Aktualny czas: 25.09.2017, 08:17 Witaj! (LogowanieRejestracja)

Odcinek 806 PL już na stronie!
Za tydzień godzinny odcinek specjalny!
Odpowiedz 
Płacze, wzruchy, łzy w poduchy
Autor Wiadomość
Szczery Offline
Yonkou
Pirat

*
Liczba postów: 4,464
Dołączył: 11.06.2010
Skąd: brać na to pieniądze?
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #1
Płacze, wzruchy, łzy w poduchy
Cytat:- Dzień dobry panu, mamy takie pytanie, czy często pan płacze?
- Tak, zwłaszcza jak widzę durnego idiotę Jana Rozenia, dykrektora klubu księgarza w Warszawie.

Tą krótką parafrazą znanego filmiku pragnę zacząć z wami dyskusję, czy też właściwie wymianę doświadczeń, dotyczącą wzruszeń. Pomysł ten naszedł mnie przed chwilą, gdy na Youtubie odświeżyłem sobie zakończenie "Jurassic Bark", odcinka Futuramy, a potem jeszcze docisnąłem listą top 10 najbardziej emocjonalnych momentów serii. Motyw Seymoura oczywiście znowu, jak za każdym razem, uderzył mnie po serduchu... No i zacząłem się zastanawiać, czemu akurat to mnie tak porusza, a powiedzmy ponad połowa innych scen z rankingu to jakoś nie bardzo. Czy jestem w stanie sprecyzować i określić swój własny gust odnośnie scen wzruszających, określić na co jestem podatny, a co nie ruszy mnie wcale?

Z moich krótkich przemyśleń wynikło póki co tyle, że choć tak, przyznaję, jestem podatny na wzruszenia i nieraz potrafię przy danym filmie* mieć łzy w oczach, tak jestem chyba odporny na urok scen romantycznych - nie wydaje mi się, aby ruszało mnie w jakikolwiek sposób piękno szczęścia danej fikcyjnej pary, czy też cierpienie bohaterów wobec tragicznego braku tychże. Ok, potrafię docenić dobrze napisane i zagrane tragedie miłosne (Humprey Bogart jako Rick Blaine i Jim Carrey jako Joel Barish - uwielbiam te role), ale jakoś nie przypominam sobie, żebym przez nie się wzruszał.

Inaczej jest już ze stratą - to chyba najłatwiej ludzi porusza, i ja nie jestem tutaj wyjątkiem. Dobrze napisany wątek cierpienia po stracie kogoś bliskiego potrafi człowieka emocjonalnie zmasakrować, zwłaszcza że czasem lubi się plątać z wątkiem poświęcenia, a nieraz także łączyć z bezradnością jednostki wobec tragicznego fatum. Oczywiście też ważne jest to, jak dana rzecz została zagrana (O matko, jak Anna Chlumsky mną miotnęła w wiadomej scenie w Mojej dziewczynie. Za pierwszym oglądaniem za dzieciaka to chyba na pół metra się przysunąłem do telewizora, żeby nikt nie widział jak mam mokre ryło ;P), ale podejrzewam, że muzyka również stanowi jeden z kluczowych momentów. Czy finał "Jurassic Bark" byłby tak smutny bez piosenki? Czy bez muzyki Hansa Zimmera pewne sceny Króla Lwa miałyby taki wydźwięk emocjonalny...?

