Aktualny czas: 26.11.2020, 06:00 Witaj! (LogowanieRejestracja)

Nowy Porządek
Autor Wiadomość
Redrey Offline
Yonkou
Pirat

*
Liczba postów: 2,282
Dołączył: 26.03.2009
Skąd:
Post: #1
Nowy Porządek
Witam, niektórzy już pewnie czytali, inni nie. W każdym razie zapraszam do lektury. Od razu uprzedzam że pierwszy rozdział jest trochę słaby, ale dalej jest już lepiej. No i wreszcie wymyśliłem tytuł xD. Czytajcie i komentujcie.

UWAGA! Fanfik może zawierać spoilery z mang One Piece, Naruto i Bleach. Przedział wiekowy to 16+, ze względu na momentami brutalne sceny.

Rozdział Pierwszy

Cała załoga Słomianych Kapeluszy w świetnych humorach, po bardzo długiej imprezie wreszcie postanowiła opuścić Thriller Bark. Wcale nie było im śpieszno, bo czas spędzony wspólnie z Lolą i jej załogą był naprawdę przedni. Jednak kiedyś trzeba było opuścić te straszne miejsce. Załoga powoli zaczęła się zbierać na Sunny, właściwie byli już wszyscy oprócz Luffy?ego. Zdenerwowana Nami już chciała udać się na poszukiwanie kapitana, bo myślała że ten się zgubił, ale załoga ją powstrzymała. Już po chwili wszyscy ujrzeli ledwo co unoszącego swój ogromny brzuch Luffy?ego. Nami od razu wyskoczyła z wrzaskiem:
- Gdzieś Ty był imbecylu, już miałam iść Cię szukać! ? Wyskoczyła oburzona, przy okazji wymierzając mu kokosa w czaszkę.
- Po imprezie zostało dużo mięsa, musiałem zjeść przecież to nie mogło się zmarnować. ? Powiedział Luffy z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Idiota! ? Krzyknęła chórem załoga. Na co Luffy zareagował śmiechem. Nami wymierzyła kolejny cios, bo nie mogła znieść głupoty kapitana, ale po chwili uspokojona rzekła:
- Czas ruszać załogo! Chopper idź za ster, Zoro i Sanji rozwińcie żagle. Przygotować się do odpłynięcia!
- Tak jest! ? Odpowiedzieli wszyscy.
Już po chwili Sunny w całej swej okazałości zaczął się powoli oddalać od tego przerażającego miejsca. Załoga pomachała ze statku Loli i jej kompanom, po czym zwrócili się ku kolejnej przygodzie.
Minął dzień, załoga zbudziła się we wspaniałych humorach, byli szczęśliwi że skończyło się już piekło, które zafundowali im Moria i Kuma. Sanji jak zwykle od rana siedział w kuchni przyrządzając niesamowite pyszności dla załogi, szczególnie przykładał się do potraw, które były przeznaczone dla Robin i Nami. Nagle drzwi od kuchni otworzyły się z ogromnym hukiem, a w drzwiach stanął Luffy krzycząc:
- Sanji, żarcie!!!
- Czy Ty nigdy nie możesz poczekać? Zawsze to samo ? westchnął. Kucharz dał mu trochę mięsa żeby go czymś zająć i mieć czas na dokończenie przysmaków.
Po chwili cała załoga zeszła się na śniadanie. Wszyscy zajęli miejsca przy stole, a Sanji serwował im pyszności, zaczynając od pań, ignorując przy tym protestujących Luffy?ego i Usoppa. Śniadanie przebiegło w tak jak zawsze, czyli się w miłej atmosferze. Nie mogło się obejść bez paru szczegółów, takich jak kłótnie Sanjego i Zoro, Luffy?ego kradnącego wszystkim jedzenie, czy tradycyjnego pytania o majteczki, ale dla załogi był to przecież chleb powszedni.
Po śniadaniu załoga przeszła do codziennych zajęć. Luffy i Usopp łowili ryby, Chopper chciał zabrać się za produkcję lekarstw i Rumble Balli, ale gdy zobaczył że Zoro zamierza trenować to wziął stos bandaży i ruszył za nim w pogoń. Robin jak zwykle odpłynęła z jakąś lekturą, Franky pracował nad najnowszymi wynalazkami, Sanji robił przegląd spiżarni, Brook spacerował sobie po statku od czasu do czasu przygrywając jakąś melodię, a Nami zamknęła się w swoim gabinecie i ciężko pracowała rysując coraz to lepsze mapy. Dzień mijał spokojnie aż w pewnym momencie niebo zaczęło przybierać różne kolory, początkowo było niebieskie jak zawsze, lecz po chwili zaczęło bardzo szybko zmieniać barwy, co chwilę było innego koloru . Luffy zaintrygowany tym zjawiskiem zawołał całą załogę. Wszyscy natychmiast się zbiegli i zaczęli się przyglądać. W pewnym momencie niebo stało się całe czarne, zakryło nawet słońce. Całą załoga zamarła, nawet Luffy czuł się w tym momencie nieswojo. Usopp i Chopper gdy zobaczyli co się dzieje, zaczęli panikować i krzyczeć do przyjaciół, których już ledwo co widzieli:
- Musimy zawrócić!!! Zginiemy tu!!! Chyba mam chorobę nie mogę płynąć w tę stronę.
Reszta załogi była tak przerażona że nawet nie słyszeli trzęsących się ze strachu towarzyszy.
Brook w myślach bardzo posmutniał. Przecież tak nie dawno odzyskał cień, nie mógł znieść myśli że znów nie będzie mógł oglądać słońca.
Po chwili nastąpiło trzęsienie ziemi, ale słomiani mimo iż byli na morzu dobrze wiedzieli co się dzieje. Woda wokół nich rozpoczęła szaleńczy taniec, wielkie fale uderzały o ich statek i stopniowo zalewały pokład. Załoga próbowała wylewać wodę z pokładu, ale to działo się zbyt szybko, wszyscy czuli że w każdej chwili może nastąpić koniec, lecz machali wiadrami ile tylko mieli sił, bo nie mogli znieść myśli że zostaną pokonani przez żywioł. Po chwili ku zdziwieniu wszystkich zjawisko zaczęło ustępować. Niebo znów mieniło się wszystkimi znanymi im kolorami, wody wokół nich się uspokoiły, załoga zdążyła usunąć całą wodę z pokładu i zaczęli obserwować czekając na to co się wydarzy. W duchu wciąż byli przygotowani że sytuacja znów może się powtórzyć. Po chwili Robin powiedziała:
