Wszyscy jesteśmy klientami. Czy to w butikach, marketach, sklepach osiedlowych czy na... poczcie

Niektórzy z Was może nawet jest sprzedawcami i zna ten problem od podszewki. Tak czy inaczej myślę fajnie by było pogadać o naszych akcjach jakie to mieliśmy z obrażonymi na cały świat sprzedawcami, lub jacy to klienci potrafią być wkurzający. Możemy też pomówić o ogólnego marketingu typu "dzień dobry" z ust sprzedawcy, czy "czy mogę w czymś pomóc".
Możemy również opisywać zabawne sytuacje.
Szkoda, że mojej kumpeli nie ma na tym forum ale trudno. A więc rzecz się dzieje w mięsnym. Sobota, kolejka pod same drzwi. Bohaterem opowieści jest babka i ojciec kumpeli. Wracając. Pani ekspedientka pyta babki, co podać, a tamta odpowiada, że chce 1,70 kilo kurczaka. No to tamta bierze szuka, wybiera jakiegoś w miarę i daje na wagę. Mamy 1.94 kilo. Babce się nie podoba. Za dużo. Ekspedientka odkłada, szuka mniejszego. 1.42. Ten oczywiście za mały i każe natychmiast wymienić. Ekspedientka widać powołanie ma, szuka dalej, ojcu kumpeli już powoli żyła zaczyna latać. Dochodzi do ponownego zważenia. Źle też minimalnie. Ludzie zaczynają się niecierpliwić. Ekspedientka znowu szuka. Było chyba 1.80 kilo. No to ekspedientka mówi że to prawie 1:70 i pyta czy może być mając w duchu nadzieję, że może. Babka odpowiada "Nie! Musi być równo 1:70 kilo". Ekspedientka się kulturalnie pyta dlaczego musi być akurat te 1:70 (ma babka cierpliwość) A babka na to: "W przepisie było, że ma być 1:70 kilo kurczaka, no to musi być 1:70 i koniec". No to już ojciec moje kumpeli nie wytrzymał a stał praktycznie za ta babką i mówi "Pani, albo pani bierzesz tego kurczaka albo wypierdalaj stąd bo niech sobie Pani wyobrazi że inni TEŻ CHCĄ COŚ KUPIĆ. Jak musi być 1:70 to sobie pani w domu odetnie nóżkę czy dupkę i już a nie będzie tu wydziwiać na cały sklep!"

Kiedyś też miałem fajną sytuację, ale to było tak dawno, że teraz już nie pamiętam. Jednak jestem pewien, że też bym wybuchł na jego miejscu

A ekspedientka to potem obsługiwała go jak wybawiciela