Aktualny czas: 22.10.2017, 15:38 Witaj! (LogowanieRejestracja)

Wracamy do wydawania bieżących rozdziałów One Piece!
Rozdział 881 już na stronie!
Odpowiedz 
[Op. fantastyczne] Ilia (tytuł roboczy)
Autor Wiadomość
jolly-roger Offline
Szczur Lądowy
Pirat

*
Liczba postów: 23
Dołączył: 11.06.2010
Skąd:
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #1
Ilia (tytuł roboczy)
Potrzebna mi krytyka, bo nie mam weny. I chęci. I w ogóle.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Rozdział pierwszy - Rocznica

Obudziła się, nie otwierała jednak oczu. Zaciskała mocno powieki, by jeszcze przez chwilę zatrzymać ten ulotny obraz. Znowu. Powinna twardo stąpać po ziemi, a nie trzymać się kurczowo sennych marzeń. Jednak bycie racjonalistką nie było ani odrobinę tak ciekawe, jak sny.
W końcu zmusiła się do otworzenia oczu. Przez chwilę przyglądała się jeszcze sufitowi. Nawet ta drobna siatka pęknięć na tynku zdawała się ciekawsza niż kolejny nudny dzień śmiertelnika. Znowu musiała wstać jak normalni ludzie, znowu musiała zjeść normalne śniadanie, znowu musiała normalnie się ubrać, iść do normalnej szkoły i, co było chyba dla niej najgorsze, znowu musiała mieszkać ze swoimi normalnymi rodzicami. Może gdyby nie oni, potrafiłaby się przystosować do nowego, normalnego życia.
Dużo czasu zajęło im zauważyć, że coś jest z nią nie tak. Albo przez długi czas nie chcieli tego zauważyć. Nie pamiętała, kiedy to się dokładnie zaczęło. Na początku chyba nawet sama nie zdawała sobie sprawy, że cokolwiek robi. Była nieświadoma, dopóki? tak, dopóki nie zbiła tej szklanki. Później coraz częściej dostrzegała podobne incydenty. Na początku się ich bała, ale po pewnym czasie poczuła swoją wyjątkowość i zaczęła ich pragnąć. Po kilku latach potrafiła już jako tako panować nad swoimi umiejętnościami.
Coraz częściej kłóciła się z rodzicami. Wtedy chyba nie wydawało się to podejrzane. W końcu wchodziła w wiek dojrzewania, okres buntu i inne tego typu bzdury, przez które przechodzi każda normalna dziewczyna. Problem polegał na tym, że nie była normalna i doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Czuła, że jest w niej Coś, co chce się wyrwać na wolność. Coś, co wywoływało w niej agresję, o którą sama by się nie podejrzewała. Coś, co sama w sobie wyhodowała.
W końcu przyszły jej piętnaste urodziny. Obudziła się w zdecydowanie złośliwym nastroju. To był piątek trzynastego. Urocza data. Wtedy jeszcze nie wiedziała, że przesądy wcale nie są bezpodstawne. Rzuciła wyzwanie zabobonom i pechowi. Kiedy wstawała, zadbała o to, żeby wstać lewą nogą. I wcale się nie przejęła, kiedy czarny kot przebiegł tuż przed jej stopami, kiedy wyszła z pokoju. Nawet jej to nie zastanowiło, mimo że wcale nie mieli kota. Czuła się panią sytuacji. Niewiele wówczas trzeba było, żeby wyprowadzić ją z równowagi. I, niestety (a może i stety?), jej matka osiągnęła to niewiele. Gniew odblokował wówczas takie pokłady energii, że kolejnego niewiele brakło do nieszczęścia. Zapewne rodzice byli wówczas szczęśliwi, kiedy wróciła wtedy do pokoju, trzasnęła drzwiami i zniknęła z ich życia. Bo na pewno nie byli szczęśliwi, kiedy po dwóch latach znowu się w nim pojawiła.
Wciąż nie mogła się przyzwyczaić, mimo że minął już rok. Tak, dzisiaj rocznica? Powoli usiadła na łóżku i spojrzała na swoje dłonie. To już rok, od kiedy zniknęło to śmieszne mrowienie w palcach, rok, od kiedy zniknęła jej Moc.


Jakoś zwlekła się z łóżka. W takim tempie znowu spóźni się do szkoły. Jakoś nieszczególnie się tym przejmowała, ale miała już dosyć krzywych spojrzeń nauczycieli i wrednych uśmieszków uczniów. Powinna się wpasować do nowego życia, jednak za bardzo tęskniła za tym dawnym, żeby pogodzić się z jego utratą.
Z głową pełną ponurych myśli nie zwracała uwagi na to, co robią jej nogi. A one właśnie toczyły zażartą dyskusję, która pierwsza powinna znaleźć się na podłodze. Po kilku ostrych słowach i kopniakach, Lewa wzięła górę i triumfalnie postawiła stopę na miękkim dywanie. Prawa dołączyła do niej po ułamku sekundy.
Pospiesznie ubrała się i wyszła z domu. Kiedy zbiegała ze schodów, jakieś zwierzę zaplątało jej się między nogami. Na szczęście zostały jej już tylko dwa schodki, upadek nie był więc zbyt dotkliwy. Przez całą drogę do szkoły przeklinała koty sąsiadów i żałowała, że żadna klątwa nie zadziała.
Weszła do klasy z żądzą mordu na twarzy. Dzień zapowiadał się niezwykle fatalnie. Na szczęście był piątek i w tym tygodniu musiała przemęczyć się w szkole ostatni dzień.
- Dzień dobry, panno Malefica.
Zatrzymała się i odwróciła do nauczycielki. Znowu patrzyła na nią przez te swoje grube szkła, próbując wywrzeć w ten sposób wpływ na jej psychikę i podporządkować ją sobie.
- Dzień dobry, pani Litwin ? spokojnie ruszyła dalej, by zając swoje miejsce w ostatniej ławce.
- Skoro już tu panna jest, to proszę do odpowiedzi. Ktoś musi mieć pecha trzynastego ? uśmiechnęła się nieprzyjemnie.
Nie trwało to długo. Kiedy panna Melafica mogła wreszcie usiąść, nie słuchała nudnego wywodu na temat jakiegoś tam utworu literackiego. Zatopiła się w oceanie myśli.


Przemierzała bezkresne niebo. Wolność falowała jej we włosach, szarpała szatę, wyciskała łzy z oczu. Gwiazdy śmiały się do niej chłodnym blaskiem, a księżyc patrzył na nią jednym okiem. Obejrzała się za siebie. Nie mogła jej doścignąć. Jak zawsze. Roześmiała się wesoło i przytuliła się do mahoniowego kija. Zamknęła oczy. Ścisnęła lekko piętami witki, przez co miotła powoli zaczęła tracić szybkość.
- Ilia! Ilia! ? Emma wołała ją radośnie. Jej głos był coraz bliżej, aż w końcu usłyszała, jak mówi jej prosto do ucha.
- Ilia? Ilia!
Poczuła, jak szturcha ją w bok.
- Emma, zostaw mnie, tak mi jest dobrze? Leć dalej?
- Emma? Jaka Emma?
W tej właśnie chwili zdała sobie sprawę, że to nie jest głos Emmy. Uniosła powoli jedną powiekę. ?Co to za jeden??? Przyglądał się jej na wpół rozbawiony, na wpół zmartwiony.
- Wszystko w porządku? Znowu przespałaś całą lekcję.
- Co?? ? wymamrotała, po czym otworzyła także drugie oko, wyprostowała się i rozejrzała. Byli sami w pustej klasie. Siedział obok niej w ławce i wciąż się jej przyglądał. ? Kim jesteś?
- No, tego się nie spodziewałem. Ja rozumiem, że niemal każdą lekcję przesypiasz, ale mogłabyś jednak zauważyć, z kim siedzisz w ławce.
- Ty serio? ? przetarła oczy.
- Serio. Kacper.
Wyciągnął do niej rękę. Przez chwilę patrzyła się na nią nie do końca rozumiejąc, o co mu chodzi, w końcu jakiś trybik w jej mózgu zaskoczył. Niemal w tym samym momencie, gdy dotknęła jego dłoni, by ją uścisnąć, szarpnął nią szybko.
- Ał, kopiesz.
Patrzyła się to na niego, to na swoją dłoń, znowu na niego i znów na swoją dłoń.
- Wróciło? - wyszeptała.


