Aktualny czas: 19.06.2019, 09:33 Witaj! (LogowanieRejestracja)

Odpowiedz 
 
Ocena wątku:
  • 0 głosów - 0 średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Story Cubes -10: Szybko i Śmiesznie w Przeszłości
Autor Wiadomość
Eikichi Online
Yonkou
Pirat

*
Liczba postów: 2,212
Dołączył: 31.07.2011
Skąd: San Escobar
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #1
Story Cubes -10: Szybko i Śmiesznie w Przeszłości
Ogłasza się wszem i wobec co następuje: Na forum znowu wraca SC, niech nam trwa długo. Startujemy trochę inaczej niż zwykle, z kilkoma dodatkowymi zasadami:

1. Part będzie pisany przed główną akcją, która toczyła się dotychczas;
2. Górny limit stron to 5 stron A4 - oczywiście jak ktoś lekko przekroczy to nic się nie stanie;
3. Termin oddania to tydzień od momentu wrzucenia na forum - i jeśli ktoś to przeskoczy to też nic się nie stanie - w razie czego jak wiemy, że nie będziemy mieć czasu to i zamienić się można;

Na razie pisze nas sześciu, ale jeśli będzie ktoś chętny to się zgłaszać, jakoś Cię kolego/koleżanko wciśniemy w kolejkę.

Kolejka do tej pory przedstawia się tak:
1. Orzi
2. Weather
3. Eikiczi
4. Fufu
5. Kyo
6. Komi
7. Grigorij - kapitan Soge, władca najczarniejszego inkaustu i wyzwoliciel ze złego humoru

Kośćmi rzuci Orzi, a zdjęcie zostanie wstawione.

W razie pytań pisać.

[Obrazek: sygnajpg_qnexeaw.jpg]
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.06.2019 19:14 przez Eikichi.)
05.06.2019 20:36
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Orzi Offline
Yuusha
Łowca Piratów

*
Liczba postów: 3,732
Dołączył: 11.05.2011
Skąd: Snajper Island
Poziom ostrzeżeń: 10%
Post: #2
RE: SC -10: Szybko i Śmiesznie w Przeszłości - KOMENTARZE
[Obrazek: IMG_20190606_175322.jpg]
06.06.2019 17:54
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Orzi Offline
Yuusha
Łowca Piratów

*
Liczba postów: 3,732
Dołączył: 11.05.2011
Skąd: Snajper Island
Poziom ostrzeżeń: 10%
Post: #3
RE: Story Cubes -10: Szybko i Śmiesznie w Przeszłości
Później mówiono, że nieludź ten nadszedł od północy, od Bramy Powroźniczej. Pogłoski te były jednak mocno przesadzone. Albania była wtedy jedynie zabitą dechami dziurą na granicy Mastodonii. Luksusem była murowana chałupa, a o takich cudach jak mury miejskie i bramy mieszkańcy słyszeli jeno od podróżników zatrzymujących się w karczmie. Fortyfikacje wybudowano dopiero wiele lat później, gdy po zażegnaniu kryzysu mieścina mogła stać się węzłem handlowym pomiędzy uprzemysłowionym zachodem, a bogatymi w surowce naturalne imperiami zwierząt na wschodzie. Każda opowieść jednak powinna się rozpocząć chwytliwym pierwszym zdaniem. Dlatego też dziesiątki bardów powtarzało frazę o Bramie Powroźniczej przez lata, pierwszymi słowami czarując widownię, która miała wysłuchać historii o bohaterskich wydarzeniach tego lata.

Rzeczywistość jednak była o wiele bardziej paskudna. Lało, wiało, stopy na drogach zapadały się w czymś śmierdzącym co tylko w najlepszym wypadku było łajnem. Anomander przeklinał ten barbarzyński kraj w którym tubylcom nawet nie chciało się zamiatać ulic. Z drugiej strony jednak rozumiał taki stan rzeczy - Merynosi podchodzili już nawet pod Mistral. Tutaj, rzut kamieniem od Owczarni Czarnej problem musiał być o wiele cięższy. Nic dziwnego, że miejscowi nie opuszczali swoich chałup. Zarazić nie chciał się nikt, miejscowi zaś nie znali skutecznej metody walki z nowym zagrożeniem.

