podejść Nami pryskała wokół rozszarpywana przez bestie.
- Grzeczny piesek. - wyszeptała dziewczynka pod nosem i przełożyła swoje różowe włosy za ucho.

23.09.2009 21:02
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Syrenka Offline
Supernova

*
Liczba postów: 874
Dołączył: 04.09.2009
Skąd:
Post: #53
 
Słomiani stali przez chwili w oszołomieniu widząc, Shotaro. Pierwszy ocknął się Luffy
- Sani, Zoro. Idźcie do środka - zadecydował Luffy - uwolnijcie je
Przyjaciele spojrzeli na kapitana. Widząc jego zdecydowaną minę, i wzrok wpatrujący się w Usoppa kiwnęli na zgodę głowami. Szybko wbiegli do środka twierdzy.
- rozdzielamy się - Zoro pobiegł schodami na górę Sanji natomiast skierował się schodami w dół.
Na zewnątrz było słychać odgłosy walki, od których drżała twierdza. Pośród wznieconego pyłu stali dwaj przyjaciele.
- Usopp! Dzięki Tobie dotarliśmy tak daleko. Jesteś naszym nakama. Jeśli chcesz od nas odejść będziesz musiał mnie pokonać. Jesteś Słomianym! Jesteś jednym z nas!
29.09.2009 20:53
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Jutsu
Unregistered

 
Post: #54
 
Wróciły tamte chwile gdy walczyli wtedy na Water 7. Usopp bronił swojego ukochanego statku. TO nie była zwykła karawelka, dla wszystkich słomianych Merry była przyjaciółką, traktowali ją jak jedną z nich. Długonosy nie potrafił zrozumieć czemu Luffy zdecydował się na nowy statek. Zebrał w sobie wszystkie siły, walczył na śmierć i życie. Jego serce rozdzierało się na dwie części. Nie potrafił wybrać między dwoma przyjaciółmi: Luffym a Going Merry. Swego przeciwnika traktował całkiem poważnie, ani na chwilę nie odpuszczając, nie każdy przeżyłyby to starcie. Obaj nie dawali za wygraną walcząc o swoje przekonanie, walcząc do końca, bo jako mężczyźni postanowili bronić swoich ideałów. Tak było wtedy. A teraz? Z pewnością Usopp miał powody. Doskonale zdawał sobie sprawę, że gdy dojdzie do kolejnego pojedynku, nie będzie już odwrotu. Zaczynał nowe życie. Całkowicie do tego zmuszony, nie dano mu możliwości wybrać. Przez własną głupotę, przez słabość miał cierpieć opuszczając załogę słomianego kapelusza już na zawsze. Aby dać im jednoznacznie do zrozumienia, że to jego własny wybór, próbował, ciężkich słów, zmienił nawet image. Grubą linią oddzielił swą przeszłość od teraźniejszości. Tak bardzo pragnął by do tego nie doszło, by stał razem z nimi po tej samej stronie. Czuć ich wsparcie. Luffy wciąż wierzył. Nie poddał się. Nie wiedział, że długonosy był obserwowany z ukrycia. Nie wierzył jednak w żadne słowo, nie poznawał swego przyjaciela, Usopp nigdy by tak nie powiedział. Słomiany pamiętał te chwile gdy wyciągnął do niego rękę by zabrać go z Water 7. To wszystko było oszustwem a on chciał wiedzieć, co mogło zmusić jego było członka do czegoś takiego. Walka miała wszystko rozstrzygnąć. Nie interesował go ani Shotaro ani Kizaru, który mimo, że stanął po ich stronie to jednak tylko na pewien nieokreślony czas.
Chopper nie mógł powstrzymać łez. Już raz to widział. Nie chciał ponownie? Miał nadzieję, że to się nigdy nie powtórzy. Jednak los potrafi być złośliwy. Usopp zerkał pogardliwym, fałszywym wzrokiem na swego przyjaciela. Reniferem jak zawsze był naiwny. Nie mógł zrozumieć czemu tak się stało, nie dostrzegł fałszu. Usopp ścierał się z Luffym a on nie mógł nic na to poradzić. Franky z Brookiem nie widzieli ich wcześniejszej walki. To był pierwszy raz. Lekarz słomianych nie potrafił sobie z tym poradzić, jego ryk roznosił się po okolicznym lesie, przecinany śmiechem dowódcy czarnych kapeluszy, który cieszył się z zwycięstwa nad admirałem.

Jednak i on był w błędzie. Wkrótce Kizaru rozprysł się na miliony części. Haki nie miało takich właściwości jak kuriouseki nie powstrzymało więc jego mocy. Mógł bez najmniejszego problemu zrobić świetlistego klona.
Do uszu chudego przywódcy dobiegł śmiech mężczyzny w żółtym garniturze.
- Oj oj oj. Myślało się, że tak łatwo załatwimy admirała?
- Co? ? w oczach Shotaro rysował się strach. Przeliczył się. Według jego informacji, borsalino zachowywał się jak anemik, wszystko robił wolno i był bardzo pewny siebie. Z tego czego się dowiedział tylko pewność admirała okazałą się być prawdą. Kizaru miał w zwyczaju nie przejmować się otaczającym środowiskiem, ale gdy chodziło o życie potrafił reagować z prędkością światła. Mężczyzna zanim się obejrzał już leżał zakrwawiony, pomiędzy rozwalonymi pniami drzew.
- Jak to możliwe? - wyjęczał.
- A teraz zapłacisz za nie docenianie mnie. Życzę wieczneeego spoczynku~
Shotaro zaśmiał się pod nosem.
- Nie bądź śmieszny to jeszcze nie koniec.
Zaatakował swym mieczem w ułamku sekundy. Świst broni z niewyobrażalną prędkością przeciął smugę powietrza. Jednak to było niczym przy prędkości jednego z najsilniejszych ludzi marynarki.
Miecz światła zblokował atak dowódcy czarnych kapeluszy. Szczęk broni usłyszeli walczący słomiani. W tym momencie Usopp dostrzegł swoją szansę. Zwłaszcza, że JEJ już nie było.


Sanji biegł jak szalony. Tu gdzieś w tym zamku, była uwięziona jego miłość. Nie mógł zapomnieć też o Nico Robin, ale ją pozostawił szermierzowi. Sytuacja na zewnątrz nie wydawała się sprzyjającą. Kucharz nie mógł zaakceptować tak prędkiej porażki admirała. Miał mało czasu. Nie znał swych przeciwników. Nie miał pojęcia co mogli zrobić jego ukochanej. Czy te wydarzenia mogły wpłynąć na jej ciążę. Ciągły stres, strach z pewnością nie służył ich zdrowiu. Jako przyszły mąż, jako ojciec, nie mógł na to pozwolić. Nie potrafił wyobrazić sobie świata bez niej. Była wszystkim, myśl o niej zawładnęła jego chorym z rozpaczy i strachu umysłem. W gniewie niszczył ścianę za ścianą. ? Nami!

Zoro nie był tak w gorącej wodzie kąpany jak kucharz. Z pewnością, zachowanie Usoppa nie przypadło mu do gustu. Dla niego długonosy był skończony, ale zostały jeszcze Nami i Robin. I po to tu byli. By je uwolnić. Bezlitośnie, rozcinał kolejnych nadbiegających najemników. Krew spływała po schodach. Zraszała kamienne mury. Szermierz nie przykuwał zbytniej uwagi do zadawanych ciosów. Przeciwnik nie wymagał od niego jakichś specjalnych umiejętności. Jego tank przesiąkał krwią wrogów.. Biegł mając nadzieję, że uda mu się znaleźć tego czego szukał.

Rozwścieczony przyszły mąż, pędził jak strzała opróżniając pomieszczenie za pomieszczeniem. Dostrzegł ją. Była skuta, miała posiniaczone ręce. Jego miłość, Nami.
Natychmiast ochłonął. Podszedł do niej by uwolnić jej ręce. W tym momencie nadbiegli najemnicy.
- Wiedzieliśmy że ktoś po nią przyjdzie. No proszę zjawił się jej księciunio. ? odezwał się gruby mężczyzna z gęstym zarostem. Wszyscy wyglądali podobnie, byli zwykłymi najemnikami, takimi jakich spotkać można w każdej spelunie. Wyjęli broń. Noże połyskiwały w blasku zachodzącego słońca. Jedne z nich podszedł do blondyna.
- Trochę się spóźniłeś, twoja dziewka dotrzymała nam towarzystwa i było bardzo miło. ? wyszczerzył zęby.
Sanji osłupiał. Błyskawicznie obejrzał się za siebie. Zamarł. Miała mętny wzrok. Wpatrywała się beznamiętnie w podłogę. Kucharz czuł jak pot spływał mu po twarzy. Jak w oczach tliły się łzy.
Najemnicy na tym nie poprzestali.
- Jaka cicha. No mała nie spuszczaj buzi na kwintę. Może jeszcze raz chcesz wsiąść na byka?
Coś pękło. A po chwili mężczyźni usłyszeli trzask. To był jeden z rzezimieszków. Padł bezwładnie na ziemię. Jęczał z bólu. Miał złamany kręgosłup. Blondyn nie potrafił się już kontrolować. Sami tego chcieli, skrzywdzili ją, mogła nigdy nie dojść do siebie. Pochłonięty gniewem, miażdżył kość za kością. Został jedyny przytomny. Sanji stanął nad nim. Nie był tym samym człowiekiem, zawładnęła nim żądza zemsty. Uniósł nogę w górę celując w głowę.
- échafaud!(gilotyna)
Nastała głucha cisza. Mężczyzna zadbał o to, by nikt nie przeżył. Bezlitośnie, bez chwili zawahania dobijał jednego za drugim. Podbiegł do Nami. Wstrzymał się. Tak pragnął, znów ją objąć, poczuć słodki smak jej ust. Lecz nie mógł, nie wiedział nawet czy w ogóle jeszcze kiedyś będzie mu to dane. To co się stało, nie dało się cofnąć za dotknięciem magicznej różyczki. Zresztą? To nie była bajka. Tylko prawdziwe, nieraz bezlitosne życie. Ujął ją drżącą swą delikatną dłonią.
- Panienko Nami? - wyszeptał łagodnym, delikatnym głosem. Nie potrafił się powstrzymać. Wiedział, że nie powinien. Ukrył ją przed całym światem w swych ramionach. Łzy spływały mu po policzku. Tak cierpiał, tak bardzo cierpiał. To nie tak miało być. Całkowicie nie tak.
Był pogrążony w żalu, załamany, zrozpaczony. Nie potrafił myśleć o niczym innym. O niczym nie myślał. Poczuł jak ostrze zanurza się w jego ciele. Wypuścił Nami, dotknął ręką obolałego miejsca.
- Krew? Nie widział dokładnie, wzrok płatał mu figle. ? Nam? - opadł nieprzytomny na ziemię.
- Ech ile ja muszę się poświęcać. Mam pedała z głowy. - Odparł chłopak w długich czerwonych włosach. Wziął go na plecy. - Czas się ciebie pozbyć.

Pośrodku pustej wilgotnej celi leżała rudowłosa dziewczyna. Swoja eskapadę przypłaciła kilkunastoma siniakami. Całe ciało odmawiało jej posłuszeństwa. Tenshin był bezlitosny, bił i kopał ją nie oglądając się na jej stan. Potem wrzucił ją do tej celi. Nami znowu wróciła do punktu wyjścia. Nie udało się.


Roronoa pędził przed siebie nie wiedząc o tym co działo się na zewnątrz, czy też o tym, co działo się Sanjim. Miał złe przeczucia, nie potrafił się ich pozbyć. Otworzył kolejne drzwi. Coś usłyszał. Sandai Kitetsu zareagował niemal natychmiast. Igła odbijając się od ostrza utkwiła w podłożu. Szermierz zaśmiał się pod nosem.
- heh. A więc to ty? ? zmierzył swego przeciwnika wzrokiem.
W kącie stał blady mężczyzna z śnieżnobiałymi włosami.
- No proszę. Kogo tu przywiało.


Usopp czekał na odpowiedni moment. Strzelił w Choppera. Luffy nigdy by go o to nie podejrzewał. To była walka między nimi. Coś musiało się stać. Długonosy nigdy, nigdy, NIGDY by czegoś takiego nie zrobił. Renifer nie miał nawet sekundy na reakcję. Padł nieprzytomny na ziemię. Czerwona ciecz spłynęła po jego futerku.
- CHOPPER!!! ? ryknął Luffy na całe gardło.
Długonosemu ciężko to było zrobić. Ale tym zagraniem kupił sobie trochę tak potrzebnego czasu. Chwycił specjalny pocisk i cisnął ją w stronę walczących. Kizaru nie spodziewał się takiego ataku. Pocisk natychmiast go obezwładnił. Dał się podejść jak dziecko. Ale wraz z nim padł i przywódca czarnych kapeluszy. Syn Yasoppa podobny pocisk rzucił w stronę swych byłych towarzyszy.
- Gomu gomu no pistol!
Pięść odbiła kulkę ochraniając Franky?ego Brooka i Choppera. Strzelec spojrzał z zaskoczeniem na Luffy?ego. Tamten miał zupełnie inny wyraz twarzy. Kapitan słomianych spojrzał wściekłym wzrokiem na długonosego. Zacisnął ze złości zęby. Wziął głęboki oddech po czym ryknął na byłego przyjaciela.
- ZJEŻDŻAJ STĄD! ? łzy kapały obok jego stóp. Usopp zrozumiał. Zabrał Shotaro i pognał w kierunku twierdzy.
- Wybaczcie? - wyszeptał. Rzucił czerwoną kulkę. Ściana ognia przecięła pole walki, zagradzając drogę do twierdzy. Spojrzał tylko jak Luffy zrozpaczony biegł w stronę Choppera.


Minęło niespełna pół godziny. Zoro i Sanji ocknęli się poza granicami twierdzy. Nie rozumieli co się stało. Nie wiedzieli, że to, że żyją zawdzięczają temu, kto ich zdradził. Czy na pewno?





Tenshin posłuchał Usoppa. Wszyscy byli mocno przejęci ranami dowódcy. Nigdy nie widzieli go w takim stanie. Zastępca kapitana nie dociekał skąd ten miał log pose. Skąd znał tą wyspę. Usopp uratował ich szefa, to była rzecz bezsporna. Odpłynęli od wyspy. Kierowali się na wyspę Pharos. Tam gdzie powiedziała mu ona.

