Aktualny czas: 19.11.2019, 06:38 Witaj! (LogowanieRejestracja)

Wróciliśmy do mangi, a na stronie pojawił się "już" 958 rozdział!
Odpowiedz 
Sędzia Jan Maria Weganowski, odcinek 1: Dwie róże krwi.
Autor Wiadomość
Imithe Offline
Feniks^
Pirat

*
Liczba postów: 1,035
Dołączył: 23.12.2009
Skąd: pajęczyny myśli
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #171
RE: Sędzia Jan Maria Weganowski, odcinek 1: Dwie róże krwi.
No cóż sędzia nie mogła zbyt wiele spodziewać się po Alicji. Nawet nie liczyła w zasadzie na to, że ta wyrazi się chociażby z dezaprobatą wobec zeznań kolegi jej męża. W końcu dowiedziała się czegoś. Ale nim zdążyła uformować pytania w głowie odezwał się on.
Sędzia miała wielką ochotę znów wezwać miłych panów, którzy usunęli by kłopot z sali. Ale Komis wydawał się natchniony jakąś pozaziemską siłą i obiecała sobie mu nie przeszkadzać, nawet jak to będzie dziwnie wyglądać.

Panie - tu odchrząknęła - Komis... Wspomina pan o tym, że pytaną panią Gotańską o to co wie w sprawie, a mówiła ile wie o swoim mężu. Lecz z zapisów zeznań wynika jasno, że pani Alicja odpowiedziała na pytanie mówiąc o sytuacji, więc nie wiem skąd tak daleko idące wnioski - Spojrzała jeszcze raz na panią Alicję, potem na Komisa i zrozumiała do jak głupiej sytuacji doprowadziła. Matko jedyna co za cyrk, to wygląda tak jakby ten gangster był faktycznie mecenasem^ Sąd też coś musi dać od siebie. Pomęczę ją troszkę^

Pani Alicjo proszę odpowiedzieć na pytanie zadane przez pana Komisa. Czy rzeczywiście oskarżony biegał po sali jak to pani opisuje? Sąd chciałby też znać szczegóły okoliczności, gdy opuściła pani męża. Co się stało, gdy już pani wróciła? Gdzie znalazła pani męża? Wróciła pani po marynarkę. W jakim stanie była owa marynarka? Proszę powiedzieć, czy widziała pani później gdy wróciła pani do męża nóż z jego kolekcji? Sąd rozumie, że to dość szczegółowe pytania, ale proszę spróbować sobie przypomnieć. Czy widziała pani, by mąż miał gdzieś rany po skaleczeniach?

"Niewiedza to błogosławieństwo."
"W życiu nie można mieć wszystkiego, ale trzeba się umieć cieszyć, z tego co się ma."
"Ponura prawda dopada mnie zawsze, kiedy daje się zwieść złudnej nadziei"
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.02.2014 00:20 przez Imithe.)
14.02.2014 00:20
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Komimasa Offline
Ślimaczek
Admirał Floty

*
Liczba postów: 5,970
Dołączył: 26.03.2009
Skąd: Poznań/ Bełchatów
Poziom ostrzeżeń: 5%
Post: #172
RE: Sędzia Jan Maria Weganowski, odcinek 1: Dwie róże krwi.
I się zmęczeniem i nerwami nie wykręcać - dodał swoje po gówno warte grosze Komis - Zresztą za składanie fałszywych zeznań grozi odpowiedzialność karna, nawet wiążąca się z pozbawieniem wolności, wiem bo kiblowałem jak kryłem kolegę. Nikt na tej sali chyba nie ma wątpliwości, że mijała się pani z prawdą w swojej wypowiedzi.

Niebieski fryz mamy i razem się trzymamy!
[Obrazek: tXwp6nO.png]


16.02.2014 19:31
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Imithe Offline
Feniks^
Pirat

