Aktualny czas: 25.02.2018, 12:00 Witaj! (LogowanieRejestracja)

Na stronie pojawił się już nowy rozdział 895 po polsku!

Odpowiedz 
One Piece - Shin Sekai(alternatywna wersja)
Autor Wiadomość
barry Offline
Szczur Lądowy
Pirat

*
Liczba postów: 21
Dołączył: 28.07.2013
Skąd:
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #1
One Piece - Shin Sekai(alternatywna wersja)
Przede wszystkim chciałbym się przywitać, gdyż jest to mój 1 post.
Dalej: zawsze lubiłem analizować nowe rozdziały OP i wyobrażać sobie co będzie dalej. Ofc rzadko kiedy moje spekulacje okazywały się rzeczywistością, ale od czego mamy wyobraźnię ;D
Jest to zatem alternatywna wersja wydarzeń z One Piece, począwszy od chaptera nr 696.
Możliwe że będę w późniejszych wydarzeniach korzystał z postaci/wątków wprowadzonych przez Odę w późniejszych rozdziałach, aczkolwiek mam mnóstwo własnych pomysłów Wink

1. Przybywa Doflamingo!

Punk Hazard, Nowy Świat

- Hej, Słomiany, powinniśmy się już zwijać. Tobie radziłbym to samo, Smoker.
- Hmm? Dlaszego tak myszlisz, Traffy? - spytał Luffy z ustami pełnymi mięsa. Przełknął, co dla normalnego człowieka mogłoby być niemożliwe z uwagi na ilość pokarmu jaką młody pirat miał w ustach, ale dla gumiaka nie była to żaden wyczyn. – Przecież imprezka wciąż trwa, nie? Spójrz, nawet marynarze świetnie się bawią!
- Zabawa się skończy jak tylko Doflamingo tu dotrze, a biorąc pod uwagę to, jak ważny jest dla niego Caesar – Law spojrzał na nieprzytomnego naukowca, związanego łańcuchem z kairoseki – to mamy nie więcej niż 3 godziny. I nie nazywaj mnie Traffy.
- Nie doceniasz naszego panicza, Law! – Ryknął Buffalo. Mimo odniesionych ran, wciąż pozostawał przytomny, w przeciwieństwie do Baby 5. Próbował wstać z ziemi, ale krępujące go więzy skutecznie mu to uniemożliwiły. – Panicz z całą pewnością wkrótce tu będzie, a wtedy nic i nikt ci nie pomoże! A ty, Słomiany, co się tak głupio szczerzysz? Panicz zabije również ciebie i twoją załogę, za to co zrobiliście z Caesarem i jego eksperymentem!
- Jeśli ten Mingo czy jak mu tam spróbuje tknąć moją załogę, skopię mu dupę. – Powiedział Słomiany z poważnym wyrazem twarzy. – Więc lepiej się przymknij, grubasie.
- Nie jestem gruby!!! To same mię…
- Hej, co to? – krzyknął któryś z marynarzy z G-5. – Coś tu leci, jakiś pocisk czy co…
Nie dokończył zdania, bo lecąca z nieba postać uderzyła w nieszczęśnika z ogromną prędkością, zabijając go na miejscu. Przybysz wstał, otrzepał się z kurzu i obrzucił wzrokiem zszokowanych jego przybyciem piratów i marynarzy.
- Proszę proszę, więc to jednak prawda, Law? Zawiązałeś sojusz ze Słomianymi?
- Powiedziałbym że miło cię widzieć, ale wtedy musiałbym skłamać, Doffy – powiedział z przekąsem Law. – Źle zrobiłeś, ze przybyłeś tu sam – nie masz szans wygrać z nami wszystkimi.
- Myślę że to jednak ja mam przewagę, panie Shichibukai. O, przepraszam – były Shichibukai. Bo wiesz, poczyniłem już pewne kroki…
- Zapłacisz mi za Kanjuro, Doflamingo! – Kinemon dosłownie znikąd pojawił się za plecami dopiero co przybyłego pirata. – Posmakuj Ognistej Stali z Wano, śmieciu! – Krzyknął, gdy jego miecz otoczyły płomienie.
- Kolejny samurai? – Schichibukai obrócił się od niechcenia. – Atakując tak bezmyślnie, nigdy nie wygrasz. Ten twój kumpel, Kankuro czy jak mu tam, był tak samo głupi i zgarnął wpiernicz.
- Nie będziesz plugawił dobrego imienia Kanjuro, podły piracie! – Samurai skoczył w górę, gotowy do zadania ciosu. Zakręcił mieczem nad głową, a płomień otaczający ostrze przybrał na sile. – Zdychaj, Doflamnigo! – Krzyknął Kinemon, zamachując się mieczem. Fala ognia z ogromną prędkością pomknęła ku Schuchibukai, w jednej chwili otaczając go szalejącymi płomieniami. Fala gorąca była tak silna, ze stopiła cały śnieg w promieniu kilkunastu metrów.
- T-to jest siła samurajów z Wano!? – Usopp padł na ziemię, zasłaniając twarz. – Jak coś takiego jest w ogóle możliwe? Bez żadnego owocu?
- Ta, jest całkiem silny. Nie chciałbym mieć w nim wroga. – Sanji wyciągnął kolejnego papierosa, który momentalnie zaczął się tlić.
Samurai wylądował tuż za płonącym przeciwnikiem. - To by było na tyle. Mój przyjaciel został pomszczony. – Szepnął, wsuwając miecz do pochwy. W tym samym momencie z jego ramion i nóg trysnęła krew.
