Aktualny czas: 28.02.2020, 14:31 Witaj! (LogowanieRejestracja)

Wróciliśmy do mangi, a na stronie pojawił się "już" 958 rozdział!
Odpowiedz 
Sędzia Jan Maria Weganowski, odcinek 1: Dwie róże krwi.
Autor Wiadomość
Szczery Offline
Yonkou
Pirat

*
Liczba postów: 5,183
Dołączył: 11.06.2010
Skąd: brać na to pieniądze?
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #177
RE: Sędzia Jan Maria Weganowski, odcinek 1: Dwie róże krwi.
Uwaga - poniższy tekst, wynikły z chęci fabularnego pociągnięcia sprawy niewykrytego mordercy, oraz po części z inspiracji serialem Pitbull, zawiera wulgaryzmy i sceny przemocy. Tak więc takie PG+16.

Takie tam, dla klimatu:
http://www.youtube.com/watch?v=FNh9NVYmd...4D2FD0BD6F

Marcin Komis właściwie sam nie wiedział, dlaczego tak mocno zainteresował się tą sprawą. Powinno dla niego liczyć się tylko to, że jego dobre imię pozostało nieskazitelnie czyste... No, przynajmniej w miarę czyste, i tylko w tej rozprawie, ale o to mu przecież chodziło. Tymczasem, choć jego biznesowe imię zostało dawno oczyszczone, coś jednak napędzało go bezustannie, każąc mu dalej zagłębiać się w to bagno, aby tylko sięgnąć prawdziwego dna sprawy. Podczas procesu nie odpuszczał, kosztowało go to sporą karę pieniężną, ale nie zrażał się. Wiedział, kto jest w to wszystko zamieszany i chciał to wyjaśnić do końca. Dlaczego? Dla sprawiedliwości? W poczuciu męskiej solidarności z Tomaszem Namolnym? A może czuł, że jest to winien swemu niedoszłemu kontrahentowi Scurvyssonovi, choć to był zdrajca i w dziąsło szarpany kutasina? Cokolwiek było przyczyną, efekt był jeden. Twarde postanowienie, że doprowadzi do wykrycia mordercy.
Czekał teraz w samochodzie, nieopodal wejścia do budynku telewizji TVN, gdzie odbywała się rozprawa. Znudzony oczekiwaniami otworzył panel i włączył radio. Mieszał stacjami, póki nie trafił na całkiem porządny bicik. Potem już tylko czekał, wystukując palcami na kierownicy rytm, który wypełniał jego brykę. Po kilku minutach w końcu ujrzał Namolnego, jak wychodzi z budynku. Ruszył powoli swoim nowiutkim Audi A6 model C7 i jadąc jedynką wzdłuż chodnika wychylił się przez okno do idącego smętnie Namolnego.
- Tomasz, wskakuj, podwiozę Cię! - zaoferował niedawnemu oskarżonemu, jednym okiem zezując na niego a drugim na drogę, czy przypadkiem w kogoś nie wjeżdża.
- N-nie... Dzięki. - Namolny spłoszył się szybko, jak każdy obdarzony instynktem obywatel w sytuacji gdy łyse karczycho każe Ci wskakiwać do gabloty - Muszę jechać do...
- Szpitala, wiem. - Marcin wszedł mu w słowo, po czym najeżdżając nieco na chodnik, zaparkował przy Tomaszu, otwierając drzwi - No wskakuj człowieku, chcę ci kurwa przecież pomóc, nie? Nie będziesz się autobusami bujał tam godzinę, jak żona Ci na OIOMie leży.
Będąc przypartym do muru, Tomasz najwyraźniej zapomniał o wszystkich przestrogach, jakie w ciągu swej młodości usłyszał od matki, i niepewnie wsiadł z obcym mężczyzną do samochodu, kuląc się na tylnym siedzeniu.
- No dobra, koleś - ruszając, Marcin zaraz docisnął pedał gazu, przejeżdżając przy tym zresztą pasy na czerwonym świetle - To gdzie leży ta cała Alicja?


