Aktualny czas: 22.11.2017, 23:58 Witaj! (LogowanieRejestracja)

Z mniejszym ale wciąż poślizgiem przedstawiamy: Rozdział 884 PL
Odpowiedz 
( X ) Fairy Tail Another Story.
Autor Wiadomość
Jutsu
Unregistered

 
Post: #1
( X ) Fairy Tail Another Story.
tekst odautorski
Spoiler :
No więc na starcie pragnę serdecznie podziękować. Bardzo gorąco dziękuję KOMIMASIE, NRGZERO77 I NAJUCHOWI. Wszyscy oni skomentowali mojego pierwszego fika (jako że całość) (hans14 zanim o tobie się dowiedziałem podjąłem już decyzję ;-) ) Nie wiem kto jeszcze przeczytał, może przeczyta RdR ( w końcu teraz pisze swoje więc też patrzę na to inaczej friendo) Wszyscy oni wyrazili się mało powiedzieć pochlebnie o nim. Nawet Najuch napisał krótko, ale konkretnie ( nadal ze wstydem wspominam to). Komimasa pisze po swojemu, on jest wylewny musi opisać to co mu będę bronił. Ale po prostu mnie zszokowało. Przez długi czas nie miałem komenta (no po części wiem już, że to pewnie przez te błędy) Może i zachowałem się jak dziecko, ale w sumie nie miałem chęci do pisania. Cały fik napisałem, mogłem już nic nie pisać i byłoby dobrze. ( Nawiasem mówiąc miałem dość pisania w ogóle nawet ten Trafalgar przeszedł oporownie. Hahaha jaki ja dosłowny. )
Ale w pewnym momencie ten wysiłek się zwrócił te trzy osoby go zwróciły. (pominę kwestię newsa, ale poświęcenie Komiego naprawdę mnie zaskoczyło) A Najucha pochwała jak z platyny skała. Bardzo mocno mnie do tego Komi zachęcił. Może faktycznie coś fajnego, dobrego napisałem. BARDZO WAM DZIĘKUJĘ, CHOLERNIE!!! Myślałem jeszcze nad czymś innym, ale na razie nic z tego nie wyszło. Co zadecydowało, że fik o Fairy Tail? No oczywista lubię tą serię nawet bardzo. Ale bezpośrednio wpadłem na pomysł, że właśnie Fairy Tail po zrobieniu "chcę to!" dla Komiego. Nie wiem czemu, ale wtedy doszedłem do wniosku, że dam Fairy Tail. Potem gdy zacząłem czytać RdR i Wąskiego doszedłem do wniosku, że fajnie piszą. Ja już napisałem, ale czy tak skończyć? naj pisze, Komi pisze, RdR pisze, Wąski pisze... Czy nie można czegoś jeszcze dać od siebie? MOŻNA. I tak to powstało coś co samego mnie zdziwiło. Oczywiście fik zawiera spoilery z Fairy Tail. Sam musiałem pierdzielić się z mangą po angolu. Ale chciałem i musiałem wiedzieć kilka rzeczy.
Fik napisany podobnym stylem co pierwszy tj. Autor ja i nie zawsze mówię słowa występujące w języku polskim, czy też daję nie pasujące teksty jak "walnął z piąchy "etc. Dodatkowo pierwsza część jest długa, ale to dlatego bo to nowy fik. Poza tym w mangach też tak jest, że pierwszy rozdział dłuższy. Ja lubię jak nic się nie dzieje, stąd też dałem dłuższy rozdział by jednak coś w nim przedstawić. Oczywiście takie pisanie nie jest na siłę, bardzo frywolnie dokleja mi się kolejne dialogi, moim zdaniem to po prostu pozwala nam się bardziej wczuć.
W pierwszym fiku ( bo nie sposób do niego nie wracać, nie pomyślałbym że znowu będę coś pisał) zdecydowałem się dać prawie wszystko na raz. Zrobiłem wyjątek z betką tam prosiłem o uwagi. Tu jednak idziemy rozdziałami. tam nie maiłem wyboru, musiałem polegać na dotychczasowej wiedzy. Dlatego chciałbym abyście podzielili się ze mną swymi uwagami na temat tego pierwszego rozdziału, zarówno na tematy tyczące pisowni, odmiany nazwisk, błędów merytorycznych? (np nie do końca jestem pewien nazwy tej zbroi herkulesa) , przedstawienia postaci, użycia słów. Id wszystko co wyda wam sienie tak. Prosiłbym byście tu napisali. Dlatego bo dzięki temu będę mógł ulepszać tego fika, a chyba chodzi nam o to by był jak najbardziej w klimacie Fairy tail i miał jak najmniej błędów.
Acha ciężko jest ich zastąpić więc czasem używałem nazwisk.
No dobra dość gadania, zapraszam wszystkich do czytania ( i komentowania ;-)




Wydarzenia po tym jak Lucy zdobyła gemini. Czyli około 150 chapter. Fik powstał zanim anime wyszło.

Od +16

Fairy Tail - Another Story

- Ugh…! Boli… - Stary Makarov czuł, że ten dzień się zbliża. Już dość długo żył na tym świecie, miał za sobą wiele przeżytych lat. Z każdym dniem, jego ciało stawało się coraz słabsze, podatniejsze na różne choroby. Póki co, dzięki wzorowej opiece medycznej i cudownym lekarstwom, ten stan pojawiał się niezwykle rzadko.
- Cóż, starość nie radość. – Złapał się pod bok. – Wezmę ten „cudowny lek na bóle w krzyżu”, a jak mi nie przejdzie, to naślę Natsu na producenta, hehe. - Starzec zaśmiał się na głos, zrobił parę kroków kierując się w stronę małej szafki, zawieszonej na ścianie. Otworzył drzwiczki starą, pokrytą żyłami ręką.
- Osz cholera!
- Co się stało, mistrzu? – Do mężczyzny w sędziwym wieku podeszła młoda kobieta. Jej serdeczne oczy zakrywały długie srebrno-białe włosy. Nosiła jednoczęściową sukienkę.
- Mira, dziecko moje, staruszka boli tutaj. – Wskazał obolałe miejsce palcem. - A lek "Spidum" ktoś zachachmęcił.
- Nikt by czegoś takiego mistrzowi nie zrobił.
- I ty jesteś tego absolutnie pewna? – Spojrzał na nią przenikliwym wzrokiem. Te oczy widziały wszystko.
- Ekhm może Nat…
- Nieważne, pomasuj mistrza.
- Oczywiście.
Mężczyzna usiadł na pobliskim stołeczku. Ciało owiewał lekki wiatr, który wkradał się poprzez wąską szczelinę w drzwiach pomieszczenia. Chwilę potem starzec poczuł na swojej skórze delikatny dotyk jej dłoni.
- Fajnie by było cycusiami – pomyślał na głos.
- Słucham?
- A nic, nic, kontynuuj.
- Dobrze.


- HEJ!!! JUŻ JESTEŚMY!!! – krzyczał radośnie podekscytowany chłopak. Miał szeroko otwarte usta. Język przypominał jarzący się płomień.
- Mój błogi spokój właśnie się skończył… - Westchnął starzec.
Na powitanie wyszła im Mirajane.
- Witajcie. Natsu, mistrz jest chory i prosi o spokój.
- Hę? Idę starca rozruszać. – Uśmiechnął się demonicznie. Makarov dojrzał przez lufcik ten błysk w oczach. Pot spłynął mu po twarzy.
- Powiedz mu, że jestem umierający i potrzebuję spokoju. – Przekazał szeptem dziewczynie przez szparkę w drzwiach.
- Mistrz jest…
Młody chłopak o różowych włosach już tego nie słyszał, skradał się jak kocur za myszą.
- Ha, mistrzu. Wyglądasz całkiem dziarsko.
- A, to ty Natsu… - Zmieszał się starzec. Spojrzał w lewo po czym zeskoczył z blatu biurka na stołeczek.
- Podejdź chłopcze.
Młody mag podszedł do starca stojącego na stołeczku.
- Powiedz mi, co tym razem rozwaliłeś? Gdzie narozrabiałeś?
- Było tego trochę. - Ponownie się uśmiechnął, szczerząc zęby niczym rekin. - Najpierw poszedłem do centrum i tam był taki gościu, co to dokuczał młodszym. To mu wyperswadowałem no i tam ściankę czy dwie rozwaliłem. Ale potem na misji! – Podniecił się jeszcze bardziej. - Byłem ochroniarzem!
- Natsu miałby coś chronić? Dobre sobie - skomentował w myślach przywódca Gildii.
Dragneel kontynuował.
- I tam jacyś źli goście nas napadli i ja im walnąłem z ognia i trafiłem w jakąś tam beczkę. O i tam dużo tych beczek było. – Ekscytował się jak mały demon. - I nagle BUM! Rozwaliło pół placu. Ale gości sprzątnąłem, a koleś powiedział, że misja wykonana i wróciłem.
- Aha No cóż, przyjdzie kolejna skarga. - Położył rękę na jego głowie i lekko go targał po włosach jak niegrzecznego syna rozrabiakę. - Och ty niedobry. – Droczył się. Na czole pojawiła się mała żyłka. - IDIOTO!– Wbił jego głowę w deski, niszcząc przy tym podłogę.
- Ała.
- Czy ty myślisz, że moim hobby jest zamiatać tyłkiem przed każdym i korzyć się zginając w ósmy paragraf ?! Pewnie od tego mnie tak kręgosłup łupie. A ktoś mi „Spidum” podpier…
- Mistrzu!
- E, zachachmęcił. – Poprawił się po uwadze Miry. - Wstań Natsu.
- Sorry dziadek.
- Powiedz mi. – Tu zrobił przerwę. - Czy ja jestem jakimś zarządcą piekieł, a ty małym diabłem żebyś mi się przychodził chwalić: „Dziś rozwaliłem to i to” – zacytował pełnym euforii głosem.
- No nie.
- Brawo. A powiedz mi, czemu wszyscy tak zapierniczają z jak najdroższymi misjami?
Czy ja znam zaklęcie na tworzenie pieniędzy?
- Nie wiem.
- NIE! Nie znam! Każdy przychodzi i oddaje część nagrody, bo trzeba spłacić pożyczkę za tą nową Gildię. Erza poszła sama. Teraz odpoczywa po ciężkiej pracy, a to co mi dała pójdzie na załatanie dziur po twojej rozróbie. Tak nie może być. Ech… biedna Lucy, co z tego, że z tobą poszła, jak żeby cię w ryzach utrzymać, potrzeba jakiegoś tytana.
- Wystarczy Erza – wtrąciła się blondynka obdarzona hojnie przez naturę.
- To jak praktycznie, Lucy. No cóż, nie upilnowałaś go. Kara - Klepnął ją w tyłek.
To zachowanie nie uszło uwagi srebrnowłosej dziewczyny.
- Mistrzu, doprawdy.
- Muszę odreagować – powiedział poważnym i jakby obrażonym tonem.