*
Liczba postów: 1,035
Dołączył: 23.12.2009
Skąd: pajęczyny myśli
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #173
RE: Sędzia Jan Maria Weganowski, odcinek 1: Dwie róże krwi.
Te dodatkowe kilka pytań i atak ze strony Komimasy to było za wiele… Za wiele dla jej serca. Atak serca przyszedł nagle, jak kanar pojawia się w tramwaju. Sędzia szybko zarządziła przerwę i wezwano karetkę po żonę oskarżonego. Po kilkudziesięciu długich minutach zjawił się zespół ratunkowy zabierając ze sobą żonę oskarżonego. Był to wielki cios dla komisa, bowiem dopatrywał się w pani Alicji swojej szansy na karierę w sądownictwie ( co było niedorzecznością z uwagi na jego kryminalną przeszłość) reszta chciała końca tego procesu.
- No cóż. Wielka to szkoda, że los zabrał nam panią Alicję Gotańską – wypowiedziała te słowa głosem, jak gdyby wygłaszała mowę pogrzebową, choć nie można było odmówić jej pewnej dozy sztuczności.
- Wszyscy świadkowie zostali już przesłuchani. Zamykam przewód sądowy i udzielam głosu panu prokuratorowi.

W prokuratora Kreta nagle wstąpił duch, a może to były linki za które ktoś go pociągnął. Nagle wstał niczym marionetka i dodatkowo zaczął mówić! To był prawdziwy szok. Chyba sam duch sprawiedliwości postanowił przemówić, bo innego wyjaśnienia na to cudowne zdarzenie, nie było.
- Dziękuję wysoki sądzie. Wysoki sądzie w toku tej rozprawy nie zdarzyło się nic co by zmieniło moje zdanie o oskarżonym. W całości podtrzymuję akt oskarżenia. Jestem przekonany, że wszystkie dowody w tej sprawie wskazują na oskarżonego jako osobę, która popełniła tę zbrodnie. Oskarżony Tomasz Namolny przyniósł na wesele nóż ze swojej kolekcji, którego do końca się wypierał, by nim dokonać tej zbrodni.
Nie ulega wątpliwości, i ten właśnie dowód w postaci noża, świadczy w sposób jednoznaczny, że zbrodni tej dokonał z premedytacją. Podstępnie upił Szymona Yohosiewicza potem zamordował z zimną krwią Olafa Scurvyssona a następnie jego żonę, Dagmarę Scurvysson. W dodatku to jego marynarka ze śladami krwi zmarłych, została odnaleziona w jego mieszkaniu. Być może chciał się tylko zemścić na zmarłym Olafie, za to że odebrał mu ukochaną, a ją zabił w panice. Tego nie wiemy, ale nie tłumaczy to w żaden sposób tej zbrodni. Proszę by sąd uznał winę oskarżonego i wymierzył mu karę dożywotniego pozbawienia wolności.

Dziękuję panu prokuratorowi. Bardzo proszę obronę o zabranie głosu.

Przed Sabiną Tarkowską wydawać by się mogło stanęło trudne zadanie. Jednak ona była pewna niewinności swojego klienta, zwłaszcza po ostatnich wydarzeniach, których Kret zdawał się niedostrzegać. Wstała i zaczęła swoją mowę obronną.
- Dziękuję wysoki sądzie. Wysoki sądzie nie mogę zgodzić się z panem prokuratorem. Pan Namolny był na weselu, ale faktu posiadania noża nie potwierdził ani jego przyjaciel, ani żona. Widziała to tylko pałająca nienawiścią do niego pani Filemek. Drugi dowód, który według pana prokuratora świadczy przeciw Tomaszowi Namolnemu, to marynarka znaleziona w jego mieszkaniu. Lecz nikt nie pamięta tego co się z nią stało. W dodatku gdyby to właśnie Tomasz Namolny dokonał tego czynu, nie tylko ona byłaby w krwi, a nic więcej nie znaleziono w jego mieszkaniu, czemu wiec marynarkę tak? A co najważniejsze Tomasz Namolny kochał Dagmarę Zimnocieplną, nie chciał jej krzywdy. Ogarnął go żal i zaczął pić, ale doprowadził się do takiego stopnia, że nie mógł jak to zarzuca mu pan prokurator, umyślnie upić Szymona Yohosiewicza. Tak naprawdę nie wiemy, co się stało tamtej nocy. Pan Szymon, który mógłby nam udzielić bardzo ciekawych informacji nie jest w stanie sobie niczego przypomnieć.
W całej tej sprawie jest wiele wątpliwości. Część zeznań się nie pokrywa jak zauważył świadek Komis. A wszystkie wątpliwości powinny być rozpatrywane na korzyść oskarżonego zgodnie z zasadą in dubio pro reo. W związku z tym proszę sąd o uniewinnienie Tomasza Namolnego.

- Dziękuję. O co oskarżony prosi sąd?