I własnie tutaj na przykładzie Króla Lwa przejdę do trzeciej kategorii moich wzruszeń, bardzo kluczowej bo sam już nieraz zauważałem, jak bardzo mnie to bierze. W Królu Lwie to wiadomo, każde dziecko płacze przy śmierci Mufasy, a i niejeden dorosły łezkę pewnie mógłby uronić. I ja również za łebka totalnego opłakiwałem tego mądrego, dostojnego lwa z głosem Zborowskiego, jednak stosunkowo szybko zauważyłem, że jest w tym filmie inna scena, która bardziej mi dławi gardło emocjami, i wciąż mnie wzruszała nawet gdy ten płaczący nad ojcowskim truchłem Simba przestawał robić wrażenie. Chodzi o scenę rozmowy Simby z duchem Mufasy (https://www.youtube.com/watch?v=XCWNkQAKgeM ). Co prawda dziś już łzy nie uronię (chyba po prostu wcześnie wylałem już swój limit, widziałem w dzieciństwie ten film razy wiele pomnożone przez mnóstwo), ale wciąż oglądając tę scenę czuję ciary. Fakt, że sporą część roboty odwala tutaj fenomenalne "This land" Zimmera (Oscara to się za byle "Tabun dzikich koni" nie dostaje) ale też treść, emocje, gdy Mufasa zaczyna znikać to ja czuję to przerażenie Simby, te jego rozgonione myśli, te wszystkie pytania które chciałby jeszcze zadać swojemu ojcu, słowa które pragnąłby powiedzieć, ale nie zdążył i nie zdąży już nigdy... To uczucie jakby utracił go po raz kolejny... Właśnie, ojcu... Tu dochodzi jeszcze głos Mufasy "Pamiętaj kim jesteś... Jesteś MOIM SYNEM! I prawowitym królem...!". Cholernie mnie bierze ta scena, ponieważ jest o relacji ojca z synem, a to dla mnie prawdziwy emocjonalny kryptonit. Co prawda w wersji z matką też da radę (Jak w przepięknych Wilczych Dzieciach), ale z jakiegoś powodu to motywy ojcowskie często mnie poruszają najbardziej. I potrafi mnie w tym względzie wzruszyć nawet komedia, jak Na imię mam Earl, w którym również się przewijają w paru odcinkach trudne relacje tytułowego bohatera z jego ojcem.

A największe kombo? Wątki rodzicielskie skombione z motywem straty. Niezwykle ciężko patrzy się na rodzica który stracił dziecko, nawet jeśli jest tylko fikcyjny. Takich postaci mi zawsze najbardziej szkoda, bo nie ma chyba nic gorszego niż musieć pochować własne dziecko.

No tak trochę mroczne odmęty życia się zaczęły, to kończąc tutaj podsumuję kilkoma pytaniami do rozważań:
- Wzruszacie się przy dziełach kultury?
- Czy podzielacie pogląd, że wzruszanie się jest niemęskie, że "chłopaki nie płaczą"?
- Co was najbardziej wzrusza? (Zarówno ogólnie jak i konkretne sceny).

Ja sam w dzieciństwie czy wczesnym okresie nastoletnim raczej wstydziłem się wzruszania przy filmach, ale na szczęście mi przeszło i nie mam problemu z przyznaniem się do tego, że potrafię uronic łzę na seansie. W końcu cóż złego jest w odrobinie wrażliwości? Jednak przyznanie się a faktycznie pozwolenie sobie na to by ludzie to widzieli, to inna kwestia. Nie jest to przeze mnie w żaden sposób wymuszone czy nawet planowane, ale raczej ciężko mi przychodzi popłakanie się przy ludziach spoza rodziny, nawet jeśli sam przy danej scenie odstawiam bobra po gazu pieprzowym (no pamiętam choćby jak wspomnianą wyżej scenę z Mojej Dziewczyny, która ZAWSZE sprawia że płaczę, obejrzałem przy Nami - i w sumie to jakbym dziennik oglądał, podobna reakcja. Jak w Poznaniu oglądaliśmy Wilcze Dzieci, to podobnie, może nie jak dziennik, ale nie było mojej typowej reakcji). W sumie pisząc teraz zdałem sobie sprawę, że to może być wynik zaciętości z dzieciństwa - wtedy choćbym wylewał łzo wiader w domu, tak poza nim miałem jakąś nienaturalnie wręcz głęboką awersję do tego, żeby ktoś obcy widział mnie płaczącego, więc co by się nie działo to musiało poczekać do powrotu. Może po tym mi zostało Tongue

* Przy innych mediach mniej, dużo mniej, choć pamiętam swoje łzy przy ostatnim tomie FMA oraz Pottera, przy niektórych scenach komiksowego The Walking Dead, czy też niemalże podtopienie się łzami przy zakończeniu Valiant Hearts.

