Aktualny czas: 25.02.2018, 03:41 Witaj! (LogowanieRejestracja)

Na stronie pojawił się już nowy rozdział 895 po polsku!

Odpowiedz 
[Op. fantastyczne] Katany i garnitury
Autor Wiadomość
Zangetsu2 Offline
Kapitan
Pirat

*
Liczba postów: 604
Dołączył: 30.07.2009
Skąd:
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #1
Katany i garnitury
Miałem wrzucić do szuflady, bo gniot, ale stwierdziłem, że umieszczę, bo nie pamietam kiedy ostatni raz komukolwiek dałem coś do przeczytania.
Tekst sklecony na szybko, bez większego zastanowienia. Taki spontan, po przeczytaniu pewnych rzeczy. Big Grin Jak mówiłem gniot, ale przynajmniej krótki. xD

Viktor wychylił się za murku i posłał w kierunku napastnika falę ognia, która natychmiast zmiotła go z pola widzenia. Minęły dopiero dwa dni od czasu gdy dowiedział się, że potrafi z rąk stworzyć miotacz ognia. Ogólnie cała sytuacja przedstawiała się jak z taniego opowiadania fantasy. Do drzwi jego mieszkania zapukała tajemnicza dziewczyna, która powiedziała, że muszą uciekać. Kolejne co pamięta to jakieś frazesy o zagrożeniu i byciu tym jedynym. Napad śmiechu przerwało pojawienie się na klatce dwóch panów w garniturach i ciemnych okularach, mających przypięte u pasa… katany. Ostateczne wątpliwości co do prawdziwości słów Jenny – tak przynajmniej się przedstawiła w swoim krótkim wykładzie – posłanie przez brunetkę ładunku elektrycznego w stronę przybyłych adwersarzy. I w ten sposób, rozpoczął wędrówkę ze swoją towarzyszką w kierunku bazy ruchu oporu.
- Zdjąłeś go? – zapytała Jenny.
- Z tego co widzę nie próbuje dogasić nawet swojego garniaka, więc chyba tak.
- No to chodu. Jesteśmy już niedaleko. – Dziewczyna ruszyła przed siebie. Viktor patrząc na nią stwierdził, że właściwie to jest ładna. Nawet bardzo i nawet w jego typie gdyby się dłużej zastanowił.
- Stój! – syknęła cicho i przystawiła palec do ust. Za rogiem stali i rozglądali się kolejni faceci w garniturach. Oni wszyscy w nich chodzili. Jedyne co Viktor wiedział o nich to kilka suchych faktów: byli jego nowymi przeciwnikami, należeli do jakiejś sekty Przebudzenie, chcieli przejąć władzę nad światem, co przy okazji miało wiązać się z jego zabiciem, bo z tego co zdążyła mu wyjaśnić Jenny, stał się nowym wybrańcem, który uratuje świat. No i te katany, zawsze dumnie z taką przechadzał się po ulicy. Przynajmniej w marzeniach.
- Nie dam rady walczyć z trzema naraz. Zdejmij jednego z nich i schowaj się. – Viktor tylko grzecznie przytaknął. Zdążył zauważyć, że to nie on jest fachowcem jeśli chodzi o walkę.
- Teraz! – na słowo, chłopak wypuścił z rąk strumień ognia. Ten kształtem przypominał wodę z węża strażackiego, tyle że w tym wypadku działanie było zgoła odmienne. Szybko przekonał się o tym jeden z mężczyzn, który odleciał jak po zderzeniu z samochodem i zaczął przypominać płonąca pochodnię. Obok, Jenny kończyła zajmować się dwoma pozostałymi. Jeden leżał na ziemi, a dziura w brzuchu otwarta przez jego własny miecz sugerowała, że długo nie pociągnie. Drugi został rażony czymś w rodzaju „minipioruna” wystrzelonego z błoni zabójczyni. Chyba się musi przyzwyczaić, że świat teraz wygląda jak z komiksów Marvela.
- Już prawie jesteśmy. – dziewczyna ponownie powtórzyła formułę, która pojawiają się co chwila. Bieg strasznie się dłużył i czasem miało się wrażenie, że wszystko dzieje się w zwolnionym tempie. Z nim chłopak też czasem miał problem. Raz patrzył na zegarek i widział 18, mimo że dzień był w pełni, moment później 12 i przy następnym spojrzeniu znowu 18. Zwalił to na winę nowych mocy. Miał wrażenie, że te pogorszyły mu wzrok, bo miał problemy z przeczytaniem napisów nawet na ogromnych bilbordach.