- Racja, to koniec, przynajmniej jeśli chodzi o ciebie. – Doflamingo jak gdyby nigdy nic wyszedł z pomiędzy otaczających go płomieni. – Jeśli każdy samurai jest tak słaby, to nie dziwię się, że musieliście prosić mnie o pomoc.
- Żaden samurai…nigdy nie prosiłby o pomoc…takiej szumowiny… - Kinemon próbował wstać, ale pirat przycisnął go stopą do ziemi.
- Wygląda na to, że bardzo mało wiesz, panie samuraju. Mógłbym ci powiedzieć co nieco skoro i tak zaraz umrzesz…
- Zostaw go! – Momonosuke rzucił się ku ojcu. – Ty…ty…podły piracie!
- Dzieci nie powinny się wtrącać kiedy dorośli rozmawiają. – Doflamingo jednym kopnięciem posłał malca wprost pomiędzy Słomianych. – Zostań tam, mały, mam do pogadania z twoim ojczulkiem.
- Gomu Gomu no Jet Pistol! – Pięść Luffiego o włos minęła blondyna, który po prostu odchylił głowę, jakby przewidując, gdzie padnie cios. Z rozbawieniem pogroził mu palcem. – Naprawdę chcesz robić sobie ze mnie wroga, Słomiany? Wiesz, jeśli oddasz mi Caesara i moich podwładnych, to zapomnę o wszystkim…pod jednym warunkiem.
- Nie myśl że będziemy robić z tobą jakiekolwiek interesy, Joker. – Trafalgar Law był wyraźnie zdenerwowany. – Jeśli natychmiast się stąd nie zabierzesz, to…
- To co? – Drugi Shichibukai przerwał mu ze zniecierpliwieniem. – Zabijesz mnie? Jeśli chcesz to spróbuj.
- Jak sobie życzysz. Room! – W zasięgu sfery Lawa w mgnieniu oka znalazły się się cztery osoby: Doflamingo, Luffy, nieprzytomny Kinemon i sam Law. – Vergo tez zgrywał twardziela, a dostał łomot.
- Och, a czy Vergo potrafi tak? – Joker w jednej chwili znalazł się przed Lawem, łapiąc go za gardło i unosząc nad ziemią. – Mocny tylko w gębie?
- Ej, Mingo! Nie zapominaj o mnie! – Luffy skoczył na niego niczym bestia, ale Doflamingo bez trudu pochwycił i jego. Słomiany szamotał się, jednak bez skutku.
- Hej, nie gapcie się tak tylko zróbcie coś! – Krzyknęła Nami do reszty załogi. – W końcu mamy przewagę liczebną!
- Skoro tak, to czemu zwiałaś na statek? – Z przekąsem spytał Usopp.
- Ktoś musi przygotować okręt do ucieczki, jakbyście dali ciała, idioci!
- Miło że w nas wierzysz, Nami…
- Nami-swaan, pokonam dla ciebie tego podłego Schichibukai! – Krzyknął do nawigatorki Sanji, biegnąc w kierunku rozgrywającej się walki.
- Nie podniecaj się tak, głupi kuku. Jeśli go zaatakujesz, ten koleś z pewnością cię zabije. – Mruknął Zoro, będący tuz za nim.
- Hę? Odkąd to tak się o mnie martwisz, co marimo?
- Po prostu… ktoś musi gotować.
- Idiota!
Szermierz i kucharz zaatakowali Jokera jednocześnie z dwóch stron. Zwyczajny przeciwnik z pewnością zostałby wręcz zmiażdżony przez tych dwóch, ale Donquixote Doflamingo nie był w żadnym calu zwyczajny, o czym zresztą miał się wkrótce przekonać niemal cały świat.
- Diable Jambe…
- Ittoryu…
Joker tylko uśmiechnął się pogardliwie i wyrzucił Lawa i Luffiego w powietrze, po czym złapał napastników za karki i bezceremonialnie zderzył ich głowami.
- Co do cholery… - Zoro złapał się za krwawiący nos, co natychmiast wykorzystał jego przeciwnik, chwytając go za kołnierz i wystawiając wprost na następny kopniak Sanjiego. Następnie uniknął ataku z powietrza Luffiego, odskoczył przed skałą ciśniętą w jego kierunku przez Lawa, po czym jednym niedbałym kopnięciem wbił ledwo nadążającego za jego ruchami kucharza Słomianych w ziemię.
- Za silny…Ten koleś jest jakimś potworem… - Szepnął Usopp, z niedowierzaniem patrząc jak jego najsilniejsi towarzysze i kapitan zbierają cięgi od ekscentrycznie ubranego, acz niewyglądającego na specjalnie silnego pirata. – Luffy! Weź się w garść! Przecież pokonywałeś już Shichibukai, pamiętasz!?
- Racja! Niemożliwe żebyś był dużo silniejszy od Croca czy Morii, Mingo! Gomu Gomu no Jet Gatling! – Luffy, znów pewny siebie, ponownie zaatakował. Tym razem Doflamingo nie unikał ataku. Złapał obie pięści przeciwnika i ścisnął tak mocno, że mimo gumowego ciała, Luffy padł na kolana z bólu, gdy z jego dłoni trysnęła krew.
- Jeśli myślisz że pójdzie ci ze mną tak samo łatwo jak z tymi słabeuszami, to jesteś głupszy niż myślałem. Niemniej jednak, wciąż mamy parę spraw do obgadania, panie Słomiany.


