Aktualny czas: 25.11.2017, 13:17 Witaj! (LogowanieRejestracja)

Odpowiedz 
Zmiłuj się nade mną.
Autor Wiadomość
RhanBoleyn Offline
Imperator
Pirat

*
Liczba postów: 1
Dołączył: 07.04.2015
Skąd: Wujwiegdziewo
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #1
Zmiłuj się nade mną.
[Obrazek: 3ec737f6d91ebc557fdf4bf35163f24a.jpg]

Ojcze nasz, który jesteś w niebie...

Uśmiechasz się.
Idziesz dumnie wyprostowany w szpalerze ludzi, z rękami w kajdanach, w czerwonym płaszczu i z uśmiechem, który witał mnie niemal każdego dnia, od początku mojego życia. A tłum milczy i chłonie twoją obecność, podając sobie szeptem "Oto Król, Złoty Roger.".
Podziwiają cię.
Patrzą na niezwyciężonego, który jest w niewoli, na symbol władzy i siły, pokonany przez reżim i dyscyplinę Marynarki.
Czy człowiek może zapanować na oceanem i jego wieczną wolnością?

Święć się imię Twoje...

Pewnie stawiasz kroki po kamiennym bruku, jak jeszcze niedawno po deskach pokładu Oro Jacksona, lecz choć wiemy, że nic nie powiesz, mamy nadzieję usłyszeć donośny, odrobinę zachrypnięty głos "Bierzemy kurs na wschód! Po przygodę!".
Zaciskam dłonie w pięści i próbuję poradzić sobie z gulą w gardle, ale jestem za słaba, by stawić opór gorącym łzom. Opuszczam głowę. Muszę. Wybacz mi, Roger. Nie jestem w stanie znieść myśli, że to koniec. Że już nigdy... Że ty...

Przyjdź królestwo Twoje...

Idziesz przed siebie, wciąż z uśmiechem, jakby przed tobą była faktycznie kolejna z ukochanych przygód.
Pragnąłeś wolności.
Czy możemy nazwać śmierć wybawieniem?
Wokół ciebie jest sześciu marynarzy, wyprostowanych, dumnych, którzy w przyszłości będą opowiadać dzieciom, wnukom, i wszystkim, którzy zechcą usłuchać, że eskortowali na platformę egzekucyjną Króla Piratów. Na ramionach mają muszkiety, takie, jakie łamałeś w dłoniach niczym cienkie patyki, a ich biało-niebieskie mundury rażą w oczy. Jawią mi się niezwykłymi. Dlaczego?

Bądź wola Twoja...

Nie tak miało się to skończyć. Nie tak chciałam żyć. Planowałam pływać już zawsze pod twoją banderą, móc z dumą nazywać się "drugim oficerem załogi Króla" i spacerować każdego wieczoru w zachodzącym słońcu po Jacksonie, popijając ukradkiem wódkę z East Blue i krzywić się paskudnie. Chciałam przemierzać Grand Line, ot, bez trasy i celu, bo przecież zdobyliśmy już wszystko i panowaliśmy na każdej części ziemi. Zmagać się z wiatrem i falami, być wolną, tak, jak obiecałeś. Kiedy straciłam to, o co tak usilnie zabiegałam? Kiedy wypadło mi z rąk to, za co byłam gotowa zabić? Ty wiedziałeś, Roger, a mimo to milczałeś.

Jako w niebie, tak i na ziemi...

Wspinasz się po drabinie i siadasz ze skrzyżowanymi nogami na platformie, nie zamieniając uśmiechu na smutek czy żal, jesteś sobą i taki pozostaniesz, do końca. Wola D, o której mi zawsze opowiadałeś, nakazuje nam przyjmować śmierć ze spokojem, bo przecież nie ma się czego bać. Może gdybym była na twoim miejscu, tak właśnie bym zareagowała, lecz to ty zostałeś skazany.
Nie odchodź, kapitanie.

Chleba naszego, powszedniego, daj nam dzisiaj...

