Aktualny czas: 25.02.2018, 23:29 Witaj! (LogowanieRejestracja)

Na stronie pojawił się już nowy rozdział 895 po polsku!

Odpowiedz 
[Op. fantastyczne] Nienormalna opowieść o zabijaniu się nawzajem
Autor Wiadomość
Chisu Offline
Supernova
Pirat

*
Liczba postów: 935
Dołączył: 26.11.2012
Skąd: Kosmos
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #1
Nienormalna opowieść o zabijaniu się nawzajem
Opowiadanie, które wymyśliłam już jakiś czas temu, stworzone przeze mnie od podstaw. Mam nadzieję, że się spodoba. : P

Rozdział 1. "Gra"

Zielone chmury, leniwie mieszając się z granatowymi, rzucają obszerne cienie na porozrzucane wszędzie kawałki gruzu. Te z kolei, połączone różnej grubości łańcuchami, miejscami pokrytymi rdzą, lewitują, powoli unosząc się i opadając, niczym łódki na falach morza. Jeśli spojrzy się w dół, w oczy razi ogromna przepaść, więc zamiast na stabilnym gruncie, stopy należy stawiać na tych właśnie większych bądź mniejszych skałach. One również są nietypowe, ponieważ pokrywa je warstwa dodatkowego gruzu, kawałków ścian lub posadzek z kolorowych kafelek oraz szkła. Kilka razy w miesiącu, gdy słońce wychyla się zza smolistych chmur, rozświetla ono wszystkie przedmioty zgromadzone na latających skałach, przez co te rzucają naokoło rozedrgane odblaski. Tej krainy nie dotknęła nigdy żadna katastrofa, nie uderzyła w nią bomba, nie przeszła żadna plaga ani inne nieszczęście. Ona sama sobie jest już skażeniem, niszczy samą siebie, doprowadzając się powoli do samodestrukcji. Przechodząc, przebiegając, przelatując bądź przeskakując, można zauważyć, jak szybujące skały co chwilę się rozrywają, pozbywając się pojedynczych elementów je tworzących.
Wśród tych wszystkich miniaturowych planet unosi się ogromny zamek. Jego wieże znikają w gęstych chmurach, nikt nie wie, jak wysoko sięga. Ciemne kamienne bloki pokrywają kolejne łańcuchy, przyczepiając się i wijąc na ścianach niczym metalowy bluszcz. Okna w większości pozbawione są szyb, z murów zieją jedynie czarne otwory, do których strach zajrzeć. Zamek zdaje się być niezamieszkały, jednak wśród tych, którzy ten dziwny świat zamieszkują krążą plotki, że przebywa w nim Bogini. Podobno jest to złotowłosa piękność, posiadająca niesamowitą moc, wspaniała i dobra, kochająca wszystko i wszystkich. Zabawne jest to, że nikt nigdy nie widział jej na oczy ani nawet nie słyszał, więc zagadką jest, skąd taki opis się wziął. Wielu kręciło sceptycznie głowami. Bogini? W tak zniszczonym świecie? Skoro już, to strasznie nieudolna…
Łańcuchami i skąpą roślinnością nie ruszał nawet najmniejszy powiew wiatru. Miało się uczucie, że zamkniętym się jest w piekarniku, gdyż, mimo braku słońca, było niesamowicie gorąco. Po nielicznych ciałach mieszkańców tej dziwacznej krainy spływał strumieniami pot, podczas gdy ci ciężko pracowali, dodatkowo wzmacniając katusze, jakie przeżywali. Ich praca polegała na tworzeniu kolejnych latających skarp. Zbierali gruz spod wielkiej szybującej wyspy, na której mieścił się zamek i łączyli go łańcuchami, które powodowały, że zaczynał lewitować. To dzięki nim powstawały te wszystkie dziwne zbieraniny śmieci i innych przedmiotów oraz budynki, które zawalały się za każdym razem, gdy mocniejszy poryw wiatru potrząsną wyspą. Gdy obserwowało się ich z boku, nie widziało się w ich pracy żadnego sensu. Dlaczego ludzie, bez rozkazu kogoś z góry, bez jakiegokolwiek polecenia, budowali te przedziwne wyspy? Dziewczyna o jasnym kucyku sięgającym pasa, przyglądała się pracującym, siedząc na szczycie jednej z ruin. Do jej pleców przyczepiony był ogromny miecz o dziwnej budowie, większy