Aktualny czas: 20.08.2017, 23:04 Witaj! (LogowanieRejestracja)

Wstępne wyniki II edycji Rywalizacji Załogowych podane!
Na razie na prowadzeniu Soge, ale jest jeszcze dużo czasu
i nic nie jest przesądzone! Wygrać może każdy!
----> Dotychczasowe Punkty <----
Odpowiedz 
Pochwal się co ostatnio czytałeś/aś!
Autor Wiadomość
Jarek Bachanek Offline
Majtek
Pirat

*
Liczba postów: 80
Dołączył: 07.07.2009
Skąd: Bronowice/Puławy
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #191
RE: Pochwal się co ostatnio czytałeś/aś!
Dennis Lehane - Miasto niepokoju

Kiedy sięgałem po “Miasto Niepokoju” Dennisa Lehane, miałem mieszane uczucia. Dotychczas znałem tego pisarza tylko z soczystych, świetnie napisanych thrillerów doprawionych szczyptą sensacji i kryminału.. W tej książce jednak, pisarz postanowił wyjść poza swoją strefę komfortu i stworzył epickie ponad 700-stronicowe dzieło ukazujące amerykańskie miasto Boston tuż po I Wojnie Światowej w latach 1918-1919. Powieść łączy w sobie wątki historyczne, obyczajowe, społeczne a nawet kryminalne i stanowi barwny zapis epoki.

Jednym z trzech bohaterów książki jest Danny Coughlin syn powszechnie znanego i szanowanego kapitana policji Thomasa Coughlina. Młody chłopak, podobnie jak ojciec, pnie się po szczeblach policyjnej kariery i ma przed sobą świetlaną przyszłość. Wszystko zmienia się w momencie gdy dostaje on od swojego ojca chrzestnego Eddiego Mckenny (również policjanta) zadanie przeniknięcia do środowiska bostońskich socjalistów o radykalnych poglądach (nazywanych też gdzieniegdzie, anarchistami, wywrotowcami czy po prostu bolszewikami). Danny, początkowo niechętny, zgadza się i używając fałszywej tożsamości, zaczyna się stawiać się na zebrania związkowe oraz tajne zgromadzenia, usiłując uzyskać dostęp do kluczowych osób i przywódców Bohater szybko przekonuje się, że związkowcy niewiele mają wspólnego z ich wizerunkiem przedstawianym mu przez jego zwierzchników i ich ideały okazują się być mu zaskakująco bliskie. Młody policjant staje, więc przed ciężkim wyborem: obowiązek czy rodząca się lojalność wobec nowych towarzyszy. Kolejnym ważnym wątkiem jest niespełniona miłość do Nory, irlandzkiej dziewczyny przygarniętej przez ojca Danny’ego.

Drugim bohaterem powieści jest Luther Lawrence, czarnoskóry robotnik o ogromnym talencie sportowym, którego nie jest w stanie wykorzystać z powodu swojego koloru skóry.. Usiłując utrzymać świeżo poślubioną żonę, Lilę, zatrudnia się w klubie miejscowego gangstera, którego w wyniku konfliktu zabija. Ratując się przed odwetem, mężczyzna musi zostawić żonę i uciekać z miasta, ostatecznie trafiając do Bostonu gdzie znajduje zatrudnienie w domu Coughlinów, jako służący. Pomiędzy Lutherem a Dannym szybko nawiązuje się przyjaźń, która odmieni życie obojga.

Trzecim, trochę nieoficjalnym, bohaterem jest słynny bejsbolista Babe Ruth, którego losy i opisujące je rozdziały stanowią przerywnik od głównych wydarzeń i pozwalają je pokazać z odmiennego punktu widzenia.

Oprócz nich w książce pojawia się wiele postaci drugoplanowych, zarówno fikcyjnych jak i historycznych takich jak wspomniany Babe Ruth, John Hoover, burmistrz Bostonu Andrew Peters, komisarz Policji Edwin Upton Curtis i wielu innych stanowiących barwne środowisko powojennego miasta.

Oczywiście po za losami bohaterów istotną częścią powieści są wydarzenia, które wówczas miały miejsce i które śledzimy na kartach książki mi. in. zamachy bombowe, epidemia grypy oraz stanowiący oś i punkt centralny misternie budowanej fabuły, strajk bostońskiej policji i będące jego konsekwencją zamieszki na ulicach Bostonu.

