Aktualny czas: 23.09.2019, 20:16 Witaj! (LogowanieRejestracja)

Odpowiedz 
 
Ocena wątku:
  • 0 głosów - 0 średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Story Cubes 11: Szklana Pogoda
Autor Wiadomość
Orzi Online
Yuusha
Łowca Piratów

*
Liczba postów: 3,815
Dołączył: 11.05.2011
Skąd: Snajper Island
Poziom ostrzeżeń: 10%
Post: #1
Story Cubes 11: Szklana Pogoda
Zasady:
Cytat:1: Górny limit stron to 6 stron A4 - oczywiście jak ktoś lekko przekroczy to nic się nie stanie;
2: Termin oddania to tydzień od momentu wrzucenia na forum - i jeśli ktoś to przeskoczy to też nic się nie stanie - w razie czego jak wiemy, że nie będziemy mieć czasu to i zamienić się można;

Kolejność:
1 - Weather
2 - Fufu
3 - Orzi
4 - Grigorij
5 - Eikichi
6 - Szczery
7 - Rudzish
8 - Kyouchika
9 - Komimasa

Ilość tur: 2 (z możliwością przedłużenia)

Kostki:
[Obrazek: IMG_20190831_192634.jpg]
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.09.2019 10:34 przez Orzi.)
01.09.2019 18:16
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Weather Offline
Shichibukai
Pirat

*
Liczba postów: 1,278
Dołączył: 28.04.2009
Skąd: Kraków
Poziom ostrzeżeń: 20%
Post: #2
RE: Story Cubes 11: Szklana Pogoda
MPO!
Mastodońskie Przedsiębiorstwo Oczyszczania. Od wielu lat zajmuje się usuwaniem gnójstwa i świństwa z ulic miast, dając staruchom i debilom proste i tanie zatrudnienie. Dzięki nim, nie tylko nie śmierdzi ci spod okna przez kubły na śmieci, a kontenery osiedlowe są ładnie ogrodzone ścianą z drzwiami na klucz, które jedna babka non stop zamyka choć są skonstruowane tak że nie otworzysz bez wsadzenia klucza tak czy srak, ale nie trzeba marnować cenne sekundy na przekręcenie klucza bo kuźwa wejdą i kradną śmieci!
Dodatkowo, MPO rozwija system utylizacji śmieci dzięki czemu złomowiska przestają być popularne, co przyprawia trójke młodocianych z podobnymi imionami o płacz i zgrzytanie zębów ale to mała cena za czystość w miastach. Co prawda dalej jest brudno, ludzie i antropomorfy nie segregują, ogólnie całe przedsięwzięcie powoli idzie, i są problemy z dotacjami. Ale cała inicjatywa idzie z tego, że nam zależy na zdrowiu środowiska!
- Aaaa gówno tam a nie środowisko!
Parsknął Tomek Zgrzyczarszki, opos antropomorf i pracownik MPO, na filmik instrukcyjny który leciał w kawiarence firmy. Obok niego siedział nowy rektur, młody człowiek Brajan Ruzwelt, po studiach z literatury skończył tutaj by opłacić kredyt studencki.

- No panie nie unoś się tak, źle to szkodzi na energię Chi-p. Zresztą czemu uważa pan że kieruje nimi coś innego niż zwykła troska o matkę naturę? Tak trudno uwierzyć że ktoś chce lepiej dla świata i odechciało mu się od tak wywalać śmieci do jakieś dziury?
Tomek przerwał młodemu, waląc dłonią o stół.
- Oh to nie to że nie chcą, tylko nie mogą. Nie po tym co się stało dekady temu. Kiedy ta dziura powstała.
Tomek odpowiedział, wgapiając się w kubek gęstej czarnej kawy. Brajanowi kropla potu zleciała po skroni.Tomek postanowił podzielić się z młodym, kawałkiem historii świata o którym nie uczą w szkołach ale można usłyszeć jako zabobon albo na internecie wyczytać jako jakąś creepypastę. Gdyż tak naprawdę nikt nie wie, co się dzieje w miejscu zwanym.

Królestwo “Zł0m0w1sk0w0”


Lata temu, w Mastodonii wyszedł problem zbyt wielkiej ilości śmieci. Kubły były wszędzie przepełnione, śmierdziało jak dupa Jaszczura. Były propozycje jak się z tym uporać jak segregacja i recykling, ale wtedy uznano to za frajerstwo a nikt nie chciał być frajerem.Zamiast tego postanowiono po prostu wywalić te śmieci w cholerę. Wyznaczono kawałek ziemi leżący pomiędzy Mastodonią a Mistralem. Na początku nie było to nic dużego, ot zwykłą dziura wielkości małego osiedla, kilka metrów głębokości, ogrodzone siatką.Ciężarówki zaczęły do niej wywozić wszelkie śmieci z miasta, potem gdy zaczęło się przepełniać, wysłano ekipę by tą dziurę poszerzać, i tak sobie rosła. Po kilku tygodniach, Mistral zauważyło co Mastodonia robi, więc postanowili się przyłączyć, oczywiście za umową że załatwią siłę roboczą do poszerzania dziury.
Złomowisko powiększało się coraz bardziej, nowe dziury wykopywano które szybko się zapełniały i stosy śmieci zaczęły tworzyć górki, by po chwili zostać połączone z oryginalną dziurą. Miejsce zaczęło się rozrastać coraz bardziej, aż w końcu rozmiarem zaczęło dorównywać mistralowi.
Po latach wywożenia i układania śmieci jedne na drugich, coś dziwnego zaczęło się dziać.
Młody Tomek lat dwadzieścia, przechodził przez sektor A złomowiska, niosąc worek pstych puszek. Wtedy pod nogami zauważył mały biurowy rozszywacz, wiecie takie co wygląda jak szczęki zwierzęcia. Dygotało sobie na ziemi, niby dziwne ale może jakiś robal był w środku i tym się bawił. Młody opos zignorował to i poszedł dalej.Następnego dnia znowu natrafił na ten rozszywacz, jednak tym razem nie tylko dygotał, ale również poruszał szczękami. Tomek wziął go w ręce i obejrzał, ale w środku żadnego owada nie było. W końcu wziął to dziwne znalezisko by pokazać kolegom którzy siedzieli w pobliskiej chacie gdzie mieli przerwę. Na początku go zignorowali, jednak zobaczyli że coś jest nie tak z tym małym złomem. Jednak to co dopiero ich zaskoczyło, to kiedy ten rozszywacz zaczął śpiewać. Dziwny melodyjny głos wydobywał się z metalowych szczęk, po chwili podobne dźwięki zaczęły się wydobywać z całego złomowiska, inne małe śmieci zaczęły się poruszać, a potem wszystko zaczęło się trząść jakby było trzęsienie ziemi. Każdy pracownik czy to człowiek, antropomorf czy nieludź brali nogi za pas. Nikt nie chciał tam wracać, byli zbyt przerażeni. Nawet przełożeni musieli się zgodzić, gdy zobaczyli że pomimo braku trzęsienia ziemi, złomowisko w dalszym ciągu się porusza.