- Wiem że Grand Line to morze na którym zdarza się wiele dziwnych zjawisk, ale z takim czymś nigdy się nie zetknęłam, nawet w żadnej książce nie było opisu czegoś takiego. ? Na jej twarzy pojawiły się krople potu. Zauważywszy to Sanji krzyknął:
- Nie bój się Robin-chwan obronię Cię! ? Przy tym jego oczy zamieniły się w wielkie serca.
Nami zareagowała natychmiast ustawiając Sanjego do pionu lewym sierpowym.
- To nie czas na wygłupy, musimy się dowiedzieć co to jest. ? Powiedziała.
W tym momencie niebo nagle wróciło do stanu w jakim zawsze mieli okazje je podziwiać. Jednak nie wszystko było w porządku, na niebie były dwie czarne dziury. Załoga wpatrywała się w kolejne dziwne zjawisko. Nagle z jednej z dziur wypadła jakaś postać, krzyczała niemiłosiernie, ale nic się nie dało zrozumieć. Luffy chciał wyciągnąć rękę, aby uratować tę osobę, jednak byli zbyt daleko. Kapitan natychmiast rozkazał ruszyć w tamtą stronę. Franky już biegł do steru, gdy nagle usłyszał dziwny dźwięk, odwrócił się i ujrzał jak wielki czerwony promień dosłownie rozdziera przestrzeń przed nimi. Cała załoga momentalnie zamarła, wszyscy wiedzieli że z tamtego człowieka nic nie zostało. Zoro jak odruchowo rozciął gigantyczne tsunami kierujące się w ich stronę. Załoga nie wiedziała co ma robić. Usopp trząsł się jak nigdy, wyglądał tak jakby zjadł Galaretka Galaretka no mi. Chopper płakał ze strachu. Reszta załogi czuła się winna, że nie zdążyli pomóc, Luffy wrzeszczał na siebie w duchu, że może gdyby byli bliżej dali by radę uratować tę osobę. Był wściekły, że nie spróbował chociaż wyciągnąć ręki. W tym momencie pierwszy wir się zamknął. Został jeszcze jeden wir. Luffy spodziewając się po drugim wirze czegoś podobnego od razu powiedział:
- Musimy podpłynąć do tego jak najbliżej. ? Powiedział bardzo pewnym głosem.
- A-a-ale L-l-luffy. ? Wykrztusił sparaliżowany ze strachu Usopp.
- Bez dyskusji, nie pozwolę żeby w mojej obecności zginął ktoś jeszcze.
Cała załoga przytaknęła jego słowom i obrali kurs na nie zamkniętą jeszcze otchłań. Gdy podpłynęli bliżej Nami zauważyła że obiekt ten nie wywiera żadnego wpływu na otoczenie, mimo iż patrząc na to z daleka odnosi się takie wrażenie.
- Wpłyńmy pod to ? powiedziała Nami.
- Chyba oszalałaś! ? Krzyknęli razem Usopp i Chopper.
Nami spojrzała na nich ze śmiercią w oczach.
- Straszna ? powiedział Chopper, kryjąc się przy tym za nogami Robin, jak zwykle złą stroną.
- Tak, przerażająca ? przytaknął Usopp.
- Widzicie ten wir nie reaguje w żaden sposób z otoczeniem, myślę że można by od spodu zobaczyć co w nim jest. ? Kontynuowała Nami.
- A co jeśli to pułapka i to coś chce nas wciągnąć i strawić w tych ogromnych czerwonych promieniach. ? Odrzekł z zaniepokojeniem Franky.
- O tym nie pomyślałam.
- Płyniemy tam! ? Krzyknął Luffy wcinając się w rozmowę.
- Muszę się dowiedzieć co zabiło tą osobę i koniecznie temu czemuś skopać dupsko!
W tym momencie załoga wiedziała że już nic nie powstrzyma ich kapitana od wpłynięcia pod dziwne zjawisko. Sunny zaczął bardzo powoli i ostrożnie wpływać pod wir, a Luffy kipiący ze wściekłości cały czas spoglądał w jego wnętrze. W końcu znaleźli się pod czarną otchłanią i faktycznie nic się nie działo. Wszyscy spojrzeli w głąb czarnego kręcącego się obiektu, ale nie mogli tam dostrzec niczego poza bezkresną ciemną otchłanią.
- Wygląda na to że nic tam nie ma ? powiedział Brook z wyraźną ulgą w głosie.
- Miejmy się na baczności, bo gdy pojawi się tam coś czerwonego, to będziemy musieli szybko uciekać. ? Przestrzegłł załogę Sanji.
- Racja. Franky przygotuj Coup De Burst, musimy być w każdej chwili gotowi. ? powiedziała nawigatorka.
-Tak jest! ? Odrzekł cyborg i natychmiast pobiegł poczynić potrzebne przygotowania.
Luffy nadal był jak w transie. Krew gotowała się w nim, tak bardzo chciał ukarać sprawcę poprzedniego czynu.
- Patrzcie! Nie wydaje wam się że w tej dziurze coś jakby się porusza? ? Zapytał reszty Zoro.
- Faktycznie coś w tej dziurze się do nas zbliża. ? Zauważył Chopper.
- Uciekajmy, wszyscy zginiemy! To coś nas zabije tak jak zrobiło to za tamtym! ? Wrzeszczał spanikowany Usopp. Lekarz, gdy tylko zobaczył reakcję snajpera, zaczął czynić to samo.
Reszta załogi również była wystraszona, lecz ukrywali to jak zawsze w takich sytuacjach. To coś było już blisko ujścia dziury. Nami nie mogła czekać dłużej, od razu krzyknęła:
- Faranky, Coup....
- STÓJ!!! ? Wrzasnął wyrwany z transu kapitan.
- Ale Luffy widziałeś co się stało z tamtą osobą, jeśli zostaniemy tu choć chwilę dłużej...
- Zostajemy! Nie ma mowy bym teraz odpłynął!
Cała załoga była zaszokowana decyzją kapitana, tylko Zoro słysząc to uśmiechnął się szyderczo i kciukiem lekko wysunął miecz z pochwy. Nami czuła się odpowiedzialna za załogę że postanowiła sprzeciwić się kapitanowi i popadając w skrajne przerażenie, zaczęła błagać Frankiego aby odpalił Coup de Burst.
Luffy spojrzał Franky?emu w oczy:
- Jeśli, to zrobisz przestane być piratem...