Jak wspomniałem, jest to mój 1 fic, dlatego liczę się z ogromem błędów jakie pewnie popełniłem, Niemniej, wszelka krytykę przyjmę na klatę.
28.07.2013 17:24
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Dubi Offline
Majtek
Pirat

*
Liczba postów: 69
Dołączył: 25.04.2009
Skąd: Łódź
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #2
RE: One Piece - Shin Sekai(alternatywna wersja)
Super czekamy na ciąg dalszy tej historii Smile
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.07.2013 20:58 przez Dubi. Powód: Poprawiona ortografia)
28.07.2013 20:57
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Devzan Offline
I own you.
Łowca Piratów

*
Liczba postów: 3,834
Dołączył: 15.12.2011
Skąd: Kraków
Poziom ostrzeżeń: 20%
Post: #3
RE: One Piece - Shin Sekai(alternatywna wersja)
No, nawet nieźle Tongue Pod względem struktury itd. nie oceniam bo sam jestem laikiem, a pod względem fabuły itd. to raz - nie widzi mi się taki przebieg wydarzeń xD, a dwa - urwał się w dziwnym miejscu. No i generalnie cały przegadany.
28.07.2013 21:14
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
barry Offline
Szczur Lądowy
Pirat

*
Liczba postów: 21
Dołączył: 28.07.2013
Skąd:
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #4
RE: One Piece - Shin Sekai(alternatywna wersja)
2gi rozdział

2. Shichibukai, Donquixote Doflamingo

- Hej, Momo, wstawaj! Musimy się stąd zabierać! - krzyknął Chopper. - Luffy i reszta na pewno sobie poradzą! No dalej. rusz się!
- Ja...nie mogę się ruszyć...-szepnął chłopiec ze łzami w oczach.