Po tym incydencie, przez 4 lata nitk nie ośmielał się tam wracać, jednak trzeba było w końcu tam wrócić i zbadać sytuację. Zebrano ekipe składającą się z naukowców, badaczy zjawisk paranormalnych jak i kilku księży. Wysłano ich razem z obstawą na wypadek niebezpieczeństwa. To co ujrzeli na miejscu, sprawiło że ich szczęki uderzyły o ziemię. . Zamiast zwykłej tony śmieci i odpadów, ciągnących się poza horyzont. Ich oczom ukazała się, metropolia.
Przez te lata, z złomu gratu i śmieci, uformowały się budynki, drogi i dodatkowo...ludzie. A przynajmniej coś co przypominało ludzi. Stworzenia zrobione ze złomów najróżniejszej maści, jedne humanoidalne, inne wielonożne, wieloramienne, jak zwierzęta jak antropomofry.
Głowa ich rozbolała od tego widoku, sam widok był porażający, ale też to że wszystko miało zlewające się kolory rdzy. Trudno było ujrzeć detale i zespół badawczy dostawał oczopląsu.
Zajęło im godzinę by przystosować się do tego widoku, i w pełni ujrzeć to zjawisko.. Infrastruktura była bardzo unikalna, w jednym miejscu domki jak niskie mieszkania, gdzie indziej pojedyncze domki, w stylu wiejskim, inne jak z opowiadań dla dzieci, kształtem przypominające lodówki czy garnki. Gdzieś w oddali widzieli budynki jak wieżowce biurowe, choć wysokie nie były i na dodatek dość krzywe. Park gdzie z ziemi wyrastały porośnięte mchem konstrukcje imitujące drzewa, huśtawki karuzele i inne takie, wszystko z odpadków. Po momencie, zszokowany zespół, przestał suszyć sobie ząbki jak to mówią, a zaczęli się uśmiechać. Każdy po prędce rozpoczął swoje badania i analizy. Naukowcy zaczęli pobierać próbki, paranormalni walili swoimi skanerami na lewo i prawo, duchowni zaczęli grzebać w swoich księgach. Naukowcy już snuli hipotezę o tym jak wyewoluowała tu nowa form abakterii która użyła złomu by stworzyć to miasto i te wszystkie stworzenia.Panormalni mieli teorie że uczucie porzucenia zmanifestowały się w śmieciach i dało im życie. Księża natomiast modlili się do Anaszpana, wierząc że to on zesłał dar życia na tą kupę gówna.

. Jednak nie mieli szansy by pokazać który z nich ma rację, ich zachowanie było co najmniej niekulturalne. Tu niszczyli domki i inne konstrukcje, tam pisano symbole i lano wodą, pod koniec to chcieli nawet ukraść jedną istotę która trochę przypominała małe dziecko. Wtedy nagle znaleźli się w cieniu 2 metrowej istoty o czterech grubych ramionach zrobionych z grubych rur.

-Drodzy państwo, myślę że trochę nadużyliście naszej gościnności. Chcieliśmy dać wam szansę na opamiętanie się gdyż rozumiemy jaki wpływ szok kulturowy może mieć na gości. Jednak Dopuszczacie się teraz bardzo haniebnego czynu, a nawet komitet powitalny nie zdążył tu przyjść.

Każdy oczekiwał bardzo głębokiego i strasznego tonu, jakim ten wielki potwór przemówi., Jednak ten osobnik, przemówił głosem jak dżentelmen wysokiego statusu, pełen inteligencji, łagodność ale jednak czuć było od niego stanowczość. Zaczęli go okrążać ze wszystkich stron, dokładnie mu się przyglądając. Wysoka istota jedynie pokręciła głową, gdy zrozumiała że oni go wcale nie słuchają.
Więc po prostu szybko złapał każdego za ciuchy i wyrzucił ich poza tereny złomowiska, razem z obstawą która zapomniała o swojej misji gdyż nie mogli ogarnąć co się dzieje wogóle. Po powrocie zaczęła się istna burza względem dyskusji. Niedowierzania, kłótnie, ale w końcu wszyscy doszli do wspólnego wniosku. Że na tych istotach na pewno można się wzbogacić, jakoś. W Mistral trwały podobne dyskusje, i doszły one do podobnego zdania.

Siły obu miast zebrały się przed złomowiskiem, politycy i dowódcy rozpoczęli swoje sprzeczki o to kto ma pierwszeństwo do splądrowania tej rudery. Ich sprzeczki zostały jednak przerwane gdy coś zaczęło wychodzić z miasta śmieci.
12 istot o bardzo podobnym wyglądzie, kierowało swo kroki w kierunku przedstawicieli Mastodonii i Mistral. Zołnierze szybko obrali ich za swól cel, jednak ich dowódca, Marek Podwojnik, człowiek w wieku 46 lat, machnął ręką na nich by opuścili broń. Obok niego stanął Trejs River. elf o czuprynie niczym znana postać z bijatyki Ulica Fighter, Guile. Obaj wyczuli że te istoty nie miały zamiaru atakować, a pozatym mieli tylko zwykłe dzidy, czyli brak zaawansowanej broni. Zresztą, zauważyli że ci “zołnierze” otaczają kogoś w środku.
Dwa metry od nich, , ochroniarze z śmieci zatrzymali się a potem rozeszli na boki, ukazując kolejną istotę która wywarła niemałe wrażenie na wojskowych. Ten osobnik miał formę bardzo zbliżoną do umięśnionego człowieka, na dodatek był odziany w trochę popruty i brudny garnitur, na ramionach zawieszony miał płaszcz z futerkiem, ale to co najbardziej rzucało się w oczy była jego głowa. A raczej jej brak, gdyż zamiast niej było widać mały rozszywacz biurowy. Już się zachciało wszystkim na śmiech, jednak głos przybysza przerwał imto.
“Moi drodzy sąsiedzi, odłóznie swe narzędzia mordu. Jestem wybranym reprezentantem naszego królestwa, Zł0m0w1sk0. Nazywam się Alejandro Rikardo. Uważam że możemy nawiązać miłą współpracę między naszymi królestwami. Niestety wymiany surowców nie możemy zapewnić bo nic przydatnego dla was nie mamy, ale jednocześnie nie wymagamy nic gdyż jesteśmy samowystarczalni. Jednak zawsze zostaje wymiana kulturowa, dzięki czemu możecie poszerzyć swoje horyzonty, a nam zapewni to bodźce do dalszego rozwoju. Jak wiecie, jako istoty jesteśmy dość młodzi.
Tutaj Rikardo urwał, widząc zachowanie ludzi przed nim i jego głos nabrał smutnego tonu.
Wy jednak nie traktujecie mnie poważnie, widzę jak na mnie patrzycie, na moje rodzeństwo. Miałem nadzieje że zachowanie tamtej grupy to był wyjątek, ale niestety nie macie pokojowych zamiarów. Nie pozostaje mi nic innego jak to.