Lehane tworzy niezwykle barwny i wciągający obraz miejskiego amerykańskiego życia i minionych czasów. Pokazuje Amerykę, jakiej nie znamy, gdzie ścierają się kultury, ludzie, sprzeczne interesy. Sprawnie odziera ją też z mitu krainy wielkich możliwości, gdzie każdy może być tym, kim chce i dzięki ciężkiej wytrwałej pracy osiągnąć, co tylko sobie zamarzy. W dziele Lehane amerykański sen okazuje się być udziałem nielicznych, podczas gdy reszta społeczeństwa ledwie wiąże koniec z końcem. Obserwujemy miasto na krawędzi wybuchu, który musi się w końcu wydarzyć i po którym, dla nikogo z bohaterów, już nic nie będzie takie samo.

Postacie kreowane są w sposób bardzo prawdziwy i z dużym zaangażowaniem ze strony pisarza. Nie ma tu sztywnych podziałów na jednoznacznie złych czy dobrych, a Lehane mistrzowsko panuje nad sympatiami i antypatiami czytelnika, sprawiając, że odczuwamy współczucie bądź nienawiść tylko wtedy, gdy on chce byśmy je czuli. A emocji jest tu cała masa, mamy miłość, nienawiść, ludzkie tragedie i triumfy. Autor porusza też cały wachlarz zagadnień społecznych, takich jak rasizm, wyzysk biedniejszych warstw, machinacje polityczne, Czuć ogromną wiedzę Lehane o tamtej epoce, bo z książki dosłownie wylewa się klimat tamtych dni i dzięki temu czujemy się jakbyśmy tam byli. Pojawia się też wątek kryminalno-sensacyjny, związany ze śledztwem Danny’ego i późniejszymi wydarzeniami, pisarz używa też swojego charakterystycznego, (choć lekko zmodyfikowanego na potrzeby powieści) stylu, więc wielbiciele poprzednich książek Lehane też znajdą coś dla siebie.

Początek książki jest dość toporny (szczególnie, gdy, tak jak ja, nie ma się pojęcia o bejsbolu), ale z każdą stroną jest coraz lepiej, człowiek daje się uwieść wykreowanemu światowi i chce się już tylko czytać bez końca. A gdy nadchodzi koniec, pojawia się smutek, że musimy się rozstać z bohaterami i chęć by książka trwała jeszcze dłużej.

Lehane celowo czerpie z tradycji wielkich powieści amerykańskich kreśląc wielką panoramę Bostonu i udaje mu się to z dużym powodzeniem. Niektórych to pewnie odstraszy, spotkałem się z opinią, że książka jest nudna i przegadana, ale są to głosy mniejszości, którzy woleliby by trup ścielił się gęsto i żeby książka była typowym akcyjnakiem, jakich wiele na rynku.

Polecam tą książkę każdemu fanowi dobrej literatury, miłośnikom historii i kryminałów, czytelnikom chcących dowiedzieć się jak żyło się w dawnych Stanach i jak różny to jest obraz od naszych wyobrażeń. Myślę, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie, jakiś aspekt, który do niego przemówi i z którym będzie się utożsamiał. Moim zdaniem naprawdę warto, bo to świetna pozycja, od której (gdy już nas wciągnie, a wciągnie na pewno) po prostu nie idzie się oderwać.

8/10

"If knowledge is power and power corrupts... how will human kind ever survive?" The Outer Limits S04E16

"If our lives are indeed the sum total of the choices we've made, then we cannot change who we are. But with every new choice we're given, we can change who we're going to be." The Outer Limits S04E04
28.11.2016 19:56
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Jarek Bachanek Offline
Majtek
Pirat

*
Liczba postów: 80
Dołączył: 07.07.2009
Skąd: Bronowice/Puławy
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #192
RE: Pochwal się co ostatnio czytałeś/aś!
Jakub Żulczyk - Zrób mi jakąś krzywdę... czyli wszystkie gry video są o miłości