Rozdział Drugi

Załoga odczuła powagę sytuacji, więc postanowili zaufać kapitanowi. Luffy nerwowo czekał aż ujrzy postać kryjącą się w dziurze. Nagle wszyscy dostrzegli kontury człowieka, wydawało się jakby zatrzymał się nad nimi i lewitując obserwował ich poczynania.
- Wyłaź tu, skopie Ci dupsko!!! ? wrzasnął wściekły nie na żarty Luffy.
Osoba znajdująca się ponad nimi, nagle wycofała się i bardzo szybko zniknęła w ciemnościach przerażającej otchłani. Słomiany Kapelusz nie wytrzymał.
- Gomu Gomu no Pistolet! ? Jego ręka natychmiast rozciągnęła się do granic możliwości i pomknęła w stronę wiru. Tym razem nie było dla niego ograniczeń, mimo że dziura była wysoko wiedział, iż musi jej dosięgnąć. Już po chwili jego ręka znalazła się u celu i ciemność pochłonęła jego pięść. Kapitan poczuł przeszywające go zimno bijące od wstrzelonej ku górze ręki, przypomniał sobie walkę z admirałem Ao Kijim i pomyślał że to bardzo podobne uczucie. Po chwili stwierdził że jego ręka już więcej nie może się rozciągnąć, więc ku swojemu niezadowoleniu zdecydował się ją zawrócić. Nagle Luffy z głupim uśmiechem na twarzy zwrócił się do swoich kompanów :
- Mam mały problem, niby to takie nic, ale nie mogę wycofać mojej dłoni i jeśli tak dalej pójdzie to naciągnięta guma pociągnie mnie w stronę dziury.
Nogi Luffy?ego oderwały się od pokładu. Cała załoga rzuciła się aby ratować człowieka, któremu powierzyli swoje życia. Zoro zdołał złapać kapitana za nogę, Franky będąc tuż za szermierzem chwycił go by wspólnymi siłami zapobiec utracie przyjaciela. Sanji chciał złapać cyborga i wspomóc kamratów, lecz nie zdążył, gdyż siła naciągniętej gumy w tym samym momencie dała swój upust, wystrzeliwując wszystkich trzech w kierunku czarnej dziury. Reszta mogła już tylko patrzeć jak ich towarzysze znikają w ciemności. Wir się zamknął.

***

Gdzieś w oddali dwie tajemnicze postacie prowadziły rozmowę:
- Witaj. Mam dla Ciebie wspaniałe wieści.
- Mów.
- Ostatni test zakończył się pełnym sukcesem, myślę że możemy zacząć wcielać nasz plan w życie.
- Tyle na to czekaliśmy, nareszcie zaprowadzimy nowy porządek. Przekaż reszcie, aby za godzinę stawili się u mnie, musimy zacząć przygotowania do pierwszej fazy naszego planu.
Nagle do miejsca, w którym się znajdują wbiegła trzecia postać krzycząc:
- Złe wieści, wykryto trzy niezidentyfikowane postacie, żadna z nich nie jest Guardianem.
- Cholera, kto to może być i jak oni się tam dostali? Może system nadal nie działa poprawnie? Nieważne, testowaliśmy działanie w strefie pierwszej, więc na pewno pochodzą stamtąd. Natychmiast rozesłać ich do stref drugiej, trzeciej i czwartej. Pod żadnym pozorem nie mogą się do wiedzieć w czym uczestniczą!
-Tak jest!

