Aktualny czas: 23.11.2017, 02:05 Witaj! (LogowanieRejestracja)

Z mniejszym ale wciąż poślizgiem przedstawiamy: Rozdział 884 PL
Odpowiedz 
[Op. fantastyczne] Wiedźmin: Szept i Grom
Autor Wiadomość
Zoro Offline
I Oficer
Pirat

*
Liczba postów: 457
Dołączył: 16.09.2013
Skąd: Wrocław
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #1
Wiedźmin: Szept i Grom
Chciałem wcześniej wrzucić jakieś swoje opowiadanie ale nic wartego pokazania nie stworzyłem ostatnio. Pomysłów mam dużo ale pisanie jakoś nie idzie do przodu. Jednak w związku iż wychodzi nowa książka o przygodach Geralta przypomniałem sobie o opowiadaniu sprzed lat. Jest to pierwsze opowiadanie, które udało mi się ukończyć, więc pozostał sentyment.
Jeżeli ktoś się skusi do czytania to zapraszam do komentowania i oceniania. Historia przedstawiona będzie w ok.6 sztucznie stworzonych rozdziałach. Miejsce akcji i czas nie są określone. To tyle w gwoli wstępu.


SZEPT I GROM

Rozdział I

Niebo naznaczone szkarłatnym śladem cierpienia. Słońce zachodzi, oblewając krwistą poświatą ziemię. Nad krainą roznosi się wycie wilków budzących się do życia. Nastał czas polowań. Łowów. Nadchodzi noc. Czas strachu i cierpienia. Złowrogi świst jesiennego wiatru wtóruje jękom przerażenia, wyśmiewa strach. Chłód ogarnia świat.

W miastach słychać głuche nawoływania i dźwięk zatrzaskujących się okiennic. Bramy miejskie zamykają się. „Nie czynne” - witają tym hasłem spóźnionych wędrowców.

A drogą zapomnianą przez cywilizację, gdzieś na skraju świata kroczy rumak o hebanowej maści, ciemniejszy od nocy. Rży gniewnie, z pyska na ubitą ziemię spływa mu piana. W oczach czarnych jak smoła, na samym ich dnie czai się pierwotne zło. Demon, w istocie, z wolna przebierając kopytami na swym grzbiecie wiezie Śmierć. Kostucha okryta płaszczem z kapturem rozgląda się po chałupach zlęknionej wioski. Szuka ofiary. Poryw wiatru zrywa z jej twarzy kaptur ukazując ludzie, chwilowe oblicze. Białe włosy, jak u starca, wiją się na wietrze. W Jej oczach widać głód. Głód krwi, głód życia. Koń-bestia tłucze delikatnie podkutymi kopytami o grunt gniotąc zeschłe liście.

Wycie wilków nasila się. Księżyc w całej swej okazałości unosi się dumnie na nieboskłonie. Świst wiatru wieszczy: ”Nadchodzi, nadchodzi… Nikt nie ucieknie!”.

Kostucha na grzbiecie swego demona przemierza wioskę. Obserwuje. Szuka. Strach pulsuje w nieszczęsnych wieśniakach, można go wyczuć nawet z daleka. A woń strachu działa jak wabik na demony, szczególnie na Tego jednego. Łasego na życie takich ludzi.

Cztero-kopytna bestia zatrzymuje się nagle, odrzuca grzywę. Śmierć z gracją zeskakuje z siodła. Rozciąga się jak kot po drzemce. Nadszedł już czas…
-------------------------------------------------------------------------------------------------------
Geralt gładzi swego konia po jego hebanowej sierści, delikatnie muska pysk zwierza. Uspokaja go.

–Spokojnie… Nadszedł już czas… by odpocząć… - szepcze Wiedźmin, nie przestając pieścić rumaka.

Płotka, bo tak zwie się każdy koń białowłosego wędrowca, strzyga uszami i rży cichutko, wyrażając swą akceptację i aprobatę.

Wędrowiec mruży oczy ze zmęczenia. Potrzebuje snu. Nie podoba mu się to miejsce. Niestety nie ma wyboru. Płotka dalej go już dzisiaj nie zawiezie. Jest wycieńczona. Od trzech dni nie odpoczywali dłużej.

A do miejsca w, które zamierzają się dostać można dotrzeć jedynie przed pierwszym śniegiem. Nie ma wiele czasu, a droga daleka. Wieczory już stają się coraz chłodniejsze, słońce coraz niższą elipsą wędruje po nieboskłonie. Trzeba się spieszyć.

