Aktualny czas: 19.06.2019, 09:33 Witaj! (LogowanieRejestracja)

Odpowiedz 
[Załogi] WYZWANIA
Autor Wiadomość
Nami Offline
Chrupkozaur
Redakcja Ohara

*
Liczba postów: 3,209
Dołączył: 09.03.2011
Skąd: Warszawa
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #61
RE: WYZWANIA
Kadr 1:
Spoiler :
[Obrazek: 24e8ftx.jpg]
Kadr 2:
Spoiler :
[Obrazek: 2h563jk.jpg]
Kadr 3:
Spoiler :
[Obrazek: oh4oqr.jpg]
Kadr 4:
Spoiler :
[Obrazek: 2livfae.jpg]
albo w linkach dla tych, co nie chcą pełnych obrazków na forum otwierać:

Kadr 1: http://oi60.tinypic.com/24e8ftx.jpg
Kadr 2: http://oi60.tinypic.com/2h563jk.jpg
Kadr 3: http://oi57.tinypic.com/oh4oqr.jpg
Kadr 4: http://oi58.tinypic.com/2livfae.jpg


Nie połączyłam, bo nie umiem w paincie o/



Załoga wyzywająca: Magnetic
Załoga wyzwana: Soge
Czas na wykonanie zadania: 55h
Zadanie: Przerób dowolną piosenkę na tematykę łanpisowską (One Piece'owską :O )

[Obrazek: 80Y7spE.jpg]
25.10.2014 13:23
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Grigorij Offline
Yonkou
Pirat

*
Liczba postów: 3,367
Dołączył: 30.03.2009
Skąd: Super Bale Całą Noc
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #62
RE: WYZWANIA
KOLEJNA TURA


Oryginalna piosenka:
Spoiler :


Przerobiony tekst:
Spoiler :
Piracki wiek - przygody czas
To przygody czas
Załogę weź, jak nie masz to zbierz
Jak znajdziesz to jesteś gotowy

Wchodzę w tryb przygodowy
Wszyscy są w bojowym nastroju
Bosman zeruje Harnasia
Ruszamy w morze do boju

Hop do boju, wojownicy morza
Jak Gold Roger miał skarbów dużo
Jeden za wszystkich, i wszyscy za jednego
A kto nie płynie, ten **u-u-u-uj

Na Nowym Świecie piratów od groma
Każdemu z nich ja podołam
Fakt, mógłbym darować - nie jestem okrutny
Lecz ostatnio krucho mam z kasą

Podpływam do okrętu
Podchodzę do abordażu
Staję na pokładzie
Już złupić czy jeszcze powalczyć

Hop do boju, wojownicy morza
Jak Gold Roger miał skarbów dużo
Jeden za wszystkich, i wszyscy za jednego
A kto nie płynie, ten **u-u-u-uj

W rejsie wiadomo - nadciągaj przygodo
Zagrzewam załogę do boju
Każdy tęgi kafar, Pudziana by pobił
A ja jestem ich oficerem

Marynarka nas zdybała
Szybciutko nas okiełznała
W kajdanach zaraz siedziałem
Na stryczku z załogą wisiałem

Hop do boju, wojownicy morza
Jak Gold Roger miał skarbów dużo
Jeden za wszystkich, i wszyscy za jednego
A kto nie płynie, ten **u-u-u-uj
A oto utwór wykonany przez duet Karpipysk&Sogedziad. Za wszelki uszczerbek na zdrowiu spowodowany odsłuchaniem poniższego wykonania odpowiedzialności nie ponosimy.

http://eikiczi.wrzuta.pl/audio/8OqliiZju...nicy_morza

Załoga wyzywająca: Soge
Załoga wyzwana: Magnetic
Czas na wykonanie zadania: 72h
Zadanie: Napiszcie raport Weathera, który szpieguje Magnetica dla Soge

[Obrazek: vYg1BTA.png]
25.10.2014 22:27
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Rika Offline
Kotałka :3
Wanted Team

*
Liczba postów: 845
Dołączył: 01.07.2013
Skąd: Piotrków Trybunalski
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #63
RE: WYZWANIA
Spoiler :
“Do Dowództwa Głównego jednostki pływającej “Dajnozałr”
Dzienny raport agenta “Pogoda”

Dzień 69
Wciąż myślą, że jestem Magnetikiem.

Dzień zaczął się jak każdy inny. Jedna z podejrzanych - Rika - znów obudziła się o kosmicznej godzinie 3:33! Kto normalny wstaje o takiej porze?! No ja się pytam kto?! Tylko ona! I po co? Po to żeby zacząć trzaskać szafkami i rzucać garami po całej kuchni!
Ale jeżeli na śniadanie znów będzie ta cudowna sałatka z kurczaka to może tam trzaskać ile chce Heart
W ogóle tam to się chyba jakieś wypędzanie demona odbywa czy inne egzorcyzmy, bo oprócz latających garnków czy innych typowo kuchennych odgłosów coś tam czasem ryknie, coś pozawodzi, coś pojęczy. No nawiedzona ta kuchnia jakaś. Jest to ewidentnie podejrzane, będę musiał się temu przyjrzeć … ale może kiedy indziej ...
Zaraz po tej trzaskającej pobudce budzi się też ten biały szczur pani kapitan. No normalnie lata po całej łajbie jak u siebie! Wezwijcie jakiś sanepid może, albo coś …
Z powodu szczura ciężko mi szpiegować i nie zostać wykrytym, bo ten irytujący gryzoń jak tylko coś zobaczy to od razu donosi Nami! Już miałem kilka dziwnych sytuacji kiedy omal nie zostałem odkryty. W tym miejscu kolejny raz chciałbym prosić o dosłanie wsparcia, gdyż szczur stał się zbyt podejrzliwy wobec mnie, a dwóch osób na raz nie upilnuje. (W ogóle to ile razy można prosić o cholerne wsparcie?!)
Następna w kolejności budzi się pani kapitan i nowicjusze. Młodziki zaczynają od szorowania pokładu, a Nami … A Nami zsuwa z siebie aksamitną koszulę nocną, fałdy materiału spływają z jej krągłych kształtów delikatną kaskadą materiału … Jej jasna skóra reaguje na ten miękki dotyk jak na najczulszą pieszczotę i … eeee znaczy ten … no ... bierze długą kąpiel z bąbelkami i dużą ilością piany.
W południe budzi się wicekapitan i jak zwykle zaczyna pakować w swojej kajucie. Dzisiaj znowu biceps i klata, ale już trzeci dzień z rzędu pomija nogi! Myślę że to może być jego słaby punkt.
W dalszym ciągu nie udało mi się namierzyć ich super-duper-mega-zajebistej tajnej broni. Gdzieś musi być schowana, ale wciąż do niej nie dotarłem. Do kajuty kapitańskiej nie jestem wpuszczany, może to tam jest jakieś tajne przejście albo guzik od tej super-duper-mega-zajebistej tajnej broni?
Po obiedzie dobijamy do jakiejś wyspy i młodziki mają za zadanie pousuwać pąkle z burt statku, biedne dzieciaki, strasznie ich tu wykorzystują … Do tego sanepidu możecie też dorzucić jakąś opiekę społeczną!
Kilka godzin później dobiegają mnie hałasy i dziwnie przerażone okrzyki. Okazało się, że DanielZPL i Mefiu przy zeskrobywaniu pąkli zrobili dziurę w bakburcie! Nami strasznie się wściekła i darła się na te biedne duszyczki przez kolejną godzinę. Ale dobrą stroną całego tego zamieszania był fakt, że wszyscy poszli łatać dziurę i nikt nie zwracał na mnie uwagi. Może w końcu uda mi się rozwiązać tajemnicę tej super-duper-mega-zajebistej tajnej broni?
Teraz mogę się trochę poopier*alać \o/
Ruszam zatem na poszukiwania!

Piona Grigo, buziaczki dla cudownej Chlor Heart

Z najwyższym szacunkiem dla Dowództwa
Agent Pogoda”

Niezręczna cisza jaka zapadła w kajucie po przeczytaniu raportu nieznośnie się przedłużała.
Grigorij rzucił pomięty list na stół.
Co za debil … - prychnął z pogardą. - Wysłał nam kartkę z brudnopisu zamiast prawidłowego raportu ...
Załoga wyzywająca: Magnetic
Załoga wyzwana: Neomarynarka
Czas na wykonanie zadania: 96h
Zadanie: Napiszcie opowiadanie o tym jak łapaliście piratów w Halloween.

[Obrazek: 7T84wUg.jpg]
28.10.2014 11:05
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Kyouchika Offline
Pomywacz
Pirat

*
Liczba postów: 1,034
Dołączył: 05.06.2009
Skąd: Trójmiasto :P
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #64
RE: WYZWANIA
Pewnie miała być to krótka, śmiechowa historia z elementami halloweenowymi, no ale cóż... nie będzie ;P.
Ogólnie nie polecam czytania tego tekstu, bo to strata czasu.

