Forum
Tabliczka w nadmorskich kurortach: "Nie chcę wiedzieć, że jesteś z Warszawy" - Wersja do druku

+- Forum (https://forum.onepiecenakama.pl)
+-- Dział: Restauracja Baratie (https://forum.onepiecenakama.pl/forumdisplay.php?fid=21)
+--- Dział: Inne (https://forum.onepiecenakama.pl/forumdisplay.php?fid=110)
+--- Wątek: Tabliczka w nadmorskich kurortach: "Nie chcę wiedzieć, że jesteś z Warszawy" (/showthread.php?tid=4729)

Strony: 1 2


Tabliczka w nadmorskich kurortach: "Nie chcę wiedzieć, że jesteś z Warszawy" - Komimasa - 07.08.2018

Natknąłem się na to dzisiaj w necie i wydawało mi się na tyle oderwane od rzeczywistości, że aż musiałem o tym napisać. Sprawa tyczy głównie półwyspu helskiego, gdzie towary osiągają zawrotne ceny.

Wpierw króciutkie wyjaśnienie o co z tym biega. Chodzi o pieniądze, a dokładniej o Warszawiaków, którzy uważają, że cena warszawska to maksymalna kwota, jaką za dany towar klient z tego miasta może zapłacić. Bo przecież Warszawa jest najdroższa i drożej być nie może.

I tak oto pojawia się sytuacja, gdy w nadmorskim kurorcie sprzedawca życzy sobie 7zł za 0,5l wody. Zdzierstwo, ale każdy klient ma prawo przecież nie nabyć towaru, nikt go do tego nie zmusza, a sezon rządzi się swoimi prawami. Tymczasem klienci z Warszawy zdają się tego nie rozumieć. Jedna kobieta mówi, że może zapłacić maksymalnie warszawską cenę, to jest 5zł i weź z taką tu dojdź do porozumienia.
I to jest jedna z rzeczy, która najbardziej mnie zaciekawiła w tym kuriozalnym zjawisku. Ten fakt podawania "Warszawskiej ceny" jakby miała być to jakaś wytyczna.

Co też jest ciekawe, klienci ponoć mają zwyczaj zaczynać rozmowę "dzień dobry, jestem z Warszawy" także się przy tym wywyższając. Wiem, jaki mit pokutuje o warszawiakach, znam parę osób stamtąd i można z nimi konie kraść, więc tym bardziej zdziwiło mnie, że to zjawisko w nadmorskich kurortach jest tak rozpowszechnione.

Zabawną sytuacja o której przeczytałem, zdarzyła się ponoć w pączkarni. Gdzie klient oburzał się, że mimo iż za 30 minut miały być, to jakoś nie ma tych jego pączków z wiśnią. I choć sprzedawczyni oferowała inne pączki gratis, tamten pozostawał niewzruszony i oczywiście padło też porównanie cen z tymi warszawskimi.

I teraz jestem ciekaw, czy ktoś z Was spotkał się z tym zjawiskiem na żywo. Czy faktycznie widział ktoś tabliczkę "nie chcemy wiedzieć, że jesteś z Warszawy", które to ponoć można zobaczyć we Władysławowie czy Jastarnii. A może jacyś znajomi słyszeli podobną historyjkę?

Wprawdzie sprzedawcy tłumaczą się, że ceny muszą być wysokie, bo w kilka miechów trzeba odbić sobie za cały rok, no ale dla mnie to jest pic na wodę, bo nikt mi nie wmówi, że koleś sprzedaje dajmy na to lalki czy wodę tylko w sezonie, a poza już nie.


RE: Tabliczka w nadmorskich kurortach: "Nie chcę wiedzieć, że jesteś z Warszawy" - Chlor - 07.08.2018

Lalki czy wodę poza sezonem może sobie sprzedawać, tylko że w Jastarni wtedy nikogo nie ma, kto mógłby je kupić. Turystyczne miejscowości tak działają, w sezonie tłumy i masa pracy a zimą pustka i nie za bardzo jest co robić. Więc ten argument z "odbijaniem sobie" jest jak najbardziej sensowny.

