Aktualny czas: 14.12.2018, 17:19 Witaj! (LogowanieRejestracja)

Tym razem, najnowszy rozdział, dodajemy bez większych opóźnień! - 927 Zapraszamy do czytania:)
Odpowiedz 
Polskie seriale (nie komedie)
Autor Wiadomość
Komimasa Offline
Ślimaczek
Admirał Floty

*
Liczba postów: 5,730
Dołączył: 26.03.2009
Skąd: Poznań/ Bełchatów
Poziom ostrzeżeń: 5%
Post: #1
Polskie seriale (nie komedie)
Właściwie najchętniej założyłbym po prostu temat o nazwie "Wataha", ale pomyślałem, że nie ma co się ograniczać do jednego serialu i na każdy zakładać osobny temat. Także zaczniemy sobie od Watahy, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by pogadać także o innych produkcjach.


Patrząc po tym, jak dobre produkcje ostatnio się pojawiają, można śmiało pokusić się o stwierdzenie, że polskie seriale, bardzo dobrze sobie radzą. Pisałem już o znakomitym według mnie Belfrze, ale warto też wspomnieć o innych produkcjach, jak choćby o Watasze.

Wataha, to serial opowiadający o pracy strażników granicznych w Bieszczadach. Zmagają oni się nie tylko z wymagającymi zwierzchnikami, czy mrozem, ale przede wszystkim walczą z przemytnikami, którzy z Ukrainy przemycają żywy towar. Serial zaczyna się od wstrząsającego wydarzenia, bowiem ktoś wysadza elitarną jednostkę straży granicznej. Zamach przeżywa tylko kapitan Rebrow, przez co dla prokuratury (genialna Aleksandra Popłowska) staje się głównym podejrzanym.
Przyznam, że fabuła bardzo mnie wciągnęła i z zapartym tchem śledziłem dalsze losy Rebrowa, aż do samego końca Z każdym kolejnym odcinkiem otoczka tajemnicy przestaje być tak gęsta jak na początku. Poza tym obsada. Mamy Bartłomieja Topę, który gra przyjaciela głównego bohatera, czy Zielińskiego (Mnich w Odwróconych) który zarząda tym całym bordlem. Oprócz tego wspomniana Popłowska czy Boberka (aczkolwiek to mała rola). Nie brakuje rozpoznawalnych twarz, a co ważniejsze, widać, że aktorzy przykładają się do swoich ról. Czuć ich rozterki, dramat, po prostu szybko się z nimi utożsamiamy.

Serial Wataha trzyma w napięciu, zachwyca krajobrazami i pokazuje w prawdziwy i brutalny sposób, na czym polega praca strażnika granicznego, a przy tym nie robi tego w sposób wulgarny. Jestem ciekaw, kto z Was go widział i jakie ma wrażenia.

Innym bardzo dobrym serialem według mnie jest Pakt, gdzie grał Dorociński. I tutaj znowu, fabuła jest tak dobrze prowadzona, że widz nie ma kiedy się nudzić. Ale dawno go oglądałem i już teraz za dobrze nie pamiętam. Niedawno był drugi sezon, też bardzo dobry, ale to już nie było to, bo drugi bardziej przypominał walkę o karierę polityczną rodem z House of Cards. A pierwszy to była taka samotna walka dziennikarza, który wpadł na trop wielkiej afery. Całość trzymała w napięciu, a sposób w jaki powoli poznawaliśmy prawdę był pokazy w satysfakcjonujący sposób. Bardzo dobrze mi się to oglądało.


Tutaj warto też dodać, że Wataha okazał się wielkim sukcesem i premierowy odcinek drugiego sezonu miał miejsce również w wielu innych krajach, także można powiedzieć, że jest to taki nasz międzynarodowy sukces. To też pokazuje, że seriale polskie, jeśli się postarać, naprawdę mogą stawać bez wstydu w szranki z produkcjami zachodu.

Niebieski fryz mamy i razem się trzymamy!
[Obrazek: tXwp6nO.png]


(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.11.2017 04:24 przez Komimasa. Powód: Poprawiona ortografia)
11.11.2017 04:17
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Szczery Offline
Yonkou
Pirat

*
Liczba postów: 4,940
Dołączył: 11.06.2010
Skąd: brać na to pieniądze?
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #2
RE: Polskie seriale (nie komedie)
Kiedy miałem jakiś promocyjny dostęp do HBO Go, obejrzałem pierwszy sezon serialu "Bez tajemnic". Jerzy Radziwiłłowicz gra tam Andrzeja Wolskiego, psychologa przyjmującego pacjentów w swoim domu. W poszczególne dni na cotygodniowe terapie przychodzą do niego: przyznająca się do zakochania w nim modelka, doświadczony oficer wojskowy (grany przez wspomnianego wyżej Marcina Dorocińskiego), para na skraju rozwodu (Ostrowska i świetny tutaj Simlat), nastoletnia skrzypaczka skierowana na badania po spowodowaniu swojego wypadku. Pod koniec tygodnia Wolski, osłabiony kłopotliwymi, ciężkimi terapiami oraz rodzinnymi problemami, udaje się do swej dawnej supervisorki, granej przez Krystynę Jandę. Odcinki są krótkie, po 25 minut, a całość praktycznie w całości opiera się na dialogu i grze aktorskiej. Przewijająca się przez cały sezon cykliczność spotkań pozwala bohaterom, a więc i nam, widzom, stopniowo poznawać bliżej prawdę o nich, powoli wypływającą na wierzch w kolejnych terapiach. Jak ktoś szuka akcji, rozrywki, to nie polecę raczej tego serialu. Ale tym, którym nie przeszkadza skromna formuła i gatunek obyczajowy, polecę gorąco. Sam bym obejrzał drugi sezon, no ale cóż. Nie mam już HBO Go Tongue

[Obrazek: zbojcerzemaszeruja_kopia3.jpg]

11.11.2017 05:19
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Jarek Bachanek Offline
Wilk Morski
Pirat

*
Liczba postów: 107
Dołączył: 07.07.2009
Skąd: Bronowice/Puławy
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #3
RE: Polskie seriale (nie komedie)
Wczoraj skończyłem Watahę. Genialny serial i nie boje się tego napisać najlepiej nakręcona polska produkcja w ciągu ostatnich 10-iu lat. Oby zamówili trzecią serię. Ale trzeba wziąć poprawkę na to, że pierwsza seria nie jest tak genialna jak druga. Nie oznacza jednak, że jest zła, w/g mnie jest bardzo dobra, I tak, trzeba obejrzeć je obie, bo są ze sobą mocno powiązane fabularnie. O polskich serialach często się mówi "dobry jak na polskie warunki", sam używam tego terminu bardzo często, ale 2 seria Watahy (i częściowo także pierwsza) to w/g mnie pierwszy przypadek od wielu lat gdzie naprawdę nie mamy mię, czego wstydzić pod względem realizacyjnym. To nie jest Gra o Tron, nie ma tam epickich bitew czy efektów specjalnych, ale poziom jest naprawdę na światowym poziomie.