Elficki dowódca uśmiechnął się i zaczął strzelać knykciami.

No proszę panie kurwa główka, pokaż jakiego złoma wyciągniesz zza pazuchy, a przysięgam ci że znajdzie się w twoich wnętrznościach.
Rikardo tylko pokręcił głową gdy wyciągnął dwa kawałki papieru z kieszeni.

To jest broń owszem, ale jest ona w stanie skrzywdzić tylko specyficzne osoby, a ja do tych osób nie naleze. Wy natomiast.
Obaj dowódcy zaczęli się przyglądać temu co on wyciągnął. Zobaczyli że to jakieś zdjęcia, i odrazu zbledli po czym zaczęły im nogi dygotać tak że kolana obijały się o siebie.

-S-ss-skks--SKAd tt-t-tyy to
Obaj zaczęli się jąkać, gdy ich towarzysze chcieli podejść bliżej, ci natychmiast kazali im spierdalać jak najdalej, próbując zasłonić rękami widok na zdjęcia. Po chwili, Rikardo ponownie przemówił.

- Tak, to są zdjęcia uwieczniające wasze mniej okazałe momenty. Coś co nikt nigdy nie powinien ujrzeć, inaczej ryzykujecie całkowitą utratą reputacji i zaufania bliskich. Osobiście uważam że każdy przechodzi przez takie moemnty w życiu i powinien im stawić czoła by nie być spętany poczuciem winy, ale obecnie cieszy mnie że woleliście spróbować zapomnieć o tym, pozbywając się dowodów. Dodatkowo ja mam tego więcej, znacznie więcej, z obu waszych królestw, ludzie z wysoką rangą, z mocą, bogactwem, pozbywali się właśnie takich dowodów, i one trafiły do naszego złomowiska. Zdjęcia, dokumenty, zniszczone czy nie, one są teraz w moim posiadaniu. Jeśli zechcecie nas najechać i zniewolić, to wasza sprawa. Ale końcowy efekt będzie taki, że wasi poddani, ujrzą najciemniejsze strony swoich przywódców.

- Teraz poproszę ładnie tylko raz. Proszę nas zostawić w spokoju. My z chęcią ugościmy wędrowców czy tych którzy mają uczciwe zamiary względem nas. Też nie rozpowiadajcie o nas, potrzebujemy trochę ciszy i spokoju by rosnąć dalej. Życze państwu, miłego dnia.

I w ten sposób, reprezentant tego dziwnego królestwa miał pdo swoim butem Mastodonie i Mistral. Może to niektórych dziwić, bo w scenie politycznej na przykład non stop się wyciąga brudy na innych. Ale po prawdzie, to są takie lekkie brudy które politycy zostawiają by odwróciły uwagę od innych brudów, które są o wiele silniejsze. Co prawda nie była to broń idealna, jakby chciał sobie ich podporządkować, to jednak poczucie własnej godności by wygrało i Zł0mow1sk0w0 zostałoby zniszczone w trymiga. Ale jedyne co od nich oczekiwano, to zostawienie ich w spokoju. Dzięki temu, Rikardo zapewnił spokój swojemu ludowi.

Oczywiście, spokój nie trwa wiecznie. Ludzie dalej gadają. I w końcu, coś się obije o uszy. I to takim którzy wykorzystają tą okazję by się trochę, wzbogacić.

Dobra panowie, sprawa jest prosta. Tak prosta że kuźwa skomplikowana! Ale jak się uda, no to będziemy pływać w mamonie.
Wewnątrz starego garażu osiedlowego w Szuleri, przy stole stała trójka osób. Oprychy, bandyci, menele i dziesiątki innych rzeczy których je nazywali. Pierwszy który mówił był szefciu, tiefling zwanym Sizzler. Purpurowo włosy o ciemno czerwonej cerze. Metr sześćdziesiąt miał chop ale głowę na karku. Potrafił się odnaleźć na ulicy i w gorszych miejscówkach, talent do wyczuwania niebezpieczeństwa i okazji jak i nawiązywanie kontaktów. Szlajał się w zwykłym dresie podczas pobytu w mastodonii, ale zawsze trzymał ze sobą swoje oryginalne odzienie. Purpurowe portki podarte na kolanach i dupie by ogon miał jak wystawać., brązowa kamizelka zawsze otwartą by klatę pokazać.

- Hum. Obliczam nam prawdopodobieństwo zwycięstwa na. 94,5638236% hum.
Tu młody Grzechu “Matrix” Przedsiębiorski poprawił sobie okulary. Ten osobnik akurat chodził w garniturze, a przynajmniej tak było widać z daleka. W rzeczywistości miał koszulę która wygląda jak garnitur, miał ciemne nażelowane włosy. Jego długie kościste place pracowały na jego własnym, którego skręcił z różnych urządzeń jak GPS, kalkulator, przenośne radio, gameboy. Jak Sizzler zdobywa informacje, to Matrix ich używa by skombinować plan akcji.
- Czyli kolokwialnie mówiąc, nie ma bata.

Grzechu jest dość wybitnym młodzieńcem, próbował stworzyć swoje imperium hakerskie używając komputerów w szkole ale go wykopali za ściąganie pornoli z wirusami. Jak mądry był to widok cycek sprawiał że przestał myśleć i klikał co popadnie. Kilka lat temu spotkał Sizzlera i jego kumpla i stał się częścią paczki.

A ja wam mówię, że to do dupy plan. Nie ogarniam tego, ani tej miejscówki, szybko padniemy.
To był ostatni członek drużyny, Karkat Skorupny. Antropomorf kraba kokosowego. Bydle jakich mało, o ciemnej skorupie i szczypcach co potrafiły przegryźć się przez nawet najtwardsze cholerstwo, plus dobrze otwierały słoiki. Odziany w spodnie z szelkami pracownika budowlanego, gdyż tam pracował zanim go Sizzler nie zrekrutował. Zawsze marudny bo przez życie co jak próbował coś osiągnąć albo zrobić, to zawsze kończyło się porażką. Co prawda z Sizzlerem mieli powodzenie non stop ale Karkat nauczył się by nigdy nie mieć nadziei że wszystko się ułoży. Wielki pesymista, potężny kozak, a uśmiechał się tylko gdy coś albo kogoś ciął swoimi szczypcami które nazywał “clams”.

