Aktualny czas: 25.09.2017, 09:55 Witaj! (LogowanieRejestracja)

Odcinek 806 PL już na stronie!
Za tydzień godzinny odcinek specjalny!
Odpowiedz 
[Op. kryminalne] Masoneria Wampirów
Autor Wiadomość
szogu3 Offline
Bosman
Pirat

*
Liczba postów: 386
Dołączył: 12.10.2012
Skąd: Żary
Poziom ostrzeżeń: 55%
Post: #1
Masoneria Wampirów
Witam w te wakacyjne, pochmurne popołudnie. Przychodzę do Was z kolejnym opowiadaniem, które powstało już jakiś czas temu, a nawet jest na moim blogu, aczkolwiek tutaj wrzucę je z kilkoma zmianami.
Jeszcze nie wiem w jaki sposób to wrzucę - czy wszystko na raz, czy w częściach. Powiedzmy, że na początku w częściach, a potem może zmienię.

Jeżeli ktoś czytał moje wcześniejsze, szemranej jakości dzieła, to Masoneria jest czymś zupełnie różnym tematycznie. Liczę, że przypadnie Wam do gustu Wink





[Obrazek: masoneria.jpg]

Część pierwsza (nie rozdział, nie dziele na rozdziały):

Spoiler :
– Przerywamy program, aby nadać bardzo ważny komunikat: wczoraj w północnej dzielnicy doszło do seryjnego morderstwa. Mężczyzna około trzydziestki włamał się do jednego z domków, śmiertelnie postrzelił dwudziestosiedmiolatkę i jej sześcioletnią córkę. W domu przebywał także mąż, któremu szczęśliwie udało się przeżyć. Morderca zbiegł z miejsca zdarzenia i obecnie jest poszukiwany. Jeżeli ktoś posiada jakiekolwiek informacje o miejscu, w którym aktualnie przebywa, niezwłocznie powinien skontaktować się z policją!

●●●

To, co zobaczyli sanitariusze, którzy właśnie przyjechali do domu numer szesnaści, zawiadomienie przez policję… Dostali informację, że są ofiary strzelaniny, ale… To nie wyglądało jak miejsce zabójstwa. To wyglądało jak miejsce brutalnego mordu. Jak miejsce do składania ofiar. Wszędzie było pełno krwi. Salon był nią praktycznie zalany. Przez moment bali się wejść, prawdopodobnie nigdy wcześniej nie obcowali z takim stanem rzeczy. Pierwszy z nich przełknął ślinę. Wszedł do środka, a za nim pozostali. Musieli szybko oszacować stan ofiar. Kobieta i dziewczynka na pewno nie żyły. Jedynie mężczyzna, którego właśnie badali, oddychał płytko i prawie niewyczuwalnie. Szybko załadowali go do karetki i zawieźli do najbliższego szpitala.
Drzwi otworzyły się z donośnym trzaskiem. Do noszy od razu przyskoczyli lekarze, sprawdzając podstawowe odruchy. W międzyczasie personel wszczepił mu wenflon, przez który popłynęła kroplówka ze środkiem przeciwbólowym.
Całą noc. Tyle trwały wszystkie operacje przeprowadzane na mężczyźnie.
¬¬– Ręką nie będzie mógł ruszać już w ogóle, robiliśmy, co się dało, ale nie wyszło. Nogami prawdopodobnie też, chociaż to jeszcze nie jest pewne. Gdy pacjent się wybudzi, podejmiemy decyzję odnośnie amputacji. – Doktor spoglądał na wyniki badań. – Siostro – zwrócił się do pielęgniarki stojącej obok. – Proszę na razie mu nie mówić o tym, co się stało w jego domu.
Kobieta kiwnęła twierdząco głową. Lekarz odwiesił kartę zdrowia.
– Co się… Gdzie ja jestem? – wyszeptał mężczyzna, lekko otwierając oczy.
– Już pan się wybudza? To niedobrze. Jest pan w szpitalu.
Pacjent otworzył szeroko oczy i odgarnął prawą ręką kołdrę.
– Ja muszę iść! Oni są tam w domu! – Próbował wstać, ale jego dolna część ciała odmawiała posłuszeństwa. – Co się do cholery dzieje. Czemu nie mogę ruszyć nogami?!
Pielęgniarka siłą położyła mężczyznę z powrotem na łóżko.
– Proszę się uspokoić, bo rozerwie pan szwy! – Doktor zwiększył lekko przepływ kroplówki.
– Co z moją rodziną?! – Nagle zakręciło mu się w głowie. Zasnął.