Spoiler :

Naprawdę nie polecam.
Miało wyjść coś fajnego, a po zderzeniu się z czasowymi ograniczeniami nie wiem, czy udało mi się umieścić, chociaż 25% tego, co chciałem. Już pomijam fakt, że nawet nie było, kiedy tego przejrzeć i poprawić ewentualnych błędów, których zapewne będzie od groma. Więc, tylko dla prawdziwych hardcorów, nie mających, czego robić ze swoim życiem ;p:

Spoiler :

Część pierwsza

W pokoju panowała ciemność. Jedynym miejscem, na które padała słaba poświata było stare, odczuwające już upływ czasu, mahoniowe biurko. Siedział przy nim chuderlawy, lekko przygarbiony mężczyzna w czarnym płaszczu, stukający rytmicznie palcem o blat. Ze skupieniem przyglądał się on, trzymanej w lewej ręce kartce papieru. Najprawdopodobniej jakiemuś raportowi, bądź rozkazowi. Wpatrywał się w nią dłuższą chwilę, aż w końcu wstał i usunął się w ciemność. Moment później dobiegł z niej cichutki szmer przelewanej cieczy oraz dźwięk szkła, stukającego o szkło, po czym postać ponownie pojawiła się w bladym świetle. Ochrypłym głosem wyszeptała:
- Piracki Festiwal Grozy i Strachu… któż by pomyślał… - jej oczy powędrowały ku leżącej na biurku kartce papieru. Zawiesiły się na niej na kilkadziesiąt sekund, aż w końcu mężczyzna oderwał od niej swój wzrok i gwałtownym ruchem ręki skierował trzymaną w prawej ręce szklankę do ust, wypijając haustem całą zawartość. Następnie, z donośnym bam postawił ją na blacie i szczerząc paskudnie zęby wyszedł ze swojej kajuty.
Kiedy znalazł się na pokładzie rozejrzał się naokoło, aby sprawdzić, czy jest na nim ktoś, komu mógłby wydać rozkazy. Była już noc, aczkolwiek księżyc świecił wystarczająco mocno, by dało się wyraźnie dostrzec większość, snujących się tutaj kształtów. Wytężając swój wzrok dostrzegł nareszcie jednego ze swoich załogantów – niewysokiego, długowłosego bruneta, szorującego powoli i dokładnie , deska po desce pokład. Towarzyszyła mu nieprzyjemna woń chemikaliów. Widząc go mężczyzna krzyknął:
- Haru! Szoruj szybciej ten cholerny pokład i weź zawołaj mi tu Ponurego! – miał już odejść , jednakże przypomniał sobie o pewnym szkopule, niemal natychmiast dopowiadając – Ayu też! No i swoje dupsko oczywiście również masz przywlec.
- Aye, aye, Panie Kapitanie – usłyszał w odpowiedzi, znikając w czeluściach swojej kajuty. Chłopak, tracąc swojego zwierzchnika z pola widzenia wymamrotał pod nosem – Pieprzony staruch, niech se sam szoruje… - drzwi na chwilę otworzyły się i zamknęły. Z pomieszczenia, ze sporą prędkością wyleciała szklanka, lądując i tłukąc się jakieś dwa metry od Haru. Ten skomentował to złośliwie – A do tego jeszcze mi śmieci…

Część druga

W pomieszczeniu zebrały się cztery osoby. Jedna z nich usadowiła się wygodnie na krześle, trzymając ręce splecione za głową. Jej twarz zdobiła długa, ciągnąca się od ucha, aż po sam podbródek szrama, która nadawała jej uśmiechowi upiorny wyraz. Postać ta zwróciła się ku pozostałym obecnym.
Przy wejściu, opierając się o ścianę stał młody, długowłosy brunet, znany jako Haru. Najwyraźniej nie był zbyt zainteresowany spotkaniem, gdyż jedyną rzeczą, którą się obecnie zajmował było mruczenie pod nosem, przeplatane z pełnym irytacji zerkaniem, to na siedzącą postać, to na wysokiego mężczyznę, stojącego po drugiej stronie pokoju.
Obok niego stała średniego wzrostu dziewczyna, ubrana w ogrodniczki. Miała zaplecione dwa warkocze, które zostały niedbale - pewnie ze względu na późną porę, upięte w kok. Wyglądała na niewyspaną. Co chwilę przecierała oczy i ziewała, głaszcząc od czasu do czasu niewielkiego gryzonia, krążącego wte i wewte po jej ramieniu.
Ostatnim uczestnikiem spotkania był wysoki mężczyzna w kapeluszu. Nosił on przy sobie dwa miecze – jeden dłuższy, drugi krótszy. Wydawał się najlepiej zbudowany ze wszystkich obecnych. Wrażenie to potęgowały, obite metalem buty oraz płaszcz, który zdawał się nieubłagalnie sięgać ku ziemi. Bóg jeden wie, jakim cudem jeszcze jej nie dotknął. Obok niego grzecznie i posłusznie siedział pies.
W kajucie panowała grobowa cisza, którą mącił jedynie mamroczący pod drzwiami chłopak. W końcu jednak, widząc, iż wszyscy wezwani się zebrali, siedzący na krześle człowiek przemówił:
- Ayu, Haru, Ponury… bardzo miło, że się tak szybko zjawiliście… pewnie zastanawiacie się, dlaczego was tutaj wezwałem… – przerwał na chwilę, sprawdzając, czy wszyscy go słuchają. Niestety, nie było tak. Najuważniej słuchał go Spike – pies, Ponury też wydawał się interesować tym, co się dzieje, jednakże pozostała dwójka… długowłosy brunet dalej burczał coś pod nosem, natomiast Ayu… najzwyczajniej w świecie zasnęła. Podirytowany kapitan nie wytrzymał i warknął wreszcie:
- Haru, zamknij ryj i słuchaj – chłopak się zamknął, spoglądając jedynie spode łba na przełożonego. Ten następnie podszedł do niczego nie spodziewającej się dziewczyny. Nachylił się do jej ucha i jak najgłośniej mógł krzyknął – Poooooooobuuuuuudkaaaaaaaa! – ta wybałuszyła oczy, rozglądając się nerwowo to na lewo, to na prawo. Ponury nie wytrzymał i widząc reakcję dwójki towarzyszy na opiernicz od kapitana buchnął śmiechem. Trwało to chwilę, lecz w końcu przestał i skomentował:
- Brawo, Komi! Właśnie tak powinno postępować się z gówniarzami!
- Dokładnie – odpowiedział, po czym opadł na krzesło i podjął to, na czym przerwał – No to skoro już wszyscy słuchają…. – uśmiechnął się złośliwie do dwójki młodziaków – Przejdę do konkretów… słyszeliście może o Pirackim Festiwalu Grozy i Strachu ? – widząc pytające spojrzenia całej trójki domyślił się, że nie – Nie będę ukrywał, że sam też o nim nie słyszałem, aż do dzisiaj…
- Hmm, aż do dzisiaj ? – zainteresował się gość w kapeluszu – A można wiedzieć, w jaki sposób się o nim dowiedziałeś ? – pytany uśmiechnął się półgębkiem, po czym tajemniczo odpowiedział – Ty, jako Łowca Piratów miałeś swoje źródła, ja mam swoje – przerwał na chwilkę, aby jego załogant przetrawił odpowiedź i kontynuował – Jak się okazuje piraci też potrafią świętować… w tej okolicy, raz do roku, w okresie halloween organizowana jest dość spora impreza nazywana tutaj Pirackim Festiwalem Grozy i Strachu… jest to jeden z nielicznych dni, podczas których tutejsi piraci zamiast prać się po mordach, spotykają się i bawią, nękając przy tym ludność cywilną… - Komimasa odwrócił się na chwilkę, by zgarnąć z biurka raport, który dostał kilka godzin temu. Przejrzał jeszcze raz jego zawartość, mówiąc dalej – W tym roku odbywa się w mieście Morte, na wyspie oddalonej jakieś pięć dni żeglugi od naszych obecnych współrzędnych. Miejsce to od kilku miesięcy jest bazą pirata znanego, jako Zwiastun Śmierci. Poza nim z tych, co mają nałożone jakieś nagrody za głowy pojawić się mają Cacador Nożownik i Faraon Qāsin… byłby jeszcze jeden, no ale już go dopadli, dzięki czemu udało mi się uzyskać te informacje… w każdym razie chcę, abyście pojawili się na tej wyspie i sprzątnęli wszystkich trzech pirackich dowódców, zrozumiano ? – w tym momencie Haru i Ponury, niemal jednocześnie wytknęli siebie palcami i chórkiem, oburzeni zapytali kapitana:
- Że niby mam pracować z tym frajerem !? – Ayu, w geście rozpaczy złapała się za głowę. Wiedziała już, że po raz kolejny przydzielona została jej rola przyzwoitki, mającej nie dopuścić do tego, żeby ta dwójka się pozabijała… Komi spojrzał niewzruszony na swoich podwładnych, po czym, z przekąsem odpowiedział:
- Ależ oczywiście. Tak bardzo się kochacie, że nie mógłbym was rozdzielić. Jakieś pytania ? – chłopak, stojący przy drzwiach wyszedł naburmuszony, trzaskając za sobą drzwiami. Oczywiście, przy okazji dało się usłyszeć potok oddalających się przekleństw. Podirytowany kapitan wyjście swojego podwładnego spuentował lakonicznie:
- Kyouchika najwyraźniej nie ma żadnych. Ayu, Ponury ? – zawiesił pytanie w powietrzu. W końcu odezwał się wysoki mężczyzna:
- Jak niby mamy dotrzeć do tych kapitanów ? Przecież świętować będą tam wszyscy ich podwładni…. - na te pytanie Komi odpowiedział szerokim uśmiechem, a w jego oczach pojawił się błysk. Szczerzył się tak chwilkę, aż w końcu beztrosko powiedział:
- To już nie mój problem. Wymyślicie coś – na te słowa niegdysiejszy łowca piratów zamarł. No cóż, mógł się tego spodziewać. Zasalutował tylko i wyszedł. Krok za nim podążył jego wierny kompan – Spike. W pomieszczeniu zostały już tylko dwie osoby. Jedna z nich, młoda dziewczyna, przestępowała z nogi na nogę, ściskając mocno pięści. Wyglądała tak, jakby miała się zaraz popłakać. Komimasa, zaniepokojony stanem swojej podopiecznej zapytał z troską:
- Co się stało ? – Ayu spojrzała na niego z wyrzutem. Pierwsze łezki zaczęły spływać po jej policzkach.
- Dlaczego, dlaczego do cholery znowu muszę robić za ich przyzwoitkę !? Dlaaaczegooooo !? Czym sobie na to do cholery zasłużyłam, no powiedz mi kapitanie, czym !? Jeden gorszy od drugiego! Tylko ciebie mi jeszcze do tego towarzystwa brakuje !? Co ja, niańka jestem, że mam się nimi zajmować !? – zamurowało go. Minęło trochę czasu, nim doszedł do siebie, w końcu jednak spokojnym, niepewnym głosem rzekł:
- Pytasz się dlaczego ? Przecież wiesz, że ta dwójka to kretyni… muszą mieć kogoś, kto ich za rączkę poprowadzi… - dziewczyna otarła zły i zrezygnowanym, lecz pełnym zrozumienia głosem powiedziała bardziej do siebie, niż swojego przełożonego:
- Przecież wiem… - poprawiła włosy i na odchodne rzuciła – Ale i tak przez najbliższy tydzień żresz sam chleb z masłem i solą! – i wyszła, trzaskając drzwiami nawet mocniej, niż Haru wcześniej.
- Uff.. zgodziła się… - odetchnął z wyraźną ulgą Komi. Przez chwilę zastanawiał się, czy nie będzie musiał wysyłać tam kogoś innego, ale na jego szczęście wszystko się „dobrze” ułożyło. Jakoś ten tydzień na tym chlebie wytrzyma. Tym bardziej, że to nie pierwszy raz. Ujął w rękę ponownie raport, przejrzał go dokładnie i uświadomił sobie, że nie powiedział swoim ludziom o dwóch dość istotnych sprawach… po pierwsze, że ten cały Zwiastun Śmierci może sprawić im nieco większy problem, a po drugie… że nieco wcześniej Marynarka wysłała tam swoich ludzi, którzy najwyraźniej ponieśli sromotną klęskę, gdyż żaden z nich nie powrócił do swojej bazy.
- No cóż… najwyżej jutro im o tym powiem…. – pomyślał, po czym zgniótł kartkę i wrzucił ją do kosza, stojącego tuż obok biurka. Potem pogrążył się w śnie, a następnego dnia nie pamiętał już o informacjach, które miał przekazać.