[Obrazek: zbojcerzemaszeruja_kopia3.jpg]

(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.06.2017 04:14 przez Szczery. Powód: Poprawiona ortografia)
23.06.2017 04:03
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Kotu Offline
Bosman
Pirat

*
Liczba postów: 388
Dołączył: 07.09.2016
Skąd: Wioska z Tramwajami
Poziom ostrzeżeń: 5%
Post: #2
RE: Płacze, wzruchy, łzy w poduchy
Raczej nie zdarza mi się uronić łzy, ale mam taki jeden film, gdzie pierwszy raz jako dziecko, się popłakałem na koniec filmu La Bamba, zwłaszcza w momencie jak jego brat krzyczy w niebo:




A z łez szczęścia, pamiętam jak pierwszy raz skończyłem DB GT i na końcowej scenie jest jak Goku odchodzi i są napisy, to też popłakałem się:




Jak Mufasa zginął, to jakoś aż tak mnie to nie ruszyło ;d tak, jestem nieczułym draniem.

Czasami mi się zdarza uronić łzę przy dobroci ludzkiej ukazanej na filmach typu ratowanie zwierząt:




Nie uważam to za nic złego, zwłaszcza że jest to niewymuszone, a jak ktoś się z tego śmieje, to musi mieć chyba w sobie małego Hitlera Big Grin

[Obrazek: 205ee7p.png]
23.06.2017 07:23
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Murgrabia Offline
Taka niedobra ja
Admirał

*
Liczba postów: 3,457
Dołączył: 14.04.2012
Skąd: Biesia Kraina
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #3
RE: Płacze, wzruchy, łzy w poduchy
Ja jestem bardzo podatna na emocjonalne manipulacje twórców. Zwłaszcza jak towarzyszy im odpowiednia muzyka. Takim rekordzistą jest chyba "Szkoła uczuć", przy której siedzialysmy na świetlicy w bursie, zaryczane jak nie wiem co, a jedyny kolega, który z nami oglądał się ino z nas śmiał. Gdzieś przy dziesiątym razie kontaktu z tym filmem trochę mi przeszło. Za to wciąż nie przeszło mi z "Gladiatorem" i nie przeszkadza temu nawet kilka tysięcy ludzi obok (7. FMF). Tak mocno wyplukal mnie też pierwszy kontakt z "Kal Ho Naa Ho", czyli "Gdyby jutra nie było", choć to film ewidentnie robiony pod kanaliki lzowe. Za pierwszym razem idzie się złapać.

Ja się ogólnie wzruszam na wszystkim: filmach, dramach (moi MoonLoversi T-T), książkach (ale się splakalam, gdy pod koniec "Sagi o Czarnoksiezniku" mój ulubiony bohater "odchodził", mam to gdzieś nawet przepisane chyba), piosenkach (głos Woo Bina mnie rozbraja nawet nieświadomie), czy czasem zdarza się nawet na reklamach czy podobnych im klipach. Taki beznadziejny przypadek~

[Obrazek: GwnW5Ko.png]
Sakazuki uczyniło ich braćmi,
Sakazuki braterstwo to przerwał.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.06.2017 11:55 przez Murgrabia.)
23.06.2017 09:44
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Rudzish Offline
Kapitan
Redakcja Ohara

*
Liczba postów: 689
Dołączył: 16.02.2011
Skąd: CK
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #4
RE: Płacze, wzruchy, łzy w poduchy
Ja chyba ogólnie jestem rozpaprana emocjonalnie. Sceny miłosne mnie nie rusZają, jak Dicaprio tonie, trzymając się drzwi, to od razu mam przed oczami coś w stylu serii " how it should ended" I przeklinam soczyście, nad głupota bohaterów, może to kwestia zbytniej pompatycznosci, bo do dziś cenię sobie produkcje stare i na nich może się nie wzrusZam, ale gęba mi się cieszy na całego jak widzę finał i tu mam na myśli moj ulubiony paring Holywoodu, Tom Hanks i Meg Rayan w, choćby, Bezsenności w Seattle, czy Masz Wiadomosc. Ovzywiscie nic nie pobije najpiekniejszego filmu romantycznego Notting Hill i jego ścieżki dźwiękowej, która latami wyciskala że mnie łezki jak było mi smutno i musiałam się wypłakać.... chyba sobie dziś obejrze, ciekawe jak zareaguje Tongue Możliwe że napsiocze na Julię Roberts Tongue A co mnie porusZa to chyba jednak życie. Niedawno uryczalam się jak skończony debil czytając wiadomości o pożarze w Londynie.
Zgodzę się jednak co do tej muzyki... czasami bowiem wystarczy tylko muzyka żeby człowiek odleciał Smile ... eh no I Gapie sie na Hugh Granta jak popada w zakochanie i to co się niegdyś zachwycalo dziś już sączy jad sarkazmu. Zdecydowanie wolę jednak świat animowany Smile)
23.06.2017 11:30
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Nami Offline
Chrupkozaur
Redakcja Ohara