●●●

Minęły dwa dni. Rany po postrzałach zaczęły się już goić. Mężczyzna obudził się. Leżał w sali. Obok niego stało jedno wolne łóżko, a naprzeciw dwa – również wolne. Głuchą ciszę przerywał tylko gołąb na parapecie za oknem. Zdezorientowany ogarnął pomieszczenie, na pół przyćmionym wzrokiem. Białe ściany, w rogu telewizor. Po jego lewej stronie znajdował się stojak na kroplówki, a na nim torebeczka wypełniona przezroczystym płynem. Po prawej z kolei mały stoliczek, na nim butelka wody i przycisk wzywający pielęgniarkę. Bez namysłu wcisnął go. Po kilku minutach w drzwiach stanęła szczupła, czarnowłosa kobieta w białym fartuchu.
– Dzień dobry, jak się pan czuje?
– Boli mnie głowa. Co to za kroplówka? – Wskazał prawą ręką na drugie ramię, które nie chciało się podnieść. – Co się dzieje? Czemu nie mogę nią ruszyć?!
– Spokojnie, proszę się nie denerwować. W wyniku postrzału stracił pan możliwość ruchu lewą ręką i, przykro mi to mówić, ale jest pan sparaliżowany od pasa w dół.
– Sparaliżowany?! Co z moją pracą, jak teraz utrzymam rodzinę… – urwał. – Gdzie… Gdzie moja rodzina?!
Zaczynał przypominać sobie co się stało. Plamę krwi na dywanie, jego ukochaną córeczkę, która leżała tak niewinnie jakby spała…
Pielęgniarka lekko się uśmiechnęła, na tyle, aby pacjent tego nie zauważył.
– Nie żyją.
Spojrzał w sufit. Wierzył, że to wszystko kłamstwo albo wyjątkowo paskudny koszmar. Zamknął oczy. Wyczytał kiedyś w gazecie, że gdy zaśnie się w śnie, to tak naprawdę się obudzi. Jednak przez kłębiące się w jego głowie myśli o spaniu mógł jedynie pomarzyć. Zerwał się i rąbnął ręką w szafkę. Zabolało jak diabli, ale dalej się nie wybudził.
– Co pan wyprawia!?
W końcu doszło do niego, że to nie koszmar, a jeszcze straszniejsza rzeczywistość.
– Zabijcie mnie, proszę – wyjąkał. Po jego bladym policzku zaczęły spływać łzy.
– Mogę mieć dla pana propozycję, która pozwoli panu znów normalnie żyć. – Tym razem uśmiechnęła się dużo szerzej i usiadła na łóżku. Założyła nogę na nogę, a głowę podparła ręką. Czekała na reakcje. Mężczyzna spojrzał na nią przekrwionymi oczami.
– Jeżeli chcecie testować na mnie nowe leki to…
– Tu nie chodzi o leki. – Przerwała mu. – Odzyska pan sprawność. Dostanie pan nowe życie, że tak to ujmę. Wystarczy, że się pan zgodzi.
Mężczyzna wpatrzył się w nią. Propozycja „nowego życia” brzmiała dla niego co najmniej idiotycznie – nie chciał nowego życia, chciał tylko jeszcze raz spotkać się z rodziną. Z małą Elą, która tak bardzo kochała chodzić z nim na długie spacery, ze swoją Anią, z którą był świeżo po ślubie. Nie rozumiał, jak to wszystko mogło się tak szybko skończyć… Teraz nie zostało mu nic, oprócz pustego domu, kredytu do dwóch pokoleń w przód i w trzech czwartych nieprzydatne ciało.
– Nie musi pan decydować od razu.
Brunetka powoli podniosła się z łóżka. Wyglądała, jakby ostatnie zdanie rzuciła przymusowo, jak te kasjerki w McDonaldzie, które muszą mówić „dzień dobry”. Złapał ją za rękę.
– Zgoda.
Znowu się uśmiechnęła.
Godzinę później pacjent leżał już w zupełnie innej sali. Bez żadnych łóżek, bez okien. Jakby wymontować klamkę z drzwi to czułby się jak w psychiatryku. Taką opcję też dopuszczał, bo nikt przecież nie byłby w stanie dać mu nowego życia, ale ta pielęgniarka była całkowicie poważna. Kobieca postać wyłoniła się z ciemnego korytarza.
– Na pewno chce pan to zrobić? Nie będzie już odwrotu. Oprócz zmian fizycznych możliwe, że zmieni się też pański charakter.
Mężczyzna kiwnął twierdząco głową.
Ściągnęła górę od jego piżamy, uważając, żeby nie uszkodzić jego opatrunków. Przynajmniej na razie. Przypięła go pasami do łóżka, tak aby miał jak najmniejszą swobodę ruchów. Pochyliła się nad jego twarzą.
– Jaki jest pana ulubiony kolor? – wyszeptała mu do ucha.
– Zielo – urwał. – Co do kurwy?! – Poczuł. jak w jego szyję wtapiają się kły brunetki.
Po tych słowach, jedyne co dobiegało z sali to przeraźliwe krzyki i stukanie kółek łóżka szpitalnego.
Kilka minut później wrzaski ucichły. Mężczyzna zemdlał. Na skutek intensywnego wyrywania się, zerwał kilka szwów i otworzył rany. Ubyło mu znacznej ilości krwi, wliczając te wyssaną – około litra.