niż ona sama. Znakiem rozpoznawczym były jednak skrzydła wyrastające z jej karku, całe złożone z kawałków zbroi w kształcie przypominającymi pióra. Podrapała się po ramieniu, którego, w przeciwieństwie do drugiego, nie pokrywała wymyślna zbroja. Yoroi Sword, bo tak nazywała się ta dziewczyna, wstała i przeskoczyła na drugą, mniejszą wysepkę. Już dawno nie znajdowała się tak blisko ogromnego zamku, więc jego widok przywołał w jej umyśle wspomnienia, gdy nie była jeszcze Mistrzynią Miecza. Parsknęła śmiechem i ponownie skoczyła, tym razem pomagając sobie metalowymi skrzydłami, dzięki czemu od razu znalazła się niedaleko ciemnego muru. Z bliska dało się dostrzec, że posiada osobliwą, granatową barwę, jakiej nie spotyka się nigdzie indziej. Yoroi zdjęła miecz z pleców, który z łatwością podniosła jedną ręką. Nieprawdopodobnym było, że taka zwykła dziewczyna jest w stanie podnieść tak ogromną broń. Mistrzostwo jakiejś broni dawało nową umiejętność, która umożliwiała dowolne manewrowanie daną bronią. Dziewczyna wbiła miecz w mur i wskoczyła na niego, następnie wyciągając go i w ułamku sekundy wbijając wyżej, ponownie na niego wskakując. Tym sposobem dotarła do jednego z niżej położonych okien, którym to weszła do środka zamku. Ciemny korytarz nie wyróżniał się niczym specjalnym, posadzka przypominała nieco zniszczoną szachownicę, ściany wyglądały tak samo, jak na zewnątrz a sufit pokrywały łańcuchy. Yoroi uniosła miecz na wysokość ramienia i szła, zahaczając jego czubkiem o ścianę, wskutek czego pojawiły się iskry a korytarz wypełnił nieprzyjemny odgłos tarcia metalu o kamień. Dziewczyna najwyraźniej czuła się tu swobodnie, zaczęła nucić pod nosem jakąś melodię i kiwać głową zgodnie z jej rytmem. Zamek i jego najbliższe okolice były terenem neutralnym, czyli nikt nie mógł jej tu zaatakować. Przez dłuższy czas krążyła korytarzem, bez celu, jak się mogło zdawać. W miarę jednak, jak wchodziła w coraz to nowe komnaty, dało się słyszeć, czy też bardziej czuć, osobliwe wibracje. Przenikały one przez kości, jakby stało się obok dopiero co poruszonego gongu, wyciszającego się stopniowo z każdym momentem. Wibracje wciąż się powtarzały, jakby naśladowały czyjeś kroki. Yoroi nieco to zaintrygowało, jednak nadal spokojna szła w stronę, gdzie, jak podejrzewała, znajdowało się ich źródło. Za wyrwanymi w połowie z zawiasów wrotami znajdowała się okrągła sala. Posadzka wyłożona jest szachownicą z czarno- białych kafelek, ściany, całe poorane głębokimi szczelinami wyglądają, jakby ktoś dla zabawy smagał je potężną bronią. Większość przestrzeni pokrywała gęsta, ciemnoszara mgła, której powierzchnia falowała niczym dym z papierosa.
Yoroi zatrzymała się przy wejściu. Po chwili zastanowienia weszła do środka, ciągnąc za sobą swój ogromny miecz. Gdy była kilkanaście kroków od drzwi, te nagle zatrzasnęły się, roznosząc echo po całej sali. Wojowniczka odwróciła się nerwowo, instynktownie przybierając obronną pozycję. Ugięła lekko kolana, a miecz trzymała przed głową, gotowa na odparcie każdego ataku.
- Kto tu jest?!- krzyknęła, bez cienia strachu w głosie.