Biegła przez szkolny korytarz najszybciej, jak potrafiła. A on wciąż za nią.
- Ilia! Zaczekaj! Co się stało?!
- Odczep się!
Zaczęła ciężko dyszeć. Fakt, przez ostatnie trzy lata myśl o bieganiu nawet na chwilę nie nawiedziła jej umysłu. Poczuła ciepłą dłoń zaciskającą się delikatnie na jej nadgarstku. Delikatne szarpnięcie.
- Stój. Poczekaj.
Zatrzymała się.
- Czego chcesz?! ? Zdecydowanie nie była w nastroju na rozmowę z nim.
- Dlaczego tak wybiegłaś? Wyjaśnij mi.
- Rzucam szkołę. Nie ma czego wyjaśniać.
- Tego też? ? Podniósł prawą rękę. Miała śliczny, zielonkawy odcień. Patrzył na nią wyczekująco.
- Ups? Wybacz, nie wiedziałam, że to się stanie? - Zrobiła przepraszającą minę i dodała śpiesznie. ? Ale mogę to odczynić.
- Odczynić? To jakiś żart?
- Nie chcesz, to nie.
Odwróciła się na pięcie i chciała ruszyć do wyjścia, ale wciąż ją trzymał.
- Puścisz mnie wreszcie? Czy chcesz być cały zielony?
- Kochanie, chyba nie chcesz się ujawnić? ? Ktoś powiedział jej to cicho do ucha. Znała ten głos. Melodyjny, magiczny?
- Vivienne?
Obróciła się. To rzeczywiście była ona. Tych jasnych loków, dziewczęcej, niewinnej twarzy i bystrych, chabrowych oczu nie mógł mieć nikt inny.
- Jak się masz, kochanie? ? powiedziała cicho Vivienne, cierpliwie znosząc przytulania i uściski Ili. ? I cóż to za uroczy młody człowiek?
Chłopak natychmiast wyciągnął do niej rękę.
- Kacper. Chodzimy razem do klasy.
Vivienne jedynie skinęła mu głową z powagą i zwróciła się do Ili.
- To co? Lecimy?
Dziewczyna w odpowiedzi uśmiechnęła się szeroko.
- Ale? jak to? ? Kacper był wyraźnie zbity z tropu. ? Przecież mamy lekcje. Zapomniałaś, Ilia? Zaraz test z angielskiego. Poza tym coś ty za jedna? ? spojrzał wyzywająco na Vivienne.
- Nauczycielką ? odpowiedziała blondynka, po czym roześmiała się serdecznie na widok zdziwienia, jakie wpełzło na jego twarz i najwyraźniej nie chciało jej opuścić. Fakt, wyglądała młodziej niż Ilia.
- Vivienne? zanim dokądkolwiek mnie zabierzesz? - Ilia wyglądała na niezdecydowaną. Widać było, że chce coś powiedzieć, ale nie ma na to zbytnio odwagi. Odwaga jednak miała ją. - ?powiedz mi? co tu w ogóle robisz? ?i czemu? moja Moc wróciła?? ? ostatnie pytanie próbowała zadać na tyle cicho, by nie doszło do uszu Kacpra, ale chłopak miał chyba bardzo dobry słuch.
- Moc?? ? świdrował wzrokiem obie dziewczyny, próbując wyłuskać z nich odpowiedź.
Vivienne zaklęła cicho.
- Musiałeś się przesłyszeć, mój chłopcze ? uścisnęła mu dłoń, po czym pociągnęła Ilię do wyjscia. ? Miło było, ale pora na nas, za dużo czasu zmarnowałyśmy.
Kacper przez chwilę odprowadzał je wzrokiem, potem jednak spojrzał na swoją rękę. Odzyskała swój naturalny kolor. Przez chwilę jeszcze jego mózg walczył z oczami, nie dopuszczając prawdziwości przesyłanych bodźców przesłanych przez receptory, w końcu jednak musiał uznać swoją porażkę i skapitulował. Chłopak pobiegł za dziewczynami. Niemal natychmiast znalazł się tuż przy nich.
- Nigdzie nie pójdziecie, póki nie odpowiecie mi na kilka pytań.
Ilia niepewnie patrzyła to na Kacpra, to na Vivienne, czasem zerkając też na swoje dłonie. Jej umysł starał się podjąć decyzję, która raczej nie spodobałaby się jej nauczycielce. Mimo to zdecydowanie i głupia zawziętość wzięły górę.
- Racja. Nigdzie się nie ruszę, póki nie dowiem się, co jest grane.

***

Bieganie po lesie nigdy nie było sprawą prostą. Tutaj sprawę pogarszał fakt, że trzeba było biec pod górę. Biegła i biegła już chyba całe wieki, napędzana kolejnymi dawkami adrenaliny, którą jej ciało produkowało, żeby się ocalić. Strach powinien przyćmić jej umysł i kazać jej skupić się jedynie na ucieczce, jednak umysł zaburzał jej percepcję gradem pytań. Kto mnie goni?? Czego chce?? Zabije mnie?? Zgwałci?? Okradnie?? Gdzie jest?? Dlaczego ja?? Dokąd uciekać?? Wołać o pomoc?? Czy ktoś mi pomoże?? Jak długo jeszcze będę w stanie uciekać?? Czy będzie bolało?? Czy?
Po raz kolejny spojrzała za siebie, żeby się zorientować w sytuacji. Postać zniknęła. Czyżby zrezygnował?? Powoli poziom adrenaliny we krwi zaczął maleć, zatrzymała się, rozejrzała wokół jeszcze raz i usiadła pod jakimś wielkim drzewem. Co robić?? Co mam teraz zrobić?? Nie mogła już biec, nie miała siły. Nie miała nawet siły, żeby wołać o pomoc. Przyciągnęła nogi do klatki piersiowej i objęła je rękoma. Próbowała się uspokoić, jednak bez większych rezultatów. Była sama w lesie, zgubiła się, nie miała telefonu, latarki, nic. Nie miała też nadziei.
- Zmęczona, co?
Odwróciła głowę. Siedział tuż obok. Wlepiła w niego wzrok, sparaliżowana ze strachu. Nie potrafiła wydobyć z siebie żadnego dźwięku.
- Znudziła mi się już ta zabawa, myszko.
To koniec?