Część trzecia

Powoli się ściemniało. Ayu, Haru i Ponury ukrywali się w niewielkim zagajniku, bacznie obserwując leżącą nieopodal drogę. Co chwilę pojawiały się na niej i znikały nowe postacie, tworząc nieustanny strumień ludzi przewijający się na trasie statek-miasto. Każdy, schodzący z pokładu pirat turlał przed sobą beczkę, bądź taszczył na plecach sporawy pakunek. Nikt nie miał wątpliwości, że w głębi wyspy szykuje się naprawdę gruba impreza. Widząc ten trop trójka bohaterów postanowiła się naradzić. Pierwsza głos zabrała niewysoka dziewczyna:
- Dobra, mądrale, to co teraz… zabawa zacznie się za jakieś trzy, może cztery godziny, a my dalej siedzimy tutaj i nic nie robimy… jakieś pomysły ? – na te słowa, najstarszy z zebranych ponownie zerknął na przemieszczających się wciąż piratów. Po chwili namysłu odrzekł spokojnie:
- Na początku musimy zdobyć odpowiedni ubiór...
- Odpowiedni ? To znaczy ? – zapytała zaciekawiona dziewczyna.
- Z tego, co zauważyłem piraci ci mają dość specyficzne stroje… każdy z nich nosi czarny, satynowy strój jednoczęściowy, na którym nadrukowana jest dość wiernie odwzorowana budowa ludzkiego szkieletu. Do tego twarz wysmarowana jest kredą, czy czymś takim tak, aby wydawała się strasznie blada…
- Hmmm… no to, co to za problem ? Panowie, już biegusiem ubić trzech zbójów! – Ponury poraził ją piorunującym wzrokiem, kontynuując – To nie będzie takie proste. Zauważ, że tych psubratów póki co nie ubywa. Do tego, jak zaczniemy rozrabiać już tutaj, to raczej nie uda nam się dotrzeć spokojnie do miasta i zlikwidować wszystkich trzech kapitanów… wypadałoby zrobić to nieco subtelniej i ciszej… - w tym momencie, ku zaskoczeniu wszystkich głos zabrał trzeci z obecnych. Zwrócił się on do Ponurego:
- Eeee, starcze… - ten spojrzał na niego, wykrzywiając się w grymasie wściekłości. Już sięgał po jakąś przypadkową rzecz ze swojego płaszcza, lecz chłopak dalej ciągnął:
- Czego twoim zdaniem morskie szumowiny pragną najbardziej po zejściu na ląd ? – pytanie to zbiło z tropu łowcę. Zastanowił się moment nad odpowiedzią, aż w końcu, z nutką niepewności w głosie, nie wiedząc, do czego zmierza jego towarzysz rzucił:
- No, kobiety… - i nagle go olśniło. Jego wzrok mimochodem padł na Ayu. Dziewczyna poczuła się nieswojo i przekręciła głowę w prawo, uciekając przed jego spojrzeniem.
- Dokładnie, kobiety… - podjął Haru, również zwracając się ku dziewczynie. Obadał ją od dołu do góry, aż w końcu lekko zawiedziony – No cóż… w prawdzie nie jest zbyt atrakcyjna, do tego ogrodniczki odbierają jej jakikolwiek urok, ale miejmy nadzieję, że sam fakt, iż posiada cycki wystarczy… - wówczas wyciągnął zza pleców swój mop i jego końcówką zaczął delikatnie trącać swoją towarzyszkę. Ayu dalej nie wiedziała, co jest grane, aczkolwiek z każdym kolejnym dotknięciem drewnianego kija jej irytacja narastała. W końcu nie wytrzymała, wstała, cofnęła się kilka kroków i wrzasnęła, wkładając w to całą swoją energię:
- Co wy sobie do cholery wyobrażacie !? – na ten wybuch złości Kyouchika uśmiechnął się szyderczo i wystawił kciuk, dając dziewczynie do zrozumienia, iż wykonała dobrą robotę. Następnie szeptem dodał:
- A teraz spójrz za siebie i spierniczaj – ta mimowolnie spojrzała we wskazanym kierunku. Przyglądała się chwilkę, aż w końcu zauważyła ogromne poruszenie na trakcie. Piraci rzucali swoje tabołki i stawiali beczki tak, żeby te się nie stoczyły. Każdy z nich wyjmował już miecz i szykował się do walki. Jeden zapytał stojącego na pokładzie kompana:
- Ty, kto to jest ? – tamten wyciągnął lunetę i przyjrzał się dokładnie stojącej w zagajniku postaci. Uśmiechnął się, po czym radośnie obwieścił:
- Jakaś zabłąkana paniusia, idźcie się zabawić, jak chceta – wiadomość ta rozniosła się echem po wszystkich obecnych. Momentalnie cała tłuszcza ruszyła przed siebie, wrzeszcząc wniebogłosy i przekrzykując się nawzajem:
- Ta paniusia będzie moja! Nie, bo moja! Gówno prawda, ja się dziś zabawię! – dziewczyna stanęła jak wmurowana. Nie mogła uwierzyć, że jej towarzysze mogli ją tak wkopać… odwróciła się gwałtownie w stronę miejsca, gdzie wcześniej kryli się jej kompani. Niestety, obaj zniknęli. Nie miała wyboru… pędem ruszyła przed siebie i zniknęła w lesie, przeklinając w myślach Kyouchikę.
Parę minut po tym, jak zgraja bandziorów minęła zagajnik, zza drzew wyłoniły się dwie postacie. Wysoki mężczyzna odezwał się pierwszy:
- Ja pierdolę, jaki z ciebie debil… nie wystarczy ci, że reszta załogi cię nie znosi ? Musiałeś jeszcze i tę biedną dziewczynę do siebie zniechęcać ? – odpowiedział mu jedynie złośliwy uśmieszek – Ehh… pieprzony gówniarz… - westchnął Ponury. Jego towarzysz tymczasem ruszył przed siebie, rzucając zgryźliwie – Przebieraj nóżkami dziadku, musimy zdobyć te przebrania.