Luffy, zalewał łzami swego przyjaciela. Nigdzie nie było jego kompanów którzy wyruszyli uratować dziewczyny. Stan Choppera nie pozostawiał wątpliwości. Rana była obfita.
- Że też on! ? krzyknął kapitan. To właśnie ten, który był lekarzem, który mógł wyleczyć taka ranę, właśnie on został trafiony. Długonosy wiedział kogo zaatakować. Franky wziął renifera. Musieli uciekać. Pożar jaki wzniecił Kizaru spowijał cały las. Luffy nie potrafił pozostawić tam admirała. Tamten był bezbronny. Mimo, że to pies marynarki? mimo, że był ich wrogiem, po prostu nie mógł. Luffy nie był zwykłym piratem. Nie potrafił zostawić Borsalino na pewną śmierć. Pognał z nim na plecach w kierunku plaży.
Franky miał najgorzej, już wcześniej musiał nieść Brooka a teraz jeszcze Chopper. Ale tylko dzięki temu, że kościotrup był przywiązany tyłem do cyborga, zauważył wylatującą karteczkę.
Luffy nigdy by sobie nie wybaczył gdyby nie podniósł jej. Ale coś mu kazało. Śpieszyli się. A mimo to ta karteczka dała mu tą nieuzasadniona nadzieję. Schylił się. Skamieniał. Nic do niego nie docierało. Kizaru leżał na ziemi. Wciąż był nieprzytomny.
- To? - łzy spływały strużką po jego twarzy. Wciągnął nosem. ? To jest?
Franky zainteresował się ową karteczką.
- Co tam kapitanie, co tam jest? ? spojrzał pytającym wzrokiem na swego dowódcę.
Słomiany kapelusz czuł radość a jednocześnie ból. Na tej małej karteczce była zapisana cała prawda. Krótkim tekstem pisanym bez przerw między wyrazami. Usopp upchał tam wszystko co wiedział. Do końca pozostał z nimi. Luffy?emu zaczęło być wstyd tego co powiedział. Że na końcu zwątpił.
- Cholera nie zaufałem mu! ? krzyknął padając na kolana. ? Nie zaufałem!!!



Słońce chowało się za chmurami. Długonosy wciąż stał oparty o barierkę wpatrując się w wyspę na której znów spotkał swych przyjaciół. Płynęli tam gdzie chciał. Przysłużył im się. A jego byli przyjaciele? Modlił się by ta karteczka nigdzie się nie zawieruszyła. By Luffy poznał prawdę. Całą prawdę?

Historia Usoppa.

Spoiler :
Chłopak obudził się w swoim pokoju. Ufali mu, wiedzieli, że nie ucieknie. Nie było więc sensu go więzić. Zresztą po tym co zrobił ciężko mu byłoby wrócić? Z początku chciał walczyć, w końcu był dumnym członkiem załogi słomianego kapelusza. Ale nie po tym co zobaczył? Wiedziały o tym cztery osoby Shotaro, różowo włosa dziewczyna o imieniu Saeki on i ktoś jeszcze? Usopp nie mógł uwierzyć w to co zobaczył. To było całkowicie nie możliwe.
Nie mógł przypuszczać, że zwykłe pójście do sklepu z bronią może tak zmienić jego dotychczasowe życie. Minęło już dużo czasu od incydentu na Water 7. Długonosy zdążył już zapomnieć o tym przynajmniej na tyle by znów czuć się pełnoprawnym członkiem załogi.
Właśnie przechadzał się po mieście gdy dostrzegł to czego szukał. Jego ulubiony sklep. Nie mógł przypuszczać, że wcześniej zakradła się tam banda pana Piąchy. Zbiry stały się bardzo czułe na każde słowo długonosego po tym jak głośno mówił o złocie. Na swoje nieszczęście wspomniał też o przyszłych planach zakupowych. Wiedzieli więc gdzie pójdzie. Nie mieli zamiaru przepuścić takiej okazji. Gdy strzelec słomianych podszedł do lady, sklepikarz, a dokładniej jeden z ludzi Pana Piąchy, psiknął mu czymś w nos. Po chwili chłopak padł na ziemię. Złoczyńcy zabrali go do swojej kryjówki. Chyba zbytnio zajęli się myśleniem o złocie, bowiem nie wystawili nikogo na straży. Chociaż, banda czarnych kapeluszy i tak poradziłaby sobie z nimi bez problemu.
Długonosy siedział na swojej pryczy. Pomieszczenie było wilgotne, mógł tylko potrzeć na świat przez kraty w oknie. Pozostało mu tylko mieć nadzieję, że jego nakama go znajdą i uratują. Nie miał swojej broni, a bez niej nie czuł się zbyt pewnym siebie. Zresztą, oni grozili mu śmiercią i to wystarczyło by był potulny jak baranek. Dzień mijał mu nie wypowiedzianie długo gdy nagle usłyszał jak coś z wielkim hałasem uderza o ścianę kryjówki. Nie mógł wtedy wiedzieć, że to była banda czarnych kapeluszy, ludzi o wiele bardziej groźnych i niebezpiecznych od rzezimieszków, z którymi obecnie miał styczność. Nie miał pojęcia o tym co się działo na górze. Podszedł do drzwi krzycząc, że tam jest. Wierzył, że to jego przyjaciele przyszli po niego i wkrótce się z nimi spotka. Przeliczył się. Usłyszał jak ktoś kopie w drzwi. Odleciał wraz z nimi. Leżał zdezorientowany na ziemi. Przez rozwalane drzwi wszedł Shotaro. Przedstawił się, po czym wciąż skutego zabrał do siebie w tajemnicy przed kolegami.
Shotaro nie był zwykłym piratem. Chodziło mu tylko o załogę słomianego kapelusza konkretniej o Nico Robin. Aby zrealizować swoje plany musiał posiadać jakieś informacje o przeciwnikach, wiedział więc kim był Usopp. Dostrzegł olbrzymią niepowtarzalną szansę.
A wszystko dzięki Saeki, bez niej długonosy nie dołączyłby do nich. Usopp miał dość tego jak go traktowano, potrafił się postawić, jednak widząc to co stało się z bandą Pana Piąchy zmienił zdanie. Niedługo po tym znalazł się w osobnym pomieszczeniu wraz przywódcą bandy.
- Jestem Shotaro. Chłopcze od dzisiaj jesteś w naszej załodze, wiem, że lubi cię Nico Robin. Dzięki twojej współpracy uda nam się ją pozyskać ? mężczyzna nie krył radości, już teraz niemalże zacierał ręce na myśl o pięknej Pani archeolog.
- Możecie mnie uwięzić, ale nigdy do was nie dołączę! ? Był zdecydowany. Przyłączenie się do czarnych kapeluszy oznaczało by zdradę. A na to nie mógł sobie pozwolić. Nie po tym jak Luffy mu wybaczył. Od tego czasu Usopp poprzysiągł sobie w duchu, że prędzej umrze.
Nie chciał tego, bał się śmierci, ale przyjaźń która łączyła całą załogę dawała mu siłę by to powiedzieć. ? Prędzej umrę. W tym momencie chudy mężczyzna zaśmiał się na całe gardło.
- Haha jako trup mi się do niczego nie przydasz.
Długonosy wiedział już, że Shotaro go nie zabije. Nabrał pewności siebie. Postanowił dowiedzieć się jak najwięcej.
- Czego chcesz od Nico Robin? Co cię z nią łączy? ? zapytał odważnie patrząc prosto w oczy swemu rozmówcy . Tamten tylko się uśmiechnął. Usopp kontynuował.
- Ah tak, czyli wiesz że jestem jej znajomym? ? zagadał nonszalanckim tonem. Z jego słów biła pewność siebie. ? Ty Shotaro a może byś tak nalał winka Panu Usoppowi? - Luzacko sięgnął po kieliszek i wystawił by ten mu nalał. Nawet przywódcę czarnych kapeluszy zdziwiło zachowanie długonosego. Chwycił butelkę i nalał siedzącemu obok piratowi.
Ten wypił jednym haustem. Przetarł ręką usta po czym zadziornie zwrócił się do gospodarza.
- Niezłe winko. ? Wykonał ponowny gest. Tym razem mężczyzna obok nie nalał ponownie. Lekko zmarszczył brwi. Usopp pewnie chwycił butelkę po czym sam sobie nalał. Trzymając kieliszek w dłoni kontynuował. ? Zależy ci na niej nie? ? W charakterystyczny sposób nachylił się naigrawając się z niego. ? To musisz o czymś wiedzieć. ? Wskazał palcem na siebie po czym się uśmiechnął ? Jestem jej chłopakiem ? zaczął jak zwykle grać ? Moja droga Robin z pewnością nie zamieni z tobą słowa jeśli mi coś zrobisz. Najlepiej ? położył nogi na stół. ? traktuj mnie jak Vipa. W tym momencie brakowało tylko żeby wydmuchał dym z drogiego cygara prosto na twarz swego rozmówcy. Jakże bardzo żałował, że nie miał tej sposobności.
- Panie Usopp może pan ze mną na chwilę pozwolić? Chciałbym coś panu pokazać.
- Nie wiem czy mam na tyle czasu. Jak chcesz spotkać się z Robin wystarczy, że jej o tym powiem. ? Chłopak ani na chwilę nie stracił animuszu.
Podniósł się jednak i poszedł za gospodarzem do innego pomieszczenia. Tam właśnie ujrzał?
Leżała przykuta do jakiegoś pala. Z pewnością nie była poobijana. To była młoda dziewczyna nastolatka okryta płaszczem. Nie podobało mu się to. Nie chciał by ktoś cierpiał. Więc to takich metod się tu trzymali, albo on pójdzie na współpracę, albo ona będzie cierpieć. Tego się mógł domyślić. Shotaro z wielką satysfakcją obserwował jak zmienia się spojrzenie długonosego. Tamten lekko się pocił.
- Cholera! Jest źle! To gnoje. Spojrzał w stronę przywódcy czarnych kapeluszy.
- Czego chcesz?
- Pójdziesz teraz ze mną do pewnego pokoju, a potem gdy nadarzy się taka okazja zaatakujesz własnych przyjaciół w tym i Nico. ? Na twarz chudego mężczyzny wrócił uśmiech. Usopp zacisnął ze złości pięści. Nie chciał ryzykować zdrowia tej dziewczynki, ale jeszcze bardziej nie chciał ranić przyjaciół. Zaczął się zastanawiać co inni zrobili by na jego miejscu.
- Widzę że jeszcze się nie zdecydowałeś. Dobrze więc dam ci chwilkę. Trzymaj się. ? wyszedł. Wymieniła go w drzwiach framugi dziewczynka. Była to Saeki ta sama różowo włosa, którą poznał wcześniej.
- Cześć długi. Hihi. Może winieneś bardziej się przypatrzeć tej niewieście? ? Słomianego zaniepokoiła pewność tonu jak i lekkie naigrywanie dziewczyny obok. Któż to mógł być do cholery? Nie wiedział, a chciał. Podszedł bliżej. Spojrzał bezpośrednio w oczy przestraszonej dziewczyny. Oniemiał. To było niemożliwe. Otworzył szeroko usta. Nie mógł nic powiedzieć. Sam nie wierzył w to co widział. Dziewczyna wydała mu się obcą. Ale miała podobnie długi nos, włosy czarne, kręcone. Czy to było możliwe? Chwilę później odezwała się sama więziona.
- Bracie?

Chłopak upadł na ziemię. Próbował coś wypatrzyć w jej twarzy. Ale ona nie miała powodu kłamać. Długonosy szybko wydedukował, że może być z nimi w spółce. Ale serce podpowiadało mu co innego. Coś od niej czuł. Bliską więź. Zobaczył ją pierwszy raz w życiu jednak nie miał wątpliwości, ona jakimś bliżej nieokreślonym cudem była jego siostrą.
- Nie róbcie jej krzywdy.
? Hihi ona jest niepełnoletnia no i szef ma słabość do dzieci więc jak będziesz ładnie współpracował to nic jej się nie stanie. Czyli doszliśmy do porozumienia?
- Tak? - był zrozpaczony. Nic mu nie pozostało jak zgodzić się, miał tyle pytań do osoby skutej przed nim. Pragnął dowiedzieć się jak najwięcej, porozmawiać. Lecz wiedział, że nie będzie mu to dane. Mieli go w garści.
Saeki zaprowadziła długonosego do pokoju w którym już siedział Shotaro. Powitał Usoppa z uśmiechem na ustach. Role się odwróciły, teraz on był górą, a strzelec zaciskał zęby ze złości.
- Widzę, że przekonała cię. Bardzo się cieszę. A teraz przejdźmy do konkretów. Usiądź na tym krześle i nie ruszaj się przez dziesięć minut. Saeki.
- Już.
Dziewczyna w różowych włosach podeszła do członka słomianych. Miała malutką rzecz w ręce, on jeszcze nie wiedział czym to było. Zamknął oczy. To było najdłuższe dziesięć minut w jego życiu. Wydawało mu się jakby to trawo wieczność. Cały drżał, bał się, nie wiedział co mu zrobią. Jednak szybko się uspokoił, bo nie czuł bólu. W końcu usłyszał upragnione słowa.
- Skończone. - uśmiechnęła się niewinnie w stronę swego szefa.
Chłopak by zaskoczony, co niby mieliby mu zrobić nie dotykając go, badali? Nie ważne.
- Co teraz? ? zapytał zdecydowanym tonem.
- Jako członek mojej załogi musisz być silny. Oczywiście zwrócimy ci twój sprzęt, ale o ile to możliwe pragnąłbym zaproponować inną broń. Póki co zapraszam do poczęstunku ? uroczyście odparł gospodarz.
Saeki przyniosła mu coś na talerzu. Przypominało to pęk marchwi z tym, że końcówkami spajały się one w jedno. Były na nich dziwne szlaczki, jakby nie dokończone muszle ślimaka.
Poza owym połączeniem u dołu, cechą wyróżniającą był ich paskowy, żółto-biały kolor.
Długonosy pobladł. Nie widział nigdy prawdziwego diabelskiego owocu. Ale ten widok raczej nie pozostawiał wątpliwości.
- To? - nie mógł wykrztusić słowa.
- Tak, to diabelski owoc, smacznego.
Usopp nie chciał tego. Dotychczas w miarę radził sobie bez diabelskiej mocy. Wpadnięcie do wody oznaczało śmierć. Ale z drugiej strony taki owoc mógłby sprawić, że będzie dużo silniejszy, nie miał pojęcia jaki to typ owocu, czy jaką da moc. Nie chciał tylko by jego przyjaciele się o tym dowiedzieli. Wszystko mogłoby nie być takie jak kiedyś. Nie wyobrażał sobie żeby być np. silniejszym od Zoro. Miał do niego szacunek, bo ten ćwiczył niemal codziennie. A on tak z chwili na chwilę miałby stać się silniejszy? Nie, oni doskonale wiedzieli co mu dają, nie mogliby ryzykować, że stanie się silniejszy od nich. Poza tym mieli jego siostrę. Wciąż nie mógł w to uwierzyć. Zamknął oczy. Chwilę później oddał pusty talerz.
Po kilku sekundach poczuł zmiany. Czuł się zupełnie inaczej. Bał się tej mocy. Zaczął się przeobrażać. Patrzył ze strachem na śmiechy Shotaro i Saeki.
- Spokojnie, nic ci nie będzie.
Zmiany ustąpiły. Chłopak zamienił się w ptakopodobne coś.
-To owoc zoan tori model washi. (orzeł)

Chłopak zemdlał z nadmiaru emocji. Tracąc przytomność mógł zaobserwować uśmiech satysfakcji na twarzy przywódcy czarnych kapeluszy. Właśnie wpadł w ich łapy.
- Szefie czemu dałeś mu owoc? ? zapytał zaciekawiona dziewczyna.
- Proste. Widzę, że nie wiesz. Kiedy jego towarzysze zobaczą go w z nową mocą i on i oni zrozumieją jak są sobie odlegli. Pamiętaj żeby nikomu o tym nie mówić, niech wszyscy myślą, że dołączył dobrowolnie. Jeśli będą do niego się zwracać jak do kumpla to jeszcze bardziej pogrąży to słomianych. I ich związek z Nico Robin się zakończy!
- Ale słyszałeś co nam o nich powiedziano ona go kocha. Będzie wierzyć.
- Dlatego ? tu zamilkł. Posmutniał po czym powiedział cicho ? dlatego trzeba będzie użyć ostrzejszych środków. Pobije ją i obrazi, potraktuje jak szmatę, wtedy Nico straci nadzieję.
- Tak to dobry pomysł. Zaśmiała się na cały głos.
Razem z Shotaro śmiali się przed leżącym Usoppem. Chłopak nie wiedział jakie plany mieli względem niego.