Geralt spogląda z mroku na budynek po jego prawicy, oświetlony u wejścia słabym światłem kaganka. Karczma, a przynajmniej miejsce, które powinno spełniać jej role. Budynek prezentuje się mizernie, mimo, że w większej części pochłania go ciemność. Nie jest to oberża, która już od progu zaprasza strudzonych wędrowców w swe objęcia. Oj, nie. Jednak wiedźmin nie należy do osób ani strachliwych ani szczególnie przesądnych, więc nie ociągając się dłużej chwyta za klamkę. Drzwi otwierają się z nie przyjemnym zgrzytem.

Izbę pochłania półmrok, podłoga skrzypi pod stopami przybysza. Nie jest tu mile widziany. Nic nowego. Nieliczne kaganki i świece rozświetlają pomieszczenie, jednak nie na tyle by mógł je dokładnie obejrzeć.

Wiedźmin siada przy stole oddalonym od miejsc zajmowanych przez tubylców, w prawym rogu sali pod rozwieszoną na ścianie niedźwiedzią skórą. W pierwszej chwili chłopi zamilkli obserwując uważnie każdy krok obcego, badając swoje szanse. Wydaje się jednak, że już po chwili stracili zainteresowanie nowo przybyłym. Wracając powoli do swej gwarnej, chaotycznej dysputy i wymownej gestykulacji.

Geralt z nienaturalną dla siebie delikatnością uderza otwartą dłonią w stół, nie chcąc uszkodzić mebla, zrobionego z niechlujnie zbitych nieheblowanych desek. Po dłuższej chwili ociężale z zaplecza wyłania się zwalista postać. Karczmarz. Rozgląda się niepewnie po pomieszczeniu świńskimi oczkami. Tubylcy z nieukrywaną niechęcią wskazują właścicielowi przybytku przybysza.

–Kurwa mać. A tego skąd tu przyniosło!? – mruczy pod nosem i wkracza w ciemność. Mrok.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------
Nastał dzień, słońce wstało kontynuując swą wieczną wędrówkę po błękitnym sklepieniu. Ciepłe promienie światła spowijają ziemie.

Jednak słońce nie jest jedynym wędrowcem. Niestety. Po zapomnianym i zarośniętym szlaku na swym niestrudzonym demonie zagłady podróżuje Kostucha. Zaspokoiła swój głód. Głód życia.

Za plecami Śmierci, w oddali, nadal niespokojnie i chaotycznie jak podczas straszliwej agonii tańczy dym z wiatrem. W powietrzu unosi się zapach spełnienia i satysfakcji. Odór spalenizny. Odór spalonego ludzkiego ciała… odór śmierci!
--------------------------------------------------------------------------------------------------------

-Wiedźminie, Wiedźminie… - uporczywie chłopak starał się zwrócić na siebie uwagę niespodziewanego towarzysza podróży, który od dłuższego czasu dysputował z ojcem na tematy gospodarki i opowiadał mu najnowsze plotki z dworów, które ostatnio odwiedził. Ojciec będzie miał co opowiadać matce po powrocie.

Ogień wysoko strzelał płomieniami, tworząc wokół siebie krąg jasności na poboczu pokrytym mrokiem. Z ciepła, które dawał korzystało kilku wędrowców pałaszujących podpłomyki. Dwóch mężów w sile wieku i młodzieniec o pulchnym obliczu i puklach blond włosów okalających pyzatą buzię o wydawałoby się wiecznie wesołym licu.

–Wiedźminie, Wiedźminie… - powtarzał zniecierpliwiony. Gdy wreszcie twarze mężów zwróciły się w stronę młodzieńca, ten z marnymi skutkami próbował przybrać poważny wygląd, co było sprzeczne z jego wesołą naturą. Ciągnął dalej – czy… ty nie boisz się tych wszystkich potworów, które zabijasz? – Cyprian wyrzucił z siebie te zdanie z nieskrywaną ulgą. Biorąc po chwili głęboki haust powietrza, by ułagodzić swój zapał, co wywołało u dorosłych wybuch śmiechu.

Gdy białowłosy obieżyświat wraz z ojcem chłopca, Protem opanowali swą wesołość na widok zażenowania malującego się na licu Cypriana. Spoważnieli i sięgnęli po bukłaki z winem, ukrywając tak ciche westchnienie: ”Ach te dzieciaki".

–Strach… - słowo to przerwało chwilową konsternacje, wypowiedziane zostało z namaszczeniem, wywołując niezauważony przez słuchaczy grymas drwiny na ustach Geralta - … odwaga, brawura, głupota… te słowa nic nie znaczą. Odważnym nie zwie się ten, który nie lęka się śmierci, lecz ten, który wie, że istnieją gorsze rzeczy niż strach przed nią – po tych słowach zapadło milczenie. Przeciągało się nieznośnie. Skąd, do cholery, wytrzasnąłem taką historyjkę umoralniającą? Robię się miękki, czy co? Kurwa, poeta się ze mnie robi, czy jakiś pieprzony mówca?