Część czwarta

Ayu biegła przed siebie już od dwudziestu, może trzydziestu minut. Udało jej się zgubić większość ogona, jednakże kilku zapaleńców wciąż nie dawało jej spokoju. Najwyraźniej bardzo brakowało im miłości. Grupę tę tworzyło trzech mężczyzn. Dwóch było średniego wzrostu. Pierwszy z nich łysy i bardzo szczupły, drugi dla równowagi kudłaty i cierpiący na dość sporą nadwagę. Ostatni natomiast wyglądał jak worek kości, do tego był niższy nawet od samej dziewczyny. Nie odstępowali jej ani na krok. Czas mijał, a Ayu miała coraz mniej wariantów ucieczki. Ciągły bieg w dość mocnym stopniu nadwyrężał jej mięśnie i z każdą kolejną chwilą słabła coraz bardziej. Prześladowcy, napędzani tajemniczą siłą zbliżali się w błyskawicznym tempie. Ayu już miała się zatrzymać i przygotować noże do walki, kiedy nagle pochwyciła ją jedna ręka, a tuż obok przemknęła jakaś postać. Zza jej pleców dobiegły dźwięki walki:
- Złoty cios kruszący skały! – pierwszy z napastników padł na glebę, trzymając się za jaja. Kolejny, widząc ten brutalny czyn natychmiast upuścił swój miecz i zasłonił jądra, chroniąc je przed tak brutalną techniką. Niestety, jak się okazało jego przeciwnik miał także kilka innych nieczystych zagrań, z których natychmiast skorzystał:
- Srebrna dłoń zniszczenia! – palec wbił się w oko, a jego ofiara mimowolnie opuściła swoje zasłony, narażając swój najsłabszy punkt na obrażenia. Agresor bez namysłu wykorzystał tę okazję – Złoty cios kruszący skały! – jednak ten przeciwnik okazał się twardszy od poprzedniego i nadal trzymał się na nogach. Było trzeba na niego czegoś więcej, w związku z czym w następnym ruchu poszła seria – Platynowe uderzenie! Brązowa statua bólu! Żelazna fortuna! – pirat kolejno oberwał w twarz z dyńki, łamiąc sobie nos, dostał potężnego kopniaka w dupsko, a na koniec na łbie rozbiła się mu szklana fiolka z kolorową cieczą, o ostrej woni alkoholu. Ostatni z grupy pościgowej wahał się przez chwilę, jednakże widząc, iż gość w kapeluszu jest zajęty, niemal natychmiast zamachnął się i już miał oddać cios, kiedy nagle przeszył go świst, po którym zwalił się bezwładnie na ziemię. W tle dało się usłyszeć:
- No ja pierniczę, po cholerę ci mój denaturat był !? – Ayu nadal nie doszła do siebie, chociaż wydawało się, że już wszystko wróciło do normy. Znowu przebywała w otoczeniu dwójki, kłócących się non stop ze sobą idiotów. Jednakże nie zamierzała zapomnieć o tym, co jej wcześniej zrobili. Bez chwili wahania podeszła do stojącego kilka kroków dalej Haru. Jej twarz wyraźnie wyrażała ogromny gniew. Na czole pojawiły się żyłki, w oczach rozgorzała żądza mordu. Podeszła do chłopaka, po czym powtarzając na głos – Kretyn, kretyn, kretyn… - zaczęła lać go po mordzie. Kyouchika oberwał tak ze dwadzieścia razy. Jego twarz mocno opuchła. Dziewczyna zadowolona ze swojego dzieła uśmiechnęła się w końcu i już łagodniejszym głosem dodała:
- Przez tydzień nie dostajesz posiłków! – przerwała na chwilkę i uświadamiając sobie, iż się trochę zmęczyła dopowiedziała – Aha, i jeszcze jedno… zmachałam się trochę, więc zanosisz mnie do traktu – chłopak chwilowo niezdolny do powiedzenia czegokolwiek pokazał jedynie kciuk, sygnalizując swoją pełną aprobatę dla tego pomysłu. Ponury z rozbawieniem przyglądał się tej dwójce przez jakiś czas, aż w końcu, już z pełną powagą powiedział:
- Ayu zgarniasz strój tego kurdupla, Haru bierze wdzianko spaślaka, a ja tamtego gościa.

Część piąta

Do miasta prowadziła szeroka na kilkanaście metrów, brukowana droga. Niestety widok, który towarzyszył tej trasie nie należał do najprzyjemniejszych. Mniej więcej w połowie zaczynała się ciągnąć długa, prowadząca, aż do samego miasta „Ścieżka Sprawiedliwości” , nazywana tak kpiąco przez wszystkich piratów, zmierzających ku miejscowości Morte. Przydomek ten nadano jej nie bez powodu. Jak się okazało kilka dni wcześniej na wyspę przybył statek Marynarki Wojennej, który miał za zadanie schwytać, mającego w tym miejscu swoją bazę wypadową Zwiastuna Śmierci. Niestety, najwyraźniej coś poszło nie tak i próba ta skończyła się niepowodzeniem. Dowodem tego był fakt, że większość, jeśli nie wszyscy żołnierze skończyli poprzybijani do krzyży. Właśnie od środka drogi, co kilkadziesiąt metrów można było dostrzec kolejne, osmalone szkielety oraz dość mocno nadpalone, jeśli nieułamane kawałki drew, niegdyś zbite ze sobą gwoździami. Wokół każdej z takich konstrukcji można było ujrzeć walające się miecze i pistolety, czapki i strzępki mundurów marynarskich. Gdzieniegdzie leżały także poniszczone zdjęcia, dokumenty oraz wojskowe odznaczenia, a po okolicy biegały bezpańskie psy, walczące między sobą o dorodne kości, czy też ochłapy mięsa. Jednym słowem nic przyjemnego. Tragizm tego miejsca podkreślały dodatkowo drzewa, wygięte w taki sposób, że aż do bram samego miasta tworzyły coś na kształt sklepienia w kształcie łuku, przez który nie był w stanie przebić się praktycznie żaden promień światła.
Podróż tym szlakiem obyła się bez żadnych rozmów, czy komentarzy. Cała trójka – Ayu, Haru i Ponury szli w milczeniu, próbując przynamniej w ten sposób oddać hołd zamordowanym w bestialski sposób marynarzom. Nikt nie wiedział, jak dużo cierpień musieli oni znieść. Jedno było pewne – ukrzyżowanie i palenie żywcem nie są bezbolesnym rodzajem śmierci.
Po jakimś czasie, wraz z piratami dotarli w końcu do osady. Nie należała ona do zbyt urokliwych. Większość budynków wydawała się naznaczona biegiem czasu, do tego pęknięcia wskazywały na to, iż część z nich lada moment obróci się w pył.
Rozmieszczenie ulic także nie wydawało się zbyt skomplikowane. Od głównej bramy odchodziła jedna, szeroka droga, przechodząca najprawdopodobniej przez całe miasto. Co kilkaset metrów przecinały ją wąskie, ułożone prostopadle uliczki. Oświetlenie też było słabe. W prawdzie stało tutaj sporo latarni, ale tylko, co dziesiąta z nich świeciła. Wyróżniało się tylko jedno miejsce, znajdujące się nieco w głąb głównej alei. Niegdyś było to zapewne forum, najpopularniejsze miejsce spotkań mieszkańców. Teraz jednak, w tym miejscu miał rozpocząć się Piracki Festiwal Grozy i Strachu!