***

Cyborg powoli otworzył oczy. Wokół spowijała go ciemność i mrok, był w stanie widzieć zaledwie na pięć metrów przed siebie. Było tak strasznie zimno, że nie czuł już palców u rąk i nóg, a jego ciałem miotały dreszcze spowodowane niską temperaturą. Nagle, ku swojemu zdziwieniu stwierdził że nie ma gruntu pod stopami, myślał że zacznie spadać i czarna głębia pochłonie go doszczętnie. Tak się jednak nie stało, unosił się w nieznanej, tajemniczej i ciemnej przestrzeni. Poczuł ogromny strach, gdy spostrzegł że nie ma przy nim jego kompanów. Natychmiast krzyknął:
- Luffy, Zoro, gdzie jesteście!?
Jedyne co usłyszał to przeraźliwe echo rozchodzące się z wydźwiękiem po miejscu spowitym ciemnością.
W pewnym momencie poczuł że ma coś w ustach, zaraz potem że nie może oddychać. Wpadł w panikę, gdy stwierdził że to otaczająca go ciemność wdziera się do jego ciała z każdej strony. Franky miał coraz mniej powietrza, nie wiedział co ma robić, do tego czuł straszliwy dotąd mu nie znany ból głowy. Miał wrażenie jakby oślizły język ciemności zlizywał szare komórki z jego mózgu. Nie mógł tego dużej znieść, ból stał się tak przerażający, że większość żyłek w jego oczach popękała, a on sam zaczął wrzeszczeć jak opętany. Otoczenie było głuche na nieziemskie cierpienia cieśli, a torturę potęgował jeszcze krzyk odbijany przez echo. Zaczął modlić, się aby koszmar jak najszybciej się zakończył, jego mózg był już spowity przez ciemność i czuł na nim taki nacisk że był pewien że jeszcze chwila, a wytryśnie on przez wszystkie otwory na jego twarzy. Białka jego oczu stały się już w całości czerwone, a on pragnął tylko końca tej straszliwej męczarni.
- Franky!!!
Cyborg usłyszał nagle głos swojego kapitana przedzierający się przez gęstwiny ciemności.
Momentalnie mnóstwo myśli zaczęło pchać się do jego głowy. W jednej chwili zobaczył całe swoje życie, i uświadomił sobie jak bardzo się ono zmieniło, odkąd zdecydował się wieść żywot pirata. Siła woli nakazała mu walkę, przecież jest jednym ze Słomianych Kapeluszy.
- Franky!!!
- Franky!!!
Coraz wyraźniej słyszał głos Luffy?ego. Pod wpływem impulsu zachłysnął się głęboko powietrzem zmieszanym z pochłaniającą go ciemnością i krzyknął:
- Fresh Fire!
Ogromny podmuch ognia został wyrzucony z jego ciała wraz z bliską zniszczenia cyborga ciemnością. Poczuł niesamowitą ulgę, położył ręce na kolanach i zaciągał się powietrzem, w taki sposób, jakby robił to po raz pierwszy. Gdy wreszcie otrząsnął się z tego co przed chwilą się działo, przypomniał sobie że słyszał swojego kapitana, więc pomyślał że zacznie go szukać. Spojrzał przed siebie i zobaczył parę oczy wytrzeszczonych w jego stronę, należały one do postaci, której ciało było w całości było czarne. Strach sprzed chwili wrócił, był świadom że na potężny podmuch ognia, który go wyzwolił przeznaczył całą butelkę coli. Wiedział, że istnieje duże prawdopodobieństwo, iż ciemność próbująca go pożreć jeszcze przed chwilą jest sterowana przez kruczoczarną postać znajdującą się naprzeciw niego.
- Bez walki nie zginę !!! ? krzyknął cieśla i rzucił się do ataku
- Strong Hammer!
Metalowa pięść wbiła się w twarz lewitującej przed nim postaci.
- Co Ty wyprawiasz idioto!? Tyle Cie szukałem w tych ciemnościach i tak mnie witasz? ? powiedział Luffy otrzepując się z sadzy, która pozostała na nim po bezpośrednim przyjęciu na siebie ognistego ataku cyborga.
- To Ty!? Nie trzeba było się tak maskować
- Nie maskowałem się, tylko przypaliłeś mnie trochę, szczęście że zdążyłem w porę zdjąć mój skarb z głowy. ? odrzekł śmiejąc się Luffy.
- Cieszę się że nie jestem tu sam, zatańczmy mój taniec radości.
- Ął, ę, oł, Suuuupaaaaa!!! ? krzyknęli razem łącząc ręce w górze.
- Zaraz, a gdzie jest Zoro? Przecież ja wpadłem tu za nim. ? Spytał, cieśla przypominając sobie o tym małym szczególe
- Serio? Głodny jestem, Sanji!!!
- Nie rżnij głupa, może najpierw poszukamy Zoro, a później pomyślimy jak wrócić na statek i najeść się do syta.
- Będzie jedzenie? Zoro gdzie jesteś!? ? Luffy od razu rozpoczął intensywne poszukiwania.
- Ech, tylko żarcie mu w głowie.
Razem zaczęli przedzierać się przez gęstą ciemność, nawołując przy tym szermierza.
Czas mijał a po Zoro nie było ani śladu, zimno coraz bardziej dawało się we znaki. Na ich twarzach pojawił się szron przykrywając pierwsze oznaki zmęczenia. Nagle zmęczeni już nawoływaniem, usłyszeli bardzo podejrzane odgłosy.
- Co to za dźwięk? Czyżby w pobliżu czaiła się jakaś bestia? ? powiedział trochę zaniepokojony tym faktem Franky.
- To nie to, to coś o wiele straszniejszego. To chrapanie Zoro.
Gdyby w otchłani, w której się znajdowali była podłoga, Cieśla z pewnością upadł by na nią twarzą z wrażenia.
Ruszyli w kierunku chrapania, a ich oczom powoli ukazywała się sylwetka szermierza.
Wreszcie byli przy nim, Luffy brutalnie potraktował bańkę wystającą z nosa zielonowłosego, a ten przy jej pęknięciu natychmiast się zbudził.
- Co jest? Czemu mnie budzicie? Zaraz gdzie ja do cholery jestem? Czemu tu jest tak ciemno? - pytał bez przerwy zaspany szermierz z grymasem na twarzy.
- Jak zwykle najważniejsze prześpi. ? powiedział Franky z uśmiechem na twarzy.
Luffy skomentował to śmiechem.
W komplecie czuli się znacznie pewniej.
- Dobra, nie interesuje mnie gdzie jesteśmy, ale wynośmy się stąd i wracajmy na statek. ? odrzekł poirytowany sytuacją Zoro.
- Bardzo chętnie, ale błąkaliśmy się tu trochę i żadnego wyjścia nie zauważyliśmy. ?dorzucił cyborg.
Niespodziewanie niesamowite światło przeszyło ciemność w której się znajdowali. Ich oczy zaczęły łzawić, od jasności, szczególny problem miał z tym cieśla, którego zmysł nie był w najlepszym stanie.
Gdy ich wzrok przywykł nieco do aktualnych warunków, spostrzegli wiry, wyglądające identycznie jak te, które widzieli będąc jeszcze na Sunnym, z tą różnicą że tym razem biła od nich jasność.
- W który uderzyć tym razem? ? zapytał Luffy z szerokim uśmiechem na twarzy.
- W żaden! ? krzyknął spanikowany szermierz, łapiąc przy tym kapitana aby uniemożliwić mu ruch.
- Musimy się zastanowić, który doprowadzi nas tam skąd przyszliśmy. ? dodał Franky.
- Obiecuje że nie będę atakował, puść mnie Zoro. ? mówił Luffy. Zoro wypuścił kapitana i powiedział:
- Musimy iść tam! ? Palcem wskazywał na jeden z wirów.
- To jest zły pomysł. Jeśli Ty go wskazałeś, to z twoją orientacją w terenie możemy być pewni że to na pewno nie tam. ? powiedział cyborg z drwiną w głosie.
Nagle wszyscy trzej poczuli silny uścisk na sobie. Każdy został silnie pochwycony i unieruchomiony przez jakąś postać. W jednej chwili wszyscy trzej wraz z pochwyconymi piratami zniknęły, każdy w innym wirze.