Karkat ja cię tu proszę nie wybrzydzaj! Taka sytuacja to jeden na pierdyliard! W końcu to dzięki tobie mamy ten trop!


Karkat przypomniał sobie ten wieczór, dosłownie jeden na pierdyliard. Gdy Karkat odcedzał ziemniaki w ciemnej alejce, a jedna ważna szycha wychodziła z klubu z chlania, i krab usłyszał jak po pijaku zaczął gadać o jakimś złomowisku, i o materiałach do szantażu co mają. Normalnie to podsłuchanie tego byłoby niemożliwe, a jakby się nawet udało, to ten co usłyszał zostałby odrazu sprzątnięty. Ale Karkat nie był tam by podsłuchiwać, nie wiedział nawet że oni tam są. Właśnie dlatego nikt z ochrony nie zareagował gdy ich szef zaczął mielić ozorem. Jak dzieciak który czeka z matką przy kasie, i trzyma w rączkach paczkę chrupek którą kompletnie zapomniał położyć na taśmie, wyjdzie z sklepu i nikt nawet się nie obejrzy, bo sam nie wie że kradnie.

- No dobra kurna dobra, pójdziemy do tego miasta czy cholera wie czego, jakoś przejdziemy przez zupełnie inny kurna świat z istotami których nikt nie ogarnął jeszcze i podpierdzielimy im to czym szantażują każdego.

Tutaj Sizzler wyszczerzył ostre ząbki.

Nie musimy im wszystkiego kraść, potrzebujemy tylko jedną rzecz. Jedno zdjęcie, jeden dokument, jedno byle co! Po czym znajdziemy frajera do którego to należy i zbijemy kasę grubą jak cholera! Grzechu, założysz w końcu własną firmę hakierską jak zawsze chciałeś! Karkat druhu, w końcu będziesz mógł poprosić starego tej dziołchy którą lubisz o błogosławieństwo na wydymanie czy chodzenie z nią, cokolwiek chcesz, wyjdziesz na ludzi, a raczej na porządnego antropomorfa!

Obaj kiwnęli na to głową, normalnie szantaż prosty nie jest, i szybko staje się tak że szantażysta, przecenia swoją kontrolę nad ofiarą, i wtedy szybko zjada kulkę. Tiefling taki nie był, zawsze wiedział kiedy się droczyć podczas wymiany czy interesów, a kiedy spuścić głowę bo albo zbyt potężna opozycja, albo zbyt tępa i jedyny argument jaki zna to otwarcie ognia.

Dobra Sizzler, jedziemy z tym koksem. Mam nadzieję że Matrix ogarnął ile prowiantu i innego cholerstwa musimy pozyskać.
Grzechu tylko poprawił okulary, co było znakiem by się nie przejmować bo ma wszystko obcykane. Grzechu potrafił się porozumiewać na poprawianie okularów z swoimi kumplami, choć niekiedy próbował przekazać jakieś bardziej skomplikowane wiadomości to wtedy dostawał w łeb.

W końcu każdy wziął swoją torbę i udali się na dworzec. Musieli zinfiltrować miejsce jak żadne inne z istotami których nikt nie ogarniał jak działają. Sizzler chihotał całą drogę, gdyż on kochał wyzwanie bardziej niż własną matkę. Przed wejściem do pociągu, zobaczyli pracownika MPO którego całkiem znali. Starego Oposa który im niekiedy załatwiał butelki zwrotne i puszki gdy z kasą było gorzej.

A witam panowie, a gdzie się to wybieracie? Na jakieś panny?
Powiedział żartobliwie, na co Sizzler tylko bardziej wyszczerzył ząbki.

Właściwie to idziemy trochę pogrzebać w śmieciach i złomie, by znaleźć jakieś brudy. Więc mamy podobne plany, hahaha!

Pomimo wszystkiego, Pan Tomek zrozumiał o czym niski kolega gada. Spoważniał i popatrzył na każdego z nich, po czym złapał daszek swojej czapki, i zniżył ją na twarz.

W takim razie powodzenia. Nie daj się tam, Sizzler.

Po tym obaj poszli w swoim kierunku.

PS: Akcja dzieje się przed rzeszą tysiącwarzywną

[Obrazek: a5d45uF.png]
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.09.2019 16:24 przez Weather.)
10.09.2019 14:23
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
fuszioms Online
Yonkou
Pirat

*
Liczba postów: 4,249
Dołączył: 17.07.2012
Skąd: Kraków
Poziom ostrzeżeń: 15%
Post: #3
RE: Story Cubes 11: Szklana Pogoda
Parę lat wcześniej, gabinet podwojnika.
Drzwi do pokoju otworzyły się z hukiem, mężczyzna siedzący przy biurku podskoczył na krześle z przerażenia. Do środka wszedł drugi osobnik, wysoki, postawny, o długich uszach i równie długich pazurach.
- Siemanko Podwojnik! – wesołym głosem, powiedział uśmiechnięty od ucha do ucha Elf.
- Uważaj! Zamknij te drzwi! – Krzyknął człowiek, gwałtownie łapiący leżące na stole zdjęcia rozrzucane przez wiatr.
- Sory, sory – nadal nie zdejmując uśmiechu z ust odpowiedział mu Trejs River, po czym usiadł wygodnie w fotelu zakładając nogę na nogę. – Nowa zabawka? – zapytał, masując rzeźbioną w drewnie, przedstawiającą głowy mastodontów poręcz.
- Tak. Mniejsza teraz o to. Odkupiłem właśnie, za całkiem niemałą sumkę, kilka dość kompromitujących zdjęć! Trejs, słuchaj – Marek zawiesił głos i dość długo patrzył na biurko i leżące na nim fotografie.
- Ej, dobra, już dobra, słucham! – River odsunął rękę z poręczy – Co na nich jest?! Jesteś potwornie blady! – Elf patrzył na kolegę, którego twarz wyraźnie zmieniła kolor.
- Podejdź i sam zobacz. – człowiek odsunął się od biurka, dopuszczając Mistralczyka do niego. Mężczyźni wymienili spojrzenia. Obaj zdecydowanie przestraszeni faktem tego co widzą, pocili się nadmiernie.
- Co z tym robimy? – zapytał Podwojnik, czując, że to wierzchołem góry lodowej.
- Ważniejsze jest, czy osoba, która Ci to sprzedała, jest tą, która zrobiła te zdjęcia?! – River chwycił kolegę za ręce i patrzył na niego bardzo poważnym wzrokiem.
- Niestety nie. To był tylko pośrednik. – Marek zmartwił się wyraźnie po czym usiadł. Wiedział, że było tylko kwestią czasu, jak tajemniczy fotograf się odezwie. Przeliczył się, nigdy się nie odezwał, a ta dwójka zapomniała o całej sprawie, aż do czasu odwiedzin Złomowiska.