Część szósta

Plac był zapełniony niemal do ostatniego miejsca. Impreza zebrała naprawdę dużą grupę ludzi, spośród których najbardziej wyróżniały się dwie frakcje. Pierwszą z nich była, reprezentowana w tej chwili także przez Ayu, Haru i Ponurego załoga Zwiastuna Śmierci. Drugą natomiast stanowili odziani skąpo, praktycznie w same białe tuniki, z ogromną domieszką biżuterii na rękach i szyjach ludzie, należący najprawdopodobniej do załogi Faraona. Ludzi Nożownika nie sposób było rozróżnić. Wśród nich panowała pełna dowolność stroju, dzięki czemu skutecznie wtapiali się w tło. Na Festiwalu pojawiło się również kilka mniejszych załóg, ale akurat one nawet w najmniejszym stopniu nie interesowały trójki naszych bohaterów. Priorytety zostały już wcześniej jasno określone.
Zagrzmiał dzwon. Wszyscy zebrani wiedzieli, co on oznacza. Właśnie za chwilę, organizator tego spotkania pojawi się na ustawionej, w samym centrum placu platformie i przemówi, rozpoczynając tym samym kolejny Festiwal. Wszyscy spojrzeli w tamtą stronę. Powoli zaczęła wyłaniać się z niej rosła postać, przewyższająca przeciętnego człowieka niemal dwukrotnie. Na plecach miała zawieszoną ogromną, wyglądającą na potwornie ciężką kosę, której długość wynosiła przynajmniej tyle, ile wzrostu mierzył sam mężczyzna. W odróżnieniu od swoich podwładnych nosił niesłychanie obcisły strój z lateksu, który niemal idealnie przylegał do jego ciała, uwydatniając doskonale jego potężne mięśnie ramion i klatki piersiowej. Nogi miał cieniutkie. Oczywiście również miał nadrukowany szkielet.
Stanął na piedestale, a za jego plecami pojawiły się dwie postacie. Pierwszą z nich był mierzący coś pod dwa metry mężczyzna. Mimo swojego wzrostu wydawał się skrzatem przy stojącym obok gospodarzu imprezy. Nosił on białą tunikę, pełno biżuterii, jednakże jedna rzecz odróżniała go od jemu podobnych – jego głowę ozdabiała majestatyczna chusta w złoto-błękitne pasy. Po drugiej stronie natomiast stał drugi mężczyzna. Nie wyróżniał się niczym szczególnym. Był niezbyt wysokim chłopakiem o cherlawej budowie ciała. Dłubał sobie beztrosko nożem pod paznokciami.
Stojące na podium monstrum w końcu przemówiło, donośnym, wyraźnym i niezwykle niskim głosem:
- Witajcie na dziesiątym Festiwalu Grozy i Strachu! Tym razem zaszczyt organizacji tej szacownej imprezy przypadł mojej osobie – wielkiemu i wspaniałemu Zwiastunowi Śmierci! Na wstępie chcę podziękować wszystkim za przybycie, w szczególności Nożownikowi i Faraonowi! – przerwał, wskazując stojących tuż za nim mężczyzn – Żeby nie zabierać wam już więcej czasu wymienię najważniejsze atrakcje, jakie dla was przygotowałem, po czym zaczniemy zabawę! – wziął do ręki kartkę papieru, podsuniętą przez jednego ze sługusów – Ostało się jeszcze kilkunastu marynarzy, więc najserdeczniej zapraszam do zabaw z ich udziałem – uśmiechnął się szeroko i złowieszczo, widząc poruszenie wśród zebranych – Pierwszą zabawą będzie Marynarko-Piniata! W całym mieście rozwieszone jest koło stu piniat w kształcie marynarza. Większość z nich jest wyładowana słodkościami, aczkolwiek w trzech z nich, nieco lepiej zabezpieczonych od pozostałych ukryliśmy po marynarzu! Ci, którzy ich znajdą, ubiją i przywloką do mnie otrzymają po sto tysięcy beri! – ogłoszenie to wzbudziło ogromny zachwyt wśród piratów – Ale, to nie koniec! Kolejną zabawą będą Wieczne Męki! Ustawiliśmy w mieście kilka stanowisk, na których możecie pokazać nam, jak celnie potraficie rzucać nożami! Najlepsza ósemka przejdzie do finału, w którym to każdemu z was przydzielimy po jednym marynarzu! Ten, który mimo celnych trafień utrzyma swojego marynarza najdłużej przy życiu wygra i zdobędzie 250 tysięcy beri! Dla drugiego miejsca przewidziane jest 150 tysięcy, a trzeciego sto tysięcy! – cała banda dalej z zainteresowaniem słuchała słów gospodarza – No i ostatnia zabawa! Dorwij Skurwiela! Wypuścimy na wolność trzech marynarzy, damy im piętnaście minut na ucieczkę, a ci, którzy ruszą za nimi w pogoń i przywiozą ich martwych dostaną po 500 tysięcy beri! – słysząc tak zawrotną kwotę piraci entuzjastycznie zaczęli wiwatować imię Zwiastuna Śmierci – ten zadowolony powiedział tylko – Będzie również kilka innych zabaw, ale te są najciekawsze. Chlańska i ruchańska również nie zabraknie! O szczegóły pytać moich podwładnych! Liczba marynarzy ograniczona, więc szybko zapisywać się do konkursów, no i … - przerwał na chwilkę, wziął głęboki oddech i wrzasnął z całych sił – Festiwal Grozy i Strachu uważam za otwarty!

Część siódma

Wrzawa panowała na placu jeszcze przez długi czas. Komunikacja na zewnątrz była obecnie niemożliwa, w związku z czym Ayu, Haru i Ponury udali się do pierwszego, lepszego budynku, by choć odrobinę wyciszyć dochodzące zewsząd hałasy. Kiedy znaleźli się już w starej, opuszczonej ruderze zaczęli komentować to, co działo się w Morte.
- Któż by pomyślał, że ten cały Zwiastun Śmierci, aż tak dobrze przygotował się do goszczenia innych piratów… - podjęła dziewczyna. Naprawdę zaskoczyła ją tak dobra organizacja pirackiego spotkania…
- No, trzeba mu przyznać… kasa za ubijanie marynarzy… genialnie to wymyślił… lepszej zabawy dla piratów raczej nie da się zaplanować – przytaknął młody chłopak.
- Do tego jest to nam na rękę. Zamieszanie, spowodowane tym obwieszczeniem na pewno nie zaszkodzi naszej sprawie – dodał ostatni.
- To, co w takim razie teraz robimy ? – zapytała Ayu.
- Głupie pytanie... – odrzekł Ponury, jakby kroki, które mieli teraz podjąć miały być oczywistą oczywistością – Wiemy już, jak wyglądają nasze cele. Pozostaje nam je wytropić…
- Niby w jaki sposób chcesz to zrobić ? Przecież widzisz, jakie chmary piratów tutaj przebywają… do tego jedyną, wyróżniającą się z tłumu osobą jest ten cały Zwiastun Śmierci…. – wypomniała lekko oburzona
- To może najpierw podejdziemy zobaczyć te listy uczestników konkursów ? W prawdzie wątpię, aby któremukolwiek z kapitanów chciało się w czymś takim startować, no ale lepsze to, niż siedzenie tutaj… - wtrącił Haru. Łowca spojrzał na niego z powagą. Wstał i skierował się ku drzwiom:
- No, w sumie możemy się przejść. Może po drodze dowiem się czegoś ciekawego.

Część ósma

Neomarynarze wlekli się powoli przez miasto, obserwując uważnie okolicę. Szukali oni trzech ludzi. Tłum zdążył się już rozejść, co wiązało się bezpośrednio ze startem pierwszego z konkursów z nagrodami – Marynarko-Piniaty. Mimo tego i tak nie udało im się dostrzec żadnego ze swoich celów. W ten sposób dotarli do punktu zapisów. Odpowiedzialny za nie był starszy człowiek, który najwyraźniej swoje pirackie lata ma już dawno za sobą. Spojrzał na nich spode łba i pełnym pogardy głosem zapytał:
- Czego psubraty ? Zapisać się do czegoś chcecie ? – odpowiedziała mu głucha cisza, którą przerwał nagle Haru
- Ano, byśmy chcieli tylko nie wiemy, czy jest jakiś sens…. – dziadek spojrzał na niego. Zrozumiał, że chłopak chce od niego wyciągnąć pewne informacje. Uśmiechnął się serdecznie, po czym łagodnym tonem rzekł:
- Czyli ktoś tu chce wiedzieć, czy ma jakieś szanse… rzuci monetą, to się może dowie – dzieciak sięgnął do kieszeni i o dziwo, poza kredą, którą wcześniej ozdabiał swoją twarz, wymacał w niej kilka złotych monet. Wyjął je i rzucił na stół.
- O, no to się dowie. Szanse w każdym konkursie ma. No, nie licząc tych marynarskich… z tego, co ja słyszał ten cały Nożownik będzie brał udział w „Dorwij Skurwiela” . Faraon miał uczestniczyć w Wiecznych Mękach, ale zachlał i już odpadł w pierwszej rundzie eliminacji. Tera chleje koło tych dziwkarskich domów. No, to tyle, a tera niech się zapisuje, albo niech spierdala – chłopak odszedł.

Oddaliwszy się od głównego placu Neomarynarze ponownie podjęli dialog. Tym razem rozpoczął go Ponury, który dokładnie zakodował w głowie słowa powiedziane im przez starca.
- No cóż… tamten człowiek okazał się bardziej pomocny, niż mogłoby się wydawać… wiemy już, gdzie szukać pierwszej dwójki. Teraz musimy zastanowić się, w jaki sposób to rozwiązać…
- Czyż to nie oczywista oczywistość ? – zapytał sarkastycznie Haru.
- Jeśli myślimy o tym samym, to tak. Niestety wiem, że jesteś kretynem i za dużo po tobie nie oczekuje… - chłopak przeklął pod nosem, słysząc tę kąśliwą uwagę. Zachował jednak chłodną głowę i znurzonym głosem odpowiedział:
- Idziesz pod burdel, spijasz mocniej, już i tak nawalonego Faraona i zostawiasz go Ayu. W tym stanie nawet ona będzie w stanie sobie z nim poradzić… - słysząc te słowa dziewczyna gwałtownie zareagowała – Jeszcze ci za słabo ryj obiłam ? – nie doczekała się odpowiedzi. Głos zabrał natomiast Ponury:
- Ty natomiast ruszasz w teren i gdzieś na wyspie likwidujesz Nożownika podczas zabawy w „Dorwij Skurwiela”. Pamiętaj jednak, by mieć przy tym jakichś świadków – uśmiechnął się szeroko. Było jasne, że doskonale się rozumieją.
- Jasne – chłopak odwzajemnił uśmiech i po chwilowej przerwie ruszył w siną dal.