To prawda, że od kilku lat coś się zaczyna poprawiać w polskich produkcjach. Śledzę polskie filmy i seriale od ponad 10 lat to wiem o tym najlepiej. Dwa lata temu powstał wspominany przez Komimasę, świetny Pakt z Marcinem Dorocińskim (też od HBO), a Canal+ zrobił świetnego „Belfra”, którego teraz oglądam 2 serię (równie świetna, co pierwsza). Nie zgadzam się, że 2 seria Paktu była zła. Przeciwnie wielu uważa, że była lepsza od pierwszej, przez to, że historia była już w całości polska, (bo Pakt jest remakiem norweskiego serialu "Układ"). Mnie się świat polityki bardzo podoba, więc byłem bardzo zadowolony. No i klimat taki bardzo współczesny.

AXN też zrealizowało z pomocą amerykańskiej ekipy producenckiej serial "Ultraviolet". To opowieść o grupie amatorów, którzy przy pomocy technologii, typu fejs, twitter, instagram, hakowanie itp. pomagają policji w śledztwach. Szału nie ma, ale miło się ogląda. I stoi o kilka klas wyżej od produkcji TVP/Polsatu i TVN'u. W ogóle uwierzycie, że TVN współprodukuje "Belfra" ? Szok. Żeby było śmiesznie ich dyrektor programowy przyznał ostatnio w wywiadzie, że stacja nie wyemituje "Belfra" na swoim kanale, bo UWAGA: "To jest za gęsty serial, dramatycznie umoczony w życiu. Przegapisz jeden odcinek, bo nie miałeś czasu, żeby go obejrzeć i już nic nie wiesz. Odpadasz. Tam zmiana akcji odbywała się w ostatniej minucie serialu " czyli tvnowski widz jest za głupi by to ogarnąć. Niby powiedział prawdę, ale, po co mówić o tym publicznie ?

Bez Tajemnic oglądałem w całości. Rewelacja, choć tempo akcji nie każdemu podejdzie. Ale aktorsko to pierwsza liga. Radziwiłowicz, Janda, Gajos, Dorociński, Radwan, Simlat i wielu innych. W ogóle z tym serialem to są niezłe jaja, bo najpierw powstał izraelski oryginał "BeTipul" mający 2 sezony, potem amerykanie zrobili swoją wersję "In Treatment", potem my, Węgrzy, a ostatnio Rumuni Big Grin

Przyszłość seriali w Polsce zapowiada się wspaniale. HBO w przyszłym roku ma robić adaptacje książki Jakuba Żulczyka (znanego pisarza i przy okazji współscenarzysty „Belfra”) „Ślepnąc od świateł” pokazującym życie dilera narkotyków w Warszawie (nośny temat szczególnie teraz, gdy wypłynęło ilu celebrytów kupowało dragi od dilerów), Canal+ teraz kręcą „Nielegalnych” adaptacje cyklu sensacyjno-szpiegowskiego autorstwa byłego oficera polskiego wywiadu Vincenta V. Severskiego (to pseudonim). Akcja książek dzieję się w Polsce, Szwecji, Białorusi, Afganistanie, Iranie i innych krajach. Jeśli Canal+ tego nie spaprze (a po świetnym Belfrze uważam, że nie powinien) to może być kolejna świetna produkcja. Zakupili też prawa do adaptacji „Króla” Szczepana Twardocha, o gościu, który w czasach II RP pnie się po szczeblach gangsterskiej kariery, zaczynając od bycia pomagierem a kończąc na byciu Szefem całego warszawskiego półświatka. Nie czytałem jeszcze, ale podobno książka mega, kontrowersyjna, brutalna, bez złudzeń i cenzury pokazująca jak II RP rzeczywiście wyglądała. Jeśli się za to wezmą i nie zepsują to też może być coś bardzo ciekawego. Ponadto Netflix robi adaptację Wiedźmina z międzynarodową obsadą, a Agnieszka Holland ma dla nich robić thriller polityczny kręcony w Polsce z polskimi aktorami. Niezatytułowany 8-odcinkowy projekt ma się rozgrywać w alternatywnym świecie, w którym komunizm w Polsce nie upadł i istnieje do dziś.

Jako lokalny patriota, mogę powiedzieć: po prostu żyć nie umierać!

Jedyny problem jaki widzę to fakt że te wszystkie projekty i produkcje powstają dla kanałów Premium i z tego powodu ogląda je garstka widzów. Przez to te seriale nie istnieją w świadomości 99% Polaków. „Belfer” się przebił ale po za tym ? Cisza. „Pakt” ma już 2 lata i mało kto wie, że ten serial istnieje, Wataha ma tyle samo i przed premierą 2 serii mało kto o niej wiedział. W sumie nadal tak jest.

Ja rozumiem że HBO i Canal+ musza dbać o swoich abonamentów ale mogliby sprzedać te seriale ogólnodostępnym stacjom. Chociaż… pewnie puszczono by je po 23 i nikt by ich nie obejrzał… Ogólnie szkoda, że polski widz musi inwestować w płatne kanały by obejrzeć dobry polski serial. A nawet jak te kanały ma to ich nie ogląda i nie wie, że takie seriale są tam emitowane.

"If knowledge is power and power corrupts... how will human kind ever survive?" The Outer Limits S04E16

"If our lives are indeed the sum total of the choices we've made, then we cannot change who we are. But with every new choice we're given, we can change who we're going to be." The Outer Limits S04E04
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.11.2017 01:38 przez Komimasa.)
13.11.2017 23:39
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Komimasa Offline
Ślimaczek
Admirał Floty

*
Liczba postów: 5,730
Dołączył: 26.03.2009
Skąd: Poznań/ Bełchatów
Poziom ostrzeżeń: 5%
Post: #4
RE: Polskie seriale (nie komedie)
Właśnie skończyłem Watahę drugi sezon, rewelacja. Ostatni odcinek miażdży wszystko. Genialna akcja, klimat, zwroty akcji. Tak sobie właśnie myślałem po obejrzeniu tego sezonu, że fajnie by było jakby Jarek Bahanek napisał coś na ten temat i proszęxd

Mnie się wydaje, że Wataha 1 była lepsza, może dlatego, że miała konkretny na siebie pomysł i nie była tak wielowątkowa, a w Wasze 2 no trochę mnie ten motyw z Ukrainką nudził. Tak jakby pewne sceny były na siłę. Ale lepiej było to chyba zrealizowane.

Cieszę się, że nie tylko ja mam dobre zdanie na temat Belfra. Przyznam, że drugi sezon mniej mi się podobał, ale powoli to się rozkręca, a jest też bardzo dobrze to realizowane. Tylko też w 1 na samym początku padało pytanie "kto zabił" i ta tajemnica była powoli rozwiązywana (plus genialna gra Damiańckiego, który się wcielił w bezwzględnego Molędę). Tymczasem w 2 mamy raczej pytanie "Co tu się dzieje". Widz jest rzucony w wir wydarzeń, gdzie próbuje się dopiero odnaleźć. Poza tym pewne motywy wydają mi się przerysowane, za bardzo odrealnione. No i nie ma takich właśnie ról jak wspomnianego Molędy.