Tymczasem Zoro, Luffy, Law i Sanji wciąż toczyli rozpaczliwą walkę z Doflamingo. Ten, w przeciwieństwie do nich, wydawał się bawić całą sytuacją.
- Wciąż myslicie że macie ze mną jakiekolwiek szanse? Law, nie spodziewałem się po tobie takiej głupoty. Serio, zwrócić się przeciwko swojemu dawnemu kapitanowi? - Zwrócił się ku drugiemu Shichibukai, jednocześnie unikając Bazooki Luffiego. - Jak niegrzecznie z twojej strony. A wiązałem z tobą wielkie nadzieje, wiesz? - Odchylił się lekko do tyłu, a rozpedzone ostrze o centymetry minęło jego gardło.
- Midoriboshi - Spinam! - Niewielki pocisk wystrzelony z procy Usoppa uderzył w ziemię wprost pod nogami Jokera. Po chwili w miejscu uderzenia zaczęły wyrastać długie kolczaste pnącza, stopniowo oplatające jego ciało. W ciągu kilku sekund Shichibukai był kompletnie unieruchomiony.
- Dobra robota Usopp! - Krzyknął do przyjaciela Luffy. - Załatwiłeś go!
- Właściwie to myślałem ze ten cały Mingo będzie silniejszy. - Powiedział długonosy, usmiechając się z zakłopotaniem. - Oczywiście, zwykły Shichibukai to pestka dla Usoppa, Dzielnego Wojownika Mórz, ale mimo wszystko...
- Cóż, najwyraźniej was nie doceniłem. Przyznaję - macie mnie. - Doflamingo wykonał teatralny ukłon na tyle na ile pozwalały krępujace go rośliny. - No to co Law, czego ty możesz ode mnie chcieć? Chodzi ci o pieniądze, wpływy, niewolników? Wszystko to mogę załatwić od ręki.
- Nie udawaj debila, Joker. Dobrze wiesz o co mi chodziło cały ten czas. - Odezwał się Law po chwili milczenia.
- No tak, nie porywałbys Caesara bez powodu. A więc...naprawdę chcesz zaatakować Kaidou?
- W Nowym Świecie istanieją tylko dwie opcje aby przeżyć: związać się z którymś Yonkou albo wystąpić przeciwko niemu. Sam mnie tego nauczyłeś, pamietasz?
- Cóż za głupota. Myślałem ze jesteś mądrzejszy, Law. A ty co o tym sądzisz Smoker? - Doflamingo zwrócił się do dotychczas trzymającego się na uboczu vice-admirała. - Nie dostałeś przypadkiem jakiejś wiadomości z kwatery głównej?
- Nie mam pojecia o czym mówisz, Joker. Wiedz jednak, że raport z wydarzeń które miały miejsce na tej wyspie zostanie przekazany do odpowiednich osób. Po tym, czego się dowiedziałem, jestem pewien że twój czas jako Shichibukai jest policzony.
- Nie byłbym tego taki pewien. Bo wiesz, mam bardzo wpływowych przyjaciół... - Shichibukai przerwał, gdy zadzwonił ślimakofon w kieszeni Smokera. - Och, o wilku mowa. - Uśmiechnał sie szyderczo do Lawa i Luffiego.
- Tak, tutaj Smoker...Nie, wszystko w porządku. Doflamingo? Jest tutaj, jednak dowiedziałem się, że on...Nie, nie jest ranny. Rozumiem...To rozkaz z samej góry? Ach tak...- Vice-admirał był wyraźnie zdenerwowany rozmową. Może to przez rozkaz który otrzymał, a może peszyła go ranga rozmówcy. Po chwili odłożył słuchawkę..
- I co, i co? - Dopytywał się gorączkowo Doflamingo. - No powiedz, panie vice-admirale, kto to był? Kto dzwonił, Smoker?
Smoker zbył pytanie blondyna milczeniem. Usiadł na ziemi i spojrzał ze smutkiem na Lawa.
- Trafalgarze Law, właśnie zostałeś pozbawiony tytułu Shichibukai.
- Co? Kto to był, do cholery!? Odpowiadaj, Smoker! - Cały spokój w jednej chwili opuścił Lawa. Młody pirat stał naprzeciwko oddziału marines i dosłownie trząsł się z gniewu.