Część dziewiąta

Ayu już od dwóch godzin siedziała na drzewie, obserwując balującą nieopodal grupkę, złożoną z kilkunastu piratów, Faraona oraz Ponurego. Zadanie tego ostatniego było teoretycznie proste, jednakże, jak się okazało jego realizacja nie należała już do najłatwiejszych. Zapomnieli bowiem uwzględnić w swych planach pewnego, dość istotnego szczegółu, którym to była etykieta, obowiązująca przy piciu wysokoprocentowych trunków. Jeden z jej punktów mówi o tym, iż osoba, która nie piła od początku, musi nadrobić powstałe z opieszałości zaległości. W taki sposób jej towarzysz zaczął swój udział w posiedzeniu od kilkunastu, wypijanych niemal jedna po drugiej kolejkach, które szybko uderzyły mu do głowy. Najzwyczajniej w świecie zapomniał o tym, co go tam sprowadziło i stał się pełnoprawnym uczestnikiem popijawy, dla którego nie liczyło się nic poza alkoholem i dobrym towarzystwem. Rozmowy trwały w najlepsze, kiedy w końcu część grupy podniosła się. Reszta najwyraźniej nie wytrzymała tempa i udała się w objęcia morfeusza. Widząc to dziewczyna przeszła w stan gotowości i uważnie obserwowała poczynania Faraona. Okazało się, że ten nadal stał i machnięciem ręki dał znać swoim chłopakom, w tym Ponuremu, że przenoszą się w inne miejsce. Bez zastanowienia ruszyła za nimi. Nie było to trudne zadanie, albowiem wszyscy potwornie się wlekli, zataczając szerokiego łuki to w jedną, to w drugą stronę. Zdziwił ją jedynie cel ich wyprawy. Wszystko wskazywało na to, że zamierzają udać się do jednego z burdeli. Na tę myśl dziewczyna uśmiechnęła się szeroko. Ledwo powstrzymała swój śmiech, wyobrażając sobie to, co będzie się działo za kilkanaście minut:
- O tak, na pewno staniecie na wysokości zadania! – mruknęła pod nosem i dalej śledziła grupkę, z trudem poruszających się mężczyzn. Do pokonania mieli jeszcze kilkaset metrów. Nie było to daleko, jednak prędkość poruszania, którą narzucili jej żądni przygód panowie sprawiał, iż pokonanie tej trasy trwało wieczność. Udało się. Wewnątrz już czekały na nich hordy pań, z trudem powstrzymujących śmiech, spowodowany przybyciem nowoprzybyłych klientów. Faraon wyprostował się, spojrzał za siebie, aby policzyć swoich kompanów. Widział podwójnie, może nawet potrójnie, w końcu jednak zrezygnował z próby przeliczenia wszystkich widzianych postaci i odwracając się do jednej z pań, która jego zdaniem piastowała stanowisko burdel mamy, jak najwyraźniej mógł powiedział:
- Dwaaadżeścia niegrzedżnych dzieffczynek plosze… po jednej dla kasszdego! Ja szztawiam!– wskazał wszystkich, towarzyszących mu mężczyzn. Dotrwało sześciu. Kobieta, uśmiechając się szeroko rozdała po jednym kluczu każdemu z nich. Następnie, kątem oka ujrzała młodą dziewczynę. Ubrana była tak, jak wszyscy piraci Zwiastuna Śmierci. Moment później w jej stronę także poleciał klucz. Ayu złapała go niepewnie, po czym pytająco spojrzała na burdel mamę. Ta, rozdziawiając szeroko paszczę zagadała:
- Widzę, że jesteś z nimi. Jako, że nikt z nich nie jest w stanie zabawić moich dziewczyn pozwolisz, że całą dwudziestkę wyślę do Ciebie –podeszła do niej i do ucha szepnęła – Kobietami też potrafią się zająć – Ayu poczerwieniała, aczkolwiek nie zgłaszała żadnego sprzeciwu. W końcu, kiedy, jak nie teraz będzie miała równie dogodną okazję na wykonanie misji. Uśmiechnęła się z przymusu, po czym podążyła za swoim celem.
Pokój Faraona znajdował się na najwyższym, czwartym piętrze. Wlekła się za nim powoli, aczkolwiek ten najwyraźniej był już tak nawalony, że nie zwracał na nią nawet najmniejszej uwagi. Reszta jego chłoptasi, w tym Ponury już dawno udali się do swoich pokojów, gdyż te znajdowały się co najwyżej na drugim piętrze. Kiedy w końcu doczołgali się na górę dziewczyna miała dylemat. Jej ofiara była teraz tak bezbronna, że mogła zrobić z nią cokolwiek. Nie chciała mieć jej na sumieniu, aczkolwiek z drugiej strony musiała wykonać zadanie, a zadanie było jasne – zlikwidować trzech kapitanów. Haru zrobiłby to już pewnie dwa piętra niżej, Ponury natomiast… no właśnie, co zrobiłby Ponury ? Zakolegował się z tym człowiekiem, nawet jeśli początkowo nie miał takich zamiarów. Do tego nie wydawał się tak niezrównoważony, jak jej drugi towarzysz. Stanęła przed trudnym wyborem. Jednakże wtedy przypomniała sobie „Ścieżkę Sprawiedliwości”. Ponownie wyobraziła sobie ból i cierpienie, jakiego doznali wiszący na krzyżach żołnierze. Odpowiedź stała się jasna. Wyciągnęła nóż, po czym jednym, szybkim ruchem ręki podcięła gardło piratowi.
- Zostało już tylko dwóch – skomentowała i opadła na kolana, przyglądając się kropelkom krwi, które obryzgały jej ciało.

Część dziesiąta

Haru, już od dłuższego czasu, z bezpiecznej odległości przyglądał się poczynaniom Nożownika. Używał w tym celu swojej przerobionej na mop snajperki, do której dołączona była wysokiej jakości luneta, umożliwiająca obserwację celu, nawet z odległości ponad dwóch kilometrów. Oczywiście, obecnie nie potrzebował takiego zasięgu. Jego ofiara wydawała się nie zdawać sobie nawet najmniejszej sprawy z zagrożenia, jakie na niego czyhało. Parła przed siebie, starając się dorwać jednego z uciekinierów, za którego schwytanie nagroda wynosiła 500 tysięcy beri. Chłopak, zażenowany tym faktem zastanawiał się, jak wysoką nagrodę można było wyznaczyć za pirata tak nieostrożnego, jak ten. Patrząc na to, jak się zachowywał strach mógł wzbudzać jedynie wśród mieszkańców małych wiosek rybackich… Kyouchika stwierdził w końcu, iż nie ma sensu tego dalej ciągnąć. Poobserwował jeszcze chwilę Nożownika i widząc, że ten zatrzymał się po to, żeby się odlać przymierzył dokładnie swoją moposnajperką i wymamrotał Toppu, Strzała. Z karabinu wyfrunęło sprężone powietrze, przyjmujące kształt strzały i momentalnie uderzyło pirata, zwalając go z nóg w taki sposób, że ten wylądował twarzą w swoich szczynach. Po celnym trafieniu chłopak zeskoczył z drzewa, zawiesił snajperkę na plecach i pokonał biegiem dwieście, może trzysta metrów, zatrzymując się przy ciele swojej ofiary. O dziwo, ta jeszcze dychała, w związku z czym Haru wyciągnął z jednej z kolb pistolet zwany Danse’m i władował ołowianą kulę w czaszkę nieszczęśnika, ostatecznie kończąc jego żywot. Przyjrzał się zwłokom i zauważył, iż z kieszeni wystaje mu kilka arkuszy papieru. Pędzony ciekawością sięgnął po nie ręką i uważnie przejrzał. Były to listy gończe z twarzami wszystkich, wartych coś uczestników Festiwalu. Pierwszy należał do nieżyjącego już Nożownika Cacadora i wynosił 4.000.000 beri, następny należał do Faraona Qāsina, za którego stawka wynosiła 6.000.000 beri, ostatni natomiast wywołał na twarzy chłopaka pewną konsternację… przedstawiał on Zwiastuna Śmierci, a jego nagroda wynosiła 22.000.000 beri.

Część jedenasta

Na zewnątrz panowało ogromne poruszenie, a w powietrzu można było odczuć nagłą zmianę atmosfery. Wszystko wskazywało na to, iż musiało wydarzyć się coś nieoczekiwanego. Z sekundy na sekundę hałas narastał, aż w końcu osiągnął poziom tak wysoki, że Ponury otworzył oczy i z okropnym bólem głowy podniósł się z łóżka. Rozejrzał się naokoło, zastanawiając się gdzie jest. Nie przypominał sobie, aby kładł się spać. Ostatnią rzeczą, którą pamiętał było wypicie kilku kolejek z Faraonem:
- O, cholera… znowu to samo... wystarczy, że zacznę, a już skończyć nie mogę… - złapał się za głowę, po czym zerknął na zegar, aby sprawdzić, która jest godzina. Minęła właśnie 3 w nocy.
- No cóż, trzeba wstawać i dowiedzieć się, co jest grane… - wstał i zauważył, że został w samych gaciach. Jego rzeczy i bronie były złożone elegancko na krześle, jedynie płaszcz walał się po podłodze… widać, ktoś, kto doprowadził go do ładu nie poradził sobie z tym ciężarem. Niegdysiejszy łowca, półnagi wyjrzał na korytarz. Biegały po nim chaotycznie urocze, skąpo ubrane panie. Zatrzymał jedną z nich i zapytał:
- Co się stało ?
- Jak to co !? Zamordowano dwóch piratów, kapitanów – niejakiego Faraona i Nożownika. Ponoć była to robota ludzi Zwiastuna… ratuj się pan, jak możesz, bo zaraz na tej wyspie może dojść do prawdziwej rzezi! – mężczyzna udał zaskoczenie, po czym zamknął się w pokoju, uświadamiając sobie pewną rzecz:
- Dwóch z trzech zlikwidowanych… pozostał tylko jeden…

(tutaj miały być kolejne dwie części, w których to Ponury jednoczy podwładnych zamordowanych kapitanów i rusza razem z nimi w bój przeciwko załodze Zwiastuna Śmierci, odbywając z nim swoją epicką walkę, ale jest już 6 rano, opowiadanie trzeba oddać do 10, a ja po dwóch nocach nie spania nie mam już na nic siły xD. Ciąg dalszy nie nastąpi. Jak chcecie możecie nie uznać tego zadania, wisi mi to.)