Co do podawania na wstępie "jestem z Warszawy" nigdy się z tym jeszcze nie spotkałam, ale nie jestem sprzedawcą, więc nie wiem jak to jest Smile tabliczek też nie widziałam, oprócz zdjęcia w internecie, które podobno pochodziło z Sopotu. A prawda jest taka, że w Warszawie jedzenie jest droższe, więc też rozumiem, że ludzie z Warszawy się dziwią, że gdzieś może być jeszcze drożej. Aż dziwne że na stacjach benzynowych się nie czepiają d:


RE: Tabliczka w nadmorskich kurortach: "Nie chcę wiedzieć, że jesteś z Warszawy" - Szczery - 08.08.2018

Ja tylko pamiętam jak Xaton i Nami będąc we Wrocławiu zaczęli kilka razy zdanie od "U nas w Warszawie..." ale to chyba jajca wtedy były, już nie pamiętam ;P
A co do cen to mi się nieśmiertelny KMN przypomina:

- Wiktor, przestań, oni w wakacje muszą zarobić na cały rok!
- Tak, ale ja nie haruję cały rok po to, aby wszystko przepieprzyć w wakacje!

I tak szczerze, gdy zaczynam się nad tym zastanawiać serio... To trochę to jest dziwne. Dawanie sprzedawcy przywileju wyznaczania drastycznie drogiej ceny dlatego, że w inne miesiące interes mu nie idzie. A to jest chyba tak trochę... Jego problem? Taką wybrał branżę, sezonową, i czemu właściwie wszyscy inni mają mu do tego dopłacać? I teraz z reguły mam skojarzenie jak z tymi kelnerkami i słynnym "ah-ah, I don't tip" pana Różowego...



Na dobrą sprawę, mogłoby to mieć zastosowanie i w tym przypadku...


RE: Tabliczka w nadmorskich kurortach: "Nie chcę wiedzieć, że jesteś z Warszawy" - xaton - 08.08.2018

No ale o co chodzi. Klient ma prawo się oburzyć, że ceny są wyższe niż w Warszawie. Ma prawo się oburzyć i nie kupić. Tak samo jak sprzedawca ma prawo sprzedawać bułki po 10 ziko. Zawsze można się przejść i znaleźć taniej. Ja mam pod blokiem biedrę ale idę te 500m dalej bo imo w lidlu jest trochę taniej.

A Ci kurortowi sprzedawcy to są często niezłe numery. Raz pojechaliśmy do Czerska, szliśmy drogą i nas wychaczył z 200 metrów, macha do nas, gospodarz karczmy byśmy do niego przyszli. Wchodzimy, miła gadka, daje nam pierogi za free. "-Chcecie coś do picia dokupić? -Nie, dzięki -No jak już dostaliście szamę za darmo to chociaż coś do picia weźcie". Butelka sprita 15 zikoTongue. No ale załóżmy, że wyszliśmy na tym na równo.


RE: Tabliczka w nadmorskich kurortach: "Nie chcę wiedzieć, że jesteś z Warszawy" - Komimasa - 08.08.2018

No niby na równo, ale pewnie w ogóle byście nie zajrzeli jakby takie numeru nie odwinął. Ech niektórzy to są bezczelni już naprawdę...

PS Też często mi się przypomina gadka różowegoxd


RE: Tabliczka w nadmorskich kurortach: "Nie chcę wiedzieć, że jesteś z Warszawy" - Imithe - 08.08.2018

Mi się wydaje, że to taki standard, nic nowego. Nie ma co mówić "Warszawiaki to są tacy". Zawsze się znajdzie jeden czy drugi burak. Przecież źle by wyglądał nagłówek tyczący uprzejmości, czy bycia miłym. Równie dobrze, ludzie z każdego większego miasta mogą "jako miastowi" uważać swoją wyższość i mówić, że w takiej wiosce to strasznie drogo. Bydło, buractwo znajdzie się wszędzie.
Oczywiście sprzedawcy sezonowi też nie są święci, bo niektórzy przeginają.
Przykład Xatona, przypomina mi o formach manipulacji. Ktoś czyni mały gest, by osoba "chcąca odpłacić się" zazwyczaj uczyniła większy. Nie pamiętam jak to się nazywa^^

Szczery napisał(a):I tak szczerze, gdy zaczynam się nad tym zastanawiać serio... To trochę to jest dziwne. Dawanie sprzedawcy przywileju wyznaczania drastycznie drogiej ceny dlatego, że w inne miesiące interes mu nie idzie.