Usłyszała śmiech dochodzący gdzieś z głębi sali. Łańcuchy pokrywające część ścian i cały sufit zabrzęczały, gdy jakaś postać zaczęła się w nich poruszać. Zajaśniała pochodnia, która uwidoczniła kolejne elementy pomieszczenia, wcześniej zakryte przez mgłę. Podłoga była niesamowicie nieregularna, pourywana, pełna głębokich szczelin i przepaści. Z niektórych dziur wystrzeliwały łańcuchy, które następnie splatały się w powietrzu, przypominając zardzewiałe kolumny. Ponownie dało się słyszeć śmiech, tym razem jego źródło było nieco bliżej. Jakaś postać, kobieta, huśtała się na łańcuchu niczym na huśtawce, zanosząc się przy tym okropnym śmiechem. W jednej ręce trzymała pochodnię, którą rzuciła na podłogę. Następnie zeskoczyła z łańcuchów, podrzucając do góry swoją broń. Miękko wylądowała na kolanie, by chwilę później złapać potężną, złotą włócznię. Stanęła naprzeciw pochodni, która rzuciła na nią jasną, żółtą poświatę. Miała na sobie niesamowicie skąpą, ciemnozłotą zbroję, która składała się z samych poskręcanych pasów. Obie części głowy miała wygolone, jedynie pośrodku gęste, czarne włosy spięte były w gruby warkocz. Jej skóra przypominała swoją barwą jasną kawę. Mistrzyni Włóczni zrobiła kilka kroków w kierunku Yoroi.
- Jaka szkoda, że to strefa neutralna…- Jej głos był zaskakująco niski, jednak bardzo kobiecy i pociągający. Pasował do jej ruchów i kolorów, w jakie się odziewała.
- Co tu robisz?- zagadała do Yoroi, która patrzyła na nią wręcz z odrazą.
- Daruj sobie… Doskonale wiesz, że wszystkie zaraz tu będziemy.- Yoroi cofnęła się i oparła o ścianę, rozluźniając wszystkie mięśnie. Miecz oparła na ramieniu.
- Ale jesteś nudna… To, że jesteśmy na strefie neutralnej nie oznacza, że nie możemy się trochę rozerwać!- Yari Hawk przymrużyła swoje żółte, podobne do jastrzębich, oczy.
- Daj mi spokój, co?!- krzyknęła Yoroi, jednak uniosła miecz przed siebie i skoczyła w stronę Yari. Ta wyszczerzyła zęby i przygotowała się do odparcia ciosu, jednak w chwili, gdy ich bronie miały się spotkać, coś między nimi wybuchło. Obie wojowniczki odleciały w tył, zatrzymując się dopiero na przeciwległych ścianach.
- Ależ spokojnie, koleżanki… spokojnie.
Kobieta, która zakłóciła ich starcie stała z uniesioną ręką, w której trzymała niewielką butelkę z jakimś pomarańczowym płynem. Jej broń, podobnie jak Yoroi, przyczepiona była do paska na plecach, a była to ogromna katana. Jej głos był znudzony oraz nieco skrzeczący, mówiła, jakby miała katar.
- Doku! Nie miałaś kiedy przyleźć?!- krzyknęła Yari. Doku Katana spojrzała na nią znudzonym spojrzeniem.
- Taki kaprys. To strefa neutralna, nie możecie tu walczyć.- To mówiąc, przyczepiła butelkę do paska na udzie.
- Wyluzuj trochę, przecież nikt nas za to nie ukarze!- krzyknęła Yari, która chyba nie potrafiła mówić cicho.
Gdzieś z tyłu dało się słyszeć ciche parsknięcie śmiechem. Wojowniczki natychmiast odwróciły się w tę stronę, Yoroi uniosła miecz.
- Kto tam?
Z cienia wyszła kobieta. Nie miała żadnej broni, co nieco odróżniało ją od już przybyłych. Jej twarz skryta była za kapturem, widać było jedynie usta, teraz wygięte w uśmiechu. Gdy już podeszła bliżej, oparła się o jedną z kolumn i splotła ręce na piersi. Mimo złotej poświaty pochodni, było widać, że jej skóra jest kredowobiała. Również włosy, których niektóre kosmyki wypadały spod kaptura były tej samej barwy. Sam ubiór nie wyróżniał się specjalnie spośród reszty. Błękitny gorset i tego samego koloru spódniczka z wcięciami po obu bokach. Na siebie miała zarzuconą pelerynkę z kapturem sięgającą łokci z broszką w kształcie skrzydeł.
- Jesteście takie głośne, że słychać was aż w strefie bojowej… - miała cichy, spokojny głos, jednak czuć było, że nie jest osobą, która lubi
- Sprawa jest poważniejsza niż wam się wydaje. Myślałam, że Mistrzynie Broni są nieco bardziej rozważne…