- Hejka Natsu! Co dziś rozwaliłeś? – Do Dragneela podszedł chłopak bez ubrania wierzchniego. Odsłaniał przy tym swą w miarę umięśnioną sylwetkę. Wraz z nim zjawiła się również dziewczyna - Juvia.
- Bardzo śmieszne, Gray… Bardzo śmieszne… - Zniesmaczył się staruszek.
- Mistrz się tak nie martwi. Zabiorę go na bilard, to na zewnątrz nie nabroi - powiedział wprost do makarovego ucha.
- Uhm świetny pomysł.
- Ej, Gray. A ty nadal latasz z nią na misje.
- Natsu, jesteś zazdrosny o pana Graya ? – Kobieta lepiła się do maga lodu.
- Na każdą misję bierze ciebie. Nic dziwnego, że Natsu jest zaniepokojony. - Celowo nie użyła słowa zazdrosny. - Przyzwyczaił się, że byli w grupie. – Wtrąciła czarodziejka gwiezdnej energii.
- To próba miłości – Juvia błędnym wzrokiem wpatrywała się w swego ukochanego.
- Coś dużo tych prób – odezwał się sam zainteresowany.
- Bo wszystkie same porażki - w myślach podsumowała panna Heartfilia.
- Nieważne.
Tu Juvia przerwała Gray’owi.
- Jak to nieważne? Nasza miłość? - Wydawała się być lekko oburzoną.
- EE, to nie to. – Bronił się. – Natsu, co byś powiedział na męską partyjkę w bilarda? Tak rekreacyjnie. - Próbował wybrnąć z owej niezręcznej sytuacji.
- Dobra! – Tamten odezwał się swym podnieconym głosem potworka.
- Znowu coś rozwalicie – westchnęła Lucy.
- „Rozwalicie”? – To słowo nie mogło umknąć uwadze mistrza.
- Ech znaczy się… - Zmieszał się Gray. – Dziś zagramy normalnie.
- E, to nuda. – Podsumował smoczy zabójca.
- Nie narzekaj, najpierw zagraj.
- Nie umiem.
- Spoko, wszystko ci wytłumaczę.
Zeszli na dół. W pomieszczeniu było jak zwykle gwarno i tłoczno. Czarodzieje zbierali się tu, by odpocząć po misji, lub po prostu wypić piwko. Ά propos piwka, przy nim właśnie siedzieli Macau i Wakabe.
- Oho, przyszedł Natsu. Trzeba będzie się zbierać, nim znowu coś zniszczy – odezwał się lekko żartując „tatusiek”.
- Nasz Natsu kojarzy się z kataklizmem – dodał kolega siedzący obok.
W sali znajdowało się kilka stołów z bilardem, w kątach umieszczono automaty do pachinko. Uwagę przykuwał bogato wyposażony bar. Na półkach stały najprzeróżniejsze alkohole. Jednak Natsu i Gray nie przyszli tu, żeby pić.
- Okej, więc to jest stół do bilarda.
- To już wiem.
- Weź nie przeszkadzaj. – Zmieszał się mag lodu. - Tu masz kij, czy jak to się tam zwie. Nieważne. W tej grze chodzi o to, by trafić nim w tę białą bilę. Tak, by ta uderzyła w inne bile, znajdujące się na stole.
- No przecie tak zawsze gramy.
- Czekaj, to było w ramach przypomnienia. Teraz najważniejsza rzecz. A więc, chodzi o to, by jedna z tych bil wpadła do jednego z tych dołków – to mówiąc wskazał je palcem.
- Rozumiesz? Nie poza stół, tylko do dołka.
- Aha.
- Rozumiesz?
- No jasne! To jest proste. A po co mamy w to grać?
- Bo tak robią fajni faceci. –Chwila przerwy. - O matko, no tak po prostu.
- DOBRA! GRAJMY!
- Okej, zaczynam. - Chłopak stanął bliżej stołu. Uważnie badał pod jakim kątem uderzyć.
- Ej! Długo jeszcze? – wtrącił się z boku „potworek”.
- Na tym to polega. Nie rozpraszaj.
- Wcześniej to jakoś szybciej było…
- Wcześniej graliśmy po swojemu. Chcesz by tu przyszła Erza?
- Nie chcę…
Wreszcie wykonał swój ruch. Bila wbiła się w resztę niczym terrorysta w tłum. Ósemka i piątka znalazły się tuż przy dołkach.
- Tera ja!
- Proszę. - Powiedział nonszalancko władca lodu.
Przeciwnik dużo nad swym ruchem nie myślał, uderzył z głupia frant.
- E… Tak jest trudniej…
- Moja kolej.
Uderzył ponownie, jedna bila wpadła. Przystąpił do kolejnego razu.
- Ej, tak nie wolno! Moja kolej! Moja! Ja wbiję! – ekscytował się ognisty mag.
- Ech, zapomniałem powiedzieć, że jak się wbije do dołka, to ma się dodatkowy ruch.
- Serio?
- Tak Natsu, to prawda – odezwał się Mine.
- Okej Gray. – Na twarzy młodzieńca pojawił się diabelski uśmiech.
Chłopak z początku nie zrozumiał kolegi. Chwilę potem wszystko stało się jasne. Bila napotkała maleńki opór, ścianę ognia…
- Ej! Chcesz znowu coś zniszczyć? Myślisz, że to mnie powstrzyma?
Uderzył ponownie. Bila kierowała się wprost do celu. Jednak jej prędkość drastycznie malała. Zatrzymała się tuż przed celem.
- HAHAHAHA Mój…
Usłyszał charakterystyczny dźwięk wpadnięcia.
- No, musiałem trochę poczekać, ale wreszcie wpadła.
Wykonał kolejny ruch. Tym razem Salamander to dostrzegł. Mag pomagał sobie maciupkimi lodowymi pociskami. Gray czuł zapach zwycięstwa, gdy nagle bilę, w którą miał uderzyć, otoczył ogień.
- Ej, jak mam grać?! - Spojrzał lekko zdenerwowany na kolegę.
Dragneel pogwizdywał udając, że to nie on.
- Dobra, twoja tura. Oddaję.
Ogień znikł.
- OKEJ JADĘ!
Tym razem bila odbiła się od ściany lodu.
- NIE FAIR! – Ponownie wyskoczył z miną potworka.
- Przyganiał kocioł – odparł spokojnie przeciwnik.
- Ja chciałem tylko podgrzać atmosferkę.
- Tak sobie tłumacz. Oszukiwałeś.
- Ty też!
- Ja po tobie.
- Dobra, oddaję.
Gray sam nie wiedział czy podchodzić, czy nie.
- Podmuch Salamandra!
Cały stół zajął się ogniem. Czarnowłosy chłopak odskoczył jak oparzony.
- Skończcie te idiotyzmy!
Usłyszeli ją. Nie było wątpliwości. Gray szybko ugasił ogień. Spojrzeli na stojącą przed nimi rudą kobietę.
- My tylko tak, by ożywić grę… – Pot zaczął mu spływać po twarzy.
- Tak… – potakiwał mag ognia.
Obaj dygotali. Erza niedawno wróciła z misji. Pewnie właśnie się dowiedziała, że jej ciężko zarobione pieniądze poszły na spłatę zniszczeń, spowodowanych wybrykami Natsu, a teraz jeszcze to.
Jej wyraz twarzy był mieszaniną różnych emocji. Obaj mężczyźni mogliby przysiąc, że wszystkie miały negatywne zabarwienie.
- Haha hahaha dobre! – Usłyszeli śmiech młodej dziewczyny. Jednak to nie Erza, ona była poważna, aż nazbyt, wręcz przerażająco poważna. – Nabrałam was! A hahaha! Ale mieliście miny. - Głos należał do czarodziejki gwiezdnych duchów. Pokładała się ze śmiechu, łapiąc się w boku jakby ją bolał brzuch. - Hahaha ale spietraliście.
- Lucy?!
W tym momencie najsilniejsza kobieta w gildii zamieniła się w dwa małe "cusie". Okazało się, że byli to gemi i mini, czyli nowy duch zodiaku.
- CO?!! – Obydwaj zbierali szczęki z podłogi.
- OSZUSTKA! – krzyknęli na raz.
- No wiesz Lucy, jak tak możesz! – Salamander przetarł czoło. Chłopak cały płonął ze złości. Gray również miał coś do powiedzenia w tej sprawie.
- Wiesz Lucy, ten żart akurat NIE BYŁ ŚMIESZNY. - Mag lodu uklęknął na jedno kolano. – Uch, moje serce.
- No co wy? Nie znacie się na żartach? - Blondynce najwidoczniej w jej mniemaniu dowcip się udał. Cała promieniała.
- Ciekawe, czy by ci było tak do śmiechu, jakbyś po nim kałużę sprzątała.
- CO? – Wzburzył się chłopak o różowych włosach. - Owszem jest straszna, ale nie aż tak.
- Tak se tłumacz - odpowiedział Fullbuster.
- Rany, jak wy możecie się jej tak bać, przecież to nasza przyjaciółka.
- To nic nie znaczy. – Bronili się. - AAA! Lucy…
- Nie mówcie…
Obydwaj kiwnęli głowami.
Dziewczyna zrobiła się blada. Zaczęła powolutku się odwracać.
- Przepraszam, przepraszam, ja tak tylko.
- Haha! Żółwik Natsu!
- Okej!
- Załatwiliśmy ją! – krzyczał podniecony „syn” Igneela.
- Jak mogliście! Myślałam, że serio jest za mną!
- Hehehe, dobrze ci tak. Trzeba było bliźniąt w Erzę nie zamieniać. – odpowiedzieli wspólnie.
- Haha, ale warto było. Wasze miny były bezcenne.
- Ekhm – Usłyszeli lekkie chrząknięcie.
- EE? AAAAA!!! – Blondynka wyleciała jak proca. To znaczy wyleciałaby, gdyby ktoś jej nie pochwycił.
- Dokąd idziesz Lucy?
- Ja, że tak sobie e, że pranie, tak pranie, że drzwi do domu nie zamknęłam. – Dziewczyna zaczęła się pocić, robiła żabie oczy i mówiła kompletnie zmieszanym tonem.
- To my już sobie pójdziemy… - Miny panów wcale nie były mądrzejsze.
Tym razem to była ona, Tytania Erza. Jej imię budziło postrach wśród szeregów wroga, inne gildie straszyły nią niegrzeczne dzieci.
- Lucy, czemu to coś się we mnie zamienia?
- A… - Moment na przełknięcie śliny. - Tak jakoś.
- Aha, rozumiem. Prosiłabym, byś jednak nie zamieniała tego we mnie, dobrze? – Serdecznym wzrokiem spojrzała na swą przyjaciółkę. Ręka złapała za delikatną bródkę koleżanki. Ale to właśnie było najstraszniejsze, huśtawka nastrojów…
- A wy, obiboki jedne. Już musicie coś niszczyć?
- My tak przez przypadeczek…
- Ech… co ja z wami mam. Natsu, kup mi coś do picia. - Rudowłosa wyskoczyła jak Filip z konopi.
- EE?
- Chyba jasno powiedziałam. Kup mi coś do picia.
- Nie masz własnej kasy, czy złapałaś lenia? – zapytał Salamander.
- To pierwsze.
- O RANY! – Lucy była w szoku. - Nie no, ty to masz gest! Od tak, oddać całe zarobione pieniądze mistrzowi.
- Serio, mogłaś sobie trochę zostawić. – Zauważył Gray.
- A mistrz powiedział, że oddałaś połowę.
- Natsu! Nie baw się w szczegóły. Pewnie biedna Erza harowała jak wół i zaczęło jej brakować sił. - skarciła go panna Heartfilia.
Erza na czworakach z rogami. Ciągnie jakieś ciężkie wozy. – Wyobrażenie Lucy.
Erza rzuca się w gniazdo potworów. Niszczy wszystkie. Zaraz potem, po otrzymaniu nagrody idzie ubić jakiegoś większego stwora, słabnie i zaczyna brać tańsze misje. – Wyobrażenie Gray’a
- Nie do końca tak było. Po prostu, podczas misji zniszczyłam część wsi i połowa mojego wynagrodzenia poszła na spłatę, a reszta dla mistrza.
Erza walczy z wrogiem. Ponosi ją, przez co pół wsi idzie z dymem. – Poprawne wyobrażenie.
- Aha…