Ulewny deszcz nie dawał za wygraną. Zakapturzona postać żwawo kroczyła przed siebie, aż stanęła pod chwiejącym się szyldem. Napisany niedbale tekst wskazywał, że owy przybytek mógł nazywać się „pod ropiejącym strupem”, albo też „pod Trupią ropuchą”. Nazwa jednak nie była ważna, gdyż trafił tam, gdzie chciał. Tutaj bowiem miał spotkać pewną osobę. Bar sam w sobie był obskurnym miejscem. Niezadbane, od dawna nieczyszczone stoły, pajęczyny w kątach sali, a także niezbierane od paru dni kufle na ladzie, pełniły wątpliwy wystrój tej meliny. Mimo tego człowiek ten usiadł spokojnie i czekał.
Parędziesiąt minut później drzwi lokalu otworzyły się, a do środka wszedł chudy, dziobaty mężczyzna. Nie mógł przestać drapać się po twarzy, a na szyi zwisała mu mała plakietka z napisem „Mastodoński klub fotograficzny”. Młody człowiek podszedł szybkim krokiem do lady. Zaczepił stojącego za nią barmana, antropomorficznego bawoła i zapytał.
- Przepraszam, czy wchodził tu ktoś poza mną? Czekam na ważnego gościa.
- Panie, nie wiem, spytaj tamtego. – Burknął na niego przez nozdrza, po czym wrócił do polerowania kufla, który tylko brudził się bardziej, przez paskudną starą szmatkę w jego rękach. Przybysza zdziwiła reakcja pracownika lokalu, ale nie rozwodził się nad nią dłużej i udał się w stronę stolika okupowanego przez nieruchomo siedzącego mężczyznę.
- Dzień dobry – zwrócił się uprzejmie zajmując miejsce obok niego – zakładam, że przyszedł Pan po zdjęcia. – głos zmienił mu się na zimny i ciężki – To będzie 2 tysiące. Zdaje sobie pan sprawę ile mnie to kosztowało prawda? – Zapytał twierdząco. Na jego twarzy pojawił się cwaniacki uśmiech, ale wcale nie był pewny swojego tonu. Czuł, że powiedział za dużo, a osoba wyglądająca dość groźnie zaraz mu odwinie. Nie miał zamiaru jednak ustąpić, to była jego szansa na odbicie się od finansowego dna.
- Biorę wszystkie, oto Pana dwa tysiące. – Metalowa ręka sięgnęła po zdjęcia. Zdziwiony mężczyzna nie mógł uwierzyć, że to koniec negocjacji.
Cco? Tak szybko? Zadnych negocjacji? – kropla potu spłynęła po jego twarzy. – spod kaptura błysnął metalowy ząb. Tajemnicza postać widocznie wyszczerzyła kły. Ręka schowała papierki do koperty, a ją samą pod płaszcz.
- Zabezpieczenie na przyszłość. Koszt nie grają roli, biorę, powtarzam. – mruknął metalicznym głosem nieznajomy, po czym wstał, skłonił się lekko i wyszedł wyraźnie kuśtykając i zostawiając dziobatego z uśmiechem pełnym zdziwienia.

Strzał. Głuchy odgłos rozbrzmiał nad wysypiskiem. Młody mężczyzna upadł w kałużę, brudząc już dość nieciekawie wyglądającą wodę swoją krwią. Jeden z trójki stojących nad postrzelonym splunęła na niego, po czym wymierzyła mu kopniaka pod żebra. Pozostali dwaj wybuchli śmiechem.
- Myślałeś, że obronisz panienkę? – Najwyższy z nich zaśmiał się w głos – To teraz kto Ciebie obroni? NIKT! Zdechniesz tu psie! – śmiał się patrząc na konającego chłopaka.
- Dobra spierdalamy Panowie – odezwał się głos ze starego samochodu stojącego za nimi – Wyżyjecie się na butelce wódki! Gość i tak już gryzie piach, strzał było na pewno słychać. Zaraz się zlecą te maszyny! – Czterech mężczyzn energicznie, a wręcz tchórzliwie ze strachem zwróciło i wbiegło do samochodu, po czym odjechali w dal, zostawiając konającego młodzieńca z połową ciała w błocie.
Zza kupki śmieci i paru starych opon zaczęły dochodzić dziwne metaliczne szepty. Małe robociki na kółkach wyjechały w stronę pół-martwego człowieka.
- Co to jest? – zapytał jeden z nich podjeżdżając bliżej i szturchając nieruchome ciało małymi łapkami.
- Pewnie ten z wysokich, człowiek czy jak mu tam! – dodała niepewnie druga zabawka.
- Wszyscy są dla nas wysocy bo mamy po dwadzieścia centymetrów głuptoku! – trzecia dodała swoje dwa, a nie trzy grosze, zważając na wielkość.
- Co z tym robimy? Jest to ranne, tak mi się zdaję. – niepewnie podjechała bliżej druga robotyczna istota.
- Ja bym się zmywała, nie można im ufać! Tacy jak oni wyrzucają nas na śmietnik, a wcześniej mówią, że jesteśmy niezastąpione – smutno zapiszczała pierwsza z nich. Wszystkie trzy patrzyły na siebie, to na umierającego. W końcu ta druga przemówiła.
- Musimy go uratować, nie chcemy być jak oni prawda! – pewnie wykrzyczała piskliwym głosikiem.
- TAK! Zgodnie wykrzyknęły pozostałe dwie pozostałe.
- Zawołam starszego, był niedaleko! – pisnęła pierwsza kolejny raz.
Po chwili oczekiwania wróciła ze sporych gabarytów robotem o dwóch rękach i gąsienicach zamiast nóg. Starszy wziął człowieka i uniósł go w górę, krew kapała mu na blachę.
- Zawieziemy go do rozszywacza – wycedził – on będzie wiedział co z nim zrobić.