***

Księżyc powoli pęczniał na bezchmurnym niebie i zaglądał ludziom do okien, szukając nie wiadomo czego. Przez ułamek sekundy przyglądał się wnętrzom, po czym wpełzał powoli do środka i badał. Kacper nawet nie zauważył, kiedy ześliznął się z parapetu i rozlał się jasną poświatą po podłodze. Leżał na łóżku i próbował przypomnieć sobie coś z dzisiejszego dnia. Odtwarzał w pamięci kolejne wspomnienia, próbując znaleźć coś nowego. Ponownie siedział na tej nudnej lekcji, znowu zbudził Ilię, jeszcze raz patrzył w cudownie niebieskie oczy Vivienne i znów biegł za nimi korytarzem i? po raz kolejny wszystko niknęło we mgle. Czuł, że pod tą mgłą kryje się coś ważnego, nie wiedział jednak, jak się jej pozbyć. Próbował ponownie skupić się na tej chwili, kiedy po raz ostatni widział dziewczyny? ale przeszkodził mu w tym ból.
Złapał się za ramię, które zdawało się płonąć w agonii. Ból powoli sączył się do kolejnych komórek ciała, zadając mu jeszcze więcej cierpienia. Zacisnął zęby, żeby nie krzyczeć. Nie chciał, żeby ktokolwiek wiedział, że coś jest z nim nie tak. Nie dopóki nie pozna źródła tych ataków bólu. Pierwszy raz pojawiły się jakieś trzy tygodnie wcześniej, nie były jednak tak intensywne i tak częste jak teraz. Najgorsze było to, że nie pamiętał, żeby coś mu się stało w ramię. Nie miał żadnych śladów, nawet drobnego siniaka. Mimo to miał wrażenie, że jego ramię, ba, całe ciało, zaraz eksploduje, dając ujście tej agonii, która najwyraźniej chce się wydostać z jego organizmu. Ból otępiał jego umysł, wyostrzał jednak zmysły tak, ze Kacper słyszał każde skrzypnięcie w domu, a może nawet? każde uderzenie serc domowników?
Nie, to musi być złudzenie. Zaraz przejdzie. Ale? czy aby na pewno?

***

- Co mu zrobiłaś?! ? Ilia nie próbowała nawet hamować gniewu.
- Zawróciłam mu w głowie ? Vivienne najwyraźniej się tym nie przejmowała. Puściła oczko Ili. ? Czemu tak się o niego martwisz?
- Nie martwię się o niego!
- Spokojnie, nikt się o nas nie dowie. Żyję już trochę i wiem, jak ukrywać nasz sekret. W przeciwieństwie do ciebie.
- Właśnie. Miałam stracić Moc na zawsze. ? Ilia trochę się uspokoiła. Była zbyt ciekawa i zbyt szczęśliwa, że odzyskała Moc, żeby się długo gniewać.
- Pojawił się jednak pewien problem i potrzebujemy wszystkich.
- Nawet? - Ilia nie potrafiła wyartykułować swojego pytania. Nie musiała jednak.
- Jeśli zajdzie taka potrzeba.
Ilia nie wiedziała, co powiedzieć. Wiedziała, że skoro istnieje choćby mikroskopijna możliwość, że potrzebna im będzie jej pomoc, to zagrożenie jest poważne. Dziewczyna nie potrafiła wyrazić swoich obaw słowami. Spojrzała jedynie pytająco na Vivienne, jednak jej długie rzęsy nie zdołały ukryć strachu.
- Pamiętasz, jak opowiadałam ci o Uśpionym Źle?
Ilia skinęła niepewnie głową.
- No? to ktoś je Przebudził.
Vivienne dała Ili czas na przyjęcie do wiadomości, co się dzieje. Świadomość jest podstawą Sztuki. Blondynka rozejrzała się po pokoju. Nic się tu nie zmieniło, od kiedy była tu ostatni raz.
Trzy lata temu przybyła zabrać Ilię do siebie. Pamiętała ten dzień doskonale. Ilia wiedziała, że jest inna, dlatego wszystko poszło łatwo?

Vivienne siedziała na oknie i przyglądała się Ili, bawiąc się bezmyślnie swoimi rudymi lokami. Doświadczenia z poprzednimi uczennicami nauczyły ją, że najpierw jest niedowierzanie, później kpina, próba wyrzucenia z domu (nierzadko przez okno), po czym drobna demonstracja z jej strony wywołuje strach, który przynosi ze sobą jednocześnie strach i akceptację. Tak, miała świadomość, że jej wcześniejsze podopieczne się jej bały. Najprawdopodobniej bały się nawet samych siebie. Na szczęście z nauką przychodziło zrozumienie. Ale z Ilią było inaczej.
Przez chwilę milczała, analizując to, co Viv jej powiedziała. I później, jak gdyby nigdy nic, zaoferowała jej coś do picia, przepraszając za faux pas. Niedługo potem rozmawiały spokojnie przy herbacie.
- To wszystko wyjaśnia ? mówiła Ilia. ? Te niewyjaśnione incydenty z dzieciństwa i dziwne rzeczy, które potrafię zrobić?
- Zaraz? ? Viv przerwała jej, zdziwiona. ? Kontrolujesz swoją Moc?
- Tak. Kiedy sobie uświadomiłam, że to ja robię to wszystko, postanowiłam nad tym zapanować, żeby nikomu nieumyślnie nie wyrządzić krzywdy.
Świadomość jest podstawą Sztuki.
- Niesamowite?
- Prawda?
Jeszcze bardziej niesamowity był ten spokojny uśmiech.
- Zawsze wiedziałam, że jestem? hm? inna ? Ilia podjęła wątek. ? I proszę, jestem czarownicą!

- Mamy jakiś plan?
Vivienne potrząsnęła głową. Wróciła z duchowej podróży w przeszłość.
- Słucham?
- Czy mamy jakiś plan? ? Ilia wpatrywała się w towarzyszkę badawczo.
- T? tak? - Vivienne zawahała się. ? Musimy zebrać wszystkie szczeniaki. To nie będzie jakoś specjalnie trudne, Księżyc nam sprzyja. Problemem będzie przekonanie ich do współpracy.
Ilia spojrzała na nią z ukosa.
- To nie Wilki są problemem. Czyż nie?
W chwilach takich, jak ta, Viv była zadowolona, że Ilia nie zna jeszcze wszystkich aspektów swojej Mocy. Nieświadomie je jednak wykorzystywała. Zaklęła w duchu.
- Masz rację. Musimy sobie zapewnić wsparcie magów ? mimowolnie skrzywiła się, wypowiadając to słowo. Czarownice nie żyły w szczególnie przyjaznych stosunkach z magami.
- To trzeba wysłać poselstwo do Melchiora. To rozsądny człowiek i na pewno podejmie decyzję obiektywnie.
- Problem polega na tym, że Melchior nie żyje?
- Ale? - Ilia była w szoku. Oczy zalśniły jej łzami. ? Przecież?
Vivienne czekała cierpliwie, aż się uspokoi. Powietrze wokół niej zadrżało niepewnie.
- Dlaczego nikt mi wcześniej nie powiedział??
- Znasz zasady.
Ilia skinęła głową. To nie zmienia faktu, że Melchior był jej przyjacielem i miała prawo wiedzieć. Nawet jako śmiertelna. Ale musiała wziąć się w garść. Otarła łzy.
- Kto zajął jego miejsce? ? powiedziała jeszcze drżącym głosem.
- Fiodor Fiodorowicz VIII.
- To chyba jakaś kpina. A co z Amadeuszem?
- Odmówił przyjęcia stanowiska.
- Świetnie. Fiodor nigdy nie zgodzi się pomóc. Przecież on nienawidzi czarownic!
29.07.2010 15:59
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
jolly-roger Offline
Szczur Lądowy
Pirat

*
Liczba postów: 23
Dołączył: 11.06.2010
Skąd:
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #2
 
