Czas poruszyć (wydawałoby się) przewałkowany temat jakim jest demokracja. W szkole uczono nas, że demokracja narodziła się w starożytnej Grecji, przytaczano przy tym etymologię w postaci zbitki dwóch mądrze brzmiących słów i w ogóle wynikało z tego, że dzisiejszy ustrój wywodzi się z demokracji greckiej. Nie wiem jak u Was, ale mnie np. w gimnazjum tak uczono. W związku z czym, jestem pewien, że u wielu ludzi na słowo "demokracja" od razu pojawia się skojarzenie "Grecy" "wielcy filozofowie" "najlepszy ustrój, bo lepszego nie ma" etc. Otóż w Grecji demokracja była nie wszędzie i nie zawsze. Oczywiście w tradycji najlepiej zachował się przekaz o demokracji ateńskiej. Kto czytał wojnę peloponeską Tukidydesa, pewnie pamięta tą całą mowę Peryklesa wychwalającą ateński ustrój. Kwestia ówczesnej demokracji to temat powszechnie znany, każdy słyszał o eklezji, więc nie ma sensu dalej się na ten temat rozpisywać.
Otóż jak zwróciłem uwagę w innym temacie (i tutaj to powtórzę) już wówczas zauważono wady demokracji. Najpierw Platon, pamiętając co demokracja zrobiła z jego ukochanym nauczycielem Sokratesem, w trakcie układania swojej wizji idealnego państwa umieścił demokrację jako przedostatnie stadium zdegenerowanego ustroju, tuż przed tyranią.
Zaraz po nim Arystoteles zrobił dokładnie to samo, przeciwstawiając zdegenerowaną demokrację, dobrej formie rządów, czyli tzw. politeji.
Otóż u podstaw demokracji legło jedno bzdurne założenie: że każdy człowiek (mądry, głupi) jest obdarzony zdolnością polityczną, a co za tym idzie zdolnością odróżniania tego co piękne i dobre (kalos k'agathos) od tego co złe i szkodliwe, a także zmysłem sprawiedliwości. Co gorsza - nie potrafią odróżnić PRAWDY od FAŁSZU! Wystarczy przyjrzeć się na dzisiejszą demokrację. Ludzie są po prostu głupi. Idę o zakład, że gdyby w wyborach do rady gminy/rady miasta wystartowała Doda, to z miejsca miałaby zapewniony mandat. Mało tego - z racji ordynacji pociągnęłaby kolegów z listy.
Ale zostawmy demokrację w stylu greckim. To, co mamy dzisiaj ukształtowało się dużo, dużo później. W dobie oświecenia i ogólnej fascynacji wszystkim co antyczne, znany wszystkim J.J. Rousseau w swojej pracy "umowa społeczna" zawarł coś, co pokutuje do dziś. Koncepcja którą wtedy wymyślił jest między innymi żywcem wklejona do naszej Konstytucji. Daleko nie trzeba szukać, bo na ten zapis natkniecie się już w jednym z pierwszych artykułów. Otóż to, co wymyślił Rousseau to tzw. koncepcja suwerenności ludu (Narodu). Pomijam wcześniejsze tego typu pomysły np. Marsyliusza, który wymyślił coś podobnego w średniowieczu. Rousseau wpadł na pomysł zaszczepienia antycznych wzorców, do realiów nowożytnych. Stwierdził, że Lud przed nikim nie odpowiada i może pójść w dowolną stronę, może robić co chce. W końcu...jest suwerenem. Oczywiście w swoich utopijnych wywodach dystansował się od pomysłu demokracji pośredniej, a tym bardziej od "zawodowej kadry rządzących". Przy tej okazji warto dodać, że to właśnie myśl Rousseau'a inspirowała lewacki przewrót z 1789 i zastąpienie suwerena w postaci monarchy na lud.