- Na spłatę Natsu – dodała rozczarowana czarodziejka gwiezdnej energii.
- Ahahaha! Żółwik Erza!
Blondynka patrzyła, jak facet-demolka i kobieta-rozróba, przybijają żółwika.
- Momentami to wyglądacie jak brat i siostra… - stwierdziła z lekkim zażenowaniem.
- W takim pięknym tempie, to my za nic się nie wyrobimy. - Gray skupił się na najważniejszym. Natsu jednak zdawał się tego nie dostrzegać.
- Co się martwisz, zostaje jedna trzecia wynagrodzenia.
- Mimo wszystko zmęczyłam się, może zrobimy sobie dzień wolny? - Wtrąciła najsilniejsza kobieta w Fairy Tail.
- TAA – radośnie, entuzjastycznie wykrzyknął mag ognia. – Chodźmy na basen!
- Najpierw moje picie.
- Dobra, dobra…

Czwórka przyjaciół opuściła salę rozrywki i skierowała się ku pływalni.
Wszyscy najpierw poszli się przebrać. ----------------------- - tu autor postanowił zaniechać opisu. A – Nie chciało mu się pisać B – W trosce o nosy co wrażliwszej męskiej części czytelników (jeszcze poniesie ich wyobraźnia)
- SKACZĘ !
- Uwaga! To Natsu! Kryć się! – Zauważył telepata Warren. Większość członków gildii zniknęła z zasięgu smoczego maga. Chłopak zrobił duży rozbieg.
– No to HOPPP! – Ale hop nie było. Zanim dotknął wody, ta się spiętrzyła i wypchnęła go na zewnątrz.
- Widać organ się nie przyjął – skomentował Gray.
Była to oczywiście sprawka Juvi.
- Hahahahaha - Wszyscy buchnęli śmiechem widząc zaskoczoną twarz Salamandra.


Mistrz Makarov postanowił „podleczyć ducha” i posiedzieć trochę na basenie.
- Ach, miło jest popatrzeć na zdrowe ciała las… ekhm… mych dzieci. – Jego oczy zaczęły przypominać łuki, a twarz wykrzywiła się w dziwnym uśmiechu.
Spojrzał jeszcze w prawo, w stronę ekipy Natsu, czy znowu czegoś nie nabroją. Salamander z innymi wypoczywał grając w piłkę wodną. Oczywiście pani Scarlet zastrzegła, że nie wolno używać magii. I to wystarczyło. Ani Natsu ani Gray’owi nawet przez myśl nie przeszło, by się do tego nie zastosować.
Minęło trochę czasu. Zabawa powoli dobiegała końca. Mecz się skończył. Uczeń Ur położył się na ręczniku.
- Przydałby się masaż.
- Och już się robi panie Gray. – Juvia natychmiast doskoczyła do swego ukochanego i przystąpiła do masażu.
- E, ja też tak chcę…
- Na mnie nie licz Natsu. – Lucy odwróciła się na pięcie. Spojrzał na Tytanię. Blondynka aż zamarła.
- Ty chyba nie myślisz, że…
- Erza, pomasuj mnie.
- AAAA! Powiedział to! – Lucy złapała się za głowę. - Rest In Peace Natsu.
- Dobrze. - Rudowłosa serdecznie się uśmiechnęła. Usiadła obok przyjaciela . Teraz także i on mógł się zrelaksować. Oszołomiona Lucy spojrzała na koleżankę. Ręce fachowo masowały kark i łopatki, uciskając z różnym nasileniem.
- EE? Gdzie tyś się tego nauczyła? – spytała zaciekawiona. Wszak po Erzie się takiej chęci nie spodziewała, a co dopiero tego, że zna się na tym. - Ja jej nigdy nie rozgryzę.
- Ona ma swoje sekrety – odparł spokojnie „klient” Juvi.
- A tak swoją drogą to gdzie jest Happy? – zapytała czarodziejka gwiezdnych duchów.
- Zjadł jakąś zatrutą rybę i się kuruje. – odparł uśmiechnięty „od ucha do ucha” Salamander.


Do Macarova ponownie podeszła Mirajane.
- Mistrzu, przyszło jakieś pismo.
- Co takiego? Już nasyłają wierzycieli. O ja biedny. - Z miejsca poczuł się gorzej.
- Nie no, po takim czymś… Nie mam odwagi przeczytać… Natsu!!!
- E, co jest?
- Wołają cię – odpowiedziała czarodziejka gwiezdnej energii.
- Pewnie przyszedł kolejny rachunek – stwierdził mag lodu.
- LECĘ!
Natsu oczywiście udał się na drugie piętro, myśląc, że zastanie tam mistrza. Nie mylił się, Makarov zdążył się przenieść do swojego pokoju.
Chłopak ochoczo nacisnął na klamkę i wszedł do środka.
Na fotelu siedział (tudzież leżał, bo taki mały to i tak może) mistrz gildii Fairy Tail.
- Tak staruszku?
- Przeczytaj co tu jest napisane. Nie mam siły czytać… - O matko, to jednak był błąd go wołać.
- No dobra.
„Witam cię drogi Maca-”
- A wiesz idź lepiej. Postaraj mi się do końca dnia nie wchodzić w drogę. Zawołaj Mirę.

Salamander postąpił tak, jak chciał mistrz. Wyszedł i chwilę po nim do pokoju weszła Mirajane. Staruszek wręczył kobiecie owy list.
- Dziecko moje, przeczytaj co tam jest napisane. Tylko bądź łagodna.
- Mistrz myśli, że to o Natsu?
- Ja nie myślę, ja to wiem – stwierdził pełen zaufania do własnej intuicji.