*
Liczba postów: 3,130
Dołączył: 09.03.2011
Skąd: Warszawa
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #5
RE: Płacze, wzruchy, łzy w poduchy
Ja krótko: pieski mnie wzruszają! Ginie człowiek to mam to w nosie, a ginie pies czy cierpi to mnie wzrusza. Na filmie Mój przyjaciel Hachiko płacze 15minut d: na Wszystkie psy idą do nieba też się wzruszylam. Jak w jakimś filmie samochód potraci psa to mi się odechciewa filmu xD
Wzruszaja mnie jeszcze relacje ojciec-córka, zaraz jakiś psycholog mnie przepyta pod tym kątem d:

[Obrazek: 80Y7spE.jpg]
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.06.2017 15:07 przez Nami.)
23.06.2017 15:06
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Kotu Offline
Bosman
Pirat

*
Liczba postów: 388
Dołączył: 07.09.2016
Skąd: Wioska z Tramwajami
Poziom ostrzeżeń: 5%
Post: #6
RE: Płacze, wzruchy, łzy w poduchy
Uhh dzisiaj to zobaczyłem, szczerze powiedziawszy nie znałem tego youtubera, ale widać po filmach, że walczył do końca...
Obcy kompletnie dla mnie człowiek, a i tak ścisnęło mnie w gardle, po obejrzeniu tego:



Przypomina mi od razu tą młodą youtuberke(Talie Joy Castellano), co też umarła na raka, Ją z kolei śledziłem do samego końca i trzymałem kciuki(bo sam przeżyłem śmierć bliskiej osoby, chorej na nowotwór, do tego śmierć w moich rękach)

To są te "słabości" przy których łatwo się wzruszam.

[Obrazek: 205ee7p.png]
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.07.2017 09:37 przez Kotu. Powód: Poprawiona ortografia)
04.07.2017 09:25
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Eikichi Online
Yonkou
Pirat

*
Liczba postów: 1,917
Dołączył: 31.07.2011
Skąd: San Escobar
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #7
RE: Płacze, wzruchy, łzy w poduchy
Nie można nazwać słabością swojej wrażliwości i bodźców które ją pobudzają, na Twoim miejscu sam bym się wzruszał.

I by było na temat: jeśli coś mnie wzrusza to są to jakieś serio dobrze napisane pojednania lub rozstania w rodzinnych klimatach.
Ale ogólnie to nic, wzruszyłem się na końcu Naruto, ale z tym byłem po prostu mega zżyty.

[Obrazek: dB4Eis3.jpg]
04.07.2017 10:23
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Komimasa Offline
Ślimaczek
Admirał Floty

*
Liczba postów: 5,331
Dołączył: 26.03.2009
Skąd: Poznań/ Bełchatów
Poziom ostrzeżeń: 5%
Post: #8
RE: Płacze, wzruchy, łzy w poduchy
Mam chyba podobnie jak Ty, Szczery. Jak sam coś oglądam, to o łezkę nie jest trudno. Wzruszyłem się co niemiara choćby przy robieniu odcinka FT, jak Lucy żegnała się z Leo (tak on miał?) wiecie, z tym kolesiem, co się okazało, że jest gwiezdnym duchem. Podobnie z Wilczymi dziećmi. Jednak podczas wspólnego seansu, aż tak mnie nie brało.
Ostatnio jak przerabiałem mangę dl JPF to zarówno przy retrosach Robin jak i powrocie Usoppa do załogi musiałem wziąć chusteczkę.