Rozdział drugi ? Wilki

Sen powoli uciekał mu spod powiek. Zaspany mózg zaczynał odbierać bodźce wysyłane przez wszystkie komórki w jego ciele. A wszystkie miały ten sam przekaz ? ból. Na szczęście nie był to ten sam palący ból, co wczoraj wieczorem. Ten był jak kac po mocno zakrapianej imprezie.
Huczało mu w głowie. Każdy najmniejszy dźwięk brzmiał w jego uszach jak eksplozja. Robił bum w kontakcie z małżowiną, wpadał do przewodu słuchowego i z impetem lądował na błonie bębenkowej, wprowadzając kosteczki słuchowe w drgania, które hulały mu po czaszce niczym młot pneumatyczny. Tak spotęgowany dźwięk docierał wreszcie do nerwu przedsionkowego i rzucał się w plątaninę neuronów, roznosząc się agonalnym echem po całym mózgu.
Uchylił lekko powieki, zaraz jednak zacisnął je mocno. Sporo fotonów jednak zdążyło przedrzeć się przez gęstą zasłonę rzęs i spenetrować rogówkę. Chyba wieczność trwało, zanim sforsowały soczewkę i zaczęły drążyć ciało szkliste, by na końcu zbombardować siatkówkę. Czopki i pręciki przekazywały ogromne ładunki przez nerw wzrokowy do mózgu. Tam pozostało im już tylko przebić się przez zwoje aksonów i dendrytów, by wreszcie zatopić się w ośrodku wzroku w płacie potylicznym.
Przysłonił twarz ręką i ponownie otworzył oczy. Kolejna fala fotonów zaczęła drążyć jego mózg. Receptory powoli przyzwyczajały się do bombardowania cząsteczkami światła i zaczęły wykazywać wolę walki. Po kilku minutach zaryzykował odsunięcie dłoni. Światło momentalnie posłało posiłki na front, znowu próbując go oślepić. Receptory jednak się nie poddały i, zapewne przy ogromnych stratach, wygrały tę bitwę.
Zmasowany atak bodźców nie miał jednak końca. Impulsy docierające do mózgu z gardła miały zdecydowanie dłuższą drogę do przebycia, więc dały o sobie znać z niewielkim opóźnieniem. Każdy milimetr kwadratowy jamy ustnej zmieniał się powoli w wielką pustynię i po chwili miał uczucie, że przez gardło przesypuje mu się taka ilość piasku, jaka wypełniła by ze dwie Sahary. Próbował przełknąć ślinę, gruczoły jednak najprawdopodobniej wymówiły mu posłuszeństwo, bowiem ani odrobina amylazy nie spłynęła mu do jamy ustnej. Próbował oblizać wyschnięte na wiór wargi, jego język zdawał się jednak być pod czarem Gorgony i ani myślał choćby o nanometr przesunąć swojej kamiennej postaci.
Woda? Receptory wydawały się nabrać otuchy na tą myśl. Bodźce stały się odrobinę mniej bolesne i mógł się skupić na poszukiwaniu wszelkich płynów. Zsunął prawą rękę z łóżka i wymacał butelkę. Podniósł ją do ust, odkręcił i wlał życiodajną ciecz do gardła. Woda zdawała się rozlewać po całym ciele, odżywiając kolejne komórki, wymywając ból, rozpuszczając zmęczenie i nasączając mięśnie nowymi dawkami sił.
Odżył.


Kacper siedział obolały na łóżku z butelką wody w ręce i z głową pełną myśli. Nic wczoraj nie pił, a czuł się gorzej niż po najgorszej popijawie. To, co go tak sponiewierało, to nie był alkohol, a ten niezidentyfikowany ból.
Przez chwilę wpatrywał się w ścianę nieobecnym wzrokiem. W pamięci znowu biegł szkolnym korytarzem, próbując dogonić Ilię i Vivienne. Wszystko zdawało się odgrywać w zwolnionym tempie. Mgła bez pośpiechu spowijała jego wspomnienia, kiedy dobiegał do drzwi wyjściowych i domagał się od dziewczyn wyjaśnień. Ostatnie we mgle zniknęły wielkie jasne oczy Viv, spoglądające na niego spokojnie. Usłyszał jeszcze jej szept ?Memoria amovere?, który zaczął odbijać się echem od jego komórek pamięci. Memoria amovere? Co to może oznaczać? Nigdy nie był jakiś wybitny, jeśli chodzi o języki, jednak nie trudno było zgadnąć, że memoria oznacza pamięć. Zwlókł się, jeszcze trochę obolały, z łóżka i podszedł do biurka, by włączyć komputer. Jeszcze nie było problemu, którego Google by nie rozwiązało.

***

Sala tonęła w mroku. Jedyne światło pochodziło z podwieszonych na ścianach pochodni i płonącego na środku ogniska. W powietrzu unosiły się różne zapachy, które połączone niejednej osobie mogłyby przysporzyć torsji. Obecnym jednak najwyraźniej to nie przeszkadzało. Siedzieli spokojnie na kamiennych ławach, skupieni wokół ognia. Było ich pięcioro. Wszyscy ubrani w taką samą ciemną szatę z obszernym kapturem, który skutecznie zasłaniał twarz przed jakimkolwiek światłem. Na pierwszy rzut oka wyglądali jak wyznawcy jakiegoś pogańskiego kultu. Nigdzie jednak nie widać było żadnych obiektów religijnych. W mroku jednak widać niewiele.
W powietrzu dało się wyczuć jeszcze jedno ? napięcie. Nieznośne oczekiwanie gęstniało wokół nich, napierając na nich ze zdwojoną mocą. Najwyraźniej wszyscy czekali, aż ktoś się odezwie. Ktoś odchrząknął niepewnie. Ktoś poruszył się niespokojnie na swoim miejscu. Ktoś nasunął głębiej kaptur na twarz. Ktoś dołożył do ognia. I tylko jeden z nich wciąż siedział nieruchomo, pogrążony w zadumie. Postać zdawała się nie zauważać nerwowości swoich towarzyszy. Spod kaptura patrzył spokojnie w płomienie. W końcu wyprostował się i zsunął kaptur.
Blask ognia od razu rozlał się po jego twarzy. Wyglądał jak przeciętny mężczyzna koło pięćdziesiątki, żadnych blizn, żadnych znaków szczególnych. Gęste, ciemne włosy lekko przyprószone siwizną na skroniach lśniły w świetle ogniska. W piwnych oczach skrywały się głęboko duma, powaga i wielkie zmartwienie, które wypełzło na zmarszczone czoło. Nikt by nigdy nie powiedział, że ktoś tak zwyczajny może przewodzić jakiemukolwiek stowarzyszeniu. Ale najwyraźniej tak było.
- Czy wszyscy wybrali podopiecznego?
- Tak ? odpowiedziała kobiecym głosem postać po jego prawej stronie. ? Ale dalej uważam, że to zły pomysł.
- Lamia, ustaliliśmy już, że obecnie jest nas za mało, żeby stawić im czoła.
- Dlatego mamy stworzyć nowych i puścić ich na pewną śmierć. ? W jej głosie słychać było wyraźne oburzenie, jej twarz jednak wciąż kryła się w cieniach kaptura.
- Wyszkolimy ich. Na razie trzeba ich obserwować. Niedługo pełnia. Zbierzemy tych, którzy przeżyją pierwszą Przemianę i pokażemy im, jak sobie radzić dalej. Nauczymy ich walczyć.
- Tak czy siak, nie damy rady im wszystkim, Rufusie. ? Siedzący naprzeciwko przywódcy mężczyzna zdjął kaptur. Jasne włosy zalśniły w ciemności. Blondyn wpatrywał się w niego jedynym zielonym okiem. ? Sami sobie nie poradzimy.
Lamia skinęła głową.
- I co? Mamy się zwrócić do magów? ? Mężczyzna siedzący między Lamią a jednookim blondynem nie brzmiał na zadowolonego. Szybkim ruchem zsunął kaptur i odsłonił ciemną, kanciastą twarz z głęboko osadzonymi oczami. Krzaczaste brwi zbiegły się u szczytu nosa i stworzyły wał, spod którego mężczyzna obrzucał ich gniewnym spojrzeniem.
- Spokojnie, Arturze ? odparł Rufus. ? Wiemy doskonale, że magowie nie pomagają nikomu. I nie będziemy się przed nimi płaszczyć. Melchior może jeszcze by się zgodził, ale?
- Melchior był takim samym nadętym bucem jak Fiodor ? Artur niemalże warknął.
- Co z czarownicami? ? zapytał ostatni zgromadzony, który dotychczas nie odezwał się ani słowem.
Nie doczekał się jednak odpowiedzi. W tym momencie oczy wszystkich zwróciły się ku kolejnej zamaskowanej postaci, która właśnie weszła do sali. Ciężkim krokiem przemierzała dzielącą ich odległość.
- Wybaczcie ? przybysz odezwał się grubym głosem. ? Wiem, że mieliśmy Wam nie przeszkadzać, ale mamy gości, którzy nie chcą czekać i?
- Dziękujemy za zapowiedź. Możesz już iść ? dobiegł ich wyniosły głos. Do ogniska podeszły trzy kobiety. ? Witaj, Rufusie.
- Gryzelda?
Gryzelda wyraźnie była przywódczynią. Krótkie, siwe włosy okalały jej szlachetną, pokrytą zmarszczkami twarz. Towarzyszyły jej młode, ale niezbyt urodziwe bliźniaczki.
- Po co tu przyszłaś? ? Artur nawet nie starał się być miły.
- Mamy wspólny problem. Uważamy, że powinniśmy razem się go pozbyć.
- Przecież to wyście je wypuściły!
- Nie wiemy, kto to zrobił. To teraz jest mało istotne. Ważniejsze jest, że są wolne, wygłodzone i żądne zemsty. Są potężne i jeśli się nie sprzymierzymy, nie mamy szans.
- Jest nas zaledwie pięćdziesięcioro ? powiedział Rufus spokojnie. ? Nic wam po nas.
- Póki co, owszem, jest was niewielu ? Gryzelda się uśmiechnęła. ? Jestem jednak pewna, że niedługo w waszych szeregach zobaczymy sporo nowych twarzy.
Artur warknął cicho.
- Nie szpiegujemy was ? odparła kobieta spokojnie. ? Jedna z nas spotkała młodego chłopca przed Przemianą.
Rufus przez chwilę nad czymś się zastanawiał, po czym powiedział:
- Nie podejmę sam tej decyzji. Ja jestem za. Dawidzie?
Blondyn skinął głową.
Artur ponownie warknął głucho. Spojrzał na wciąż ukrytego pod kapturem mężczyznę.
- Ludwiku?
Ten wyraźnie pokręcił głową na nie.
- Lamia?
Kobieta najwyraźniej się wahała. Wszyscy wpatrywali się w nią w napięciu, aż w końcu podjęła decyzję.
- Za.