Zresztą nic mu nie przeszkadzało w nowej sytuacji. Nie miał problemów z przyjęciem do wiadomości supermocy, tajemniczych zabójców ubranych w takie same, jakże praktyczne w tej profesji garnitury, ukrytych organizacji, zabijaniu ich na ruchliwej ulicy czy wreszcie tych katan, co do których stwierdził, że całkiem nieźle by wyglądał z nimi u boku. Od dłuższego czasu w życiu, zwyczajnie mu się nudziło i z każdym dniem miał wrażenie, że przegrywa własny żywot. Każda odmiana była mile widziana, a taka o której czasem marzył, bo jakiejś książce czy filmie? Czemu nie. Część problemów sama się rozwiązała i miał wrażenie, że znowu coś się dziać z jego losem. Viktor zamyślił się na chwile i nawet nie zauważył jak znalazł się z Jenny wprost z ruchliwej ulicy w parku.
- Jesteśmy na miejscu. – dziewczyna wsadziła rękę w zagłębienie w ziemi. Słychać było pstryknięcie i po chwili zaczęła się podnosić klapa, pod którą znajdowały się schody. Para ruszyła nowo otwartą ścieżką. „Podróż” zdawała się nie mieć końca. Raz zdawało się, że idą schodzą w dół, a za chwilę w górę i tak kilka razy. Cierpliwość powoli zaczynała się kończyć, ale wtedy dotarli na miejsce. Przed ich oczami stanęła ogromna, okrągła sala. Była całkowicie pusta, wokół nie było widać żadnych mebli. Kiedy Viktor podniósł wzrok w górę zobaczył ogromne, wysoko zawieszone sklepienie, wyglądające jak kopuła. Zdobiły je najróżniejsze, kolorowe freski. Co prawda przez chwilę zastanawiał się jakim cudem sufit może być tak wysoko będąc pod ziemią, ale nie takie rzeczy widział przez ostatnie dwa dni.
- Witajcie. – Viktor szybko obrócił się lekko wystraszony. Nie słyszał, żeby ktoś wchodził do pomieszczenia mimo, że echo jego kroków dudniło mu w uszach. Zdziwiła go jednak bardziej inna rzecz. Osobą, która go powitała był jego sąsiad. Konkretniej sędziwy pan Bogusław.
- Pan Bogusław? PAN jest szefem tej organizacji, co ma ratować świat i go zbawiać? – szok został doprawiony gdy Jenny przyklękła przed sędziwym staruszkiem i wykonała coś w rodzaju pozdrowienia.
- Tak młody człowieku. Nie czas jednak na dyskusje! Nie mamy czasu, nasi wrogowie są coraz bliżej. Śpiesz się, tylko gdy przejdziesz przez te drzwi uda ci się uratować nas wszystkich. – po czym wskazał znajdujące się za nim ogromne drzwi Te były lekko uchylone, a spośród nich przebijało się niezwykle jasne światło.
- Na co czekasz? Szybko, póki mamy jeszcze czas! – ton głosu staruszka przybrał nieco bardziej nerwowy ton. Viktor jednak wahał się. Spojrzał na Jenny szukając jakiejś porady, lecz jedyne co zobaczył to kamienna twarz. Zupełnie jakby dziewczyna zamieniła się w posąg. Po chwili jednak stwierdził, że skoro już tyle zobaczył to pora pójść dalej. No i może za jak tam pójdzie to dadzą mu też katane. W końcu w tym byłoby mu do twarzy, czyż nie? W garniturze zresztą też tak źle nie wygląda. Podszedł więc ostrożnie, uchylił lekko drzwi i…
Nastała światłość.

See you space cowboy...

Fanboy Sagi o Wiedźminie
09.01.2013 00:02
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Odpowiedz 




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Wymiana
One Piece Vampirciowo Fairy Tail Valid XHTML 1.0 Transitional Poprawny CSS!

Kontakt | One Piece Nakama | Wróć do góry | Wróć do forów | Wersja Mobilna | RSS | Mapa Nakama