Odpuszczę sobie opisywanie dalszego rozwoju demokracji, rozwój parlamentaryzmu, bo to nie będzie potrzebne do dalszych wywodów. Przyjrzyjmy się dzisiejszej demokracji funkcjonującej w Polsce. Postaram się wykazać, że ideały antyczne, albo nawet wynikające z kontraktualizmu Rousseau'a w dzisiejszych realiach nie funkcjonują i tak naprawdę jest to jakiś dziwaczny twór w którym władzę sprawują (pieniądz, partykularny interes, służby) ale na pewno nie Naród.
Zacznijmy może od najniższego szczebla :-P To co się wyprawia w wyborach do np. rad gmin z większą liczbą mieszkańców to kpina. Ordynacja jest skonstruowana tak, że osoba uzyskująca ledwo 70 głosów wygrywa, a inna osoba która uzyskała np. 150 głosów przegrywa. Dzieje się tak ze względu na ordynację, która w gminach powyżej 20 tys. i w całości powiatach i województwach wprowadza system proporcjonalny. Oznacza to, że aby zostać radnym trzeba znaleźć się na dobrej liście. Dobrej, czyli takiej która na pierwszej pozycji ma jakąś znaną postać np. "Doda Elektroda" :lol: Wówczas taka osoba, niczym lokomotywa pociąga pozostałe osoby. Ot cała "demokracja".
PS. Ile potrzeba głosów, by zostać radnym? Siedem :mrgreen: Naprawdę, była taka akcja w jakiejś gminie.
Weźmy teraz pod lupę wybory parlamentarne.
Co to za twór ten próg wyborczy? Blokowanie wstępu do Sejmu dla ugrupowań, które nie osiągnęły tych kilku ustawowych procent. Dlaczego w Sejmie nie może znaleźć się trzyosobowa partia? Skoro Naród w demokratycznym wyborze deleguje swoich przedstawicieli, to powinno to być respektowane. Ale po wyborach z 1991 nauczyli się, że może to być niebezpieczne, bo nawet jedna przypadkowa osoba może wywołać zamęt (pamiętamy akcję z 1992). Chodzi najzwyczajniej w świecie o utrzymanie establishmentu i niedopuszczenie do władzy przypadkiem jakiejś przybłędy.
Do tego można dodać stosowane przeliczniki (metoda d'Hondta i Sainte-Laguë'a)
Przykładowo: w 2001 AWS i UW zmienili ordynację wyborczą, w skutek czego (chodziło właśnie o zmianę przelicznika) ich przeciwnik polityczny (SLD) stracił aż 24 mandaty. :-P
Otóż dzisiejsza demokracja jest całkowicie nieudaną próbą wszczepienia ideałów antycznych we współczesną rzeczywistość. Człowiek starożytny charakteryzował się zupełnie innymi cechami - cechował się przede wszystkim cnotą, szlachetnością duszy i dążeniem do dobra wspólnego. Współczesny człowiek natomiast jest egoistyczny, skupiony na własnym szczęściu i pogonią za pieniądzem. W efekcie nie rządzi "Naród" tylko wąskie establishment w postaci partii politycznych, za którymi stoi PIENIĄDZ. To pieniądz kształtuje demokrację! To pieniądz zapewnia dostęp do środków masowej manipulacji. To doskonale widać w trakcie obecnej kampanii prezydenckiej. Prezydentem zostanie ten, kto ma więcej pieniędzy na spoty telewizyjne, bilbordy, reklamy internetowe i "wtyki" w mediach.
Dzisiejsza demokracja serwuje DOKŁADNIE to, co jest potrzebne do niemal oligarchicznego stylu sprawowania władzy. Otóż nafaszerowany przekazami medialnymi dziki tłum w bezrefleksyjnym akcie wyborczym realizuje dyktat establishmentu. W takim systemie rządów nie liczy się SŁUSZNOŚĆ podejmowanych decyzji, bowiem jednostki decyzyjne nie odróżniają tego co właściwe i sprawiedliwe od tego co niesłuszne i krzywdzące.