-Tak… mądre słowa Geralcie… - zamyślonym głosem cisze przerwał Prot, lekko kiwając głową, jakby potwierdzał po stokroć wagę i słuszność swych słów.

Cyprian z pochyloną głową spoglądał na swe dłonie, jakby tam znajdowały się odpowiedzi na wszystkie nurtujące go pytania. Nie zadał żadnego z nich, żadnego nie wypowiedział na głos.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------
Noc. Sen. Mrok. Prawda Cię wyzwoli! Śmiech, przerażający, dziki, pierwotny. Albo zabije!

Nie odrzucaj Prawdy. Ona zawsze zwycięży. Prawda.

Nie walcz z tym. Śnij. Pamiętaj. Albo giń!

Dłonie, delikatne lecz stanowcze, silne i natarczywe spoczywają na moich skroniach. Nie widzę twarzy napastnika. Słyszę tylko ten śmiech, jakby z daleka, z bardzo daleka. Tak nierealny, głuchy. Przerażający. Jak Szept i Grom.

I ogarnął mnie Mrok. Mrok i Prawda. Śmierć i krew. Ból i cierpienie. Prawda!!!
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.11.2013 14:36 przez Zoro. Powód: Poprawiona ortografia)
04.11.2013 14:29
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
okiren Offline
Soul Mama
Załoga Nakama

*
Liczba postów: 4,867
Dołączył: 23.11.2011
Skąd: Kanadowo
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #2
RE: Wiedźmin: Szept i Grom
Przyznam, że Wiedźmina znam bardziej z gier i załączonych do niego audiobooków, bo prócz tego to przeczytałam tylko jedną książkę... Więc wstyd się w ogóle wypowiadać ;P Tym niemniej komentuję, bo przeczytałam i trzeba Cię pochwalić: bardzo ładnie piszesz! Piękną, składną polszczyzną, nie natknęłam się na żadne "po polskiemu" napisane wyrażenia, które często rzucają mi się w oczy w fanfikach - nawet na soczystą "kur*ę" znalazło się miejsce, lepiej być nie mogło Smile

Zwróciłam uwagę na jakieś niewinne literówki, "nieczynne" i "nieprzyjemny" oddzielnie i o to-to:
Zoro napisał(a):strzyga uszami
"strzyże uszami" winno być podle mojej opinii Wink Nie wiem jak z przecinkami, bo sama słaba jestem z interpunkcji ;p A tak o, to muszę powiedzieć, że jestem pod wrażeniem :3

[Obrazek: 6DG0nbv.gif]
06.11.2013 05:40
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Zoro Offline
I Oficer
Pirat

*
Liczba postów: 457
Dołączył: 16.09.2013
Skąd: Wrocław
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #3
RE: Wiedźmin: Szept i Grom
Okiren jestem naprawdę pełen podziwu, że ty naprawdę czytasz wszytko co ludzie tu wrzucą ;-)
Dziękuje za komentarz.
Strzyga to rzeczywiście potwór, więc nie wiem jak sam tego dotychczas nie wychwyciłem.
Co do przecinków to sam wrzucam je tam gdzie mi pasują.

Powiedziałem, że umieszczę całe to czas na drugi rozdział.

Rozdział II

Jak to dobrze wyspać się w łóżku. Zjeść porządny posiłek i napić się chrzczonego piwa. Raj po prostu – rozmyślał Geralt, leżąc na derce wypchanej słomą. - Spokój i cisza. Wreszcie. Żadnych strzyg czy też nieznośnych bazyliszków, tylko nieprzyjemny w obyciu karczmarz. Mógłbym zostać tu kilka dni, odpocząć porządnie, patrzyć w sufit, który w każdej chwili może runąć na ciebie. Niestety czas nagli. Trzeba zdążyć przed pierwszym śniegiem. Do domu. Jak śmiesznie brzmi to słowo, pusto. Do rodziny, czyli do takich samych mutantów i odludków jak ja, tylko trochę bardziej zgorzkniałych – chciało mu się śmiać. Powieki co chwile opadały. – Nie, jeszcze chwila. Chce nacieszyć się tą chwilą. Przede mną jeszcze kilka dni w siodle, kilka chłodnych nocy. A później…

Nie zdążył dokończyć myśli – wyrwany ze swojego błogiego letargu nerwowym pukaniem do drzwi strychu przerobionego na pokój gościnny. Podkreślić trzeba ,że świetność miał już za sobą, tak jak cała ta mieścina, a karczmarz zażyczył sobie ceny jak w mieście. Na szczęście w tym roku nie można narzekać na brak środków do przeżycia. Dawno nie było tak dobrze.