Na placu zebrało się kilka tysięcy ludzi, a każdy z nich milczy i patrzy ponuro na górujące nad nami rusztowanie. Mam wrażenie, że powietrze zamarło, że ziemia wstrzymała swój ruch, bo czas upływa, lecz nie przemija. Jak to możliwe?
Obok mnie stoi Rayleigh, zaciska gniewnie szczękę, ale wie, że nic nie można zrobić. Bezsilny, on, twoja prawa ręka. Widzę przy tobie jakiegoś pieprzonego admirała, czy innego szczeniaka, mam ochotę pogruchotać mu kości, wiesz, kapitanie?
I zrobiłabym to z mściwą satysfakcją, bo teraz on i dwójka katów mają zamiar odebrać mi wszystko. Krew w moich żyłach zaczyna się gotować. Wybacz mi, nie potrafię inaczej.

I odpuść nam nasze winy...

Byliśmy potęgą. Przeciwko nam nie mógł wystąpić nikt, pamiętasz? Miażdżyliśmy wrogów i byliśmy okrutni dla każdego, kto nas obraził, bo twoja załoga była zawsze najlepsza. Nie pozwoliłeś, by ktoś robił nam krzywdę. Troszczyłeś się o wszystkich, zawsze. Nawet o tych dwóch knypków, Buggy'ego i Shanksa, którzy stoją przede mną i odwracając się co jakiś czas w moją stronę ze smutnymi minami. Ach, ten czerwonowłosy dzieciak trzyma w dłoniach twój kapelusz. Dałeś mu go, pamiętasz, kapitanie? A on dba o niego jak o największy skarb. To dobre dziecko, i bardzo, bardzo silne. Zapewne mógłby być twoim następcą. Zresztą, kto wie?

Jako i my odpuszczamy naszym winowajcom...

- Gdzie ukryłeś skarb?!
Syczę, wściekła z powodu zasłyszanego krzyku jakiegoś sukinsyna, który nie potrafi trzymać języka na wodzy! Shanks coś mruczy pod nosem, też nie jest zadowolony, a Buggy już łapie za rękojeść sztyletu. Ray kładzie mi rękę na ramieniu, nie patrząc na nikogo innego, poza tobą, i mówi cicho:
- Daj spokój, Kamyk. Taka właśnie jest kolej rzeczy.
Godzę się na to i udaję, że nie słyszę coraz głośniejszych wrzasków kierowanych do ciebie.
-Mój skarb? Mój One Piece?! - Znów dociera do mnie twój głos i cała nasza czwórka uśmiecha się błogo, jakbyśmy doświadczyli jakiegoś ciepłego uczucia, poddali się przyjemnemu wspomnieniu z dzieciństwa, które otacza nas rzewną melodią beztroski. - Szukajcie go! Ukryłem go gdzieś na Grand Line! - wołasz zagadkowo, a po tonie twojego głosu wiem, że to zaplanowałeś.
O, Roger, nigdy się nie zmienisz? Kochasz przygody, nawet, jeśli nie weźmiesz w nich udziału. Czy nie jest ci żal tego wszystkiego, co zostawiasz?

I nie wódź nas na pokuszenie...

Zamykam oczy chcąc zapamiętać cię jako uśmiechniętego pirata z roziskrzonym wzrokiem, który bez strachu staje do przegranej walki z Panią Małodobrą. Naprawdę zamierzasz umrzeć? Roger? Ty?
Ściskam Raya za rękę i pochylam głowę.

Nie...
Proszę! Zrób coś!
Wstań i powiedz, że to okrutny żart. Wydaj rozkaz!
Roger!
Powiedz, co mam robić!
Zawołaj mnie!

Coś wbija mi się w serce, tylko na moment odbiera mi dech, lecz wiem, że drzazga, którą właśnie wbito, nigdy nie zniknie. Chcę krzyczeć, żeby się zatrzymali. Chcę biec do ciebie i uciec razem na statek, by popłynąć aż za linię horyzontu.
Tam, do diabła, nie pozwolę ci umrzeć!
Nie możesz odejść!
Proszę cię, nie odchodź. Jak powinnam żyć, jeśli ciebie zabraknie? Wiem, że nie zawsze byłam dobra, i nie zawsze służyłam ci pomocą, często krzyczałam i wyzywałam, nie raz się zbuntowałam i uciekałam, ale... Ale przecież wiedziałeś, że cię kocham, prawda? Roger!
- Nie mogłabym marzyć o kimś lepszym. Kocham cię i wiedz, że nigdy nie przestanę po tobie płakać. Czekaj na mnie. Znów się spotkamy, wszyscy, i popłyniemy... Popłyniemy, Ro... - mówię, bo wiem, że usłyszysz, lecz przerywam. Nie daję rady, tego jest po prostu za dużo.
Tłum wrzeszczy jak oszalały, udaje mi się wyłapać "nie żyje", i zaczynam płakać, gorzko rozpaczając po życiu, które bezpowrotnie przeminęło.
Co teraz?
Gdzie iść?
Roger?
Dlaczego?