Pierwszą falę ulgi poczuł, gdy błotnisty trakt zmienił się w pokrytą kamieniami ścieżkę do karczmy. Druga jednak nie nadeszła, gdyż brukowany podjazd okazał się największą zaletą przybytku. W tawernie było ciemno i wilgotno. Rozklekotana lampa rzucała światło na twarze nielicznych klientów. Właściciel dobytku, posępny mamut stał wyprostowany za szynkiem w milczeniu polerując gliniany kubek. W kącie siedziały dwie mamroczące, zakapturzone postaci, z czego jedna stukała rytmicznie w ścianę karczmy. Większość zgromadzonych to byli jednak antrosi. Anomander nie przepadał za tą rasą. Byli zbyt nieprzewidywalni, a często nawet ich forma bardziej komplikowała kontakt niż ułatwiała cokolwiek. Spójrzcie chociażby na dziewkę karczemną! Miała kształt metalowego pudła. Co prawda była wręcz idealnie stworzona do piastowanego zawodu, ponieważ po włożeniu do środka brudnych naczyń i odstawieniu jej na dwie godziny można było je wyciągnąć czyste. W tych czasach jednak nikt nie wymyślił jeszcze zmywarki do naczyń, więc nie można mieć pretensji do elfa, że forma antroski była dlań myląca.

Lake rozejrzał się po cudacznych kształtach bywalców. Jego uwagę przykuła jedna sylwetka. Nie zauważył jej na początku, wszak ledwo wystawała ponad blat stołu. Uśmiechnął się półgębkiem, w końcu nieczęsto zdarza się znaleźć mieszkańca Mistral na jakiejś pipidówie we wschodniej Mastodonii. Pytanie tylko - do której z ras należała ta osoba? Cóż, za chwilę i tak stanie się to jasne. Podszedł niedaleko łapiąc kurdupla pod pachę i podnosząc go na wysokość oczu.

- Siema knypie - zarechotał - Zachciało się zwiedzać dalekie kraje, co?

Mała kobieta nie zareagowała. Spojrzała się w oczy napastnika i ledwie zauważalnym ruchem ręki rzuciła niewielką butelkę prosto w twarz elfa. Anomander syknął puszczając uchwyt i zaczął trzeć się pod swoim ogromnym nosem. Kobieta zdała test.

- Przepraszam waszmość jej mać! - syknął siadając na przeciw - Zawsze mylę was z gnomami.
- Nic nie szkodzi. - odpowiedziała spokojnie wracając na swoje miejsce. Zaciekawione spojrzenia z innych kątów sali zaczęły się odwracać, gdyż ani elf, ani kobietka nie przejawiali chęci do walki. Dla Mastodończyków podobna sytuacja mogła wydać się czymś dziwnym, tymczasem w Mistral próba na gnoma była zwyczajowym elementem kultury.
- Co mogło sprowadzić do takiej jebanej dziury alchemiczkę z niziołków? - zapytał elf nadal trąc swój nochal
- Zapewne to samo co i Ciebie, Anomanderze Lake. - odpowiedziała rozbawionym głosem.

Młody elf uniósł brwi. Dopiero teraz miał okazję przyjrzeć się swojej rozmówczyni. Wszystkie kurduple wyglądały dla niego podobnie, jednakże zazwyczaj nie miał problemu z oceną wieku niskich ras. Niziołka miała bardzo młodą, wręcz dziecinną twarz oraz smukłe (jak na hobbita) ciało młodej dorosłej. Z drugiej strony wyraźnie siwe, połamane włosy i zniszczone dłonie sugerowały kogoś wyraźnie starszego. Widocznie zabawy z alchemią miały różne skutki, tylko w przypadku nieznajomej trudno było ocenić, czy były one negatywne, czy pozytywne. Najpewniej oba na raz.

- Nie ma co się dziwić że wiem kim jesteś, paniczu. - kontynuowała - Tak jak i Ty myślę. Czasem. Jak mam na to ochotę i nie jestem zajęta ciekawszymi sprawami.
- Takimi jak badanie Merynosów? - odparł Anomander. Skoro nieznajoma chce z nim grać w tę grę, to nie ma nic przeciwko aby podnieść rękawicę.
- Chciałabym odpowiedzieć, że jestem jedynie zainteresowana rosną jedynie w tej okolicy rzadką odmianą mirabelek, ale trafiłeś. - westchnęła - Zgaduję więc, że zjawiliśmy się na krańcu cywilizowanego świata z tego samego powodu.