Kobieta zaczęła czytać.
„Witam cię drogi Makarov. Słyszałem, że gildia widma rozwaliła wam bazę. Doszły mnie słuchy, że postawiłeś sobie niemal pałac. Tak trzymać! Jedna z najlepszych gildii powinna wyglądać jak należy. Ale coś z funduszami krucho, nie? Nie martw się. Specjalnie z myślą o tobie, zareklamowałem was pewnemu królestwu. Jeżeli wykonacie ich misję, są gotowi pokryć całą waszą pożyczkę!
- CO?! – Czarodziej nie mógł uwierzyć uszom. - Dziecko moje, staruszek chyba źle słyszy. Przeczytaj jeszcze raz.
- Kobieta spełniła jego prośbę.
- YUPII! – Sędziwy mężczyzna podskakiwał, robił fikołki, śmiał się jakby coś brał, złapał kobietę za ręce i razem skakali w kółeczku.
- Pokryją całą pożyczkę, pokryją całą pożyczkę! Ye! Ye!
- Mistrzu. – Kobietę zdziwiło zachowanie szefa.
- Trzeba się cieszyć. – Zwrócił się do niej z bananem na twarzy i klepnął ją w plecy. – Wołaj wszystkich! Robimy imprezę!
- A nie lepiej poczekać z tym do wykonania zadania? – Serdecznie się uśmiechnęła do staruszka.
- A, co racja, to racja… Absolutnie…
Mężczyzna począł chodzić w kółko po pomieszczeniu robiąc „zadumane” miny.
- Hmm ta misja z pewnością może być oznaczona rangą S, ze względu na nagrodę hm hm… Taka okazja może się więcej nie powtórzyć. Hm.
Chodził tak jeszcze długo, aż wreszcie padł.
- Niedobrze mi…

Po szybkiej kuracji, mistrz gildii udał się na basen.
- Natsu do mnie!
- E? Znów mnie woła, a miałem nie pokazywać mu się na oczy.
- Spoko, pójdziemy z tobą – odparli jego towarzysze.

Tym razem smoczy wojownik przyszedł z całą obstawą. Lucy nie mogła się sobie nadziwić, że również i ona zdecydowała się pójść z nimi. Razem z nią przed Makarovem stanęło pięć osób.
- Co to za grupka?
- Proszę się nami w ogóle nie przejmować, mistrzu. – Rudowłosa zwróciła się do niego serdecznym tonem.
- A może to i lepiej? – Dobra ludzie. Mam dla Natsu BARDZO WAŻNE zadanie. Otóż ty i twoja grupa wyruszycie do miasta Lovium i tam na dworze powiedzą wam o co come on.
- Ja, ale super! BAJER!
- Jeszcze chwilka Natsu… - Kontynuował starzec.
- Będzie super! Wreszcie ruszamy w większej grupie!
- Natsu… - Próbował się przebić ponownie Makarov
- Kiedy wyruszamy? Kiedy? KIEDY?! - Zrobił minę napalonego dzieciaka, z zębami demonka. - SPOKÓJ!
Wszyscy zamarli. Starzec zrezygnował z rękoczynów, lecz ton jego głosu wskazywał na coś poważniejszego. Zmierzył ich uważnym spojrzeniem. Lucy żałowała, że przybyła tu wraz z całą resztą.
- Jakbyś mi dał dojść do głosu, to byś wszystko wiedział. Więc tak. Jak misja zostanie wykonana, to mamy problem spłaty za gildię z głowy. Ponieważ ta misja jest dla nas bardzo ważna, klasyfikuję ją jako misję kategorii S.
- Ja, ale super! Wreszcie misja S! I to legalnie, bo z polecenia mistrza. SUP…
Już nic więcej nie powiedział. Skulił się tylko po ciosie rudowłosej.
- Proszę kontynuować, mistrzu. – Kobieta puściła nieprzytomnego Salamandra.
- Dziękuję ci, moje dziecko. Więc jak już mówiłem, z racji tego, że nic o misji nie wiemy i jest dla nas tak ważna, to daję S. Ta misja musi być wykonana. Dlatego biorę was. Acha, jeszcze jedno. Macie nic nie zepsuć, nawet cholerny kamyczek ma nie spaść z muru, nawet deseczka, rozumiecie?
- Tak.
- Proszę, powtórzcie to Natsu, jak już się obudzi.
Panna Roxar dotychczas nie brała udziału w tej dyskusji. Teraz jednak poczuła się zagrożona. No i chciała, tak bardzo chciała, wziąć udział w tej misji.
- Mistrzu, czy ja też mogę z nimi pójść?
- Hmm Juvia, jesteś magiem klasy S. Z pewnością takie wsparcie może wpłynąć pozytywnie na wynik misji. Ależ oczywiście, że możesz.
- Ach, tak bardzo dziękuję.
- To wszystko. Możecie wyruszać nawet teraz.
Wszyscy wyszli z gabinetu, pozostała jedynie Lucy.
- Co się stało? Myślisz, że nie podołasz? Przecież należysz do tej grupy.
Tym razem jednak Makarov się przeliczył. Sądził iż dziewczyna nie jest pewna swej siły. Ale prawda była inna. Tylko ona pomyślała o tym, że jakoś muszą się dostać do tego miasta. Przecież nie mieli grosza przy duszy. Skromne dziesięć tysięcy klejnotów gwiezdnej czarodziejki nie mogły wystarczyć na taką podróż.
- Chodzi o to, że nie mamy klejnotów na podróż.
- I przyszłaś od starego biedaka wyciągać?
- Nie, nie, ja tylko…
- Zawiodłem się na tobie… - Robił rozczarowaną minę.
- Przepraszam… - Dziewczyna po cichu zamknęła drzwi.
- Yes! Yes! - Starzec wykonywał charakterystyczny ruch ręką. – Myśleli, że im będę fundował. A tu was mam! Mistrz nie da się ogołocić z klejnocików.

- Ekhm gdzie ja jestem? - Chłopak o różowych włosach powoli odzyskiwał przytomność.
- U mnie w domu – odparła blondynka.
- Uaaam, ale mi się smacznie spało, ale co my tu robimy? Misja klasy S legalnie dla naszej grupy! W dodatku jakaś SUPER WAŻNA. Na co czekamy, GO!
- Uspokój się! Próbujemy określić drogę. Mam tylko dziesięć tysięcy klejnotów. Nie wiadomo, ile nas ta podróż wyniesie.
Rudowłosa podeszła do maga ognia. Chwyciła go za łachmany i przycisnęła do ściany
- E, co jest Erza? – zapytała lokatorka.
Kobieta spojrzała bacznym wzrokiem na trzymanego towarzysza.
– Mistrz kazał przekazać. - Wzięła głęboki wdech, po czym krzyknęła mu prosto do ucha: - MASZ NIC NIE ZEPSUĆ, NAWET CHOLERNY KAMYCZEK MA NIE SPAŚĆ Z MURU, NAWET DESECZKA, ROZUMIESZ?!!
- Erza uspokój się, co cię napadło. – Podszedł do niej mężczyzna bez wierzchniego ubrania.
- Pomyślałam, że tak lepiej dojdzie.
- No z pewnością. Teraz odbija mi się w głowie: „cholerny kamyczek, deseczka” – powiedział przestraszony chłopak.
- AAAAA – krzyknęła panna Heartfilia.
- O rany... Co teraz? Chcecie abym ogłuchł? – Wzburzył się ukochany Juvi.
- Gray, ja mam powód w przeciwieństwie do... nieważne. – Przerwała, nie było sensu tego kontynuować. Przystąpiła do najważniejszej sprawy.
- Miasto Lovium znajduje się w księstwie Tuvanik i leży cholernie daleko. Podróż zajmie nam kilka dni. A co zrobi z naszymi portfelami, to chyba sami wiecie. Nie mamy na to kasy.
- Trudno, trzeba będzie zrobić jeszcze jakąś misyjkę i dopiero...
- Nie podzielałabym twojego optymizmu, Natsu.
- Jeśli można się wtrącić, my z paniczem Grayem też trochę zarobiliśmy.
- No to trzeba było tak od razu - odparła uradowana blondynka, widząc, że ktoś tu jeszcze myśli.
- Może popytamy członków gildii? - rzucił lodowy mag.
- Gray, chcesz żebrać? – Lucy odsunęła się robiąc charakterystyczny gest rękoma jakby tworzyła niewidzialną ścianę, a patrzyła na niego jak na kogoś z wariatkowa.
- A tam żebrać, poprosić, pożyczyć - sprostował.
Hmm...
Siedzi sobie Reedus, podchodzi Erza - Mógłbyś pożyczyć nam na podróż? - Erzie się nie odmawia, daje. – Wyobrażenie Lucy.
Erza przetrzepuje jednego z magów, pieniądze upadają na podłogę. – Wyobrażenie Natsu
Siedzi Macau na krześle, Erza podchodzi, kładzie nogę na jego kolanie. Lekko się do niego przybliżając jakby była jego dziewczyną i prosi o pieniądze. – Wyobrażenie Gray’a po tym, co robiła w restauracji.
Pustka. – Juvia jest nowa i nie dała rady sobie jeszcze wyobrazić, zresztą nie wiedziała co sobie wyobrazić.
- DOBRA! Idziemy!
- EE, słuchajcie – odezwała się skromnie wodna czarodziejka.
Wszyscy spojrzeli na byłą członkinię gildii widma.
- Może weźmiemy Gajeela? Cały czas chodzi sam na misje. A was już całkiem dobrze zna.
- E, spoko – odpowiedź Natsu
- Wolałabym nie – odpowiedź Lucy
- Nie ma mowy. – Prosto z mostu. – Erza.
Gray wstrzymał się od głosu.