"Niewiedza to błogosławieństwo."
"W życiu nie można mieć wszystkiego, ale trzeba się umieć cieszyć, z tego co się ma."
"Ponura prawda dopada mnie zawsze, kiedy daje się zwieść złudnej nadziei"
04.03.2014 22:01
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Nami Offline
Chrupkozaur
Redakcja Ohara

*
Liczba postów: 3,209
Dołączył: 09.03.2011
Skąd: Warszawa
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #174
RE: Sędzia Jan Maria Weganowski, odcinek 1: Dwie róże krwi.
- Proszę o uniewinnienie, gdyż to nie ja zabiłem. Miłość nakazuje mi dbać o bliskich, a nie wbijać im nóż w plecy, czy gdziekolwiek został on wbity. Zostałem wrobiony przez to, że ktoś chciał się zemścić, a ja jako jedyny stanowiłem najlepsze zastępstwo, kogoś, na kogo można zwalić całą winę, ponieważ najwięcej łączyło mnie z Dagmarą. Dlatego zwracam się z prośbą o wzięcie tego pod uwagę, tego, jak ja sam w tej chwili zostałem pokrzywdzony. Noszę żałobę i miano rzekomego mordercy, którym nie jestem i nigdy nie byłem. Dziękuję.

[Obrazek: 80Y7spE.jpg]
04.03.2014 22:07
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Imithe Offline
Feniks^
Pirat

*
Liczba postów: 1,035
Dołączył: 23.12.2009
Skąd: pajęczyny myśli
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #175
RE: Sędzia Jan Maria Weganowski, odcinek 1: Dwie róże krwi.
Dziękuję. Wyrok zostanie ogłoszony po naradzie

"Niewiedza to błogosławieństwo."
"W życiu nie można mieć wszystkiego, ale trzeba się umieć cieszyć, z tego co się ma."
"Ponura prawda dopada mnie zawsze, kiedy daje się zwieść złudnej nadziei"
05.03.2014 21:48
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Imithe Offline
Feniks^
Pirat

*
Liczba postów: 1,035
Dołączył: 23.12.2009
Skąd: pajęczyny myśli
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #176
RE: Sędzia Jan Maria Weganowski, odcinek 1: Dwie róże krwi.
Tymczasem na naradzie:
- według mnie to Yohosiewicz jest winny! Każdy może powiedzieć, że nic nie pamięta!
- Yohosiewicz, a dlaczego, skoro podobnie jak Namolny nie byłby w stanie muchy tknąć?
- To ta Gotańska. Tak jak mówił Namolny, pewnie przez zazdrość.
- I tak by udawała? Zresztą ją chyba i tak diabli zabiorą.
- To Komis! Nie rozumiecie? Pani sędzio, proszę to wziąć pod uwagę. Jakoś dowiedział się, że jego firma na tym zyska, a teraz zgrywa niewiniątko.
- No cóż –
odparła w końcu sędzia – przynajmniej w jednym jesteśmy zgodni. Namolny nie był w stanie tego zrobić.
- A może jednak? Dowody…
- odezwał się jakiś nikt po lewej.
- za dużo jest wątpliwości, na razie niech prokuratura zajmie się Gotańską, jak już dojdzie do siebie. Niech ustalą czemu kłamała – uciszył go drugi nikt z prawej.
- W porządku, dziękuję państwu za współpracę – zakończyła spór Iwanowicz. - Pora wydać wyrok.


Woźny mógł w końcu odetchnąć, jeszcze jeden raz, ostatni i na dziś koniec.
Proszę wstać, sąd idzie.

Wyrok w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej. Sąd rejonowy po rozpoznaniu sprawy Tomasza Namolnego uniewinnia go od zarzucanego mu czynu. Z uwagi na treść wyroku uchyla środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania. Proszę usiąść.