Do pokoju dla lekarzy wszedł siwy mężczyzna. Trzymał w ręku metalową blaszkę z czymś, co przypominało spinacz i przerzucał co chwilę kartki.
– Panie doktorze zabieram pacjenta.
Brunetka rozsiadła się na blacie jednej z szafek. W papierowy ręcznik wytarła resztki krwi, które spływały jej po brodzie.
– Do Nich? – Doktor wziął spory łyk zimnej kawy, która stała na jego biurku. – Czytałaś dzisiejszą gazetę? Policja dalej nie złapała tego mordercy, a ten nie próżnował. Włamał się do kolejnych domów… Przynajmniej wyciąga wnioski z tego, co robi, bo tym razem nikt nie przeżył. Doprawdy, czy nasza policja jest na tyle nieudolna, żeby nie potrafiła znaleźć jednego mordercy? Co za kraj… – Rozsiadł się w fotelu. – Oni pewnie już wiedzą kto to i gdzie się znajduje, prawda?
– Powiedzmy, że może być interesujący, szczególnie jak zrozumie, do jakiej potęgi otworzyłam mu drogę. – kręciła kosmyk włosów na palcu, uśmiechając się przy tym diabolicznie. – I tak, wiemy kto to.
– Gdy robisz takie miny, jesteś wyjątkowo straszna, Milo. Wykreślę więc naszego byłego pacjenta z dokumentów szpitala. – Staruszek wziął długopis i jednym pociągnięciem przekreślił „Nikolas Moder”.

"Ja zawsze mam rację, aż mnie to przeraża." - Herkules Poirot
Wierze w pomidory bardziej niz w cokolwiek innego na świecie.





[Obrazek: 317288_405136879557501_1715073538_n.jpg]
30.06.2016 14:51
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
szogu3 Offline
Bosman
Pirat

*
Liczba postów: 386
Dołączył: 12.10.2012
Skąd: Żary
Poziom ostrzeżeń: 55%
Post: #2
RE: Masoneria Wampirów
Część druga Smile