Za pomocą jego kreatywnego odbioru przepisów kodeksu drogowego, dotarli na pogrążony w półmroku parking szpitala niespełna kwadrans później. Namolny odpiął pasy i wyskoczył z Audi tak szybko, jakby co najmniej w dupę go parzyło. Komis zgasił silnik i wyszedł za nim. Trzaskając drzwiczkami zamknął furę pilotem i ruszył za znerwicowanym Tomkiem w stronę jasno oświetlonego szpitala, wielkiej plamy światła na tle wieczornego nieba. W recepcji Namolny szybko uzyskał odpowiedź na pytanie, gdzie znajduje się jego małżonka. Niczym ostatnia pierdoła, szybko pognał do automatu z łapciami na buty, potem człapiąc w nich jak frajer pognał na OIOM. Komis otwarcie ignorując spojrzenia salowej, ganiące go za brak ochronnego obuwia, poszedł z nim. Po chwili błądzenia znaleźli właściwą salę.
-Dobra, to ja tu poczekam na Ciebie. - Zaproponował, usadawiając zad na stojącym tu samotnie krzesełku. Wiedział, że Namolny nie chciał, żeby on się tam gramolił z nim do jego żony. Czekał jednak cierpliwie na okazję konfrontacji z Alicją. Ważne było, że wiedział, gdzie ta się znajduje. Jeżeli nie uda mu się dzisiaj, zawsze może próbować później...
Po kilku chwilach odpowiadania na smsy, które przychodziły mu na wyłączoną dotąd przez rozprawę komórkę, usłyszał zgrzyt klamki i na korytarz ponownie wyszedł Namolny.
- Jesteś tutaj jeszcze... - nie do końca zabrzmiało to tak, jakby Tomasz cieszył się z tego powodu - Alicja śpi, nie chciałem jej budzić. Idę znaleźć jej lekarza. Jakby coś się działo, to zawołasz, nie?
I poszedł, szurając łapciami o plastikową wykładzinę pokrywającą podłogę. Nie zwlekając, Komis wykorzystał okazję i wślizgnął się do pokoju.
Antyseptyczna biel medycznego pomieszczenia raziła oczy, zaś blada twarz otoczonej aparaturą Alicji Gotańskiej-Namolnej nie kontrastowała z nią zbytnio. Obrzucił ją długim, kilkunastosekundowym spojrzeniem. Słaba, zmęczona kobieta, pogrążona w tym śnie charakterystycznym dla osób wycieńczonych nagłym atakiem choroby. Nie współczuł jej jednak ani trochę. Wiedział, że ta suka do końca pozwalała by oskarżano jej męża, wrabiała go żeby poszedł siedzieć, przypuszczalnie za nią. Jaka żona może zrobić coś takiego mężowi...?
- Bo to zła kobieta była... - powiedział sam do siebie, cytując nieśmiertelnego Lindę. Podszedł do łóżka i lekko trzepnął kobietę po twarzy kilka razy.
-No, budzimy się, śpiąca królewno. - Gdy powieki Gotańskiej powoli rozwarły się, ujrzał w nich strach i niezrozumienie. Wysuszone wargi rozchyliły się, wydobywając cichy jęk przestrachu.
- No już, już, nie robimy dramy. - uniósł lekko obydwie ręce, ukazując ich wewnętrzną stronę jako niby dowód, że ma czyste zamiary. Nie potrzebował, aby zaczęła się drzeć, choć sądząc po sile jej głosu, i tak nieprędko by ją usłyszeli. - Powiedz mi po prostu, kto sprzątnął Scurvyssona i tę małą, co? No? Powiedz. Głośniej.
-...em - wyszeptała.
- Kto?
- Nie...wiem...
Spojrzał w jej zimne, zakłamane oczy. Bała się, ale nie wystarczająco. Nachylił się do niej, nisko, twarzą w twarz.
- Słuchaj, ty pusta ruro. Wiem, że kłamiesz. Wiem, że ty wiesz kto to kurwa zrobił. I zaraz mi to kurwa powiesz. A wiesz czemu? - Uśmiechnął się. Kiedy chciał, umiał się uśmiechnąć jak psychol. - Bo nie jesteśmy już na pieprzonej sali rozpraw. Jesteśmy tutaj sami, tylko ja i ty....
Zrozumiała, bo otworzyła oczy tak szeroko, że mógł zobaczyć całą obwódkę wokół jej tęczówek. Wargi jej zadrżały, szukając słów, ale po samych rozbieganych oczach widział, że czeka go kolejne kłamstwo.
- Ja nie wiem... Tu chodzi o mojego... męża... Powiedziałabym... gdybym.... - wydyszała. Stracił cierpliwość. owijając płynnym ruchem dłoń skrajem prześcieradła, uniósł ją do gardła kobiety. Nacisnął.