Jak tak o tym czytam to do głowy mi przychodzą kelnerzy i dostawcy jedzenia. Z jakiej racji jakiś zawód ma być wspierany przez napiwki jeszcze pewnie nieopodatkowane? Ja rozumiem jeszcze jak facet da dziewczynie ( ew dziewczyna dziewczynie, facet facetowi) bo mu się podoba, albo obsługa fajna, albo ma dobry dzień. Nie, to jest wymóg jak tak się nie zrobi to przecież jakiś gbur... Co mnie wręcz niepokoi to fakt, że te "napiwki" przeniknęły do innych zawodów. Gdzie jest granica ja się pytam. Może za wszystkie usługi niech będą napiwki. Tylko czemu w sklepie nie wymagają za to, że spakują do siatki? ( to jest, wydaje mi się "ukryty napiwek) kupisz reklamówkę to ci ładnie zapakują).
Taka tam dygresja^^

Xaton napisał(a):Tak samo jak sprzedawca ma prawo sprzedawać bułki po 10 ziko.

Być może się mylę, ale z tego co się orientuję można powołać się na jakiś ustęp, który mówi, że sprzedawca nie może sprzedawać czegoś po nieuzasadnionej wygórowanej cenie. Nie pamiętam, może ktoś wie więcej.


RE: Tabliczka w nadmorskich kurortach: "Nie chcę wiedzieć, że jesteś z Warszawy&q... - Komimasa - 08.08.2018

Cytat:Równie dobrze, ludzie z każdego większego miasta mogą "jako miastowi" uważać swoją wyższość i mówić, że w takiej wiosce to strasznie drogo. Bydło, buractwo znajdzie się wszędzie.

Ano widzisz niekoniecznie. Bo porównują zachodnie wybrzeże i tam nikt nie rozpoczyna rozmowy od "dzień dobry, jestem z Poznania", a jak sama mówisz by mógł.
Mnie się wydaje, że bardzo powszechne to zjawisko nie jest, ale coś na rzeczy z pewnością jest.


RE: Tabliczka w nadmorskich kurortach: "Nie chcę wiedzieć, że jesteś z Warszawy" - Nami - 08.08.2018

Ja tam się wiele razy spotkałam jak ktoś mówił "wie pani, bo ja to z Krakowa/Gdańska/Sopotu (wstaw dowolne miasto". A to że ktoś z Warszawy to też słyszałam, choć z rzeczywistością mało to miało wspólnego.

Co do istnienia takich tabliczek, to wątpię. Ja jako osoba z Warszawy od razu bym ominęła takie miejsce i nawet grosza nie dała, bo to jest niemiłe po prostu. Zaczyna być to drazniace że traktują cię inaczej tylko dlatego, że akurat w takim mieście się urodziłeś. Swoją drogą wątpię by osoba urodzona w danym mieście (jakimkolwiek) mówiła z wyższością, że z niego pochodzi. Tyle lat żyje się w tym mieście że staje się dla ciebie codziennością, a nie jakimś rarytasem.


RE: Tabliczka w nadmorskich kurortach: "Nie chcę wiedzieć, że jesteś z Warszawy" - Szczery - 08.08.2018

Imi, nie wiem czy z tymi napiwkami to aż taka znowu dygresja, w końcu sam dałem filmik właśnie na ten temat xP

Nami, nie wiem czy w tym przypadku to jest "traktowanie inaczej tylko dlatego że urodził się w Warszawie", bo szpila w postaci tej tabliczki jest nie tyle w Warszawiaków jako takich, co tych co się muszą tym na siłę przechwalać - więc jak ktoś się urodził w Warszawie ale nie robi z tego wielkiej sprawy, to taka tabliczka nie ma zastosowania, choć istotnie nie zdziwię się żadnemu Warszawiakowi, którego ona odstraszy. Ale też nie wydaje mi się, żeby Warszawiacy jakoś mieli się na tym tle wyróżniać, pewnie tak jak mówisz, wielu tak nie wiadomo po co próbuje podkreślić swoje pochodzenie, z różnych stron Polski.


RE: Tabliczka w nadmorskich kurortach: "Nie chcę wiedzieć, że jesteś z Warszawy" - Nami - 09.08.2018

Ale tabliczka ewidentnie odnosi się do osób z Warszawy, co np dla mnie jest niemiłe. Czyli co, inni mogą powiedzieć skąd są, ale jak z Wawy to mają przemilczeć? To tylko gdybanie, bo naprawdę wątpię by na serio to było. W Sopocie byłam i nie widziałam. Ale może to w jakimś konkretnym miejscu i po prostu tam nie dotarłam. Tak czy siak lekko strzał w kolano dla sprzedawcy. Tak mi się wydaje. No i naprawdę nie rozumiem co za różnica kto skąd jest :|