Po książkę Jakuba Żulczyka “Zrób mi jakąś krzywdę” sięgnąłem, w zasadzie, pod wpływem impulsu. Zacząłem właśnie czytać inny tytuł i wcale nie zamierzałem zaczynać kolejnego. Jednak przypomniałem sobie, że kiedyś widziałem tą książkę i że już wtedy wpadła mi w oko, ale ponieważ miałem wówczas na warsztacie ciekawsze lektury, to szybko o niej zapomniałem. Gdy więc ponownie sobie o niej przypomniałem uznałem, że to książka w sam raz dla mnie. Lubię nietypowe romanse, a tu dochodziły jeszcze zapowiadane absurdalne sytuacje no i fakt, że była to powieść drogi. Wszystkie te rzeczy kocham szczególnie w filmach, więc uznałem, że ich połączenie musi być czymś niesamowitym. Nie bez znaczenia był też fakt, że książka liczy sobie jakieś 180 stron, więc uznałem, że połknę ją na raz (z powodu ograniczeń czasowych, ostatecznie stanęło na dwóch razach) i szybko wrócę do zaplanowanego tytułu, o którym wspominałem na początku.

Kilka słów o fabule. Dawid, 25-letni student prawa żyje sobie jak każdy przeciętny Polak do momentu, gdy poznaje JĄ - tą jedną, wymarzoną jedyną miłość i zakochuje się od pierwszego wejrzenia. Problem w tym, że jego wybranka, Kasia, ma 15 lat i jest siostrą jego kumpla Michała no i zdaje się mieć kompletnego bzika na punkcie gier komputerowych. Wygląda też na to, że nic ich nie łączy i wygląda na to, że nie mógł trafić gorzej. Chłopak zbiera się na odwagę, zagaduje, zostają przełamane pierwsze lody, ale okazuje się, że dziewczyna następnego dnia wyjeżdża do Paryża. Chłopak niezrażony tym faktem, chcąc spędzić z nią więcej czasu, rusza za nią na drugi koniec Polski, do domu jej rodziców, po czym “porywa” ją stamtąd i oboje ruszają w podróż, która będzie obfitować w pełne absurdów sytuacje (takie jak np. trafienie na plan filmu porno).

Zapowiada się interesująco, co nie ? Otóż nic bardziej mylnego. Nie zrozumcie mnie źle, to nie jest zła powieść, przeciwnie, dość mocno mnie wciągnęła i byłem niezmiernie ciekaw jak ta historia się skończy. Problemem jest styl pisarski autora. Żulczyk chciał napisać powieść wysoce intelektualną przepełnioną przemyśleniami, bohatera, odwołań do popkultury, sytuacji politycznej i Bóg wie, czego jeszcze, wskutek czego po prostu przesadził.70% książki to wewnętrzny monolog Dawida, który będąc neurotykiem do kwadratu, analizuje wszystko i wszystkich. Pozostałe 30% to dialogi i fabuła. Jakby samo to nie było wystarczająco ciężkie to, na dodatek akcja dość często skacze w przód i w tył. Na początku jest to trochę uciążliwe, ale jak się człowiek przyzwyczai to nie jest źle, choć poczucie lekkiej frustracji pozostaje zwłaszcza, gdy Dawid, (bo on jest narratorem tej powieści) w jednej chwili skacze do przodu o kilka godzin/dni, potem urywa akcję w świetnym momencie i cofa się do tyłu by coś wyjaśnić lub wypełnić luki. I tak w koło macieju. W te i wewte. Mówiłem też o analizowaniu, które stale przeprowadza główny bohater. Niestety zdarza mu się to robić nawet w trakcie rozmów z innymi postaciami. Często by usłyszeć odpowiedź na jakieś pytanie, lub po prostu poznać dalszy ciąg konwersacji, musimy przebrnąć przez akapit wewnętrznych myśli protagonisty.

Jako, że mamy do czynienia z osobą zakochaną, większą część jego myśli zajmuje wybranka, a konkretnie, jego wyobrażenie o niej, obawy na jej temat, lęki itp. Sama Kasia jest osobą nawet interesującą, a raczej byłaby gdyby nie to, że widzimy ją oczami Dawida, i to, że Żulczyk więcej miejsca poświęca na przedstawienie jej tak jak widzi ją Dawid, (czyli jako osobę wyjątkową, idealną, piękną), niż tym, jaka jest naprawdę. A Dawid też nie jest zbyt fascynującą postacią. Student bez wyraźnego planu na życie, który uważa się za mądrzejszego niż jest, który więcej myśli niż robi i który na pewno nie wzbudza takiego zainteresowania czytelnika jak Kasia a przecież zajmuję ona o wiele mniej miejsca w tej książce. Nie będzie wielkim spoilerem, jeśli powiem, że uczucie Dawida zostaje w pewnym momencie odwzajemnione. I tu mam problem, bo jak najbardziej rozumiem, czemu on zakochał się w Kaśce, ale za cholerę nie mogę pojąć, czemu ona zakochała się w nim. Pierwsza osoba, która zwróciła na nią uwagę ? Syndrom rycerza w lśniącej zbroi ? Sami zdecydujcie. Najgorsze jest to, że gdyby bohater tyle nie bełkotał, (bo tak można nazwać sporą część jego przemyśleń), pisarz wydłużył fabułę, dodał trochę więcej zdarzeń i rozbudował postacie, to mógłby być kawał naprawdę dobrej literatury.