Pukanie do drzwi powtórzyło się. Geralt nie chętnie, z rosnącą złością zwalił się z łóżka. Odruchowo chwycił za miecz i ruszył otworzyć nieproszonemu gościowi.

Drzwi uchyliły się z cichym skrzypnięciem. Na schodach było pusto i ciemno. Jednak pukanie powtórzyło się. Wiedźmin odskoczył od wejścia, błyskawicznie unosząc miecz do ciosu. Cisza. Nieznośna cisza…

Spokojnie kolego. Pewnie jakiś żartowniś myśli, że to zabawne. Jutro go dopadnę. Nic się nie dzieje. Ostatnio jestem jakiś przewrażliwiony. Muszę odpocząć. Zdecydowanie odpoczynek jest wskazany.

Geralt zbliżył się ponownie do drzwi. Zlustrował schody. Cisza i ciemność. Nic tam nie ma – uspokajał się. Chwycił za drzwi z zamiarem ich zatrzaśnięcia lecz… usłyszał śmiech. Dziwny, stłumiony, ani nie ludzi ani nie zwierzęcy odgłos.

Chichot przebrzmiał w uszach Wiedźmina po chwili, dłuższej chwili. Sparaliżował białowłosego męża. Unieszkodliwił.

A potem były Te dłonie. I śmiech. I śmierć. Krew. I pożoga. Lecz wszystko tak nierealne, spowite mgłą. Jak sen, jak bardzo dawne wspomnienie. Jak cudze wspomnienie.

–Prawda, taka jest Prawda! Nie wypieraj się , nie walcz z nią. Prawda zawsze zwycięża, Geralcie… - słowa te rozbrzmiały mi w głowie. Wwierciły się w mózg. Naznaczyły mnie. Zmieniły.

I nie było już nic prócz Szeptu i Gromu. Śmierci i Prawdy.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------

-Nie, nie, nie… - szeptał przez sen Geralt, gdy jego ciało zaczęło tańczyć w konwulsjach. – NIE!!!

Krzyk natychmiast zbudził ze snu towarzyszy podróży. Kupiec wraz z synem nerwowo zaczęli szukać zbliżającego się niebezpieczeństwa. Niczego nie dostrzegli.

Na pobliskim pniaku siedział skulony Wiedźmin, cały zlany potem. Po jego ciele przechodziły dreszcze.
–To nie tak. Nie… to nie mogło być… pamiętał bym… - powtarzał w kółko, jak mantrę. Próbował wyprzeć to z siebie, lecz to nic nie dawało. Wiedział to, lecz próbował. Bał się prawdy. Była zbyt okrutna.
–Stało się cos Geralcie…? – z prawdziwym przejęciem w głosie dopytywał się Prot. Gestem nakazując synowi ponownie położyć się spać.

Geralt podniósł głowę. Wyglądał jakby od tygodnia nie spał. Podkrążone oczy, przekrwione tak, że ledwo można było w nie patrzeć. Sztuczny uśmiech, który miał uspokajać a wzbudzał panikę w oczach. Fałszywy uśmiech. Uśmiech oprawcy.

–Nic mi nie jest… - drżącym głosem wycedził Wiedźmin przez zęby, zaciskając dłonie w pięści. Knykcie mu pobielały, twarz zmieniła mimikę z krzywego uśmiechu na grymas bólu. Walka trwała. Wewnętrzna walka, którą przegrywał.

Gdy ponownie podniósł głowę, z ust Prota wyrwał się pisk przerażenia. Nie trwał długo…
-------------------------------------------------------------------------------------------------------

Poranek.

Pianie kogutów budzi wioski. Na stragany nieśpiesznie zbierają się kupcy. Koty prężą się przy pierwszych promieniach słońca. Tylko chłodny powiew wiatru przypomina o zbliżającej się zimie.
–Znowu się spotykamy… - z obłędem w oczach wyszeptał nieznajomy wędrowiec nad parą zmasakrowanych ludzkich zwłok-… wyczuwam Cię… jesteś blisko… znajdę Cię i dopilnuję aby było to nasze ostatnie spotkanie…

Tajemniczy mąż w sile wieku o kruczoczarnych włosach lekko przyprószonych siwizną wstał z klęczek, wykonał dziwny znak oburącz i po raz ostatni zlustrował miejsce kaźni. Z nieukrywanym zadowoleniem po oględzinach wrócił do swego karego rumaka, poklepał go delikatnie po boku i już po chwili jechał dalej stępem. Nie spiesząc się. Znalazł trop. Zwierzyna nie ucieknie. Nie tym razem. Łowca Demonów jest tuż, tuż...