Wszystko poszło po ich myśli. Długonosy ściskał w ręku swoje kabuto. Nie miał pojęcia jakim cudem udało im się zakraść na statek słomianych bez ich wiedzy. Cieszył się jednak, że znów ma je przy sobie. Spojrzał w stronę okna. Pod ścianą leżały dwie strzelby - jego nowa broń.
Nie chciał strzelać w swych przyjaciół z własnej broni. To było mu na rękę.
W końcu zrobił to co mu kazano. Żałował, że to powiedział. Nie rozumiał w jaki sposób Shotaro tak łatwo uwierzył w jego kłamstwo. Na koniec w ostateczności musiał zabrać Robin ze sobą. A wszyscy jego przyjaciele myślą, że ich zdradził drugi raz? Bał się, chciał wierzyć w nich, swoich przyjaciół. Ale już raz zdradził, mieli podstawy by wątpić w jego lojalność. On sam wiedział, że to zrobił, ale nie miał wyboru oni o tym nie wiedzieli. Usopp widział ich zdziwienie na twarzach, gdy ruszył na nich z nieba. Tym sposobem ostatecznie udowodnił im swoją wierność kapeluszom? W dodatku tamci traktowali go jak kolegę. Plan Shotaro się powiódł. Sytuacje pogorszył fakt, że złapali też Nami. Robin chciała się wymienić, poświęcić.
Gdy po nią leciał z trudem powstrzymywał łzy. Jednak na tym się nie skończyło. Już wtedy zasiał w swoich przyjaciołach ziarno niepokoju. Tego samego wieczoru odwiedziła go Saeki.
Długonosy nawet nie zauważył jak weszła.
- Coś taki smutny i markotny? ? pochyliła się nad nim ? głowa do góry. - Uśmiechnęła się.
- Zostaw mnie, nikt nie powiedział, że muszę udawać sam przed sobą. ? odburknął jej były członek słomianych.
- Mamy dla ciebie kolejne zadanie. Już ostatnie. Na pewno się cieszysz ? nie wiadomo była czy tę serdeczność udawała, a tak naprawdę szydziła z niego. Usopp mógł się tylko domyślać.
- Mów ? nie był w nastroju na frywolne rozmowy.
- Jak zejdziemy na ląd, to znajdziesz sobie jakiś pretekst by tą brunetkę skopać niemal do nieprzytomności.
- Co?! ? tego już było za wiele. To czego od niego żądali. Jak mogli być tak obojętnymi.
Ale jeśli tego nie zrobi nie wiadomo co stanie się z jego siostrą. W dodatku mieli jeszcze Nami, sprawa była przesądzona? Usopp nie chciał dać za wygraną. Skrzyżował ręce.
- Wybijcie to sobie z głowy.
- Wiesz zabronił mi mówić, ale chyba jesteś piratem i nie będziesz się trząsł jak ci powiem.- Powiedziała filuternie. - Będziemy mieć pewność, że nie próbujesz żadnych sztuczek. Chodź ze mną.
Długonosy usłuchał jej. Wyszli na pokład. Było późno, wszyscy już spali. Przybliżyła się do niego.
? Teraz pokażę ci coś, co sprawi, że porzucisz myśl o bohaterskiej ucieczce. - Wyjęła z kieszeni małą szkatułkę. ? Otwórz.
Były członek słomianych bał się czy nie znajdzie tam czegoś wysoce nie pożądanego. Powoli otwierał wieczko. Pocił się przy tym obficie. Piraci, to nie byli ludzie przestrzegający kodeksu moralnego. Odetchnął z wielką ulgą. Była pusta.
- Prawie żeś się posrał przy otwieraniu, wielki mi odważny pirat ? zakpiła dziewczyna w różowych włosach. - Zostawmy to. Trzymaj ją otwarciem w swoją stronę.
Strzelcowi niezbyt się do podobało. Dziewczyna cały czas wydała się czerpać z tego przyjemność. Może bawił ją jego strach? Minęło kilkadziesiąt sekund.
- Dobra. Teraz ją otwórz.
Usopp nie zdążył się przyjrzeć temu co było w środku. Miał jednak pewność, że szkatułka nie była pusta. Dziewczyna błyskawicznie chwyciła ją i zamknęła przytrzaskując biedakowi palce.
To nie był czas na głupie śmiechy. Wytrzymał ból. Całą jego uwagę skupiała szkatułka.
- ? Cholera, co ona tam włożyła?! I jak?! Czyżby użytkownik?
Dziewczyna chwyciła szkatułkę po czym wyrzuciła ją w górę, poza statek. Chwilę później rozległ się odgłos eksplozji. Hałas obudził wszystkich.
- Co to było? ? Karl wyjrzał przez okno. ? Saeki to znowu ty?!
- Jak to tylko ona to można spać dalej ? rzekł Tenshin. I wszystko uspokoiło się. Było tak cicho, że Usopp słyszał bicie własnego serca. Waliło jak młot. Zadawał sobie nieskończoną ilość pytań. Nie miał pojęcia jak to się stało.
- Powiedz jak? - Chłopak przestraszył się nie na żarty. Chciał już wiedzieć. Miał pecha. Dziewczyna lubiła się znęcać się nad niewiedzą takich ludzi jak on.
- Powiem ci tylko tyle, że podobną rzecz umieściłam w twoim ciele. Jak zaczniesz uciekać to? BUM ? hahahaha Szła w stronę swojej kajuty. Co miała mu do powiedzenia to powiedziała. Chłopak padł na ziemię. Bardzo to przeżył. Zdał sobie sprawę jak kruche stało się jego życie. Wystarczy chwila i po nim. Zniknie i ślad po nim zaginie. Zasięg eksplozji był dość duży tak więc istniała szansa, że może zabić przez omyłkę własnych przyjaciół, których miał ratować. Zalał się łzami, płakał najciszej jak mógł, nikt go przecież nie mógł usłyszeć, bo wszystko by się wydało. Pozostało mu trzymać to głęboko w sobie. Dusił się tym, nie miał z kim się tym podzielić. Został sam, mimo, że blisko były dwie jego towarzyszki. Nie mógł ich prosić o pomoc, co więcej jedną z nich miał ciężko pobić. Wzdrygnął się na samą myśl o tym.
Nie chciał tego, tak pragnął by to wszystko było tylko złym snem. Ale to była rzeczywistość, okrutna, bezlitosna. Saeki tak naprawdę znęcała się nad nim psychicznie, bo cóż może myśleć człowiek, który w każdej chwili może umrzeć, a wszystko to zależy od zachcianki jednej dziewczyny? Czuł się jak wtedy, gdy perona miała ścisnąć mu serce. Był na jej łasce. Podobnie jak wtedy, z tym, że to było realne zagrożenie. Żadne żarty. Widział to na własne oczy. Kolejne łzy bezradności spłynęły po policzkach. ? Więc to dlatego, to dlatego kazali mi siedzieć i się nie ruszać! Cholera!!!
Później doszło do tego incydentu. Były członek słomianych długo zastanawiał się co zrobić.
Szli powoli kierując się w stronę centrum wyspy. Gdy Robin go o to zapytała. Nie mógł jej odpowiedzieć. Wydawał się być obojętnym, ale w rzeczywistości były to tylko pozory.
I wtedy Robin nie wytrzymała i zaczęła krzyczeć. Coś w nim pękło. Nie potrafił tego znieść, czuł, że jak nic nie zrobi to się rozpłacze, wszystko się wyda i zginą. Postanowił zachować się jak cham. Tak, pod maską Chama nie trudno było ukryć emocje. Gdy zaczął ją kopać, pragnął to jak najszybciej zakończyć. Jednocześnie jednak chciał się powstrzymać. Nawet nie zauważył jak idealnie wypełnił swoją misję. Potrafił udawać, ale ta rola, którą miał zagrać była najtrudniejszą w jego życiu. Wymagała najwyższego poświecenia. Bił ją, kopał i wtedy dojrzał. Ten znak. To była Saeki, pewna, że się na nim nie zawiedzie. Niemal z samego rana złożyła mu kolejna wizytę mówiąc, że chciałby dodać dramatyzmu przyszłej scenie. Miał powiedzieć ?Mam was w dupie!? I zrobił to, po jej wizycie od razu przystąpiło treningu przed lustrem. Z początku nie potrafił tego powiedzieć z czasem przechodziły one przez gęsty potok łez, aż wreszcie się udało. Ale to nie było to samo. Co innego powiedzieć to do lustra co innego do ludzi z którymi razem ryzykowało się życie, z którymi tyle przeżył. Zrobił to, bo doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że gdyby Saeki chciała, zginąłby na miejscu wraz z panią archeolog. Dla jej bezpieczeństwa skopał ją niemal do nieprzytomności. Nawet splunął. Wiedział, że takim zagraniem zaskarbi sobie przychylność ze strony swych katów. W tamtej chwili sam nim był. Czy Robin nadal będzie potrafiła w niego uwierzyć, czy mu wybaczą?
Chłopak dziękował białowłosemu mężczyźnie, za to, że go powstrzymał. Czuł, że już wewnętrznie nie daje rady. Miał silną psychikę, ale to było dla niego za wiele. Jednak coś dawało mu nadzieję. Słowa jego siostry. Po ciężkim pobiciu Robin, Saeki ponownie go odwiedziła, opisując swoje odczucia. Pozwoliła mu nawet zobaczyć się z siostrą. Nie miał dużo czasu, lecz gdy tylko podszedł do niej bliżej, usłyszał.

?Gdy tylko nadarzy się taka okazja przekonaj ich by płynęli na wyspę Pharos. Powiedz, że jest tam dużo miast i będą mogli zrobić zapasy. Arhadis zaciągnij ich do tego miasta. Północny ?wschód. Tam są moi przyjaciele. ?

Jej wypowiedź go wytrąciła z równowagi. Nie po to tu przyszedł. Chciał się czegoś od niej dowiedzieć, a ona powiedziała mu coś takiego. Widać nie była głupia i doskonale zdawała sobie sprawę z ich aktualnej sytuacji. Dała mu nadzieję, bliżej nie uzasadnioną, ale zawsze.
Po tych kilku sekundach różowowłosa siłą odepchnęła ich od siebie. I w ostateczności Usopp niczego więcej się nie dowiedział Ale o tym, co powiedziała jego mu jego siostra nie wiedział nikt. Postanowił wykorzystać szansę.

- Ukryjmy się na wyspie Pharos, jest tam dużo miast i być może nawet marynarka nas tam nie znajdzie.
- Świetny pomysł ? Żywo zareagował zastępca kapitana. - Ale nie mamy log pose? - Tenshin wyglądał na rozczarowanego.
Jego reakcja była dokładnie taką, jakiej pragnął długonosy. Ściskał przedmiot w kieszeni, ona mu go dała. Podczas tej krótkie rozmowy z płaszczu wysunęła i włożyła prosto do kieszeni, przedmiot nadal spoczywał w jego kieszeni.
Długonosy triumfalnie wyjął log pose z zaznaczoną wyspą. Wice kapitan był nie mniej zaskoczony co uradowany. To ratowało całą beznadziejna sytuację. Fakt, że Usopp uratował Shotaro ułatwił mu wkradnięcie się w łaski wicekapitana.
- Doskonale, płyniemy więc na wyspę Pharos. ? Rzekł na całe gardło.
30.09.2009 16:35
Odpowiedz cytując ten post Return to top
Jutsu
Unregistered

 
Post: #55
 
Cyborg nie wiedział co zrobić. Nie groziło im już żadne niebezpieczeństwo. Teraz najważniejszy był kapitan. Wstyd mu było przyznać, ale pewnie nie tylko on w końcu zwątpił. Zbyt dużo rzeczy świadczyło przeciw długonosemu. Franky był gotów zlać go na kwaśne jabłko. Pamiętał tego chłopaka gdy musiał mu dobitnie uświadomić w jakim stanie była Merry. To nie był ktoś, kto z byle powodu stawał przeciw przyjaciołom.
Ale, cyborg na razie wiedział tylko, że Usopp nie zdradził i nic poza tym. Łzy i poczucie winy skutecznie przeszkadzały kapitanowi w wypowiedzeniu choćby jednego słowa wyjaśnienia. Słomiany wiedział już wszystko. Dał się niepotrzebnie ponieść emocjom. To było silniejsze od niego. Zauważył dużą, czerwona plamę na futerku lekarza. Przeląkł się nie na żarty. Tymczasem to był najlepszy moment, który długonosy wykorzystał perfekcyjnie. Trochę farby a przez oszustwo przyjaciela udało mu się nabrać i wrogów.
Luffy nie mógł tylko się nad sobą użalać. Był w końcu kapitanem. Pokazał kartkę Franky'emu. Nastała głucha cisza. Cyborg również był tym wszystkim zaskoczony. Próbował pocieszyć Luffy'ego.
- Słomiany... nie tylko ty zwątpiłeś... Zobaczyłeś Choppera i to dlatego. Emocje... - nie poradzisz. - Jego wysiłki nie przynosiły oczekiwanego rezultatu. Cyborg nie czuł się zbyt dobrze to mówiąc. On lubił pożartować. Ale teraz nie było o tym mowy. Nie często zdarzało mu się mówić tak poważnie. Lekko westchnął. To całe umartwianie zaczynało lekko go drażnić, będzie musiał pomyśleć co zrobić z Brook'iem, powinni poszukać Zoro i Sanjiego, zająć się ratowaniem, a nie myśleć o tym jak odbierze to długonosy.
- Słomiany. Wiemy już na czym stoimy. Nie zdradził, a to najważniejsze. Grunt, że wiemy jak było. Powinniśmy zająć się ratowaniem dziewczyn nie?
Kapitan spojrzał na swego towarzysza. Otarł łzy.
- Masz rację. Ale wpierw musimy znaleźć Sanjiego i Zoro.
- Więc na co czekamy?
Luffy spojrzał w stronę leżącego admirała.
- A on? - odparł poważnym głosem.
To zaniepokoiło cyborga. Wolał nie mieć styczności z tamtym człowiekiem.
- Tu mu nic nie grozi. A jak się obudzi, to lepiej byśmy byli poza jego zasięgiem - zaręczał cieśla.
- Nie możemy go zostawić.
Z kapitanem nie było co dyskutować. Luffy już taki był. Cyborg cierpliwie zniósł wizytę na statku marines. Ci byli wielce zaskoczeni zaistniałą sytuacją. Spodziewali się ataku, tymczasem on nie nastąpił. Piraci położyli ich przełożonego na pokładzie po czym udali się wgłąb lasu. Marines byli zbyt zdezorientowani by zadać jakieś sensowne pytanie.