Jak już wcześniej pisałem, książka mocno mnie wciągnęła i to jest jej największy paradoks. Gdy autor nie zbaczał z drogi i nie zamulał akcji monologami Dawida, to czytało mi się tą książkę naprawdę fajnie. Z zainteresowaniem obserwowałem się rozwój relacji pary bohaterów no i parę razy mocno się zaśmiałem z sytuacji, w których się znaleźli w trakcie podróży.

Komu tą książkę można polecić ? W sumie sam nie wiem. Na pewno fanom Żulczyka, skoro czytali inne powieści jego autorstwa i im się podobały, to ta też im pewnie przypasuje. Wielbiciele Woody’ego Allena też pewnie znajdą tu coś dla siebie. Miłośnicy oryginalnych romansów też mogą spróbować. W końcu to niecałe 200 stron.

Podsumowując to nie jest zła książka, jest tylko niedopracowana. A może nie ? Bo mam niestety wrażenie, że jest ona dokładnie taka, jaką autor sobie wymyślił. A reszta zależy już od czytelnika. Mimo wszystko myślę, że warto, chociaż sprawdzić czy to książka dla was. Ja mimo topornego języka, nieźle się bawiłem i chętnie przeczytałbym podobny romans (tyle, że bardziej przejrzysty i inaczej napisany). Dlatego ostatecznie polecam ten tytuł.

Ocena 5/10

"If knowledge is power and power corrupts... how will human kind ever survive?" The Outer Limits S04E16

"If our lives are indeed the sum total of the choices we've made, then we cannot change who we are. But with every new choice we're given, we can change who we're going to be." The Outer Limits S04E04
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.12.2016 04:55 przez Jarek Bachanek.)
16.12.2016 04:52
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Jarek Bachanek Offline
Majtek
Pirat

*
Liczba postów: 80
Dołączył: 07.07.2009
Skąd: Bronowice/Puławy
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #193
RE: Pochwal się co ostatnio czytałeś/aś!
Koniec roku się zbliża, wypada, więc napisać trochę o tym, co czytałem przez ostatnie miesiące. Nie będę wymieniał wszystkiego tylko rzeczy, które zasługują na szczególną uwagę. Zresztą, jeśli chcecie wiedzieć, co czytałem i aktualnie czytam macie mój profil na Goodreads:

https://www.goodreads.com/user/show/5536...k-bachanek

A więc tak:
- Dokończyłem Bleacha, koniec okazał się równie slaby jak większa polowa mangi. Szkoda, że Kubo zepsuł tak ten tytuł.
- Zakupiłem tomy mangi One Piece 38-42 wydawane przez wydawnictwo JPF. Obok Dragon Balla to mój ukochany tytuł, który kupuje odkąd ukazał się na polskim rynku. Po prostu cudo zwłaszcza, że w tomach rozgrywa się mój ulubiony story arc Water7/CP9.
- Dokończyłem komiksowe sezony Buffy Vampire Slayer Sezon 11 i Z Archiwum X Sezon 10, w sumie dobrze się to czytało. Ruszyłem tęż Thorgala, ale nie pamiętam, na czym skończyłem, tyle teraz tych pobocznych serii, że ciężko się połapać.
- Zakończenie trylogii House of Cards okazało się satysfakcjonujące, w odróżnieniu od końca cyklu Terrego Goodkinda, który strasznie się skiepścił. Widać, że pisze dla kasy, bo już ma zaplanowany spin-off.
- W ciągu kilku dni przeczytałem komiks (lub raczej powieść graficzną Kaznodzieja/Preacher. Jest to jedna z najlepszych rzeczy, jakie czytałem w życiu. Zdecydowanie nie dla dzieci, mocna brutalna, chwytająca za gardło, poruszająca tematykę religijną, amerykańską, i nie tylko. Mamy tu świetną historie miłosną, pojawiają się wampiry, anioły, fanatycy, szaleńcy. Zdecydowanie jedna z najlepszych pozycji komiksowych w Stanach. Kto nie czytał, niech nadrobi. A serialu, kory niedawno powstał, nie polecam, straszna chała w porównaniu do oryginału, ale może 2 sezon będzie lepszy...
- Nadrobiłem kilka kryminałów Charlotte Link, którą to czytałem jakoś rok lub 2 lata temu. Ogólnie nie były złe, ale bez rewelacji.
- Potem wżęła mnie faza na historię Polski i sięgnąłem po książkę Turniej Cieni Elżbiety Cherezińskiej i Gambit Hetmański Roberta Forysia. Obie to wielkie tomiszcze i obie zrobiły na mnie ogromne wrażenie, szczególnie Turniej Cieni. To powieść rzucająca światło na losy Polaków w XIX wieku, którzy walczyli na kilku kontynentach w nadziei na wywołanie dużego konfliktu, który by wyzwolił Polskę. Obserwujemy losy 3 postaci (autentycznych) na trzech kontynentach, gdzie mieszają się wątki polityczne, różne interesy i intrygi. Gambit z kolei to powieść z XVII wieku ukazujące schyłek panowania Króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego i dochodzenie do władzy Jana Sobieskiego. A wszystko z perspektywy kobiet, które, spiskują, knują, uwodzą, kochają i nienawidzą. Cudo nie lektury, choć miłośnicy historii będą mieć większą frajdę niż reszta.
- Potem wznowiłem czytanie książek Dennisa Lehane i czytałem go prawie do końca roku. Do kilku książek nawet napisałem recenzję. Pisarz genialny, nawet jego najsłabsze książki reprezentują poziom, o którym wielu pisarzy może tylko pomarzyć. Większość to kryminały, ale pisał tęż thrillery, książkę historyczną i dwie w stylu gangsterskim. W zasadzie książki są dobre dla każdego. Nic dziwnego, ze w Hollywood tak często go ekranizują, w końcu to są praktycznie gotowe materiały na świetne filmy. Gorąco polecam.
- Odświeżyłem sobie Małego Księcia Saint Exupery'ego, kornego ostatni raz czytałem w podstawówce. Wstyd się przyznać, ale pierwszy raz w życiu wzruszyłem się czytając książkę. Totalnie się rozkleiłem na końcówce.
-. Zacząłem też nowy cykl sensacyjno-kryminalny Jensa Lapidusa o byłym gangsterze Tedym i prawniczce Emelie. Dobra lektura, bardzo dobrze napisana i wciągająca.

Teraz zacząłem polską tetralogię Vincenta V Severskiego Niepokorni o działaniach polskiego wywiadu, Zaczyna się nieźle, a co będzie dalej to się zobaczy. Canal+ planuje zrobić z tego serial, dlatego postanowiłem się zapoznać. W końcu nie od dziś wiadomo, że jeśli ktoś chce coś adaptować na duży czy mały ekran to książka musi być, co najmniej dobra.

"If knowledge is power and power corrupts... how will human kind ever survive?" The Outer Limits S04E16

"If our lives are indeed the sum total of the choices we've made, then we cannot change who we are. But with every new choice we're given, we can change who we're going to be." The Outer Limits S04E04
23.12.2016 01:29
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Jarek Bachanek Offline
Majtek
Pirat

*
Liczba postów: 80
Dołączył: 07.07.2009
Skąd: Bronowice/Puławy
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #194
RE: Pochwal się co ostatnio czytałeś/aś!
Remigiusz Mróz - Czarna Madonna

Przeczytałem tą książkę przedwczoraj i muszę powiedzieć, że wciąga, jak większość książek Remigiusza. Mimo to ostatecznie trochę się zawiodłem, ale o tym za chwilę. Tak się złożyło, że od miesięcy czytałem prawie całą bibliografię Mroza i kończąc „Czarną Madonnę” w końcu mogę powiedzieć, że jestem na bieżąco. Myślę więc, że mogę się uważać za kogoś w rodzaju eksperta od jego twórczości. Ostatecznie moja opinia na temat jego książek jest umiarkowanie pozytywna. Mróz bardzo dobrze radzi sobie w cyklach, choć nawet tam trafiają mu się słabsze pozycje. Generalnie jednak, gdy czuje się pewnie w temacie (np. prawa i polityki) to wychodzi mu świetna książka. Mówiąc to nie mam na myśli, że dobra książka autorstwa Mroza to jednocześnie wybitny tytuł, który każdy powinien znać, broń Boże. Po prostu to dobre rozrywkowe czytadło. Jednak w książkach pojedynczych (przykładem jest „Behawiorysta”), lub gdy wychodzi poza swoją strefę komfortu („Chór zapomnianych głosów”) radzi sobie zdecydowanie gorzej. Tak tez jest z „Czarną Madonną”.