Jeśli chodzi o Pakt 2, nie uważam, że jest zły czy coś, po prostu bardziej podobał mi się klimat i scenariusz 1, w dwójce było jak dla mnie za dużo tego klimatu polityki, choć trzeba przyznać, że umiejętnie została tam wpleciona intryga.

Przyznam, że zaciekawiły mnie oba seriale. I ten o którym wspomniałeś Szczery, czyli "Bez tajemnic" (zwłaszcza Dorociński i Gajos mnie przekonują, gdzie ten drugi wystąpił w świetnym "Układzie Zamkniętym") a także ten Ultrafiolet. Może tematyka nie porywa, ale jeśli jest to polski, dobry serial, to warto dać mu szansę.

Jarek też wspomniał o jednej szalenie ważnej rzeczy. Wszystkie te seriale, oprócz tego, że są naprawdę dobre, łączy przede wszystkim jedno - są niedostępne dla przeciętnego zjadacza chleba. Zarówno HBO jak i Canal+ bardzo utrudniają zobaczenie tych serialów gdzieś na pirackich serwerach. Choć fraza "gdzie mogę obejrzeć Belfra nielegalnie" ma dużo wyświetleń. Po prostu są szybko zgłaszane, usuwane, przez co bardzo trudno dostępne, a nie oszukujmy się, mało kogo stać żeby się bawić w HBO czy jeszcze rzadziej Canal+.

Niebieski fryz mamy i razem się trzymamy!
[Obrazek: tXwp6nO.png]


14.11.2017 02:12
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Jarek Bachanek Offline
Wilk Morski
Pirat

*
Liczba postów: 107
Dołączył: 07.07.2009
Skąd: Bronowice/Puławy
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #5
RE: Polskie seriale (nie komedie)
No finał niszczy. Takich emocji i napięcia nie czułem przy polskim serialu od wielu lat. Pięknie to zakończyli, no i jest opcja na ewentualną kontynuację. Początkowo 1 seria zapowiadała się na nudny procedural i ogólnie jakoś mnie nie porwała. Choć już wtedy stała o klasę wyżej niż większość polskich seriali. I końcówka ją uratowała, co znakomicie pociągnięto w drugiej serii. A wielowątkowość w tej serii była akurat zaletą, ale rzecz gustu. Wątek ukraiński pasował do opowieści i był tam po to by nawiązać do aktualnych wydarzeń w naszym kraju. Mi on się podobał i moim zdaniem nieźle to wyszło, choć za romans minus. Jeśli powstanie 3 seria i zrobią wątek z ciążą to będę bardzo rozczarowany. A sceny rzeczywiście były lepiej zrealizowane. Nie ma nawet porównania.

Znajomej też ten sezon "Belfra" nie podchodzi. Ona chyba liczyła że będzie to bardziej bezpośrednia kontynuacja i klasyczna zagadka "Kto zabił ?". Póki co może nie jestem wkręcony w ten sezon tak jak w pierwszy, ale ogromnie szanuje decyzje twórców, że zrobili coś zupełnie innego. Nie czuć przez wtórności. Zawiązanie akcji trochę zbyt zamekarizowane, ale może to dobrze że czerpią z jakichś wzorców. I fajne jest, że wiemy wszystko po za motywem. Liczy się nie kto zabił, ale dlaczego i to jest bardzo dobre. A i obsada czyli Zosia Wichłacz z "Miasta 44", Michalina Łabacz z "Wołynia" i Eliza Rycembel z "Carte Blanche" i "Obietnicy" robią super robotę. No i są prześliczne a to zawsze plus. A odcinek 4 dał taki twist, że moja ocena chyba skoczy o oczko w górę.

Pakt 1 był jak mówiłem remakiem i to skróconym bo oryginał miał odcinki po 60 minut każdy, a polska wersja tylko 45 minut. Oglądałem już po obejrzeniu 1 serii oryginału i może dlatego mnie nie porwał. Wszyscy takie ciemne, ledwie było coś widać, do tego błędy w scenariuszu i zmiany adapcyjne. Co ciekawe 2 seria "Układu" czyli norweskiego oryginału poszła w inną stronę niż polska, Motyw szpiegostwa obywateli, ataki terrorystyczne, zamach na premiera rządu no i akcja dzieje się w 3 krajach. Genialny sezon lepszy niż pierwszy. Polecam się zapoznać w wolnym czasie, choć do stylu gry Norwegów trzeba się przyzwyczaić.

Do "Bez tajemnic" przekonał mnie głównie Jerzy Radziwiłowicz. Kto oglądał "Glinę" ten wie czemu. To najlepszy polski serial kryminalny jaki KIEDYKOLWIEK u nas nakręcono. Kto nie oglądał ten powinien koniecznie nadrobić. To serio wstyd, lubić polskie seriale i nie znać tego tytułu. Fanów Belfra ucieszy fakt, że grał tam jako jeden z głównych aktorów, nieco młodszy Maciej Stuhr. Razem ze Stuhrem stworzyli niezapomniany duet. Po za tym Radziwiłowicz był genialny w "Człowieku z Marmuru" i "Człowieku z żelaza" Andrzeja Wajdy.

"Ultraviolet" jest najsłabszy z wszystkich wymienionych, ale i tak wyprzedza większość polskich seriali. Dupy nie urywa ale można obejrzeć, choćby dla Sebastiana Fabijańskiego, czyli Adriana Kusia z "Belfra". To dobra rozrywka, dobrze zrealizowana i o ciekawym pomyśle jak na Polskę, Dużo takich fajnych bajerów technicznych, których nie widziałem jeszcze w polskim serialu.

A no tak jak mówiłem dostępność to problem. Polski widz i tak pluje na polską tv i mnie smuci, że ludzi omija tyle dobrych tytułów. Może dzięki takiej produkcji by zmienili zdanie. Gdyby taki serial był ogólnodostępny i odniósł sukces może to by położyło kres panowaniu odmóżdżających programów typu script docu", które uważam za rak polskiej telewizji. Władze przekonały by się że warto w takie seriale inwestować i powstałoby ich więcej. Oczywiście to moje pobożne życzenia. Stacja puściła by serial o takiej porze że nikt by go nie obejrzał. To samo stało się ze świetnymi "Artystami" i "Głęboką wodą". Te dwa seriale to kolejne tytuły warte sprawdzenia. Bardzo je polecam. A co do piracenia to rzecz raczej oczywista. Wszyscy przymykają oko na piracenie rzeczy z zagranicy, ale inaczej rzecz ma się z polskimi filmami i serialami. Na nie jakaś Polska firma czy producent wyłożył kasę i nie chce ich tracić. Na tak małym rynku, każdy grosz się liczy.

A na nc+ warto się szarpnąć. Połowę moich seriali w ogóle nie muszę piracić bo oglądam na legalu w super jakości w dniu premiery w USA lub kilka dni/tygodni po. Filmy też choć z rocznym opóźnieniem. Ale to nic w porównaniu to 3-4 lat czekania, aż jakiś film czy serial ukaże się na TVP czy TVN. Po za tym nc+ udostępnia napisy do polskich filmów i seriali, więc nie muszę się przejmować kiepskim dźwiękiem i słabo słyszalnymi dialogami. A nc+go i HBOGO to w ogóle bajka bo mogę oglądać gdy chcę i jak chcę. Mam jeszcze dekoder z dyskiem twardym więc mogę nagrać i obejrzeć kiedy mi pasuje.