Panie Tomaszu, choć nieraz zachowywał się pan w sposób karygodny, sąd uwierzył w pana miłość do Dagmary Scurvysson. Kochał pan Dagmarę ponad wszystko i to, że został pan jeszcze postawiony w stan oskarżenia, musiało być dla pana trudnym przeżyciem. Sąd ma też wątpliwości że był pan w stanie dokonać tego morderstwa, ponieważ uznał zeznania pana Pakosińskiego i pani Jolanty Filemek za wiarygodne. Sąd nie widzi powodu, czemu oboje mieliby składać fałszywe zeznania.
– Przerwała, a następnie zwróciła się w stronę wspomnianych świadków.
- Panie Pakosiński, to między innymi dzięki pana zeznaniom, pana przyjaciel już dziś może wyjść na wolność. Ale jako przyjaciel powinien pan się zaopiekować panem Namolnym, kiedy nie był w stanie ustać na nogach. Zostawił go pan żonie pana Namolnego, a przecież to słaba kobieta. Skoro, jak pan mówi, „się bawiła”, to powinien pan wezwać taksówkę, jeżeli był pan pod wpływem alkoholu i przypilnować by przyjaciel powrócił do domu, być może wtedy nie zasiadałby dziś na ławie oskarżonych.
W tej sprawie jeszcze o jednej rzeczy trzeba wspomnieć. Pani Filemek, pozwoliła pani wsiąść swojej siostrze do dorożki, którą miał pokierować pijany człowiek. Panie Yohosiewicz, powiedział pan, że uprzejmi goście pana częstowali i nie mógł pan odmówić, ale proszę nie zapominać że był pan wtedy w pracy. Był pan kierowcą. To pan był odpowiedzialny za zmarłych. To od pana zależało czy bezpiecznie dotrą do hotelu. Gdyby nie dał się pan nakłonić do picia i spełniłby pan swój obowiązek, możliwe że nie doszłoby do tej tragedii. Mam nadzieję, że ta sprawa nauczy pana, że w takich sytuacjach należy nie ulegać pokusie, bo skutki mogą być katastrofalne.

Dziękuję. To wszystko w tej sprawie. Zamykam rozprawę.

"Niewiedza to błogosławieństwo."
"W życiu nie można mieć wszystkiego, ale trzeba się umieć cieszyć, z tego co się ma."
"Ponura prawda dopada mnie zawsze, kiedy daje się zwieść złudnej nadziei"
05.03.2014 23:55
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Szczery Offline
Yonkou
Pirat

*
Liczba postów: 5,152
Dołączył: 11.06.2010
Skąd: brać na to pieniądze?
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #177
RE: Sędzia Jan Maria Weganowski, odcinek 1: Dwie róże krwi.
Uwaga - poniższy tekst, wynikły z chęci fabularnego pociągnięcia sprawy niewykrytego mordercy, oraz po części z inspiracji serialem Pitbull, zawiera wulgaryzmy i sceny przemocy. Tak więc takie PG+16.

Takie tam, dla klimatu:
http://www.youtube.com/watch?v=FNh9NVYmd...4D2FD0BD6F

Marcin Komis właściwie sam nie wiedział, dlaczego tak mocno zainteresował się tą sprawą. Powinno dla niego liczyć się tylko to, że jego dobre imię pozostało nieskazitelnie czyste... No, przynajmniej w miarę czyste, i tylko w tej rozprawie, ale o to mu przecież chodziło. Tymczasem, choć jego biznesowe imię zostało dawno oczyszczone, coś jednak napędzało go bezustannie, każąc mu dalej zagłębiać się w to bagno, aby tylko sięgnąć prawdziwego dna sprawy. Podczas procesu nie odpuszczał, kosztowało go to sporą karę pieniężną, ale nie zrażał się. Wiedział, kto jest w to wszystko zamieszany i chciał to wyjaśnić do końca. Dlaczego? Dla sprawiedliwości? W poczuciu męskiej solidarności z Tomaszem Namolnym? A może czuł, że jest to winien swemu niedoszłemu kontrahentowi Scurvyssonovi, choć to był zdrajca i w dziąsło szarpany kutasina? Cokolwiek było przyczyną, efekt był jeden. Twarde postanowienie, że doprowadzi do wykrycia mordercy.
Czekał teraz w samochodzie, nieopodal wejścia do budynku telewizji TVN, gdzie odbywała się rozprawa. Znudzony oczekiwaniami otworzył panel i włączył radio. Mieszał stacjami, póki nie trafił na całkiem porządny bicik. Potem już tylko czekał, wystukując palcami na kierownicy rytm, który wypełniał jego brykę. Po kilku minutach w końcu ujrzał Namolnego, jak wychodzi z budynku. Ruszył powoli swoim nowiutkim Audi A6 model C7 i jadąc jedynką wzdłuż chodnika wychylił się przez okno do idącego smętnie Namolnego.
- Tomasz, wskakuj, podwiozę Cię! - zaoferował niedawnemu oskarżonemu, jednym okiem zezując na niego a drugim na drogę, czy przypadkiem w kogoś nie wjeżdża.
- N-nie... Dzięki. - Namolny spłoszył się szybko, jak każdy obdarzony instynktem obywatel w sytuacji gdy łyse karczycho każe Ci wskakiwać do gabloty - Muszę jechać do...
- Szpitala, wiem. - Marcin wszedł mu w słowo, po czym najeżdżając nieco na chodnik, zaparkował przy Tomaszu, otwierając drzwi - No wskakuj człowieku, chcę ci kurwa przecież pomóc, nie? Nie będziesz się autobusami bujał tam godzinę, jak żona Ci na OIOMie leży.
Będąc przypartym do muru, Tomasz najwyraźniej zapomniał o wszystkich przestrogach, jakie w ciągu swej młodości usłyszał od matki, i niepewnie wsiadł z obcym mężczyzną do samochodu, kuląc się na tylnym siedzeniu.
- No dobra, koleś - ruszając, Marcin zaraz docisnął pedał gazu, przejeżdżając przy tym zresztą pasy na czerwonym świetle - To gdzie leży ta cała Alicja?