- Skończ pierdolić, bo oboje wiemy, że wciskasz kit. Mów! Ty go zabiłaś? - Było to trochę bez sensu z jego strony, pytać ją o cokolwiek, gdy ją dusił. Próbowała wierzgnąć, ale była zbyt osłabiona zawałem, by zrobić cokolwiek. Po chwili jednak zwolnił nacisk na jej krtań. - No? Mów!
- Ja... - zaczęła Alicja łapiąc łapczywie oddech, a jej przejęte grozą oczy zaczęły wypełniać się łzami - To Tomek...
- Durna cipa... - Komis powiedział na głos to, co zamierzał jedynie pomyśleć, po czym znowu nacisnął, tym razem mocniej. Wkurwiała go niesamowicie. Wiedział o tym, że go wrabiała, to było oczywiste. Nie było innej opcji. To musiała być ona.
- No mów, bo Cię zaduszę jak psa! Chcesz tego? Nie? To mów prawdę! - znowu zwolnił nacisk, głównie dlatego że jakaś aparatura zaczynała piszczeć i zaraz mógł mieć na głowie połowę szpitala. Kobieta zaniosła się gwałtownym kaszlem. Patrzył z odrazą, jak z trudem odzyskując dech składa wargi do kolejnego kłamstwa.
- To był on.... Widziałam... Tomasz....
- Czwartego razu możesz nie dożyć, skarbie... - znów ją zaczął podduszać. Czuł, że jej opór słabnie, że jeszcze chwila i się przyzna... po czym usłyszawszy odgłos naciskanej klamki zarówno pomyślał jak i powiedział - Noż kurwa!
- Boże jedyny, co ty robisz! Zostaw ją! Zostaw ją bandyto! - Wpadając do pomieszczenia Tomasz nie dość, że zepsuł wszystko, to jeszcze rzucił się na niego z pięściami, próbując pobić albo wyrzucić Komisa. Ten jednak nie po to spędził połowę życia na siłowni, żeby dać się choćby przesunąć takiemu fagasowi. Uderzył wymachem całego ramienia i sekundę później Namolny składał się już pod ścianą, samemu walcząc o oddech. Dopiero w tej chwili Komis zauważył zszokowaną pielęgniarkę w wieku mocno średnim, która stojąc w progu wpatrywała się w niego z szeroko rozdziawioną szczęką. Widząc, że została dostrzeżona, wybiegła z sali, zapewne aby wezwać pomoc.
- Tomek, ratuj! - wychrypiała Gotańska na moment, zanim Marcin wznowił poluźniony przy szarpaninie nacisk. Było mu już wszystko jedno, żeby tylko ta podła sucz się przyznała... W końcu się chyba złamała, bo próbowała coś mówić. Cofnął rękę, równocześnie bacząc na z trudem wstającego Namola.
- To... jaa.... - Nawet przestała płakać, franca. Patrzyła tylko na swojego męża, w jakiś taki... dziwny sposób. Okrutny. Aż nieco przeraziło to Komisa. Chrypiała dalej swoim zniekształconym przez przesłuchanie głosem - Zabiłam... tę jego... dziwkę...
-Wystarczy ci? - spojrzał na Tomasza, który z niedowierzaniem patrzył na Alicję. Dolna szczęka zadrżała mu nerwowo, nim przesłonił usta dłonią. Stał tak dłuższą chwilę, patrząc na nią z niewypowiedzianym bólem, po czym nagle zerwał się agresywnie, jakby stał się kimś całkiem innym.
-Wypad stąd! - zaczął przepychać zaskoczonego Komisa w kierunku drzwi - No już! Wypierdalaj, gnoju!
Kilka sekund później był już na korytarzu, a drzwi oddziału zatrzasnęły się za nim z hukiem. Nie na długo, bo po paru chwilach wpadło tam z obstawą pielęgniarek dwóch konowałów w białych kitlach, dwóch innych zaczęło go agresywnie przesłuchiwać, kim jest i co tu robi. Usiadł na krześle, ignorując ich. Nie musiał im niczego mówić. Wiedział, że zaraz zjawi się policja i to oni go przesłuchają. A on im powie. Powie im wszystko, całą prawdę do której dotarł w kilka minut, a której nie zdołał wydobyć cały proces.
Przed oczami wciąż miał wyraz oblicza Gotańskiej-Namolnej, gdy przyznała się do zabójstwa. Chciała, by Tomek cierpiał. Być może tylko dlatego powiedziała prawdę uniewinnionemu mężowi, aby móc zadać mu choć ten jeden cios. Marcin Komis skrył twarz w dłoniach. Uszy wypełnił mu ryk policyjnego koguta zajeżdżającego przed szpital.