Mróz postanowił spróbować swoich sił w horrorze. I wyszło mu tak sobie. Czy książka straszy ? Nie do końca. Powoduje pewien rodzaj niepokoju (szczególnie w końcówce) i to tyle. Oczywiście jest to opinia całkowicie subiektywna. Widziałem w życiu sporo horrorów, więc niewiele rzeczy mnie rusza. Ale przekonałem się też, że książka straszy dużo silniej niż film. Przy takiej Carrie Kinga, którą czytałem będąc nastolatkiem i która spowodowała u mnie trzydniowe problemy ze snem, „Czarna Madonna” wypada po prostu blado. Czy to znaczy, że to zła książka ? Nie, ale mogłaby być lepsza.

A co jest nie tak ? Przede wszystkim autor popełnił ten sam błąd, co przy "Chórze zapomnianych głosów", czyli wrzucił do książki prawie każdy motyw używany w danym gatunku. Zaczyna się od głównego bohatera, byłego księdza, który rzucił kapłaństwo dla kobiety, potem mamy tajemnicze porwanie samolotu, telefon, w którym bohater słyszy samego siebie gadającego w obcym języku, przywoływanie zmarłych, podróż w czasie do momentu zaginięcia innego samolotu i objawy opętania. I to wszystko w jakichś 30% powieści. Jak widać, natłok zdarzeń i motywów jest bardzo duży. Akcja pędzi na łeb, na szyję, co chwile są jakieś małe zwroty akcji. I to okazuję się wg mnie największą wadą książki. Lubię szybkie tempo, ale bez przesady. Wolę też, gdy autor skupia się na maks. 3-4 wątkach zamiast 10-ciu. Nie zrozumcie mnie źle, bazując na moim opisie, książka może wam się wydać chaotyczna, a wcale taka nie jest. Owszem miejscami jest przekombinowana, ale generalnie wszystko ma swoje uzasadnienie. No prawie wszystko. W książce dość istotnym wątkiem okazuje się zauroczenie głównego bohatera, swoją przyszła szwagierką, siostrą jego narzeczonej, która zresztą leciała zaginionym samolotem. Mróz poświęca mu więcej miejsca niż powinien i ostatecznie nic z niego nie wynika, ani dla bohatera ani dla dziewczyny. Równie dobrze mogłoby go nie być.

Wychodzi też, częsty u Mroza brak głębi psychologicznej u postaci. Chociaż nie. Mróz często nadaje swoim postaciom jedną, dwie charakterystyczne przymioty, o których z uporem maniaka lubi nam przypominać, na wypadek gdybyśmy jakimś cudem o nich zapomnieli. U chyłki jest to obsesja na punkcie zespołu Iron Maiden, u Frosta żucie gum i noszenie koszuli w kratę, a u Berga, bohatera Czarnej Madonny, jest to picie Earl Greya. Jeśli te cechy mają określać ich osobowość to ja dziękuje za takie próby… Mimo to, o bohaterach długich cykli, czyli wspomnianych Chyłce, Forście i innych, mogę napisać całkiem sporo, kim są, co ich motywuje i napędza. O bohaterze „Czarnej Madonny” (i innych bohaterach pojedynczych powieści Pana Remigiusza), nie mogę napisać właściwie nic, bądź bardzo niewiele. Nie wzbudza on mojej sympatii i niezbyt obchodzi mnie, co się z nim dzieje. Zamiarem Mroza było, żebyśmy mu współczuli i nie do końca to się udało. Flip jest miejscami przemądrzały i zdaje się nie zauważać braku wiedzy u otoczenia oraz własnych błędnych wniosków. Jego ciągłe roztrząsanie swego zauroczenia siostrą narzeczonej także nie pomaga. Upraszczając, książka wciąga tajemnicami i pytaniami, na które chcemy znaleźć odpowiedź, a nie kreacjami postaci.