Wielka istota z głową rozszywacza patrzyła na łatanego za pomocą różnych blaszek mężczyznę. Specjalistyczne roboty medyczne, które uzyskały samoświadomość naprawiały postrzelonego i pociętego młodzieńca. Jeden z "lekarzy wyciagnął z KUFERKA małe zawiniątko, po czym wcisnął mu w szyję. Gardło zostało zasklepione blaszką z różnych stopów tytanu, na wypadek przechodzenia przez wykrywacz metalu, a jego ręka amputowana i zastąpiona mechanicznym ramieniem. Nowy, bardzo wytrzymały stop odkryty na Złomowisku był gwarancją długiego użytkowania.
- Ocknąłeś się wreszcie – spokojnym głosem zwrócił się do niego jeden z robotów. Mężczyzna półprzytomny nie wiedział komu zawdzięcza życie, ale jego strach przed tym co widział powoli narastał. Szybko chwycił kubek obok łóżka i już miał nim uderzyć robota, gdy powstrzymało go jedno z czterech ramion.
- Spokojnie młodzieńcze. Zawdzięczasz nam życie! Opanuj swoje emocje, jesteś teraz na Złomowisku. W sumie to na naszej łasce. Zrobisz z tym co chcesz, ale mamy dla Ciebie lukratywną propozycję. Od Ciebie zależy czy na nią przystaniesz, czy nie. Chłopak spojrzał niepewnie na mechanicznego stwora, po czym zasnął ze zmęczenia. Jego sen trwał ponad dwa dni, ciało było zmęczone, a także musiało dostosować się do implantów. Zanim stanął na nogi minęły kolejne tygodnie. Nim zdał sobie sprawę był już w przyjaźni z trzema małymi robocikami, Starszym jak i Rozszywaczem. Po rozmowach z czteroramienną istotą stwierdził, że zostaje. Pełnił rolę najemnika, a jego ciało co chwilę było modyfikowane by stało się bronią, która będzie użyta w razie zagrożenia. To zagrożenie miało nadejść szybciej niż się spodziewali. Tak oto jakiś czas później dwie armie krajów ościennych stanęły u ich bram, a tylko dzięki zdobytym przez niego zdjęciom udało im się powstrzymać rzeź, przelew krwi i smaru. Jednak afera z kompromitującymi fotkami Trejsa i Podwojnika dopiero miała nabrać rumieńców. Do ich państewka zbliżała się zachłanna władzy i pieniędzy grupka złodziejaszków, gotowych wykraść wszystko, na swoją korzyść.

[Obrazek: 2mhyet3.gif]
17.09.2019 17:40
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Orzi Online
Yuusha
Łowca Piratów

*
Liczba postów: 3,815
Dołączył: 11.05.2011
Skąd: Snajper Island
Poziom ostrzeżeń: 10%
Post: #4
RE: Story Cubes 11: Szklana Pogoda
Pędzli 209 km/h na godzinę.

Nieźle, jak na starego, przerdzewiałego Żuka.

Gdy Sizzler po raz pierwszy powiedział swoim towarzyszom, w jaki sposób chcą się dostać na teren tajemniczego Złomowiskowa, ci nie byli przekonani. Matrix syknął z pogardą, po czym zaczął snuć plany shakowania rządowego śmigłowca. Karkat tylko popukał się w głowę. Tak naprawdę chciał się po prostu podrapać, co z wielkimi szczypcami wyszło nadzwyczaj niezgrabnie. Jednak diablik użył wyjątkowo przekonujących argumentów, czemu dostawczak jest najlepszym wyborem.

Po pierwsze - kamuflaż. Jadą w końcu do krainy złomu, więc kolejny rupieć nikomu w oczy się nie rzuci. Ba, nawet zaparkowanego pod dworcem Żuka nikt nie chciał ruszyć.

Po drugie - miejsce. Kto wie, jak w Złomowiskowie z noclegami. W przestronnej pace jest wystarczająco miejsca, aby urządzić bazę wypadową.

Po trzecie - i tak nie mają nic innego do wyboru.

Skromne zabudowania przyszłej Szulerii mieli już za sobą. Mknęli gładką, wąską drogą wybudowaną specjalnie w celu wywożenia śmieci na wyznaczony teren. Obecnie nie jeździł nią prawie nikt. Większe prawdopodobieństwo było, że Żuk się po prostu rozleci od tego pędu, a nie że zderzą się z innym samochodem.

- Mam dla Was zagadkę. - przerwał ciszę Matrix, chcąc umilić towarzyszom podróż.
- No co tam młody? - odpowiedział diablik
- Co byście wybrali? Wypić kubeczek moczu, czy zjeść widelczyk gówna?
- Hmmm... - prowadzący samochód Karkat zamyślił się głęboko - Kubeczek moczu. Chyba.
- Odważny wybór. - pokiwał głową Grześ - A ty, szefie?
- Ani jedno, ani drugie - wzruszył ramionami Sizzler - Wolałbym kebsa opierdolić. Co ja, salmonellą mam się zarazić?
- Sprytne, naprawdę sprytne.
- A ty, młody? Sam odpowiedz, jak jesteś taki mądry!
- Ja to bym zjadł widelczyk i popił kubeczkiem! Jak się bawić, to się bawić!

Nastała dłuższa chwila ciszy. Dopiero po kilkunastu sekundach krab zaczął się krztusić, żeby zamaskować śmiech.

I tak, żartując sobie przednio, nasi bohaterowie jechali w nieznane.

***

Czerwone promienie zachodzącego słońca kąpał w swym blasku latającą platformę Lan Sar. Kraina, w której uwięziono boga, nie na darmo była zwana miastem cudów. Jednak na samych obrzeżach Lan Sar nie było nic cudownego. Jedynie plątanina rur, odprowadzająca różnokolorowe dymy z platformy, prosto na znajdujące się na południu tereny Złomowiskowa. Niewielu mieszkańców zapuszczało się w te rejony, także nikt nie zauważył ruchu małego stworzonka biegającego pośród aluminiowego labiryntu. Szczęk cyrklowych nóżek po metalu był jedynym odgłosem urozmaicającym monotonny szum. Stworzonko bowiem było nieme. Za jedyny sposób komunikacji służył mu stary, chlevowiański zegarek marki "Гри́шка", który miało zamiast głowy.

Złomowy ludzik biegał wzdłuż krawędzi platformy, widocznie za czymś się rozglądając. Gdy to ogdłosów maszynerii dołączył głośny ryk silnika, stworzonko podbiegło do samego brzegu miasta. W dole, po drodze z cienkiego asfaltu, mknął brudnopomarańczowy samochód marki Żuk.

- (OwO)! - znaki pojawiły się na monochromatycznym wyświetlaczu.

Ludzik wziął krótki rozbieg i skoczył. Ten pojazd będzie w sam raz. Istotka w końcu będzie mogła wrócić do domu.

***

- Tak mnie zastanawia, czemu ten lanser to się nad ziemią unosi?