W tym czasie po lesie błąkali się już dwaj zagubieni towarzysze. Obaj byli mocno ranni. Szli powoli, oparci jeden o drugiego. Zoro wolał nie wspominać o swojej porażce, Sanji nie do końca wiedział co się stało, nie uwierzył jednak by to zrobiła jego ukochana. To wszystko wydawało mu się bardzo podejrzane. Nie po tym co ją spotkało, nie zrobiła by tego. Być może wszystko to mu się tylko wydawało? - Tak to była jakaś cholerna iluzja i nic więcej - próbował przekonać sam siebie.
Wreszcie kucharz postanowił przerwać to milczenie.
- Daliśmy dupy na całej linii.
To było zdecydowanie czymś czego Roronoa wolałby nie słyszeć. A jednak. - Ten cholerny kuk. Na diabła mi to mówi?! - Był poddenerwowany cała zaistniałą sytuacja. Kapitan liczył na nich, mieli uwolnić Nami i Robin a tymczasem, wszystko poszło nie po ich myśli. Z pewnością kapitan będzie mocno zawiedziony. Zoro nie odpowiedział kucharzowi. Był rozczarowany własnym brakiem umiejętności, bo tylko to mogło być przyczyną jego porażki.
Szczęśliwym trafem natrafili na resztę załogi. Luffy próbował ukryć smutek jak tylko mógł. Powiedział im wszystko czego dowiedział się z kartki. Pamiętał, że Sanji mógłby jeszcze przymknąć na to wszystko oko. Ale nie Zoro. Powód jednak był. Czy wystarczajacy?
- Wybaczymy mu? - spojrzał pytającym wzrokiem na przyjaciela.
- Zastanowię się nad tym. To nie jest takie proste. - Były łowca piratów, nie chciał pochopnie podejmować tak ważnych decyzji, to wymagało przemyślenia, z pewnością nie było czymś do załatwienia "ot tak."
Szermierz podrapał się niedbale po karku. - No więc, co teraz robimy kapitanie?
- Wracamy na statek. Ufam, że to co napisał Usopp jest prawdą.
Roronoa cicho westchnął. Po czym odparł spokojnym tonem.
- Luffy. Nie chcę tu źle o nim mówić. Ale to urodzony kłamca. A jeśli próbuje nas zwabić w pułapkę? - Tymi słowy wzbudził niechęć wśród pozostałych towarzyszy. Dla Sanjiego czy Franky'ego to absolutnie nie wchodziło w grę. Całkowicie podzielali zdanie słomianego kapelusza. Zoro znał swoje miejsce.
- Dobrze, zrobimy jak chcesz Luffy.

Zgodnie z postanowieniem kapitana reszta towarzyszy wróciła na sSnny'ego. Stanęli jednak przed całkiem dużym problemem. Po pierwsze, nie było z nimi ich nawigatorki, a bez niej mogli równie dobrze nic nie robić i osiąść na mieliźnie. Po drugie nie mieli log pose prowadzącego na wyspę Phraros. Po trzecie ktoś płynął w ich stronę. Roronoa nie zaniedbał swoich obowiązków. Zauważył statek płynący w ich stronę. Właściwie, gdyby nie to, że reszta znajdowała się w kajucie to każdy z nich bez najmniejszych problemów mógł zobaczyć te ogromne żagle. Był to statek marynarki, ten sam którym przypłynął tu Kizaru i na którym znaleźli się potem Luffy z Frankym, Brookiem i Chopperem.
- To marynarka! - krzyknął szermierz na całe gardło.
Pozostali wybiegli na pokład. Nim jednak cokolwiek zrobili, zdążyli usłyszeć wystrzał z działa, po chwili lecącą w nich kulę. A na niej ... Coś błysnęło. Gdy już wrócił im wzrok ujrzeli przed sobą mężczyznę w złotym garniturze. Barsalino od razu przeszedł do tematu.

- Ojojoj... Mamy problemik... Uciekli. Co tu teraz zrobić~~.
- Ki... Kizaru - wystękał Zoro.
- Po co tu przybyłeś? - zapytał z lekkim dystansem Luffy. Kizaru spojrzał "maślanym" wzrokiem na chłopaka.
- Oj słomiany. Mieliśmy umowę prawda~~?
- No... tak - odpowiedział lekko zdezorientowany kapitan.
- No właśnie. Ale to było tymczasowe przymierze... Rozumiesz~~? Jesteś całkiem znany, zniszczyłeś Ennies Lobby... Nie jestem na wakacjach... Nie mogę puścić kogoś takiego wolno ~~!
- Ten drań... - Sanji spojrzał spode łba. Zapalił papierosa. Zoro wysunął miecz z say.
- Mamy problemik... Jak miałbym wytłumaczyć się głównemu sztabowi? To nie jest takie proste~~
Nastała chwila całkowitej ciszy. Brook żałował, że nie mógł się ruszyć. Stał się normalną kulą u nogi. Z pewnością ciążył Franky'emu.
- Panie Franky... - zaczął półszeptem.
- Daj spokój kościotrupie - uciszył go cyborg.
Admirał zdawał się nad czymś głęboko myśleć. W tym czasie mogli go spokojnie zaatakować, ale i tak nic by mu nie zrobili i oni doskonale o tym wiedzieli.
Próbowali rozważyć wszelkie możliwe drogi ucieczki czy też próbę podjęcia walki.
Rozmyślania te przerwał przeciągły głos Borsalino.
- Ale... Uratowałeś mi życie. Nie mógłbym... tak tego zostawić. Wtedy byłbym nie gorszy od was, piratów. Prawda~~?
- Nie jest taki zły - Zoro wyszczerzył zęby. Znał już całą historię wraz z Sanjim od cyborga, spodziewał się, że Luffy nie postąpi inaczej, ale nie spodziewał się takich profitów.
Admirał uśmiechnął się do piratów. Luffy w mig wszystko pojął. Roześmiał się głośno na całe gardło.
- Hahaha hohoho jesteś całkiem spoko kolesiem. Dzięki.
Borsalino nic nie odpowiedział. Natomiast słomiany kapelusz był rezolutny jak zwykle.
- Słuchaj nie wiesz może gdzie leży wyspa... - tu zrobił przerwę by sięgnąć po karteczkę. - Pharos. W mieście Ar... Arhadis są ci których szukamy. - podrapał się po głowie. - Kurde, ale ciężkie te nazwy. Czy ludzie nie mieli co robić tylko wymyślali jak najtrudniejsze nazwy?
Franky postanowił wrócić na odpowiedni tor.
- Czyli tam są nasi wrogowie i towarzysze.
- A tak - odpowiedział kapitan.
- Uuu... - To trochę daleko~~. Mam na statku log pose z tą wyspą. Płyńcie za nami. A teraz się żegnam. Na razie~~.

Załoga odetchnęła z ulgą. Chopper z nadmiaru emocji usiadł na pokładzie.
- Ufff nigdy więcej czegoś takiego.
- No. Myślałem, że dostanę zawału... Chociaż, ja nie mam serca yohohohoho
- Nigdy bym nie pomyślał - wtrącił Franky.
Luffy uśmiechnął się rezolutnie.
- Hehehe Fajny koleś ten admirał. Płyńmy za nimi by uwolnić naszym przyjaciół. - krzyknął rozentuzjazmowany.
- TAK!!! - ochoczo zawtórowali towarzysze.
Sunny podążył tuż za okrętem marynarki w kierunku wyspy Pharos.


***


Statek czarnych kapeluszy zbliżał się do wyspy którą zaproponował długonosy. Tak jak powiedział Usopp, wyspa ta mogła okazać się bardzo dobrą kryjówką. Była naprawdę duża, na jej mapie odnaleźć można było wiele, naprawdę wiele miast. Dzięki temu marynarka by ich nie odnalazła. Po prawdzie Galeon Kizaru nie zdążył jeszcze przybyć na miejsce. Piraci mieli więc dość czasu by się ukryć.

W nocy Usopp zaproponował, że będzie siedział na gnieździe. Poprzez uratowanie dowódcy czarnych kapeluszy zaskarbił sobie ich zaufanie. Gdy wszyscy zasnęli lekko zmienił kurs statku.

W końcu zeszli na ląd. Usopp, aby ich jeszcze bardziej zmylić udawał jakby znał tę wyspę. Kłamstwa takiego pokroju przychodziły mu niezwykle łatwo. Jego ?towarzysze? podążyli za nim by się ukryć. W trakcie podróży zajmowano się głównie kapitanem. Na szczęście statek był wystarczająco dobrze wyposażony by móc zagwarantować rannemu odpowiednie warunki.
Shotaro zdążył dojść do siebie. Szedł na przodzie niemal z Usoppem. Ten chłopak bardzo mu zainponował, był gotów nawet na serio go wcielić do załogi. Może ten zrozumiał, że opór nie ma sensu? Postanowił dać długonosemu kredyt zaufania. Za nimi szła reszta bandy wraz z wynajętymi najemnikami.
Wystarczy, że nie będą rzucać się w oczy i marynarka ich nie znajdzie. W końcu nie było za nich wyznaczonej nagrody nikt nie wiedział jak niebezpieczna była ta banda. Mogli swobodnie poruszać się po miastach póki nic nie przeskrobali. Jedynym problemem byli słomiani. Ale i to dało się jakoś obejść. Robin była zrozpaczona, nie myślała teraz o tym co zrobił jej Usopp. W tej chwili o wiele bardzie przejmowała się ostatnią sprzeczką z Shotaro. Nie miała zielonego pojęcia o tym co pokierowało długonosym jak i o tym, że słomiani próbowali je odbić. Długonosy szedł przed siebie, nie musiał się kryć, póki co nikt nie miał jak go poznać. Łutem szczęścia na liście gończym pokazano go w masce. Wtedy nie wiedział jak bardzo mogło mu się to przydać. Teraz mógł to docenić. Trafili do Arhadis, miasta położonego na północno ? wschodnim zboczu wyspy. Dokładnie tak jak chciała jego siostra.

Shotaro wynajął cały hotel. Miał pieniądze. Zresztą budynek nie był jakiś ogromy. Miasto w którym się zatrzymali okazało się jednym z mniejszych. Mężczyzna wraz z Robin zajęli najwyższe piętro. Mieli jeszcze dużo do pomówienia. Usopp nie wiedział gdzie jest Nami, ale chyba nie chciał wiedzieć i tak nie mógł nic z tym zrobić. Liczył na jakąś pomoc. Wciąż wierzył w słowa siostry. Naprawdę bardzo żałował, że nie dane było im się spotkać. Najpierw nie mógł to w ogóle uwierzyć, lecz z czasem powoli zdawał się to akceptować. Z początku wydała mu się delikatną, słabą osobą. Czuł, że był za nią odpowiedzialny, że od niego zależy czy ona dożyje następnego dnia. Przede wszystkim chciał się dowiedzieć jak to się stało. Kiedy miał drugą szansę z nią porozmawiać ona powiedziała mu o tej wyspie, dała log pose, dała nadzieję. Może nie była taka nieporadna jak mu się wydawało. W istocie, ta dziewczyna była nie lada zagadką. Nie znał nawet jej imienia.
Shotaro hotel przypadł do gustu, nic więc dziwnego, że postanowił zatrzymać się na dłużej. Wolał spokojnie odczekać aż marynarka odpłynie z tej wyspy. Miał swoich szpiegów, a fakt, że nie byli znani niezaprzeczalnie wpłynął pozytywnie na bezproblemowe zdobywanie informacji. Wiedzieli np. czy w tym mieście marynarka rozpoczęła działania, czy się przegrupowują. Nie mieli tylko pewności czy na wyspę przybył już Kizaru.


Nastała ciemna noc. Towarzysze Shotaro wraz z Usoppem popijali alkohol. Po tym jak uratował ich kapitana, znalazł bezpieczną kryjówkę przed marynarką ufali mu co niektórzy bezgranicznie. Tenshin był bardzo zadowolony z nowego członka.
- I jeszcze raz sto lat dla nowego!
Usoppowi było głupio ich oszukiwać, ale większe zło wyrządzał im ich kapitan, który go do tego zmusił. Pił by zapomnieć o swojej sytuacji, o tym co zrobił, a także by nie wzbudzać podejrzeń. Ukradkiem liczył też, że Saeki się do niego przekona. Ona na jego nieszczęście będąc niepełnoletnią nie piła zachowując przytomność umysłu, ale to nie znaczyło, że chciała być nie wiadomo jak poważna. Znów wplątała się w sprzeczkę z Karlem. W końcu była tylko dzieckiem.

Odgłosy zabawy roznosiły się niemal po całym hotelu. Nami siedziała skuta łańcuchami. Wciąż nie czuła się najlepiej po tym co przeżyła. Nie odzywała się.
Pokój dalej siedziała skuta siostra Usoppa.
- Heh barany. Pijcie pijcie najlepiej zalejcie się w trupa. Dość mam pierdzielenia się z wami.
Zaczęła wykonywać dziwne ruchy. Było ciemno, cicho. Szmery mogła usłyszeć jedynie rudowłosa, ale ona nawet nie wiedziała kto był za ścianą. Brunetka bez większych problemów uwolniła się z kajdanek. Mieli ją za słabą, zwykłą dziewczynę. I to był ich błąd. Otworzyła okno i wyskoczyła, to nic, że to było drugie piętro.