Ciągle tylko krytykuję, więc teraz, co nieco o zaletach. Podoba mi się zamysł horroru religijnego, widać, że Mróz przeprowadził konkretny research. Znam dość dobrze temat przedstawiony w książce, a mimo to paru rzeczy nie wiedziałem. Ciekawie wypada też ostateczna konfrontacja i argumenty w niej użyte, które nie są pozbawione słuszności. Uświadomiła mi ona, że Mróz miał jednak jakiś większy zamysł i dodała ona książce niespodziewanej przeze mnie głębi. Zakończenie powieści okazało się, jak to zwykle u Mroza, bardzo zaskakujące, choć niestety też zbyt przekombinowane. Jak wcześniej wspomniałem, książka wciąga i ciekawi, czyta się ją dość szybko.

Jak więc jest z tą „Czarną Madonną” ? Mnie zawiodła, ale widziałem sporo pozytywnych opinii, więc najlepiej sprawdzić samemu, może wam się spodoba. Ja mimo wszystko nie żałuję, bo mimo wszystko fajnie mi się ją czytało.

Ocena: 5+/10

"If knowledge is power and power corrupts... how will human kind ever survive?" The Outer Limits S04E16

"If our lives are indeed the sum total of the choices we've made, then we cannot change who we are. But with every new choice we're given, we can change who we're going to be." The Outer Limits S04E04
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.07.2017 13:17 przez Jarek Bachanek.)
23.07.2017 13:15
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Szczery Offline
Yonkou
Pirat

*
Liczba postów: 4,030
Dołączył: 11.06.2010
Skąd: brać na to pieniądze?
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #195
RE: Pochwal się co ostatnio czytałeś/aś!
Ale ja mam ostatnio spadek czytelniczy... Po prostu kapa totalna, ciężko mi skupić na dłużej uwagę na jakimś tytule, a nawet jak za coś się wezmę, to ciężko mi się to kończy... Owszem, kilka książek w tym roku zdążyłem już przeczytać, ale powoli i z oporami...
Dlatego tak mnie ucieszyło gdy pod wpływem impulsu wziąłem się za Zabić drozda autorstwa Harper Lee. Opowieść trochę o dzieciństwie rodzeństwa w Alabamie lat 30, a trochę o procesie czarnoskórego, którego obrońcą jest ojciec tych dzieci. Od czasu pierwszego tomu "Pana Lodowego Ogrodu" kilka lat temu, chyba żadnej książki nie czytało mi się tak szybko i przyjemnie, skończyłem ją w tydzień tylko dlatego, że nie miałem zwyczajnie czasu (cztery dni miałem wręcz całkowicie wyłączone z czytania), ale nawet gdy nie czytałem dalej historii, to i tak tkwiłem myślami w niej, w świecie który przedstawiała. To piękna, nostalgiczna i trochę smutna powieść, która pozwoliła mi przypomnieć sobie czasy, kiedy czytanie naprawdę sprawiało mi dziką przyjemność i mogłem to robić godzinami. Pulitzer i uznanie w świecie są zasłużone, diabelnie dobra książka, polecam, 9/10.

[Obrazek: zbojcerzemaszeruja_kopia3.jpg]

(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.08.2017 22:18 przez Szczery.)
11.08.2017 22:16
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Filemon Offline

Łowca Piratów

*
Liczba postów: 2,366
Dołączył: 29.07.2011
Skąd: Velika
Poziom ostrzeżeń: 10%
Post: #196
RE: Pochwal się co ostatnio czytałeś/aś!
Szczery napisał(a):Ale ja mam ostatnio spadek czytelniczy... Po prostu kapa totalna, ciężko mi skupić na dłużej uwagę na jakimś tytule, a nawet jak za coś się wezmę, to ciężko mi się to kończy... Owszem, kilka książek w tym roku zdążyłem już przeczytać, ale powoli i z oporami...

Mam to samo, tylko u mnie spadek spowodowany jest przeczytaniem zbyt dużej ilości książek w dosyć krótkim czasie. Przez to zupełnie nie mam ochoty na czytanie ;__;

[Obrazek: rn4Q8xO.gif]

Czy głód to ludzka sprawka?
12.08.2017 10:21
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Odpowiedz 




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Wymiana
One Piece Vampirciowo Fairy Tail Valid XHTML 1.0 Transitional Poprawny CSS!

Kontakt | One Piece Nakama | Wróć do góry | Wróć do forów | Wersja Mobilna | RSS | Mapa Nakama