Załoga wyzywająca: Neomarynarka
Załoga wyzwana: Soge
Czas na wykonanie zadania: 55h
Zadanie: Z racji na, bardziej nasze, dziady postanowiliście sięgnąć po klasykę literatury i wspiąć się na wyżyny sztuki. Napiszcie krótką relację bądź dokładny przebieg próby przed przedstawieniem "Dziady II" (link do utworu). Na waszej próbie musi pojawić się przynajmniej jedno przywołanie. Możecie wymyślić własne kwestie i duchy lub wiernie trzymać się oryginału. Z racji, że to próba liczymy na komentarze poboczne, głupawki i inne wariactwa.

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie.
Co to będzie? Co to będzie?
01.11.2014 07:24
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Grigorij Offline
Yonkou
Pirat

*
Liczba postów: 3,367
Dołączył: 30.03.2009
Skąd: Super Bale Całą Noc
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #65
RE: WYZWANIA
Spoiler :
Prolog


Ciemność... Mrok... Brak fotonów w powietrzu... Totalnie uporządkowana przestrzeń.

Bez Chaosu...

I tak przez miesiąc. Dwa. Trzy. Rok.

W końcu pojawił się tam Dźwięk, z początku był nieśmiały, trochę zagubiony i jakby tego nie nazwać "ciapowaty". Objawił się nam na klamce, która jak się okazało była tam od początku istnienia tej przestrzeni, którą od tej chwili będziemy nazywać pokojem. Klamka przekręciła się i do pokoju wpadło Światło, już chwile później zadomowiło się tam na dobre ukazując oczom śmiertelników całość pokoju... będąc szczerym to mogło nam tego oszczędzić, albo chociaż nie pokazać całości harmidru jaki tam panował.
Zaraz potem Dźwięk "splunął" na swoją nieśmiałą stronę i ewoluował w głośny śpiew, jedno słowo z tego śpiewu powtarzało się wiele razy, a było to:

SOGE!

Wtedy też w pokoju zapanował Chaos.

PRÓBA DZIADÓW II

Kiedy Soge uprzątnęli już swój pokoik do pracy zespołowej (do którego nikt nie zaglądał od chyba roku) wyglądał już na pomieszczenie w którym spokojnie może stać kilka osób.
- Dobra ferajna jutro wystawiamy "Dziady II" musimy zrobić chociażby jedną próbę.- Rzekł* Grigorij.
- Nauczyliście się tekstów?
Przez dłuższą chwilę odpowiadała mu cisza, w końcu głos zabrał Szczery.
- Jako tako...
Reszta nie skomentowała, albo po prostu nie słuchała. C3 robił czajniczek do Chlor, która mieszała jakieś ustrojstwo, Xav ostrzył ostrze, Naku zabawiał się swoim wiertłem, ogólnie to mało kto zapewne słuchał.
W końcu jednak kiedy Grigo uderzył każdego z nich po kolei ze swojej okutej żelazem laską, wszyscy odpowiedzieli:
- Tak, potrafimy.
Owszem nie zabrzmiało to przekonująco, ale co mieli począć? Rok wcześniej, gdzieś w jakiejś knajpie, gdzieś na Grand Line, komuś mało ważnemu zobowiązali się, że wystawią u niego w tej jego mało znanej knajpie sztukę, a mianowicie "Dziady II". Do tej pory nie przeprowadzili ani jednej próby, Grigo i Szczery pilnowali jedynie by członkowie chociaż tekstu się uczyli. W tej chwili mieli się przekonać, czy Soge rzeczywiście go potrafią.

Po ustawieniu ludzi na miejscach i przebraniu ich w stosowne stroje, sztuka w końcu mogła się zacząć.


*Grigo nie mówi, on rzecze.

Na środek wyszedł Karpipysk ubrany w szmaty które normalnie noszą kartofle, brudne, szare dziadostwo z "wyszytymi" weń dziurami. Na głowie nosił czarny kapelusik, a w ręce trzymał coś na kształt rakiety do tenisa, ale bez siatki i z dłuższą rękojeścią.

Karpipysk

Zamknijcie drzwi od kaplicy
I stańcie dokoła trumny

-Truny! Truny!- Darł się zły Grigo.- Pierwsze zdanie i juz jakiś byk!

Ktoś z tyłu szepnął do kogoś bardziej z tyłu:
- Co to jest ta truna?
- Nie wiem, na pewno nie suple.

-Cisza!- Przywołał do porządku Grigo po czym pokazał gestem ręki by niski ryboludź kontynuował.


Żadnej lampy, żadnej świecy,
W oknach zawieście całuny.
Niech księżyca jasność blada
Szczelinami tu nie wpada.
Tylko żwawo, tylko śmiało.


W tym momencie na scenie pojawił się Naku, grający „Starca”. Przebrany w łachmany jeszcze gorsze od tych Karpipyska, tak bardzo się śpieszył, że potknął się i wywalił koziołka na podłodze.
- Sorry…- Powiedział, po czym zaraz szybciutko wstał i zaczął gadać swoją kwestię:

Naku

Jak kazałeś, tak się stało.

Kaprpipysk

Daję hasło.

Naku

Buchnęło, zawrzało
I zgasło
.

W tym momencie z tyłu popędzani przez Szczerego na swe miejsca ustawiali się chórzyści, tj. C3, Rudzish, Biri oraz Vegi (który przez swój wzrost zamiast stać wykonywał tak zwany „słowiański przykuc”).
Wszyscy ubrani byli w łachmany gorsze od tych Eikicziego, ale na pewno lepsze niż te od Naka. Kiedy zamiast ruszać ustami ruszali stopami nie wiedząc co robić, Szczery nie wytrzymał i odwalił tymczasową robotę zamiast ich:

SZCZERY (ZAMIAST C3, RUDZISH, BIRI, VEGIEGO)

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie,
Co to będzie, co to będzie?


- Kuźwa!- Wybuchnął Grigo- Nie mówicie aż tak dużo, bierzcie kopię od Szczerego i będziecie śpiewać z tekstem, ale na jutro macie umieć to idealnie, zrozumiano?- Kiedy to mówił dodatkowo machał laską i to tak nerwowo i szybko, że wyglądało to jakby starał się zabić muchę o nieskończenie wielkiej prędkości ruchu.
- Tak jest Grigo.- Tylko C3 miał odwagę się odezwać, reszta stała wryta (nie licząc Vegiego) w podłogę z nosami wbitymi w kartkę z tekstem.
- Dobra kontynuujmy, Eikiczi?

-Jasna sprawa stary- Odezwał się niedbale ryboludź.
- Zaczynaj!

KARPIPYSK

Naprzód wy z lekkimi duchy,
Coście śród tego padołu
Ciemnoty i zawieruchy,
Nędzy, płaczu i mozołu
Zabłysnęli i spłonęli
Jako ta garstka kądzieli.
Kto z was wietrznym błądzi szlakiem,
W niebieskie nie wzleciał bramy,
Tego lekkim, jasnym znakiem
Przyzywamy, przeklinamy!


- Zaklinamy…! Zaklinamy!- Krzyknął z tyłu Szczery.
- Sorry! Zaklinamy, miało być, okej. Zapamiętam.
- Dalej!- Darł się czerwony, rozżarzony jak tysiącletnia lawa Grigorij.
Wpatrzeni w kartkę z tekstem, nerwowo poszukując odpowiedniej linijki w koncu odezwali się.

C3, RUDZISH, BIRI, VEGI

Mówcie, komu czego braknie,
Kto z was pragnie, kto z was łaknie.


KARPIPYSK

Patrzcie, ach, patrzcie do góry, Duch, Zaświaty
Cóż tam pod sklepieniem świeci?
Oto złocistymi pióry
Trzepioce się dwoje dzieci.
Jak listek z listkiem w powiewie,
Kręcą się pod cerkwi wierzchołkiem;
Jak gołąbek z gołąbkiem na drzewie,
Tak aniołek igra z aniołkiem.


Po tej kwestii do Eikicziego zaczął podchodzić Naku, ale zanim powiedzieli kolejne kwestie wtrącił się Szczery:
- Chłopaki ogólnie to zrąbaliście bo wcześniejsze wypowiedzi powinny się znajdować trochę później.
Chłopaki dziwnie na siebie spojrzeli tak jakby nie wiedzieli o czym mowa. Szczery widząc ich reakcje po prostu machnął ręką i dał im dalej grać.

KARPIPYSK I NAKU

Jak listek z listkiem w powiewie,
Kręcą się pod cerkwi wierzchołkiem;
Jak gołąbek z gołąbkiem na drzewie,
Tak aniołek igra z aniołkiem.