Wydaje mi się, że kwestie rozstań, straty, zwłaszcza tyczące członków rodziny to sprawdzone wyciskacze łez i dlatego większość osób wzruszają właśnie takie momenty. Poświecenie i przypadkowa śmierć to już w ogóle. Choć, uwaga, spoiler Kotu, Ace jakoś mnie nie wzruszył...

Podobnie można zinterpretować ostatni odcinek Dragon Balla. Co prawda nie było tam jako tako śmierci, ale było to właśnie ostateczne pożegnanie z bohaterem i świadomość, że to już koniec, no zrobiła swoje. Choć wiek z pewnością też.

Kiedyś wstydziłem się łez i takich sytuacji unikałem, bo było to źle odbierane. Kiedyś po prostu mężczyźnie łzy nie przystały. Teraz stały się (nie ma jak odkrycie) oznaką wrażliwej, a więc i tej dobrej strony u mężczyzny i już nie ma takiego wielkiego problemu, jak przyzna się człowiek, że na jakimś wyciskaczu łez no oczy mu się zwilżyły. Myślę, że jeśli scena jest wiarygodna i wyciska z klimatu wszystko, co się da, to dziwnym powinno być raczej, jeśli kogoś to nie zasmuca. Filmy, książki, mają tak prawdziwe te opisy, że to prawie tak, jakby tyczyło kogoś nam bliskiego. A jak tu nie uronić łzy, gdy komuś z naszego otoczenia coś takiego się przytrafia?
O ile sobie przypominam, nigdy za to nie płakałem ze szcześcia, no co najwyżej ze śmeichu, ale nie, że byłem taki szczęśliwy, że aż łzy by mi pociekły po policzkach. I to mnie trochę zastanawia. No bo czemu tak się dzieje, skoro raczej jestem tym człowiekiem wrażliwym. Ale w sumie, jak tak sobie wszystko przemyśleć, nie zdarzyło się w moim życiu coś, co by mnie bardzo zaskoczyło i uszczęśliwiło zarazem.

Niebieski fryz mamy i razem się trzymamy!
[Obrazek: tXwp6nO.png]


04.07.2017 11:30
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Szczery Offline
Yonkou
Pirat

*
Liczba postów: 4,464
Dołączył: 11.06.2010
Skąd: brać na to pieniądze?
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #9
RE: Płacze, wzruchy, łzy w poduchy
Ze szczęścia to i ja nie płakałem nigdy, widać człowiek nie przywiązuje do niego takich emocji jak do nieszczęść Tongue
A skoro zostałem tutaj wywołany, to przyznam się do odkrycia z całkiem niedawna, zdałem sobie sprawę, że jednak potrafię się wzruszyć "przy ludziach". Konkretnie przy dwóch mi się udało i może nie było to wypłukiwanie Wieliczki tylko lekkie wzruchnięcie (raz przy serialu gdzie rodzice znajdowali zwłoki swojego dziecka, raz przy poważnej rozmowie o bardzo podobnej kwestii, a raz jak zacząłem się rozgadywać o przypadku Seymoura z Futuramy). Obydwie osoby są mi bardzo bliskie więc może po przełamaniu pewnych barier jestem w stanie przed kimś się na tyle otworzyć, na tyle mu zaufać, żeby dopuścić te emocje.

Albo to, albo piwko tak działa. Raczej piwko xD

[Obrazek: zbojcerzemaszeruja_kopia3.jpg]

04.07.2017 23:58
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
xaton Offline
I Oficer
Pirat

*
Liczba postów: 558
Dołączył: 11.04.2009
Skąd: Snajper Island:P.
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #10
RE: Płacze, wzruchy, łzy w poduchy
Ja chce tylko napisac ze ten pies z futuramy to najsmutniejszy animowany stuff jaki widzialem. A i filmy romantyczne mnie nie rozczulaja bo w ogole nie trafiaja w moj romantyzm. Wyjatkiem jest "notebook" to byla prawdziwa milosc.

Patrz na świat jak pedofil patrzy na dziecko:P.
[Obrazek: h3sygn.png]
05.07.2017 09:09
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Odpowiedz 




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Wymiana
One Piece Vampirciowo Fairy Tail Valid XHTML 1.0 Transitional Poprawny CSS!

Kontakt | One Piece Nakama | Wróć do góry | Wróć do forów | Wersja Mobilna | RSS | Mapa Nakama