-------------------------------------------------------------------------------------------------------

Wody rwącej, górskiej rzeki mienią się w promieniach słońca. Nastał nowy dzień. Jeden z ostatnich w miarę ciepłych poranków.

Nie zważając na muł rzeczny, na lewym brzegu, łapczywie wprost z koryta wodę pije człowiek o czerwonych włosach zlepionych posoką. Zmoczone wodą włosy broczą krwią. Postać wygląda jak wampir po polowaniu , cały we krwi. W ludzkiej krwi.

Kilka kroków wcześniej na zielonej trawie, wśród mchu spoczywają dwa gołe miecze spowite szkarłatem.

Tajemnicza postać wstaje z klęczek, z trudem utrzymuje się na trzęsących nogach. Był wycieńczony. Bezmyślnie zrzucił z siebie przepocone i przesycone krwią ubranie. I ponownie zanurzył się w chłodnym nurcie rzeki, próbując, bezskutecznie, zmyć ze swojego ciała ślady minionej nocy…
-------------------------------------------------------------------------------------------------------

-Cisza! – krzyk jak grom spokojne niebo, przerywa ciszę.

Wiedźmin opierając się dłońmi o drzewo, osunął się. Teraz klęczy pod konarem uderzając z niemałą siłą głową o korę.

Miał napuchnięte powieki, jego cera nabrała niezdrowego żółtego zabarwienia a oczy pokryła czerwona siatka trwogi.

Teraz nie przypominał już nieustraszonego pogromcy wszelkich maści potworów. Klęcząc na ubitej ziemi, przyciskając czoło do drzewa przypominał raczej…

…no tak właściwie był to na tyle osobliwy widok, że żadne określenie nie odda tego obrazu prawdziwie.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------

Klatka piersiowa Wiedźmina unosiła się gwałtownie przy dźwięku wciąganego do płuc życiodajnego powietrza. Po chwili zaczął się uspokajać, oddech stał się wolniejszy. Białowłosy wojownik zaprzestał uderzać głową i pięściami w korę drzewa. Stał tak, z czoła spływała mu strużka krwi z kolejnego rozcięcia.

Zaczynał brać się w garść, starał się stłumić wszelkie szalejące w jego głowie myśli, budzące grozę nawet w zatwardziałym sercu Wilka, wspomnienia. Starał się po prostu zebrać do kupy. Walczyć o siebie, o swoje życie, choćby niebyło idealne, ale jednak własne.
–Nie poddam się. O, nie. Po moim trupie… - wyszeptał w dal. A za odpowiedź musiał uznać cichutki pogłos rechotu zagłuszonego świstem wiatru. Wyzwanie zostało przyjęte.
06.11.2013 11:29
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Hotarubi Offline
♥ Psiara ♥
Pirat

*
Liczba postów: 1,197
Dołączył: 03.07.2013
Skąd: czeluści zaświatów
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #4
RE: Wiedźmin: Szept i Grom
Ok to ja zacznę od przecinków
w rozdziale pierwszym, w tych dwóch miejscach są kompletnie zbędne i burzą konstrukcję zdań
Zoro napisał(a):A do miejsca w, które zamierzają

Zoro napisał(a):ojcem chłopca, Protem

Rozdział drugi
a tu nie wiem czemu ten wers jest napisany w pierwszej osobie skoro stanowi opis, a całą resztę opisujesz w 3 osobie
Zoro napisał(a):słowa te rozbrzmiały mi w głowie. Wwierciły się w mózg. Naznaczyły mnie. Zmieniły.
czyli powinno być "słowa te rozbrzmiały mu w głowie. Wwierciły się w mózg. Naznaczyły go. Zmieniły."

To tyle jeśli chodzi o czepialstwo Wink

a teraz opinia Big Grin
Bardzo mi się podoba, wciąga i ta tajemniczość . Super się czytało. Opisy postaci Śmierci genialne już ją uwielbiam XD. Przyjemnie się czytało... ze trzy dni się zbierałam, żeby przeczytać XD i nie żałuję. Będę czekała na więcej Wink

Z książką nie porównuję, bo nigdy nie czytałam i "Wiedźmina" znam tylko z telewizji ^^. (więc powinnam się schować Tongue)

[Obrazek: llamister_kozov.png]
"3 grudnia książę mrocznych kóz oświadczył się siostrze Okiren: Hotarubi.
Podarował jej pierścień z trawy, który ta ochoczo przyjęła, a że jest lamą, to pewno go zeżarła."
07.11.2013 01:29
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Filemon Online

Łowca Piratów

*
Liczba postów: 2,432
Dołączył: 29.07.2011
Skąd: Velika
Poziom ostrzeżeń: 10%
Post: #5
RE: Wiedźmin: Szept i Grom
Hotarubi napisał(a):A do miejsca w, które zamierzają

Tu powinien być przecinek, ponieważ:
Wyraz który i jego formy, takie jak która, którzy, którym, którego itd., a także połączenia wyrazowe typu w którym, do którego, na którą, podczas którego, za pomocą której, na podstawie którego itp. rozpoczynają zdanie składowe. Stawiamy więc przed nimi przecinek.