Panna Roxar lekko posmutniała. Spuściła wzrok. Zaczęła w zmieszaniu przebierać palcami.
- No cóż, rozum...
- CHWILAAA! – Przerwał jej Dragneel. - Erza, czemu się na niego nie zgadzasz? Jest silny!
- Natsu, zrozum.
- CZEMUUU – krzyknął do jej ucha tak jak się robi „what’s up”. Ten chłopak nie rozumiał.
- Rozumiem Juvię, ale on to zupełnie inna para kaloszy. Ma ten swój styl bycia, przypomina nieco Laxusa... Nie chcę być z kimś takim w grupie. - Wytłumaczyła mu rudowłosa.
- Proszę. – Juvia nie dała jeszcze za wygraną.
- PROSZEĘ! – Salamander też nie. Erza jednak była nieustępliwa.
- Nie i koniec.
- Nie bądź taka. Gajeel był draniem, zniszczył nam gildię, ale pokazał, że swój chłop! Pomógł mi z Laxusem. Nie jest taki zły.
- Gajeel ma taki styl bycia. Ciężko mu się otworzyć na ludzi... - tłumaczyła była członkini gildii widma.
- Ugh... Dobra. Niech będzie. Przekonaliście mnie. – Scarlet dała za wygraną.
- YEE
- Jak się dorzuci, to dołączy do nas - dodała rudowłosa.
- DOOBRRA, wracajmy do gildii!



- Usiedli przy stole i zamówili coś do picia.
Do grupki magów podszedł wysoki mężczyzna. Gajeel z początku nie potrafił zasymilować się z członkami gildii. Siedział na uboczu, sam chodził na misje,. Do nikogo się nie odzywał. Aż do pamiętnej walki z Laxusem. Wtedy to Redfox stanął ramię w ramię z ognistym Salamandrem. Od tej walki dużo się zmieniło. Mężczyzna już wcześniej próbował jakoś przekonać ludzi do siebie, ale wewnątrz nadal nie potrafił się przemóc, by podejść i pogadać.
- Cześć wam.
- O, Gajeel, witaj. – Przywitała go Juvia. A zaraz za nią pozostali towarzysze.
- Słyszałem, że brakuje wam kasy na podróż – to mówiąc położył worek kryształów na stole. - I tak nie miałem co z tym robić.
- To bardzo miło z twojej strony. – Poklepał go z jednej strony mag ognia.
- Racja. – Z drugiej Gray.
- Brawo. Zdałeś. Od teraz bierzesz udział w tej misji.
Słowa rudowłosej lekko zdziwiły żelaznego smoka.
- Zaraz, co jest? Jaka misja?
- Nasza – odparła z uśmiechem.
- Gajeel, proszę. – Błagalnie patrzyła na niego władczyni wody.
- Ech, no dobra. Nie wiem, czemu to zawdzięczam.
- Wspomogłeś naszą podróż – oznajmiła lekko ze strachem blondynka.
- Właśnie. Powiedziałam: wspomoże, dołączy. Koniec, kropka.
- Dobra, dobra. – Lucy wolała nie dociekać.
- Jest! Gajeel, tak się cieszę. – Mocno objęła go towarzyszka z gildii widma.
- Witaj w naszej grupie! – Powitał go pełen euforii Natsu.
- AAAA! – Ponownie usłyszeli głos panny Heartfilii.
- No nie, co znowu. – Uczeń Ur miał tego powoli dość.
- Nie zauważyłam, że mapa była złożona! Mamy cholernie daleko do tego Tuvanik.
- No Coments...
- Co się stało? – Do grupy podeszła Mirajane, przynosząc im zamówione napoje.
- Brakuje nam pieniędzy na podróż – powiedział entuzjastycznie smoczy mag, tak jakby w ogóle nie było to problemem.
- Coś wam pokażę. Spójrzcie tam. – Wskazała palcem.
Natsu z Gray’em od razu podbiegli.

O ścianę oparte było małe pudło, na nim figurki Erzy, Grey’a itd. A nad nimi szyld:
„Wyślijmy naszych przyjaciół do Tuvanik!"
- Ja cię! – Zdziwili się sami zainteresowani.
Do pudełka podeszła panna McGarden i wrzuciła mały woreczek.
- Dzięki Levy.
- Nie ma sprawy Lucy. Szczęśliwej podróży.

Wkrótce zostały zebrane wszystkie pieniądze potrzebne na tak daleką podróż. Wielu członków gildii chętnie dzieliło się swym wynagrodzeniem. Część dołożył również Makarov, zwracając należność Tytani, albowiem pieniądze nie były mu potrzebne, jeżeli za tę misję mogli otrzymać wynagrodzenie, mogące pokryć całą pożyczkę.

Grupa była szczęśliwa, widząc zaangażowanie swych kolegów.
Jasnym stało się, że z takim zapleczem finansowym mogą wyruszyć choćby z samego rana. Lucy postanowiła nie przesiadywać w siedzibie Fairy Tail zbyt długo. Owszem, trochę posiedziała, pośmiała się, porozmawiała. Ale musiała wyjść, odpocząć przed podróżą i co ważniejsze należycie się do niej przygotować. Wracała pełna entuzjazmu, przypominała teraz nieco tego chłopaka, którego spotkała w tym mieście portowym - Hargeon. Ile to już czasu minęło. Lucy z pewnością się nie spodziewała, że tak szybko uda jej się dołączyć do tej wspaniałej gildii. Zdążyła ich już dobrze poznać. Nie żałowała. Była dumna, że należy właśnie do Fairy Tail. Tutaj wszyscy byli dla siebie jak bracia i siostry. Wszyscy tworzyli jedną, wielką rodzinę. A ona trafiła do grupy, gdzie byli tacy zacni członkowie jak właśnie Salamander, czy Erza Scarlet. Niedługo znów wspólnie razem wyruszą na misję, która może sponsorować nową siedzibę Fairy Tail. I ona wniesie tam swój wkład. Rozpierała ją energia, wręcz biegła do domu, sama nie wiedząc czemu. Przecież i tak najszybciej wyruszą jutro, a mimo to biegła.

- Nie mogę się doczekać. Może jeszcze dziś wrócę wieczorem do gildii? Ile może mi zająć takie pakowanie? – W podnieceniu przekręcała kluczyk w drzwiach. Wreszcie drzwi się otworzyły ukazując straszny widok...
- AAAA!!!
- Co tak krzyczysz? – zapytał lodowy mag odwracając się w jej stronę.
- Witka - machnął ręką na powitanie salamander. Obok niego siedział Gray.
- Hej - rudowłosa filiżankę od ust, witając czarodziejkę gwiezdnej energii uśmiechem.
- Cześć... - skromnie przywitała się również panna Loxar.