- Nara frajerzy ? odwróciła się i z uśmiechem spojrzała na zapalone światło w oknach budynku, gdzie jeszcze chwilę temu była więziona.
Biegła przed siebie, nie uciekała, po prostu śpieszyła się.
- Lena! ? usłyszała krzyk mężczyzny w średnim wieku. Odwróciła się. Przed nią stał osobnik ubrany na czarno. Było ciemno, więc nie było widać jego czerwono krwistej koszuli w większości okrytej czarnym, skórzanym płaszczem. Jedyne co od razu rzucało się w oczy to jego srebrzyste, długie włosy.
- Rex, dawnośmy się nie widzieli. ? Spojrzała rezolutnie na znajomego w płaszczu.
Mężczyzna wyciągnął do niej rękę z paczką papierosów. Wzięła jednego. Podchodząc bliżej dojrzała jego charakterystyczny ciemno wrzosowy makijaż na oczach i niesłychanie długie rzęsy. Mężczyzna odezwał się do dziewczyny.
- Mówiłem ci byś mnie tak nie nazywała. ? Jej towarzysz nie lubił gdy przeinaczano jego imię a ona robiła to notorycznie. Zwrócił jej uwagę lekko pretensjonalnym tonem. - Jestem Rexus.
- Jasne, jasne Rex. ? Odparła frywolnie. Rozmawiali swobodnym tonem jakby znali się ładne kilka lat. Ich spotkanie z pewnością nie było przypadkiem.
- Dobra, dość pieprzenia. Masz to? ? spojrzała pytająco.
- Eh, - chłopak cicho westchnął - denerwujesz mnie tymi oczami? - Wręczył jej pudełko. W środku były dwa pistolety. Nie strzelby. O nie, ta technologia była o wiele rzadsza i skuteczniejsza od zwykłej broni palnej, jakiej używali marines. Właściwie były to prototypy nowej broni, które trafiły na czarny rynek właśnie za sprawą korupcji w marynarce. W dodatku winnym tego był jakiś naukowiec z labolatorium słynnego doktora. Mężczyznę skazano i rozstrzelano, ale plany zaginęły. Przechodziły z ręki do ręki, aż w końcu trafiły do osoby, która potrafiła zrobić z nich użytek. Materiały były drogie, ale nawet to nie rekompensowało tak wielkiej ceny. Broń po niedługim czasie trafiła na wyspę Taramir, niewielką wyspę, która była miejscem, gdzie zbierał się cały brud wszystkich mórz. Pistolet przypominał broń używaną przez Tenryuubito i sam ten fakt świadczył, że ?zabawka? ta, nie była dla zwykłych piratów. Cechą wyróżniającą był zupełnie inny system oddawania strzału. To broń samo wystarczalna wykorzystująca energię odrzutu zamkowego. Mogła więc strzelać seriami, a to tworzyło z niej morderczą broń. Dzięki przesunięciu środka ciężkości w kierunku lufy, zniwelowano efekt podnoszenia się lufy do góry, przez co zwiększono celność. Lena nie musiała korzystać z ciężkiej amunicji toteż broń ta była niemal doskonała dla niej.
- Tęskniłam za moimi maleństwami. ? To mówiąc uniosła jeden pistoletów w górę by się do niego jakby przytulić. Widać, że darzyła je szczególnym uczuciem.
- Nie jesteś normalna ? skwitował krótko mężczyzna.
- Wrzuć na luz. Naboje naładowane?
- Nie wszystkie. Masz tu kilka magazynków.
- Dzięki Rex. ? frywolnie złapała go za ramię.
Chwyciła swe ?zabawki ?w dłonie.
- Dobra, czas rozpocząć prawdziwą imprezę. Rozruszajmy tę spelunę!

***

Więc jednak postanowiłem dać link i nieco "podprzygotować tekst". Jak ktoś chce może skorzystać. Źle bym się czuł gdybym tego nie dał. Przynajmniej widać, że Jutso'we.


link

Wkrótce, miasto zahuczało od odgłosów wystrzałów. Krzyki i wrzaski wdzierały się do uszu śpiących mieszkańców. Budzili się jeden po drugim. Wszyscy poza czarnymi kapeluszami, ci byli tak spici, że nie docierały do nich dźwięki z zewnątrz. Saeki była na tyle trzeźwą by przejąć się tym co się wokół działo. Nie znała miasta, być może takie burdy to była codzienność. W końcu nie byli w centrum tylko na uboczu, zarówno miasta jak i wyspy.
Próbowała obudzić długonosego i dowiedzieć się czegoś więcej. Usopp zalał się w trupa i zasnął pod stołem. Nie można było z nim zamienić słowa, a co tu mówić o zdobyciu jakichś konstruktywnych informacji. Pobiegła do szefa. Ten bardzo zły, że mu się przeszkadza, kazał puścić kogoś na zwiad. Poszedł Eiji.


Osoba wysłana nie powróciła. Była czwarta nad ranem. Wreszcie odgłosy strzałów ucichły. Ale jeden z jego ludzi nie wrócił. Coś się musiało stać. Noc zbliżała się ku końcowi, słońce powoli wychodziło zza chmur.
Czarne kapelusze tego nie wiedziały, ale tej nocy zabito wielu, wielu ludzi. Krew zraszała okoliczną okolicę, było jej mnóstwo. Na trupach, na ścianach, na drodze, wszędzie czerwone plamy i wszechogarniający zapach krwi wymieszony z zapachem prochu. Poza szkarłatnymi plamami, dosłownie wszędzie leżało mnóstwo łusek po pociskach. Plac wokół hotelu usiany był ciałami martwych mieszkańców, gdzieś tam leżał także człowiek Shotaro.
Pośrodku między większym kłębowiskiem trupów stałą młoda piętnastoletnia dziewczyna odziana w swój płaszcz, obok niej mężczyzna w srebrnych włosach ? Rexus.
- Heh czeka go śmierć. - Przywódca czarnych kapeluszy wyjrzał przez okno. Zdziwił się widząc tak dużą ilość martwych osób. Dojrzał sylwetkę patrząc w okno w którym stał. To o niego mu chodziło.


Tymczasem mężczyzna dotknął ręką zabarwionej szkarłatem ziemi. Płyn zaczął się kumulować. Shotaro obserwował jak krew niczym żywa maź zbierała się przy srebrnowłosym.
Wypływa z ran martwych osób, małymi strumyczkami kierując się do swego celu. Przed hotelem pojawiło się płyciutkie jezioro krwi. Łuski unosiły się na powierzchni tworząc specyficzny obraz. Pośrodku owego ?jeziora? stał Rexus. Shotaro wiedział już wszystko.

- Użytkownik! ? Zbiegł na dół do towarzyszy. ? Budzić się! Mamy towarzystwo.
Wiedział, że ten osobnik musiał przybyć po któregoś z zakładników. Widać nie zebrał dostatecznych informacji o załodze słomianych. Tenshin, Karl, Saeki byli już na nogach. Usopp również musiał wstać. Spojrzał przez okno. Zamarł. Zaczął się obficie pocić, to co zobaczył? Ten obraz był jak z horroru.

Mnóstwo, wszędzie mnóstwo krwi, trupy i mężczyzna w srebrnych włosach wyglądający jak wysłannik kostuchy. Zapach śmierci unosił się w górę docierając do długonosego, chłopak omal nie zwymiotował. Nie chciał na to patrzeć. Zastanawiał się czy dobrze zrobił, czy przez przypadek nie wpadł w jeszcze większe kłopoty.


- Do licha! Kim ona jest?! Czy to na pewno moja siostra? Cały się trząsł, próbował sobie wmówić że to tylko sen.
Z rozmyślań wytrąciła go Saeki.
- Nochal , chwytaj za broń i do dzieła!
No tak. Przecież był strzelcem, mógł latać, jeżeli wzbiłby się na odpowiednią wysokość przeciwnik nie byłby w stanie nic mu zrobić. A on, potrafił trafić z dużej odległości. Miał przewagę. Poleciał prędko do pokoju gdzie zostawił strzelby wraz z specjalną amunicją.

Mijały minuty, on nie wracał. Dziewczyna zaniepokoiła się, zeszła od razu na dół. Długonosy leżał nieprzytomny.
- Cholera!
Rozejrzała się po pomieszczeniu. Skierowała się z powrotem ku górze lecz gdy próbowała przeniknąć przez sufit ktoś złapał ją za nogę i cisnął z dużą siłą w ścianę.
- Co to za huk?! Tenshin natychmiast to sprawdź! ? krzyknął chudy dowódca.
Tenshin wyleciał jak strzała. Shotaro zwrócił się do Komisa.
- Wniknij w jego myśli. Nie chcę o ile to możliwe, by ludzie się o nas dowiedzieli.
- Ech cykorze? - westchnął z irytacją młody chłopak - Dobra niech ci będzie. Załatwię gościa.


Próbował skupić myśli na wrogu lecz nie mógł. Zdziwił się. To był pierwszy raz. Coś go powstrzymywało, nie potrafił zrobić czegoś co zwykle przychodziło mu z dziecinną łatwością.
Rexus skierował wzrok w górę. Ich spojrzenia się spotkały.


Shotaro wiedział, że nie uda mu się ukryć mocy. Zirytowany otworzył okno i znikł. W tym momencie krew otaczająca srebrnowłosego mężczyznę przybrała formę kopuły. Do środka nie docierał nawet jeden promień słoneczny. Ale to nie przeszkodziło przywódcy czarnych kapeluszy zaatakować.
Saeki podniosła się, obok niej stała piętnastoletnia dziewczyna. Skierowała jeden z pistoletów wprost na różowowłosą. Tenshin leżał nieprzytomny przy schodach stracił, wiele krwi. Pocisk był rozrywający.
- Mam cię. ? zaśmiała się domniemana siostra Usoppa.
Podobnie zareagowała Saeki.
- Hihi Tak myślisz? ? odparła z pewnością w głosie młoda dziewczyna.

Shotaro był pewny, że trafił, zawsze trafiał. Jednak coś mu nie pasowało. Krew nadal unosiła się nad nim i nad jego przeciwnikiem.
- I co? ? Mężczyzna zapytał chłodnym tonem.
To kompletnie zaskoczyło przywódcę czarnych kapeluszy. Próbował skupić się by użyć swojej mocy, ale rana paliła go żywym ogniem. Owy ból kompletnie go dezorientował.
Poczuł olbrzymi ból, coś przebiło go na wylot.


Było to szerokie, podłużne ostrze jakie z krwi uformował jego wróg. Rana była głęboka. Krew spływała wpadając w otchłań otaczającego ich szkarłatnego płynu. Shotaro zauważył, że jego miecz, ten którym ciął statki na pół, zatrzymało się milimetr prze celem. Nie mógł wiedzieć, że srebrnowłosy opanował umiejętność posługiwania się haki do perfekcji. Pokrył nią całe swoje ciało. Z pewnością dzięki temu ustrzegł się również ataku Komisa.
? Jak to możliwe?!!! - zacharczał krwią.

Rexus dotknął jego głowy wbijając mu coś prosto w czoło. Druga ręka spoczęła na ranie chudego mężczyzny. Shotaro poczuł jak krew siłą odpływała z jego ciała. Wylewała się na zewnątrz. Tracił jej mnóstwo. Z czasem wzrok zaczął zawodzić. Czuł się coraz słabiej. Wykrwawiał się. Miecz zanurzył się w czerwonej cieczy. Ręka nie miała już sił by utrzymać tak ciężki przedmiot. Wkrótce powłoka z krwi opadła odsłaniając, leżącego u stóp Rexusa, martwego przywódcę czarnych kapeluszy. Rexus nie używał haki do ataku. Nie potrafił. Doszedł do wniosku, że ważniejsza jest skuteczna obrona. Zwykle przed walką ?tak dla pewności? pokrywał swoje ciało haki, aby wzmocnić odporność. Shotaro za którymś razem z pewnością przerwałby ową ?osłonę? lecz będąc zdezorientowanym stał się łatwym celem i poniósł śmierć.

***

Saeki grała na czas, była pewna, że ktoś jeszcze przyjdzie jej z pomocą. Nie przyszedł nikt. Karl z przerażeniem obserwował walkę swego dowódcy. Komis siedział załamany. To było nie do pomyślenia żeby nie mógł zgwałcić czyjegoś mózgu pakując tam obce, wyimaginowane obrazy. Siedział wpatrzony w podłogę. Odczuwał psychiczne tortury. To siedziało głęboko w nim. Ktoś, kto zwykle znęcał się nad innymi, doprowadzając ich na granicę szaleństwa. Z bezradności sam popadł w spiralę obłędu. Już się nie liczył.