***

Ludzie powychodzili z domów na ulice i wpatrywali się w wielką czarną dziurę na niebie.
Nagle jakiś obiekt z ogromną prędkością wyłonił się z wiru i z impetem uderzył o ziemię niszcząc jeden z pobliskich budynków. Portal się zamknął. Zoro pozbierał się i spojrzał na tego, który zapewnił mu tę wycieczkę. Stał przed nim wysoki mężczyzna o fioletowej skórze, jego ręce były wytatuowane przeróżnymi wzorami. Miał długie czarne włosy sięgające aż do łopatek, był odziany jedynie w postrzępione brązowe spodnie sięgające mu do kolan. W rękach trzymał dwa potężne zagięte w górę ostrza. Na klatce piersiowej posiadał ogromną bliznę, widać było że nie jest nowicjuszem w dziedzinie walki. Jego twarz, o niezwykle nieprzyjemnym wyrazie, była koścista, zaś oczy nie miały źrenic, z uniesionych powiek było widać tylko dwie czarne kule.
- Kim jesteś i czego chcesz? - zapytał Zoro.
Postać milczała, spoglądając w jego stronę swoimi czarnymi jak smoła ślepiami. Zoro był w każdej chwili gotów rozpocząć walkę, rzucił jeszcze okiem po zebranych wokół gapiach, bo nie chciał nikogo przypadkowo zranić, ku swojemu zdziwieniu stwierdził że większość z nich nie wygląda lepiej niż bestia stojąca przed nim.
Szermierz zaskoczony swoim odkryciem ledwo spostrzegł jak czarnooki znalazł się tuż przed nim, w ostatnim momencie zdołał chwycić swoje miecze w obie ręce i sparować dwa olbrzymie ostrza przeciwnika. Uderzenia były tak silne że zgrzyt stali dał się słyszeć w oddali. Stali zwarci dłuższą chwilę. Roronoa czuł się jakby czarne ślepia prześwietlały go na wylot. Zoro odrzucił przeciwnika i odskoczył aby zachować bezpieczną odległość. Już po pierwszym ataku zauważył że potwór atakuje bezmyślnie i na oślep. Zoro natychmiast przeszedł do kontrataku, podbiegł do przeciwnika, atakując dwoma mieczami jednocześnie. Nastąpiła bardzo gwałtowna wymiana ciosów. Bezimienna postać parowała wszystkie ataki, stal uderzała o siebie z niesamowitą prędkością i siłą, a jej oddźwięk powoli zaczął przerażać niektórych zebranych w pobliżu pola bitwy. Potwór wziął ogromny zamach i rozcinając powietrze, sprawił że cięcie poszybowało w pirata i uderzyło w niego z taką siłą, że mimo, iż zablokował cios, przeleciał przez trzy budynki z niesamowitą prędkością. Zoro pozbierał się z gruzu i splunął krwią na ziemie. Zmierzył idącego w jego stronę przeciwnika wzrokiem i schował Sandai Kitetsu do pochwy. Mocno ścisnął rękojeść Shuusui, ugiął kolana i z przerażającą szybkością pomknął w stronę potwora krzycząc:
- Shishi Sonson!
Już po chwili znalazł się za plecami przeciwnika chowając miecz do pochwy. Z demona wystrzeliła krew, jego lewa ręka wraz z częścią tułowia odpadła od ciała dzieląc tym samym serce na dwie części. Upadł na kolana, jego twarz skierowała się ku niebu. Nagle z oczu, ust, uszu i nosa, zaczęła wydostawać się ciemność ulatując ku górze. Zoro był bardzo zaskoczony tym widokiem, gdy mrok uleciał, bestia wyzionęła ducha i upadła w kałużę własnej krwi.
Szermierz chciał raz jeszcze zobaczyć, czarne oczy które napawały go takim przerażeniem. Odwrócił cało twarzą do góry i to co zobaczył przeraziło go jeszcze bardziej niż mroczny wzrok z przed chwili. Spojrzał martwemu przeciwnikowi w oczy, i zobaczył w nich jego potylice. Wnętrze jego czaszki było puste, nie było oczu mózgu, została sama czaszka. Szermierz otworzył usta i dostrzegł że te również są wyczyszczone nie było zębów, języka, a nawet podniebienia.
- Cholera z czym my mamy doczynienia. ? powiedział szermierz w myślach.
Zoro postanowił się zorientować w jakim miejscu mniej więcej się znajduje i ustalić ile zajmie mu dotarcie do reszty załogi. Podszedł więc do człowieka stojącego najbliżej i zapytał:
- Mógłbyś mi powiedzieć gdzie jestem?
- Hahaha. Jesteś w najgorszym miejscu do jakiego można było trafić czyli w Zaraki osiemdziesiątym okręgu Rukongai.