"If knowledge is power and power corrupts... how will human kind ever survive?" The Outer Limits S04E16

"If our lives are indeed the sum total of the choices we've made, then we cannot change who we are. But with every new choice we're given, we can change who we're going to be." The Outer Limits S04E04
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.11.2017 03:50 przez Jarek Bachanek.)
14.11.2017 03:49
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Szczery Offline
Yonkou
Pirat

*
Liczba postów: 4,940
Dołączył: 11.06.2010
Skąd: brać na to pieniądze?
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #6
RE: Polskie seriale (nie komedie)
Wspominałeś Glinę, to aż mi głupio, że nie wspomniałem...
Pitbull - to jest mój ulubiony serial kryminalny. Jedną z niewątpliwych zalet jest bardzo duża zgodność wydarzeń na ekranie z prawdziwymi sprawami, o czym mówił choćby słynny, niestety już nieżyjący Sławek Opala (pierwowzór postaci Despera). Co prawda trzeci sezon oglądało mi się ze spadkiem zainteresowania (tak jakby trochę tracił pazura), to jednak drugi był naprawdę dobry, a pierwszy - będący pięcioodcinkową, pełną wersją filmu kinowego z 2005 - najlepszy. Serial ukazujący mniej "telewizyjne" oblicze warszawskich policjantów, trudy ich życia i nieraz brutalne metody, z pomocą których muszą walczyć z jeszcze brutalniejszą przestępczością, a także kwestię "barykady" pomiędzy stroną "psów" i stroną "zbójów" i świadomości tego, jak na niej balansować aby jej nie przekraczać. Polecę każdemu, kto po prostu lubi policyjne klimaty.

Równocześnie bardzo proszę o nie łączenie tego serialu z tymi filmami kinowymi, które powstały niedawno. Nie, to całkiem inna rozmowa Tongue

[Obrazek: zbojcerzemaszeruja_kopia3.jpg]

14.11.2017 14:36
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Jarek Bachanek Offline
Wilk Morski
Pirat

*
Liczba postów: 107
Dołączył: 07.07.2009
Skąd: Bronowice/Puławy
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #7
RE: Polskie seriale (nie komedie)
Pitbulla kocham i podpisuję się pod tym co napisałeś. Nie pisałem o nim bo gadaliśmy raczej o nowszych produkcjach. Glina stoi u mnie jednak wyżej za świetną rolę Radziwiłowicza, Stuhra i innych, za fabułę, dialogi, inteligentny sposób prowadzenia akcji, gdzie nie robi się z widza idioty. No i to jest trochę inny obraz policji od tej z Pitbulla. W "Glinie" jest bardziej położony nacisk jak taka praca wpływa na człowieka. I każda sprawa, to nie tylko zagadka, ale też komentarz reżysera w stronę widza zmuszający go do zastanowienia i refleksji. Pamiętam np. taki odcinek o morderstwie w społeczności cygańskiej, który skłonił mnie do zakwestionowania własnych poglądów. Szkoda, że serial nie doczekał się zakończenia. Podobno autor scenariusza napisał 3 sezon i całkiem niedawno była szansa jego realizacji, gdy TVP ogłosiło konkurs na nowe seriale. Niestety go nie wybrali nad czym bardzo ubolewam. Ale mimo tego serial jest zdecydowanie warty obejrzenia. Dla mnie to król polskich seriali kryminalnych.

A skoro mówimy o Glinie warto wspomnieć jego twórcę Władysława Pasikowskiego. Dla mnie człowiek to legenda i jednocześnie najlepszy reżyser/scenarzysta w naszym kraju. Autor takich filmów jak "Kroll", "Psy", "Psy 2: Ostatnia Krew", "Demony wojny wg. Goi", "Operacja Samum" i właśnie "Glina", a ostatnio głośniego "Pokłosia", i "Jacka Stronga" ze świetną rolą Marcin Dorocińskiego. Facet genialnie czuje widza, jego dialogi są już legendarne ("Bo to zła kobieta była", "więc nie mów mi k... o zabijaniu", "A kto umarł ten nie żyje" itp). To jest jedyny w Polsce reżyser który sprawnie łączy kino rozrywkowe z kinem ambitnym. A ile scenariuszy do polskich filmów poprawiał, choć jego nazwisko nie pojawiło się w czołówce, to nie sposób zliczyć. Śmiało można przyjąć że jeśli jakiś film w Polsce się udał w ciągu ostatnich 20 lat to znaczy, że Pasikowski musiał przyłożyć rękę do jego scenariusza. Facet rusza tematy bardzo niewygodne (UB w "Psach", stosunki polsko-żydowskie w "Pokłosiu"), przez co nie kręci tyle ile by chciał. Wielokrotnie mówił że jego filmy osiągnęły sukces wbrew środowisku filmowemu, które ciągle rzucało mu kłody pod nogi i nie dawało kasy na realizacje. Jego nazwisko to znak jakości, zapowiadający dobre kino przy którym człowiek ma mega frajdę i jednocześnie ma nad czym myśleć po zakończeniu seansu. Takich ludzi jest w Polsce bardzo niewielu. Ale to temat na całkiem inną dyskusję, choć jeśli chcecie mogę wam napisać obszerny tekst o tym co jest nie tak z polskimi filmami i co trzeba zrobić by to zmienić. Jako wierny widz polskiej kinematografii mam swoją teorię na ten temat, ale nie chciałbym offować bo tu gadamy o serialach.

Co ciekawe Pasikowski kręci teraz kolejnego Pitbulla ze starą obsadą, czyli Marcinem Dorocińskim (Despero), Krzysztofem Stroińskim (Metyl) i Rafałem Mohrem (Nielat) i jeśli ktokolwiek może coś jeszcze z tej serii wycisnąć to tylko on.

A skoro już zeszliśmy na starsze produkcje to warto wspomnieć takie klasyki jak "Ekstradycja", "Sfora" i trylogia "Oficer", gdzie Czarek Pazura pokazał że jest genialnym aktorem dramatycznym. Z innej beczki warto wrzucić nieodżałowany serial z gatunku political fiction Agnieszki Holland "Ekipa". Ja samej Holland nie cierpię jako człowieka, ale szanuję jako filmowca.

"If knowledge is power and power corrupts... how will human kind ever survive?" The Outer Limits S04E16

"If our lives are indeed the sum total of the choices we've made, then we cannot change who we are. But with every new choice we're given, we can change who we're going to be." The Outer Limits S04E04
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.11.2017 17:10 przez Jarek Bachanek.)
14.11.2017 17:06
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Komimasa Offline
Ślimaczek
Admirał Floty

*
Liczba postów: 5,730
Dołączył: 26.03.2009
Skąd: Poznań/ Bełchatów
Poziom ostrzeżeń: 5%
Post: #8
RE: Polskie seriale (nie komedie)
Cytat:Ale to temat na całkiem inną dyskusję, choć jeśli chcecie mogę wam napisać obszerny tekst o tym co jest nie tak z polskimi filmami i co trzeba zrobić by to zmienić. Jako wierny widz polskiej kinematografii mam swoją teorię na ten temat, ale nie chciałbym offować bo tu gadamy o serialach.