Spędził noc w dołku. Znaczy się, w areszcie śledczym. Nie dało się tego uniknąć, nie przy świadkach jego metody przesłuchiwania Gotańskiej-Namolnej. Liczył jednak, że nawet w najgorszym razie czekają go zawiasy. W końcu to dzięki niemu w końcu dostaną prawdziwego zabójcę Scurvyssonów. Nawet, jeśli Gotańska nie potwierdzi swoich zeznań, to Tomasz przecież słyszał wszystko. Da to na papier, i sprawa będzie czysta. Dla tego celu mógł spędzić noc w areszcie, aby tylko prawdziwa morderczyni poszła siedzieć na dłużej, o wiele dłużej.
Rano przyszli po niego, aby zaprowadzić go do pokoju przesłuchań. Posadzili go na twardym stołku. Najwyraźniej obawiali się go, bo nie zdjęli mu bransolet. Marcin rozejrzał się ciekawie. Minęło trochę czasu odkąd był tutaj ostatnio, ale nie zmieniło się tutaj nic. Odrobinę go to rozbawiło. Pyskaty, podstarzały śledczy o szpakowatych włosach, ten sam który rozmawiał z nim wieczorem, najwyraźniej źle zinterpretował jego uśmiech, bo w prostych, żołnierskich słowach nakazał mu zachować powagę. Siedział przy biurku popijając coś z jednorazowego, plastikowego kubka. Jakąś herbatę, czy kawę - Komis nie wiedział, gdyż gliniarz nie zaproponował mu tego samego.
- No dobra, Komis. To czemu próbowałeś udusić tę kobietę? - rzucił szpakowaty leniwie zza swojej strony stołu.
- Już panu mówiłem, panie inspektorze - wysilił się na uprzejmość przesłuchiwany - że zmusiłem ją tylko do powiedzenia, kto zabił Olafa Scurvyssona i jego żonę. Do końca wrabiała męża, ale wtedy się przyznała, że to ona ich zabiła. Jej mąż przy tym był, na pewno już panu wszystko powiedział. No bo jaki ja miałbym powód, żeby dusić jakąś słabą rurę?- dorzucił cynicznie.
Oficer śledczy parsknął wzgardliwie. Nie spodobało się to Komisowi. Zaczął mieć złe przeczucia. Poruszył się niespokojnie.
- Dalej podtrzymujesz to lewe zeznanie? - Gliniarz spojrzał na niego z nieukrywaną niechęcią - Przyznaję, nieźle to wykombinowałeś. Gdyby to było prawdą, prokurator mógłby uznać to za czynność łagodzącą i urwałbyś coś z dolnej półki i to w zawiasach. A tak, to odpowiesz za usiłowanie zabójstwa. - inspektor odstawił kubek i odchylił się do tyłu na krześle, zakładając dłonie za głową - Bo sprawa wygląda tak, Komis, że Namolny nie potwierdził twojej wersji.
Marcinowi dosłownie zabrakło słów. Patrzył przez chwilę z niedowierzaniem na śledczego, jakby oczekując, że ten zaraz parsknie śmiechem i odwoła ten żart.
- To jak, zaraz, że, że co? - odzyskał po chwili zdolność do mowy, co bardzo szybko postanowił wykorzystać- Odmówił składania zeznań, tak? Bo to jego żona, tak? Przecież jak gościa przyciśniecie, to wam powie prawdę, i będziecie ją mieli na widelcu! No mówię wam, że to ta rura ich zabiła żeby gościa wrobić! Pogadajcie z Namolnym to na pewno zacznie sypać!
Szpakowaty nieco uniósł brwi, uśmiechając się przy tym paskudnie.
- A widzisz Komis, tyle razy już tutaj gościłeś, a ciągle nie doceniasz naszej policji - śledczy wstał, zbliżając się do ściany dzielącej ich od sąsiedniego pokoju przesłuchań. Unosząc zasłonę lustra weneckiego, kiwnął na Komisa, aby ten podszedł. Wiedziony paskudnymi przeczuciami, wciąż skuty Marcin wstał z taboretu i zbliżył się do szyby.
W sąsiednim pomieszczeniu zobaczył trójkę ludzi. Jeden z nich, najlepiej ubrany, siedzący z boku z teczką na kolanach, był chyba prokuratorem. Naprzeciwko siebie siedzieli jakiś młody gliniarz i Tomasz Namolny, powoli podpisujący znajomo wyglądający dokument.
-Namolny właśnie dał na papier swoje kompletne zeznania. Przyznał się już do tego podwójnego zabójstwa. - Coś w Komisie jęknęło na dźwięk słów szpakowatego, coś jeszcze innego za to zaczęło rzucać w myślach wszystkie przekleństwa, jakie tylko znał - Miał motyw, narzędzie zbrodni, ślady na marynarce... Z jego własnym zeznaniem prokuratorowi nie trzeba nic więcej do wznowienia procesu. Nie wiem, jaki miałeś z nim układ, że chciałeś go kryć, ale najwyraźniej wygasł. Więc albo kłamiesz... - zanosząc się cynicznym, zduszonym rechotem, inspektor zapalił papierosa, uśmiechając się półgębkiem - albo to frajer który naprawdę kocha swoją żonę.