***

Wklepał memoria amovere w wyszukiwarkę i wcisnął enter.

Około 1,770 wyników (0,26 s).
Czy chodziło Ci o: memoria amore

Wyniki wyszukiwania
1. RedHal - FanFiction.Net - [ Tłumaczenie strony ]
Remuneratiomemoria: Remuneratio-return (get back); memoria-memory. - Amovatleo: amovere-to move away; leo-lion (Gryffindor spell). Aftermath ...
http://www.fanfiction.net/u/808814/RedHal - Podobne
2. Fifteenth-century Dance and Music: Treatises and music - Wynik z Google Books
Domenico (da Piacenza), A. William Smith - 1995 - Music - Liczba stron: 308
... Di amovere La volunta &29 alienare Lo 1035 Intelletto di30 coloro volessero ... and 1010 maniera dancing with memoria, misura, and partire del terreno? ...
books.google.pl/books?isbn=0945193254...
3. Memoria Hungarorum et Provincialium scriptis editis notorum - Wynik z Google Books
Alexius Horányi - 1775 ? History
... amovere , nonnulla vel ...
books.google.pl/books?id=A0M-AAAAYAAJ...
4. REX LILIUM: versioni latino - [ Tłumaczenie strony ]
Temistocle sapeva a memoria il nome di tutti i suoi concittadini. .... suis precibus regem perturbare cupiebat eiusque animum ab eversione oppidi amovere. ...
rexlilium.blogspot.com/2009/01/versioni-latino.html - Kopia - Podobne
[?]

Memoria ? memory. Czyli pamięć.
Tak jak przypuszczał. Amovere ? to move away. Czyli usuwać? Ale czy można ufać wynikom z fanfiction.net? Rex lilium? versioni latino? Łacina?
Wpisał kolejne zapytanie. Słownik łacińsko-polski. Pierwsza strona okazała się być jakimś forum. Wrócił na stronę Google. Strona Nonsensopedii też raczej mu nie pomoże. Kliknął w odnośnik do zbioru słówek łacińskich. Tłumaczenie łacińsko-polskie. Memoria, memoriae ? pamięć, wspomnienie (Rzeczownik d.I,f). Amoveo, amovere, amovi, amotum ? odsunąć, usunąć (Czasownik II).
A więc jednak?


***

Kacper stał pod jej domem, skryty w cieniach rzucanych przez nieliczne drzewa i wpatrywał się w okno na poddaszu. Nie był pewien, czy to jej pokój, ale tylko tam paliło się światło. Było już daleko po północy. Stał tu już od kilku godzin, nie zwracając uwagi na chłód i zacinający delikatnie deszcz. Nie miał odwagi wejść. Nie wiedział, co miałby jej powiedzieć. Chciał jedynie dowiedzieć się, co tak naprawdę wydarzyło się wczoraj w szkole.
Zamyślony zaczął iść przed siebie.
I nagle kucał na parapecie, zaglądając przez otwarte okno do jej pokoju. Siedziała na łóżku i czytała jakąś opasłą księgę. Zeskoczył na podłogę. Gdy go zobaczyła, zatrzasnęła wolumin i wcisnęła go pod poduszkę.
- Jak się tu dostałeś? ? Zmarszczyła brwi. ? Czym jesteś?
- O to samo chciałbym cię zapytać.


Zaskoczył ją. I to bardzo. Ilia obserwowała z udanym spokojem, jak siada w jej ukochanym fotelu przy oknie i wpatruje się w nią nieprzyjemnym wzrokiem. Sama usiadła wygodniej na łóżku i przykryła się kołdrą.
- Ta twoja koleżanka? Vivienne? wymazała mi pamięć. Zaprzeczysz?
- Nie ? powiedziała cicho.
- Dlaczego to zrobiła?
- Musimy ukrywać naszą tożsamość. ? Przyjrzała mu się uważnie. ? Czym jesteś? Nic nie czuję.
- Ja? Jestem zwykłym człowiekiem.
- Zwykli ludzie nie wskakują do cudzych pokoi na poddaszu.
Nic nie powiedział.
- Więc?? ? Ilia nie zamierzała dać za wybraną. ? Skoro nie wiesz, to będziesz potrzebował z tym pomocy? - Zastanowiła się. - Czy w ostatnim czasie ktoś cię napadł?? Albo coś??
- Nie, nic takiego sobie nie przypominam. Ale nie zmieniaj tematu. Czym jesteś? ? powtórzył z naciskiem.
- Jestem czarownicą.
Nie wyglądał na zaskoczonego. Ilia się uśmiechnęła.
- Skoro sam się domyśliłeś, to po co pytałeś.
- Nie byłem pewien.
Podeszła do regału i zdjęła z półki kilka książek.
- Czy ostatnio zdarzyło ci się coś niezwykłego? Coś, czego normalnie nie doświadczałeś?
- Nie. Raczej n? Może jest coś. Pojawił się ten? - urwał i złapał się za ramię.
Rzuciła książki na łóżko i uklękła przy nim. Położyła mu dłoń na ramieniu i zaczęła mówić do niego kojąco. Po chwili ból zelżał, aż w końcu przeszedł całkowicie.
- Co zrobiłaś? ? przyglądał jej się trochę nieufnie.
- Drobny czar. Niestety raczej nie będę w stanie powstrzymać całego bólu. Nie odzyskałam jeszcze całej Mocy.
- Dziękuję?
- Jeszcze nie masz za co. Czeka cię jeszcze wiele tej nocy. Mogę mieć prośbę?
- Ja? jasne?
- Postaraj się nie krzyczeć, jak będziesz się zmieniał. Wolałabym, żeby rodzice nie wiedzieli, że mają w domu wilka ? powiedziała z beztroskim uśmiechem.
Kacper zbladł.
- Wilka??