Chciałbym, abyście przeanalizowali następujące materiały:
http://www.youtube.com/watch?v=Zk4DKR-oBYo
http://www.youtube.com/watch?v=-xBl6-gGc...re=channel
Wystawia się tutaj znane postacie, które jak widać wypowiadają się w sposób bardzo rzeczowy i fachowy. Swoim darem przekonywania i sztuką argumentacji mogliby zmasakrować samych Sofistów. 8-) No sorry, bądźmy poważni. Wielu ludzi niestety daje się nabrać na tą pseudo-retorykę i jak bydło idą głosować tylko dlatego, że ktoś znany i lubiany tak powiedział. Ludzie głosują także na samych znanych i lubianych. Powiedzcie mi co u licha w jaki sposób w Sejmie znalazł się Janusz Dzięcioł? Albo co gorsza Sebastian Florek, który ogłosił że będzie brał udział w pracach wszystkich komisji sejmowych naraz. Wiadomo przecież, że tak się fizycznie nie da.
W realiach tak działającej "demokracji" prawda obiektywna nie istnieje. Jeżeli znajdzie się jakiś mądry człowiek głoszący prawdę, to wśród głupców ZAWSZE zostanie okrzyknięty głupcem. Nie ma rady. Jeżeli bliżej przyjrzycie się obecnej sytuacji politycznej, to doskonale to zauważycie. Większość ludzi żyje w fikcji, której nie ma. Przeraża mnie to, że preferencje wyborcze większości ludzi kształtuje telewizja.

Ludzi uświadomionych jest tak naprawdę bardzo mało. Niewielu interesuje się historią, czy filozofią polityczną. Jeżeli ktoś się interesuje i powie coś "nie tak", to z miejsca jest oszołomem.
Przyglądam się na ten cały bałagan i jedno mogę powiedzieć: ludzie żyją w matrixie. Ten matrix polega na wizji demokratycznego państwa prawa, w której co jakiś czas odbywają się wybory, w których społeczeństwo ma okazję delegować swoich przedstawicieli do parlamentów, organów samorządowych, bądź wybrać prezydenta. Rodzynkiem w tej fikcji jest idea "państwa prawa" w którym nie tylko obywatele, ale i organy mają obowiązek przestrzegania ustaw i pozostałych aktów. 8-) Ja już w to nie wierzę. Czasami dochodzę do wniosku, patrząc na niektóre artykuły Konstytucji, że tym można się zwyczajnie podetrzeć. Naprawdę.
Ostatnio coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że to nie obywatele kształtują rzeczywistość państwa. Wśród wciąż powtarzających się afer ostatnich lat najbardziej dało do myślenia porwanie i zabójstwo Krzysztofa Olewnika. Czasami Korwin-Mikke o tym wspomina, ale ja to powtórzę. Kiedyś w tygodniku NIE Jerzego Urbana (dawny rzecznik prasowy rządu PRL) zamieścił wywiad z WYSOKIM oficerem służb specjalnych, który powiedział coś takiego: ?Tak, macie rację: w każdej większej aferze maczały palce służby specjalne. Ale nigdy tego nie wykryjecie, bo gdyby to groziło, służby uciekną się do pomówień, kłamstw, szantażu ? a w ostateczności do fizycznej likwidacji?.
Otóż co do sprawy Olewnika nie mam najmniejszych wątpliwości, że było tak samo. Potwierdzają to zresztą wszystkie doniesienia prasowe. Nawet nie zdajecie sobie sprawy w jaki sposób mafia o nazwie PZPR przekształciła się w mafie zamieszane we wszystkie co głośniejsze sprawy ostatnich 20-tu lat. Takie proste wnioski nasuwają się najzwyczajniej po prześledzeniu artykułów prasowych. Okazuje się wówczas, że np. Strózik zamieszany w aferę paliwową to były agent SB. Wciąż powtarzam i będę to głośno mówił, że dzisiejsze państwo jest męczone przez ten nienależycie usunięty nowotwór.
Refleksja nad stanem dzisiejszego państwa, prowadzi do smutnych wniosków. Podsumowując :-| nie wierzę w konstytucyjny zapis o "demokratycznym państwie prawa". Ani jedno, ani drugie nie jest moim zdaniem przestrzegane.