Rzadko się zdarzało, aby ciszę przerwał Karkat. Przebyli już wystarczającą ilość drogi, aby znaleźć się na cienkim pasie ziemi niczyjej między Mastodonią, a nowopowstałym państwem śmieci. Monotonny, piaskowy krajobraz burzyła kolosalna sylwetka unoszącego się obok Miasta Cudów.

- To jest Lan Sar. - odparł Matrix poprawiając okulary - I nie powinno Cię to dziwić. Lan Sar jest technologicznym eldorado Antropii. To oni w końcu wynaleźli internet. Jestem przekonany, że to jakaś niesamowicie zaawansowana technologia, której nasze maluczkie umysł nie są w stanie jeszcze objąć.
- Technologia-srechnologia! - parsknął Sizzler - Przecież wszyscy wiedzą, że to sprawka boga.
- Głupoty pieprzysz Szefie. Bogowie nie istnieją, to tylko bajeczka żeby kontrolować ciemny lud.
- Jasne, a Godhunter to niby kogo złapał? Tirfa?
- Na pewno nie boga. Słyszał szef o Manlych. Na pewno to była kolejna bajeczka wymyślona, aby utrzymać świetność rodu!
- Trzeba było chodzić na więcej lekcji religii, a mniej informatyki, to byś wiedział cokolwiek o tym świecie Młody!
- A może to unosi się tak... Po prostu? - krab przerwał sprzeczkę swoich towarzyszy
- Jak to po prostu?!? - odpowiedzieli jednocześnie
- No nie wiem, bo chce?
- Nic w tym świecie nie dzieje się bez przyczyny! - odparł stanowczo zbyt głośno Grzesiek - To podstawowe prawo całej nauki. Akcja powoduje reakcje.
- Dobra, Panowie, starczy! - przerwał Sizzler - Porozmawiajmy o czymś przyjemniejszym.
- Na przykład?
- Nie wiem Młody, Ty jesteś dobry w te klocki. Weź zarzuć jakimś tematem.
- Ech... No dobra. Gdybyście mogli być albo nieśmiertelni, albo nieznisczalni. Co byście wybrali?
- A to nie to samo?
- Noooo. Nie. Jak jesteś niezniszczalny, to umrzesz ze starości. Jak jesteś nieśmiertelny, to może coś Cię zabić. Kula zbłąkana, nie wiem.
- Ja to bym chciał być niezniszczalny. - odpowiedział Karkat - W wypadku bym nie zginął.
- To raczej nam nie grozi. Tu jest pustkowie, a z Lan Sar raczej nic nie spa... O WSZYSCY ŚWIECCY!

Gdy tylko wypowiedział te słowa rozległ się trzask tłuczonej szyby. Mały, metalowy przedmiot wpadł przez okno do wnętrza pojazdu. Żukiem zarzuciło. Na szczęście stalowe nerwy i opóźnione reakcje kierowcy pozwolił zapobiec zjechaniu z trasy. Kiedy tylko trochę się uspokoili, spojrzeli się na kawałek metalu, który wleciał do środka. W odpowiedzi kawałek metalu spojrzał się na pasażerów.

- (OwO)? - pokazał wyświetlacz. Po chwili ciąg znaków zmienił się na - (^_^)/
- To antropomorf?
- Zdurniałeś Karkat, widziałeś kiedyś antrosa ze śmieci? To złomoludź z tego wysypiska jest!
- HAI! - pokazał wyświetlacz
- Co z tym robimy szefie? - zapytał krab
- Jak to co, łapać to dziadostwo! - wtrącił się Matrix - Rozpierdzieliło nam Żuka!
- (O_O) - wyświeliło stworzonko, po czym czmychnęło pod siedzenie

Młody haker zanurkował tuż za nim. Stalowe nerwy kraba po raz drugi zapobiegły kolizji. Pod siedzeniem odbyła się krótka, lecz gwałtowna przepychanka w następstwie której Grzegorz nabił sobie przynajmniej jednego guza. Złomowy ludzik wyskoczył spod fotela prosto na kolana tieflinga. Ten próbował złapać stworzonko to jedną ręką, to drugą.

- (/><)/

Zegarkowa głowa wymykałą się z rąk diablika niczym ryba. W końcu skoczyła do tyłu, prosto w wyciągnięty przez Skorupskiego "clams". Niezwykle precyzyjny, ale jednocześnie delikatny uchwyt unieruchomił pasażera na gapę. Stworzonko szarpało się jeszcze trochę, próbując opuścić żelazny uścisk antropomorfa. Po kilku nieudanych próbach dało jednak za wygraną.

- (T_T) - pokazała elektroniczna tarcza zegarka
- Co z tym zrobimy?
- Wyrzuć to w cholerę! - wydarł się Matrix, wciąż masując obolałą potylicę
- Czekaj. - odparł Sizzler - Ten maluch może się nam przydać, tam gdzie jedziemy.
- Niby jak?
- Jak zobaczą nas z jednym ze swoich, to nie będą podejrzliwi. Dobra, złomku, masz jakieś imię?
- ^^^
- Chyba pokazuje na ten napis na górze.
- Lyyyy... Pyyyy... Nyyywka? - męczył się z odczytaniem haker

Karkat obrócił szczypce w swoją stronę.

- To chlevowiański. Tu pisze Griszka.
- A więc Griszka. - odpowiedział Sizzler - To twoje imię?
- (UwU)!
- Pieprzone świnie. Nie mogą pisać po argentyńsku, jak cały cywilizowany świat, tylko jakieś swoje abecadła wymyślają.
- Dobrze, Griszko. - spytał spokojnie przywódca bandy - Czemu zawdzięczamy twoją wizytę w naszych skromnych progach?
- DOM - na wyświetlaczu pojawił się normalny napis, w cywilizowanym języku
- A więc chcesz wrócić do domu.
- TAK
- I mówisz, że jadąc cały czas tą drogą w końcu dojedziemy do twojego domu?
- TAK
- No to w porządku, możesz jechać z nami.
- Ale szefie, to nam stłuk...
- Cichaj młody, to szczegóły. - uciszył hakera diablik, po czym znowu zwrócił się do Griszki - Możesz jechać z nami, ale pod dwoma warunkami?
- (*_*)!
- Po pierwsze, załatwisz nam nową szybę na miejscu. Po drugie... Dużo masz znajomych?
- TROCHE - sześcioznakowy limit wyświetlacza został zapełniony w całości
- Więc zapoznasz nasz z nimi, tymi i owymi.
- (^_^)b
- No! To się zgadzamy. Jakieś "ale", Panowie?
- Jacy panowie? - odpowiedział pytaniem Karkat
- To stworzenie może być szpiegiem tajnej policji Złomo...
- Młody, ty się tu nie pieklij, tylko zalep czymś dziurę w szybie. Migusiem!

***

Pik-pik. Pik-pik.