- No, to chyba mamy jasność sytuacji, Smo-chan. - Dolfamingo jak gdyby nigdy nic uwolnił się z krępujacych go więzów. - Ale niech się upewnię: mamy tutaj Shchichibukai, Vice-admirała i oddział marynarzy. Co rzeczony vice powinien zrobić, gdy naprzeciwko niego stoi dwóch piratów, z nagrodami 400 milionów i więcej za głowę?
- Powinien...ich pojmać.
- Właśnie tak! - Joker z zadowoleniem klasnął w dłonie. - Więc...łap ich, Smoker-san.
- Nie.
- Co? Czyzbyś się mi sprzeciwił? Nie wiesz jak to może się dla ciebie skonczyć?
- Nie mam zamiaru wypełniać rozkazów takiej szumowiny jak ty, Doflamingo! Nie obchodzi mnie, jakie masz kontakty! Nawet jeśli to piraci, wciąż zawdzieczam im życie. Zaś co do ciebie, Joker...- Smoker podniósł się z ziemi i błyskawicznie, zamieniając sie w dym, znalazł się za plecami Doflamingo. - Nie pozwolę ci opuścić tej wyspy!
- Jaka szkoda. - Vice-admirał nawet nie drgnął, gdy z jego rozciętego brzucha wytrysneła krew. Opadł bez sił, wpatrując się hardo w twarz przeciwnika.
- A mogłeś mieć taką wspaniałą karierę. Gdybyś tylko współpracował...
- Panie Smo! - Marynarze wystrzelili w stronę Jokera ze wszystkiego co mieli, ale on bez trudu unikał kolejnych pocisków. - Odsuń się od niego, ty szumowino!
- Idioci! Uciekajcie, zanim...- Smoker zdołał powiedzieć tylko tyle, kaszląc krwią.
- Kolejne utrapienie. - Doflamingo wskoczył pomiedzy marynarzy i szeroko rozpostarł ramiona. - Silver Wings! - Co bardziej spostrzegawczy marines ujrzeli wtedy refelksy światła na czubkach jego palców. Chwilę później leżeli nieprzytomni, brocząc krwią z licznych ran na całym ciele. Shichibukai odpowiedzialny za masakrę marynarzy otarł posokę która ubrudziła mu twarz i spojrzał w stronę Słomianych, którzy zszokowani przyglądali się trwającemu ledwie kilka sekund spektaklowi grozy.
- To co Słomiany? Druga runda?
- Nie byłabym taka pewna. - Wszyscy zwrócili się w stronę Robin, która nagle weszła pomiędzy Zora a Sanjiego. - Seis Fleur:Twist! - W jednej chwili kilka ramion wyrosło na całej powierzchni ciała Doflamingo, wykręcając mu ręce i odchylając głowę do tyłu. - Jeden ruch, a skręcę ci kark. W zwyczajnej walce z pewnoscią zostałabym zabita, ale sam widzisz...Twoja sytuacja nie jest najlepsza. Czy w takim razie poddasz się? Myślę że oszczędziłoby to obu stronom wielu kłopotów. - Uśmiechnęła sie, zupełnie jakby była na pikniku, a nie w trakcie walki na śmierć i życie.
- Robin, wracaj! - Krzykneła do przyjaciółki Nami. - Luffy i reszta się nim zajmą, to zbyt niebezpieczne, aby tam przebywać! Proszę, wróć na statek! - Jednak Robin nic sobie nie robiła z próśb rudowłosej.
- To jak, panie Donquixote?
- Ty musisz być Nico Robin, jedna z ocalałych z Ohary, prawda?
- Zaraz...byli jacyś ludzie poza mną którzy przeżyli Buster Call?
- Możliwe...- Dolfamingo usmiechnął się złośliwie. - Ale nigdy się tego nie dowiesz.
W tym momencie wszyscy, poza Luffym i Jokerem momentalnie stracili przytomność, upadając na ziemię. Słomiany z przerażeniem rozglądał się wokół - nawet jego towarzysze na Sunnym nie unikneli ataku,
- Ty draniu! To było...
- Dokładnie tak, Królewskie Haki. Zdziwiony? Dużo silniejsze od twojego, prawda? Aż dziw że i ty nie zemdlałeś. Ale to dobrze - mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia.
29.07.2013 15:21
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Devzan Offline
I own you.
Łowca Piratów