Spoiler :
Cicho grał jazz. W powietrzu unosiła się woń papierosów, ale ich zapach nie przeszkadzał, nie dusił. Bar był prawie pusty – gdzieniegdzie siedzieli ludzie. Wszyscy w eleganckich, wyjściowych strojach. Panował półmrok – idealne warunki do knucia, konspirowania lub zagłębiania się w mroczne odmęty własnej osobowości. Przy jednym z nich siedział Moder. Świeżo upieczony wampir. Kontemplował, przy filiżance, nad tym, czy jeszcze jest człowiekiem, czy już potworem.
O drewnianą podłogę stukały rytmicznie obcasy szpilek. Dźwięk stawał się coraz głośniejszy.
– Kawa o tej godzinie? – kobieta dosiadła się.
Spojrzał na zegarek. Nie przejął się tym, że bliżej już poranka niż północy. Zdziwił go za to wygląd kobiety, która ubrana w czarno różową, obcisłą sukienkę, wyglądała tak seksownie, że nie był w stanie odwrócić wzroku.
– Dopiero trzeci filiżanka – odpowiedział po chwili.
Skrzyżował ręce na piersi i czekał na reakcje kobiety, która zakładając nogę na nogę, odsłoniła kolejny fragment i tak zbyt widocznego już uda.
– Jak ci się tu podoba po tygodniu? – Uśmiechnęła się lekko.
Moder, przełamując czar, jaki Milo tworzyła sobą, rzucił jej nienawistne spojrzenie.
– Jak mam się czuć? – zaczął powoli, namyślając się nad kolejnymi słowami. – Obudziłem się w pięciogwiazdkowym hotelu nad morzem. Było pięknie. Plaża, palmy, lazurowa tafla wody za oknem. Nigdy wcześniej nie mogłem obcować z takimi luksusami. A następnego dnia byłem tutaj. W tej dziwnej „bazie”, a raczej izolatce.– Spojrzał do pustej filiżanki. – Kelner!
Do stołu podszedł ciemnoskóry mężczyzna o dziwnie jasnych oczach.
– Jeszcze jedną kawę dla pana? – zapytał sucho, wyćwiczoną już formułką.
– Nie. Przynieś jakieś dobre wino i dwa kieliszki.
Jasnooki skinął głową i odszedł.
– Wracając – kontynuował. – Od tygodnia nie mogę stąd wyjść. Już zapomniałem, jak świat wygląda! Faszerujecie mnie jakimś płynem, robicie testy i badania. Czy ja wyglądam na szczura?
– Pańskie wino.
– Dziękuje. Wiesz, Milo. – Brunetka właśnie przyglądała się czerwonemu odcieniowi wina w kieliszku. – Odwiedziłaś mnie tylko dwa razy. No i macie tutaj wyjątkowo niedobrą kawę.
– Czyli podoba ci się u nas. – Milo oderwała wzrok od kieliszka. – Ładnie wyglądasz w tym garniturze z zieloną koszulą.
Mężczyzna westchnął głęboko. Napił się wina.
– Kiedy wyjdę?
– Spokojnie, masz czas.
– Nie mam! – Przerwał jej i energicznie uderzył dłonią w stół. Kilkoro innych wampirów spojrzało na stolik w rogu. – Ten sukinsyn dalej bezkarnie chodzi sobie po mieście. Może teraz wybiera kolejne ofiary? W ogóle czemu jeszcze go nie złapaliście?! Przecież ponoć wiecie wszystko o wszystkich do jasnej cholery!
Milo spojrzała głęboko w jego brązowe oczy.
– Ciszej, ludzie się patrzą.
– To nie ludzie. – Znów jej przerwał.
– Pomyślimy o tym za dwa dni.
Odstawiła pusty kieliszek. Odeszła kocim krokiem, lekkim i powabnym. W sali znów rozbrzmiało charakterystyczne stukanie obcasów o drewnianą podłogę.