Była to prawda. Anomander dobijał stopięćdziesiątki. Dla normalnego elfa był to wiek wkroczenia we względną pełnoletność, ale dla następcy rodu Lake była to jedna z ostatnich okazji, aby dokonać czegoś wielkiego. Gdyż Lake'owie, jeden z najznamienitszych rodów Mistral, do wielkości byli stworzeni. Dziadek Anomandera w tym wieku był bohaterem jednej z licznych wojen przeciw Lan Sar. Jego ojciec zaś zasłynął z projektów i konstrukcji monumentalnych budowli, które nadały nowej świetności stolicy – Hungman City. Anomander z kolei urodził się w czasach, gdy wszystkie wojny zostały już wygrane, wynalazki odkryte a lądy odnalezione. Dlatego gdy tylko zrobiło się głośno o nowym zagrożeniu z Owczarni Czarnej nie czekał długo (tylko dostatecznie, na tyle aby temat Merynosów dobiegł do uszu wszystkich wielmoży Imperium) i ruszył na wschód. Nowe zagrożenie było idealną okazją, aby zdobyć potrzebną w trudnym zawodzie następcy znamienitego rodu chwałę.

- Jeżeli celem tym jest wyrywanie dupeczek na stepach dorsetańskich to tak. - odpowiedział jednak. Hobbitka popatrzyła na niego przez chwilę jak na wariata, jednak po kilku sekundach zaświtało jej w głowie skąd zna ten tekst.
- Anomander Lake, następnym razem Cię pokonam. - odparła innym cytatem z popularnej ostatnio sztuki teatralnej.
- Ha! - zawołał elf - Jako nagrodę wybieram poznanie imienia szacownej towarzyszki.
- Nierdzewka. Pełne rodowe imię brzmi Erika Bomber-von-Klops-auf-Niderlanded-Klusken-z-Makaronen. Ale wystarczy Nierdzewka, naprawdę... - odpowiedziała i wróciła do tego, co robiła zanim dziedzic rodu Lake jej przeszkodził.

Stary stół w tawernie dla mało którego alchemika byłby pierwszym wyborem na miejsce pracy, ale będąc w podróży, z dala od swoich pracowni nie można było wybrzydzać. Na blacie znajdywało się kilka kupek różnokolorowych proszków, usypanych ostrożnie na środkach papierowych chust. Poza tym obok można było znaleźć starannie uporządkowane liście i kilka szklanych fiolek z tajemniczymi substancjami. Nierdzewka była w trakcie uzupełniania zapasów podstawowych mikstur, które mogły przydać się w podróży na niebezpieczne ziemie.

- Imponujące. - pokiwał głową elf - Jak przystało na kogoś, kto potrafi uwarzyć bałwochwał*.
- Dla laika wszystko wydaje się skomplikowane. - odparła Erika uważnie odmierzając ilość kropel przelewaną z jednej z fiolek do tygielka.
- Jakiego kurwa laika? - oburzył się Lake - Nie myl pochlebstwa z ignorancją. Ten czerwony proszek to na przykład gargantuan. Żaden z Was nigdy się z nim nie rozstaje.
- Ano. - Nierdzewka nadal była zajęta robieniem mikstur - Często stosowany w miksturach ofensywnych. W połączeniu z olejem ryboludzkim silnie wybuchOKURWA!

Akurat w tym momencie w którym tłumaczyła działanie specyfiku o stół zawadził jeden ze stałych bywalców który uznał, że wypadałoby się zbierać do domu. Pijany antropomorf przypadkiem, które zdarzają się tylko w opowieściach przewrócił buteleczkę z ryboludzkim tranem prosto na karmazynowy proszek. Mieszanina zaczęła niebezpiecznie dymić i skwierczeć. Hobbitka szybko chwyciła chustę z gargantuanem i przytomnie rzuciła ją w kierunku ściany budynku pod którą aktualnie nikt nie siedział. Po kilku sekundach rozległ się huk, a tawerna wzbogaciła się o dziurę w ścianie. Karczmarz nadal stał za kontuarem niewzruszony, polerując wciąż ten sam gliniany kubek.

- Ty jebany dałnie! - niziołka zaczęła się wydzierać na wyraźnie nie rozumiejącego co się stało antrosa - Mogłeś nas wszystkich kurwa pozabijać!
- Nawet zaczęłaś gadać jak elf! - Anomander śmiał się beztrosko nie zważając na oburzenie alchemiczki.
- Spierdalaj.
- Chuja, nie tak prędko. - odpowiedział wciąż rozbawiony - Imponujesz mi mała**. Co Ty na to, aby razem wyruszyć do legowiska owieczek? Zawsze przyda się ktoś, kto będzie pilnował twoich pleców.
- Zastanowię się. - odburknęła tylko i zaczęła porządkować inne przewrócone przez pijaka specyfiki.
- Na dobry początek znajomości ród Lake pokryje wszystkie koszty związane z naprawą tego przybytku. - odwrócił wzrok w stronę otworu w ścianie - Co nie powinno być wielkim wydatkiem, wszak to zwykłe drew...