W chwili kiedy nasi bohaterowie skończyli gadać "aniołkiem" z tak jakby nikąd pojawiła się przed nimi Chlor i Orzi ubrani w strój aniołka tj. ubrani w takie białe spodenki oraz długie białe koszule, do pleców zaś mieli przyczepione dość kiepskiej jakości skrzydełka wykonane z kartonu. Grigo w uciesze aż klasnął. Orzi super szybko podszedł do Xava, który ubrany był w identyczny strój jak chórzyści i powiedział:

ORZI

Do mamy lecim, do mamy.
Cóż to, mamo, nie znasz Józia?
Ja to Józio, ja ten samy,
A to siostra moja Rózia.
My teraz w raju latamy,
Tam nam lepiej niż u mamy.
Patrz, jakie główki w promieniu,
Ubiór z jutrzenki światełka,
A na oboim ramieniu
Jak u motylków skrzydełka:
W raju wszystkiego dostatek,
Co dzień to inna zabawka:
Gdzie stąpim, wypływa trawka,
Gdzie dotkniem, rozkwita kwiatek.
Lecz choć wszystkiego dostatek,
Dręczy nas nuda i trwoga.
Ach, mamo, dla twoich dziatek
Zamknięta do nieba droga!


Grigo podrapał sie w głowę, przybrał też minę człowieka niesamowicie zamyślonego, po czym rzekł:
- Sorry Xav, że to Ty robisz za ich matkę, ale dziewczyny są już w chórze bo potrafią śpiewać.
Xav stał cicho i w ogóle się nie odezwał... Mógł być zły, ale czego się nie robi dla Soge. Grigo machnął ręką na znak by kontynuować.

C3, RUDZISH, BIRI, VEGI

Lecz choć wszystkiego dostatek,
Dręczy ich nuda i trwoga,
Ach, mamo, dla twoich dziatek
Zamknięta do nieba droga!


KARPIPYSK

Czego potrzebujesz, duszeczko,
Żeby się dostać do nieba?
Czy prosisz o chwałę Boga,
Czyli o przysmaczek słodki,
Są tu pączki, ciasta, mleczko
I owoce, i jagódki.
Czego potrzebujesz, duszeczko,
Żeby się dostać do nieba?


ORZI

Nic nam, nic nam nie potrzeba.
Zbytkiem słodyczy na ziemi
Jesteśmy nieszczęśliwemi.
Ach, ja w mojem życiu całem
Nic gorzkiego nie doznałem.
Pieszczoty, łakotki, swawole,
A co zrobię, wszystko caca.
Śpiewać, skakać, wybiec w pole,
Urwać kwiatków dla Rozalki,
Oto była moja praca,
A jej praca stroić lalki.
Przylatujemy na Dziady
Nie dla modłów i biesiady,
Niepotrzebna msza ofiarna;
Nie o pączki, mleczka, chrusty —
Prosim gorczycy dwa ziarna;
A ta usługa tak marna
Stanie za wszystkie odpusty.
Bo słuchajcie i zważcie u siebie,
Że według bożego rozkazu:
Kto nie doznał goryczy ni razu,
Ten nie dozna słodyczy w niebie.


Kiedy Orzi mówił, oczywiście rekordowo szybko, Chlor tańczyła i nuciła coś pod nosem, cicho, ale na tyle głośno by było ją słychać.
- Orzi po pierwsze, mógłbyś tak szybko nie gadać? To psuje cały efekt.- Rzucił Grigo. Orzi odwrócił się doń.
- Nie, postanowiłem pobić rekord szybkiego i zrozumiałego mówienia, zrobię to!
- Żeby było zrozumiale musisz mówić wolniej- Pozwolił się wtrącić Szczery, czym uciszył Orziego.

C3, RUDZISH, BIRI, VEGI

Bo słuchajmy i zważmy u siebie,
Że według bożego rozkazu:
Kto nie doznał goryczy ni razu,
Ten nie dozna słodyczy w niebie.


KARPIPYSK

Aniołku, duszeczko!
Czego chciałeś, macie obie.
To ziarneczko, to ziarneczko,
Teraz z Bogiem idźcie sobie.
A kto prośby nie posłucha,
W imię Ojca, Syna, Ducha.
Widzicie Pański ryż?
Nie chcecie jadła, napoju,
Zostawcież nas w pokoju!
A kysz, a kysz!


- Na co czekacie!? Dalej, ruchy ruchy chórzyści!- Darł mordę reżyser Grigo.
- Juz, już.- Odezwał się Vegi.

C3, RUDZISH, BIRI, VEGI

A kto prośby nie posłucha,
W imię Ojca, Syna, Ducha.
Widzicie Pański ryż?


- Krzyż idioci! Jak mówił Karpipysk!? Czy on mówił ryż? Macie tylko po nim powtarzać!- Wulkan którym był reżyser eksplodował. Odezwać odważyła się Rudzish.
- No, ale... on właśnie powiedział ryż...- Grigo ucichł.
- Serio?- Spojrzał się na Eikicziego.
- Nom, chciałem sprawdzić czy za mną powtórzą.- Grigo zdzielił go w łeb.
- Kontynuować!- Chórek pośpiesznie zaczął spiewać, w tej chwili będąc pod presją zaczął również fałszować.

Nie chcecie jadła, napoju,
Zostawcież nas w pokoju;
A kysz, a kysz!


W tym momencie Orzi, w tempie którego nie sposób opisać słowami, oraz Chlor tańczącym krokiem oddalili się poza wyimaginowaną scenę.
Nastąpiła cisza.
Nastąpiła też kolejna cisza.
W końcu odezwał się Szczery.
- Eikiczi czy nie Ty teraz miałeś mówić?
- Tak, ale nie pamiętam reszty tekstu.
- To będziesz czytał, masz zaraz dam Ci tekst.- Grigo obrócił stronę ze scenariuszem, jednak ku jego zdziwieniu nie było tam kontynuacji. Spojrzał się po chórzystach.
- Macie kontynuację tekstu?- Ci tak jak on przerzucili kartki z tekstem, kiedy skończyli odezwała się Biri.
- Nie ma reżyserze Grigo, to co dostaliśmy od Szczerego kończy się na tym co było przed momentem.
Wszyscy patrzyli się po siebie jak głupi. Pierwszy głos zabrał Fuszi, który palił fajke gdzieś z boku i pogwizdywał. Fuszi jako jedyny nie chciał brać udziału w tym przedsięwzięciu, nie podobało mu się.
- Dostaliśmy to przecież całe tak?- Zapytał w eter.- Czyli ktoś to musiał gdzieś dać, kto w ogóle to odbierał?
- Ja!- Zgłosił się Vegi. Z automatu podeszli do niego Grigo ze Szczerym, ten drugi zapytał.
- Gdzie dałeś drugą część oryginału i kopii, którą trzymają teraz chórzyści? W ogóle, po cos to rozdzielał, człowieku!
- Właściwie to jestem półlbrzymem.- Odpowiedział spokojnie mnich.- Rozdzieliłem to za radą Karpipyska, powiedział, że jak to będzie podzielone to większa szansa, że się całość nie zgubi.- Kolejna cisza, to już trzecia!
- To gdzie dałeś te drugie części?- Zapytał zdenerwowany Grigo.
- Wsadziłem je do butelki, a potem je gdzieś zgubiłem.

Grigo wybuchnął, tym razem mocniej. Vegi i Eikiczi leżeli nieprzytomni przez resztę dnia. Koniec końców Soge owszem wystawiło tę sztukę w tym barze gdzieś na tamtej wyspie na tamtym, a nie innym Grand Line, a ten człowiek, który im to zlecił był zadowolony. Jak się okazało nawet nie przypuszczał, że Soge będą pamiętać o tym zadaniu, był tak mile zaskoczony, że wypłacił załodze całość obiecanej kwoty i gościł ich w swym małym barze jeszcze przez 10 dni, oczywiście nie za darmo.
Załoga wyzywająca: Soge
Załoga wyzwana: Soul
Czas na wykonanie zadania: 48h
Zadanie: Nagraj opowieść w klimatach One Piecowych dla potomnych. Dokładniej postaraj się by głosem starego dziadka/babci opowiedzieć zmyśloną historię. Ma to być opowieść wioskowego bajkopisarza, który zgromadza wokół siebie gromadę dzieci (później dołączają dorośli) i opowiada co "niby przeżył".

[Obrazek: vYg1BTA.png]
02.11.2014 22:06
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
okiren Offline
Soul Mama
Załoga Nakama

*
Liczba postów: 4,978
Dołączył: 23.11.2011
Skąd: Kanadowo
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #66
RE: WYZWANIA
Tekst: Gatana
Babcia: Okiren

http://okirenka.wrzuta.pl/audio/0sgVLE4ekvF/bajka

Nie wyzywamy nikogo, bo koniec wyzwań na jakiś czasu, boohoo.

[Obrazek: BitterFormalHarrierhawk.webp]
04.11.2014 01:53
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Odpowiedz 




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Wymiana
One Piece Vampirciowo Fairy Tail Valid XHTML 1.0 Transitional Poprawny CSS!

Kontakt | One Piece Nakama | Wróć do góry | Wróć do forów | Wersja Mobilna | RSS | Mapa Nakama