Chwilę później prowadzono go z powrotem na dołek. Na korytarzu trafił na Namolnego, tak samo jak on skutego, pod obstawą kierującą go w jakimś kierunku. Komis zatrzymał się, ignorując próby ruszenia go przez gliniarzy.
- Co ty zrobiłeś, gnoju, co? - zawołał w stronę Tomasza, który szedł przed siebie z pustką w swych oczach - To ja nadstawiam dupę, żeby odkryć kto to zrobił tej twojej lasce, a ty mnie tak wystawiasz? Mówię, kurwa, do ciebie! Powiedz im prawdę, powiedz im że to Alicja to zrobiła. - Namolny nie obrzucając go nawet spojrzeniem minął go, lecz Komis dalej krzyczał, szarpany przez policjantów - Debilu, nie każ siedzieć za nią sobie i mnie! Powiedz im prawdę! Prawdę! Słyszysz? Słyszysz?!
Potem... Potem było już tylko gorzej.

[Obrazek: THQjwD2.jpg]

(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.03.2014 16:33 przez Szczery.)
09.03.2014 16:29
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Odpowiedz 


Wiadomości w tym wątku
RE: Sędzia Jan Maria Weganowski, odcinek 1: Dwie róże krwi. - Szczery - 09.03.2014 16:29



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Wymiana
One Piece Vampirciowo Fairy Tail Valid XHTML 1.0 Transitional Poprawny CSS!

Kontakt | One Piece Nakama | Wróć do góry | Wróć do forów | Wersja Mobilna | RSS | Mapa Nakama