W tym momencie w dziurze znajdywało się coś o wiele gorszego, niż zwykłe drewno. Z otworu jarzyły się czerwonawe ślepia prześwitujące groźnie przez grzywę z gęstej wełny. Wszyscy w tawernie zamilkli. Przez kilka sekund słychać było tylko złowieszczy deszcz, po czym Merynos w końcu przemówił.

- Bee-ee...

Nieliczni patroni jak jeden mąż zerwali się z siedzeń i popędzili w stronę drzwi przybytku. Nie przestrzegając zdroworozsądkowej procedury która mówiła, aby najpierw zlustrować teren przez judasza otworzyli drzwi w nadziei ucieczki do swych domów.

- DEBILE! - zakrzyknął Anomander - One nigdy nie chodzą same! Pchacie się prosto w ryje tych kurwiszonów.

Nikt go nie słuchał, zresztą było już za późno. Spanikowana tłuszcza otworzyła drzwi tworząc drogę wejścia dla nieumarłych owiec. Po chwili rozległy się krzyki, szybko zagłuszane przez zbierającą się w gardłach krew. Tłocząca się pod drzwiami grupa zaczęła się cofać wgłąb lokalu. Pojedyncze osoby padały na ziemię bez życia. Merynosi zaczęli wchodzić do tawerny. Oczywiście poza tym złowrogo wpatrującym się przez dziurę w ścianie, bo otwór stworzony przez eksplozję był za mały aby przecisnął się przez niego baran.

Mały tłumek złożony z siedmiu klientów i szynkarki został całkowicie odparty. Wszyscy leżeli na podłodze wijąc się w przedśmiertnych konwulsjach. Merynosi weszli do karczmy. Nie było ich wielu, może pięciu-sześciu. Różnili się między sobą stopniem rozkładu - najlepsi z nich mogli być wzięci wręcz za żywych obywateli Owczarni Czarnej, gdyby nie ich sztywne, trupie ruchy i gorejące oczy. Najbardziej sponiewierany zombie z ekipy był jedynie przeciętym w połowie korpusem, który wczołgał się do przybytku na samym końcu. Wszystkich łączyło gęste, owcze futerko i powtarzana rytmicznie fraza.

- Beee-eee... Beee-eee... Beee-eee...

Padli klienci, u których minęły konwulsje zaczęli poddawać się pierwszym objawom infekcji. Cudaczne kształty zabitych zaczęły pokrywać się gęstą wełną. Najzabawniej wyglądała zapewne dziewka karczemna, której stalowa, kubiczna forma porośnięta sierścią wyglądała jak przerośnięta poduszka. Podróżnikom z Mistral nie było jednak do śmiechu.

- Dziesięciu... Jedenastu... Dwunastu. - policzył Merynosów Anomander, po czym splunął w dłonie - Powinienem ich rozkurwić. Uważaj na siebie, Nierdzewka.
- Nie musisz mi tego dwa razy powtarzać - odparła hobbitka wycofując się pod ścianę, by zacząć grzebać w postawionym obok ławy plecaku.

Anomander jeszcze raz zmierzył wzrokiem grupę przeciwników przed nim, po czym rzucił się na najbliższego nieumarłego. Bez broni, wszak honor zabraniał elfom walczyć używając czegoś innego, niż własne SZPONY lub broń odebrana przeciwnikom. W tym przypadku nie było jednak czego odbierać, więc młody elf bez zawahania wbił twarde palce w szyję najbliższego barana, mocnym szarpnięciem wyrywając mu głowę. Płynnym ruchem machnął w stronę gardła drugiego z zombie, w międzyczasie miażdżąc butem czaszkę jednego z powoli przemieniających się patronów. Lake skakał pomiędzy owcami jak małpa, pokazując dlaczego w Hungman City Lake'owie byli znani jak ród, który potrafi o siebie zadbać. Zwinne ruchy długouchego jednak spowolniły. Dwóch pełzających Merynosów chwyciło go za nogawki, próbując wgryźć się w potężne łydy elfa. Anomander zaczął wierzgać nogami we wszystkie strony. Owce były nie wzruszone, kłapiąc zębiskami w powietrzu i pobekując smętnie. W tej chwili jednak spod ściany poszybowały dwa pociski, idealnie trafiając uczepione nóg elfa owce w czerepy. Zaskwierczało, zadymiło i po chwili Merynosi padli bez ruchu na ziemię, przez spaloną skórę czaszek bielała naga kość.