*
Liczba postów: 3,834
Dołączył: 15.12.2011
Skąd: Kraków
Poziom ostrzeżeń: 20%
Post: #5
RE: One Piece - Shin Sekai(alternatywna wersja)
Hm, znów gadanina xD I trochę przedobrzeni Usopp i Robin :/ Za to podobał mi się plot twist, który ładnie wykreował solówkę Luffy'ego z Doflą. Martwi mnie tylko, dlaczego nawet Smoker i Law padli, teoretycznie nie powinni xD
29.07.2013 15:42
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
barry Offline
Szczur Lądowy
Pirat

*
Liczba postów: 21
Dołączył: 28.07.2013
Skąd:
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #6
RE: One Piece - Shin Sekai(alternatywna wersja)
Kolejny rozdział:

3. Propozycja nie do odrzucenia

- Jakim cudem? Niemożliwe żeby Haki było takie silne...Co ty zrobiłeś, Mingo!
- Wygląda na to, że Rayleigh nie powiedział ci o wszystkim. Ale jeśli chcesz...mogę powiedzieć ci co nieco. Wystarczy że pójdziesz ze mną, i zostaniesz moim podwładnym!
- O czym ty gadasz!? - Wściekłość Luffiego na Shichibukai rosła z każdą sekundą. Mimo wszystko, nie atakował. - Nie ma mowy żebym został towim sługą, idioto!
- Nie słyszałeś co mówiłem wcześniej? - Powiedział Doflamingo ze zniecierpliwieniem. - Propozycja nie do odrzucenia znaczy, że nie możesz jej odrzucić, jasne?
- Ej, a kto mi zabroni? Nie to nie.
- W takim wypadku... - Joker nagle znalazł się tuż przed twarzą pirata. - ...musiałbym was wszystkich zabić. Więc jak, Słomiany? Pójdziesz ze mną, a w zamian nie tknę twoich kumpli.
Myśl szybko, nie mamy całego dnia. Chciałbym wrócić na Dressrossę przed zmrokiem, mam jeszcze kilka spraw do załatwienia, a zostały tylko trzy dni...
Luffy nie pozwolił mu dokończyć. W jednej chwili odpalił Gear Second i z olbrzymią szybkością uderzył Shichibukai w brzuch. Doflamingo kaszlnął i zgiął się w pół, gdy dosiegnął go kolejny cios - pięść Słomianego uderzyła wprost w podbródek blondyna, wyrzucając go w powietrze. Gumiak wystrzelił ku niemu ramię, łapiąc korsarza za nogę, jednak ten wykonał widowiskowe salto w powietrzu przyciągając do siebie młodego pirata.
- Jednak to prawda, to wszystko o “D” - powiedział chwytając Luffiego. - W takim wypadku nie dajesz mi wyboru. Może to cię przekona...
Gdy opadli na ziemię po krótkiej wymianie ciosów w powietrzu, Doflamingo wyciągnął z kieszeni bogato opierzonego płaszcza niewielki czerwony owoc.
- Chcesz mnie przekupić Diabelskim Owocem? Mam już jeden. - Powiedział ze zdziwieniem Luffy. - Jakbym zjadł drugi, to bym umarł.
- Przyjrzyj się dobrze, Słomiany. Zdobycie tego owocu wiele mnie kosztowało, a bez mojej pozycji i kontaktów byłoby niemożliwe, abyś kiedykolwiek go ujrzał. Powinieneś być szczęśliwy - oto ostatnie co zostało na świeciem bo twoim bracie, Portgasie D. Ace, Diabelski Owoc typu Logia, Mera Mera!
- Coo? Skąd go masz, owoc Ace’a?
- Powinieneś to wiedzieć, przecież sam jesteś użytkownikiem. Po śmierci twojego brata, Mera Mera no Mi odrodził się gdzieś na Grand Line. Szukałem go od pewnego czasu, ale dopiero niedawno trafił na czarny rynek. Jak mówiłem, zdobycie go drogo mnie kosztowało.
- Oddawaj mi go natychmiast, Mingo!
- Więc jednak go chcesz? To zrozumiałe, co więcej pozostało po twoim bracie...nic. W takim razie, mam nową propozycję: pójdziesz ze mną, a dam ci owoc który trzymam w ręku i oszczędzę twoją załogę. To moja ostatnia propozycja. Myśl szybko, masz minutę.
- Luffy... Nie możesz się zgodzić! - Zoro z trudem podniósł się z ziemii. - Jeśli odejdziesz... jak przeżyjemy w Nowym Świecie!
- Fufufu, cóż za bezczelność. Odzywać się tak do swojego kapitana. - Doflamingo spojrzał ze dezaprobatą na zielonowłosego. - Na twoim miejscu, Słomiany, zabiłbym go.
- Wybacz, Zoro. - Luffy podszedł do szermierza. - Nie mam wyboru. - Roronoa otrzymał potężne uderzenie w żołądek. Gdy upadł, kapitan Słomianych założył mu kapelusz na głowę. - Zaopiekuj się nim, dopóki nie wrócę. - Szepnął, po czym odwrócił się do Shichibukai. - Zgadzam się.
- Doskonale! Jednak nie jesteś taki głupi na jakiego wyglądasz. - Doflamingo podszedł do swoich podwładnych, przywiąznych do skały.
- Paniczu! Wiedziałem że się paniczowi uda! Wybacz nam, że nie wykonaliśmy zadania! - Krzyczał Buffalo, gdy Jokar uwalniał go z kajdan.
- Tak, tak, nie tłumacz się. Porozmawiamy gdy wrócimy do domu. Baby 5?
- Tak, wasza wysokość?
- Weź kajdanki z kairouseki i załóż je Słomianemu. Buffalo, spróbuj ocucić Caesara. Wracamy na Dressrosę.
- Skuć Słomianego? Chcesz zabrać go ze sobą paniczu? - Spytała sie pokojówka.
- Oczywiście. Zabijanie go byłoby marnotrastwem jego potencjału, a gdybym pozwolił mu pływać po Grand Line samopas stanowiłby zagrożenie nie tylko dla mnie, ale każdego pirata który latami pracował na swoją pozycję. Najgorsze pokolenie, hmm? W dodatku jest człowiekiem z “D” i Królewskim Haki. Nie cieszylibyście się, gdyby ktoś taki objął pozycję Serca w naszej rodzinie?
- Oczywiście ze tak! Ale...Czy nie jest jest dla nas zbyt niebezpieczny? - Buffalo próbujący obudzić Caesara Crowna był wyraźnie przerażony perspektywą roztaczaną przez lidera rodziny Donquixote. Co chwila spoglądał na Luffiego, jakby bał się nagłego ataku. - Bądź co bądź, to jego syn...
- Och, nie martw się. Najniebezpieczniejszy człowiek na świecie, wielki Rewolucjonista Monkey D. Dragon ma w tej chwili ważniejsze rzeczy do roboty. Poza tym, nie powinien się martwic. Nie zamierzam skrzywdzić jego syna... wprost przeciwnie.
- A jeśli nas zdradzi?
- Monkey D. Luffy nie jest kimś, kto świadomie złamałby dane słowo. Zamierzasz mnie zdradzić, Luffy-chan?
- Dotrzymam danego słowa. - Powiedział pirat, gdy pokojówka zakładała mu kajdanki z morskiego kamienia.
- Widzicie? Nie ma się czym martwić.
- Gotowe, paniczu! - Wesoło zakrzyknęła Baby 5.
- Buffy, jak tam CC? - Spytał Shichibukai.
- Niestety paniczu, wygląda na to, że odniósł poważne rany. Będzie potrzebny lekarz.
- W takim razie zbieramy się. Mam nadzieję, że Mildred jeszcze nie śpi. - Buffalo położył się na brzuchu, a Doflamingo, Luffy i Baby 5 weszli na jego plecy razem z ciałem Caesara. Po chwili użykownik Wirowocu poderwał się do lotu. Doflamingo położył się na plecach, jednocześnie zakładjąc ręce za głowę.
- Wracamy do domu. - Uśmiechnął się. - Zobaczymy, jaki będzie twój następny ruch, Law. Jeśli się postarasz, możemy mieć jeszcze dużo, dużo zabawy.