Co prawda mógłbym zmienić nazwę tematu, ale myślę, że już sam temat serialów, zwłaszcza przy tylu dobrych produkcjach ma naprawdę dużo do powiedzenia i chyba nie ma co aż tak uogólniać. Na razie jednak możemy spokojnie pisać o polskim kinie. Jeżeli temat się przyjmie, to się go wydzieli, a jeżeli nie, zmienię nazwę tematu na Polskie Kino i też po problemie. Możesz również oczywiście założyć o tym osobny temat, ale szczerze mówiąc nie wiem, czy znajdzie się aż tyle rozmówców, by udźwignąć te dwa tematy. A szkoda, bo jest zdecydowanie i o czym mówić i nad czym piać z zachwytu. Choćby wspomniany Jack Strong, genialna posta Kuklińskiego, świetna rola, bardzo dobry film.

Cytat:Co ciekawe Pasikowski kręci teraz kolejnego Pitbulla ze starą obsadą, czyli Marcinem Dorocińskim (Despero), Krzysztofem Stroińskim (Metyl) i Rafałem Mohrem (Nielat) i jeśli ktokolwiek może coś jeszcze z tej serii wycisnąć to tylko on.

To rzeczywiście ciekawe. Daje to nadzieje na powrót prawdziwego Pitbulla, a nie takiego wulgarnego bez krzty klimatu obrazu. Z tych nowych podobał mi się tylko pierwszy Pitbull, może dzięki temu, że grał w nim Linda. Oczywiście nie jest to ten sam mroczny klimat z serialu, ale wciąż było to jak dla mnie niezłe kino.

Niebieski fryz mamy i razem się trzymamy!
[Obrazek: tXwp6nO.png]


(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.11.2017 17:22 przez Komimasa.)
14.11.2017 17:20
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Jarek Bachanek Offline
Wilk Morski
Pirat

*
Liczba postów: 107
Dołączył: 07.07.2009
Skąd: Bronowice/Puławy
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #9
RE: Polskie seriale (nie komedie)
Uwaga to będzie baaardzo długi post Big Grin

Zgodnie z obietnicą postanowiłem podzielić się z wami moją opinią na temat polskiego kina i telewizji. Jestem jego fanem od małego. W latach 90-tych, gdy spora większość Polaków zachwycała się amerykańskimi filmami typu Terminator, Rambo, czy francuski Leon Zawodowiec, a w telewizji leciały produkcje z Brucem Lee, Stevenem Seagalem i Jean Claude Van Damme’em, ja oglądałem namiętnie „Psy”, Kilera”, „Seksmisje”, „13 posterunek”, „Miodowe lata” i inne podobne tytuły. Jakoś tak czułem się bardziej swojsko i będąc dzieciakiem więcej rozumiałem z polskich produkcji niż tych z zagranicy. Potem, gdy zainteresowałem się tematem już na poważnie i masowo oglądałem wszystko, co było uznawane za dobre, wciąż śledziłem polskie tytuły. I tak zostało do dzisiaj.

Zanim przejdę do moich przemyśleń odnośnie tego, co się dzieje z polskim kinem, muszę się cofnąć wstecz by wyjaśnić kontekst tego, czemu dziś polskie kino jest, jakie jest. Niektórzy wiedzą, że historia to moje hobby. Dlatego gdy zainteresowałem się kinem, to logicznym krokiem było, że będę chciał poznać historie filmu, w tym także polskiego. Nie oglądałem polskich produkcji przedwojennych, bo to nie moja bajka po za tym trącą one myszką, ale czytałem, że w tamtym czasie nie mieliśmy powodów do wstydu. Kręciliśmy produkcje na ówczesnym światowym poziomie. Powstawało sporo melodramatów, ale tez sporo bardzo dobrych komedii. Ogólnie filmy miały w sobie sporo optymizmu, bo były traktowane głównie, jako rozrywka. Dla nakreślenia rozmachu, jakim wtedy dysponowała polska kinematografia przytoczę przykład przedwojennej gwiazdy Eugeniusza Bodo, który kręcił jeden ze swoich filmów na dwóch kontynentach, z międzynarodową obsadą. To były pierwowzory dzisiejszych superprodukcji. Dziś nakręcenie podobnej produkcji na naszym rynku, wydaje się nie do pomyślenia (choć są na to szanse)

Wojna zmieniła sytuacje. Wielu polskich fachowców pochodzenia żydowskiego emigrowało do Stanów, gdzie pomogli stworzyć podwaliny dzisiejszego Hollywood. A w kraju pojawili się radzieccy reżyserzy i nowe pokolenie filmowców, którzy potem stworzyli słynną Polską Szkołę Filmową. Polska zamknęła się na wpływy zachodnie i zaczęły powstawać propagandówki, dramaty, obyczajówki, produkcje historyczne. Wraz z wojną uleciał gdzieś ten optymizm. Polskie społeczeństwo nie miało zresztą wielu powodów do radości i kino to odzwierciedlało. Zaczęło się liczyć kino z przekazem i morałem. Przykładano wielką wagę do aktorstwa, realizacji i panowało ogólne przekonanie, że film to jest wielka sztuka. Gdy Stanisław Bareja kręcił swoje komedie obnażające absurdy PRL’u mające bawić i zapewniać rozrywkę, to środowisko go wyśmiewało, że to jest niskie kino dla motłochu. Czas pokazał, że te filmy przetrwały w świadomości ludzi w przeciwieństwie do wielu produkcji ludzi, którzy go wówczas krytykowali.

Żeby nie było, że tylko krytykuję. Gdy zainteresowałem się kinem PRL’u zauważyłem, że miało ono o wiele wyższy poziom niż wiele dzisiejszych produkcji. Kładziono nacisk na dobra dykcję i bar1) głosu, dzięki czemu dialogi w filmach sprzed 50-lat są doskonale słyszalne. Dźwiękowcy robili też dobrą robotę. Wrócę do tego w dalszej części postu. Aktorzy mieli wykształcenie teatralne i ogólnie grali świetnie, bo był nacisk na to, żeby dobrze grać. Powstawało też wiele różnorodnych seriali. To nie tylko „Janosik”, „Czterej Pancerni i pies” czy „Stawka większa niż życie”. Mieliśmy masę produkcji familijnych, które obecnie odkrywam dzięki TVP Kulturze. Dziś ten gatunek jest u nas w zasadzie martwy. Powstawały sagi historyczne opowiadające o losach wielu pokoleń na przestrzeni 50-100 lat. Serial „Dom” kręcony z przerwami przez 25 lat opowiadający o powojennych losach pewnej warszawskiej rodziny, ‘Blisko coraz bliżej” saga o śląskiej rodzinie rozgrywająca się w czasach 1870-1945, „Najdłuższa wojna nowoczesnej Europy”, rozgrywająca się w zaborach pomiędzy 1815 a 1918 rokiem, „Twarze i maski pokazująca losy polskiego Teatru w Latach 1973-2000 itd. Kręcono prawdziwe super produkcje pokroju „Krzyżaków, „Potopu” czy Faraona”. Ten pierwszy się zestarzał, ale pozostałe dwa nadal robią wrażenie, szczególnie „Faraon”, który jest prawdziwą superprodukcją, w której bije rozmach z każdego ujęcia. Zastanawiałem się od dawna jak to jest możliwe, że w tamtych okresie gdzie narzekano na wiele rzeczy w tym biedę mogły powstawać tak dobre filmy, w żaden sposób nieustępujące ówczesnym produkcjom zza oceanu. Podobno partia przeznaczała ogromne środki na produkcje filmów chcąc pokazać, że jest równie dobra lub nawet lepsza w ich tworzeniu niż zgniły Zachód. W takim Potopie brało udział większość polskiego wojska. To był wtedy wysyłek państwowy. Juliusz Machulski mówił wielokrotnie, że kiedyś wszystko było tańsze i łatwiejsze do wykonania, przez co filmy kręciło się łatwiej, narzekał, że dzisiejszy model produkcyjny to koszmar i ogromnie ciężko dziś nakręcić film. Wielu filmowców twierdzi też, że komunistyczna cenzura wymuszała na nich większą kreatywność i subtelność w kręceniu scen, tak by widz załapał, co reżyser chce przekazać a cenzura nie, co przekładało się na lepszą jakość wielu filmów i seriali z tamtych czasów.