- Pobrudziłaś mi spodnie. - odparł elf wypatrując kolejnego nieumarłego, jednak po chwili dodał - Ale dzięki.
- Ależ proszę - odparła Nierdzewka wyjmując z plecaka kolejne fiolki z wodą królewską - Odkupię Ci gdy w końcu stworzę kamień filozoficzny.

Elf prychnął, po czym wrócił do walki. Padła prawie połowa zgromadzonych Merynosów, jednakże ta niespodziewana sytuacja podziałała na niego niczym kubeł zimnej wody. Tradycyjny styl walki elfów to jedno, ale przeciwko przeciwnikowi który potrafi Cię zabić zadając jedną ranę mógł okazać się on niewystarczający. Najważniejsze było przetrwanie rodu, czyny legitymizujące ich władzę stoją jednak odrobinę niżej na drabinie wartości Lake'ów. Wycofał się kilka kroków, aby przeanalizować sytuację.

Erika z kolei nie miała żadnych skrupułów, aby kontynuować swoje bombardowanie. Specyfiki niezbędne do uprawiania alchemii były drogie, ale prosperująca huta szkła dostarczała jej wystarczających środków na doskonalenie kunsztu. Przy okazji załatwiała także sprawę naczyń na specyfiki. Bez elfa na linii strzału trajektoria szklanych pocisków stała się o wiele bardziej chaotyczna, trafiając barany w korpusy i kończyny. Mieszanina kwasów wyżerała w istotach straszliwe dziury, jednak te nadal parły naprzód. Wypalone mięso po chwili i tak zaczęło zarastać futrem.

To podsunęło Anomanderowi pewien pomysł. Chwycił próbujące powstać truchło szynkarki w obie ręce i rzucił stronę zebranej grupki Merynosów. Nieumarli zostali powaleni sześcianem aluminium, co dało dwójce Mistralczyków niezbędne sekundy na doprecyzowanie swoich ataków. Kilka sekund potem było już po wszystkim - cała gromada zombie została pozbawiona głów, niebezpieczeństwo zostało chwilowo zażegnane. Pogoda zdawała się tryumfować wraz z nieludźmi - deszcz przestał padać. Zza chmur zaczęły przebijać się nieśmiało pierwsze promienie słońca.

- No! Powinniśmy chyba się zbierać. - rzekł elf strzeliwszy palcyma - Do zachodu mamy jeszcze parę godzin, jak dobrze pójdzie to zdążymy do następnej wioski.
- Czyli chcesz cofać się wstecz? - spytała Nierdzewka wyjmując z plecaka puste fiolki - Chyba, że przez "następną wioskę" rozumiesz jakąkolwiek osadę znajdziemy w Owczarni Czarnej?
- Się kurwa wie!
- Wspaniale. - odpowiedziała pobierając próbki śliny i krwi z kilku nieruchomych baranów - Naprawdę wspaniale. Chciałabym jeszcze wziąć próbki ich żółci i kwasów żołądkowych, ale kiepsko trochę z czasem. Prowadź, wodzu.

Po kilku minutach byli już spakowani i gotowi do wyruszenia na wschód. Licząc czas potrzebny na odbiór wierzchowców ze stajni na drugiej stronie miasteczka Albania powinni przed zmierzchem dojechać do posterunku granicznego między Mastodonią, a Owczarnią. Wykorzystywanie dyplomatycznych koneksji Anomandera do nocowania w takim miejscu mogłoby zostać uznane za nadużycie, ale w obecnej sytuacji była to najlepsza opcja. A co będzie później? Tylko bogowie to wiedzą***.

Posępny mamut zaś, nadal niewzruszony, wycierał ten sam gliniany kubek.