Ale nie przed które, tylko przed w które. Czyli: A do miejsca, w które zmierzają.

Z reguły nie czytam opowiadań, ale to jest Wiedźminowe, więc może kiedyś się skusze. Każdemu taki piszę i przeczytałam do tej pory chyba pięć opowiadań, trzy na prośbę autorki~ Ale nadzieję zawsze możesz mieć o/

[Obrazek: rn4Q8xO.gif]

Czy głód to ludzka sprawka?
07.11.2013 01:39
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Hotarubi Offline
♥ Psiara ♥
Pirat

*
Liczba postów: 1,197
Dołączył: 03.07.2013
Skąd: czeluści zaświatów
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #6
RE: Wiedźmin: Szept i Grom
(07.11.2013 01:39 )Filemon napisał(a):  
Hotarubi napisał(a):A do miejsca w, które zamierzają

Tu powinien być przecinek

Czyli nie w tym miejscu, a przesunięty w prawo "A do miejsca, w które zamierzają" Tongue

Edit. XD napisałaś to... ale ze mnie gapa

[Obrazek: llamister_kozov.png]
"3 grudnia książę mrocznych kóz oświadczył się siostrze Okiren: Hotarubi.
Podarował jej pierścień z trawy, który ta ochoczo przyjęła, a że jest lamą, to pewno go zeżarła."
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.11.2013 01:46 przez Hotarubi. Powód: Poprawiona ortografia)
07.11.2013 01:45
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Zoro Offline
I Oficer
Pirat

*
Liczba postów: 457
Dołączył: 16.09.2013
Skąd: Wrocław
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #7
RE: Wiedźmin: Szept i Grom
Przecinki to moja pięta achillesowa. Jak będę wrzucał następny fragment to przejrzę pod tym kątem.
O serialu lepiej nie wspominać, to fakt. Skrzywdzono tym "dziełem" historię.
Znajomość książki przy tym opowiadaniu jest zupełnie zbędna. Szczerze powiem, że pisząc to nie pamiętałem zbyt wiele z fabuły, więc użyłem zaledwie kilku detali i nawiązań. Historia nie wiąże się z losami bohatera zawartymi w książkach. Więc brak znajomości fandomu w niczym tutaj nie przeszkadza.

Bardzo mi miło, że ktoś w ogóle chce czytać moje opowiadanie. Mam nadzieję, że nie zawiedziecie się dalszymi losami. Ale zbyt wiele nie oczekujcie.
07.11.2013 01:46
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Zoro Offline
I Oficer
Pirat

*
Liczba postów: 457
Dołączył: 16.09.2013
Skąd: Wrocław
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #8
RE: Wiedźmin: Szept i Grom
Jako, że jutro zamierzam spać do wieczora to kolejny fragment wrzucam teraz. Przecinki sprawdziłem Big Grin Mam nadzieję, że sam odkryłem błędy. Jeżeli nie to chyba będę musiał przypomnieć sobie zasady interpunkcji. Zapraszam do lektury.

Rozdział 3

Mężczyzna, o kruczoczarnych włosach i milczącym spojrzeniu, powolnym stępem podróżował na grzbiecie wiernego rumaka. Co chwile pochylając głowę, by unikać ostatnich oślepiających promieni słonecznych.

Na horyzoncie widział cel dzisiejszej wędrówki. Na polach równin przed nim widniał wiatrak leniwie poruszający swymi skrzydłami a w tle wprawne oko bez trudu dojrzeć mogło drewniane chałupy. Po obu stronach wiejskiej drogi rozrzucone zostały pola upraw, obecnie leżące odłogiem, na których krańcu rozciągały się lasy.

Co podmuch chłodnego, jesiennego wiatru z drzew opieszale opadały ostatnie złoto-brązowe liście, tworząc wielobarwny dywan okrywający ściółkę. Jednak samotny obieżyświat, tym razem, nie kontemplował otaczającej go przyrody, patrzył w dal, lecz jego myśli krążyły wokół zupełnie innych zdarzeń.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------

Schody straszliwie trzeszczały pod ciężarem zwalistego karczmarza za, którym bezgłośnie poruszał się przybysz. Właściciel przybytku w trakcie drogi na piętro kilkakrotnie obracał głowę upewniając się czy rzeczywiście gość idzie za nim.