Upadek komunizmu sprawił, że filmowcy w latach 90-tych zachłysnęli się brakiem cenzury. Wysyp zachodnich produkcji, spowodował nowe inspiracje. Panował lekki chaos, jeszcze nie było wtedy Internetu, więc reżyserzy mogli realizować nawet najbardziej szalone pomysły. Dziś taki film jak „Sara” nie mógłby powstać, bo nie dostał by kasy, albo został zbojkotowany za propagowanie pedofili. Ja często do niego wracam i uważam, że to świetna mieszanka kina sensacyjnego, romansu i dramatu. A twardziel Linda jest zawsze na propsie. Równocześnie dalej powstawały dramaty, adaptacje sztuk i książek kręc0one po dawnemu. Lata 2000-2012 to okres stagnacji i upadku kina, które nie potrafiło zaoferować widzowi niczego ciekawego ponad właśnie tego typu produkcje. Równocześnie głownie dzięki TVP gatunek serialu kryminalnego przeżywał rozkwit. Po sukcesie „Ekstradycji” w latach 90-tych szybko zaczęły powstawać podobne produkcje: „Glina”, Sfora”, „Oficer”. Ogromną popularność, (która ostatecznie przyczyniła się do jego upadku) uzyskał też serial historyczny o czterech cichociemnych „Czas Honoru”

To tyle tytułem bardzo długiego wstępu. Przechodząc do czasów bardziej współczesnych, w ciągu ostatnich kilku lat sytuacja zaczęła się zmieniać na lepsze, Zaczęło powstawać coraz więcej dobrych filmów, pojawiło się kino gatunkowe, więcej koprodukcji tworzonych do spółki z zagranicznymi inwestorami i międzynarodowymi obsadami, znowu zaczęły powstawać dobre seriale na poziomie (rewelacyjnie oceniana „Wataha”, „Belfer” i inne). Ale widać, że polscy twórcy są jeszcze nieporadni w tych swoich próbach. „Demon” to promowany, jako pierwszy od dawna polski horror okazał się być bardziej dramatem psychologicznym niż horrorem, „Na granicy” z Marcinem Dorocińskim średnio sprawdza się w konwencji dreszczowca a obsypane nagrodami „Córki Dansingu”, choć mają klimat to jednak fabularnie niczym się nie wyróżniają i za dużo tam tzw. "sztuki" a za mało treści. Jest tego więcej, ale wiecie, o co mi chodzi.

Skoro mówimy o nagrodach, od dwóch lat śledzę Festiwal w Gdyni a także inne pomniejsze imprezy. I to, co mnie uderza to fakt, że nagrody przyznają krytycy i ludzie ze środowiska. Ponadto 80% wystawionych filmów nie ma jeszcze premiery kinowej. To jest dla mnie absurd. To myli widza, bo tworzy złudzenie, że skoro film dostał nagrodę to musi być dobry, a to nie zawsze jest prawdą. Dzięki Canal+ mam okazję oglądać te produkcje jakiś rok po premierze i wiele z tych filmów to pseudointelektualne artystyczne szroty, w których nic (lub niewiele) się dzieje. Dużo jest też takich z pomysłem i dobrym początkiem, gdzie mniej więcej w połowie film zaczyna się sypać, bo twórca nie wie jak dalej poprowadzić fabułę i kończy się w stylu "a teraz widzu domyśl się, co dalej". I człowiek się zastanawia, o co biega i co właśnie obejrzał. Walę takie kino… To jest dokładnie ten typ kina, które kręcono w PRL’u. Nie twierdzę, że artystyczny film musi być zły, ale przeciętny Kowalski nie tego oczekuje, gdy chce iść do kina na polski film. Świetna obsada, nie zaklei mielizn fabularnych a zbliżenia na twarz i długie ujęcia, sprawiają, że widz zamiast czerpać przyjemność z seansu, zasypia w fotelu. To jest duży problem naszego kina. Oczywiście trafiają się też dobre produkcje, ale stanowią one mniejszość. Problemem jest też to, że filmy festiwalowe często nie trafiają do szerszej dystrybucji i w konsekwencji na siebie nie zarabiają

Ciekawym przykładem jest niedawno wypuszczony „Botoks” Patryka Vegi. Film został zjechany przez krytyków i część widowni, jako żenujący, zły i szkodliwy dla Służby Zdrowia, o której opowiada, co nie przeszkodziło mu zarobić mnóstwa kasy i stać się hitem w naszym kraju. 2 miliony widzów w 24 dni i drugie miejsce na liście najlepszych otwarć polskich filmów od 1989 roku, mówią same za siebie. Do tego podobnie jak poprzednie filmy, ten też jest grany za granicą i cieszy się tam spory wzięciem. Filmu jeszcze nie widziałem, planuje go obejrzeć, gdy HBO zdecyduje się go wyemitować, co powinno nastąpić za parę miesięcy. Nie mogę, więc wypowiedzieć się o jego, jakości, bardzo możliwe, że jest złym filmem, (o czym się przekonam, gdy go w końcu obejrzę), ale przynajmniej wzbudza emocje i się o nim mówi. Czego nie można powiedzieć o innych polskich filmach, które wyszły w tym roku. Cytując klasyka "Nie jest ważne, co mówią, ważne, żeby mówili".

Ten film to ważna lekcja dla polskich filmowców. Bo polskie kino powinno zarabiać, bo zarobek oznacza jeszcze więcej, potencjalnie lepszych, filmów i rozwój przemysłu filmowego. To prosta prawda, którą Amerykanie zrozumieli już dekady temu. Jasne mają swój Sundance Festival gdzie promuje się niezależne i artystyczne kino, ale nie ono króluje w kinach. Zupełnie odwrotnie niż u nas, gdzie "Polskie Oskary" (tak niektórzy nazywają festiwal w Gdyni) zdobywają filmy, których 99% widowni nie widziało i najprawdopodobniej nie będzie chciała zobaczyć. A jeśli zobaczy to uśnie z nudów.