Usopp zdążył odzyskać przytomność. Cios był dość silny. Głowa wciąż go bolała.
- Uh Moja głowa! - Złapał się za obolałe miejsce.
- Siema braciszku! Witamy wśród żywych. ? niemal natychmiast się odwrócił. To była ona, jego siostra. Obdarowała go radosnym uśmiechem.
Lena celowała bezpośrednio w różowowłosą dziewczynę. Chwyciła za włosy i zrzuciła je. To była peruka. W rzeczywistości miała długie, rude włosy opadające jej aż za ramiona. Nie tylko długonosy był zszokowany. Saeki również nie spodziewała się, że ta nosi perukę. Jednak to był dopiero początek. Chwilę potem obok domniemanej siostry Usoppa leżała maska. Lena przez cały ten czas nosiła maskę. Miała krótki spiczasty nos, piwne oczy i prostokątną twarz. W niczym nie przypominała jego siostry. Zrzuciła płaszcz, pod nim miała krótkie malahitowe spodenki podobne do tych, które czasem nosiła Nami. Z przyczepionymi doń kasztanowymi kaburami. Piersi okryte bluzeczką bez rękawów w kolorze dojrzałej wiśni. Minęło trochę czasu nim były członek słomianych doszedł do siebie. Zupełnie nie tego się spodziewał. Zwątpił też w to, że ta dziewczyna była jego siostrą. Wreszcie zdobył się na odwagę by zapytać ją o to, co tkwiło w jego umyśle już od dawna.
- Kim jesteś? ? spojrzał na nią. Nie mógł uwierzyć, że była to ta sama osoba, którą wcześniej widział skutą.
- Twoją siorą matole. A teraz wybacz, ale mam sprawy. - Przyłożyła lufę do głowy członkini czarnych kapeluszy.
Saeki patrzyła kpiącym wzrokiem na Lenę.
- Widzę, że nie powinniśmy tak cię bagatelizować ale? - zaczęła się wymądrzać ? tą zabaweczką nic mi nie zrobisz.
- Mówisz? ? Ironicznie zadała sobie retoryczne pytanie. Strzeliła. Pocisk wbił się w ścianę. Przeleciał przez różowowłosą jak przez ducha. Ta się zwycięsko zaśmiała. Domniemana siostra Usoppa wyszczerzyła zęby zmieniając magazynek.
- To na nic hihi ? Saeki była pewna siebie. Zapomniała, że właściwie powinna przejść do ataku.
Po pierwsze ? posiadam moc przezroczystości i twoje kule nic mi nie zrobią. Po drugie jak zaraz nie przeprosisz to zabiję tego twojego braciszka.
Pokazała jej detonator.
Usopp przełknął ślinę. To wszystko działo się zbyt szybko. Stracił nad tym całkowicie kontrolę.
Lena nie wydała się tym przejmować, pewnie chwyciła i odrzuciła urządzenie. Jedną rękę przechyliła w tył, pocisk przewiercił mechanizm na wylot.
- Sprytnie. ? pochwaliła Saeki. - Ale, nadal mi nic nie zrobisz ? jej pewność siebie i miny jakie robiła irytowały byłą zakładniczkę.
- Zaraz ci zdejmę ten uśmieszek z gęby ? zacisnęła ze złości zęby. Tamta kontynuowała.
- Niby jak. Nic mi nie możesz zrobić hi hi.
Padł kolejny strzał. Pocisk wbił się w nogę dziewczyny. Syknęła z bólu. To było kuriouseki.
- Jak to możliwe!? ? była kompletnie zaskoczona. Bolało ją, krew spływała po nodze.
Rudowłosa prychnęła. ? Podkorbiłam je nochalowi.
Siostra długonosego złapała ją za włosy i podciągnęła do Usoppa. Rzuciła dziewczynką przed swego brata. Tamta uderzyła twarzą o ziemię.
- A teraz wyjmiesz mu tę bombkę jasne? ? przyłożyła lufę do głowy różowowłosej.
Ta spojrzała na nią szaleńczym wzrokiem. Nie zamierzała współpracować. Lena z całej siły nadepnęła jej na ranę w nodze. Zaczęła się nad nią pastwić.
- No i? Dalej masz zamiar stroić fochy!? ? spojrzała dzikim wzrokiem na ranną dziewczynę.
Usopp nie mógł tego dłużej znieść, to wszystko go przerastało. Nie potrafił sie pogodzić z myślą, że to jego siostra. Chciała mu pomóc, jednak środki jakich używała niezbyt przypadły mu do gustu.
- Przestań!!! ? ryknął na rudowłosą.
- Zamknij się! ? tego się nie spodziewał. Nawet na niego. Zamarł.
Saeki odczuwała coraz silniejszy ból. Tamta nie żartowała.
- Nie zrobię tego!
Kolejny strzał. Kolejna rana.
- Mam z ciebie zrobić ser?
- Dobrze już ? odparła członkini czarnych kapeluszy.
Różowowłosa przystąpiła do wyjęcia mikrochipu jaki wszczepiła długonosemu. Lena doskonale o tym wiedziała. Wszystko słyszała spod pokładu, jako jedyna nie spała.
Saeki powoli wtopiła rękę w ciało byłego członka słomianych. Chwyciła obce ciało i wyjęła je. Bez krwi, bez bólu.
- Bardzo ładnie. ? pochwaliła rudowłosa. ? I co my teraz z tobą zrobimy? Jesteś mi już niepotrzebna.
- Zaraz przecież zrobiłam to co mi kazałaś.
- Tak, tak kwicz świnko. Kwik, kwik, kwi... ? Nacisnęła spust.
Długonosy usłyszał kolejny strzał. Saeki bezwładnie osunęła się na ziemię. Jej krew zdobiła ubranie jego ?wybawczyni?.
Spoglądał wstrząśnięty na trupa.
- Coś ty zrobiła?!
- Była twoim wrogiem nie? ? odparła jak gdyby nigdy nic. - Zbieraj się.

W tym czasie Rexus wszedł do budynku hotelowego. Likwidował wszystkich. Obsługę hotelową, bandę czarnych kapeluszy. Otworzył jedne z drzwi. Dostrzegł skutą kobietę. To była Nami. Dziewczyna przestraszyła się nie na żarty, cały strój mężczyzny ociekał krwią.
- Kim? jesteś?
- Na pewno nie przyjacielem? - odparł srebrnowłosy. Bił od niego przejmujący chłód.
- Patrząc jak cię potraktowano wnioskuję, że jesteś ich zakładniczką.


Usopp nie chciał się uspokoić. Pierwszy raz miał do czynienia z kimś tak brutalnym, z kimś kto zabijał bez mrugnięcia okiem. Dziewczyna nasłuchiwała odgłosów z góry. Słyszała jak ktoś po cichu stawiał krok za krokiem.
- Nie uciekniesz.
- Hę? ? Długonosy myślał, że to do niego. Usłyszał strzały, pociski przebiły się przez drewno w suficie. Trafiły w Karl?a. Padł. Komis do niego podbiegł. Kolejny strzał. Pociski przez nasączenie haki były tak silne, że drewno nie było dla nich żadną przeszkodą. Były członek słomianych patrzył w zdziwieniu jak jego domniemana siostra niszczyła sufit. Łuski pocisków uderzały o podłogę odbijając się echem w uszach Usoppa.

Odgłosy strzałów usłyszała również Nico. W przeciwieństwie do pani nawigator Robin nie była więziona czy skuta. Teraz coś ją tu trzymało, póki co nie mogła tak po prostu sobie pójść, nie chciała by zemścili się na jej towarzyszce. Wybiegła z pokoju natrafiając prosto na ciągnącego Nami Rexusa. Mężczyzna rzucił w jej stronę kajdanki z morskiego kamienia. Przystawił ostrze do szyi jej przyjaciółki. Pani archeolog uległa. Szli dalej, nagle usłyszeli krzyki.

- Przestań! Co ty robisz?! - rzucił się na nią, oboje upadli na podłogę.
- No, no braciszku, kazirodztwo? ? frywolnie zapytała przybliżając twarz do jego. Chłopak momentalnie się odsunął. Wtedy do pokoju wszedł srebrnowłosy w towarzystwie dwóch skutych pań.

- Na coś te baby przyprowadził? ? zapytała gniewnym tonem domniemana siostra długonosego.
Usopp odwrócił wzrok. Nie mógł im spojrzeć w oczy. Nico również czuła się zakłopotana.
Nami spojrzała na obojga. Wróciły te chwile gdy długonosy kopał Robin, traktował jak szmatę. Był dla niej nie czuły. Pani archeolog nie potrafiła się tak łatwo z tym pogodzić.
Chłopak był pewny, że wszystko skończone, tym razem już na stałe odszedł z załogi słomianych kapeluszy. Mimo wszystko odczuł ulgę widząc, że żadna z nich nie była ranna.
Wokół dało się wyczuć narastające napięcie. Zapadła cisza.
Te chwile mogły o wszystkim przesądzić. Wtedy byli inni piraci, Usopp zmienił się niemal nie do poznania, ale wciąż miała w myślach jego słowa. Luffy z pewnością dalej w niego wierzył. Może przyszedł czas by ona zachowała się tak samo? Nie interesował ją ani srebrnowłosy mężczyzna ani młody rudzielec. Kompletnie nie obchodziło ją kim byli ci ludzie. Najważniejszy był chłopak tyłem odwrócony do niej, do swojej byłej towarzyszki. Nic nie ryzykowała, a pragnęła już na zawsze utwierdzić się w przekonaniu czy naprawdę, czy naprawdę ją zdradził i wszystkie ideały, w które do tej pory wierzyła cała załoga. Nikt poza nią i Nami nie widział jak on nią poniewierał. Gotowa była milczeć, w imię dawnych relacji w załodze. Wybaczyć jak w rodzinie, bo słomiani kapelusze tworzyli jedną, wspólną rodzinę.
- Usopp powiedz? - zaczęła cicho. ? Nami popłynęły łzy po policzkach. Długonosy zaczął się pocić. Łzy napływały mu do oczu. Nie mógł wykrztusić słowa. Robin kontynuowała ? czemu to zrobiłeś?
Może Zoro potrafiłby to ukryć, z zimną krwią powiedzieć ?byłem głupi? i odejść, bo wiedziałby, że dla niego nie było już tam miejsca. Szermierz potrafiłby pogodzić się z prawdą. Najważniejszym było ukryć łzy, by nie utrudniać rozstania. Ale Usopp chciał wrócić, nie był taki jak Roronoa.
- Prze? - obie zamarły. Długonosy odwrócił się. ? Robin ja? JA CIĘ PRZEPRASZAM!
I to wystarczyło, szczere łzy, zero maskowania się, prawdziwe emocje, które dosłownie wylewały się z całej trójki przyjaciół. Nie było tu nikogo z bandy czarnych kapeluszy. Wreszcie usłyszała prawdę. Uklękła zalewając się łzami. Nami podbiegła do Usoppa. Również zapomniała o dwójce obcych ludzi.
- Usopp.
Lenie kończyła się cierpliwość. W końcu nie wytrzymała.
- No już, już starczy tego dramatu. Chłopak nie miał innego wyjścia i tyle.

Cała piątka opuściła budynek hotelowy. Wpierw strzelec zabrał swoje kabuto wraz z swymi drobiazgami, nie mógł tego zostawić. Usopp był wdzięczny Robin za wyrozumiałość. Nie chowała do niego urazy, jej uśmiechy były szczere.
- Cieszę się, że pan długonosy znowu jest z nami.
Nami również była szczęśliwa, w końcu mogli wrócić do załogi i kontynuować wspólną przygodę. Radość przyćmiła przykre wspomnienia, których doświadczyła podczas uwięzienia.
Nie wiedziała tylko komu zawdzięcza wolność. Wszakże nie strzelcowi, gdyby tak było mógłby to zrobić już dawno. Pani nawigator zbliżyła się do długonosego i cichutko szeptem zapytała.
- Usopp, kim oni są?
Chłopak przełknął ślinę. W istocie, one jeszcze o tym nie wiedziały. Co więcej, on sam nie był pewnym czy to prawda czy nie. Przyszedł najwyższy czas by wyjaśnić tę kwestię.
- Ekhm ? lekko się zmieszał, już tyle razy mu odpowiadała, ale on nie mógł dać temu wiary.
- Czy ty naprawdę jesteś moją siostrą?
Pytanie zszokowało Nami i Robin. Wprawdzie przypuszczały, że jakieś pobudki musiały nią kierować skoro pomogła, ale żeby takie? Usopp nigdy im nie wspominał by miał rodzeństwo.
Czy to możliwe by zataił taką rzecz? Nie. Wnioskując z pytania on sam w to nie wierzył. Obie czekały z niecierpliwością na odpowiedź dziewczyny.
- Wiesz, nie taką stuprocentową. Mamy wspólnego ojca, łapiesz?
- Ojca? ? zapytał zdziwiony.
To zirytowało dziewczynę.
- No Yasoppa nie? Jest twoim starym nie?
Usopp stanął jak wryty. To było coś na co potrzebował czasu. Kolejne jej słowa uderzały w niego z siłą porażenia piorunem.
- Jestem podobna do matki, dlatego w niczym nie przypominam ani tego dziada, ani ciebie. Natomiast na czarnym rynku można zdobyć interesujące informacje.
Wierzył jej. W istocie gdyby była córką Yasoppa to z pewnością tłumaczyło by te nadzwyczajne umiejętności. Była niemal mistrzynią w posługiwaniu się bronią palną. Zastanawiał się czy potrafiłby sobie z nią poradzić. Póki co próbował nawiązać rozmowę.
- Też wyruszyłaś na morze by stać się dzielnym piratem tak jak nasz tato? ? w jego oczach płonął ogień podekscytowania. Była taka sama jak on. Lena szybko sprowadziła go na ziemię.
- ?Nasz tato?? ? zakpiła. - Nie rozśmieszaj mnie, ćwiczyłam długie lata by załatwić tego drania. ? wyszczerzyła zęby w demonicznym uśmiechu - Będzie wąchał kwiatki od spodu. Tak go załatwię, że nawet do piekła nie trafi.
Nie rozumiał, skąd u niej taka złość na własnego ojca? Może inaczej to przyjęła niż on? Jeżeli tak, to niepotrzebnie pytał o ojca. Popełnił błąd. Jego siostra kontynuowała.
- Usopp, członek załogi słomianego kapelusza, syn Yasoppa legendarnego strzelca ? splunęła na ziemię. - Rzygać się chce.
Pozostała trójka wolała nie wtrącać się w rodzinną sprzeczkę na jaką z całą pewnością się zanosiło. Nico wraz z Nami i tak przytłaczał nadmiar wydarzeń. Usopp miał siostrę, która w dodatku nie przepadała za ich ojcem. W ogóle jakby nie patrzeć, całkowicie się od siebie różnili. Ona miała raczej buńczuczny charakter, natomiast on był raczej spokojny. Innych różnic poza wyglądem, nie zdążyły jeszcze poznać. Rexus szedł za wszystkimi, nie próbował na siłę towarzyszyć damom. A znał charakter swej towarzyszki, przypuszczał, że jak zwykle dojdzie do jakiejś konfrontacji. Najwidoczniej miał rację, zachowanie Leny wskazywało na prowokowanie swego brata. Długonosy od czasu gdy wyruszył z Luffym poznał dogłębnie znaczenie słowa honor, duma. Z reguły często nie zachowywał się jak prawdziwy pirat, ale z biegiem czasu nabrał do tego lekkiego dystansu, kiedy naprawdę go potrzebowali on nie zawodził.
- Do kogo ta mowa maleńka? Jestem od ciebie starszy ? zaczął się wymądrzać jednocześnie się przechwalając co dość mocno zirytowało jego siostrę. ? Z wspaniałym Panem Usoppem nie masz najmniejszych szans ? wskazywał rękami kierując serdeczny palec w stronę kciuka.
Lena gdyby mogła to by chyba wybuchła. Wszystko w niej się gotowało.
- Tak? To stawaj mądralo! No już - przycisnęła czoło do jego. Widok był zabójczy, wszakże jej brat był od niej wyższy, w dodatku ciężko było to zrobić przy jego długim nosie. Toteż Lena odsunęła się od niego. - Zobaczymy czy jesteś taki dobry. ? Zmierzyła go wzrokiem. Była pewna swych umiejętności natomiast jego uważała za laika.
Szli między trupami, przestało to bawić. Nami i Robin domyślały się kto zabił. Były pewne, że to ta dwójka. Lena wkurzona miast ominąć zwłoki kopnęła w nie z całych sił. To był bardzo przykry widok... Taka młoda dziewczyna kompletnie pozbawiana szacunku do czegokolwiek. Prawdopodobnie dla niej obowiązywał zupełnie inny kodeks moralny. Tak jak kiedyś dla Nico. Czyżby ona była w podobnej sytuacji? Nie, to było raczej nie możliwe, ale świat i tak mógł się okazać wystarczająco okrutny żeby zwykłe dziecko zamienić w bezlitosną maszynę do zabijania. Czy Nico też by taka była? Zapewne tak. Ale ją uratował Luffy. Tak chciała by znów mogli wszyscy razem wyruszyć w morze.
- Dobra, zaczynamy! ? Lena pobiegła na drugi koniec szerokiego placu na jakim właśnie się znaleźli. Nie chciała tak szybko tego kończyć.
Długonosy milczał, nie chciał tego. Jej cierpliwość się skończyła.
- Do diabła z tym!

link

Strzelec słomianych popełnił błąd ufając jej, nie miał pojęcia z kim zadarł.
Rexus wiedział, że chłopak pozwolił sobie na zbyt dużo. Rzucił jej kaburę.
Przypięła ją sobie mocując pod pachą. Nie ograniczała ona jej ruchów.
Zdjęła buty, stanęła gołymi stopami na ubitej ziemi. Srebrnowłosy rzucił jej pistolet. Chwyciła w zęby.
Nim Usopp zdążył skojarzyć ją z stylem Roronoy, pistolet wleciał do otrzymanej przed chwilą kabury. Jej wzrok mówił wszystko. Była gotowa.
To czy jej przeciwnik był przygotowany za wiele ją nie obchodziło. Usłyszeli strzały, to była marynarka wezwana po nocnym incydencie w tym mieście. Rexus zabrał stamtąd dziewczyny. Ulokowali się pod ścianą z dala od tej dwójki. Mężczyzna nie chciał się w to mieszać, a wiedział, że Leny i tak nie powstrzyma.
? Stawaj! Chcę się przekonać kto z nas jest lepszy. No już!
Marines byli coraz bliżej, kilka chwil dzieliło ich od wtargnięcia na plac.