A był to gość dziwny, nietuzinkowy. Małomówny, cały czas zamyślony. Wokół siebie roztaczał aurę napięcia. Budził obawy karczmarza. Lecz gdy poprosił o nocleg- nie targował się, zjadł co mu podano- nie narzekał. Był to człek, którego prosty umysł chłopa nie mógł pojąć lecz póki nie sprawiał kłopotów mógł go tolerować.

Pokój do, którego zmierzali okazał się nad wyraz skromnie urządzony. Znalazła się w nim zaledwie stara derka wypchana słomą, mały stolik i lichy taboret. Na tym ostatnim gospodarz postawił lampę, ostatni raz zlustrował swego gościa i grzecznie kiwnął głową. Lekko posapując opuścił pomieszczenie.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------

Obudził go huk. Krótki lecz nieprzyjemny. Serce podeszło mu do gardła. Stał już w negliżu na środku izdebki i czekał. Nasłuchiwał.

Przez małe okienko, za jego plecami, do pomieszczenia wdzierały się promienie słońca.

Bezimienny ostrożnie podszedł do drzwi, lecz zrezygnował z tego rozwiązania- skrzypienie drzwi obudziłoby zapewne całą oberże. Na to ostatnie słowo ścisnął mu się żołądek, lecz momentalnie odpędził swoje pragnienie.

Obrócił się na pięcie, by narzucić coś na siebie… gdy wszystko wróciło. Kolana ugięły się pod nim. Głowa opadła na bark, oddech przyśpieszył. Serce zamarło.

Trwało to zaledwie chwile. Przychodziło zawsze bez zapowiedzi, niespodziewanie. Jak grom z jasnego nieba.

Odpowiedź. Dowód, że był potrzebny.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------

Ocknął się po chwili, mimo ,że ta chwila wydawała się wiecznością. Leżał na podłodze, zlany potem. W pięści ściskał medalion.

Nie wstawał. Czekał. Układał sobie wszystko na spokojnie w głowie. Nie potrafił. Nie rozumiał.

Tym razem wszystko było inne. Obce. Zwykle z transu pamiętał zaledwie mgliste obrazy, emocje, twarze. To wystarczało.

Teraz wszystko składało się w słowa, przestrogę-radę. Lecz gdzieś głębiej, czuł, że to nie wszystko, na samym dnie podświadomości jego mózg zarejestrował jeszcze coś. Emocje. Złe przeczucia. Ogarniający, iście, zwierzęcy strach. Jego strach. I ciężar, którego nie mógł udźwignąć ścisnął jego serce. Przeznaczenie.

Wypowiadał słowa, których nie chciał pojąć. Obcy głos wydobywający się z jego gardła ranił.
–Nie podążaj za Nią. Nie goń Jej. Idź własną drogą. Nie bądź łowcą, stań się zwierzyną. A Ona sama cię odnajdzie.

Leżał tak jeszcze przez chwile. Wyrównał oddech. Walczył z drżącymi kończynami. Wreszcie wstał trącając lampę, która potoczyła się aż pod samą derkę.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------

Cień z wolna pokrywał ziemie. Nieśpiesznie. Jakby mu nie zależało. Nic bardziej mylnego. Mrok jest jak dzikie zwierze na uwięzi. Walczy o każdy fragment wolności, wyszarpuje go znacząc swym piętnem.

Wiedźmin siedząc na kamieniu, wpatrywał się swymi martwymi oczami w dal, w pustkę. Gdzieś poza ludzkie pojęcie. Gdy szarość wieczora ogarniała go, przez jego ciało przeszedł dreszcz strachu, upokorzenia. Tym razem nie stawiał oporu. Wycofał swoje Ja na krawędź świadomości. Bez walki oddał resztki swego człowieczeństwa.

I mrok Go pochłonął.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------

Kary rumak gwałtownie zwolnił, z galopu do stępa, by zatrzymać się po chwili na rozstaju szlaków. Dopiero teraz spod głębokiego kaptura wyjrzał wędrowiec, szarpnął tylko lekko lejce. Koń ruszył lewą odnogą. Ku górą, przez pustkowia. W rejony, które nawet śmierć nie odwiedza. Chyba, że… nagrodą jest życie. Tylko jedno lecz jak wyjątkowe. Jak kropla wody pośród rozżarzonych ziarenek piasku.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------

Pragnienie… tak silne, że podporządkowuje mu się całe swe istnienie, tak kuszące, że ulega mu się z przyjemnością. To właśnie czuł. Mimo, że uciekł w głąb, tak daleko, że nie widział początku. Nie pamiętał dlaczego się tu znalazł. Przed kim uciekał.