***

- Cholera, łeb mi pęka. - Zoro wstał, trzymając się za głowę. - Czuję się jakbym wypił całą beczkę sake na pusty żołądek. Co tu się do licha stało? - Splunął krwią i rozejrzał się wokół, szukając Doflamingo, jednak nigdzie go nie zauważył, podobnie jak Luffiego. Widział tylko ciała swoich przyjaciół i marynarzy leżące na ziemi. - Ej, Luffy!!! Gdzie jesteś!?
- Doflamingo go zabrał, tak samo jak Caesara. - Law podniósł sie z trudem, opierając ciężar ciała na mieczu wbitym w ziemię. Pozostali również zaczęli powoli odzyskywać przytomność.
- Nie mów mi, że się zgodził... Ten idiota! - Nagle zauważył leżący u jego stóp słomiany kapelusz. Z oczu popłynęły mu łzy. - Luffy!!! Co ty zrobiłeś!?
31.07.2013 12:22
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
barry Offline
Szczur Lądowy
Pirat

*
Liczba postów: 21
Dołączył: 28.07.2013
Skąd:
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #7
RE: One Piece - Shin Sekai(alternatywna wersja)
Czwarty rozdział zarazem kończy prolog do Dressrosa Arc Wink Teraz będzie akcja, akcja i jeszcze więcej gadania Big Grin

4. To twoja wina

- O czym ty mówisz, marimo? Gdzie jest Luffy? - Sanji wstał i drżącymi dłonmi zapalił papierosa. - Nami-swan! Robin-chan! Jesteście całe?
- Wygląda na to że tak, Sanji. - Nami z trudem wstała i oparła się o maszt okrętu. - Robin, jak u ciebie?
- Nic mi nie jest. Dziwne, bo mógł przecież nas zabić gdy byliśmy nieprzytomni.
- Racja. Co go zatem powstrzymywało? - Zastanawiał się kucharz, próbując obudzić Usoppa i Brooka.
- O rety, to było naprawdę straszne, panie Sanji! - Zaszlochał szkielet. - Myślałem że zostanie ze mnie martwy trup! Chociaż... ja już jestem trupem. Yohohohohohoho!
- Możesz się zamknąć? Nie widzisz, co się stało?
- Zoro! Jesteś okropny! - Krzyknął Chopper który właśnie zajmował się ranami Kinemona. - Te rany są poważne, to fakt, ale nie zagrażają jego życiu. Z Momonosuke też już w porządku...
- Nie o tym mówię! - Wykrzyknął szermierz, podnosząc z ziemi słomiany kapelusz. - Luffy odszedł!
- Co? O czym ty gadasz, Luffy nigdy by nie zostawił tego ~super~ kapelusza!
- Niestety to prawda. - Odezwał się po chwili milczenia Law. - Doflamingo zabrał też Caesara. Ale Słomiany... On od początku musiał być jego celem. Przeklęty Joker! Teraz, realizacja mojego planu będzie utrudniona...
- W dupie mam ten twój zasrany plan! - Zoro chwycił byłego Shichibukai za ubranie na piersi i mocno nim potrząsnął. - To wszystko twoja wina! Gdybyś nie wciągnął w to Luffiego, nic by się nie stało! - Uderzył Lawa w twarz, po chwili na Trafalgara spadło kilka innych uderzeń.
- Wystarczy, Roronoa. - Pięść Zora została zatrzymana przez Sanjiego.
- Odwal się kuku! Nie widzisz, co się przez niego stało!
Sanji kopnął towarzysza w twarz, cios odrzucił zielonowłosego kilka metrów do tyłu. Kucharz zapalił kolejnego papierosa.
- Nie myśl, że tylko ty cierpisz! My wszyscy... Czujemy to samo! Ale nie możemy się teraz poddawać i rozpaczać! Czy Luffy kiedykolwiek się poddał?
- Więc co zamierzasz zrobić, Sanji? - Spytał po chwili Usopp.
- To oczywiste. Popłyniemy za Flamingiem i odbijemy naszego kapitana. To jedyna opcja. Jednak jeśli ktoś nie chce płynąć, nie będę mieć mu tego za złe. Sam nie jestem pewien, czy przeżyjemy ponowne spotkanie z tym Shichibukai.
Zoro uśmiechnął się i wstał.
- Wreszcie gadasz z sensem, kuku od siedmiu boleści. Franky, statek jest gotowy?
- Od kilku godzin.
- Świetnie, zatem wypływamy. - Zoro momentalnie zmienił nastawienie. Zachowywał się zupełnie jak kapitan. Podszedł do Usoppa i założył mu kapelusz Luffiego na głowę. - Luffy zostawił go mi, ale myślę że będziesz bardziej odpowiednią osobą.
- Zazdroszczę Słomianemu takiej załogi. - Law otarł krew z twarzy. - Masz rację, Roronoa. To ja was w to wpakowałem, i ja was z tego wyciągnę. Chcę płynąć z wami. Reniferze, jak samurai? - Zwrócił się do Choppera.
- Już dobrze, wkrótce powinien odzyskać przytomność.
- W takim razie pomóż mi z ranami tych tutaj. - Wskazał na marines. - Zwłaszcza Smoker może potrzebować pomocy.
- Zoro?
- Rób co mówi. Bądź co bądź, Smoker nie zaatakował nas gdy straciłeś swój tytuł, prawda Law? Ale pospieszcie się. - Powiedział szermierz wchodząc na statek. - Nie mamy wiele czasu.