Rozdział Trzeci

Wszyscy stali bez ruchu, wpatrując się w błękitne niebo. Nad nimi nie było jednak już nic. Nie dotarło do nich jeszcze, że właśnie przed chwilą trzech kamratów zostało pochłoniętych przez ciemność.
- Luffy, Zoro, Franky... ? powiedziała Nami, po czym zakryła usta dłonią, a łzy pociekły po jej policzkach.
Sanji podszedł do niej i przytulił ją. Nawigatorka płakała w objęciach kucharza.
- Jak to się stało? Przecież nie mogli tak po prosu zginąć. ? mówiła dalej wylewając smutek na ramieniu towarzysza.
- Luffy i reszta na pewno nie umarli! Oni na pewno żyją musimy ich tylko poszukać. ? krzyknął Usopp.
- On może mieć rację. Sami na własne oczy widzieliśmy, że tamtą przestrzeń da się opuścić. ? odrzekła Robin, a reszta załogi spojrzała w jej stronę z nadzieją w oczach.
- Powinniśmy popłynąć na najbliższą wyspę, może znajdują się tam ludzie którzy będą wiedzieli coś więcej na ten temat. Mając jakieś informacje, moglibyśmy spróbować jakoś ich stamtąd wydostać. ? kontynuowała pani archeolog, która jako jedyna zachowała zimną krew. Na twarzach reszty powoli zaczął pojawiać się dawny uśmiech i nadzieja.
- Robin ma rację, nie możemy się poddać. Znajdziemy ich choćbyśmy mieli poświęcić na to resztę życia. ? orzekła wszystkim Nami ocierając łzy z przed chwili.
- Tak jest! ? cała załoga zerwała się z entuzjazmem.
Sunny obrał kurs na wyspę, którą w oddali dostrzegł Usopp. Słomiani Kapelusze znów byli pewni siebie jak nigdy, mimo że bez szermierza, cieśli i kapitana, ruszyli naprzód czując że nic ich nie powstrzyma.

***

Na purpurowym niebie otworzył się portal i dwie postacie wypadły z wielkim hukiem uderzając o ziemię.
Cyborg natychmiast się pozbierał i zrobił szybki przegląd okolicy. Jedyna rzeczą, którą dostrzegł był sporych rozmiarów budynek, wyglądający jak przerobiony kościół. Nagle poczuł uścisk na kostkach. Z pod ziemi wyłoniła się ogromna postać i rzuciła nim w pobliskie skały. Cieśla frontalnie zderzył się z twardą powierzchnią kamieni, jednak nie odniósł większych obrażeń dzięki częściowo metalowemu ciału. Wstał i spojrzał przeciwnikowi w oczy, pod powiekami olbrzyma znajdowały się dwie czarne kule. Franky skamieniał na ten widok. Przeciwnik był o dwie głowy wyższy od niego, był właścicielem bardzo potężnie zbudowanego ciała, jego wyrazista muskulatura już z daleka była wyraźnie widoczna. Twarz była bardzo zniekształcona wieloma przemieszczonymi kośćmi, zaś włosy miał długie do ramion, kręcone i bardzo postrzępione. Posiadał skórę koloru fioletowego i nosił na sobie jedynie długie do kostek podziurawione zielone spodnie. Czarnooki ruszył do ataku. Bardzo szybko podbiegł i uderzył potężną pięścią z całej siły w przeciwnika, jednak ten w porę odpowiedział:
-Strong Hammer!
Ziemia wokół zadrżała na skutek przytłaczającej siły ścierających się ze sobą potęg. Potwór natychmiast drugą ręką uderzył Franky?ego wybijając go wysoko w powietrze. Cyborg po krótkiej analizie umiejętności wroga stwierdził że jego głównym atrybutem jest tężyzna fizyczna i gdyby nie metal w jego ciele, to z pewnością był by teraz martwy. Pewien pomysł wpadł mu do głowy, lecz wiedział że po przygodzie w ciemnej otchłani zostały mu już tylko dwie butelki coli.
Cieśla spadając w dół wycelował w nieprzyjaciela i rozpoczął atak:
- Beans Left!
Stało się tak jak podejrzewał, kule wbiły się w ciało, ale nie były w stanie przejść grubej warstwy mięśni, spowodowały jedynie kilka strumyków krwi. W powietrzu czuć było atmosferę walki i wręcz wyciekającą z bestii nienawiść. Franky zdołał oddalić się na wystarczającą odległość. Potwór zawył i uderzył z całych sił w ziemię, która zaczęła gwałtownie pękać kierując się w stronę cyborga. Ten w porę zauważył atak i uskoczył i natychmiast ruszył w stronę podziurawionej postaci.
- Ouchi Finger!
Wyciągnął palec wskazujący i otworzył ogień. Strzelał cały czas powoli się zbliżając. Potwór ruszył w jego stronę. Franky wyczuł moment:
- Fresh Fire!
Trafił idealnie, przeciwnik został pochłonięty przez falę płomieni. Po przyjęciu tego ataku ledwo stał na nogach. Cyborg stanął przed nim i spokojnie wycelował w jego twarz.
-Weapon Left ? wypowiedział spokojnie, a wielki pocisk zderzył się z twarzą potwora, nie pozostawiając mu szans na przeżycie. Cieśla spojrzał na martwego przeciwnika, spostrzegł że ze wszystkich otworów na jego twarzy wydobywa się ciemność. Franky?ego przeszył dreszcz na ten widok, od razu przypomniał sobie co przeżył we wnętrzu wiru. Nachodziły go pytania, czy gdyby poddał się wtedy, byłby teraz taki jak on. Jednak szybko odegnał złe myśli i postanowił zorientować się gdzie jest. Ruszył więc w stronę wcześniej widzianego budynku, Szybko spostrzegł kilka postaci biegnących w jego stronę, najprawdopodobniej ich uwagę zwróciły odgłosy walki. Nagle nad sobą ujrzał kulistą istotę z wieloma wypustkami, która na środku ciała miała głowę, z pentagramem na czole.
- Uważaj to Akuma, jeśli cię trafi to umrzesz! ? Krzyknęła jedna z osób znajdujących się w oddali. Postać znajdująca się u góry zaczęła do niego strzelać.
- Hosi Shield ? Franky na swoim lewym ramieniu utworzył tarczę, którą zaczął odbijać pociski wystrzelone w jego stronę. Postanowił zużyć ostatnią butelkę, która mu pozostała.
- Weapon Left! ? Wystrzelił w kierunku potwora pocisk, w którym zawarł cały pozostały mu zapas odżywczego napoju. Na niebie pojawiła się wielka eksplozja, a po przeciwniku nie zostało ani śladu. Człowiek podbiegający do cyborga ze zdumieniem zapytał:
- Jesteś Egzorcystą?
- Nie, jestem piratem i właśnie się zgubiłem. Macie może trochę coli?