---

* skomplikowana mikstura którą Anomander oberwał w twarz na przywitanie. Sama w sobie nie ma zapachu, jednakże zawarte w niej związki przy bliskim kontakcie pobudzają receptory węchowe w ten sposób, że odbierają one sygnał w sposób jak najmniej przyjemny dla danej osoby. Anomander nie wiedzieć czemu czuł ćwikłę.
** nie, elf nie miał zamiaru flirtować z osobą trzykrotnie od siebie niższą. Użył tego określenia w znaczeniu jak najbardziej dosłownym.
*** tak naprawdę to nie, to tylko takie przysłowie. Jednak jakby wiedzieli to zapewne zaśmialiby się drwiąco.
09.06.2019 19:28
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Weather Offline
Shichibukai
Pirat

*
Liczba postów: 1,272
Dołączył: 28.04.2009
Skąd: Kraków
Poziom ostrzeżeń: 20%
Post: #4
RE: Story Cubes -10: Szybko i Śmiesznie w Przeszłości
Anomander z nową towarzyszką kierowali się w kierunku owczarni czarnej, by odkryć tajemnice nieumarłych owiec które dręczą mieszkańców Mastodonii. Choć żadne z nich tak naprawdę nie przejmowało się antrosami i innymi którzy cierpią. Dla Nierdzewki, była to kolejna zagadka do rozwikłania, rozłożyć te zombiaki na części pierwsze i zobaczyć co w środku stuka, i przy okazji przeprowadzić parę własnych eksperymentów. Pan Lake natomiast, uznał że na obecną chwilę, zostanie pogromcą morderczych martwych owiec, jest nie najgorszym sposobem na zdobycie władzy.


Obecnie jednak dwójka próbowała uporać się z większym problemem, który sprawiał że przesunięcie gór Hoenn Fan dall wydawało się całkiem wykonalne.


- No kurna mać, ile można czekać na zwykłe sprawdzenie dokumentów?! - Krzyknęła niziołka, uderzając pięścią o blat lady, Anomander natomiast stał obok, opierając się na lewym ramieniu, wiedząc że wkurw towarzyszki jest dość bezużyteczny w takiej sytuacji.
W środku budki strażniczej, istota z długimi ramionami zakończonymi długimi lecz tępymi pazurami, powoli przyrządzała sobie herbatę, Długaśne uszy trochę poruszyły się na dźwięk krzyków, strażnik granicy między mastodonią a Owczarnią, lekko odwrócił głowę, małe czarne oczka i włochaty pyszczek skierowały się na dwójkę podróżników lecz się odwrócił udając że nie patrzył wcale na nich.

- Zluzuj swoje płaskie cyce i się pobaw proszkami, tylko to przedłużasz. - Przewrócił elf oczami, a niziołka coraz bardziej nerwy traciła.
- Ciebie to chyba kurna bawi że ja się tu produkuje a nic z tego nie wynika! - Na to Anomander się uśmiechnął, pokazując ostre ząbki. Trochę go korciło by opowiedzieć typowi jakiś dowcip, by jeszcze bardziej przedłużyć i ponabijać się z kobiety.
- Jaaaak móówiiłeeeem, spraaawaaa jeeest obeecniee zajmooowaanaa przeeez peersoneeel, aah cholera gdzie cukier. aah tu. Bęęędzziieecieee wpuuuszczeeeniii jaaak naajszyyybcieeej sięęę daaa.- Powiedział strażniczy Anoniusz Zgrzytek, niesamowita istota która jest kombinacją ras obójga rodziców, coś co zdarza się prawie tak rzadko jak uczciwy polityk Niestety jego rodzicami byli muł i leniwiec, więc wyszło z nich najbardziej oporna i powolna istota w całej mastodonii. Czyli istne marzenie dla każdego szefa firmy który lubi patrzeć jak w obsłudze klienta, ludzie z skargami dostają pierdolca, bo jak każdy wie, to jest celowy zabieg by jak najwolniej załatwiać takie sprawy.
- Pan się młodą nie przejmuje, tyle czekaliśmy to jeszcze i można trochę! - Można by to uznać za dziwne by sam ANomander Lake z swoją reputacją i innymi assetami, tak się pierdzielił przy zwykłym przejściu granicznym. Niestety cały starszy personel został wezwany gdzie indziej, najpewniej coś poważnego się stało ale wyciągnięcie tej informacji, zajęłoby jeszcze więcej czasu. Więc w takiej sytuacji na posterunku zostały same ciućmoki, które trzęsą portkami i nie zrobią nic o ile nie jest to w 100% zgodnie z regułami, by nie wkurzyć szefów. No i jeszcze był ten Anon, który specjalnie przedłuża zwłaszcza po tym jak Niziołka go zgnoiła od mutantów i niekompetentnych leniów.
- Przecie to ty go tak zwyżywałeś, ja byłam zaciekawiona nim!
Nie ma co drążyć tematu i chuj kto zjechał kogo, pomyślał Lake. Co prawda mogli spróbować argumentu siły, ale to tylko więcej problemów później, a zawsze może się tu przejść i skopać dupy im po zdobyciu sławy, celebrytom się szybko wybacza.