- Heh, kolejne świnie do wyrznięcia. Wyciągnęła pistolety.
- Stój z rozkazu światowego rządu jesteś aresztowana ? krzyknęli marines.
- Do diabła z taką sprawiedliwością.
Marines dalej nawoływali ją do poddania, ona kompletnie to ignorowała.
- Zaczynam się denerwować. ? krzyknęła na długonosego.
Odbezpieczyła broń. Usopp usłyszał odgłos zamka.
Nie pozostawiasz mi wyboru. ? Rzuciła się do przodu. ? Już ja cie złamię ? wyszczerzyła zęby.

Lena przesunęła się i strzeliła w Nami. Tamta upadła na ziemię. Miała ranę w brzuchu.
Długonosy przestraszył się nie na żarty. Nie wiedział, że ona traktowała to tak poważnie. A teraz, postrzeliła jego przyjaciółkę, była jakaś nienormalna.
Podbiegł w stronę postrzelonej. Kilka pocisków trafiło obok głowy nawigatorki.


- Wszystko zależy od ciebie - spojrzała na niego szalonym wzrokiem.
- Nikt nie żyje wiecznie, a jej czas najwyraźniej dobiegł końca.
Wygrała. Wyjął Kabuto. Oddał kilka strzałów w dziewczynę.
To nie był czas gdy mógł się zawahać. Spudłował.
Pociski trafiły w nadbiegających żołnierzy. Ci natychmiast zareagowali. Rozpętało sie piekło.
Niebo pękało od ogłuszających odgłosów wystrzeliwanych pocisków.
- Do licha przeszkadzacie mi wy kupy gówna! Rozpieprzę was wszystkich jeden po drugim obojętnie kim jesteście!


Ruszyła w stronę marines. - Na kolana psy! ? Strzeliła kilku z nich w stawy.
Padali na kolana a ona w tym momencie dobijała ich strzałem w głowę.
Nie mieli czasu na reakcję, ona wręcz przeciwnie - To dla was chłopcy.
Strzelała dziurawiąc ciało za ciałem., krew tryskała na wszystkie strony.
Usopp wziął sprawy w swoje ręce. Wiedział co miał zrobić.
- To dla ciebie! ? ryknął. Wystrzelił w nią kilka pocisków.
Nie zastanawiał się nad tym co robił, nie po tym co Lena zrobiła Nami.
Złość która nim całkowicie zawładnęła, usprawiedliwiała wszystko.

Ona szalała pomiędzy palącymi się przeciwnikami, dobijając niedobitków. Powoli zbliżali się do siebie. Próbowali się nawzajem trafić, Marine posłużyli jako żywe tarcze.
Problem stanowili ostrzeliwujący z dachu członkowie marynarki.
Usopp miał swój własny sposób. Strzelił dymnym pociskiem by ograniczyć im widoczność.
Lena włożyła jeden z pistoletów do kabury. Wybiła się do tyłu podpierając się ręką utrzymała równowagę.

Stała na jednej ręce. Zginając nogę złapała owy pistolet palcami u stóp.
Wcisnęła na siłę spust używając haki.
Pistolet trzymany przez stopę zestrzeliwał u góry stacjonujących mężczyzn. Drugą ręko strzelała w nadbiegających mężczyzn. Strzelał seriami dwadzieścia pięć pocisków. Odrzuciła zniszczoną broń. Wybiła się z jednej ręki i w górze na wysokości co najmniej dziesięciu metrów.


Nie musiała się modlić o przetrwanie. Była pewna siebie.
Wyjęła drugi pistolet. Strzelała na obie strony robiąc piruety.
Łuski spadały uderzając z łoskotem o ziemię. Wylądowała.
Ciało spadało za ciałem, ona nawet się przy tym nie spociła.

Usopp obserwował jej wyczyny z wściekłością ? Dla niej to tylko cholerna zabawa.
Ona szalała śmiałą się, on stawał się agresywny z każdą sekundą.
Wziął głęboki oddech.. - Pogromca mórz i oceanów
zagra ci uwerturę do requiem! ? ryknął wściekle na dziewczynę.

Przyszedł odpowiedni czas by tego użyć. W ten sposób również nadbiegający marine przestaną być problemem. Przybrał formę orła. Wzbił się w powietrze unosząc tumany kurzu.
- Zaraz on jest użytkownikiem? ? krzyknął jeden mężczyzn na dachu.
Usopp był zabójczy. Zdjął wszystkich pozostałych z dachu. Gruz rozwalonych dachów spadał na ziemię. Długonosy szykował się do ataku.


Nie miał wątpliwości. Nie musiał nad tym wiele myśleć.
- To jakaś psychopatka. Albo to zrobię, albo zginę!
Ona nie ma uczuć, nawet jeśli mnie zabije, nie uroni żadnej łzy!
Musze ją załatwić, choćby nie wiem co. Nie dam jej się.

Lena zdążyła do tego czasu wybić połowę przeciwników. Była niezniszczalna.
Pchała postrzelonych pod strzelby ich kolegów. - Zjeżdżać z drogi miernoty!
Dobiegł do niej wściekły krzyk Usoppa. Odwróciła się strzelając zza pleców do Marine.
Spojrzała na swego brata. ? O to chodziło, wyzbądź się tej żałosnej łagodności.



Grad pocisków długonosego rozsadzał ciała członków Marine.
Ten brutalny obraz leżących ludzkich wnętrzności ukazywał, prawdziwą naturę piratów jak bardzo byli zepsuci.
Nie mógł w nią trafić. Usopp nie miał szczęścia.
Plac zamieniał się w pobojowisko, ona stała się jego obsesją.
Płonął w nim niepowstrzymany żar nienawiści.
Wygra ten kto silniejszy. A ten pojedynek to rozstrzygnie.
Musiał się skupić, miał broń. Od zawsze potrafił doskonale strzelać. Była w zasięgu jego ataku. Wymierzył.

Ona znała jego sposób ataku, broń zagrzmiała. Naboje Leny zniszczyły pociski człowieka orła.
Używając haki na stopach, wbiegła po pionowej ścianie na samą górę najwyższego budynku. Długonosy był zdekoncentrowany. Tego się nie spodziewał. Ana posiadała jakieś specjalne umiejętności.

Wyskoczyła dwadzieścia metrów w górę w jego kierunku. Zza bluzki wyjęła inny magazynek. Załadowała. Sprężyna skierowała iglicę w spłonkę. Krótki dźwięk przeciął powietrze. Wystrzał. Nabój z nieludzką szybkością, przeciął świst powietrza. Pocisk przebił jedno ze skrzydeł długonosego.

Raniony nie mógł dłużej utrzymać się w powietrzu. Spadał w jej kierunku. Dorwała go. Zblokował pociski kabuto. Użył oszczędzonego diala, raniąc ją poważnie w rękę. Puściła jeden z pistoletów. Drugi otarł się o kabuto. Poleciały iskry. Ona próbowała przechylić spluwę tak by móc strzelić. On blokował swą olbrzymią procą. Chciał pozbawić ją ostatniego pistoletu. Naciskała zdenerwowana spust, ale pociski świstały koło jego ciała. Lena używając haki odbiła się od przeciwnika.


Raniony mężczyzna upadł przysiadując na jedno kolano.
Udało mu się jakoś wybronić. Dobrze, że użył muszli dial. Miał głowę na karku.
Rzucił w jej stronę pocisk zapalający. - To dla ciebie!
Ogień ogarnął kobietę. ? Idź do diabła ryknął.
Wiedział, że to ją zabije. Chłopak nie mógł nic dojrzeć z za gęstych płomieni.
Zadedykuję twą śmierć pamięci Nami ? upajał się tym widokiem.
Zabił tylu ludzi, nie miał wyboru. To ona go do tego zmusiła. Ona była usprawiedliwieniem wszystkich tych zabójstw.

Okolicę zraszał szkarłat spływający do rynsztoka. Wszędzie mnóstwo trupów.
Ten pojedynek zamienił się w istną rzeźnię. Pokazał jak nieludzcy potrafią być ludzie, oboje zabijali bez mrugnięcia palcem.
Usłyszał głos ? Nie masz szczęścia, pudło.
Miała szaleńczy wyraz twarzy. Podążył za nią.
Stał się taki sam. Zalała go fala wściekłości.
Ona nie dawała za wygraną, zwycięzcą mógł być tylko jeden.
On miał jeszcze kilka pocisków. Jednak rana na nodze utrudniała mu poruszanie się.
- Cel? pal jesteś mój.


Przeliczyła się. Długonosy wyjął młotek i rzucił jej w nogę. Upadła.
Nie marnował ani sekundy. Podbiegł do niej i uderzył ją dialem w brzuch, to już była końcówka mocy. Wystarczyła jednak by odrzucić dziewczynę dziesięć metrów do tyłu. Próbowała strzelić jedyną sprawną ręką, ale siła ataku była tak duża, że ją totalnie zdekoncentrowała.
Strzelił klejącym pociskiem unieruchamiając jej rękę. Od tego wszystko zależało. Popełnił błąd unieruchomił tylko jedna kończynę. Przemogła się i obolałą ręką strzeliła mu w ramie. Wypuścił Kabuto. Był bezbronny.



Po długonosym spłynął pot. Miała go na muszce.
Wygrała, nie musiała tego robić, nie musiała go zabijać, ale on tak przesączony nienawiścią nie czuł żalu. Wolał umrzeć z honorem. Jego wzrok był inny. To jej zaimponowało. Po raz pierwszy poczuła w nim mężczyznę. To jednak nie powstrzymało jej przed zabiciem własnego brata.
- Heh na końcu pokazujesz jaja.
- Tres Fleur! Z ręki szalonej dziewczyny wyrosły trzy dłonie Robin, które skutecznie powstrzymały ją przed naciśnięciem spustu. Wściekła rudowłosa spojrzała w dal. Rexus uwolnił Nico.
Lena otworzyła szeroko oczy ? Robin? - wypuściła pistolet.

***

Walka dobiegła końca ? obwieścił Rexus. ? Eh z nią tak zawsze. Jak się wczuje, to trzeba interweniować. - Podszedł wraz z pozostałymi kobietami do walczących. Usopp oniemiał, Nami żyła. Robin szybko zajęła się opatrywaniem jego ran.
- To była ciężka walka.
Lena z pomocą ostrza od srebrnowłosego uwolniła się z klejącej substancji.
- Ach cha cha? trochę się zagalopowałam. ? drapała się po głowie. - Ale nie bój nic bracie.
Nie wiem czy wiesz, ale mój kolega potrafi kontrolować krew, więc nic takiego jej się nie stało. Nie celowałam w witalne punkty. Nie straciła dużo krwi.
- To prawda ? zaręczył użytkownik owocu Chi Chi no mi.
Długonosy spojrzał na Nami. Z pewnością była ranna, potrzebowała pomocy. Ale jej życiu nie zagrażało niebezpieczeństwo. Innego zdania była Nico, która wiedziała o dziecku. Teraz nie było praktycznie na to szans, że Nami w najbliższym czasie zostanie matką.
Opuścili to miasto. Lena z Usoppem zabili wszystkich świadków. Nikt nie dowiedział się o tym co się stało w mieście Arhadis. Po kilku godzinach dotarli do drugiego miasta, dzięki mocy Rexusa u nikogo nie doszło do większej utraty krwi. Co więcej, udało się wyjąć kule. Nami jak i Usopp potrzebowali pomocy lekarza, toteż właśnie tam cała piątka skierowała swe kroki. Przed wejściem do szpitala Lena odważyła się zagadać do Nico.
- Ty jesteś Robin? Nico Robin? ? spojrzała pytająco.
Pani archeolog to nie zdziwiło, przeszłość po raz kolejny dała o sobie znać.
- Tak. ? odparła. - O co chodzi? - zapytała rzeczowo.
Nie wiedziała jak potraktować młodą dziewczynę. Nico opuściła tamten hotel. To właśnie tam był jej syn. Teraz, nie była już tego tak pewna. Nie czuła smutku, od początku nie wierzyła w kłamstwa Shotaro. Nie było wątpliwości, że Komis nie przeżył tego starcia. W końcu Lena i Rexus zabijali każdego świadka. Nikt z czarnych kapeluszy nie mógłby zostać przy życiu. Było więc całkiem prawdopodobne to, że to ta mała ruda zabiła czerwonowłosego chłopaka. Nico nie do końca wiedziała co teraz począć. Znała realia, to była walka, któraś ze stron musiała polec. A komis? Czy był jej synem? Może to doktor Vegapunk zrobił sobie z przywódcy czarnych kapeluszy, marionetkę? Opowiadając mu niestworzone rzeczy. To było bardzo dawno temu Robin jednak była pewna, że dziecko nie miało prawa przeżyć. Nie było też podobne ani do niej ani do Shotaro. Pewnie nigdy nie dowie się prawdy, ale tak chyba będzie lepiej dla niej. Na razie intrygowała ją ta młoda osoba obok. Jaką może mieć do mnie sprawę ? zastanawiała się w myślach.
Lena zaczęła się dziwnie rumienić, przebierała nogami. Nie wiedziała co powiedzieć.
- Ja przepraszam, nie pomyślałam wczesnej, że to mogłaś być ty? Zmieniłaś się.
- Nie pamiętam cię, spotkałyśmy się kiedyś? ? Zapytała z lekko wymuszonym uśmiechem.
Rudowłosa wyjęła papierosa, zapaliła. Proponowała Nico, ale ta odmówiła. Koleżanka Rexusa wydmuchała dym. ? Nic dziwnego? byłam jedną z wielu ? westchnęła. ? Wtedy gdy zbuntowałaś się i zaatakowałaś grupkę pirata złoto zębnego. Uwolniłaś nas z klatek. Ja byłam jedną z tych dziewczynek. Dzięki. I sorry za tamto z długonosym.
- Naprawdę macie wspólnego ojca? ? Robin chciała kontynuować rozmowę.
- Naprawdę. ? Spojrzała w niebo. Jesteśmy w podobnym wieku, widać ten drań opuścił długiego z matką jak ten miał może trzy lata. Prawdopodobnie, zatęsknił za babkami i postanowił przespać się z jakąś. Moja matka była biedną kobietą, zapewne myślała, że on ją wyciągnie z nędzy. Gdy przyszłam na świat jego już nie było. Ot i cała historia. ? rzuciła niedopałek na ziemię. Zwróciła się w stronę pani archeolog.
- Ja ci się chcę odwdzięczyć. Z pewnością jesteś silną kobietą, już wtedy byłaś. Zostań trochę z nami póki tych dwoje nie dojdzie do siebie.
Podszedł do nich Rexus. Zwrócił się do siostry Usoppa.
- To ona?
- Ta.
- Chodź z nami ? zaproponował. Nico znając pokrótce historię Leny, nie odmówiła.
Poszli do jakiejś knajpy. Tam otrzymali pewną dużą walizkę. Usiedli przy jednym ze stolików.
Głos zabrał użytkownik owocu Chi Chi no mi.
- Lena kazała to kupić. Wierzyła, że kiedyś cię spotka. To dla ciebie. Wręczył walizkę pani archeolog.
Nico nie wiedziała co w niej było. Mimo to przyjęła ją.
- Otwórz ? zaproponowała entuzjastycznie rudowłosa.
Robin nie chciała wyjść na nie miłą, więc ku radości dziewczyny otworzyła ją.
W środku było sześć podobnych pistoletów jakie miała siostra Usoppa.
- Nauczę cię strzelać i wykorzystywać haki ? odparła z uśmiechem Lena.
06.10.2009 22:11
Odpowiedz cytując ten post Return to top
Syrenka Offline
Supernova