Na podłodze był bałagan. Śmieci, „okruszki”, papierki po cukierkach, chipsach, paluszkach itd. To, co zajęłoby jej chwilę, teraz wydłuży się do kilku godzin...
- Czemu tu jesteście? I to wszyscy? – Otworzyła szerzej drzwi wchodząc do środka. – AA! Czemu ON tu jest? – Wskazała palcem na żelaznego smoka. Jej oczy przypominały denka od butelek. – Matko, żeby we własnym domu nie móc poczuć się bezpiecznie? – Lucy próbowała z miernym skutkiem, nie dać po sobie poznać, że wciąż jakiś bliżej nieopisany lęk budzi w niej ten mężczyzna z gildii widma.
- Przecież on też jedzie z nami. To oczywiste. – odparł smoczy zabójca.
- Ale czemu zawsze wpadacie bez zaproszenia? W dodatku taką kupą?
- Bo masz ładne, miłe mieszkanko – odpowiedziała spokojnie rudowłosa, popijając łyk herbaty w filiżance Lucy.
Cóż... - Czarodziejka gwiezdnej energii tylko westchnęła. Oni po prostu już tacy byli. Rozbrajający szczerością, bezpośredni. Może to właśnie myśl, że wrzucą jej się na chatę, tak ją pchała w kierunku domu? Lucy rozmyślając nad tym dochodziła do wniosku, że tak właśnie mogło być, to była ta niewidzialna nić. No cóż, pakowanie i sprzątanie odłoży na później. Ma jeszcze dużo czasu, mogła wreszcie poznać bliżej Gajeela, dowiedzieć się czegoś więcej niż tylko tego, że jest z gildii widma. Skoro ma być jej towarzyszem, to czemu go bliżej nie poznać? Jak się jednak można było spodziewać, żelazny smok nie był zbyt rozmowny. Nie reagował na śmiechy towarzyszy. Juvia, z pewnością po części przez swoją ślepą miłość do Gray’a, zdążyła już wpisać się w nową rolę członkini Fair Tail. Gajeel nie był takim prostym typem. Natsu próbował z niego wydobyć część informacji, ale ten odpowiadał wówczas lakonicznie i wymijająco. Jednak wreszcie nowy członek grupy wyszedł z inicjatywą. No może trafniejszym stwierdzeniem byłoby, że sam się czymś zainteresował.
- Kto jest liderem tej grupy?
- Ja! – odpowiedział ochoczo Salamander
- Ja!!! – Przeszkodził mu lodowy mag.
- Ja. – Erzę otaczała mroczna aura.
- Ona – odpowiedzieli zgodnie.
- Paniczu Gray, czemu tak drżysz?
- A, tak jakoś... - odparł zmieszany.
- Nie masz się czego bać. Siła mej miłości cię ochroni.
- Juvia, będziesz go bronić? – zapytał Redfox niemal nie mogąc się powstrzymać od śmiechu.
- Aż po mego życia kres – odpowiedziała bez namysłu.
- Hahahahaha! Gościu, ale z ciebie lama.
- Uważaj co mówisz.
- Właśnie. Nie wiesz jak ona może być straszna. - Ostrzegł chłopak o różowych włosach.
- Co to za czcze gadanie? Smok się boi kobiety? Co prawda, gdy byłem w gildii widma, tam wspomniano nieco o Tytani Erzie, ale dla mnie to nic szczególnego. A wy podkulacie ogony jak pobite szczeniaki – powiedział lekko się naśmiewając z towarzyszy.
- Nie uczyli cię, że pogłoski czy plotki to tylko część prawdy? – Bronił się mistrz lodu.
- Nie pamiętam – wycedził żelazny smok.
- To tylko połowa prawdy, nie znasz całej, mrocznej prawdy – powiedział już pół szeptem.
- Właśnie - dodał tuż obok smoczy zabójca.
- Phi! To jakaś pomyłka. Od tej pory ja, Gajeel Redfox, będę przywódcą podczas tej misji. Przejmuję dowodzenie.
- Wiedziałam, że tak będzie... – Pomyślała skromna mieszkanka tegoż apartamentu.
Najsilniejsza kobieta z gildii nawet nie zareagowała, kończyła w spokoju swą filiżankę herbaty.
Mężczyzna poczuł na ramieniu czyjąś rękę. Należała do Natsu.
- Lepiej sobie odpuść – powiedział poważnym tonem, jak nie on. – Tak będzie dla ciebie lepiej.
- No co, wy szczury, boicie się małej kocicy?
- Gajeel, oni mają rację...
- Ej ty, kobieto, wyzywam cię tu i teraz na pojedynek. Nie będę pod pantoflem jakiegoś babona.
Erza powoli odsunęła filiżankę od ust. Następnie delikatnie odstawiła ją na stół.
- Jesteś pewien?
- Co to za głupie pytanie. Stawaj!
Lucy nie widziała wszystkiego. Tytania wstała błyskawicznie. Dobyła ogromnego miecza i wycelowała w przeciwnika. Cięła w poziomie, niszcząc całą ścianę. Gruz padał na podłogę. Mężczyzna uniknął i odskoczył. Kolejny ruch był pięścią wymierzoną w żelaznego smoka. Ten uderzył o ścianę, zanim padł dostał kolanem w brzuch. Splunął na ziemię, a częściowo na nogę rudowłosej. Wszystko działo się tak szybko, Redfox nie przypuszczał, że Erza zareaguje tak gwałtownie niszcząc nawet dom znajomej.
Oszołomiony spojrzał przed siebie. Była wściekła, miała zgięte brwi. W oczach kryła się wściekłość, dzikość. Ręka ściskała mocno jego bluzę.
- Myślisz, że możesz mnie tak nazywać?! Pytam cię!!!
Lucy, w trosce o mieszkanie, postanowiła interweniować
- Erza, błagam cię. Pohamuj złość. Rozwalisz mi mieszkanie...
- Przebacz Gajeel'owi, jest nowy, ponoszą go emocje... - prosiła Juvia.
- Ech. – Puściła go. - Masz szczęście, że nie chcę niszczyć mieszkania mej przyjaciółce.
- Na to chyba już za późno... - Pomyślała pani Heartfilia. Jak ja to wytłumaczę właścicielowi...
Żelazny smok otrzepał swój strój.
- Ekhu. - Kaszlnął na wskutek silnego ciosu. - Tylko na tyle cię stać? Wiedziałem, mocna w gębie.
- KONIEC! - To najwidoczniej przelało czarę goryczy.

Rudowłosa wstała i podbiegła do przeciwnika. Jednak się zatrzymała. Przeszła koło niego i otworzyła drzwi.
- Jak chcesz walki to załatwmy to na zewnątrz.
- A było tak miło – skomentowała blondynka.
- YE dawaj Erza DAWAJ! – Ekscytował się mag ognia.
- Właśnie, gościu zaraz zrozumiesz nasze zachowanie. – Dodał ukochany Juvi.

- Zbroja Herkulesa!
Kobieta z impetem rzuciła się na mężczyznę. Ten zamienił swe ciało w żelazo i skierował się w stronę przeciwniczki.
- SKOŃCZCIE Z TYM! - Olbrzymie ręce przygniotły obu oponentów.
- Mistrzu...
- Ech...
- Co to ma być? – zapytał rozgniewany starzec. – Pytam, co to ma być?!
- Przepraszam mistrzu...
Tak sobie właśnie myślałem, gdy dowiedziałem się o waszym nowym kompanie. Ten Gajeel nie wydaje się zbyt kompromisowy, a przy temperamencie naszej Erzy może powstać wybuchowa mieszanka. I jak widać, nie myliłem się. Zawiodłem się na tobie, moje dziecko.
Kobieta spuściła wzrok.
- Ej, staruszku, zawiódłbyś się chyba jakby się na niego nie rzuciła, nie? W końcu zrobiła tak jak myślałeś.
- Natsu, ty mnie za słowa nie łap. Erza, do mnie na słówko.
- Tak mistrzu...

Starzec oddalił się z rudowłosą kobietą od reszty grupy. Szli drogą. Ona tuż za nim. Nie chciała myśleć, jak zły jest jej mistrz. On pewnie w głębi serca wierzył, że ona wykaże się dojrzałością, opanowaniem. Poniosły ją emocje, zachowała się jak gówniara. Była o to na siebie zła.
- Przepraszam, mistrzu...
- Erza, dziecko ty moje, on jest stosunkowo nowy. Miał za duże zabaw... ekhm to znaczy bili go w przedszko... to znaczy, a z resztą, nie ważne. W każdym razie jest nowym członkiem Fairy Tail. Nawet gdyby wychowywał się w dżungli, to trzeba do niego miło i z wyciągniętą ręką. Co to jest, gildia Fairy Tail wita nowych plombą w ryja?
- Przepraszam za moje karygodne zachowanie, mistrzu – mówiła z wzrokiem wbitym w ziemię.
- No, i to rozumiem. Obiecaj mi, że nie tkniesz go palcem. Nie dasz się podpuścić.
- Obiecuję. – Uklękła na jedno kolano.
- Dobrze, możesz odejść. Odpocznij. Jutro czeka was długa podróż.



Erza wróciła do grupy.
- Przykro mi, walki nie będzie.
- Co, tak żeś spietrała? I to jest wasza wizytówka? Phi! – Splunął na ziemię.
- Nie boję się, ale zabroniono mi z tobą walczyć.
- Co? I masz zamiar słuchać? Ech... - z zdenerwowania tupnął nogą. Oczywiście było to bardzo męskie tupnięcie z wbijaniem stopy w ziemię, nie tupnięcie bachora. – Dobra, rozumiem.
- Prosiłabym cię, byś zapomniał o dzisiejszym przykrym incydencie. Przepraszam za to...
Mężczyzna wyraźnie nie wiedział co powiedzieć.
- Mam nadzieję, że nie będziemy już chcieli ze sobą walczyć. – Serdecznie się uśmiechnęła.
Żelazny smok odwrócił wzrok.
- Nie rozumiem. – Zaczął zakładając ręce za głowę ognisty mag. - Czemu ja się mogę pojedynkować z Erzą, a on nie?
- Może dlatego, że brali to nazbyt poważnie? – Próbował znaleźć wytłumaczenie Gray.
- Może dlatego, że znamy się już długi czas. W każdym razie nie mam zamiaru kwestionować zdania mistrza. Zasiedziałam się, będę już iść, na razie.

I tak Lucy pozostała wreszcie sama w swym mieszkanku. Oczywiście nikomu, broń cię panie, do głowy nie przyszło, by posprzątać. Wszyscy byli zaaferowani misją, jak i tą niedoszłą potyczką Erzy i Gajeela. Dziewczyna, tak jak się wcześniej obawiała, musiała najpierw posprzątać, pozmywać i dopiero wówczas mogła przystąpić do pakowania.
Na razie nie wiedziała, co zrobić z zniszczoną ścianą.
- Uaaam ale jestem śpiąca...
Lucy zgodnie z własnymi przypuszczeniami, skończyła się pakować późną nocą. Teraz musiała jeszcze dotachać swój bagaż. Na szczęście do gildii, nie na stację, bo umówili się, że wszyscy spotkają się właśnie tam.
- Uff w końcu dotarłam.
- Hejka Lucy! – Zza rogu wyskoczył Natsu, a za nim Gray. Jak można się było spodziewać, niedaleko była Juvia. Oczywiście nie zabrakło również i Erzy, tachającej jak zwykle olbrzymi wózek z kilkoma ogromnymi walizkami, które poukładane na sobie były wyższe niż sama Scarlet.
Lucy zawsze zastanawiała się, czemu ona tyle ze sobą bierze. Nie śmiała jednak pytać.
- Erza w swoim pokoju patrzy na ten cały burdel. Jutro czeka ją podróż. Trzeba by było iść spać, a musi się jeszcze spakować. Każda rzecz może się przydać, kobieta więc bierze ze sobą prawie wszystko, przy okazji oszczędzając kupę czasu. – Wyobrażenie Lucy jedyne i słuszne, w jej mniemaniu.
- Cycuszki Lucy! – Happy wleciał wprost między pagórki blondynki.
- Happy! Już jesteś zdrowy?
- Aye!
- Naszego Happy'ego byle rybka nie rozłoży - radośnie dodał Smoczy Zabójca.
- Widzę, że wszyscy w komplecie. – Gajeel stał oparty o drzewo z założonymi rękami. Co dziwne, miał przy sobie tylko mały worek, ni mniej ni więcej. Widząc bagaż swej wczorajszej niedoszłej przeciwniczki lekko się zaśmiał, lecz opamiętał się. Postanowił też zrezygnować z sarkastycznej uwagi, jaką na tę okazję wymyślił. Pominął również zupełnie kwestię latającego kota.
- Ruszajmy w drogę ! – krzyczał w niebogłosy Smoczy Zabójca.
- Tak! – odpowiedziała entuzjastycznie tylko część grupy, ale wszyscy byli pozytywnie do niej nastawieni.