***

Niekompletna załoga Słomianych Kapeluszy zacumowała w porcie, zwijając flagę i żagle, tak by pozostać incognito .
- Teraz musimy się podzielić na trzy dwu osobowe zespoły. Ja i Sanji pójdziemy poszukać informacji, Chopper i Robin uzupełnią zapasy, po czym do nas dołączą, a Brook i Usopp zostają na statku. ? zarządziła pani nawigator. Sanji był bardzo zadowolony z otrzymanego przydziału. Usopp natomiast zaczął protestować:
- Czemu akurat ja muszę zostać na statku?
- Hmm, bo tylko tak dzielny wojownik mórz jak ty, będzie w stanie ochronić nasz statek. ? odrzekła Nami po nosem się śmiejąc.
- O tak, przecież zapomniałem że tylko przewspaniały Usopp-sama może obronić Sunny przed atakiem wroga.
Lekarz przybrał formę renifera i wraz z panią archeolog ruszyli do okolicznych sklepów.
Snajper i Szkielet wyciągnęli karty i by zabić nudę zaczęli grać w pokera. Kucharz wraz ze swoim obiektem pożądania przekroczył próg miasta nie różniącego się pozornie niczym od innych, które mieli okazję odwiedzać. Ludzie wyglądali na trochę przygnębionych i znudzonych monotonią życia, budynki stojące wzdłuż ulic były skromne i wydawały się aż błagać o renowacje. Mijane stragany, także obfitowały jakieś specjalnie wykwintne towary. Przechadzając się uliczkami zauważyli karczmę, wspólnie uznali że powinien znajdować się tam ktoś posiadający jakieś informacje. Otworzyli drzwi, karczma była pełna ludzi, którzy ewidentnie różnili się od osób widzianych na zewnątrz. Towarzystwo bawiło się na całego popijając ogromne ilości sake. Nagle jeden ujrzał śliczną kobietę stojącą w wejściu i od razu wrzasnął do reszty:
- Spójrzcie jaka sztuka, dziś ewidentnie się zabawimy!
Sanji już chciał się rzucić w kierunku obleśnego faceta, który wypowiedział te słowa, jednak Nami chwyciła go za rękę i pokiwała przecząco głową, dając mu tym samym do zrozumienia żeby zignorował wszystkich znajdujących się wokół. Podeszli do baru i zamówili po szklance wody. Barman nalewając wodę spytał:
- Jesteście tu nowi?
- Tak i chciałabym się dowiedzieć kilku rzeczy, będę wdzięczna jeśli nam pomożesz ? nawiązała rozmowę nawigatorka.
- Jeśli będę w stanie, to chętnie pomogę za odpowiednią opłatą oczywiście.
- Jak to!
- Przepraszam, ale w tym mieście każdemu przyda się dodatkowy grosz, bardzo ciężko się tu żyję.
Nami poczuła czyjąś dłoń na swojej piersi. Krzyknęła i odwracając się ujrzała że wszyscy faceci z karczmy zbliżyli się do niej i spoglądali z pożądaniem w oczach. Kucharz nie wytrzymał:
- Party Table!
Wszyscy faceci zostali rozrzuceni po karczmie i zaskoczeni siłą przeciwnika zaczęli uciekać z karczmy, a ostatni wybiegający krzyknął:
- Już po was, kapitan John was zniszczy! Hahahaha!
- Kapitan John? Kto to taki? ? zwrócił się Sanji do zaskoczonego całą sytuacją barmana.
- Skoro już się w to wplątaliście, to opowiem wam wszystko od początku. Kiedyś wyspa była bardzo bogata, ludziom żyło się tu naprawdę dobrze. Wszystko skończyło się w momencie, w którym do bazy marynarki przybył ten łotr John. Zebrał on odział bandytów, z którymi przed chwilą mieliście przyjemność i zaczął zastraszać mieszkańców. Z każdego z nas ściąga niesamowicie wysoki haracz i bogaci się tym samym naszym kosztem. Zabija każdego kto mu się przeciwstawi. Żyjemy w tym piekle już trzy lata.
- A to drań! ? wycedził przez zęby kucharz i odpalił papierosa.
- Chcieliście dostać jakieś informacje. Już nie chcę pieniędzy. Widzę że jesteś bardzo silny, jeśli zlikwidujesz tego tyrana pomogę wam bardzo chętnie, zresztą nie tylko ja, ale wszyscy mieszkańcy.
Sanji zaciągnął się papierosem i rzekł:
- Gdzie go znajdę?
- Na najwyższym wzgórzu na wyspie znajduje się tutejsza baza marynarki i jego siedziba.
- Nami-san wróć na statek chwilę może mnie nie być.
- Dasz radę?
- Oczywiście. ? rzekł, poczym wypalając do końca papierosa wyszedł.