Za pomocą jego kreatywnego odbioru przepisów kodeksu drogowego, dotarli na pogrążony w półmroku parking szpitala niespełna kwadrans później. Namolny odpiął pasy i wyskoczył z Audi tak szybko, jakby co najmniej w dupę go parzyło. Komis zgasił silnik i wyszedł za nim. Trzaskając drzwiczkami zamknął furę pilotem i ruszył za znerwicowanym Tomkiem w stronę jasno oświetlonego szpitala, wielkiej plamy światła na tle wieczornego nieba. W recepcji Namolny szybko uzyskał odpowiedź na pytanie, gdzie znajduje się jego małżonka. Niczym ostatnia pierdoła, szybko pognał do automatu z łapciami na buty, potem człapiąc w nich jak frajer pognał na OIOM. Komis otwarcie ignorując spojrzenia salowej, ganiące go za brak ochronnego obuwia, poszedł z nim. Po chwili błądzenia znaleźli właściwą salę.
-Dobra, to ja tu poczekam na Ciebie. - Zaproponował, usadawiając zad na stojącym tu samotnie krzesełku. Wiedział, że Namolny nie chciał, żeby on się tam gramolił z nim do jego żony. Czekał jednak cierpliwie na okazję konfrontacji z Alicją. Ważne było, że wiedział, gdzie ta się znajduje. Jeżeli nie uda mu się dzisiaj, zawsze może próbować później...
Po kilku chwilach odpowiadania na smsy, które przychodziły mu na wyłączoną dotąd przez rozprawę komórkę, usłyszał zgrzyt klamki i na korytarz ponownie wyszedł Namolny.
- Jesteś tutaj jeszcze... - nie do końca zabrzmiało to tak, jakby Tomasz cieszył się z tego powodu - Alicja śpi, nie chciałem jej budzić. Idę znaleźć jej lekarza. Jakby coś się działo, to zawołasz, nie?
I poszedł, szurając łapciami o plastikową wykładzinę pokrywającą podłogę. Nie zwlekając, Komis wykorzystał okazję i wślizgnął się do pokoju.
Antyseptyczna biel medycznego pomieszczenia raziła oczy, zaś blada twarz otoczonej aparaturą Alicji Gotańskiej-Namolnej nie kontrastowała z nią zbytnio. Obrzucił ją długim, kilkunastosekundowym spojrzeniem. Słaba, zmęczona kobieta, pogrążona w tym śnie charakterystycznym dla osób wycieńczonych nagłym atakiem choroby. Nie współczuł jej jednak ani trochę. Wiedział, że ta suka do końca pozwalała by oskarżano jej męża, wrabiała go żeby poszedł siedzieć, przypuszczalnie za nią. Jaka żona może zrobić coś takiego mężowi...?
- Bo to zła kobieta była... - powiedział sam do siebie, cytując nieśmiertelnego Lindę. Podszedł do łóżka i lekko trzepnął kobietę po twarzy kilka razy.
-No, budzimy się, śpiąca królewno. - Gdy powieki Gotańskiej powoli rozwarły się, ujrzał w nich strach i niezrozumienie. Wysuszone wargi rozchyliły się, wydobywając cichy jęk przestrachu.
- No już, już, nie robimy dramy. - uniósł lekko obydwie ręce, ukazując ich wewnętrzną stronę jako niby dowód, że ma czyste zamiary. Nie potrzebował, aby zaczęła się drzeć, choć sądząc po sile jej głosu, i tak nieprędko by ją usłyszeli. - Powiedz mi po prostu, kto sprzątnął Scurvyssona i tę małą, co? No? Powiedz. Głośniej.
-...em - wyszeptała.
- Kto?
- Nie...wiem...
Spojrzał w jej zimne, zakłamane oczy. Bała się, ale nie wystarczająco. Nachylił się do niej, nisko, twarzą w twarz.
- Słuchaj, ty pusta ruro. Wiem, że kłamiesz. Wiem, że ty wiesz kto to kurwa zrobił. I zaraz mi to kurwa powiesz. A wiesz czemu? - Uśmiechnął się. Kiedy chciał, umiał się uśmiechnąć jak psychol. - Bo nie jesteśmy już na pieprzonej sali rozpraw. Jesteśmy tutaj sami, tylko ja i ty....
Zrozumiała, bo otworzyła oczy tak szeroko, że mógł zobaczyć całą obwódkę wokół jej tęczówek. Wargi jej zadrżały, szukając słów, ale po samych rozbieganych oczach widział, że czeka go kolejne kłamstwo.
- Ja nie wiem... Tu chodzi o mojego... męża... Powiedziałabym... gdybym.... - wydyszała. Stracił cierpliwość. owijając płynnym ruchem dłoń skrajem prześcieradła, uniósł ją do gardła kobiety. Nacisnął.