Po kilku kolejnych godzinach ślęczenia, darcia się i robienia herbaty, w końcu dwójka otrzymała wejściówki do Owczarni.
Oootooo waaaszeeee doookuuumeeeentyyy (upierdliwcy) zaaapraaaszaamyyy poonooownieeee….oby enie szybko.

W końcu udało im się przejść, nocleg udało im się załatwić na samym początku, tylko robota papierkowa się dłużyła, głównie przez brakujące pieczątki które zapodziały się w wewnętrznej kieszeni kurtki Anoniusza, a jest to bardzo niewygodne miejsce do sięgnięcia jego łapami, więc się cała akcja dłużyła.

Dotarcie do najbliższej osady w Owczarni nie zajęło dużo czasu, zwłaszcza gdy niziołka zaczęła siedzieć na barkach elfa a on sam zaczął przebierać bardziej nogami, normalnie nie odwalał by za rumaka dla nikogo, ale zbyt dużo czasu już stracili, plus była okazja do robienia komentarzy o tym jak niziołka mu grzeje uszy udami, choć to tylko dla zabawy gdyż brak mu było jakiegokolwiek zainteresowania w niej.
- No w końcu, tak koślawo biegasz że całą drogę musiałam pilnować by mi się chemikalia nie zmieszały, ostatni raz na tobie jeżdżę.
Anomander już miał otwierać gębę na komentarz, gdy coś zwróciło jego uwagę, jednak nie było to warczenie niziołki na kolejne innuendo.
- Nie ruszać się skurwysyny, bo ta cięciwa zaśpiewa quin gon!
Zza jednego z budynków, wystawił łeb niska włochata postać, o wielkich przednich ząbkach, odziana w brudne potargane szmaty, trzymająca kusze co wyglądała na szybko zrobioną w domu. Owy osobnik był szczurzym antrosem, metr dwadzieścia góra. Długie cienkie wąsy opadały po obu stronach ryjka, lecz końcówki były sklejone brudem. Osobnik próbował wykrzesać z siebie brawurę, lecz nogi mu trzęsły się jak galareta, plus cięciwa nie była naciągnięta bo wielokrotnie przyciskał spust przez swoje drgawki i nic nie leciało.
- Te panie, a co pan tak rzuca skurwysynami? Pomyślałeś może jaką matkę właśnie obrażasz?!
Ryknął na niego Anomander, przez co szczur zapiskał wysoko i kilkukrotnie upuścił swoją kusze.
- No teraz to akurat trafnie określiłeś straszną cholerę, ale koniec z tymi pierdołami. Daj mi pięc sekund to go nabije na tą kuszę o ile się nie rozwali w trakcie.
Elf już zakasał rękawy by rozprawić się z oponentem, mord w oczach. Szczur natomiast narobił w gacie, znaczy zrobiłby to gdyby miał co wydalić, ale nie jadł od dni.
- Wstrzymaj konie koniu, przecież widać że on się ciebie boi
- No i powinien-. Odpowiedział Lake, ciesząc ząbki. Niziołka jedynie pokręciłą głową i wyszłą przed niego, powoli podchodząc do szczura, wyciągając rękę w łagodnym geście. Normalnie nie miałaby problemu by jej towarzysz typa trochę sponiewierał ale sama gdzieś czytała że są różne metody na wyciąganie informacji, a w przypadku przestraszonych i znerwicowanych, udawanie przyjaznego daje bardzo dobre efekty.
- Już spokojnie, nic ci nie grozi, nie chcemy cię skrzywdzić. Możesz opuścić kusze. Chce tylko się od ciebie coś dowiedzieć.
Powoli gestykulując i używając łagodnego tonu, dziewczyna zmusiłą szczura do opuszczenia swojej broni, jak i uspokojeniu siebie. Po chwili szczur zaprowadził ich do jednego domku nieopodal, jeden z niewielu który nie był zabarykadowany deskami. No dobrze to było kłamstwo, bo po dokładnym przyjrzeniu się, były pozostałości po rozwalonych deskach i gwoździach w ścianach i framugach. Anomander zauważył że w przeciwieństwie do innych, tu wyglądało jakby owe deski i blokady rozwalono od środka. Po tym jak usiedli, szczur w końcu zaczął gadać.
- J-jestem Zong Parszywek, pochodzę z Szczuronii...Przybyłem do wioski kłębiastych pól miesiące temu, chciałem zarobić jako kreator odzieżowy. Hehe, miałem nawet pomysł na ten, giry nie kurna, gimmick jak to ktoś mówił. Bym zapraszał panny owce i przerabiał wełnę które już mają na sobie w ubranka, tak tu ciut uciąć, tu trochę przesunąć hehe.
Zong zaczął lekko chichotać, na co Złomka podniosła brew i zapytała.
- A co z facetami owcami?
W chwile Zong spoważniał i się zapytał ją jak głupią. -A co z nimi?-
Niziołka sobie to zanotowała w pamięci i uznała że z osobnika będzie dobry wabik. Lake co prawda problemów z dziewojami nie miał, ale i tak wymienił z szczurem, kiwnięcie głowy na znak uznania jego pomysłowości.
- Niestety biznes nie szedł tak dobrze jak chciałem, więc zacząłem sprzedawać zwykłe ubrania.Potem zaczęły się plotki….potem zniknięcia….a teraz….widzicie w jakim stanie jest wioska. nie jest to jedno z większych miast, zostaliśmy olani przez resztę owczarnii i wszystko zeszło na psy.
Wiele im jego gadanei nie dało, ale Lake wiedział lepiej by oczekiwać wszystkich odpowiedzi na samym początku wędrówki.
Słuchaj, ja dojdę do sedna tego całego gówna, rozumiesz? Pytanie tylko jest, co ty możesz nam zaproponować jeśli chcesz się z nami szwędać. Możesz co prawda się tu zamknąć i mieć nadzieję że cie nie dopadną, ale będziesz trzymał się kogoś tak mocnego jak ja.Więc jak będzie?