Zakapturzona postać patrzyła jeszcze chwilę w to samo okno, w które jeszcze chwilę temu wpatrywał się Kacper, po czym uśmiechnęła się do siebie i ruszyła w bliżej nieokreślonym kierunku.
Lepiej zadbaj o to, żeby przeżył, mała wiedźmo.
31.07.2010 00:27
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Komimasa Offline
Ślimaczek
Admirał Floty

*
Liczba postów: 5,374
Dołączył: 26.03.2009
Skąd: Poznań/ Bełchatów
Poziom ostrzeżeń: 5%
Post: #3
 
Przeczytałem 1 cz. Na wstępie powiem tak, ja bardzo mało czytam, książki które przeczytałem z własnej woli można policzyć na palcach jednej dłoni. Stąd nie wiem, czy powinnaś się przejmować uwagami, czy komentarzem takiej osoby jak ja.


Na początku jak czytałem, nie podobała mi się narracja. Brakowało mi emocji w tekście, gdzie można było je zaaplikować w wielu miejscach. Dopiero potem pojawia się dialog, ale on też jakby bez życia. Pojawia się postać Kacpra, o którym właściwie nic nie wiemy. To jej kolega ze szkoły, z ławki, nie wiadomo, czy ona mu się podoba nic. Zdaje mi się, że zbyt skromnie przedstawiasz postaci. Właściwie nie wiem jak wygląda ta Ilia, a ta nauczycielka to wiem tyle, że blondynka. Zapewne jest taki sposób przedstawiania postaci pozwalający na większą swobodę wyobraźni u czytelnika, ale ja wolę jak jednak wiem chociaż pokrótce co nosi, czy ma długie nogi, czy jest niska, chuda.

Samo przedstawienie mocy, jaką dysponuje bohaterka imo mogło być lepiej pokazane. Można było poświęcić temu nieco więcej miejsca, stworzyć klimat, ale dobra, odezwał się ten co w idealnym momencie pokazał jaka moc diabelskiego owocu ma postać... Big Grin Niemniej te urywki o mocy tak się beznamiętnie przeplatają, nie wzbudza to we mnie emocji.

Później pojawia się Vivienna, i leci istny combos i to taki, że czytelnik jak ja zadaje sobie pytanie WTF? No bo lwią część opisu życia "normalnego" bohaterki, nic nie jest wspomniane o tym, że ona jest świadoma tego kim jest. A tu nagle zna kilku czarodziejów i orientuje się ogólnie co i jak w magicznym świecie, że tak to ujmę. Trochę mi się to nie spodobało, może nawet lepiej by wyszło, jakby nic nie rozumiała, a została pchnięta w wir przygody.
Ogólnie ciężko mi powiedzieć, czy mi się np podobało, co jest myślę kwestią kluczową. W między czasie wchodzi jeszcze wycinek z gonienia po lesie, tak trochę za dużo tych "niewyjaśnionych rzeczy" jak dla mnie, można się pogubić w tym chaosie.

Nie wiem dlaczego ale Ilia wydaje mi się sympatyczną postacią, jakoś tak czuję do niej ciepłe uczucia i jakby przez to czuję pewien klimat tej opowieści. Zapewne zobaczę co tam dalej napisałaś, ale nie za szybko, bo ja mam sporo robotyBig Grin

Niebieski fryz mamy i razem się trzymamy!
[Obrazek: tXwp6nO.png]


31.07.2010 12:46
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
jolly-roger Offline
Szczur Lądowy
Pirat

*
Liczba postów: 23
Dołączył: 11.06.2010
Skąd:
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #4
 
Szczerze mówiąc wygodniej mi pisać porozrzucane fragmenty, bo mój mózg pracuje nieco chaotycznie. Każda uwaga jest cenna, bo wiadomo, co należy dopracować, gdzie dopisać, czego się pozbyć itp, tak więc dzięki wielkie za opinię Smile
01.08.2010 18:48
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Chlor Offline
Yonkou
Łowca Piratów

*
Liczba postów: 2,088
Dołączył: 01.04.2009
Skąd: Snajper Island
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #5
 
Rzadko zdarza mi się czytać cokolwiek na komputerze, ale czasem mnie najdzie i teraz padło na ciebie d;

Na początek taki czep:
Cytat:Dużo czasu zajęło im zauważyć
Czy nie powinnno być "dużo czasu zajęło im, by zauważyć" albo "dużo czasu zajęło im zauważenie"? To jakoś dziwnie dla mnie brzmi, niegramatycznie.

Nie podobał mi się opis przeżyć Kacpra po przebudzeniu - wiem, że to musiało być tak szczegółowo, aby uwydatnić jego wyczulone zmysły, ale coś mnie w tym opisie raziło, tylko nie wiem dokładnie co. Nie umiem tego sprecyzować.

Jestem ciekawa co się wydarzy, bo lubię historie o Mocy, magach, czarownicach i tak dalej d; jeszcze bez szału, ale to dopiero początek, więc ciężko coś powiedzieć więcej. Będę czytać dalej (:

[Obrazek: h3sygn.png]
02.08.2010 13:33
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
jolly-roger Offline
Szczur Lądowy
Pirat

*
Liczba postów: 23
Dołączył: 11.06.2010
Skąd:
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #6
 
Chlor napisał(a):Na początek taki czep:
Cytat:Dużo czasu zajęło im zauważyć
Czy nie powinnno być "dużo czasu zajęło im, by zauważyć" albo "dużo czasu zajęło im zauważenie"? To jakoś dziwnie dla mnie brzmi, niegramatycznie.
Racja, jak piszę, to nie zawsze zauważam, że robię takie błędy.

Chlor napisał(a):Nie podobał mi się opis przeżyć Kacpra po przebudzeniu - wiem, że to musiało być tak szczegółowo, aby uwydatnić jego wyczulone zmysły, ale coś mnie w tym opisie raziło, tylko nie wiem dokładnie co. Nie umiem tego sprecyzować.
Może zbyt naukowe podejście?

Dziękuję za czas poświęcony na przeczytanie Wink
02.08.2010 14:37
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Chlor Offline
Yonkou
Łowca Piratów

*
Liczba postów: 2,088
Dołączył: 01.04.2009
Skąd: Snajper Island
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #7
 
jolly-roger napisał(a):Może zbyt naukowe podejście?
Możliwe, może zbyt wiele tych specjalistycznych wyrazów...?