***

Nowy Świat, okolice Dressrosy

- Daleko jeszcze, Buffalo? - Niecierpliwiła się Baby 5.
- Jesteśmy już blisko. Oczywiście bylibyśmy szybciej, gdybyś tyle ostatnio nie jadła. Po co kupowałaś tyle ciastek od tamtego dziadka?
- On mnie potrzebował! Gdyby nie sprzedał swoich wypieków, nie miałby jak zapłacić za czynsz!
- Dobra dobra, ale musiałaś zjadać je wszystkie od razu?
- Spokojnie, dzieciaki. - Kłótnia podwładnych obudziła Doflamingo, który uciął sobie krótką drzemkę. - Nie lubię kłótni w mojej rodzinie.
- Oczywiście, przepraszam paniczu... Och, już jesteśmy!
Rzeczywiście, na horyzoncie dało się dostrzec coraz większą i większą wyspę, z ogromnym miastem rozrastającym się na niemal całe wybrzeże.
- Świetnie. Jak tam czas, Baby 5?
- Powinniśmy zdążyć na kolację.
- Wciąż głodna? - Kąśliwie spytał Buffalo.
Kilkanaście minut później wylądowali tuż za posiadłością Doflamingo. Kilkupiętrowy żółty budynek górował nad kompleksem ogrodów i basenów. Na pierwszy rzut oka widać był, że właściciel domu jest niesamowicie majętnym człowiekiem: w ogrodzie rosły wszelkie możliwe rośliny, a główny basen otoczony zjeżdżalniami, sztucznymi rzekami, fontannami i krytymi zatoczkami przypominał raczej park wodny. Z posiadłości natychmiast wybiegło kilka pokojówek, które w mgnieniu oka ustawiły się w dwuszeregu, niczym nakręcane zabawki.
- Witamy w domu, paniczu! - Zakrzyknęły chórem.
- Witaj na Dressrosie, Słomiany. - Lider rodziny Donquixote zwrócił się do Luffiego, pomagając mu zejść z pleców Buffalo. - Od teraz to twój nowy dom.


Serdecznie dziękuję za wszystkie komentarze, dzięki nim mam nadzieję stopniowo poprawiać swój warsztat
02.08.2013 21:40
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Dubi Offline
Majtek
Pirat

*
Liczba postów: 69
Dołączył: 25.04.2009
Skąd: Łódź
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #8
RE: One Piece - Shin Sekai(alternatywna wersja)
Kiedy ciąg dalszy bo nie mogę się doczekać Smile
08.08.2013 16:31
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
barry Offline
Szczur Lądowy
Pirat

*
Liczba postów: 21
Dołączył: 28.07.2013
Skąd:
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #9
RE: One Piece - Shin Sekai(alternatywna wersja)
Jak wrócę z wyjazdu(pewnie w poniedziałek) to wrzucę następny rozdział
PS miło że ktoś czyta ;-)

ONE PIECE - Shin Sekai
08.08.2013 18:04
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Devzan Offline
I own you.
Łowca Piratów

*
Liczba postów: 3,834
Dołączył: 15.12.2011
Skąd: Kraków
Poziom ostrzeżeń: 20%
Post: #10
RE: One Piece - Shin Sekai(alternatywna wersja)
Przeczytałem te dwa ostatnie rozdziały i ogólnie ok. Znaczy, strasznie naciągane i cukierkowo, zwłaszcza akcja załogi po odejściu Luffy'ego, a do tego sam fakt, że Luffy się zgodził (on nigdy by tego nie zrobił ;__; - nigdy nie zostawiłby kapelusza!). Pisz dalej Tongue
08.08.2013 18:10
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Odpowiedz 




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Wymiana
One Piece Vampirciowo Fairy Tail Valid XHTML 1.0 Transitional Poprawny CSS!

Kontakt | One Piece Nakama | Wróć do góry | Wróć do forów | Wersja Mobilna | RSS | Mapa Nakama