Szczur miał swoje obawy, jednak coś mu mówiło że elf nie da mu tyle czasu ile chce więc Zong odpowiedział szybko.
- J-ja znam okolice, ogólnie jestem rozeznany w terenie! Podróżowałem całe życie, jeszcze wiele rzeczy się o uszy obija….
No i oto chodziło, i już jest przewodnik za friko. Teraz tylko go trochę emocjonalnie i psychologicznie pomaltretować, by bardziej bał się uciekać od niego, niż od owiec.
No to przynajmniej tyle, ale już się ciut ściemnia i trzeba rozbić bazę na dziś. Pozatym korci mnie by przeanalizować wszystkie próbki które pobrałam.
Na szczęście Złomki, mały domek miał jeszcze piwnice tak dużą jak główny pokój, szybko se zrobiła tam swoje miejsce i rozłożyła sprzęt. Anomander natomiast siedział na górze i częstował Zonga częścią swojego prowiantu.
-Nie trzeba by...no trochę...zabezpieczyć domu na w-wypadek?-
-A dało to coś wcześniej wam?- Odpowiedział chłodno elf.
-No...no nie- Odpowiedział, głośno przełykając ślinę szczur. - Tym bardziej jak się ta dwójka napatoczy…..-
Anomander odrazu skupił się ponownie na swoim nowym przewodniku. -Jaka dwójka?-
Zong opuścił głowę. -Każdy który zostaje..przeklęty czy zarażony cholera wie, staje się jednym z nich….porośnięty wełną i tak dalej…..Problem z tym, że w tej wiosce mieliśmy nietypową dwójkę…..Mistrza Fung Ku Bah Won’a, który był z bawolandi, i jego młody uczeń Ryu lin….z smoczej utopii….Co prawda stali się owcami, ale….ich fizjologia pozostała taka sama….jak ich instynkty ze sztuk walk….Módl się by ich nie było w pobliżu…..
Anomander odwrócił łeb w kierunku okna, gdzie było widać księżyc przysłonięty chmurami, wyszczerzył zęby jak najszerzej tylko mógł, i zrobił odwrotnie niż jak Zong go prosił.

[Obrazek: a5d45uF.png]
16.06.2019 19:54
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Odpowiedz 




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Wymiana
One Piece Vampirciowo Fairy Tail Valid XHTML 1.0 Transitional Poprawny CSS!

Kontakt | One Piece Nakama | Wróć do góry | Wróć do forów | Wersja Mobilna | RSS | Mapa Nakama