Grzesiek lekko uchylił powieki. Był środek nocy, a przynajmniej nieprzenikniona ciemność we wnętrzu Żuka na to wskazywała. Mniej więcej godzinie po dołączeniu Griszki ekipa zdecydowała się przenocować na poboczu. Oryginalny plan zakładał, że nocą będzie prowadził Sizzler. Drogi na pasie ziemi niczyjej były jednak nieoświetlone, co w połączeniu z kiepskim asfaltem stanowiło za duże zagrożenie. Wspólnie zdecydowali, że lepiej będzie przeczekać do rana. Wnętrze furgonetki okazało się wyjątkowo wygodne, więc nawet natarczywe pikanie nie było w stanie wyrwać Matriksa ze snu. Zwłaszcza, że samochodem tak przyjemnie kołysało...

Pik-pik! Pik-pik!

- Mmmmm, jeszcze pięć minutek mamusiu...
- (>д<)!

Zrobiony ze spinaczy biurowych ogonek chlasnął hakera po twarzy. Ten podskoczył jak oparzony i, półprzytomny, zaczął się rozglądać po otoczeniu. Szybko wychwycił bladozielone światło zegarka Griszki. Złomostworek stał obok jego śpiwora. Wyraźnie czymś poruszony pikał wściekle za pomocą wbudowanego w zegarek budzika.

- Co znowu, mała wredoto?

Rozejrzał się jeszcze raz. Oczy powoli przyzwyczajały się do zmroku, mógł już odróżnić sylwetki swoich pozostałych kompanów. Antropomorf leżał jak zabity, nie wydając nawet najcichszych odgłosów. Przedsiębiorski przysiągłby, że potężny antropomorf będzie chrapał jak stary traktor. Z kolei Sizzler wiercił się strasznie przez sen, tak jak przewidywał. Skoro obaj mocno śpią, przynajmniej będzie mógł wyrzucić tę kupę złomu za okno. Spróbował wstać, czego jednak szybko pożałował. Żuk naprawdę podskakiwał rytmicznie, jakby pływał po wodzie. Mocniejszy ruch przewrócił go z powrotem na posłanie.

- Ugh! Co... Co tu się dzieje?
- HOBOSY - wyświetliła Griszka na swoim zegarku
- Co takiego?
- ZŁE - napis na ekranie zmienił się po raz kolejny
- CHODŹ
- PATRZ

Stworek zaczął szarpać hakera za rękaw bluzy z kapturem. Młodemu nie trzeba było dwa razy powtarzać. Trzymając się karoserii podszedł do okna. Krajobraz na zewnątrz był tak samo monotonny, jak przez ostatnie kilometry. Niemniej jednak dało się zauważyć, że samochód porusza się wzdłuż trasy. Haker zaczął rozważać opcje. W pierwszej chwili chciał po prostu krzyknąć przez okno, aby spłoszyć złodzieja. Szybko się jednak powstrzymał. To byłoby nierozważne. Nie wiedział, z czym mają do czynienia. Próba wyciągnięcia informacji z Griszki mogłaby trwać za długo. Szybkim susem wrócił więc na pakę, po czym zaczął trząść śpiącym diablikiem.

- Szefie, wstawaj! Samochód nam kradną!

Reakcja tieflinga była natychmiastowa. Skoczył na równe nogi, przygwoździł Grześka do ziemi, po czym przystawił mu trzymany w ogonie nóż do szyi. Po krótkiej chwili, gdy zorientował się kto go obudził, poluźnił jednak uścisk.

- Młody? Do ciężkiej cholery, co ci odbiło żeby budzić ludzi po nocach? - zamilkł na chwilę - Co tak pikapem telepie?
- No mówię, auto nam kradną - powtórzył Matrix oddychając ciężko - Złom mówi, że to jakieś homosie...
- HOBOSY - zaświeciła groźnie Griszka - (>_<)!
- Zwał jak zwał.
- Dobra młody. Budź Karkata, trzeba będzie coś z tym zrobić.

Nauczony doświadczeniem, Matrix jedynie szturchnął ogromnego kraba, po czym przytomnie odskoczył. Na swoje szczęście, gdyż do tej pory leżący bez ruchu antropomorf tak zamachnął się clamsem, że mało dziury w karoserii nie wybił. Głuchy brzęk pewnie było słychać w samej Mastodonii. Samochód momentalnie przestał się kołysać. Nastało kilka sekund ciszy, po czym Żukiem zatrzęsło jeszcze raz. Porządnie, jakby ktoś opuścił furgonetkę z wysokości conajmniej piętnastu centymetrów. Karkat w końcu otworzył oczy.

- Ło Krezusicku... Tak się przyjemnie spało. Co tu się stało?
- Samochód nam kradli. - odparł podirytowanym głosem Sizzler
- Ale tak w białą noc? - dopytywał krab - Nie jesteśmy już przecież w Mastodonii.
- Skurwysyny są wszędzie. - odparł swoim zwyczajowym, sarkastycznym tonem Matrix
- Dobra, trzeba będzie ogarnąć co i jak. - zamyślił się diablik - Griszka, wiesz czym są te hobosy?
- TAK!
- MAŁE
- WREDNE
- ZŁE
- (>_<)
- Tak się wiele nie dowiemy. - pokręcił głową Sizzler - Karkat. Zerknij no na zewnątrz. Ja i Młody będziemy cię ubezpieczać.
- Spokojnie Szefie, nie trzeba. - powstrzymał starszych wspólników zupełnie już rozbudzony haker - W końcu od tego tu jestem.

Otworzył walizkę ze swoim potężnym laptopem, po czym zaczął robić jedyną rzecz, przy której naprawdę mógł się zrelaksować. Komputery! Co prawda bez internetu jego możliwości były okropnie ograniczone, ale nie na darmo przed wyjazdem zamontował do furgonetki parę bajerów. Palce śmigały po klawiaturze jak szalone. Po kilkudziesięciu sekundach (hej, na komputer z tych czasów to i tak szybko!) na monitorze laptopa wyświetlił się obraz z zamontowanej pod zderzakiem kamery noktowizyjnej. Trzy pary oczu i jeden zegarek zaczęły wpatrywać się zaciekawione w ekran na którym było widać...

- Co to, do diabła, jest?
(Ten post był ostatnio modyfikowany: Dzisiaj 19:51 przez Orzi. Powód: Poprawiona ortografia)
Dzisiaj 19:49
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Odpowiedz 




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Wymiana
One Piece Vampirciowo Fairy Tail Valid XHTML 1.0 Transitional Poprawny CSS!

Kontakt | One Piece Nakama | Wróć do góry | Wróć do forów | Wersja Mobilna | RSS | Mapa Nakama