Kolejnym problemem w naszych filmach jest dźwięk. Każdy kto oglądał choćby kilka filmów, wie jak jest. Aktorzy albo mówią za cicho, albo coś bełkoczą, a muzyka i reszta efektów jest znacznie głośniejsza, często je zagłuszając. Dlatego podgłoszenie nic nie daje, bo dialogi są głośniejsze, ale cała reszta także. Canal+ i HBO udostępniają napisy, w tym także do polskich produkcji, więc sobie radzę. Gorzej jednak, gdy oglądam online, lub na innym kanale. Wspomniałem wcześniej, że w PRL’u to nie stanowiło problemu. To niestety prawda. Tam dialogi są wyraźne, wszystko dobrze słychać i dźwięk jest znormalizowany (czyli wszystko ma taką samą głośność). A mówimy o filmach sprzed 50-30 lat. Technologia poszła do przodu, więc czemu jest gorzej, zamiast lepiej ? Przede wszystkim często się rezygnuje z tzw. Post synchronów, czyli ponownego nagrania dialogów w studiu dźwiękowym. Kiedyś była to konieczność, bo mikrofony na planie były kiepskie i często czegoś nie dograły lub wychwyciły. Teraz wciąż się je stosuje, ale do dodatkowy koszt i wysiłek dla ekipy, więc często się z nich rezygnuje. A potem my musimy się męczyć. Kolejnym problemem są sami aktorzy i ich braki w wykształceniu. Kiedyś był ogromny nacisk na dykcję i wymowę z tego względu, że 90% aktorów grała w teatrze, a tam wszyscy musieli być dobrze słyszalni. Dziś wielu aktorów zaczyna karierę przez przypadek, część w ogólnie ma aktorskiego wykształcenia, albo nie pracuje nad swoim głosem. Widać to szczególnie w scenach, gdy obok siebie stoją weteran (np. Piotr Fronczewski, Andrzej Seweryn, Wojciech Pszoniak itp.) i jakiś młodszy aktor. Różnica w aktorstwie i w sposobie mówienia jest zauważalna od razu. Pamiętacie Ilonę Ostrowską, która grała Lucy w „Ranczu” ? Była idealna do roli, bo (chyba) ma wadę wymowy. Obejrzyjcie jakiś film z nią to przekonacie się, o czym mówię. Albo taka Roma Gąsiorowska. Lubię ją i dziewczyna umie grać, ale gadać to ona nie potrafi. Sprawdźcie klipy z nią na Youtube.

Skoro poruszyłem temat aktorów to warto wspomnieć o tym, że środowisko jest bardzo hermetyczne. Ciągle te same nazwiska w filmach biorą się z tego, że reżyserzy mają ekipą swoich aktorów, których lubią obsadzać. Dlatego tak ciężko się przebić i starsi aktorzy często nie grają w filmach (chyba, że są legendami jak np. Janusz Gajos). W Anglii ludzie grają nawet mając 80+ lat a u nas ? Nikt nie pisze fabuł o staruszkach bojąc się, że nikt na to nie pójdzie. Ponadto uczelnie masowo wypuszczają młodych ludzi z uczelni. Czytałem gdzieś, że dawniej każdą polską uczelnie aktorską kończyło 60 osób rocznie, teraz kończy ją 300. Jakość tych uczelni też bywa różna i potem oglądamy takiego gościa, co słabo gra i/lub bełkocze zamiast mówić. Wzajemna rywalizacja i zawiść bywa przeszkodą w karierze. Ile to już widziałem aktorów, którzy zagrali w jednym czy dwóch filmach, złapali trochę popularności i znikli gdzieś w teatrach, bo przestawali dostawać propozycje filmowo-serialowe. Czarek Pazura opowiadał na swoim kanale, jak po paru sukcesach w komediach telefon mu zamilkł. Trafnie stwierdził, że gdy tylko ktoś osiągnie ogromny sukces w środowisku filmowym to zaraz producenci myślą sobie „Taki jesteś kozak ? No to my ci pokażemy, że wcale nie jesteś tak dobry, jak ci się wydaje”. Facet był królem polskiej komedii w latach 90-tych a teraz prawie go nie widać w filmach. Może to tylko wynurzenia starego aktora, ale coś w tym jest. Pamięta ktoś słynną modlitwę Polaka z „Dnia świra” ?

Polacy muszą też zacząć kręcić pozytywne filmy z optymistycznym przesłaniem, także te historyczne. Przez ostatnie 200 lat nie mieliśmy zbyt wiele zwycięstw ale coś by się znalazło. Mam dość oglądania kolejnego dramatu o II Wojnie Światowej i Powstaniu Warszawskim. Rzygam tym, że kręcimy tak wiele dramatów które może są i dobre, ale powodują, że mam się ochotę pochlastać po ich obejrzeniu. Ile można oglądać same tragedie i śmierci ? Z drugiej strony kręcimy też sporo głupkowatych i żenujących komedii, z bohaterami żyjącymi w jakiejś alternatywnej rzeczywistości (TVN przoduje w takich filmach i serialach). Czyli popadamy ze skrajności w skrajność, bo niewielu reżyserów potrafi znaleźć dobry balans między komizmem a tragedią. Sam fakt, że łatwiej znaleźć w naszym kinie jakiś przejmujący dramat niż dobrą polską komedię (której jeszcze się nie widziało) mówi wiele o stanie polskiego kina. Na szczęście zaczyna się to powoli zmieniać. Na przykład taki film „Bogowie” o Zbigniewie Relidze. Świetnie zagrany (oskarowa rola Tomasza Kota), świetnie napisany i nakręcony. Widz dobrze się bawi, dowiaduje się czegoś nowego, zastanowi się nad pewnymi kwestiami, wzruszy się nad historią a pod koniec seansu czuje dumę, że ktoś taki żył w naszym kraju. Więcej takich filmów poproszę

Podsumowując, jest bardzo dobrze, ale mamy jeszcze dużo do poprawy.

P.S. Szacun dla tych, którzy dotrwali do końca tego postu xD

"If knowledge is power and power corrupts... how will human kind ever survive?" The Outer Limits S04E16

"If our lives are indeed the sum total of the choices we've made, then we cannot change who we are. But with every new choice we're given, we can change who we're going to be." The Outer Limits S04E04
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.11.2017 01:05 przez Jarek Bachanek.)
19.11.2017 01:04
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Komimasa Offline
Ślimaczek
Admirał Floty

*
Liczba postów: 5,730
Dołączył: 26.03.2009
Skąd: Poznań/ Bełchatów
Poziom ostrzeżeń: 5%
Post: #10
RE: Polskie seriale (nie komedie)
Przede wszystkim chciałbym Ci podziękować za trud włożony w napisanie takiego posta. Mało się komu chce tak pisać, ostatnim razem tak pozytywnie zaskoczyła mnie Filemon opisując jedną grę multiplayer.

Bardzo ciekawy post i spostrzeżenia. Prawda, że historia miała tutaj duży wpływ, bo definiowała trochę gatunek. Tutaj jednak wydawało mi się, że właśnie powstawały komedie, jak te Bareji, żeby właśnie uciec od tego smutku, przygnębienia. Na takiej same zasadzie nurt planszówek w Niemczech opierał się na ekonomii, nie wojnie, której Europa miała dość.