Jej głos zagłuszyło skrzypienie głównych drzwi. Otworzyły się na niewielką szerokość, tylko na tyle, by zmieściła się w nich głowa, co też się stało. Dziewczyna miała charakterystyczną fryzurę z dwoma ogromnymi blond kokami po bokach głowy. Do tego nad jej czołem spoczywały dziwne gogle. Gdy już się rozejrzała, weszła cała do pomieszczenia. Za nią, drobiąc małymi kroczkami, szła prawie identyczna z twarzy dziewczynka. Jej fryzura również się wyróżniała z powodu dwóch bardzo grubych i długich kosmyków opadających aż do ramion. Stroje obu dziewczyn były utrzymane w tym samym, steampunkowym klimacie. Starsza z sióstr, ta z kokami, na plecach trzymała wielką kuszę. Młodsza- łuk.
- No nie, dzieci?!- oburzyła się Yari, wymachując włócznią.
Mistrzyni Łuku tupnęła nogą i wskazała palcem na Yari.
- Nie jestem dzieckiem! Mam już skończone piętnaście lat, a moja siostra dziewiętnaście!
- Dzieci- skwitowała Yari.
- Ty…- Aaku Flash błyskawicznie zdjęła łuk z pleców, w jej dłoni zmaterializowała się jasna strzała, napięła cięciwę i stanęła, gotowa do strzału. Jej siostra, Ishiyumi Gale, tylko pokręciła głowę ze zrezygnowaniem i uderzyła ją otwartą dłonią w głowę.
- Daj spokój, specjalnie ci dokucza.
Aaku już chciała coś powiedzieć, jednak przerwał jej donośny huk. Wstrząsnęło całym zamkiem, łańcuchy zaczęły złowieszczo brzęczeć.
- Co się dzieje?- Yari spytała to bardziej dlatego, żeby w ogóle cokolwiek powiedzieć niż po to, by otrzymać wyjaśnienie.
Na końcu sali pojawiła się jasna postać. Skóra jak i włosy tej kobiety były białe. Osobliwa fryzura w kształcie kocich uszu na czubku głowy przyciągała uwagę. Jej strój, a zwłaszcza bluzka, sporo odkrywały, widać było tatuaże i szwy, które zrobiony były wyłącznie dla ozdoby. Szła dostojnym, równym krokiem, emanując jasną poświatą. Nie miała żadnej broni, jedynie uśmiechała się zadziornie.
- Scythe Ribon, zejdź do reszty!- krzyknęła słodkim głosikiem, i potrząsnęła głową, przez co zatrzepotały jej kocie uszy.
Z łańcuchów na suficie zeskoczyła smukła kobieta. Nie licząc ciemnych zakolanówek, z czego jedna zsunęła się do kostki, była całkowicie naga. Długie, bordowe włosy opadały na jej plecy i piersi, grzywka zasłaniała przewiązane czarną wstążką oczy, której końce wiły się wysoko w górę, gdzie przywiązane były do ostrza ogromnej kosy. Wygięła ciemne wargi w lekkim uśmiechu i oparła się o swoją broń.
- Możesz zaczynać, Bogini.
Zebrane wojowniczki na dźwięk tego słowa przyjrzały się uważniej jasnej postaci, która je odwiedziła. Ta machnęła ręką, tworząc w powietrzu świetlistą kulę, nad którą krążyły mniejsze punkciki. Była to Ziemia, jej dokładna mapa.
- Zarządzam Grę. Grę o wasze życia. Ta Mistrzyni, która przetrwa najdłużej, wygra. Jednak wygrana jest niewiadomą. Może być nią nagroda, ale może być to też kara. Kto wie, może nawet gorsza od śmierci, która czeka na polu walki?
Wśród dziewczyn nastąpiło lekkie poruszenie. Yari zmarszczyła brwi i ścisnęła mocniej rączkę włóczni. Dało się teraz zauważyć, że w obu dłoniach ma jedynie po cztery palce.
- Jak to Gra? Ostatnia była czterdzieści sześć lat temu. Zasady nakazują, że ma się odbywać co sto lat!
Bogini zmrużyła lekko powieki i spojrzała na nią spod rzęs.
- Mogę robić, co tylko chcę. Chcę Grę teraz, więc będzie ona teraz! Od momentu, gdy opuścicie strefę neutralną, nie macie prawa się na niej więcej pojawić. Będę jej strzegła osobiście…- tu krótko się zaśmiała, pokazując białe zęby.
Machnęła ręką ponownie i kula przed nią zniknęła.
- Grę uważam za… rozpoczętą!
Widok sali zastąpiła smuga jasnej mgły. Przesłoniła ona wszystko, nikt nie widział nikogo i niczego, poza samym sobą. Każda z Mistrzyń została przeniesiona w inne miejsce w strefie bojowej. Teraz zadaniem każdej z nich było odnalezienie reszty i zabicie każdego, kto stanie im na drodze. Z siedmiu Mistrzyń Broni zostanie tylko jedna, która wygra. Co- nie wiadomo.