Poranek. Na dworze było mglisto. Deszcz skrupulatnie obmywał szyby pobliskich sklepów. Mężczyzna palił papierosa. Podciągnął rękaw i spojrzał na zegarek. W pól do siódmej.
– Spóźniłaś się, Milo. – Wypuścił z ust chmurę dymu. – Gdzie idziemy?
Brunetka jednym ruchem, wywaliła papierosa z jego ust. Wyjął kolejnego.
– Od kiedy palisz? – Obrzuciła go gniewnym spojrzeniem. – Do zleceniodawcy.
– Odkąd nie zależy mi na życiu. Czemu nie jedziemy taksówką? Pada. Co powie zleceniodawca, gdy zobaczy cię bez makijażu?
Nie spojrzał na kobietę, nie chciał oglądać tego wyrazu twarzy – tej kobiecej złości. Kiedyś, gdy powiedział coś o urodzie i makijażu swojej żony… Działo się. I na jednym bukiecie kwiatów nie poprzestała. Milo odchrząknęła.
– Panie Moder, nie wiem, kto pana uczył rozmowy z kobietą, tym bardziej z taką urodziwą jak ja, ale ewidentnie był kiepskim nauczycielem. Jeżeli pan chce, może pan wziąć taksówkę. Ja jednak byłabym za tym, abyśmy szli pieszo. Wątpię, że w takie miejsca jeżdżą taksówki.
Przyśpieszyła kroku, oddalając się na około metr. W szpilkach chodzi już tyle lat, że nawet w zaśnieżonych górach dałaby radę, a co dopiero przy takim deszczyku. Mężczyzna dobiegł do niej.
– Panno Milo, czy byłaby panna łaskawa wyjawić mi sekret swojego imienia i zaprzestać dąsania się o jeden, głupi komentarz?
Kobieta ogarnęła go gardzącym spojrzeniem, a następnie ruszyła dalej.
– Wyrzuć tego cholernego papierosa. Milo, bo Milena, proste prawda? Myślę, że gdybyś wysilił te swoje szare komórki, które tak długo testowaliśmy, dałbyś radę to sam odszyfrować.
Mader zgasił papierosa na pobliskim murku. Uśmiechał się promiennie.
– Rad jestem, że poznałem twe imię.
– Wystarczy okej? Wchodzimy.
i znikła. Za murem. A raczej w nim. Tak po prostu weszła w mur. Moder stał jak słup soli. Przetarł oczy i nawet uszczypnął się w rękę, aby sprawdzić, czy to na pewno nie sen.
– No włazisz, czy czekasz na specjalne zaproszenie?
Głowa Mileny, z której zwisały mokre, czarne jak smoła włosy, wysunęła się z muru. Moder ostrożnie dotknął cegieł. Nie napotkał oporu, po chwili połowa jego przedramienia była w murze.
– No chodź rzesz wreszcie. – Szarpnęła go za rękę, wciągając w hologram.
Znaleźli się w długim korytarzu, na którego końcu można było dostrzec stalowe drzwi.
– Już rozumiem, czemu nie chciałaś jechać autem. A nie boicie się, że…
– …że ktoś tu wejdzie? Oglądałeś „Facetów w czerni”? Powiedzmy, że ta lampka, która wymazywała pamięć, jest w posiadaniu Masonerii. Chcesz przetestować?
– Aha. – Zamyślił się na moment. – Chyba nie chce.
– I słusznie.
Milena otworzyła ogromne drzwi, jakby były zrobione z papieru. Za drzwiami znajdował się pokój. Przestronny. Pomalowany na biało – identyczny jak ten, w którym został zmieniony w wampira… Również bez okien, ale z lustrem na ścianie. Na środku pomieszczenia stał stolik, a przy nim trzy krzesła. Jedno zajęte przez młodego mężczyznę. Usiedli.
– Witam was. Mileno. – Skinął głową. – Panie Moder, może wody? Albo kawy? – młodzieniec uśmiechnął się szczerze.
– Do rzeczy. – rzuciła sucho Milena.
Mężczyzna podrapał się po głowie. Z torby, która stała tuż obok jego nogi, wyjął szarą kopertę.
– I po co ten pośpiech? Mamy czas. Całe życie przed nami. – Roześmiał się. – To będzie pana pierwsze zlecenie, prawda? Pamiętam te czasy, jeszcze przed wojnami… Strasznie się wtedy stresowałem, ale poszło gładko, że tak to ujmę. Pan też nie powinien się zbytnio stresować. – Z jego twarzy nie schodził uprzejmy uśmiech.
Moder zamyślił się. W jego głowie rozbrzmiewały trzy słowa: „jeszcze przed wojnami”. Którymi wojnami? Światowymi? Spojrzał na mężczyznę. Wyglądał na dwadzieścia lat, może dwadzieścia pięć.
– Tak panie Moder, przed tymi światowymi. Sami nimi kierowaliśmy po części… Wspaniałe czasy.