***

Jak zwykle w wolnych chwilach leżał na dachu wpatrując się w niebo, gdy nagle ujrzał na nim czarną dziurę i wypadające z niej dwie postacie.
Luffy bardzo zdenerwowany podniósł się po upadku i spojrzał na tego, który mu tę wycieczkę zafundował. Postać była bardzo niska , nie sięgała kapitanowi nawet do klatki piersiowej. Z jego ciała wystawało mnóstwo kolców, od łysej głowy po stopy. Jedynymi wolnymi od szpikulców miejscami były fioletowego koloru brzuch i twarz. Słomiany kapelusz zdziwił się gdy spojrzał przeciwnikowi w oczy, zobaczył w nich przytłaczającą ciemności i natychmiast odwrócił od nich wzrok.
- Kim jesteś i gdzie są moi przyjaciele? ? spytał Luffy.
Osobnik zamiast odpowiedzieć, przystąpił do ataku. Zwinął się w kulę i w morderczych obrotach pomknął by zabić. Gumiak uskoczył w górę i uderzył:
- Gomu Gomu no Pistol!
Pięść wystrzeliła w stronę przypominającego kaktusa przeciwnika. Trysnęła krew, dłoń nabiła się na kolczasty pancerz. Agresor nabrał rozpędu i znów ruszył taranując wszystko po drodze. Kapitan wiedział że musi wyczekać moment, w którym oponent będzie stał na dwóch nogach odkrywając słabe punkty. Walka wrzała szpiczasty walec ganiał za Luffy?m a ten ciągle unikał ciosów. W końcu niszczycielskie koło się zatrzymało i rozwijając się stanął na dwóch nogach. Taka okazja mogła się nie więcej nie powtórzyć:
- Gomu gomu no Stamp!
Przeciwnik widząc nogę pędzącą w stronę jego brzucha, odwrócił się plecami wystawiając igły. Słomiany wrzasnął, jego stopa była dziurawa, a krew ściekała z niej ciurkiem. Wróg został przy tym ataku wgnieciony w budynek, ale po chwili znów się skulił i rozpoczęła się kolejna runda. Z dwoma poważnymi ranami coraz ciężej było unikać ataków. Zmęczenie zaczęło się dawać gumiakowi we znaki. Po wielu uskokach i manewrach bestia, również wykończona znów się rozwinęła. Luffy bał się zaatakować, by nie powtórzyła się sytuacja z poprzedniej rundy. Nagle postać przestała się ruszać i zastygła z rękami uniesionymi ku górze. Wydawało się jakby usilnie próbowała się ruszyć.
- Kage Mane no Jutsu! Unieruchomiłem go masz szanse go zaatakować! ? Krzyknęła postać znajdująca się na dachu jednego z budynków.
Gumiak natychmiast rozciągnął obie ręce do tyłu szyderczo się uśmiechając:
- Gomu Gomu no Bazooka!!! ? W jednej chwili obie dłonie z taką siły uderzyły w kolczastego potwora, że zmiażdżyły mu wszystkie wnętrzności i złamały kręgosłup. Bestia roztrzaskała się o ścianę pobliskiego budynku, a z jej ust wytrysnęła ogromna ilość czerwonej mazi. Potwór padł na ziemię, a z otworów na jego twarzy zaczęła toczyć się ciemność ulatująca ku górze. Był to zadziwiający widok. Czarno włosy chłopiec z upiętymi włosami zeskoczył z dachu i zapytał:
- Kim jesteś i czym był ten potwór?

***

Kwatera główna marynarki.
- Cholera, ile jeszcze będziemy czekać na tego durnego Sengoku, nadali temu zebraniu wagę światową i jeszcze się spóźniają ? odrzekł z poirytowaniem Don Flamingo
- Skończ już narzekać, skoro są tu wszyscy Schichibukai i trzej admirałowie to musi być coś ważnego ? zganił kolegę po fachu Mihawk .
- Chcesz zginąć?
Jastrzębiooki zignorował prowokacje i czekał na rozwój wypadków. Czarnobrody z Morią zabawiali się nawzajem opowiadając kawały. Jinbei cały czas główkował nad tym, co takiego musiało się stać, że aż został uwolniony z Impel Down na tę okazję. Ao Kiji był bliski zaśnięcia, natomiast pozostała dwójka admirałów była wyraźnie pochłonięta rozmową. Kuma pogrążony był w lekturze, a Hancock wyraźnie wydawała się być zgorszona towarzystwem.
Nagle drzwi do Sali obrad otwarły się głośno skrzypiąc, czym zwróciły uwagę wszystkich zebranych. W wejściu stała Crane, miała bardzo poważną minę, zmierzyła surowym wzrokiem wszystkich przybyłych po czym rzekła:
- Zebraliśmy się tu ponieważ najsilniejszy człowiek marynarki i Światowego Rządu admirał floty Sengoku został zamordowany...

05.04.2009, 16:15
Return to top


Wiadomości w tym wątku
Nowy Porządek - przez Redrey - 05.04.2009, 16:15
[Bez nazwy] - przez Caellion - 13.05.2009, 15:40
[Bez nazwy] - przez Redrey - 27.07.2009, 21:39
[Bez nazwy] - przez Redrey - 27.07.2009, 21:41
[Bez nazwy] - przez hans14 - 30.07.2009, 18:04
[Bez nazwy] - przez Komimasa - 30.07.2009, 20:59
[Bez nazwy] - przez Redrey - 30.07.2009, 22:31
[Bez nazwy] - przez BlackKuma - 30.07.2009, 23:25
[Bez nazwy] - przez Komimasa - 31.07.2009, 11:53
[Bez nazwy] - przez Jutsu - 31.07.2009, 16:57
[Bez nazwy] - przez Redrey - 31.07.2009, 19:49
[Bez nazwy] - przez Jutsu - 31.07.2009, 20:10
[Bez nazwy] - przez Redrey - 01.08.2009, 11:53
[Bez nazwy] - przez Jutsu - 01.08.2009, 13:17
[Bez nazwy] - przez Redrey - 01.08.2009, 15:28
[Bez nazwy] - przez Jutsu - 01.08.2009, 17:10
[Bez nazwy] - przez Redrey - 01.08.2009, 17:20
[Bez nazwy] - przez Komimasa - 01.08.2009, 19:18
[Bez nazwy] - przez Redrey - 01.08.2009, 21:47
[Bez nazwy] - przez Komimasa - 01.08.2009, 22:37
[Bez nazwy] - przez Redrey - 01.08.2009, 22:47
[Bez nazwy] - przez Komimasa - 01.08.2009, 23:04
[Bez nazwy] - przez Komimasa - 01.08.2009, 23:07
[Bez nazwy] - przez Redrey - 01.08.2009, 23:24
[Bez nazwy] - przez hans14 - 03.08.2009, 02:06
[Bez nazwy] - przez hans14 - 09.09.2009, 22:32
[Bez nazwy] - przez Redrey - 09.09.2009, 22:34
[Bez nazwy] - przez hans14 - 09.09.2009, 22:37
[Bez nazwy] - przez perkos - 18.02.2010, 22:46
[Bez nazwy] - przez Redrey - 20.02.2010, 02:28



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Wymiana
One Piece Vampirciowo Fairy Tail Valid XHTML 1.0 Transitional Poprawny CSS!

Kontakt | One Piece Nakama | Wróć do góry | Wróć do forów | Wersja Mobilna | RSS | Mapa Nakama