[Obrazek: D2kDFZK.png]
25.02.2013 20:07
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
adrastea Offline
I Oficer
Pirat

*
Liczba postów: 480
Dołączył: 03.04.2010
Skąd: Kraków
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #2
RE: Nienormalna opowieść o zabijaniu się nawzajem
Momentami czytało mi się przyjemnie, w innych miejscach nieco topornie. Dość sprawnie prowadzisz akcję. Od zasygnalizowania cech charakterystycznych wyspy poprzez przedstawianie kolejnych postaci po finał rozdziału pierwszego tj. pokazanie na czym polega GRA.

Opisy postaci nie do końca mnie satysfakcjonowały ale rozumiem, że przy ich sporej ilości nie ma co się rozwodzić nad ich szczegółowymi opisami już na samym początku. Tylko jedna postać w sumie wzbudziła moje szczere zainteresowanie tj. Bogini. Czy zarządziła GRĘ z nudów i egoistyczny pobudek, a może jednak ma ku temu poważniejszy powód. Czy jest taka wyrachowana jak się wydaje czy też może jednak pamięć ludzi o jej dobroci nie jest bezpodstawna. Bardzo ciekawi jej prawdziwy cel i nagroda, która tak naprawdę może się okazać karą. Być może uzależni to tak naprawdę do sympatii lub antypatii dla zwyciężczyni?

Schemat historii nie jest skomplikowany. Jednak ciekawi.

Nikt nie wie, co się jutro może zdarzyć, a jeszcze mniej wiadomo, co będzie pojutrze. Skoro już o tym mowa, to nie wiadomo nawet, co się zdarzy dziś po południu /Kronika ptaka nakręcacza

[Obrazek: tumblr_lzwvnluci01rnjb29o1_1280.jpg]
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.02.2013 20:39 przez adrastea.)
26.02.2013 20:38
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Odpowiedz 




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Wymiana
One Piece Vampirciowo Fairy Tail Valid XHTML 1.0 Transitional Poprawny CSS!

Kontakt | One Piece Nakama | Wróć do góry | Wróć do forów | Wersja Mobilna | RSS | Mapa Nakama