Tez prawda, że za dużo jest tych dramatów i takich historycznych filmów. Pokłosie, Wołyń, jak dobre by nie były, cierpią na to, że traktują o historii, co jest tematem mocno przemaglowanym. Mnie osobiście to zniechęca do podejścia do obu tych tytułów, szukam czegoś innego.

Smutne jest tez to, co mówisz o aktorach, że czołowi gracze nagle przestają dostawać role, jakby było w tym coś złego. Z drugiej strony cierpimy na to, że jak ktoś jest "na topie" to zaraz wszyscy go chcą, bo film reklamuje się między innymi plejadą aktorów. Dochodzi do tego, że ta sama grupa aktorów powtarza się w różnych produkcjach bo raz, że ludzie chcą oglądać danego aktora, a to się wiąże z potencjalnymi zyskami (wystarczy, że film jest sygnowany nazwiskiem Linda i dobrze wiemy, jak to działa) a dwa, nagle ten sam aktor pojawia się wszędzie. Tak było z Karolakiem, tak dzieje się z Fabijańskim, czy było z Damiańskim, którego mogliśmy lawinowo zobaczyć czyli Czas Honoru, Pakt, Belfer, Wataha.
Nic do obu aktorów nie mam, lubię ich, są naprawdę dobrzy, zwłaszcza Damięcki, tak no trochę dziwnie się tak ogląda różne seriale i widzi w kółko te same twarze.

Choć też masz ciekawe spostrzeżenia co do Botoksu, to dla mnie wchodzi tu trochę w ten temat: http://forum.onepiecenakama.pl/watek-gus...ight=gusta

Generalnie Ty uważasz, że to źle iż na festiwalu w Gdyni, to krytycy i środowiskowo filmowe przyznaje nagrody, ja nie do końca się z tym zgadzam. Owszem pseudointelektualne filmy bywają zmora, ale wolę jak oceniają filmy ludzie, którzy mają wyrobiony gust estetyczny, niż byle facet z osiedla, który za wytwór sztuki będzie uważał nie wiem Testosteron (gdzie przecież na tle innych komedii nie jest taki zły). Tutaj wręcz aż można zacytować z Rancza polonistę, który mówi o guście parobka. Wolę jak ludzie, którzy się na tym znają oceniają, niż ludzie tak przyzwyczajeni do telenowel w TV, że głębszy obraz odbierają jako pseudointeligentny czy wręcz nudny. A osiągnięcie Botoksu jest niemalże na pewno dowodem na to, że gust parobka ma się bardzo dobrze. Botoks to rozrywka dla mas, tak mówi większość niezbyt przychylnych opinii i coś w tym musi być, przez co aż nie mam ochoty na konfrontację z tym filmem. Zwłaszcza po zobaczeniu trailera, dialogi są naprawdę niezłym dnem. Spójrzmy choćby na ten jakże wydaje mi się brutalnie prawdziwy komentarz:
"4-rominutowy zlepek losowych scen, które jedyne co o tym filmie mówią, to to, że aktorsko film jest bliski telewizyjnym produkcjom w rodzaju Rolnik szuka żony. Już więcej emocji potrafi wydusić z siebie zmarnowany żul pod sklepem rano, prosząc o 2zł na piwo, niż ci ludzie, którzy z jakichś powodów ośmielają siebie nazywać aktorami.".
I nie obchodzi mnie box office, bo aktualnie każdego stać na to, by pójść do kina i to, że było dużo widzów wcale nie musi o filmie dobrze świadczyć. I to też pokazuje coś złego, że za wiele to dzisiejszy widz kinowy, czyli przeciętny Polak, no nie wymaga. Świetnym przykładem jest zwłaszcza drugi nowy Pitbull, którego widziałem, więc mogę do woli krytykować. Ten pierwszy jeszcze mi się nawet podobał, (choć ślepy by zauważył spadek formy estetycznej względem serialu sprzed lat), ale ten drugi? Po prostu gołym okiem widać, że ten Pitbul jest stworzony dla mas, nie wspina się delikatnie mówiąc na wyżyny i jest wyraźnie gorszy. I sorry, ale niskich lotów produkcji to nasz rynek ostatnio zaliczył sporo i naprawdę więcej tego badziewia mi nie trzeba.
Tutaj też się rzecz rozbija o przeznaczenie filmu. Bo wiadomo, założenie takiej np.Planety Singli, głębokie nie jest i nie będzie. To ma być rozrywka, co nie jest jakimś odkryciem, ale to wcale nie znaczy, że żarty mają się opierać na seksie, sraniu i naćpaniu się. I za to np. lubię właśnie ten film, bo jest komedią, ale że tak powiem na poziomie. Niektórzy i tak się pewnie ze mną nie zgodzą i powiedzą, że ma on miejscami żenujące poczucie humoru (choć ja dość mocno na to wyczulony tego jakoś nie uświadczyłem) no ale to miejscami, a nie że po prostu rozrywka dla filmowych Kiepskich.
Podobnym przykładem jest Ranczo czy Kiepscy (zwłaszcza te nowsze sezony). Niby obu tych produkcji cel jest prosty - rozrywka, tylko w tej drugiej no jest to żenujące. Tak jakby ktoś mi wmawiał, że mam się śmiać, jak ktoś robi z siebie debila, jakby to było śmieszne.


I obok morza tego gówna, gdzie czasem można znaleźć jakiś skarb jak choćby wspomniani Bogowie, mamy seriale dla widzów o nieco bardziej wysublimowanych gustach. W każdym razie chodzi o to, że czy to NC + czy HBO są to stacje płatne, nie wszyscy to mają, jest to forma pewnego "ekskluzywnego dobra", jeśli mogę tak powiedzieć. Nie dziwi więc, że ich produkcje no wyróżnia jakość. Bo mają zachęcić ludzi do większego wydatku, powiedzmy zainwestowania w kulturę, to coś muszą sobą prezentować. Do tego dochodzi ogólny bum na seriale zachodnie, które nie ustępują filmom pełnometrażowym, a są nawet lepsze. O tym też mówił młody Stuhr, że jeszcze nie tak dawno nie sądzono, że serial może tak wyglądać. Że to może być film w odcinkach.

I choć mam też dość tematyki historycznej przewijającej się w polskiej kinematografii, tak już jest, że historie prawdziwe, oparte na faktach, no siłą rzeczy są dobre, a co jak co, ale nasz naród ma o czym opowiadać, bo sporo przeżył. Wolałbym jakby nasze kino inaczej wyglądało, no ale cóż i tak jest coraz lepiej.

Niebieski fryz mamy i razem się trzymamy!
[Obrazek: tXwp6nO.png]


(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.11.2017 04:42 przez Komimasa.)
19.11.2017 04:28
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Odpowiedz 




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Wymiana
One Piece Vampirciowo Fairy Tail Valid XHTML 1.0 Transitional Poprawny CSS!

Kontakt | One Piece Nakama | Wróć do góry | Wróć do forów | Wersja Mobilna | RSS | Mapa Nakama