Natsu jednak po niedługim czasie humor minął. Musiał wejść do pociągu… Mało tego, ponoć czekała go bardzo długa podróż. Nie wiele trzeba było, by zaczęło mu się przewracać w żołądku.

Kłopoty zaczęły się szybciej, niż grupa mogłaby się tego spodziewać. Właściwie przed samym wejściem do pociągu...
- Ugh...
- Ej Salamander mam cię kopnąć w dupę, żebyś tam wreszcie wlazł?
- Nie cierpię środków transportu...
- Natsu, nie rób scen! Zobacz jaki wstyd. – Lucy nie mogła zrozumieć. To znaczy, rozumiała, że chłopak nie lubił, nie znosił, nie cierpiał środków transportu, ale musiał, wchodził i jakoś po bólu. A dziś jakoś tak opornie. Gray chwycił chłopaka za ręce. – No już, wchodź! Happy, pomoc!
- Aye!
Happy pomógł wtaszczyć Natsu i wreszcie wszyscy mogli się w swoim przedziale „wygodnie rozsiąść”
- Mam dziwne przeczucie, że będziemy bardzo długo jechać – odezwał się ognisty mag, mówił normalnym tonem, bez przerywania. Pociąg jeszcze nie ruszył.
- Mamy przed sobą masę drogi, myślę, że będziemy jechać cały dzień – odparła czarodziejka gwiezdnych duchów.
- CO?! – Natsu natychmiast odwrócił głowę, minę miał, jakby się rozpuszczał. Smutną i załamaną zarazem. - Calusieńki dzień?
- Pewnie jeszcze całą noc – dodała bezlitośnie władczyni wody.
- Chyba mi nie dobrze…
- Chodź do mamy, Natsu. – Erza spojrzała łagodnym wzrokiem. Szybki cios i „syn” spoczywał na jej kolanach.
- Co to jest? - Gajeel myślał, że nic go już nie zaskoczy…
Scarlet głaskała chłopaka po głowie.
- Z nim trzeba delikatnie. – Ponownie usłyszeli jej łagodny głos.
- To ma być delikatnie? – Spojrzał nadal nie tyle wystraszony, co zdziwiony Redfox.
- Chciałam, żeby mniej cierpiał – odpowiedziała niczym troskliwa matka.
Żelazny Smok nie miał już sił nic więcej powiedzieć...


Poza Juvią, w przedziale nie było słychać nikogo. Lucy czytała książkę, Gajeel siedział i patrzył się przed siebie. Happy podziwiał krajobrazy. W międzyczasie Natsu zdążył kilka razy odzyskać przytomność, ale „matka” czuwała. W końcu udało im się dojechać do jakiejś wsi, skąd mieli wozem dostać się dalej. Oczywiście, podczas tej długiej podróży pociągiem, nie raz korzystali z wagonu restauracyjnego, a szli tam tuż po tym, jak Erza „uśpiła” Salamandra.

- Jestem taaaakii głodny.
- Nic dziwnego, kiedy my jedliśmy, ty sobie słodko spałeś – odpowiedział mu Kotek. - A mieli takie pyszne rybki... - Rozmarzył się, wspominając niedawną wizytę w restauracji.
- Wątpię, bym coś wtedy mógł przełknąć.
- Natsu, nie gadaj tyle, tylko chodź. Nie mamy tyle czasu! – Poganiał Gray.
- Właśnie. Zapomniałeś, że czeka nas misja? – wtrąciła się blondynka.
- A no tak! - Chłopakowi oczy się otworzyły, wyglądał jak mały szczeniak patrzący na coś wspaniałego. - Misja! LECIMY! - Po czym bez większego trudu zaczął biec w stronę kolejnej stacji. Smoczemu zabójcy wystarczyła tylko wzmianka o misji, by mógł zebrać w sobie niewyobrażalne pokłady siły. Teraz to on był na przedzie i poganiał towarzyszy.




Księstwo Erskielf



Do postaci w ciemnym kapturze podeszła inna postać tak samo odziana. Znajdowali się oni w małym, chłodnym pomieszczeniu, do którego z trudem docierały promienie słoneczne. Panował więc półmrok.
- Nie możemy dłużej czekać, on jest niebezpieczny.
- Wiem o tym. Już się tym zająłem. Na rozkaz mistrza zleciłem misję dla tych magicznych gildii. Dałem taką cenę, że nie będą zadawać pytań.
- Ile? – zapytała postać chropowatym tonem.
- Cii idzie tu…
- Panowie, czemu nie zmierzacie do sali obrad, zwykle wchodzę ostatni i wszyscy są już na swoich miejscach.
- Już idziemy, mistrzu.
Weszli po cichu, zajmując miejsce. Chwilę później rozpoczęło się zebranie.
- Drodzy zgromadzeni, witam was na tym poniekąd specjalnym zebraniu. Doszły mnie słuchy, że mag, którego zapewne wszyscy doskonale znacie, jest na wolności. Jednak nie wszyscy zdajecie sobie sprawę jak duże niebezpieczeństwo nosi za sobą samowola tej istoty.
Mag ten potrafi bez większego problemu niszczyć miasta, ale co gorsze, jego siła może zniszczyć cały ten świat!
- CO?
- Jak to możliwe?
- Czemu ja o tym nie wiedziałem?
- Nie możemy do tego dopuścić!
- To nie tak miało być!
Sala wypełniła się półszeptami zaniepokojonych osobników. Niektórzy o tym wiedzieli, inni wyrażali głębokie oburzenie faktem, że dopiero teraz, gdy zakon ma nóż na gardle, ich o tym poinformowano. Większość jednak nie kryła zdziwienia obecną sytuacją. Zamieszanie robiło się coraz większe. Padały wzajemne oskarżenia, ponieważ ze słów mistrza wynikało, że część wiedziała. Wiedziała o tej niewyobrażalnej mocy.
- Spokój! – Obecny orator próbował jakoś uspokoić zebranych. – Później przyjdzie czas na wzajemne oskarżanie, oszczerstwa, czy kłótnie. Teraz trzeba działać.
- Mam pytanie.
- Proszę.
- W jaki sposób ten osobnik może zniszczyć świat?
- Cóż, przyszedł najwyższy czas, byście wszyscy mogli posiąść tę wiedzę. Mag ten zna zaklęcie, które może przyzywać obce ciała z kosmosu. Oczywiście mam tu na myśli kawałki skał. Jeżeli przyzwie meteoryt wielkości małego miasta, z naszej planety nie pozostanie nic. Siła uderzenia zachwieje całym globem. Jeżeli Ziemia jakoś to wytrzyma, to skończy się to tylko na rozlicznych ruchach płyt tektonicznych i wybuchach wulkanów, co również doprowadzi do katastrofy. Olbrzymia fala tsunami zaleje wszystko.
Po tych słowach zamieszanie zrobiło się jeszcze większe. Każdy zdał sobie sprawę z realnej groźby jaką niósł ten mag.
- Postanowiłem zlecić jednemu z was zgłoszenie tego jako misji. Wyznaczyliśmy dziesięć milionów klejnotów. To cena za naszą głupotę! Proszę, by, jeśli ktoś podejmie się tej misji i się z wami skontaktuje, został oddelegowany do mnie i moich współpracowników. To wszystko. Na razie będziemy czekać. Zamykam obrady.



Levy i jej towarzysze właśnie powrócili z dość krótkiej misji. Chcieli odpocząć przed czymś poważniejszym. Tamto zadanie miało im tylko zapewnić pieniądze na jedzenie. Teraz przyszedł czas na coś większego. Stanęli przed tablicą z ogłoszeniami. Oczywiście, był tam też Nab Lasaro. Jak zwykle stał przy ogłoszeniach, ale podjąć się… to już inna bajka… Grupa znaku cienia, czyli grupa Levy, uważnie rozglądała się za ogłoszeniami. Nagle coś przykuło ich uwagę.


http://img9.imageshack.us/img9/7914/vivi9k.jpg - ogłoszenie.

- Raju! Dziesięć milionów klejnotów za złapanie jakiegoś szkraba! Yuhu!
- Mamy farta - dodał chłopak w wysokim kapeluszu.
- To nasza szansa - stwierdził Droy.
- Pewnie jakiemuś bogaczowi uciekło dziecko. Jestem tego absolutnie pewna!
Ekscytowali się na całą salę. Ale mieli szczęście. Akurat Mirajane śpiewała i nikt nie słyszał, inaczej pewnie inni zapragnęliby tej jakże kuszącej oferty. Musieli się śpieszyć, bowiem oferta dotarła również do innych gildii. Jednak ktoś ich usłyszał.
- Hmm, pokażcie to. – Starzec chwycił kawałek papieru.
List gończy przedstawiał poszukiwanego maga. Rzeczą od razu rzucającą się w oczy był jego wzrost. Mag był niski i wyglądem przypominał dziecko. Na głowie miał starą tiarę, obwiązaną lekko wstążeczką w podobnym kolorze. Twarz ciemna, z widocznymi wyraźnie świecącymi oczami, niczym u sowy. Resztę zakrywał wysoki kołnierzyk od przyciemnionego lazurowego płaszcza sięgającego niemal do kolan. Sprawiał wrażenie za dużego na takiego malca.


Nie od dziś wiadomo, że w królestwie Fiore znajduje się masa Gildii. Część jest bardziej znana inne mniej, do takiej właśnie zawitał pewien podróżnik.