Dlaczego? To nie było istotne pytanie. Pytania i odpowiedzi nie miały tu sensu. Liczyło się tylko pragnienie. Marzył tylko by je zaspokoić. By Ona je zaspokoiła. Ja czy Ona? Kolejne nieistotne pytanie. W miejscu gdzie się znalazł- na krawędzi szaleństwa, pochłonięty przez mrok i osaczony pierwotnymi emocjami liczyło się tylko jedno.

Pragnienie! Pragnienie Życia i Strachu. Jego strachu, tego, który kroczy w cieniu. Tego, który nie czuje trwogi. Tego, z którym przyjdzie się zmierzyć. Tego, który ucieka przed nią.

Tego, którego szaleńcze tempo bicia serca wyczuć można nawet tu. Na samym dnie. Pośród Szeptu i Gromu.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------

Głuchy stukot kopyt mieszał się z odgłosem posapywania jeźdźcy.

Przygarbiona sylwetka, głowa podparta ramieniem i sińce pod oczami świadczyły o zmęczeniu łowcy. Trwał w półśnie. Czuły na każdy nowy odgłos.

Nie spał normalnie od wielu dni. Czuwał nocą. Dniem podróżował. Uciekał. Czekał. Lecz Ona nie przychodziła.

Mimo znużenia i wycieńczenia organizmu, potrzeby snu podążał dalej, naprzód. Nie mógł dać się zaskoczyć. Nie mógł.

Jedynie w siodle, czasami, pozwalał senności zwyciężyć. Tylko na chwilę. Jechał bocznym szlakiem. W ciągu ostatnich dni minął zaledwie kilku wędrowców. I kupca.

Dowiedział się, od nich, że zmierza w kierunku miasteczka, podgórskiej miejscowości. Nazwy nie zapamiętał. Czuł że to nie istotne. Podczas ostatnich lat odwiedził już tak wiele miejsc, że przestało go interesować gdzie obecnie podąża. Swój los poświęcał instynktowi i nadchodzącym wizją.

Rumak nagle przystanął przy rozwidleniu dróg. Od głównego szlaku odchodziła leśna dróżka. Bezimienny przebudził się na moment. Otworzył oczy. Zlustrował okolice mętnym wzrokiem. Koń ruszył naprzód. Nie zbaczając z obranego kursu. Głowa wędrowca nieśpiesznie opadła z powrotem na ramie.
07.11.2013 15:03
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Hotarubi Offline
♥ Psiara ♥
Pirat

*
Liczba postów: 1,197
Dołączył: 03.07.2013
Skąd: czeluści zaświatów
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #9
RE: Wiedźmin: Szept i Grom
Przeczytany, tym razem się niczego nie dopatrzyłam ^^

Fajnie się czytało, ale co chwile w głowie pojawiało mi się pytanie "kto?", jest dużo opisów, że ktoś, coś, ale przy niektórych nie wiem czy to chodzi o Wiedźmina, czy może jakieś inne postacie Tongue to mi trochę przeszkadza, bo nie umiem sobie wszystkiego poukładać w głowie ^^. Ale może to tylko ja tak mam, nie wiem.

[Obrazek: llamister_kozov.png]
"3 grudnia książę mrocznych kóz oświadczył się siostrze Okiren: Hotarubi.
Podarował jej pierścień z trawy, który ta ochoczo przyjęła, a że jest lamą, to pewno go zeżarła."
08.11.2013 17:49
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Zoro Offline
I Oficer
Pirat

*
Liczba postów: 457
Dołączył: 16.09.2013
Skąd: Wrocław
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #10
RE: Wiedźmin: Szept i Grom
Niestety to fakt. Historia jest chaotyczna. To przez mój sposób pisania. Piszę wyrywkowe sceny i nie zawsze udaje się je wszystkie do kupy zebrać by tworzyły przejrzystą całość. Do dziś z tym walczę.

Pocieszyć mogę tylko stwierdzając, że opowiadanie jest jedno wątkowe. Więc ostatecznie wszystko jakoś tam się poukłada.
08.11.2013 18:33
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Odpowiedz 




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Wymiana
One Piece Vampirciowo Fairy Tail Valid XHTML 1.0 Transitional Poprawny CSS!

Kontakt | One Piece Nakama | Wróć do góry | Wróć do forów | Wersja Mobilna | RSS | Mapa Nakama