[Obrazek: h3sygn.png]
02.08.2010 14:45
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
jolly-roger Offline
Szczur Lądowy
Pirat

*
Liczba postów: 23
Dołączył: 11.06.2010
Skąd:
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #8
 
Rozdział trzeci ? Zaproszenie

- No tak, wilka. Śmiertelnicy częściej używają słowa wilkołak.
Kacper wpatrywał się w nią, jakby zobaczył ducha. Był w stanie uwierzyć w to, że Ilia jest czarownicą. Ale to, że sam zmienia się w potwora, przekraczało jego możliwości. Nie bardzo wiedział, co ma powiedzieć. Był przerażony. Dziewczyna najwyraźniej to zauważyła, bo zaczęła go uspokajać.
- Z tego, co czytałam, to nie masz się czego bać. Owszem, pierwsze Przemiany bywają bardzo bolesne, ale, przynajmniej dzisiaj, ulżę ci trochę, więc nie powinno być tak źle. ? Zaczęła przeglądać rozrzucone na łóżku książki.
- Czego szukasz??
- Chciałam ci znaleźć jakiś sensowny opis, ale najwyraźniej zostawiłam Istoty magiczne u Vivienne? W pozostałych niewiele znajdziesz?
- Czyli muszę liczyć na twoją pamięć.
- Niestety. Moje informacje mogą okazać się nieprawdziwe. Wilki bardzo dobrze strzegą swoich sekretów. Według podań i legend człowiek staje się wilkiem po ugryzieniu przez jednego z nich. Zbadano i opisano wiele przypadków, gdzie ugryzione osoby nie ulegały Przemianie, więc przypuszczalnie muszą być spełnione pewne konkretne warunki, jednak nie potrafię ci powiedzieć, o co dokładnie chodzi.
- Czyli mogę zostać człowiekiem? ? W głosie Kacpra dało się słyszeć nadzieję.
- Niestety nie. Przemiana już się zaczęła. Założę się, że ten ból pojawiał się od pewnego czasu.
Chłopak skinął głową.
- Właśnie. Nie wiem, jak dokładnie wygląda zwierzęca postać. Jedna wersja jest taka, że masa mięśniowa się drastycznie zwiększa, wyrasta sierść, zmienia się uzębienie i pazury. Druga wersja zakłada, że człowiek całkowicie zmienia się w wilka, takiego trochę większego niż zwykły wilk. I pozostaje mu ludzka świadomość. Ale niedługo się dowiem ? uśmiechnęła się szeroko.
- Chcesz mnie wykorzystać do zbierania informacji?
- Z tego, co wiem, to jeszcze żadna czarownica nie była obecna przy pierwszej przemianie. Uznaj to za wymianę uprzejmości. Ty mi udzielisz informacji, ja ci udzielę mojej magii.
- Okej. Niech ci będzie.
- Hmm? co by tu jeszcze? A, tak. Kiedy się przekształcisz, będziesz miał silny atak agresji. Obyś potrafił nad nią zapanować. Miej świadomość, że wiem, jak zabić wilka ? wyszczerzyła do niego zęby.
- Chcesz mnie zabić?
- Jeśli zajdzie taka konieczność?
Nagle czymś wyraźnie się zmartwiła.
- Coś nie tak? ? jej obawy w błyskawicznym tempie udzieliły się Kacprowi.
- Nie? to nic takiego? - odpowiedziała, jednak wszystkie znaki na niebie i ziemi (a raczej na jej twarzy i w jej głosie) wskazywały na coś zupełnie odwrotnego.
- Skoro to nic takiego, to możesz mi śmiało powiedzieć.
Ilia spojrzała na niego niepewnie.
- Bo widzisz? chodzi o to? Przemiana może się nie udać?
- I co wtedy? Pozostanę człowiekiem?
Skrzywiła się.
- Umrzesz ? powiedziała cicho. I zaraz dodała szybko ? Ale postaram się, żeby do tego nie doszło. Podejrzewam, że? czasem? ciało nie wytrzymuje napięcia i bólu, jakie powoduje Przemiana. Jeśli to złagodzimy, to nic ci nie będzie.
Patrzył na nią blado.
- Długo jesteś czarownicą?
- Wystarczająco długo, żeby opanować zaklęcia lecznicze. ? Spojrzała mu w oczy. ? Wszystko będzie dobrze.
Skinął głową w odpowiedzi. Coś kazało mu wierzyć, że to prawda.

***

Rufus przemierzał pusty korytarz pewnym krokiem. Wszyscy obserwują swoich podopiecznych. On właściwie też powinien. Ale uznał, że nie ma na razie takiej potrzeby. Zauważył po drodze uchylone drzwi. Ktoś nie wypełnił polecenia?
Zapukał delikatnie i uchylił drzwi. Przy oknie siedziała kobieta w średnim wieku. Miała krotko ścięte ciemne włosy, piwne oczy i smutne oblicze. Kiedy kątem oka zobaczyła wchodzącego Rufusa, odwróciła głowę w przeciwną stronę.
- Lamia? coś nie tak?
- Wybrałam złą osobę?
Wilk położył jej dłoń na ramieniu. Chwilę tkwili tak w milczeniu. W końcu Lamia spojrzała na niego.
- A ty? Co tu robisz? Twój też??
- Nie. Mój znalazł sobie nietypową opiekę na tę noc.
Spojrzała na niego pytająco.
- Siedzi właśnie w pokoju pewnej młodej wiedźmy.
- Myślisz, że mu pomoże?
- Jestem tego pewien.

***

Siedzieli obok siebie na łóżku.
- Powiedz mi, jak to jest? Vivienne kasując mi pamięć powiedziała zaklęcie po łacinie, a ty? No, ciężko to nazwać zaklęciem.
- Wiesz, z magami jest tak, że uczą się zaklęć, mają rytuały, normy i inne takie ? mówiła, przerzucając kartki tej samej księgi, którą jakiś czas temu wciskała pod poduszkę. ? Dlatego są tacy nadęci. Myślą, że są nie wiadomo kim, bo znają na pamięć wielkie księgi z inkantacjami. Gardzą czarownicami. Nie uznają naszej magii za magię. My nie przywiązujemy wagi do sposobu czarowania. Każda robi to na swój sposób. Vivienne lubuje się w łacinie, więc rzuca zaklęcia po łacinie. A ja jakoś nigdy nie byłam dobra we wkuwaniu na blachę, więc rzucam zaklęcia jakby bez zaklęć. Viv twierdzi, że są przez to słabsze, ale inaczej nie potrafię.
- Czyli? możecie rzucać zaklęcia nie używając słów?
- Teoretycznie jest to możliwe.
Spojrzał z ukosa na księgę.
- Czego właściwie szukasz?
- Jakiegoś potężnego zaklęcia leczniczego.
- Ale przecież nie potrafisz czarować przez zaklęcia?
- Owszem, ale jeśli zrozumiem, jak działa, będę w stanie je rzucić.
Przez chwilę ciszę między nimi przerywał jedynie szelest papieru.
- Dziękuję, że mi pomagasz.
- Podziękujesz mi, jak będziesz po.
Uśmiechnął się. I nagle szarpnął nim ból. Zacisnął zęby i napiął wszystkie mięśnie.
Ilia przyłożyła palec do ust i zaczęła coś szeptać. Złapała go za rękę i zaczęła mówić do niego spokojnie.
- Już? możesz krzyczeć? daj upust cierpieniu? wykrzycz go?
Kacper wrzasnął z całej siły i jęknął. Spojrzał na nią półprzytomnie.
- Tak? uwolnij go? nie trzymaj go w sobie? wykrzycz go?
Jej szept był ledwo dosłyszalny pomiędzy jego wyciem. Nie wiedziała, jak długo to potrwa, ale wiedziała, że ani na chwilę nie może się rozproszyć.
A on wrzeszczał, ile sił w płucach, wykrzykując przy tym cały ból. Krzyczał, bo tak mu wciąż powtarzał cichy, ciepły głos, który jako jedyny potrafił przebić się przez otumanienie i ból. Całe jego ciało zdawało się płonąć. Każda komórka pulsowała dziko, wywołując u niego coraz większe rozdrażnienie. Wył już nie tylko, żeby uwolnić ból, ale żeby uwolnić gniew.
Ilia starała się zachować spokój, wiedziała jednak, że nie będzie w stanie jednocześnie zapanować nad jego bólem i jego agresją. Widziała, jak jego ciało pokrywa się gęstym srebrnym futrem, twarz przybiera kształt psiego pyska, a oczy żółkną jadowicie. Nie trwało to długo. Po chwili trzymała za rękę przekształconego wilkołaka. Czuła, jak wbija jej pazury w rękę zacieśniając uścisk. Wciąż jednak do złudzenia powtarzała ?krzycz??
Była pewna, że przemiana dobiegła końca. Sierść przestała rosnąć, paszcza pełna była zębów zdolnych rozszarpać na strzępy słonia, pazurami mógłby rozłupywać skały. Po chwili przestał krzyczeć i zaczął dyszeć ciężko. Wciąż trzymała go za rękę. Właściwie to on ją trzymał, masakrując przy okazji jej dłoń. Zwrócił ku niej swoje żółte ślepia i zawył cichutko.
Nie mogła uwierzyć własnym oczom. Zaczęła się kolejna Przemiana. Przez chwilę sądziła, że z powrotem zmieni się w człowieka, po paru sekundach przekonała się jednak, że tak nie będzie. Skomląc zmieniał się w wielkiego wilka. Ta metamorfoza okazała się dłuższa, jednak dużo mniej bolesna. Kiedy w końcu dobiegła końca, wilk podniósł się z godnością, zawył przeciągle i ułożył się przy niej, dotykając wilgotnym nosem jej krwawiącą dłoń. Ilię owioną jego ciepły oddech.
- Widzisz?? Mówiłam ci, że będzie dobrze? - I opadła z sił.