- Skończ pierdolić, bo oboje wiemy, że wciskasz kit. Mów! Ty go zabiłaś? - Było to trochę bez sensu z jego strony, pytać ją o cokolwiek, gdy ją dusił. Próbowała wierzgnąć, ale była zbyt osłabiona zawałem, by zrobić cokolwiek. Po chwili jednak zwolnił nacisk na jej krtań. - No? Mów!
- Ja... - zaczęła Alicja łapiąc łapczywie oddech, a jej przejęte grozą oczy zaczęły wypełniać się łzami - To Tomek...
- Durna cipa... - Komis powiedział na głos to, co zamierzał jedynie pomyśleć, po czym znowu nacisnął, tym razem mocniej. Wkurwiała go niesamowicie. Wiedział o tym, że go wrabiała, to było oczywiste. Nie było innej opcji. To musiała być ona.
- No mów, bo Cię zaduszę jak psa! Chcesz tego? Nie? To mów prawdę! - znowu zwolnił nacisk, głównie dlatego że jakaś aparatura zaczynała piszczeć i zaraz mógł mieć na głowie połowę szpitala. Kobieta zaniosła się gwałtownym kaszlem. Patrzył z odrazą, jak z trudem odzyskując dech składa wargi do kolejnego kłamstwa.
- To był on.... Widziałam... Tomasz....
- Czwartego razu możesz nie dożyć, skarbie... - znów ją zaczął podduszać. Czuł, że jej opór słabnie, że jeszcze chwila i się przyzna... po czym usłyszawszy odgłos naciskanej klamki zarówno pomyślał jak i powiedział - Noż kurwa!
- Boże jedyny, co ty robisz! Zostaw ją! Zostaw ją bandyto! - Wpadając do pomieszczenia Tomasz nie dość, że zepsuł wszystko, to jeszcze rzucił się na niego z pięściami, próbując pobić albo wyrzucić Komisa. Ten jednak nie po to spędził połowę życia na siłowni, żeby dać się choćby przesunąć takiemu fagasowi. Uderzył wymachem całego ramienia i sekundę później Namolny składał się już pod ścianą, samemu walcząc o oddech. Dopiero w tej chwili Komis zauważył zszokowaną pielęgniarkę w wieku mocno średnim, która stojąc w progu wpatrywała się w niego z szeroko rozdziawioną szczęką. Widząc, że została dostrzeżona, wybiegła z sali, zapewne aby wezwać pomoc.
- Tomek, ratuj! - wychrypiała Gotańska na moment, zanim Marcin wznowił poluźniony przy szarpaninie nacisk. Było mu już wszystko jedno, żeby tylko ta podła sucz się przyznała... W końcu się chyba złamała, bo próbowała coś mówić. Cofnął rękę, równocześnie bacząc na z trudem wstającego Namola.
- To... jaa.... - Nawet przestała płakać, franca. Patrzyła tylko na swojego męża, w jakiś taki... dziwny sposób. Okrutny. Aż nieco przeraziło to Komisa. Chrypiała dalej swoim zniekształconym przez przesłuchanie głosem - Zabiłam... tę jego... dziwkę...
-Wystarczy ci? - spojrzał na Tomasza, który z niedowierzaniem patrzył na Alicję. Dolna szczęka zadrżała mu nerwowo, nim przesłonił usta dłonią. Stał tak dłuższą chwilę, patrząc na nią z niewypowiedzianym bólem, po czym nagle zerwał się agresywnie, jakby stał się kimś całkiem innym.
-Wypad stąd! - zaczął przepychać zaskoczonego Komisa w kierunku drzwi - No już! Wypierdalaj, gnoju!
Kilka sekund później był już na korytarzu, a drzwi oddziału zatrzasnęły się za nim z hukiem. Nie na długo, bo po paru chwilach wpadło tam z obstawą pielęgniarek dwóch konowałów w białych kitlach, dwóch innych zaczęło go agresywnie przesłuchiwać, kim jest i co tu robi. Usiadł na krześle, ignorując ich. Nie musiał im niczego mówić. Wiedział, że zaraz zjawi się policja i to oni go przesłuchają. A on im powie. Powie im wszystko, całą prawdę do której dotarł w kilka minut, a której nie zdołał wydobyć cały proces.
Przed oczami wciąż miał wyraz oblicza Gotańskiej-Namolnej, gdy przyznała się do zabójstwa. Chciała, by Tomek cierpiał. Być może tylko dlatego powiedziała prawdę uniewinnionemu mężowi, aby móc zadać mu choć ten jeden cios. Marcin Komis skrył twarz w dłoniach. Uszy wypełnił mu ryk policyjnego koguta zajeżdżającego przed szpital.