- Ej ty! Nie znam cię!
- Daj spokój, to jeszcze nie powód, by tak go napastować. Nikt obcy nie wchodzi sobie od tak.
- Ej wy! Ja go znam...On jest z Fairy...
Chwilę później wszyscy zebrani padli nieprzytomni na ziemię. Żyli. Mężczyzna osłabił zaklęcie tak, by tylko ich oszołomić.
- Co za miernoty! Tylko marnujecie mój czas. Z drogi! – Kopnął w leżącego na jego drodze mężczyznę. – Ech, trzeba coś znaleźć...
Krótko ostrzyżony mężczyzna wpatrywał się w tablicę ogłoszeń.
- Hę? Za odprowadzenie gnojka do mamusi dają tyle forsy? Dobra, biorę. – Zerwał to samo ogłoszenie, które zainteresowało grupę Levy.










Koniec części pierwszej



1 * - to serialnie jest tak tam napisane. Myślę, że bardziej ukazuje Natsu ^__^.
2* - no niby powinno być na odwrót, ale mi to wybitnie nie pasuje.
3* cholera wie jak go odmieniać jest Gazille i tak zostawić no robiłem jak mi pasowało. Jak ktoś mi powie jak, będę wdzięczon. To samo tyczy się Gray'a ;-)
4* Tytuł roboczy proszę ja was.

Swoją drogą teraz wiecie czemu mało na forum piszę ;-)
To już koniec pierwszej części. Mam nadzieję, że się podobało. Myślę, że będę to kontynuował. Oczywiście niestety może zdarzyć się coś co sprawi, że kompletnie stracę zapał ale jestem w dobrej myśli.


ps. Fik nie ma jeszcze tytułu ale nad tym trzecim tyle kminiłem i wreszcie mam, a wiecie jak ja unikam każdych spoilerów. Ciężko co wymyśleć... Chyba dam to Another Story co myślicie? Aha jak ktoś zna tego Vivi to proszę się z tym nie dzielić ;-)
09.08.2009 01:06
Odpowiedz cytując ten post Return to top
Wąski Offline
Naczelny Enufil
Pirat

*
Liczba postów: 620
Dołączył: 31.03.2009
Skąd: Olsztyn
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #2
 
Super, że ktoś wziął się za porządny fik z FT. Brawa dla Ciebie za uchwycenie charakterów postaci. Bałem się, jak to wyjdzie w "słowie pisanym", ale dałeś radę, każdą sytuację od razu miałem w głowie w postaci mangi ;] Super też, że ująłeś w swoim fiku ten subtelny erotyzm, który towarzyszy serii d zawsze, dobra robota. No i humor, humor i jeszcze raz humor! Uśmiałem się przy zboczonych tekstach Makarova Big Grin No i dodadtkowy plus dla Ciebie za wprowadzenie Gazilla do drużyny, on jest dla mnie w FT tym samym, co Brook w OP ;]

Teraz troche czepiania. Zdecydowanie zedytuj sobie pierwszy rozdział. Zdarzają się, niestety całkiem często, literówki czy błędy interpunkcyjne, które troszeczkę niszczą zabawę. Druga sprawa: Vivi jako magus z FT?xD Padłem na wznak, jak go zobaczyłem Big Grin

Kontynuuj dobrą robotę. Wreszcie fik, na który mogę czekać oprócz WW Big Grin

[Obrazek: wskasygna3.jpg]
09.08.2009 09:22
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Jutsu
Unregistered

 
Post: #3
 
Stary wielkie thx za komentarz. Bardzo się cieszę że chyba wyszło, bo to było dla mnie najważniejsze. Gratki, że chciało ci się czytać. (nie będę walił już takich długich obiecuję) Napisałem Fairy Tail bo fajna seria a z One Piece już skończyłem czuje, że wykorzystałem to jak mogłem i w sumie nie miałem już o czym pisać bo chyba większość możliwych rzeczy tam nawkładałem. A Fairy Tail to taki nowy świat.
Co od literówek :-? Tekst przeszedł korektę jak zwykle, ale widać za mało, oczywiście dziś pomiędzy robieniem odcinka będę poprawiał literówki. Jeszcze raz thx za koment!
09.08.2009 09:36
Odpowiedz cytując ten post Return to top
Grigorij Online
Yonkou
Pirat

*
Liczba postów: 3,262
Dołączył: 30.03.2009
Skąd: Super Bale Całą Noc
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #4
 
Stary, rewelacja. Doskonale uchwyciłeś klimat FT, po prostu czuć tutaj tę serię. Charaktery postaci też idealnie odwzorowane. A historia pisze się na bardzo ciekawą i nie mogę się doczekać dalszego ciągu. Czyta się przyjemnie mimo drobnych literówek czy pomniejszych błędów. Krótko mówiąc odwaliłeś kawał dobrej roboty.

[Obrazek: vYg1BTA.png]
09.08.2009 10:00
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Jutsu
Unregistered

 
Post: #5
 
Dziękuję bardzo gorąco również Grigorijemu za komentarz. Sam nie wierzę, że to jednak wyszło, ale może jednak wyszło :-D Co mnie martwi to:

Wąski napisał(a):Zdecydowanie zedytuj sobie pierwszy rozdział. Zdarzają się, niestety całkiem często, literówki czy błędy interpunkcyjne, które troszeczkę niszczą zabawę.

No właśnie edytowałem i błędów naprawdę było malutko. A literówka może jedna. bardziej czasem zgubiłem ogonek. Co więc mnie martwi, to to, iż te błędy są tam pewnie nadal. Co do interpunkcji nie poradzę, próbowałem ale nie umiem. Skupiałem się przed ale, gdyż, że, iż bo itd. Ale dla mnie przecinek ma być krótką przerwą i może tu leży pies zakopany.

Grigorij napisał(a):Czyta się przyjemnie mimo drobnych literówek czy pomniejszych błędów. Krótko mówiąc odwaliłeś kawał dobrej roboty.
_________________

Grigorij też widzi byki, tyle że mniej.

Bardzo panowie prosiłbym o jakieś wskazówki gdzie jest źle.

Dopiero tera to pisze bo odcinek.
09.08.2009 16:53
Odpowiedz cytując ten post Return to top
SLAWO89 Offline
Drań
Załoga Nakama

*
Liczba postów: 861
Dołączył: 31.03.2009
Skąd: Pyskowice
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #6
 
Dzisiaj znalazłem odrobinę więcej czasu i napatoczył mi ten fik i jestem mile zaskoczony.
Bardzo mi się podoba pomysł z dołączeniem żelaznego i wodnej do grupy, ja tam błędów nie zauważyłem i czytało mi się bardzo przyjemnie.
09.08.2009 17:22
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Jutsu
Unregistered

 
Post: #7
 
Ohoho nawet SLAWO89 czytnął jestem bardzo happy.Ślicznie dziękuję. A błędów nie powinno być bo zrobiłem kolejną korektę.
09.08.2009 19:51
Odpowiedz cytując ten post Return to top
hans14 Offline
I Oficer
Pirat

*
Liczba postów: 474
Dołączył: 12.04.2009
Skąd: ścinawka średnia
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #8
 
Jutsu napisał(a):Czwórka przyjaciół opuściła salę rozrywki i skierowała swe kroki do basenu.
Wszyscy wpierw poszli się przebrać. ----------------------- - tu autor postanowił zaniechać opisu. A ? nie chciało mu się pisać B ? w trosce o nosy co wrażliwszej męskiej części czytelników ( jeszcze poniesie ich wyobraźnia)

Powinno się pisac całośc nawet jak się nie chce :mrgreen: . A po drugie my nie będziemy narzekac że będzie więcej do czytania ;-)
Mogłeś dac ich zdjęcia jeszcze do tego, albo przynajmniej tam gdzie niechciałeś pisac było trza dac obrazki 8-)

"Nieważne kim jesteś ani skąd pochodzisz, to czego pragniesz jest zawsze przed Tobą na wyciągnięcie ręki. Nie oczekuj, że ktoś Ci to poda, musisz sam wyjść naprzeciw i to wziąć?
09.08.2009 21:23
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
hans14 Offline
I Oficer
Pirat

*
Liczba postów: 474
Dołączył: 12.04.2009
Skąd: ścinawka średnia
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #9
 
A bym zapomniał, mogłeś odpowiedź na to ci wtedy napisałem ;-)
Mówiłeś że nie ma literówek już :mrgreen:
I po jaką ch..... napisałeś tyle na camym początku ile tego można Undecided

"Nieważne kim jesteś ani skąd pochodzisz, to czego pragniesz jest zawsze przed Tobą na wyciągnięcie ręki. Nie oczekuj, że ktoś Ci to poda, musisz sam wyjść naprzeciw i to wziąć?
09.08.2009 21:40
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Jutsu
Unregistered

 
Post: #10
 
hans14 napisał(a):I po jaką ch..... napisałeś tyle na camym początku ile tego można Undecided

Odpowiedź:

hans14 napisał(a):A po drugie my nie będziemy narzekać, że będzie więcej do czytania ;-)
No do tego dodam pytanie. Wolałbyś jakby się kończyło w momencie w którym Macarov miał przeczytać list?

hans14 napisał(a):A bym zapomniał, mogłeś odpowiedź na to ci wtedy napisałem ;-)

Ni kija tego nie mogę zrozumieć. Znaczy nie wiem o co come on. ;-)
09.08.2009 21:58
Odpowiedz cytując ten post Return to top
Odpowiedz 




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Wymiana
One Piece Vampirciowo Fairy Tail Valid XHTML 1.0 Transitional Poprawny CSS!

Kontakt | One Piece Nakama | Wróć do góry | Wróć do forów | Wersja Mobilna | RSS | Mapa Nakama