Kiedy się ocknęła, Kacper był już w swojej ludzkiej formie. Spał twardo obok niej. Uśmiechnęła się do siebie. Przeżył. I najwyraźniej ma się dobrze.
- Widzę, że sprawiłaś sobie pieska.
Ilia uniosła nieco głowę. W fotelu przy oknie siedział nie kto inny, jak Vivienne.
- Nowa fryzura?? ? zapytała Ilia i ziewnęła przeciągle. ? Wyglądasz jakoś inaczej.
- Wymieniłam sobie nos. Poprzedni był zbyt zadarty. Wyglądałam jak jakaś młoda siksa. Uwierzysz, że jakieś dziecko próbowało mnie podrywać?
- Nie śmiem wątpić ? odparła chłodno. Powoli usiadła na łóżku, próbując nie zbudzić chłopaka. ? Co tu robisz?
- Wpadłam zobaczyć, jak się masz, ale najwyraźniej nie w porę.
- Jasne.
Vivienne uśmiechnęła się uroczo.
- Gryzelda wysłała poselstwo do Fiodora.
- Niech zgadnę. ?Nie potrzebujemy sojuszu, poradzimy sobie, a wy nas nie obchodzicie.?
- Nie do końca?
Ilia spojrzała na nią pytająco.
- Nie zdążył jeszcze uczcić swojego nowego stanowiska i urządza jakiś kretyński bal.
- No tak, przecież nie jesteśmy w niebezpieczeństwie i wszystko jest w porządku.
- Zaprosił czarownice.
To zaskoczyło Ilię.
- To na pewno ten Fiodor?
Viv skinęła głową.
- Jaki Fiodor?? ? zapytał zaspany Kacper. ? O, cześć, Vivienne.
- Pewien nadęty pacan ? rzuciła kwaśno blondynka.
- Czyli mag?
Ilia się roześmiała.
- Szybko się uczysz, wilczku.

***

Rufus siedział samotnie w swoim pokoju i czekał. Wpatrywał się w księżyc w pełni. Czuł wewnętrzną potrzebę przemiany, ale panował nad tym. Nie mogą się teraz wychylać. Jeśli dowiedzą się o ich miejscu pobytu, z pewnością zaatakują. A wilki się nie obronią. Już nie na rękę im było, że czarownice wiedziały, gdzie ich znaleźć.
- Możesz wejść ? powiedział spokojnie.
W drzwiach pojawił się Artur.
- Ludzie teraz są strasznie słabi ? powiedział i usiadł na pryczy.
- Ilu?
- Czworo.
- Spodziewałem się, że nie wszyscy przeżyją, ale? czworo? ? Rufus ukrył twarz w dłoniach.
- A twój?
- Jeszcze nie sprawdzałem, ale sądzę, że wszystko w porządku.
- Słyszałem? słyszałem, że jest pod opieką czarownicy.
Rufus spojrzał na towarzysza z ukosa.
- Zaplanowałeś to, prawda? ? Artur był wyraźnie niezadowolony. ? Zaplanowałeś to, jeszcze zanim zawarliśmy sojusz z wiedźmami.
- Częściowo. Wybrałbym tego chłopaka, nawet gdyby nie znał tej małej jędzy. Kiedy wszystko planowaliśmy, nie miała mocy, ale miała wiedzę, która mogła mu pomóc.
- To trzeba było go od razu tutaj ściągnąć! Wiesz doskonale, że nowi nie mogą otrzymywać pomocy przy pierwszej Przemianie.
- Owszem, nie mogą pomagać im wilkołaki.
- Czemu akurat on ma specjalne traktowanie, co? ? Artur ledwo panował nad gniewem. Pełnia nigdy tego nie ułatwiała.
- Żeby przeżył.

***

Ilia wyszła spod prysznica i owinęła się ręcznikiem. Spojrzała na swoje odbicie w lustrze. Ciemne włosy opadały jej ciężko na blade ramiona przytłoczone ciężarem wody. Kilka kosmyków próbowało zakryć jej piwne oczy. Odgarnęła włosy i syknęła z bólu. Jej prawa dłoń była w opłakanym stanie. Rozorane mięśnie, zmiażdżone kości, aż dziwne, że tego nie czuła. Chyba że uszkodził jej jakieś nerwy. Westchnęła i zabrała się do robienia opatrunku.

***

Vivienne i Kacper mierzyli się wzrokiem. Żadne z nich nie chciało odezwać się pierwsze. Milczenie było nieznośne dla obu stron, jednak czarownica miała większą wprawę w wytrzymywaniu napięcia.
- Co tu właściwie robisz?
- Nie twoja sprawa, szczeniaku.
- Chcę wiedzieć, co jest grane. ? Jego ciemne oczy zabarwiły się delikatnie żółtym kolorem.
- Zabieram Ilię. Tyle.
- Po co? ? To pytanie zadała sama zainteresowana. Weszła właśnie do pokoju i patrzyła pytająco na Viv.
- Bo widzisz? - zaczęła blondynka niepewnie. ? Gryzelda jest przekonana, że można przekonać Fiodora do współpracy?
- Ciekawa hipoteza. ? Spojrzała na Kacpra. ? Mógłbyś zamknąć oczy?
Spełnił jej prośbę bez słowa. Zrzuciła ręcznik i zaczęła się pospiesznie ubierać. Nie było to łatwe, zważywszy na fakt, że jedną rękę miała praktycznie wyłączoną z użycia.
- Właśnie? Gryzelda chce, żeby wszystkie czarownice się zjawiły na tym balu.
- Nigdzie nie idę. Mam zamiar odchować szczeniaka. ? Z drobnymi problemami zapięła spodnie.
- Oddamy go wilkom. Jest ich.
- Teoretycznie. Ale właściwie to jego decyzja ? wciągnęła na siebie bluzkę. ? Możesz otworzyć.
Spojrzał na dziewczyny.
- Zostaję z Ilią ? powiedział szybko.
- I po sprawie. Właśnie, Viv, następnym razem, jak wpadniesz z wizytą, przynieś mi moje Istoty magiczne. Zostawiłam u ciebie przez przypadek.
- Sprzeciwiasz się woli szefowej? ? blondyna wymawiała każdą sylabę lodowato, z dokładnością skalpela chirurgicznego.
- Czarownice są wolne. Może i Gryzia nam przewodzi, ale nie ma prawa podejmować ostatecznych decyzji.
- Przed balem urządzają uroczysty pochówek Melchiora.
Ilia skinęła głową.
- Gdzie i kiedy?
07.08.2010 21:38
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Odpowiedz 




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Wymiana
One Piece Vampirciowo Fairy Tail Valid XHTML 1.0 Transitional Poprawny CSS!

Kontakt | One Piece Nakama | Wróć do góry | Wróć do forów | Wersja Mobilna | RSS | Mapa Nakama