Spędził noc w dołku. Znaczy się, w areszcie śledczym. Nie dało się tego uniknąć, nie przy świadkach jego metody przesłuchiwania Gotańskiej-Namolnej. Liczył jednak, że nawet w najgorszym razie czekają go zawiasy. W końcu to dzięki niemu w końcu dostaną prawdziwego zabójcę Scurvyssonów. Nawet, jeśli Gotańska nie potwierdzi swoich zeznań, to Tomasz przecież słyszał wszystko. Da to na papier, i sprawa będzie czysta. Dla tego celu mógł spędzić noc w areszcie, aby tylko prawdziwa morderczyni poszła siedzieć na dłużej, o wiele dłużej.
Rano przyszli po niego, aby zaprowadzić go do pokoju przesłuchań. Posadzili go na twardym stołku. Najwyraźniej obawiali się go, bo nie zdjęli mu bransolet. Marcin rozejrzał się ciekawie. Minęło trochę czasu odkąd był tutaj ostatnio, ale nie zmieniło się tutaj nic. Odrobinę go to rozbawiło. Pyskaty, podstarzały śledczy o szpakowatych włosach, ten sam który rozmawiał z nim wieczorem, najwyraźniej źle zinterpretował jego uśmiech, bo w prostych, żołnierskich słowach nakazał mu zachować powagę. Siedział przy biurku popijając coś z jednorazowego, plastikowego kubka. Jakąś herbatę, czy kawę - Komis nie wiedział, gdyż gliniarz nie zaproponował mu tego samego.
- No dobra, Komis. To czemu próbowałeś udusić tę kobietę? - rzucił szpakowaty leniwie zza swojej strony stołu.
- Już panu mówiłem, panie inspektorze - wysilił się na uprzejmość przesłuchiwany - że zmusiłem ją tylko do powiedzenia, kto zabił Olafa Scurvyssona i jego żonę. Do końca wrabiała męża, ale wtedy się przyznała, że to ona ich zabiła. Jej mąż przy tym był, na pewno już panu wszystko powiedział. No bo jaki ja miałbym powód, żeby dusić jakąś słabą rurę?- dorzucił cynicznie.
Oficer śledczy parsknął wzgardliwie. Nie spodobało się to Komisowi. Zaczął mieć złe przeczucia. Poruszył się niespokojnie.
- Dalej podtrzymujesz to lewe zeznanie? - Gliniarz spojrzał na niego z nieukrywaną niechęcią - Przyznaję, nieźle to wykombinowałeś. Gdyby to było prawdą, prokurator mógłby uznać to za czynność łagodzącą i urwałbyś coś z dolnej półki i to w zawiasach. A tak, to odpowiesz za usiłowanie zabójstwa. - inspektor odstawił kubek i odchylił się do tyłu na krześle, zakładając dłonie za głową - Bo sprawa wygląda tak, Komis, że Namolny nie potwierdził twojej wersji.
Marcinowi dosłownie zabrakło słów. Patrzył przez chwilę z niedowierzaniem na śledczego, jakby oczekując, że ten zaraz parsknie śmiechem i odwoła ten żart.
- To jak, zaraz, że, że co? - odzyskał po chwili zdolność do mowy, co bardzo szybko postanowił wykorzystać- Odmówił składania zeznań, tak? Bo to jego żona, tak? Przecież jak gościa przyciśniecie, to wam powie prawdę, i będziecie ją mieli na widelcu! No mówię wam, że to ta rura ich zabiła żeby gościa wrobić! Pogadajcie z Namolnym to na pewno zacznie sypać!
Szpakowaty nieco uniósł brwi, uśmiechając się przy tym paskudnie.
- A widzisz Komis, tyle razy już tutaj gościłeś, a ciągle nie doceniasz naszej policji - śledczy wstał, zbliżając się do ściany dzielącej ich od sąsiedniego pokoju przesłuchań. Unosząc zasłonę lustra weneckiego, kiwnął na Komisa, aby ten podszedł. Wiedziony paskudnymi przeczuciami, wciąż skuty Marcin wstał z taboretu i zbliżył się do szyby.
W sąsiednim pomieszczeniu zobaczył trójkę ludzi. Jeden z nich, najlepiej ubrany, siedzący z boku z teczką na kolanach, był chyba prokuratorem. Naprzeciwko siebie siedzieli jakiś młody gliniarz i Tomasz Namolny, powoli podpisujący znajomo wyglądający dokument.
-Namolny właśnie dał na papier swoje kompletne zeznania. Przyznał się już do tego podwójnego zabójstwa. - Coś w Komisie jęknęło na dźwięk słów szpakowatego, coś jeszcze innego za to zaczęło rzucać w myślach wszystkie przekleństwa, jakie tylko znał - Miał motyw, narzędzie zbrodni, ślady na marynarce... Z jego własnym zeznaniem prokuratorowi nie trzeba nic więcej do wznowienia procesu. Nie wiem, jaki miałeś z nim układ, że chciałeś go kryć, ale najwyraźniej wygasł. Więc albo kłamiesz... - zanosząc się cynicznym, zduszonym rechotem, inspektor zapalił papierosa, uśmiechając się półgębkiem - albo to frajer który naprawdę kocha swoją żonę.