Ale nas zbaw ode złego, bo Twoje jest Królestwo, chwała, potęga.
Na wieki, wieków.

Jesteś Królem Piratów, w naszej pamięci zawsze będziesz żył jako wspaniały człowiek i kapitan, traktujący załogę jak rodzinę, zabiegający o jej dobro i bezpieczeństwo, kochający przygodę i... I niezbyt rozgarnięty, co, kapitanie?

Uśmiecham się do siebie przez łzy i patrzę na zmęczonego Raya, który wierzchem dłoni ociera pojedynczą łezkę. Czuję, że gdyby mógł, upadłby na ziemię, zaczął przeklinać w każdym znanym sobie języku, i wzywać Boga na świadka, że nienawidzi Marynarki i powybija ich wszystkich. Buggy pociąga nosem i mocno trze zamknięte powieki, Shanks opuścił głowę, ściskając kurczowo rondo twojego kapelusza. Wiem, że płaczą. Kochali cię, byłeś wzorem, myślę, że zawsze nim będziesz. Będziesz, Roger, słyszysz, jak to brzmi? Zupełnie tak, jakbyś odszedł i nie miał wrócić...
Ale musisz to zrobić! Musisz znów być z nami! Twój czas nie mógł minąć! Nasz czas! Dopiero się zaczął! I nawet, jeśli osiągnęliśmy wszystko, wciąż... Roger, wciąż mogliśmy czegoś dokonać! Pamiętasz nasze plany? Te wszystkie zamiary i marzenia? Chcieliśmy obalić Niebiańskie Smoki na Bańkowym Archipelagu, pokonać Kwaterę Główną Marynarki... Ja i ty... My i nasza załoga... Nasza rodzina. Proszę cię, musisz o tym pamiętać i do nas wrócić!
Ale... Ale ty nie wrócisz, prawda?


Amen.


Nic nie mogliśmy zrobić.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.10.2015 00:42 przez RhanBoleyn.)
20.10.2015 22:43
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Hejs Niedostępny
Cichociemny
Pirat

*
Liczba postów: 3,548
Dołączył: 01.11.2011
Skąd: Zowąd
Poziom ostrzeżeń: 0%
Post: #2
RE: Zmiłuj się nade mną.
Rzadko zapoznaję się z fanfikami, nawet tymi na naszym forum, ale ten zaintrygował mnie swoją formą - fabułą przeplataną z modlitwą bohaterki - i przeczytałem całość jednym tchem. Wybrałaś jedną z lepszych scen w całej serii i dodałaś do niej własne elementy, wzbogacając nieco ostatnie chwile samego Króla Piratów o przeżycia obserwujących całe zdarzenie załogantów i naprawdę ciekawy klimat, nieco inny od tego, który poznaliśmy w mandze. Brawo, czytało się naprawdę dobrze.

Jeśli już miałbym się do czegoś przyczepić, to do odmiany słowa "Sabaody" przez przypadki, "Złotego Rogera" i "Tenryubito" (jedyna japońska nazwa, jaką zastosowałaś, gdy nawet swojej postaci nadałaś polskie imię/pseudonim). Nic innego nie wyłapałem.

A tak poza tym, widzę "Boleyn" w nicku i scenę egzekucji w pierwszym poście. Nie ma to jak w dobrym stylu zawitać na forum Big Grin

[Obrazek: Sygnatura.png]
20.10.2015 23:54
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post Return to top
Odpowiedz 




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Wymiana
One Piece Vampirciowo Fairy Tail Valid XHTML 1.0 Transitional Poprawny CSS!

Kontakt | One Piece Nakama | Wróć do góry | Wróć do forów | Wersja Mobilna | RSS | Mapa Nakama