*
Liczba postów: 874
Dołączył: 04.09.2009
Skąd:
Post: #56
 
- Nie - archeolog łagodnie uśmiechnęła się do dziewczyny. - Nie potrzebuję broni.
- Ale - zaczęła Lena
- Możesz mnie nauczyć jak się używa Haki. Jak się stać silniejszą, ale nie ucz mnie jak się posługiwać tą bronią. Oddaj ją swojemu bratu. On jest naszym pokładowym strzelcem - oddała jej pudełko z pistoletami.
- Dlaczego?
- Bo już mam dość zabijania.






Nami leżała w białej szpitalnej sali, w białej miękkiej pościeli, rozmyślając o tym co się stało. Na łóżku obok leżał Usopp chrapiąc głośno. Nie była już w ciąży. Kula, która ją trafiła zabiła jej dziecko. Wiedziała, że do końca życia nie wybaczy dziewczynie, która ją postrzeliła. To, że była siostrą jej przyjaciela nie miało najmniejszego znaczenia. Zabiła cząstkę jej. Już nie będzie matką. Nie będzie przewijać pieluch, uczyć mówić, chodzić, pokazywać mu świat. Zacisnęła pięści na pościeli, poczuła jak łzy mimowolnie spływają jej po policzkach. Ironia losu. Jeszcze miesiąc temu kłóciła się z blondynem o to, że będzie musiała odejść z załogi, a teraz to już nie miało znaczenia. Problem rozwiązał się sam, a raczej to Ona, go rozwiązała. Czuła jak złość wzrasta w niej. Jak powie o tym wszystkim Sanjiemu? I gdzie oni wszyscy są? Przypomniało się jej coś jeszcze. To, że nie odzyskała swojej broni jak i log pose.
Do jej łóżka podeszła pielęgniarka, by zmienić kroplówkę.
- jak się pani czuje? - zagadnęła ją
- A jak mam się czuć? - odwarknęła - śpiewająco jak widać
Pielęgniarka szybko zmieniła kroplówkę i uciekła z sali nie chcąc się narażać na gniew nawigatorki.

Słomiani płynęli już od dobrych dwóch tygodniu w kierunku wyspy. Chopper na tyle wydobrzał, że teraz pomagał Frankiemu przy skonstruowaniu nowego szkieletu dla Brooka. Musieli dorobić mu protezy. Części ze szkieletu anatomicznego w pracowni lekarza nie nadawały się do tego. Były zbyt kruche. Cyborg postanowił, że zrobią jego nowe kości z tego samego materiału, co on umocnił swoje ciało. Pod pokładem misternie wykuwał piszczel po piszczeli, kość po kości. I tak dzięki temu kościotrup mógł już chodzić, ale brakowało mu jeszcze rąk, co doprowadzało do szału Sanjiego, gdyż na niego spadł obowiązek karmienia go. W takich chwilach żałował, że w śród załogi nie mają jakiegoś majtka, na którego, by zwalali brudną robotę. Lecz dzięki temu jego myśli też nie krążyły ciągle wokół jednego. W dzień gotował nie tylko na swoim statku, ale też na statku marynarzy. Miał zajęcie, więc nie myślał, lecz ciągle przed oczy wypływał mu obraz Nami. Tylko, że noce. Noce były najgorsze. Ciągnęły się w nieskończoność. Nie mógł spać, bo jak tylko zasnął dopadały go koszmary, z których budził się zlany ziemnym potem. Szedł do bocianiego gniazda, gdzie w wraz z Zoro kłócił się do późna i pił sake, a gdy tamten zasypiał zostawał sam. Szermierzowi to nie przeszkadzało. Wiedział, że w jakiś sposób mu to pomaga. Nie miał nic przeciwko jego wizytom i tak siedział tu na górze podnosząc ciężary.
Sam kapitan wydawał się mniej wesoły. Podczas całej podróży widział się kilka razy z Kizaru. Rozmawiali poza zasięgiem uszu wszystkich. Po tych rozmowach Luffy chodził zamyślony po pokładzie. Brakowało mu dziewczyn, brakowało mu pokładowego kłamcy, z którym zwykł dowcipkować. Musiał ich uwolnić, za wszelką cenę.
07.10.2009 11:43
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Syrenka Offline
Supernova

*
Liczba postów: 874
Dołączył: 04.09.2009
Skąd:
Post: #57
 
Jeszcze tego samego dnia wieczorem do szpitala zajrzała Lena. Od razu poszła do pokoju brata. Otworzyła drzwi do sali nie pukając. Jej uwadze umknęło to, że przerwała rozmowę pomiędzy towarzyszami. Nie zauważyła nawet, że Nami spojrzała na nią z nienawiścią w oczach.
- cześć brat - powiedziała beztrosko siadając na stołku pomiędzy łóżkami. Na kolanach położyła futerał, który zawierał pistolety - mam dla Ciebie prezent. Co prawda na niego nie zasługujesz?- otworzyła pudełko, w którym połyskiwała wypolerowana broń.
Nami zadziałała instynktownie. Wstała z łóżka. Szybkim ruchem ręki chwyciła za jeden pistoletów i przyłożyła go do skroni nastolatki.
- Dalej rusz się, a zetrze Ci ten uśmieszek w twarzy. - powiedziała to z nienawiścią.
Dziewczyna zastygłą oszołomiona. Jak mogła dać się jej tak podejść? Usopp w oszołomieniu rozdziawił usta, nie mógł wydobyć z siebie głosu.
Przez uchylone drzwi cała tą sytuację obserwowało dwie osoby. Identyczni jak dwie krople wody bliźniacy. Robin wyminęła ich wbiegając do środka.
- Deux Fleur - z rąk Nami wyrosły dwie dodatkowe ręce, które wyrwały jej pistolet z ręki - Pani Nawigator wszystko w porządku?
Dziewczyna roztrzęsiona opadła na kolana. Do oczu nabiegły jej łzy.
- Lena, sądzę, że będzie lepiej jak teraz wyjdziesz.
Rudowłosa będąc nadal w szoku skinęła głową i wyszła z sali zostawiając pistolety. W progu minęła bliźniaków, którzy temu wszystkiemu się przyglądali.
- Ne, Ne Kaoru dawno już nie mieliśmy rozrywki
- Hikaru chyba znaleźliśmy nowe zabawki. - twarze bliźniaków przybrały diabelsko chytry wyraz.
W mieście, którym teraz przebywała trójka słomianych Hikaru i Kaoru byli nazywani diabelskimi bliźniakami. Przezwisko odnosiło się nie tylko do tego, że zjedli w przeszłości diabelski owoc, ale do ich zachowania. Byli to rozpuszczeni panicze z tutejszej szlacheckiej rodziny. Nie robili krzywdy ludziom, ale sprawiali im figle. Jako, że byli zamożni wszystko uchodziło im na sucho. Wszelkie koszty jakie wyrządzili pokrywał za nich ojciec.
Bliźniacy byli praktycznie nie do odróżnienia. Ulubioną ich zabawą było zadawanie do ludzi pytania, który jest który. Obaj byli wysocy. Mili przenikliwe piwne oczy oraz ciemny blond włosy. Ubierali się tak samo, zazwyczaj w białą koszulę bez rękawów z osobnymi mankietami założonymi tuż za nadgarstkiem, czarne galowe spodnie i czarne lakierki.
Gdy mieli 6 lat ich ojciec, za bajeczną sumę kupił dwa diabelskie owoce, który jeden sam chciał zjeść, a drugi dać żonie. Lecz bliźniaki zakradłszy się do pokoju ojca pierwsze do niego dopadły.

Dwójka małych szkrabów zakradła się do biblioteki, gdzie przebywali ich rodzice pochyleni nad dwoma pudełkami.
- kochanie, który byś chciała zjeść. Różany czy motyli?
- Kobieta jest jak kwiat, bez dwóch zdań chcę różany - powiedziała zachwycona
- Jaśnie Panie - w drzwiach stanął kamerdyner - przybyli państwo Zagłoba. Czy mam ich wprowadzić?
- Tak Janie. Już idziemy. - rodzice wyszli z pokoju zostawiając nietknięte owoce oraz dzieci.
Bliźniaki zaciekawione podeszły do stołu na którym leżały diabelskie owoce.
- Ne, Ne Kaoru co to jest?
- Diabelski owoc dający super moc
Twarze braci po chwili rozciągnęły się w leniwym uśmiechu. Dwie małe rączki sięgnęły po jeden czerwony owoc przypominający z wyglądu dużą malinę i drugi czarny niczym bakłażan. Para ust zatopiła się w tym samym momencie w diabelski owoc.
- Nieeeeee!!! - krzyknęła ich matka od progu wbiegając do pokoju. - Nie jedzcie tego!
Było już za późno. Bliźniaki przejęły moc diabelskiego owocu. Ciało Hikaru porosło nagle kolcami. Dziecko nie wiedząc co się dzieje zaczęło wrzeszczeć i biegać jak oszalałe po pokoju.
- Hikaru! Mamusiu co się dzieje z Hikaru - Kaoru widząc co się dzieje z jego bratem zaczął płakać.
- Uspokójcie się! Gdzie jest niania! Hikaru jak się uspokoisz to dostaniesz nową zabawkę
- Kaoru też? - chłopiec zatrzymał się nagle
- Tak, tak Kaoru też.
- Chcemy konika! - powiedzieli jednocześnie
- Dobrze, dobrze - matka machnęła ręką - Gdzie jest ten wasz ojciec? Nigdy go nie ma gdy jest potrzebny! Jonh! Zostańcie tutaj. Zaraz do was przyjdzie niania.
Od tego dnia ich matka miała ciągłe napady migreny, przez to co bliźniaki wyprawiały. Odkrycie i opanowanie nowych zdolności, nie zajęło im dużo czasu. Stali się małymi chochlikami, który uwielbiały psocić.

Jako, że należeli do rodzinny szlacheckiej dostali odpowiednie wykształcenie, które zostało przepłacone nerwami kilku nauczycieli. Potrafili świetnie strzelać z łuku, jak i rzucać nożami.
Hikaru i Kaoru mili swój własny, wewnętrzny świat, do którego nikt nie miał wstępu. Nie przyjaźnili się z nikim, nie potrzebowali żadnego towarzystwa oprócz siebie. Ludzi z miasteczka, traktowali jak zabawki, albo w ogóle na nich nie zważali. Lecz ostatnie wydarzenia jakie miało tu miejsce zwróciły ich uwagę. W mieście nadal pełno kręciło się marynarzy, którzy szukali winowajców tego całego zamieszania. Do uszu kwatery głównej, już dotarły informacje, że trójka słomianych kapeluszy przebywa na wyspie. W celu ich pojmania najbliższe statki będące niedaleko wyspy zostały tam skierowane. Uwadze bliźniaków nie umknęło to. Wiedzieli, że to tylko kwestia czasu, jak tylko marynarka zajrzy do szpitala w poszukiwaniu tej trójki.
Chłopaki bezceremonialnie weszli do Sali.
- Kim jesteście? - Usopp wyciągnął palec w ich kierunku.
Bliźniacy uśmiechnęli się chytrze.
- Ne, Ne Kaoru podobno są to poszukiwani listem gończym piraci.
- Podobno wyznaczona jest za nich wysoka nagroda.
- Ne, Ne jak myślisz, czy dadzą nam kasę jak ich wydamy?
Cała trójka zdumiona wpatrywała się w nich.
- Co chcecie? - odezwała się Robin.
Bliźniacy chytrze uśmiechnęli się do siebie.
- Żebyście poszli z nami - odpowiedzieli razem
- Chcecie nas wydać! - strzelec podbiegł do okna z zamiarem wyskoczenia przez nie.
- Nie. Zabrać ze sobą
- Iiiikkkk. Marynarka już tu jest! - krzykną strzelec.
- Idziemy z nimi - zadecydowała Nami
- Dobry wybór - powiedziały chłopaki.
12.10.2009 11:34
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Odpowiedz 




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Wymiana
One Piece Vampirciowo Fairy Tail Valid XHTML 1.0 Transitional Poprawny CSS!

Kontakt | One Piece Nakama | Wróć do góry | Wróć do forów | Wersja Mobilna | RSS | Mapa Nakama