Chwilę później prowadzono go z powrotem na dołek. Na korytarzu trafił na Namolnego, tak samo jak on skutego, pod obstawą kierującą go w jakimś kierunku. Komis zatrzymał się, ignorując próby ruszenia go przez gliniarzy.
- Co ty zrobiłeś, gnoju, co? - zawołał w stronę Tomasza, który szedł przed siebie z pustką w swych oczach - To ja nadstawiam dupę, żeby odkryć kto to zrobił tej twojej lasce, a ty mnie tak wystawiasz? Mówię, kurwa, do ciebie! Powiedz im prawdę, powiedz im że to Alicja to zrobiła. - Namolny nie obrzucając go nawet spojrzeniem minął go, lecz Komis dalej krzyczał, szarpany przez policjantów - Debilu, nie każ siedzieć za nią sobie i mnie! Powiedz im prawdę! Prawdę! Słyszysz? Słyszysz?!
Potem... Potem było już tylko gorzej.

[Obrazek: THQjwD2.jpg]

(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.03.2014 16:33 przez Szczery.)
09.03.2014 16:29
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Odpowiedz 




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Wymiana
One Piece Vampirciowo Fairy Tail Valid XHTML 1.0 Transitional Poprawny CSS!

Kontakt | One Piece Nakama | Wróć do góry | Wróć do forów | Wersja Mobilna | RSS | Mapa Nakama