Moder już któryś raz, odkąd przekroczył mur, osłupiał. Po tygodniu spędzonym w ośrodku wypoczynkowo–badawczym, nie spodziewał się, że zobaczy coś nowego. Widział wiele – jak ludzie latają, jak strzela się do nich z różnej broni, a oni dalej stali jak gdyby nigdy nic, nawet jak jeden z wampirów wyrwał sobie rękę, a ta zaraz odrosła. Ale żeby ktoś umiał czytać w myślach?
– Tak, znowu odpowiem na pana pytanie, umiem czytać w myślach. Nie każdy to potrafi. W sumie, ze mną chyba z dziesięć osób. Po wampirach można spodziewać się wszystkiego, musi pan o tym pamiętać. Przejdźmy jednak do celu tego spotkania.
Młodzieniec otworzył kopertę i wyjął kartkę z wypisanymi danymi oraz dołączonym zdjęciem.
– Zrobię to. – Powiedział Moder, ze stoickim spokojem i opanowaniem, przyglądając się zdjęciu. Ale w jego oczach dało się dostrzec rosnącą nienawiść. – Zrobię to. Zabije, zaszlachtuje, rozczłonkuje I przyniosę ciało w worku na śmieci.
– Wiedziałem, że pan się zgodzi. – Jego uśmiech nie był już taki przyjemny. – W końcu to on zabił pańską rodzinę i o mały włos zabiłby też pana. Poradzi pan sobie z jedną ręką?
Moder kiwnął twierdząco głową.
– Mam coś jeszcze dla pana – kontynuował. – Coś, z czym będę pewny, że wykona pan zlecenie.
Położył torbę, z której wcześniej wyciągnął kopertę, na stół. Kliknęły zamki, a oczom Modera i Mielny ukazał się pistolet.
– Matowo czarny Desert Eagle. Do tego specjalna amunicja – kaliber .41 Magnum, bo jak dobrze wiesz, nie zabijesz wampirów zwykłą amunicją.
– To on jest wampirem? Pozwalacie ot tak sobie waszym podwładnym chodzić I mordować?! Czemu mi wcześniej o tym nie powiedziałaś? – spojrzał gniewnie na kobietę.
– Nie wiedziałam.
– Spokojnie, jest wampirem I to dość… wyjątkowym, że tak to ujmę. Nie pozwalamy Naszym na żadne krzywdzenie zwykłych ludzi, ale ten uciekł z izolatki i teraz pan ma za zadanie go wyeliminować.
– Posprzątać wasze brudy… – szepnął pod nosem.
W pomieszczeniu zapadłą cisza, przerywana jedynie dziwnymi dźwiękami lampy.
– I to wszystko? Żadnych dodatkowych wytycznych? – Moder kontynuował już normalnym tonem.
– Żadnych. – Na twarz młodzieńca powrócił przyjazny uśmiech.
Podniósł się, zabierając ze stołu pustą już torbę. Odwrócił się i wszedł w ścianę. Zniknął. Moder bacznie obejrzał pistolet – jego znajomy kolekcjonuje broń. Mia taki model, srebrny, również tego samego kalibru. Kiedyś postanowili, że pojadą razem na poligon, rozerwać się trochę, uciec od rzeczywistości, postrzelać. Teraz ten pistolet, który rozładowany waży prawie dwa kilogramy, jest lekki jak piórko. Z hologramu wyłonił się znów mężczyzna.
– Zapomniałbym na śmierć. – Zaśmiał się pod nosem. – Panie Moder, ile dni żywi się pan Neutralnym?
– Neutralnym? – Spojrzał zdziwiony na Milenę.
– To ten płyn, na który tak narzekałeś. Dzięki niemu jeszcze nie umarłeś z głodu.
– Aha. – Zamyślił się. – To odkąd mnie tutaj ściągnęliście. Przecież jem, jak każdy inny człowiek, śniadanie, obiad i kolację, więc jak miałbym umrzeć z głodu, hę?
Założył ręce na piersi i pokiwał głową.
– Ale pan nie jest zwykłym człowiekiem, panie Moder. Jest pan wampirem. Wampiry nie żywią się tylko ludzkim jedzenie, powinien pan to wiedzieć. Neutralnym można oszukiwać organizm przez góra dwa tygodnie. Potem zacznie się odczuwać głód. Powinien pan szybko zadecydować, czym będzie się pan żywić. Czas nagli. – Sprawdził godzinę na zegarku kieszonkowym. – Cóż, nagli i mnie, więc do zobaczenia panie Moder. Do zobaczenia Mileno. – Skinął pożegnalnie głową i znów zniknął za ścianą.

"Ja zawsze mam rację, aż mnie to przeraża." - Herkules Poirot
Wierze w pomidory bardziej niz w cokolwiek innego na świecie.





[Obrazek: 317288_405136879557501_1715073538_n.jpg]
05.07.2016 15:18
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Odpowiedz 




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Wymiana
One Piece Vampirciowo Fairy Tail Valid XHTML 1.0 Transitional Poprawny CSS!

Kontakt | One Piece Nakama | Wróć do góry | Wróć do forów | Wersja Mobilna | RSS | Mapa Nakama